Krople poranionych chmur cz ostatnia

To już ostatnie część i ostatnie opowiadanie, jedno z kilkunastu, które napisałem lat temu. Dziękuję wszystkim, którzy czytali. Może coś jeszcze napisze jak Bóg da.  

Tego wieczoru kochaliśmy się prawie bez ruchu. Prawdę mówiąc, lubiłem tak. Nie. Kochałem. Ale tak w prawdzie cokolwiek dotyczło Lili, kochałem. Kochałem się z nią kochać, jeść, chodzić, myć. Rozmawiać. Wszystko.
Wyszliśmy rano. W pokoiku panował porządek. Koło dziesiątej dotarliśmy na polanę. Było tu urwisko z wieloma skalnymi szczelinami. Wiatr wiał umiarkowany i chmury zasłoniały może trzecią część nieba.
Lila położyła mi głowę na kolanach i patrzyła na moją twarz. Miała uśmiech na swojej pięknej buzi. Piękny. Nowy. Założyła tą samą sukienkę, a włosy miała potargane przez wiatr.
— Kwiaty na polu pszenicy — powiedziałem.
Zaczęła się śmiać. Jak dziecko.
— Pamiętasz jak płakałam pierwszy raz?
— Tak, ale nie chcę pamiętać. Miałem wizję, złą wizję.
— Czemu mówisz, , , złą wizję”.
— Bo ty powiedziałaś, , Nie chcę odchodzić, chcę mieć dzieci”.
— To dzisiaj — szepnęła.
— Co dzisiaj? — czułem jak skóra mi cierpnie.
— Dzisiaj odejdę — powiedziała, ale nie była smutna.
— Gdzie odejdziesz? Co ty pleciesz, Cytrynko!
Nazywałem ją tak z powodu koloru jej włosów. Wiedziałem, że tak lubiła.
— Umrę — szepnęła.
— Przestań tak żartować!
— Ja nie żartuję, Janku.
— To już nie jestem John?
— Nie. Już nie.
— Powiedz, że żartujesz i zmienimy temat!
— Nie żartuje. To trochę potrwa, wygodnie ci?
— Tak, ale już przestań.
— Kochanie, uspokuj się. Zanim odejdę, muszę ci wszystko powiedzieć. Muszę.
Patrzyła na mnie tymi swoimi chabrami.  
— Odejdę z tobą!
— Masz wybór.
— A więc nie żartujesz?
— Nie.
— To powiedz, co mam wiedzieć.
— Pamiętasz kiedy powiedziałam ci, że możesz mnie zdradzić, zbić, wszystko. Tylko...
— Tak. Nie mogę zwątpić w twoją miłość.
— Powiedziałeś, , , jeśli” i ja powiedziałam...
— Przecież nie powiedziałem tego drugi raz, a jeśli nawet to wiesz, że nie wątpie w twoją miłość.
— Wiem, że nie wątpisz i ja nie wątpie w twoją.
Zamilkła na chwilę i sądziłem, że to koniec żartów.
— Chciałeś żebym pojechała, że jestem zmęczona i...
— Och mój Boże, powiedziałem, , , Jeśli mnie kochasz, to...
— Tak.
— Ale to dziecinne, to nie może być prawdą!
— Nie obwiniaj siebie. Kiedy wszystko ci powiem, zrozumiesz. I będziesz szczęśliwy.
— Jestem szczęśliwy.
Pocałuj mnie — poprosiła.  
Pochyliłem się i pocałowałem ją delikatnie.
— Tak właśnie pragnęłam — szepnęła. Ńigdy nic nie zauważyłeś? Dziwnego, nietypowego.
— Tak, od kiedy cię poznałem miałem wizje przyszości, znałem wszystko o tobie, Marioli...
— Wiedziałeś, że umrę i chciałeś to zmienić, prawda?
— Tak.
— Dobrze kochanie, zacznę od początku. Wiedziałeś, że lubię lody truskawkowo-czekoladowe
— Tak.
— A nie zastanowiło cię, że ja zamówiłam dla ciebie malinowe, twoje ulubione.
— Tak, rzeczywiście!
— Nie pomyślałeś wówczas w łazience, kiedy widziałeś nago Mariolę, że nic o niej nie wiesz? A kiedy wpadłam do ciebie i powiedziałam, , , Zrób co ona zechce” wiedziałeś o niej, że cię kocha i pragnie?
— Boże, mówiła ci?
— Nic mi nie mówiła. Ona umie dochować tajemnicy. Dlatego powiedziałam jej to, co powiem tobie teraz. Z tym, że tobie powiem ze szczegółami.
— Chyba nie jesteś zła ani zazdrosna, ja bym ci powiedział... Ja wiedziałem, że tylko tak mogę ją wyzwolić.
— Nie gniewam się, ani nie jestem zazdrosna. W Hortexsie żartowałam. Ja wiedziałam, że nie podrywasz Klary.
— Wszystko pamiętasz?
— Wszystko. Teraz słuchaj. Wszystko zaczęło się 25 lat temu.
— Przecież ciebie jeszcze nie było na świecie, ani mnie!
— Jak będziesz mi przerywał to odejdziemy w nocy, a musimy w dzień.
— Dobrze, już nie będę ci przerywał. Tylko powiedz, że to nieprawda.
Łzy płynęły mi z oczu, prosto na jej twarz.
— Przestań płakać, bo umrę teraz i nic ci nie powiem — zaczęła się śmiać.
— Nie zrobiłabyś tego, Cytrynko!
— Nie zrobiłabym, ale już słuchaj i nie płacz. No dobrze, zapytaj mnie, bo bardzo chcesz to wiedzieć.
I wtedy doznałem olśnienia. To ona wiedziała wszystko. A ja miałem wiedzę, bo to ona przekazywała mi tą wiedzę. Kiedy dotknęła kogoś, a potem dotknęła mnie.
— Tak. Właśnie, tak — szepnęła.
— Wiesz co myślę?
— Tak.
— Dlaczego nie jestem już John.
— To nie jest właściwe imię dla ciebie. Janek to piękne imię. A John? Bez obrazy, John brzmi jak odłupany kawałek szczapki.
Zaczęła się śmiać i ja także.
— To czemu ich poprawiałaś?
— Żeby poczuli moc! Ale robiłam to w pewnym celu, dlatego wybacz mi.
— Ty masz moć!
— Tak, bo mi ją dano! Ale już nie przerywaj, proszę.
Wszystko zaczęło się 25 lat temu. Pan Bóg mnie posłał na ten świat w pewnym celu. Żebym wyzwoliła Mariolę. Ale zanim mnie posłał, wszystko mi powiedział. A potem dał mi ciało. Słusznie powiedziałeś w swoim domu, że jestem ładniejsza od Ewy. No może nie ładniejsza, ale równie ładna. Wierz mi, Bóg ma gust. On robi wszystko najlepiej. Ale on nie powiela, tylko tworzy. Ewa, ta z żebra Adama, miała ciemne włosy i zielone oczy.
— Jak Dorota.
— Tak. Jak Dorota. Ale oczywiście była piękniejsza. Więc kiedy mi dał ciało, dał mi chabrowe oczy, włosy jak przenica no i całe ciało jak widzisz.
— Ja wiem, że jesteś najpiękniejsza na świecie!
— Tak, jestem. Ale daj mi opowiadać. Teraz muszę ci powiedzieć coś o Marioli. Mariola była chłopaciarą, chociaż miała jedyną koleżankę, Juleńkę.
Dla każdej normalnej dziewczynki, w każdej normalnej rodzinie, ojciec jest wzorem mężczyzny. Nie jest tak u chłopców. Niestety, Władysław nie sprawdził się w oczach Marioli. Więc zaczęła szukać podświadomie w najbliższym otoczeniu. Jacek nie był dla niej wzorem. Pojawiłeś się ty. Kiedy raz ćwiczyłeś gimnastykę, dostrzegła cię. Jesteś przystojny, wiesz, że nic ci nie brakuje. Ale ona nie patrzyła na ciało, no może nie tylko na ciało. Miała 19 lat i była już dojrzała i piękna. Wiesz, że Mariola jest bardzo piękna fizycznie. Zaczęła cię najpierw kochać i nie zauważyła nawet, że cię kocha inaczej niż siostra, brata. W końcu zaczęła cię pragnąć... Powiedziałam ci bardzo oględnie. Złożyło się na to mnóstwo małych i wielkich czynników. Gdyby tak nie było, każda dziewczynka pragnęła by swojego ojca, albo brata. A to przecież nigdy nie powinno mieć miejsca.
— Ale czemu TO stało się tak!
— Otóż ona cię kochała, a TO stało się tak, ponieważ prawie co noc miała ten sen, że ją całujesz i dotykasz. Co noc. Umiała to ukryć. Nikt nie wiedział. Tylko ona, Bóg i ja. Dopiero potem ty. Ona próbowała z tym walczyć, ale nie mogła. I teraz posłuchaj bardzo uważnie. Pamiętasz jak ci powiedziała, że się zmieniłeś. A zmieniłeś się, bo pokochałeś mnie, a ja ciebie. Gdyby wcześniej poprosiłaby cię o to i wyznała uczucia, wygnał byś ją na dwór. Otóż ona chciała się zabić, podciąć sobie żyły. A Bóg nie chciał aby umarła, bo miał dla niej plan. Ona urodziła się bez jajników. Miała okresy, ale nigdy nie mogłaby mieć dzieci. Normalnie kobieta, której jajniki źle pracują, lub ich nie posiada, nie może mieć okresów. Żaden przeszczep by się nie powiódł.
Kiedy przyszła do ciebie i ja wpadłam, już było dobrze. Chodziło tylko o to, co ty zrobisz i co ona zrobi. Najpierw jej nie chciałeś, bo to była twoja siostra. Potem ją chciałeś, bo to byłam ja. Pamiętasz, że całowałeś ją, a czułeś, że to byłam ja? I to byłam ja. I ja jej to powiedziałam. Więc ty zostałeś bez winy. Ale ona czuła. I teraz posłuchaj. Pamiętasz kawiarnie o 4:16 a potem nasz ślub dokładnie o 4:16,  
— Tak, dlaczego?
— I List Jana 4 werset 16, , Bóg jest miłością”. Ale Bóg jest SPRAWIEDLIWY. I dlatego, że TO się stało, musiało ponieść konsekwencje. Bóg wybacza, ale ma swoje prawo.  Bóg jest miłością. Najpierw. Ale by to zrozumieć w pełni, trzeba być Bogiem. Ponieważ to się stało, ktoś musiał umrzeć. Ona urodzi w krótce Lubomira, a za rok bliźniaczki, Jana i Lilię. Będą wychowywać je razem z pozostałą osiemnastką. I wszyscy wyrosną na dobrych ludzi.
— Co z moją matką i ojcem?
— Człowiek powinien być dobry, a żeby mógł być dobry, musi kochać. Nie kochać, tylko KOCHAĆ. Przez duże K. Boga nie można urazić ani mu zaszkodzić. Można sprawić przykrość tylko człowiekowi, zwierzęciu, roślinie. Dlatego nie powinno się tego robić, a jeśli się to zrobi, trzeba jak najszybciej to poprawić. Ja nikogo nie przeklinałam, tylko upominałam. Są sprawy między ludźmi i są sprawy między człowiekiem, a Bogiem.
Ponieważ Mariola nie mogła ponieść kary, ktoś inny musiał. Możesz pojąć jej cierpienie? Im bardziej chciała to odrzucić, tym bardziej cię pragnęła. Ona nie mogła ponieść konsekwencji. Ktoś inny musiał. Ja. Ale ja miałem wybór i wówczas i teraz. Pamiętasz jak płakałam, że nie chcę odchodzić i chcę mieć dziec? Ale wybrałam tą drogę i wybrałam ją z miłości.
— Pamiętam, że nawet Jezus prosił ojca aby oddalił ten kielich...
— Ja nie czynię się nikim i nie próbuję się porównywać. Do momentu kiedy cię poznałam, byłam zwykłą dziewczyną. Uwierz mi, nawet nie sądziłam, że jestem ładna...
Lubomir przybył do Polski parę dni przed moim urodzeniem. Przybył i czekał, by nam udzielić ślubu.  
— Ale Lilio moja, ja nie jestem ciebie wart. Dlaczego?
— Nie mów tak, kochanie. Bez ciebie nie byłabym szczęśliwa i nie mogłabym spełnić misji. Jesteś czymś i kimś najlepszym co Bóg mógł mi dać, a ja jestem czymś lub kimś najlepszym dla ciebie. Te zdolności prorockie otrzymałam w tym dniu, kiedy cię poznałam. Możesz wybrać, czy chcesz zostać czy odejść ze mną
— Gdybym jej nie pocałował, byłaby bez winy. I ty nie musiałabyś przyjść na świat. Ale gdyby tak się stało nigdy nie poznałbym ciebie.
— Często rozważamy co by było gdyby było. Ale tak nigdy nie jest. Dzięki mnie i mojej miłości zmieniłeś się. Ja wiedziałem, że miałeś inne dziewczyny zanim się poznaliśmy. Oczywiście wiedziałam to potem. Ja nawet nie całowałam się z Tomkiem. Ale wiedziałam, że jesteś mi przeznaczony. Gdybyśmy się nie poznali, ty byś się nie zmienił, a Mariola odebrałaby sobie życie. Rozumiesz! Ale nie myśl, że Bóg do tego nie dopuścił. To był mój, twój i twojej siostry wybór. Czasem jesteśmy w świetle, a jeden krok dzieli nas od ciemności. Wszystko pojmiesz. A jaki jest twój wybór?
— Chchcę odejść z tobą.
— Dobrze, skoczymy ze skały.
— Nie. Chcę byśmy zasnęli przytuleni.
— Tak się stanie. Tak właśnie miało się stać i ty miałeś to wybrać, teraz pamiętam.
— Oni będą płakać!
— Tak, ale ich łzy się skończą i zrozumieją. Nasze dzieci i Mariola.
Nasze ciała wpadną do szczeliny i nikt ich nie znajdą. Przez 75 lat nie zgniją, pozostaną nienaruszone. Potem uderzy piorun i spali je na złoty pył. Ale my nie jesteśmy ciałem.
— A czym jesteśmy, Cytrynko?
— Jesteśmy duszą!
— Mamy duszę, to wiem.
— Nie kochanie, to raczej ona ma nasze ciało.
To będziemy zwiewną mgłą?
— Nie najdroższy, dusza ma wygląd i indywidualność.
— Jak to wiesz, Cytrynko?
— Pamiętasz jak ci mówiłam, że Bóg tworzył mi ciało. Ja stałam i patrzyłam.  
— Czy dusza ma płeć? Byłaś dziewczynką?
— Nie. To nie jest tak łatwo zrozumieć, teraz, kiedy mamy ciało. Raczej On jest męski, a my wszyscy żeńscy. Ale i on ma aspekt żeński. Może najpierw jest jak matka. Dobra, kochająca matka. Już się nie kłopocz. Będziemy z nim. Zawsze. Chociaż tak naprawdę, jesteśmy z Nim zawsze. Wszyscy.
                    *
To trwało mniej niż mrugnięcie oka. Nie czuliśmy już tego. Czuliśmy, ale nie tak jak poprzednio.
Na polanę zaczęły padać krople z poranionych chmur...  

Teraz już wiecie wszystko. Kiedy mówiłem, że zrozumiałem to wówczas, mówiłem właśnie o tej chwili. Kiedy jakś część Lili rozdarła chmury. I zaczął z nich padać deszcz. Zanim odeszliśmy, widziałem że krople są w kolorze krwi. A może to była krew...


                    *
I tak się stało. Nie próbujcie szukać naszych ciał. One są tam, ale nie możecie ich odnaleźć. Szukajcie czegoś innego. Dobra, sprawiedliwości i Miłości.
            
                  Od autora:  
W tej fikcji umierają rodzice Jana. Ich śmierć nie jest sądem Bożym.  
Napisałem to kilka razy i pewnie jeszcze powtórzę. Czasem, a może zawsze, by zrozumieć Boga... trzeba być nim. Może wierzysz. I mimo tego, wątpisz. Że jest dobry, sprawiedliwy. Mi zdarza się to czasem. Tak już jest. Nie ważne jak sobie Jego wyobrażasz. I tak twoje wyobrażenie jest dalekie od prawdy. On jest sprawiedliwy, pełny miłości i wybaczenia. I On by chciał, żebyśmy pełnili jego wolę. Bo na razie pełnimy... swoją.
                   Koniec
Kelowna, Styczeń 2016.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 2407 słów i 13314 znaków, zaktualizował 19 cze 2019.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • agnes1709

    Jak to jest kochać się prawie bez ruchu? Bo nie rozumiem? Czy rzecz dzieje się w Chinach, tudzież we Włoszech? Tam jest sporo trzęsień ziemi. Wybacz, ale już po piewszych czterech zdaniach wymiękłam, chyba jednak nie napiszesz nic, na co bym mogła zawiesić oko. "Sobowtór" był fajny, nawet bardzo fajny, coś innego, ale i tam zepsułeś, niestety (bo tak zapewniam, że przeczytałabym całość). No kurde, jak można nawet w SF wpieprzyć religię? Wszystko zrozumiem, ale... Ech...:sciana:

  • AlexAthame

    @agnes1709 Bardzo Cię lubie i ty chyba mnie też. Zaraz Ci odpisze.Czemu to piszesz w komentarzach?

  • agnes1709

    @AlexAthame Bo mogę? ;)

  • AlexAthame

    @agnes1709 oczywiście ze możesz tylko to może przeczytać każdy. Odpisałem Ci wiadomościach bo nie chciał żeby tamto każdy przeczytal.

  • agnes1709

    @AlexAthame No dobrze już, dobrze:glaszcze: