Jezioro tajemnic cz 4

Wyjąłem truskawki, jagody i jogurt waniliowy.
Śniadanie było gotowe. Sandra przyszła prawie w tym samym czasie.
— Dziękujemy, Panie.
— Amen — powiedzieli wszyscy.
— A może to jest pani, bo tak wygląda — powiedziała Sandra.
— O czym mówisz, kochanie?
— O Bogu.
— Pewnie to nie jest ani Pan, ani Pani.
— Wglądała jak Pani.
— Kochanie, widziałaś? — roześmiałem się.
— Nie raz. Ma ciemne włosy, ale wygląda jak Cassia.
Chciałem coś dodać, ale żona spojrzała na mnie porozumiewawczo.
— To płyńcie na wysepkę, a ja zrobię obiad.
— Pomagam — rzucił Mark.
— Jak to wiesz, Jagódka ci mówiła?
— Nie, mam swoich zaufanych ludzi.
— Zawszę dowiaduję się ostatni.
— Przecież sam to ustaliłeś z córką, kiedy byliśmy w mieście.
— Tak to ujęła?
— Moi zaufani ludzie tak mi przekazali. Już ci mówiłam, że mi nie powiedziała.
Widocznie nie tylko mój Kłosek miał zaufanie do Marka.
— A wiecie kto rąbał wczoraj drzewo na ognisko?
— Pewnie ty, Rogaliku.
— Ale ktoś mi pomagał. I szło, temu komuś lepiej niż Markowi, jak się uczył.
— To chyba trochę niebezpieczne i ciężkie?
— Nie tak bardzo, Kłosku.
— Zawsze wiedziałam, że mamy dzielną córkę.
— Przypłyniecie na obiad?
— A o której planujesz?
— Czwarta, piątą.
— Będziemy po piątej — powiedziała Sandra.
— OK, dziękuję za śniadanko w fajnej grupie. Coś poczytam, a potem robię pięć kilometrów na rowerze. Poczekasz na mnie, mama?
— Tak, poczekam.
Wstałem i zacząłem składać talerze.
— Ja pozmywam, możecie się szykować.
— Ja już wszystko mam w plecaczku — powiedziała Sandra.
— Ja płynę tak jak jestem. Co wzięłaś? Tam wszystko jest. Ręczniki, mydła.
— Dużo chcecie picia?
— Dwa litry soku powinno wystarczyć.
— Włożę kilka herbat, na wszelki wypadek.

Po piętnastu minutach wypłynęliśmy.
— Nie ma wiatru, będzie gorąco.
— Wyobrażasz sobie u nas w mieście?
— Tak, pewnie upał. Coś nie tak, kochanie? Jesteś jakas smutna.
— Nie jestem.
Dopłynąłem po dwudziestu minutach. Sandra pomogła mi wypchnąć łódkę na brzeg.
— Uruchomię generator, to za dwie godziny będzie woda do mycia.
— Myślisz tatku, że uda sie nam sprzątnąć wszystko w dwie godziny?
— O, nie sądzę. Pewnie zajmie to około czterech godzin. Zajmiesz się domkiem, w środku?
— Tak, będę ci pomagać w czym zechcesz.
— Dobrze, dziekuję.

     Pracowałem na zewnatrz. Musiało nieźle wiać w czasie zimy. Jedno drzewo kompletnie zwalone, leżało około pięćdziesieciu metrów od domku. Sądząc po osadzie na zewnętrznych ścianach, śniegu napadało bardzo dużo. Więcej niż połowę wysokości okien. A może i jeszcze więcej, bo przecież wiosenne deszcze trochę zmyły osad. Na szczęście nie miałem kłopotu z uruchomieniem generatora. Tu na wysepce miałem tylko jeden, ale za to najnowszy. Zabrałem się za szorowanie ścian. Wodę brałem z jeziora. Pracowałem w koszulce i spodenkach. Mogłem w samych spodenkach, ale nie chciałem się za mocno opalić. Nad wodą nie czuć słońca. Tak jak i Sandra i Mark, miałem mocny pigment. Jednak gdy się za mocno spaliłem, skóra mi schodziła. Zrobiłem najbrudniejsza pracę i wskoczyłem do jeziora. Woda miała dość chłodną temperaturę, chociaż przy brzegu wydawała się cieplejsza. Nawet nie szedłem do środka po ręcznik, bo wiedziałem, że słońce zrobi swoje. I rzeczywiście po chwili na mojej skórze nie pozostał nawet ślad wilgoci.
Zabrałem piłę na ropę z małej komórki i pociąłem złamane drzewo. Mniejsze kawałki przenosiłem rękami, a większe turlałem po trawie. Zacząłem rąbać drzewo. Zrobiło się naprwdę ciepło i poczułem pragnienie. Nie miałem zegarka i częściowo zatraciłem poczucie czasu. Ale po pozycji słońca wiedziałem, że jest pewnie dobrze po dwunastej. Zacząłem kierować się do chatki. Zobaczyłem córkę, jak niesie mi picie.
— Umieram z pragnienia — powiedziałem z uśmiechem.
Dopiero doszło do mnie, że ma na sobie tą samą żółtą sukienkę.
— Wzięłaś ją ze sobą? — zapytałem zdziwiony.
— Chcesz się umyć, nie zużyłam dużo wody?
W domku na wyspie też założyłem bolier, ale dużo mniejszy niż na lądzie.
— Jeszcze trochę porąbię i dopiero się umyję.
— Mogę popatrzeć?
— Czemu pytasz kochanie? Jasne, że możesz.
Zabrałem się z powrotem do pracy. Siedziała na krześle i patrzyła na jezioro, lecz kilka razy odwróciła głowę w moim kierunku. Tak myślałem, bo cała moja uwaga skupiała się na siekierze, aby uderzała we właściwe miejsce.  
W końcu miałem dość. Byłem silniejszy od Marka, ale każdy ma swoją wytrzymałość. Nie proponowałem córce, skoro się przebrała. Wiedziałem, że nie miała w planie wykonywać dzisiaj tej ciężkiej pracy. Poszedłem do domu i wszedłem do łazienki. Trochę się zdziwiłem, ponieważ zobaczyłem czyste ubranie. Sandra musiała wziąść je z naszego pokoju. Prawdę mówiąc ubranie, w którym pracowałem nadawało się do prania.  
— Jak miło być czystym. Jest prawie druga, możemy właściwie wracać.
Popatrzyła na mnie smutno.
— Ty wogóle nie zwracasz uwagi na to, co ja mówię.
— Co się znowu stało? Ach, dobrze! Miałaś mi coś powiedzieć, nie zapomniałem.
— Chodź do domku, jest naprawdę gorąco.
Weszliśmy do środka.
— Nie mogę cię o wszystko prosić, ale o to chyba mogę. Bez wzgledu na wszystko, zostań ze mną do piątej.
— Dobrze, chociaż nie rozumiem.
— Pamiętasz co mówiłeś ostatnio?
— Nie wszystko, ale ważne sprawy na pewno.
— Kochasz mnie, prawda?
— No chyba wiesz, że tak.
— I pamiętasz, że mówiłeś, że zrobisz wszystko o co cię poproszę?
— To, co będzie w mojej mocy. Pamiętam.
— Możesz powiedzieć co do mnie czujesz.
— Przecież wiesz.
— Ale proszę cię byś powiedział.
— Jesteś moją córką i kocham cię bardzo.
— To, że jestem twoją córką, to nie jest tym, co do mnie czujesz.
Uczyłem ich, że trzeba się wyrażać konkretnie. Doskonale wiedziałem, co chciała usłyszeć, tylko nie rozumiałem dlaczego.
— Czy coś zaniedbałem, że masz wątpliwości?
— Niczego nie zaniedbałeś, jesteś najlepszym ojcem jakiego umiem sobie wyobrazić. Ja wiem, że to może zabrzmi dziwnie, ale jesteś moim przyjacielem, więcej niż Mark. I mam nadzieję, że ja jestem twoim.
Patrzyłem na nią.
— Kocham cię.
— Dziekuję, mam jeszcze jedną proźbę, którą możesz spełnić.
— Mogę wszystko, jeśli...
— Cicho tatku. Prosze tylko o jedno, teraz. Pocałuj mnie.
Patrzyłem na nią. Chyba jednak coś zaniedbałem. Zacząłem się gorączkowo zastanawiać co zrobiłem nie tak.
Podeszłem do niej i pocałowałem ją w policzek.
— W usta — szepnęła.
Powiedziała to jakoś dziwnie. Popatrzyłem na nią chwilkę. Pocałowałem ja delikatnie w usta.
— Inaczej.
— Jak inaczej?
Widziałem, że walczy z sobą.
— Jak kochankę.
Usłyszałem i wiedziałem, że to powiedziała.
Mogłem powiedzieć różne rzeczy i różne słowa. Mogłem potraktować to jako żart. Ale wiedziałem, że Sandra nie żartuje.
— Dlaczego tego chcesz, kochanie.
— Powiem ci potem. Zaraz potem.
— Nie mogę tego zrobić!
— Nie możesz, czy nie chcesz?
— Nie chcę, to oczywiste.
Już byłem bliski wybuchu. Ale przypomniałem sobie ostatni incydent.
— Tak tylko zapytałam. Gdybyś chciał, nie musiałabym cię o to prosić.
Znałem ją. Mimo, że nie byłem głupi, nigdy nie udało mi się jej pokonać w logicznych dyskusjach. Nie sprawiała nam żadnych kłopotów. Ani w szkole, ani w domu. Ona nic więcej nie powiedziała. Tylko patrzyła. Nagle przypomniałem sobie wszystkie słowa. To nie była pułapka. Mówiła o ufności, pamiętałem moje słowa, że nie muszę przysięgać, że wystarczy moje słowo.
Nabrałem odwagi. To mi się wydawało bez sensu. Ale moja córka nigdy nie robiła niczego bez sensu. Gorączkowo szukałem czegoś, czego mógłbym się uchwycić. Nie znalazłem.
To była ostatnia deska ratunku. Mogłem się zamknąć i zrobić to. Ale zamiast tego zapytałem.
— Ale niczego więcej nie pragniesz, prawda?
— Oczywiście, że pragnę. Ale wiem, że tego nie byłbyś w stanie zrobić. Musiałbyś mnie kochać i pragnąć.
      
Boże, co zrobiłem, że tak mnie karzesz, pomyślałem. Nie dość, że chce żebym ja pocałował jak kochanek to jeszcze pragnie ze mna spać!
— Jagódko...
— Proszę, zrób to.
Jeśli masz córkę i nie jesteś perwersyjny, to tylko moższ sobie wyobrazić, co czułem. Jeśli jesteś kobietą i może matką, też może potrafisz odczuć co wówczas przeżyłem.
Oczywiście mógłbym tego nie zrobić. Ale wówczas złamałbym słowo, zniszczył wszystko czego ją uczyłem. Był jeszcze jeden, może najważniejszy powód, że się zdecydowałem. Czułem, że to nie jest kaprys. To musiało być dla niej bardzo ważne. Mimo, że czułem, że to nie jest w porządku, musiałem to zrobić.  
Siedziałem na kanapie, nie miałem pewności czy mam siłę, żeby wstać.  
Jak ona to wszystko wiedziała! Musiała mieć pewność, że nie mam siły, żeby zrobić prosty ruch.
Podeszła do mnie, jej twarz była bardzo blisko. Jeżeli ktoś błagał, to była ona. Ale tam nie było proźby z litości. Nie uważałem się nigdy za tchórza. I nie sądziłem również, że jestem odważny. Wiedziałem, że muszę przestać myśleć, bo to mnie jeszcze bardziej osłabi. Wziąłem jej głowę w dłonie i pocałowałem.  
Prąd przeszedł po całym ciele. W pierwszej sekundzie chciałem oderwać usta jak najszybciej, ale ona oddała mi pocałunek. Poczułem rozkosz, której nawet Cassia mi nie dawała. Nie wiem jak długo to trwało. Minutę, pięć. To ona oderwała usta. Siedziała w kucki przede mną i patrzyła w moje oczy. Patrzyła z miłością.  Ale w jej spojrzeniu nie dostrzegłem miłości córki do ojca. Cassia patrzyła na mnie tak wielokrotnie. Tylko, że wzrok Sandry wprost emanował miłością.  
Mój umysł milczał. Moje serce biło równo.  
— Sa jeszcze dwie rzeczy, a potem posiedzimy do piątej.
— Nie będę z tobą spał, wybij to sobie z głowy!
Podniosłem nieco głos.
— Gdyby to było w głowie, byłoby łatwo. Chciałabym, ale jak mówiłam, jeślibyś tego chciał. Jedna rzecz będzie trochę kłopotliwa, a druga bardzo ciężka dla mnie. Pamiętasz, widziałeś mnie w bieliźnie i nie powiedziałeś o tym Cassi.
— Nie chcę cię oglądać w bieliźnie.
— Nie będziesz, obiecuję. Możesz zamknąć oczy.
— To mogę zrobić.
Zamknąłem oczy, ale moje inne zmysły były w stanie alertu. Usyszałem, że się oddaliła.
— Nie otwieraj, aż nie powiem.
Po chwili usłyszałem jak odpina plecak. Podchodzi do mnie. Usłyszałem tą sama muzykę. Delikatne brzmienie zaczęło koić mi duszę.  
— Możesz otworzyć.
Otworzyłem. Mówiła prawdę. Nie była w bieliźnie. Była zupełnie nago.
Patrzyłem na nią. Miała piękne ciało, bez zarzutu. Wcale nie czułem szoku. Patrzyłem na jej ciało jak na kwiat, lub coś równie pięknego. To dziwne, nie patrzyłem na nią jak na córkę. Raczej jak na doskonałość. Przez ułamek chwili pomyślałem, że anioł nie zawsze musi mieć złote włosy i błękitne oczy. W tej chwili dostrzegłem, że Sandra jest kobietą. Zobaczyłem jej długie zgrabne nogi. Pięknie wykrojone biodra. Stała tak i patrzyła na mnie. Miała opuszcone ręce, a dłonie otwarte i skierowane wewnętrzną stroną w moim kierunku. Przez ułamek chwili, przemknęła przez moje wnętrze myśl, że już widziałem to ciało. Ale to trwało tylko ułamek chwili.  
Mój umysł odrzucił tą myśl jako bezsensowną.
— Nie pytasz, dlaczego?
— Wiem dlaczego, tylko nie rozumiem.
— Ale muszę ci powiedzieć, żebyś usłyszał. Poza tym nie myślę, że wiesz dlaczego.
— To jest ta druga rzecz? — wydukałem.
— Nie. Ty nie zrozumiesz tego... teraz. Ta druga rzecz jest dla mnie bardzo trudna. Kocham cię i pragnę. Kocham cię tak już długo, sama nie wiem jak długo. A pragnę cię od zeszłego roku.
— Boże, dlaczego?
— To nie twoja wina, ani moja. Ty mnie też kochasz i pragniesz tak samo, ale jeszcze tego nie wiesz.
— Mylisz się, Jagódko.
— Nie mylę się. Będziesz musiał to wiedzieć i mieć pewność. Nie tylko uwierzyć w moje słowa. Będziesz musiał to wiedziec i mieć pewność...
— A jeśli nie?
— Umrę. Masz na to tylko dwadzieścia jeden dni, a może mniej.
— Nie pozwolę ci umrzeć, nie zabijesz się. Boże, dlaczego?
— Oczywiście, że się nie zabiję. Umrę z miłości. Ale ufam ci. Nie zawieziesz mnie nigdzie. Jeśli oddalę się z tego miejsca, umrę natychmiast. Nie wezwiesz nikogo, nie powiesz Cassi. Ja sama jej powiem kiedy nadejdzie czas. Ale nie! Ty jej powiesz, kiedy już będziesz wiedział.  
Stała przede mną nago, a ja nawet tego nie widziałem. Uświadomiłem sobie, że istniała między nami jakaś pozazmysłowa umowa. Wiedziała, że ufam jej słowom. Musiała mieć pewność, że nie zareaguje inaczej. Pomyślałem w jednej chwili o czystości. Ja nigdy nie patrzyłem na inne kobiety, inaczej niż na siostry. Jestem pewny, że nie tylko z powodu, że Cassia była piękna. I nie tylko, że całkowicie satysfakcjonowała moją męskość. To nie to. Musiała przyjść taka myśl i oczywiście przyszła. Jak ojciec może pragnąć córkę! Moja wyobraźnia nie mogła tego pojąć. A odwrotnie? To czego doświadczałem teraz nie było tym o czym mówiła mi Cassia. Wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, że Sandra mnie kocha. Ale czułem w tej chwili, że ta miłośc, która emanowała z całej jej postaci, to nie jest miłość córki do ojca. Nie byłem w stanie tego pojąć. Z tych rozmyślań, które mogły trwać kilka sekund, wyrwał mnie jej głos.
— Proszę cię, chodź ze mną i pomóż mi. Sama nie dam rady.
— Co mamy zrobić? Nie ubierzesz się?
— Później. Wiem, że Cassia jest ładniejsza, ale czy patrzenie na mnie jest dla ciebie wstrętne?
— Nie, jesteś śliczna. Ale nie powinienem patrzeć na ciebie.
— Nie powinieneś, czy nie chcesz?
— Nie powinienem.
Powiedziałem prawdę. Kiedy prosiła mnie o pocałunek, byłem jej ojcem. Teraz nadal nim byłem, ale doszło coś jeszcze. Może to co usłyszałem? Ale nie. Uświadomiłem sobie coś, co pozornie nie miało sensu, albo było wręcz sprzeczne z logiką. To, że patrzyłem na jej nagie ciało, dawało mi pewność co do mojej czystości. Ale nie tylko co do mojej. Wiedziałem, że Sandra jest czysta. Dlaczego? Nie wiem, ale miałem co do tego całkowitą pewność.  
— Dziękuję. Musimy utopić coś, co ma dla mnie wartość.
Wzięła w dłonie swojego misia.  
— Dlaczego chcesz utopić miśka?
— Zrozumiesz, zanim minie termin.
To było chyba bardzo głupie, przynajmniej dla mnie, ale wziąłem jej wyciągniętą rękę i poszlśmy do wody. Płakała cicho. Weszła do pasa, a potem do piersi. Położyła misia na wodę. Nadal płakała. Pluszowy miś powoli nasiąkał woda. Po chwili zaczął zanurzać się w wodę. Jagódka przestała płakać
— Chodźmy, muszę się ubrać.
Wyszliśmy na brzeg i weszliśmy do domku. Zacząłem ją wycierać.  
— Odwróć się, nie możesz zobaczyć mnie w bieliźnie — szepnęła.
Zrobiłem to posłusznie.  
Czy to nie dziwne? Patrzyłem na jej nagie ciało, a nie mogłem widzieć jej w bieliźnie. Bo gdybym ją tak zobaczył, złamałaby swoje słowo.
Usiadłem na kanapie. Ona położyła głowę na moich kolanach. Gładziłem jej włosy. W zasadzie jedną myśl miałem w głowie. Ale nie, to nie było w głowie. Z całą pewnością czułem to w sercu. Trwało to może pół godziny, może dłużej.  
— Nie umrzesz, prawda?
— Nie, bo ty to zrozumiesz i poczujesz.
I znowu powiedziałem coś, nie tak jak chciałem. Ale wiedziałem, że to prawda.
— Mogę pokochać się z tobą, tylko nie umieraj.
— Wiem tatku, że wolałbyś to zrobić i zrobiłbyś to, ale to by nic nie dało. Uratować mnie może tylko to co powiedziam. Mówisz tak, bo mnie kochasz. Ale już ci mówiłam...
Miałem pustkę w głowie i smutek w sercu. Nie można się zmusić do miłości, nawet za cenę życia.
Mógłbym zmusić się, by się z nia kochać, ale nie mógłbym zmusić się, żeby ją pokochać. Ale czy rzeczywiście musiałbym się zmuszać? Zanim ją pocałowałem miałem pewność, że to będzie obrzydliwe, nie smaczne i nie miłe. A jednak było cudowne.  
Nie znaczy to, że zmieniłem moje nastawienie uczuciowe do mojej córki. Z dobrego ojca stałem się... nie tym, czym ojciec być powinien. O nie! Nic takiego.  
Tak jak już wspomniałem, czułem coś w środku, ale nie miałem pojęcia co to jest. W tej chwili czułem, że zrobiłbym cokolwiek aby ratować jej życie. Wiedziałem w jakiś sposób, ze wszystko co mówiła było prawdą. Ale nie mogłem zrobić nic z rzeczy, o których wspomniała.  
A co do odczuć? Zamiast czuć się źle, czułem, że zrobiłem coś dobrego. Kochałem tak samo Cassię. I wiedziałem, że w moim sercu nie ma miejsca na inną miłość. Mimo, że poczułem, że uczyniłem coś dobrego, nie zmieniło to niczego co teraz czułem. Czułem się tak bardzo nieszczęśliwy i bezsilny. I nikt nie mógł mi pomóc. Nikt!

614 czyt.
100%13
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 3191 słów i 17363 znaków.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 20 lip 2018

    W co on się wplątał.

  • Fanka

    Fanka · 28 cze 2017 · 202628533

    Zgadzam sie z poprzednim komentarzem Pokrecone,ale przynajmniej nie wiadomo co sie stanie dalej Gratuluje pomyslu

  • Somebody

    Somebody · 28 cze 2017

    Pokręcone. Czekam na ciąg dalszy, może coś się rozjaśni.