Marek i piękna sąsiadka część 1

Marek
     Jestem krakowiakiem. Od urodzenia mieszkam w starej zabytkowej kamienicy, która się mieści przy ulicy Floriańskiej 41. Mam trzydzieści pięć lat i brązowe oczy. Wzrostu mam sto siedemdziesiąt sześć oraz łysą głowę.
     W centrum miasta prowadzę gabinet fizjoterapii i masażu. Jestem kawalerem, bo praca, którą wykonuję tak mnie pochłania, że nie mam czasu na randki, ale kocham to, co robię. Jeżdżę błękitną niczym ocean Hondą.
     Poniedziałkowy poranek jest wprost idealny do urządzenia wiosennych porządków, ale ja nie mam na to czasu.
     Spoglądam na zegarek, a tam dochodzi dziewiąta.
     — O matko, ale późno!
     Odrzucam kołdrę na bok. jeszcze przez chwilę leżę na wznak, po czym wstaję ściągam niebieskie bokserki i w stroju Adama udaję się do łazienki, która jest urządzona nowocześnie. Na podłodze leżą kafelki z wysokim połyskiem. Po kąpieli ogolę się, później, w kuchni  zjadam śniadanie, a naczynia umieszczam w zlewie. W sypialni się przebieram, po czym wychodzę do pracy. Pogoda jest przepiękna, więc idę pieszo. Po pięciu minutach jestem na miejscu.
      Kluczem z brelokiem otwieram drzwi i wchodzę do środka. W garderobie zakładam  strój roboczy. Następnie siadam za biurkiem i czekam na swoją pierwszą klientkę. Po trzydziestu minutach w drzwiach staje moja ulubiona pacjentka. Na jej widok podrywam się z krzesła i podbiegłam. Po czym pomagam kobiecie zdjąć płaszcz, zapraszając do biurka.
     Podchodzi we wskazane miejsce i siada z wielką gracją.
     Prawdziwa z niej elegantka – myślę.
     Po chwili zajmuję swoje miejsce za biurkiem. Z szuflady wyciągam akta.  
     — Pani Danusiu to co dziś pomasujemy?  
     — Panie Mareczku, dziś mnie potwornie bolą plecy.  
     — Dobrze. Niech pani się położy – proszę.  
     Kobieta wstaje z krzesła i podchodzi do łóżka. Następnie się rozbiera i na nim kładzie. Z szafki wyciągam olejek kokosowy. Zbliżam się do pani Danusi i wylewam w trzech miejscach.  
     Później, delikatnie dłonią, po całej powierzchni pleców masuję klientkę.
     — O tak, dobrze! Panie Marku cudownie pan to robi.  
     — Cieszę się, że pani jest lepiej.  
     — Oj bardzo, a może dasz się kochaniutki zaprosić dziś wieczorem do mnie na kolację?
     — Bardzo chętnie.  
     — Świetnie, to jesteśmy umówieni.  
     — Na to wygląda.
      Po zakończeniu masażu kobieta wstaje z łóżka i zupełnie bez pośpiechu, kokietując swymi ruchami ubiera się, czując na swych plecach i pośladkach męskie spojrzenie.
     — To widzimy się o dziewiętnastej.  
     — A jaki to adres?
     — Bracka jeden. Mieszkanie  znajduje się na parterze.
     Po tych słowach wychodzi kręcąc zalotnie tyłkiem.  Gdy tylko zostaje sam to z miejsca siadam do komputera. W wyszukiwarce wystukuję Danuta Trzebiatowaska i ‘’ wyskakuje mi strona’’, która w całości jest poświęcona Krakowskiej dekoratorce wnętrz. Na fotografii rozpoznaję swoją pacjentkę, więc z ciekawości klikam napis "mój profil" i zauważam, że pod zdjęciem widnieje krótka biografia.  
W domu na spokojnie to sobie przeczytam – myślę.  
Nagle drzwi gabinetu otwierają się i do środka wchodzi starszy pan. Podchodzę do niego, ale wcześniej pospiesznie wygaszam ekran laptopa.
— Witam panie Henryku. To co dziś może zrobimy mała gimnastykę?
— Dobrze.  
— To zapraszam do pokoju obok.  
Starszy pan ruszył w stronę drzwi z napisem fizjoterapia, nacisnął klamkę i wszedł. Nastawiam budzik na piętnaście minut, po czym idę do pacjenta.
— Panie Henryku, niech pan lewą nogę zegnie w kolanie. A potem ją przyciągnie bardzo mocno do siebie. Doskonale, proszę tak zrobić pięć razy.  
— Dobrze panie Marku.
Staruszek posłusznie wykonuje wszystkie polecenia swojego fizjoterapeuty.  
— Świetnie, a teraz prawą nogę tyle samo, co w lewej.
Po piętnastu minutach sekundnik zaczyna piszczeć.
— Dziękuję na dziś to już koniec.
Staruszek wstaje z łóżka i wychodzi.  
Nareszcie sam – myślę.  
W szatni się przebieram, telefon chowam do kieszeni marynarki, a laptopa do aktówki i wychodzę.  
W drodze powrotnej w kwiaciarni kupuję bukiet czerwonych róż. Po dotarciu pod mój blok, wchodzę do klatki. Na schodach spotykam swoją sąsiadkę - uśmiechamy się do siebie i idziemy dalej.  
Nawet nie wiedziałem, że mam tak piękną – myślę.  
Po znalezieniu się w środku, nogą zamykam drzwi. Kwiaty wstawiam do wody, aby nie zwiędły do wieczora.
Z lodówki biorę piwo i siadam w salonie na kanapie. Laptopa stawiam na stole i wchodzę ponownie na stronę mojej pacjentki. Wzdychając, palcem przejeżdżam po jej zdjęciu.  


Nagle słyszę dzwonek do drzwi, więc niechętnie wstaję z kanapy i idę zobaczyć kogo to też niesie.  
Spoglądam przez judasza i widzę swoją sąsiadkę, nie czekając ani chwili dłużej otwieram jej drzwi.
— Dzień dobry.  
— Dzień dobry przepraszam, że przeszkadzam, ale gotuję właśnie obiad i jak na złość sól mi się skończyła. Czy pożyczy mi pan trochę?  
— Oczywiście, że ja tak. Pięknym kobietom nigdy nie odmawiam.  
— Jest pan bardzo miły.  
— Jaki tam ze mnie pan, jestem Marek.  
— Ładnie.  
— Dziękuję, a pani jak ma na imię?  
— Magda.
Po wejściu kobiety do środka zamykam za nią drzwi i prowadzę niezapowiedzianego gościa do salonu. Sam udaję się do kuchni, gdzie wsypuję trochę soli i wracam do sąsiadki.  
— Proszę oto twoja sól.
— Dziękuję. Widzę, że jesteś fanem Danuty Trzebiatowskiej.  
— Tak, jestem, wspaniała z niej kobieta.  
— To prawda, a wiesz, że ja zaczęłam stosować tę samą dietę co ona i zobacz, jaka zgrabna laska ze mnie się stała.  
— A do tego bardzo ładna – dodaję.  
— Dziękuję to ja już sobie pójdę.
Ruszamy do drzwi wejściowych.  
— Nie wiedziałem, że jesteśmy sąsiadami.  
— Ja też nie, aż do dzisiejszego dnia, gdy Cię spotkałem na klatce schodowej. Mam nadzieję, będziemy się teraz częściej widywać.  
— Czemu nie, z największą przyjemnością.  
— To do zobaczenia Mareczku.  
— Pa, Madziu.  
— Mieszkam tu naprzeciwko możesz wpadać, kiedy będziesz miał ochotę.  
— Dziękuję.  
Zamykam drzwi, a serce mi wali jak szalone, po czym. Siadam przed komputerem i zaczynam czytać wiadomość na stronie Danusi. Po chwili wyłączam komputer i idę do sypialni, gdzie zrzucam ubranie i w stroju Adama udaję się do łazienki. Podchodzę do brodzika obudowanego kafelkami i odkręcam kurek z ciepłą wodą. Strumień wody zaczyna lać się z wielkiej prysznicowej głowy umieszczonej pod sufitem.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1083 słów i 6540 znaków, zaktualizowała 15 lis 2020.

2 komentarze

 
  • enklawa25

    ;)

  • Margerita

    @enklawa25 dzięki

  • enklawa25

    @Margerita pisz dalej jestem ciekaw co będzie

  • agnes1709

    "Starszy pan ruszył w stronę drzwi z napisem fizjoterapia, nacisnął klamkę i wszedł". Mar, juz radziłam, żeby wywalić te wszystkie zbędne opisy, po co to komu? Zawalone pół opowiadania. Nie lepiej napisać po prostu "staruszek wszedł do gabinetu fizjoterapii", lub coś w podobie? Dam łapę, ale sugestia do przemyślenia ;)

  • Margerita

    @agnes1709 dzięki