Klątwy i uroki od zaraz - 04

Sobota, popołudnie:

Z pyska amstaffa ciekła ślina. Gęsta, lepka, bezbarwna i kleista maź pokryła obficie całe podgardle. Kapała z warg ciągnąc się, jak ciągutka w dziecięcej dłoni. Pies co chwilę trzepał głową rozrzucając gluty po chodniku i swoim łbie. Rafał spojrzał na swoje pocieszne cielątko i przystanął w cieniu bloku. Kucnął. Wyjął z plecaka butelkę niegazowanej wody mineralnej. Zdjął kaganiec zwierzęciu i lejąc wodę po szerokiej dłoni dał mu pić, a ten zlizywał szybkimi pociągnięciami języka z głośnym mlaskaniem.

Rafał spróbował znów nałożyć psu kaganiec, ale ten się cofnął i uciekał pyskiem.

- Daj spokój, Kazek. Znowu zeżresz jakiegoś kundla i będą kłopoty. Dawaj tą obleśną mordę - wyszczerzył się do psiaka i pogładził go mokrą ręką po głowie. Natychmiast pokryła się futrem. Rafał się tym nie przejął.

Pies polizał mu dłoń, ale dalej uciekał przed znienawidzonymi drutami w skórzanej oprawie. Rafał złapał go za kark i przypiął mu z powrotem kajtek. Kazek zwiesił pysk i szedł obrażony. Przegrzewał się w upale, bo psy schładzają się przez wysunięcie języka i szybkie oddychanie. Zaraz jednak zapomniał o niesprawiedliwości losu i zajął się zaglądaniem do niesionych przez ludzi reklamówek. Ciągle liczył, że jego pan straci na chwilę czujność i uda mu się coś rąbnąć. Zaczął merdać ogonem.

Kazek próbował wsadzać wielki łeb do wózków dziecięcych, co przerażało większość matek, a Rafała rozczulało. Ten nawyk pies sobie wyrobił, gdy mieszkali z Magdą i malutką Mają. To właśnie Mai pies szukał w wózkach z dziećmi. Kazek uwielbiał dzieci, a Maję i Oliwię upodobał sobie szczególnie.

Mała Wiedźma wyskoczyła ze swojej klatki schodowej niespodziewanie, jak dziki troll z gęstych krzaków. Jak zawsze pełna energii i chęci do życia. Przynajmniej tak uważał Rafał, bo nie miał pojęcia, że zachowywała się tak tylko, kiedy nie mogła się doczekać spotkania z nim. Na co dzień wychodziła, jak na cywilizowanego człowieka przystało.

Miała na sobie obcisłą bokserkę w biało czerwone paski, dżinsowe spodenki i czarne baleriny bez zdobień. Jej włosy były dobre piętnaście centymetrów krótsze i rude z pasemkami rozjaśnionymi do blondu. W piwnych oczach igrały przekorne iskierki, a twarz zdobił cholernie szeroki uśmiech.

Podbiegła do Rafała, ale zatrzymała się przed nim, bowiem Kazek zjeżył się i wyskoczył do ataku. Smycz napięła się gwałtownie, ale Rafał trzymał ją mocno i przyciągnął psiaka do nogi.

- W poniedziałek chciał o rękę prosić, a teraz będzie szczuł psem bez powodu. Ładne kwiatki! Świetnie mi to wróży na przyszłość, wręcz fenomenalnie! - wyburczała, ale nie zdołała ukryć uśmiechu.

- Oj, Kicia, nie złość się. On się boi, że mi flaki wyprujesz i duszę przeklniesz, dlatego się tak zestresował. Na co dzień jest łagodny jak baranek. Jeszcze się do niego przekonasz - droczył się Rafał.

- I skończę jako tatar - skrzywiła się.

- Nie pozwolę mu cię zjeść. A w ogóle Kochanie, to jest właśnie Kazimierz, o którym ci kiedyś opowiadałem. Kaziu, to nasza pani i władczyni. Nie będziemy tego jeść, bo byśmy się otruli, rozumiesz? - zwrócił się na końcu do psa, a ten zaszczekał grubym głosem.

- Dzięki, Łajzo. Więcej cię nie dotknę.

Marta odsunęła się demonstracyjnie od Rafała.

- Dotkniesz, dotkniesz - wyszczerzył się.

- Nawet pięciometrowym kijem nie tknę - mruknęła pod nosem.

- Zabiję cię - roześmiał się.

- Tylko spróbuj mnie spróbować zabić, to wylądujesz w lodówce z metką na palcu u nogi.

- Naprawdę cię zabiję - śmiał się jeszcze bardziej.

- Nie uda ci się. Takich jak ty, to zjadam na śniadanie - droczyła się.

- To wrócę jako duch i będę cię straszyć.

- Tylko straszyć? - podłapała. - Rozczarowujesz mnie.

Odruchowo spojrzała w górę. Zamyślenie na jej twarzy zdradzało, że w wyobraźni analizowała tę możliwość. Rafał stał w lekkim rozkroku i wpatrywał się w nią rozbawiony.

- Jak mi się znudzi, to będę wpełzał ci pod kołdrę i gwałcił raz po raz.

- Kupię sobie żelazne majtki.

- Nie powstrzymają mnie - wyszczerzył ładnie białe ząbki.

- Właściwie to zmieniłam zdanie, to wcale nie jest głupi pomysł. Uwięziłabym cię w jakimś pentagramie i bym miała ruchanie na zawołanie.

- Jesteś okrutna.

- Raczej zaradna. Jako duch nie jadłbyś, ani nie marnował wody i prądu, że o gazie nie wspomnę. I byłabym pewna, że mi nigdzie nie spierdzielisz. Miałabym cię na wyłączność. A przy dobrym humorze nawet zabierałabym na spacer.

- I mogłabyś mnie tak kisić w ciasnym pentagramie?

- Pewnie. Jakbyś mnie wkurzył, to jeb cię w pentagram i spokój. A nie mi tu łazisz, pyskujesz i zakłócasz porządek świata.

- Naprawdę cię zaraz zamorduję - roześmiał się.

- Tylko byś mnie mordował. Nakarmić nie ma kto, a do mordowania to pierwszy się rwie - wyrzucała z siebie z udawanym oburzeniem.

- Racja, ale ze mnie brutal. Kochanie, co chciałabyś zjeść?

- No w końcu jakiś przejaw kultury z twojej strony. Może mi coś polecisz?

- Tobie? Tobie to mogę polecić jedynie wizytę u dobrego psychologa, Kochanie - wyszczerzył się.

- Jeśli będzie przystojny i bogaty, to zgoda.

- Nie, to będzie stara gderliwa baba, z obwisłymi cyckami i wszechwiedzącymi świdrującymi ślepiami - oznajmił wesoło.

- Dobra, wcale nie byłam głodna - obraziła się na pięć sekund.

Para udała się na spacer nad Wisłę. Kazek przestał całkowicie zwracać uwagę na Martę, a później, gdy usiedli na ławce, trącał ją opancerzonym nosem, żeby go głaskała. Rafał wyjaśnił jej, że Kazek nie lubi, jak ktoś biegnie w jego stronę i że to jego przed schroniskowe traumy. Kazek nie lubił też pijanych obcych i mniejszych zwierzątek.

Duże ciepłe dłonie Niebieskookiego wylądowały na brzuchu Marty.

- Zastanawiałaś się kiedyś, ile chciałabyś mieć dzieci? - zapytał czule.

- Na razie mam jedno, prawie dwu metrowe i robi za całą armię złośliwych trolli.

- Kiedyś naprawdę cię zabiję - uśmiechnął się szeroko. - Pytam na prawdę.

- Chciałabym mieć córeczkę.

- I tyle?

- Jak chcesz więcej, to sobie zaadoptuj.

- To może chociaż parkę? Najpierw chłopczyka, później dziewczynkę.

- Nie chcę chłopczyka, bo jak wda się w ciebie, to mnie czeka psychiatryk.

- Nie lubię cię - skrzywił się. - Ostatnio ciągle jesteś złośliwa.

Marta przytuliła się do Rafała.

- Mam przestać? - szepnęła mu w szyję.

- Yhym - pokiwał energicznie głową.

- Więc będę dziś miodem dla twoich uszu. Moje słowa będą piękne, jak syreni śpiew i czyste, jak trele słowika.

- Jasne jasne. Wosk dla uszu.

- Załóż się ze mną, ukochany mój, że do północy z mych ust nie padnie ani pół słowa nieczystego, które mogłoby ugodzić w twoje wrażliwe serce.

Rafał parsknął śmiechem.

- Jak wytrzymasz pół godziny, to już będzie sukces.

Marta zamyśliła się na krotką chwilkę, żeby ułożyć w głowie odpowiedź.

- Słońce, co dnia każdego ogrewasz moje życie, a dniom blasku nadajesz, bądź tak łaskaw i wyjaw mi proszę, gdzie się podziała twoja wiara we mnie?

- Po prostu jesteś zimna na zewnątrz i traktujesz wszystkich, jak wrzody na dupie. Nie umiesz inaczej, więc się z tym pogodziłem.

- Luby mój, słowa twoje ranią mnie głęboko, lecz gdy wstecz spoglądam, ze wstydem trochę racji ci przyznać muszę.

- Ty się ze mną zgadzasz? - zdziwił się.

Marta mocniej się w niego wtuliła.

- Chyba tak, tak cię to dziwi?

- Jestem szczery, mam ci kłamać? - mruknął.

- Misiu, ja nie wiem dlaczego jestem ciągle taka złośliwa. Znaczy wiem, ale nie wiem, jak przestać.

- Więc dlaczego taka jesteś? - mruknął kiziając nosem jej płatek ucha.

- Nie chcę o tym rozmawiać, Kotek - wykręciła się.

- No i właśnie tego nie rozumiem. Ze mnie wyciągasz wszystko o moim życiu, o znajomych i o przeszłości. Ale nigdy nie chcesz opowiadać o sobie. Od ponad roku jesteśmy razem, a poznałem ledwie twojego brata. Dlaczego nie chcesz mnie przedstawić rodzicom, siostrze i innym ciotkom? - zirytował się.

Marta odsunęła się od Rafała. Jej twarz zrobiła się zacięta, ale tylko na chwilę. Westchnęła.

- Rafał, czemu znów do tego wracasz? - powiedziała smutno. - Rozmawialiśmy już o tym i...

-...i tak samo uciekałaś od odpowiedzi. "Kiedyś ci powiem" nie nastąpi nigdy. Po prostu powiedz dlaczego nie chcesz, żebym ich poznał.

- Dlaczego nie możesz mi tego odpuścić? - burknęła.

- Bo chcę wiedzieć, co ukrywasz. Nie proszę cię o złote góry. Ja ci pokazałem swoją słabszą stronę, a ty ciągle przede mną uciekasz. Mam cię, ale czasami jesteś zimna i odległa. Nie pozwalasz mi zobaczyć ciebie całej.

Marta splotła dłonie na kolanach. Nieświadomie skrzyżowała nogi. Spuściła wzrok.

- Nie podoba mi się ta rozmowa - powiedziała cicho.

- Myślisz, że mi się podoba? Czuję się, jakbyś wstydziła się mnie przed swoją rodziną.

Roześmiała się, ale ten śmiech był pozbawiony wesołości. Marta śmiała się zawsze, gdy czyjeś słowa zadały jej ból.

- Więc ciebie to bawi? - zapytał.

- To głupie, Rafał.

- Dobra, mam dosyć tej rozmowy. Zadzwonię później i się umówimy na wieczór. Może ci do tego czasu przejdzie.

Wstał i ruszył przed siebie ciągnąc za sobą Kazka. Kazek podniósł się ociężale i ruszył za panem merdając ogonem. Rafał pogłaskał psa. Był zły na siebie, że poruszył ten drażliwy temat. Ale nie umiał inaczej. Zawsze mówił, co mu leżało na sercu.

- Jak w ogóle możesz myśleć, że mogłabym się ciebie wstydzić? - dobiegły go słowa Marty.

Odwrócił się. Napotkał jej złe spojrzenie. Zawsze była wkurzona, kiedy poruszał drażniące ją tematy. Zupełnie jakby czuła się atakowana. Zawsze też próbowała powstrzymać tę złość, jakby była jej świadoma, ale wcale nie chciała się wściekać.  

- Chcesz zobaczyć kim byłam wcześniej? Dobrze, powiem ci, ale nigdy więcej nie chcę słyszeć, że mogłabym się ciebie wstydzić - powiedziała zaskakująco twardo.

Na twarzy, szyi i uszach miała uroczy rumieniec. Rafał się cofnął do niej i położył jej dłoń na policzku.

- Przepraszam, Maleńka. Nie chciałem, żeby ta rozmowa się tak potoczyła.

- Ale miałeś rację. Uciekam przed tym co było, zamiast stawić temu czoła. To niszczy mnie i rani ciebie. Czasami zapominam kim jestem i wracam do starych nawyków. A to nie jest dobre dla nikogo. Stąd ta ciągła uszczypliwość.

- Więc ja ci będę przypominał. Jesteś Małą Wiedźmą i gotujesz ludzi w dużych kotłach... Ała! - skrzwił się, gdy strzeliła go w łapę.

- I to ja jestem złośliwa - naburmuszyła się.

Rafał ją przytulił. Marta obiecała, że jutrzejszego dnia opowie mu wszystko i poprosiła, żeby tego dnia jej już nie męczył o to. Zgodził się. Mniej więcej pół godziny później, gdy szli do mieszkania Niebieskookiego, między blokami natknęli się na około pięćdziesięcioletnią babę. Krótkie włosy pomalowane na rudo, ociężałe kroki stawiane, jakby była na krawędzi życia i niezadowolony wyraz twarzy. Typowy monitoring osiedlowy w ruchu. W pobliżu kobiety kręcił się zapasiony czarny pies, który wyglądał jakby ktoś go zdrowo zdzielił patelnią, nazywany też pekińczykiem. Pekińczyk, gdy tylko zobaczył Kazka, rozpoczął niemiłosierny jazgot przeplatany warczeniem. Od razu ruszył na swoich krótkich nóżkach do ataku.

- Proszę pani, proszę zabrać tego psa - zwrócił się do niej Rafał.

- Niech pan się nie boi, Bąbelek tylko szczeka. Nie ugryzie - nie przejęła się babcia.

Bąbelek, wbrew zapewnieniu kobiety próbował ugryźć Kazka, któremu zaczęła kapać ślina z pyska. Marta kręciła się, starając się ciągle być między psami. Co chwilę musiała odpychać pekińczyka butem.

- Albo pani zabierze to czarne gówno, albo ja ściągnę swojemu kaganiec.

- Niech się pan uspokoi, przecież mówię, że Bąbelek nie gryzie - obruszyła się. - Bąbel, chodź tutaj - dodała od niechcenia.

Rafał wcisnął Marcie smycz Kazka i kazał trzymać go mocno. Sam kopnął pekińczyka i pies skamląc wpadł w żywopłot. Kazek zaczął szczekać i próbował się wyrwać, więc Marta drugą ręką mocno złapała go za obrożę.

- Czy pan zgłupiał!? Boże Święty, pan serca nie ma!? Wariat i pomyleniec! - jojczyła baba.

- Cieszę się, że nie mam serca, ale jak pani nie kupi mu smyczy - wskazał palcem toczącego się do kobiety beczkowatego pekińczyka - to nie będzie miała pani psa - zakończył.

Wziął od Marty Kazka i poklepał go po łbie. Spojrzał na milczącą Martę, która mu się przyglądała. Wziął ją za rękę i poszli dalej. Czuł, że jest na niego zła. Najlepiej świadczył o tym fakt, że nie kiziała go po palcach, jak miała w zwyczaju, gdy chodzili za rękę.

- Przepraszam, Kochanie - zaczął w końcu.

- Nie musiałeś go kopać, odgoniłabym go - wygarnęła mu.

- Jak Gołąbek go kiedyś odganiał, to go upierdolił w kostkę. Nie pozwolę, żeby spotkało to ciebie lub jego - poklepał Kazka po grzbiecie.

- Naprawdę ściągnąłbyś Kazkowi kaganiec? - zapytała.

- Gdyby cię tu nie było, to tak.

- I co wtedy?

- Zagryzłby go.

- Nie odciągnąłbyś go?

- Nie. Nie chciałbym, żeby ta kłapa mnie capnęła przez pomyłkę - wyjaśnił i poklepał Kazka po pysku. Kazimierz zamerdał ogonem.

- Pozwoliłbyś mu zabić innego psa?

- Tak.

- To okrutne.

- Kazek nie jest tylko moim psem, ale członkiem rodziny. Pozwoliłabyś, żeby jakiś mały chujek gryzł po nogach kogoś, kogo kochasz?

- Nie pozwoliłabym - przyznała.

- Wolę zapłacić komuś za psa, niż ze swoim chodzić po weterynarzach. Przykro mi, że widziałaś, jak kopnąłem tego pekińczyka.

- Już w porządku - odpowiedziała cicho, ale nadal jakaś jej część uważała Rafała za okrutnego.

Przez chwilę szli w ciszy. Po chwili odezwał się Rafał.

- Miałem kiedyś już akcję, gdzie wybiegły nam trzy kundle. Jednego zagryzł, dwa bardzo poszarpał. Jak go odciągałem, któryś rozdarł mu poduszkę i farba dosłownie sikała mu z łapy. Bałem się, że się wykrwawi za nim go dowiozę. Dosłownie wdarłem się do gabinetu i kazałem im go szyć. I wierz mi, że siedziałem obok, trzymałem go za łapę i płakałem, jakby to było moje dziecko. Patrzyli na mnie jak na psychopatę. A takim starym ropom nie da się wytłumaczyć, że ich kundelki powinny chodzić na smyczach, bo robią problemy ludziom z dużymi psami.

- Poważnie? - zapytała Mała Wiedźma.

- Całe auto miałem zabrudzone krwią. I jeszcze musiałem zapłacić za tego zagryzionego psa.

- Przykro mi - powiedziała szczerze.

- Nie chcę, żeby było ci przykro. Chcę żebyś wiedziała, że nie jestem idiotą, który nie widzi nic złego z biciu zwierząt. Zajebałbym, jakbym zobaczył, że ktoś bije psa dla kaprysu, albo dlatego że podrapał kanapę.  

- Rozumiem cię Rafał. Nie jestem zła.

- To daj buzi - mruknął.

Marta pocałowała go namiętnie, żeby ociągnąć jego uwagę od przykrych zdarzeń. Zrobiła to skutecznie.

4 komentarze

 
  • Black

    Black · 2 wrz 2017

    Czekam, czekam, czekam Jesteś genialna

  • kryczka17

    kryczka17 · 1 wrz 2017

    Z niecierpliwością czekam na kolejne części ????

  • AlexAthame

    AlexAthame · 30 sie 2017

    Można się polać ze śmiechu. Super.Zelazne majtki

  • Fanka

    Fanka · 30 sie 2017

       no nie moge przez pierwsza czesc smialam sie jak glupia   Gratuluje Kochana