Miłość w czasach zarazy część I

Dla M.

W perspektywie mam drugą noc w nowym miejscu. Wieczór jest chłodny,i sama nie mam pojęcia,czy to z powodu pory roku,czy jest to bardziej wina właścicielki,która oszczędza na ogrzewaniu. A może to niepewność sprawia,że moja dusza jest męczona dotkliwym zimnem? Trzęsę się,chciałabym zwinąć się w kłębek i schować do wnętrza samej siebie. Ale czy jest tam dla mnie miejsce,skoro każdy zakamarek jest wypełniony Tobą? Zajmujesz każdy centymetr mojego zrujnowanego,lichego ciała.Czy to w ogóle możliwe? Sięgam po szlafrok i owijam się nim szczelnie. Siadam na łóżku i próbuję uspokoić szalejące myśli. Nadzieja. Najgorsze skurwysyństwo,które wyszło z puszki Pandory. Przywiodła mnie tutaj,zachęciła do walki. Czy uwierzysz,że za parę godzin stanie się czymś,czego nie chcę trzymać w swoim życiu?Czego nigdy więcej nie chcę otrzymywać? Układam laptop na brzuchu ,włączam film. Pewna scena z ,,Amerykańskiego Szatana” uspokaja mnie na tyle,że jestem w stanie przestać trząść się wewnętrznie. W sercu znowu kiełkuje nadzieja. Wyobrażam sobie,że zapraszasz mnie do siebie,kochanie. Mam na sobie krótką,czarną sukienkę w kropki,trochę za duży dekolt w serek,nic nie poradzę. Maksymalnie ściśnięty pasek,dostrzeż,jaką mam talię,mogę się nią pochwalić! Zamówiłam ją trochę w ciemno, nie znając dokładnych wymiarów. Gdy zobaczyłam ją na zdjęciu wiedziałam,że gdy mnie w niej zobaczysz,powiesz,że jestem śliczna. Kochałam,kiedy to mówiłeś. ,,Jesteś taka śliczna”, ,,Muszę Cię w sobie rozkochać,żebyś mi nigdy nie uciekła”. Czułam się śliczna,a im częściej to mówiłeś,tym bardziej wierzyłam,że pod warstwą gnijącego mięsa jest coś,co warto kochać. Chyba za często chciałam prowokować Cię do wypowiadania takich słów...To pomogło w podjęciu ostatecznej decyzji. Pod spodem mam tylko koszulkę,wiesz,tą prześwitującą,kremową. Z paseczkami wykończonymi siateczką akurat w na sutkach.Jest wystarczająco długa,zwiewna. Pamiętam,że zdjęcie,które w niej zrobiłam było jednym z Twoich ulubionych. Jednym z pierwszych,na którym mogłeś zobaczyć coś więcej. Widzisz? Dopilnowałam wszystkiego,zadbałam o każdy szczegół,aby pokazać Ci,ile dla mnie znaczysz. Włosy mam rozpuszczone,umyte i wypielęgnowane odżywką,tak bardzo chciałam zrobić na Tobie dobre wrażenie. Takie zresztą najbardziej lubiłeś,prawda? Wyobrażam sobie,że wysyłam Cię do kuchni po herbatę. Nie obchodzi mnie,czy jest najtańsza,co czasem zaznaczałeś,czy może niekoniecznie smaczna. Pamiętam jak kiedyś opowiadałeś mi o małżeństwie,które było bardzo biedne,biedne do tego stopnia,że zakupy w osiedlowym sklepie zawsze robili na kreskę. Ale co z tego,skoro bardzo się kochali? Czymże jest najtańsza herbata,czy głód w porównaniu z miłością drugiej osoby? Zresztą herbata to tylko pretekst,powinieneś o tym wiedzieć,w końcu wiesz,że potrafię być podstępna. Gdy wracasz do pokoju podchodzę do Ciebie,sukienka leży zwinięta gdzieś w kącie,mam to zupełnie gdzieś. Tak samo jak to,czy zdążysz odstawić kubki na stolik,czy wypadną Ci z dłoni tłukąc się na podłodze. Ujmuję Twoją twarz w dłonie,przysuwam się blisko,pragnąc poczuć Twój oddech na swojej twarzy. Patrzysz na mnie szeroko rozwartymi oczami,a ja dostrzegam w nich mieszankę konsternacji i zachwytu. Wiem,że jesteś zagubiony,rozdarty,wiem co się dzieje w Twojej głowie,zbyt dobrze Cię znam. Dlaczego wciąż mam nadzieję,że to mnie wybierzesz? Zatracam się w Twoim spojrzeniu. Pokochałam Twoje oczy już dawno,jednak dopiero teraz mogę całkowicie poddać się ich wyjątkowości. Najpiękniejsze oczy,jakie miałam przyjemność podziwiać w życiu. Już nigdy nie spotkam bardziej wyjątkowych. Nigdy żadnych nie pokocham. Łagodne,błyszczące,patrzące na mnie z uwagą. Czysty błękit ,jak niebo w majowy wieczór,wieczór, który chciałabym spędzać wtulona w Twoje ramiona. Spokojna. Szczęśliwa. Kochana. Jak duńskie jezioro,nad którym mogłabym wyznać Ci uczucia trzymając Twoje dłonie i ogrzewając je swoim oddechem. Jak najdroższy i najczystszy kamień szlachetny,który być może mógłby znaleźć miejsce w pierścionku,który kiedyś wsuniesz mi na palec trzymając go z czułością. Błękit ponoć uspokaja,wiesz? Chciałabym,żeby uspokajał mnie i hipnotyzował do końca moich dni na tym świecie. Uśmiecham się,a w moim uśmiechu kryją się wszystkie moje uczucia,których boję się ujawnić. Przywiązanie. Miłość. Czułość. Przytulam swoje wargi do Twoich ust. Tak dlugo na to czekałam i nie wytrzymam dłużej tortury bycia daleko od Ciebie. Ogrzej mnie swoim oddechem,poskładaj wszystkie połamane kawałeczki mojego serca. Proszę. Nie pragnę niczego więcej. Czuję,że próbujesz się odsunąć,oprzeć, słyszę jak przez mgłę słowa,że nie możesz już,że Ci nie wolno,ale po chwili topniejesz,poddajesz się mi,a nasze stęsknione wargi rozpoczynają wspólny taniec. Czuję jak moje oczy wilgotnieją,chyba pierwszy raz w życiu doświadczam łez wzruszenia. Widzisz,tak bardzo kocham Cię za to,że każdego dnia uczysz mnie czegoś nowego. Poruszasz struny,o których istnieniu nie miałam pojęcia. Poruszaj je,każdego dnia,od nowa. Odkrywaj mnie,odkrywaj,jak zagadkowa potrafię być. Łzy płyną już swobodnie,wiem,że nie muszę ich powstrzymywać,nie przy Tobie. Płyną,żłobiąc rowki na policzkach i spływając do naszych złączonych ust. Twoje wargi są tak delikatne,miękkie, to nieprawdopodobne,że męźczyzna może być tak delikatny. Już wiem,że codziennie będę modlić się do Bogów,aby dane było mi całować te usta do końca świata. Może nawet dłużej? Oddałabym duszę,aby móc pieścić je każdego ranka. Zamykam oczy. Czy mogłabym w inny sposób delektować się ukochanym mężczyzną? Wplatam palce w Twoje włosy,na oślep szukając gumki,starając się jednocześnie,żeby nie sprawić Ci bólu. Już nigdy więcej Ci go nie sprawię kochanie. Chcę leczyć Twoje rany,opłakiwać smutki. Już nigdy nie będąc przyczyną smutku i cierpienia. Już nigdy nie rozedrę Twojej duszy,najdroższy. Znajduję ją w końcu,staram się wyplątać ją spomiędzy kosmyków. Czuję nieprawdopodobne ciepło w sercu,kiedy mi się to udaje i kiedy czuję,jak jedwabiste kosmyki dotykają policzków. Wtulam w nie twarz i chłonę ich zapach. Z całych sił staram się zapamiętać ich woń i dotyk. A jest co zapamiętać. Niesamowicie miękkie,jedwabiste,jednak niepozbawione sztywności włosy o niesamowitym kolorze. Brązowe,poprzetykane gdzieniegdzie srebrzystymi kosmykami. Sam mówiłeś,że chyba przybyło Ci trochę siwych włosów. Myślisz,że to właśnie te? Dodają Ci uroku, pewnej szlachetności. Nie przejmuj się,proszę. Tulę się do Twoich włosów i gładzę policzki zastanawiając się jednocześnie,czy nasze maleństwo odziedziczy je po Tobie. Miękkość Twojej skóry mnie zniewala. Czysty aksamit. Dlaczego właściwie taki mężczyzna zainteresował się kimś takim,jak ja? Dlaczego tyle razy wspominałeś,że zastanawiasz się,jakim cudem taka kobieta jak ja zainteresowała się kimś takim jak Ty? Uważam,że jest wręcz odwrotnie. Ale może to nasza tragedia,że każde z nas za bardzo wyidealizowało tą drugą stronę? Ale czy nie na tym polega miłość ,na widzeniu ,,czegoś więcej”? Czy kiedyś odpowiesz mi na to pytanie? Delikatność i aksamitność skóry kontrastuje ze sztywnością zarostu. Czuję,jak drapie mnie po twarzy,ale to czysta rozkosz. Jęczę cichutko,czując jak gładzisz mnie po włosach. Powiedz,że jestem Twoja. Chcę być tylko Twoja. Teraz i na zawsze. Czy możesz mi to obiecać?

Isztar

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1393 słów i 7805 znaków, zaktualizowała 12 mar 2020. Tagi: #miłość #ukochany #smutek #rozstanie #pierwszaczęść

2 komentarze

 
  • Ja

    Śliczne.

  • Somebody

    Delikatne i mocne zarazem. Brawo! Tylko jakby były spacje po przecinkach to już wgl byłaby bajka  ;)

  • Isztar

    @Somebody Dziękuję  ❤