Jezioro tajemnic cz 8

Roger
Obudziłem się rano. Spałem mocno. Śniłem jakąś dziwną walkę, rozmowy. Byłem sobą, ale i jeszcze kimś innym, jednocześnie. Widziałem Cassie to znowu Sandrę, widziałem również mojego syna. Nie pamiętałem już snu. Czułem się wypoczęty po ciężkim dniu. Zobaczyłem Cassię.*** Leżała na brzychu. Miała piękne ciało. Ale ani przez moment nie wątpiłem, że jej fizyczne piękno jest niczym wobec jej wewnętrznej urody. Teraz jednak ogarneło mnie uczucie pieszczenia tego ciała. To nie zdarzało się często. W przeważającej części, kochaliśmy się wieczorem. Do czasu jak dzieci były jeszcze małe, nie musieliśmy tak uważać. Kiedy dorastały obydwoje zwracaliśmy uwagę, by nie widziały nas w pewnych sytuacjach. Od czasu incydentu z Sandrą, a miała wówczas chyba jedenaście lat, kiedy weszli do sypialni aby wyegzekwować pocałunek na dobranoc, pamiętaliśmy o tym, by tego nie zaniedbać. Tak więc nasze miłosne zbliżenia nie często zdarzały się rano. Praca, przygotowanie ich do szkoły. To wszystko nie pomagało. Ale teraz miałem wakacje. Zapragnąłem jej tak mocno, że nie chciłem nawet iść do łazienki żeby zrobić ranną potrzebę, a nawet umyć zębów. Jeśli jesteś mężczyzną, a kochasz i pragniesz swoją miłość, wiesz o czym mówię. Jeśli pragniesz i kochasz, to nie wiesz o czym mówię.
Byłem już gotowy, zanim zdjąłem koszulkę i spodnie. Teraz pozostało tylko obudzić moją kochankę. Co do tego, że mnie będzie chciała, nie miałem wątpliwości. Nigdy to się jeszcze nie zdarzyło, żeby mnie nie chciała. To ja czasem odmawiałem jej w bardzo delikatny sposób. Zastanawiałem się czy najpierw zacząć całować jej piękną pupę, czy też całować jej szyję z tyłu. Wiedziałem, że obie te pieszczoty, uwielbiała. Zdecydowłem się zacząć od jej pięknego karku. Odgarnąłem jej złote włosy i trzymając dłoń na jej plecach zbliżyłem usta, by zacząć pieścić jej boskie ciało.
— Co robisz, tatku?
Włosy o kolorze dojrzałej przenicy znikły szybciej niż mrugniecie powiek. Dopiero teraz zobaczyłem Sandrę.  
— Musiało mi się przewidzieć, że śpię z Cassią.
Okryłem jej ciało szlafroczekiem.  
— Leż tak chwilkę i nie ruszaj się, dobrze?
— Tak. Jest mi miło, jak tak leżę. Chociaż nie czuję się mocna.
Założyłem szybko ubranie, w którym spałem. Zajęło miminutę aby moje ciało się uspokoiło. To wszystko dotykało granic mojej wytrzymałości.
— Nie chcesz coś zjeść?
— Twoja miłość mnie karmi, a pocałunki poją — szepnęła.
— Kochanie, jeśli chcesz coś zjeść, powiedz mi. Ja pójdę się umyć.
Poszedłem do łazienki.
— Nie rozumiem tego, Boże. Czemu dajesz mi tak trudne zadanie. Ona mówi, że taka jest twoja wola. Czy to prawda? Wiesz, że wolałbym umrzeć jeśliby to mogło pomóc. Ale Sandra mi tłumaczyła, że nie uratowałbym jej, a sprawiłbym trwały ból żonie i synowi.
Czekałem na jakąś odpowiedź, ale nadaremnie.
Wszedłem do sypialni. Sandra cały czas leżała na łożku. Miała na sobie ten sam żółty szlafrok. Musiała się ubrać, kiedy brałem kąpiel.  
— Dziś w nocy dostaniesz odpowiedź. Nie wiem co będziesz wiedział, ale zrozumiesz.
— Jak wiesz, że ja...?
— Wiem.
— Kochanie, mogę z tobą spać w pokoju, ale przyniosę materac. Nie powinienem spać z tobą w jednym łózku.
— Ale spałeś kiedy byłam mała.
— Ale teraz jesteś dojrzałą kobietą.
— To tylko ciało, ja jestem tym samym. A ty jesteś czysty. Kiedy mnie całujesz, jesteś nim. A kiedy ja całuję, jestem nią.
— Ale dziś rano chciałem cię dotykać i całować.
— Chciałeś kochać się z Cassią, bo Rogalik kocha tylko Kłoska, a Kłosek tylko Rogalika.
— Wiesz co czułem rano?
— Wiem, bo ona mi szeptała.
— Ale czasem człowiek jest zaspany i nie wie co robi, nie chciałbym...
— Prosze cię śpij ze mną dziś w nocy. I nie lękaj się. W prawdziwej miłości nie ma lęku. Pamiętaj o tym. Wiem, że wygrasz.
— Powiedziałaś, że będzie dzisiaj ciężki dzień.
— Tak, dla ciebie. Dla mnie to będzie najpiękniejsze przeżycie. Ale widzę, że nareszcie mnie słuchasz, dziękuję. Dla ciebie będzie ciężki dzień. Nie mówię ci tego, żeby cię straszyć. Po prostu tak będzie. I zwyciężysz, wierzę w ciebie. I wierzę w twoją miłość. Widzisz, gdybym nie powiedziała tego, to wszystko skończyłoby się jutro. A tak musisz czekać pięć dni. Bądź ze mną dzisiaj i nie opuszczaj mnie w nocy. I nie bój się. Pamiętaj co ci powiedziałam teraz. Musisz zrobić jeszcze jedną pracę. Wiem, że dasz radę. Już nie boisz się mojej nagości i moich ust.
— Ale jesteś moją córką, ja...
— Cicho kochanie, nie jestem. Twoja Jagódka nie potrzebuje tego, bo wie że ją kochasz. Ty nie robisz tego dla córki, robisz to dla kogoś innego, ale dziś w nocy wszystko ci się ułoży.
Jej oczy uciekły, zemdlała. Najpierw pomyślałem, że nie je i nie pije i że to z tego powodu. Ale kiedy pomyślałem o tym od razu usłyszałem jej głos w sercu., , Twoja miłość mnie karmi, a pocałunki poją. Kiedy całujesz, to on całuje. A kiedy ja całuje, to całuje ta druga”.
— Kim jest ta druga i kim jest on?
Otworzyła oczy.  
— Muszę odejść, ale wrócę. Wierz moim słowom. Mowię ci to teraz jako twoja Jagódka. Kochasz mnie i kochałeś. Twoja miłość ojca, doszła do poziomu miłości matki. A nie ma większej miłości w ciele, niż miłość matki. Przekonasz się wkrótce do czego zdolna jest miłość matki. Teraz odchodzę i już mnie nie będzie, aż kiedy wrócę. Kiedy otworzę oczy w nocy, to będzie ona. Zrób to o co prosi. Będziesz wiedział. Bo ona jest mną, a ty nim.
Jej oczy uciekły. Patrzyłem na jej buzię. Dopiero teraz uświadomiłem sobie jaka jest piękna.  
— Będzie szczęśliwy ten kto zdobędzie twoje serce — powiedziałem cicho.
Poczułem od razu, że jej piękno jest tym samym pięknem, które posiada Cassia.
Patrzyłem nadal i zacząłem się bać. Ponieważ coś odczułem. Dotknałem jej szyi, by sprawdzić puls. Nie mogłem go wyczuć. Przyłożyłem ucho do jej piersi, ale serce też nie biło. Ponieważ nie oddychała natychmiast wdmuchnąłem jej powietrze. Zrobiłem to kilka razy, ale bez skutku. W jednej chwili wiedziałem co mam robić. To już nie była tylko moja córka. To był człowiek i umierał. Bez wachania zacząłem masaż jej serca. Uciskałem jej klatkę piersiową poniżej jej lewej piersi, blisko mostka. Panika i strach opanował moją psychikę. W ułamku chwili wiedziałem, że jeśli ktoś może pomóc, to tylko ja. I znowu usłyszałem w swoim wnętrzu, że w prawdziwej miłości nie ma strachu. W jednej chwili opanował mnie spokój. I cichy głos szepnął, , , Pocałuj jej usta z miłością”
Kiedy słyszysz taki głos, nie możesz powiedzieć, nie. I wierz mi, nie zastanawiasz się czy kochasz jak ojciec, mąż, czy brat. Mówimy, że kochamy inaczej dziecko, inaczej matkę, a inaczej dziadka. A jeszcze inaczej obcego człowieka. I jeśli tak czujesz, to jeszcze nie poznałeś miłości. Bo miłość jest jedna. I ja do tej chwili rozdzielałem to, ponieważ łączyłem to z ciałem i zależnością powiązań krwi. Nie wiem czy mi to pomogło, ale usłyszałem jeszcze jej słowa., , To tylko ciało”.
Kto to szeptał? To nie była Jagódka. Bo Jagódka była cholernie dokładna. W tym co robiła i mówiła. Uświadomiłem sobie, że kilka razy mnie oszukała, jak w przypadku matematyki. Ale miała cel. Dobry cel. Jeśli do tej pory zacząłem jej słuchać, to od tego momentu SŁUCHAŁEM.
Te wszystkie przemyślenia trwały mniej niż sekundę. W ciągu tak krótkiego czasu przewaliło się tyle fal. I łączyło się z wielką odpowiedzialnością. Bo jak inaczej mogłem to nazwać? Byłem gotowy oddać coś, co miało dla mnie największą wartość. Życie. Ale nie mogłem tego uczynić, bo tym nie uratowałbym mojego dziecka. A rozdarłbym tym więcej i tak krwawiące serca.
Jak możesz uczynić coś o czym nie wiesz i czego jeszcze nie poznałeś? Jak mogłem pocałować Sandrą z miłością, skoro nie wiedziałem czym jest miłość? Lecz zamiast myśleć jak ją pocałować, lub co to jest miłość, zacząłem myśleć kto to szepnął. Słowo myśleć, nie oddawało tego czym ten stan, lub to działanie było. Coś w moim wnętrzu lub poza moim ciałem podszepnęło mi, że jeśli odkryję kto to szepnął, rozwiążę ten i wszystkie problemy, które miałem do rozwiązania.
Kiedy dochodzisz do takiego stanu nie myśl, że wiedza, spryt, szczęście lub cokolwiek innego ci pomoże. To jest jedyna oferta na życie. I masz mniej niż mrugnięcie oka, by to uchwycić. Gdybym nie miał pewności, że wiem kto to powiedział, nie mógłbym wiedzieć czym jest ta miłość. Ale jeszcze raz zaufałem jej słową. Że zwyciężyłem. Nie, że wygram. Wiedziałem, że to się już stało. Wiedziałem kto mówi. Wiedziałem czym jest miłość. Wiedziałem, że miałem ją zawsze, tylko nie wiedziałem, że jest ze mną.  
I nie czułem się specjalnie wyróżniony. Bo wiedziałem, że każdy ją ma. I każdy słyszy ten głos raz na życie. I skoro to zrozumiałem, w jednej chwili wiedziałem, gdzie byłem zanim się urodziłem.  
Położyłem usta na jej ustach. W jakiś sposób wiedziałem, że moje usta ważą mniej niż pyłek kwiatu. I nie czułem chłodu ani gorąca. Ale wiedziałem, że ten pocałunek mógłby stopić cały lód na obu biegunach. Mógłby otrzeć wszelką łzę, wszystkich płaczących dzieci. Rozświetlić cały kosmos.
Nawet nie sprawdzałem pulsu. Ale też wiedziałem, że śpi, chociaż jest to specjalny sen. Wiedziałem. A skoro wiedziałem, już nie było tajemnic. Jezioro odkryło swoją ostatnią tajemnicę. Zapytasz czy wiedziałem numery toto-lotka w przyszłym losowaniu? Masz prawo zapytać. Tak, wiedziałem. Wiedziałem kto i dlaczego zabił Kenediego i wiedziałem co pisał Jezus na piaski, przed dumnymi faryzeuszami, którzy przyprowadzili mu kobietę, by ją osądził.  
Nie byli zadowoleni. Ale on zrobił wówczas to o o go prosili, tylko oni tego nie zauważyli, ani nie poznali. To była ich jedyna oferta na to życie, ale ją przegapili.  
Siedziałem przy jej łóżku. Bo miałem to robić. Myślałem o ostatnim zadaniu, które miałem wykonać.  
Gdyby mi to tłumaczyła mi moja Jagódka, nigdy bym tego nie pojął. Nie próbowałem się zastanawiać, czy ona to w pełni rozumie. Wiedziałem, że jest inna od urodzenia, a właściwie jeszcze wcześniej. Wiedziałem, że później zapomnę. A później zapomnimy wszyscy. Dostaniemy nasze życia z powrotem. Uświadomiłem sobie w jednej chwili jak ciężko musiało jej być z tą więdzą. Kiedy odkryła jeszcze jako dziecko, że nie wszyscy są tacy jak ona. A potem już wiedziała, że nikt prawie nie jest taki. A właściwie tylko ona to ma. Wiedziałem, że nie musiałem tego robić. I wiedziałem, że to zrobię. Nie dla rozkoszy, bo nie mogłem mieć większej niż teraz miałem. I czułem jej rozkosz. Ona spała specjalnym snem, ale uśmiechała się. Uśmiechała się w tym jedynym w swoim rodzaju śnie.
Nie mogłem wówczs wiedzieć, że to co miałem zrobić już się stało... To musiało tak być. Nie mogło być inaczej. Bo to wszystko było czystą miłością, a w niej jest tylko doskonałość.
        *
        Kent
Wszedłem do chaty. W łodzi nie miałem dużo ryb. Wiedziałem, że będzie ciężko z zapłaceniem odsetek długu. Byłem trochę zły za jej słowa. Co miałem zrobić? Przecież robiłem to przez całe życie.
Jakie kobiety są nierozumne. Nie wiedzą co jest ważne. Wierzą w jakieś ulotne sprawy. Kochałem ją i nie chciałem ranić jej serca, ale nie rozumiałem jej słów. Zjadłem przygotowany posiłek. Ucieszyłem się, na widok chleba z rodzynkami. Wiedziała, że go bardzo lubię. Nigdy nie miała pretensji, że jesteśmy ubodzy. Była szczęśliwa, że ma domek. Czasami płynąłem z nią na drugą stronę. Musiałem tam pływać, by sprzedawać moje ryby. Kupowałem potrzebne produkty. Wiedziałem, że jest smutna z jednego powodu. Lecz kiedyś powiedziałem coś, co sprawiło jej radość.  
Nie mieliśmy dzieci. A kiedy sprzedawałem ryby, obserwowałem jak patrzy na dzieci. I czułem, że kocha dzieci. Kiedyś powiedziałem.
— Nie możemy mieć dzieci, ale chciałbym mieć.
— Kochanie, nie wiem jacy są chłopcy, ale jeślibyś miał dziewczynkę, chciałabym aby była jak ja.
— Czemu tak mówisz, kochanie?
— Bo bardzo cię kocham i byłabym dobrą córką.
— Och jeślibyś była moją córką, umarł bym za ciebie, abyś mogła żyć.
— Och, kochanie — szepnęła wzruszona.
Wiedziałem od jakiegoś czasu, że nie chce, bym łowił. Ale cóż miałem uczynić, nie widziałem innego sposobu zarobków.
  
Coś tego dnia się nie układało i moja ukochana Kasandra powiedzia to, może w chwili goryczy.  
— Jak możesz tak mordować, te ryby.
— Dlaczego tak mówisz?
— Może i nie powinnam. Chciałabym byś nie łowił więcej.
I wówczas trochę się na nią zezłościłem. I nawet nie zwróciłem uwagi, że od tego dnia w moje sieci wpadało co raz mniej łososi, chociaż wiedziałem, że w jeziorze jest ich nadal pełno.  
Tego wieczoru przyszedłem tylko, żeby zjeść posiłek i miałem znowu wypłynąć.
Patrzyła jak jem, najpierw siedziała przy stole, a potem wstała aby zagotować wodę na herbatę. Nazbierała malin w lesie i ususzyła. Z dodatkiem prawdziwej herbaty z Indi, jej herbata była wyśmienita.  
Stała tylko w cienkiej, bawełnianej koszuli, bo szykowała się do spania, kiedy przyszedłem. Zdjęła fartuch. Wiedziałem, że jest piękna. Ale teraz wydawała się przepiękna. Ogień z kuchni oświetlał ją z jednej, a lampy naftowe z drugiej strony. Obmyłem ręce i przygarnąłem ją do siebie. Odsunąłem jej czarne włosy i całowałem szyję. Miała 25 lat, ale wygladała dużo młodziej. Ja miałem 32 lata, lecz wygladałem na swój wiek. Patrzyła na mnie swoimi pięknymi, brązowymi oczami. Całowałem jej usta. Gdyby nie chciała, pozostałoby na tym. Ale ona odeszła pół kroku do tyłu i zdjęła koszulę. Wziąłem ją na ręce i położyłem na łożku. Zdjąłem wszystko i po chwili zaczałem całować jej ciało od jej delikatnych stóp, aż do jej ciemnych, aż granatowych włosów. Po chwili byłem w niej, a ona tylko patrzyła na mnie swoimi cudnymi oczami.
Leżeliśmy parę minut uspokojeni. Wstałem i zacząłem się ubierać.
— Idziesz gdzieś Kent, umiłowany?
— Mało złowiłem Kasandro, może w nocy mi się powiedzie.
— Zostań, nie zostawiaj mnie samej.
— Muszę iść, Kasandro.
Nic nie mówiła aż do chwili, kiedy wsiadłem do łodzi.  
— Zbiera się wiatr, może być burza — szepnęła.
— Nie pierwszy raz płynę w taką pogodę, to moje jezioro.
— Wróć szybko — szepnęła.
— Postaram się.
— Będę czekać.
       Kasandra
Stałam chwilkę i weszłam do domku po koc. Jakaś zła myśl przeszyła mi przez ciało. Wiatr wzmagał się. Otuliłam ciało kocem i próbowałam przebić wzrokiem ciemność, by dojrzeć mojego umiłowanego.
Wiatr wiał coraz silniej, spienione bałwany uderzały brzeg. Ale on nie wracał. Siedziałam na wiklinowym fotelu otulona kocem.
— Nie będę spać w ciepłym łożu, kiedy on zmaga się z wichrem.
Zasnęłam.  
Dniało kiedy obudziłam się zmarznięta do kości. Trwoga i cierń przeszyły moje serce. Około dwudziestu metrów od brzegu dostrzegłam łódź. Była pusta. Nie mogłam płakać. Kent był dla mnie wszystkim. Słońcem, wodą i powietrzem.
— Będę cię kochać do końca świata i dalej i moja dusza nie zazna spokoju ani na tym, ani na tamtym świecie, aż znowu utulisz mnie, pokochasz i powiesz znowu, że mnie miłujesz.
Nie czułam chłodu, kiedy wchodziłam w wodę. Wchodziłam coraz głębiej i głębiej...

500 czyt.
100%22
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 3023 słów i 16001 znaków, zaktualizował 1 lip 2017.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 23 lip 2018

    Niesamowite, zaczynam pojmować. Wzruszające i takie smutne.

  • Somebody

    Somebody · 2 lip 2017

    Hihihi, wszystko zmierza w kierunku, który przewidziałam