Jesteś lekarstwem dla mojej duszy cz.3

- Nie popieram twego pomysłu. Mówiłem Ci już - zwrócił się Czarek do przyjaciela. - Powinieneś dać jej odejść. Chyba nie chcesz by wraz z dziećmi znienawidziła Cię - spojrzał ostrożnie na twarz mężczyzny, ale nie powiedział niczego więcej. Jako jedyny nie bał się agresywnego i impulsywnego zachowania przyjaciela, jako jedyny rozumiał go, przynajmniej próbował go tłumaczyć. - Jak mocno jej wlałeś? - spytał ostrożnie martwiąc się o piękną Klarę i widząc przed sobą jej zapłakany wzrok. Raz, tylko raz widział jak żona jego najlepszego przyjaciela płakała, i zdawał sobie sprawę, że to on był przyczyną jej rozpaczy. Było to cztery lata temu podczas imprezy sylwestrowej, gdy przyjaciele u nich spędzali ten wieczór. Owszem za dużo popili, owszem wszystko wymknęło się spod kontroli, ale wtedy jeszcze nie wiedział. Nie miał pojęcia. Nie zamierzał więcej wtrącać się do ich małżeństwa, nie zamierzał dawać rad przyjacielowi, bo sam nie był zbyt święty. Miał swoje za uszami, też zdradzał swoją ukochaną żonę, ale robił to z innym przyczyn. Miał dość wiecznego starania się o dziecko, którego tak Anabell pragnęła. Miał dość wykresów, badań, jej cichego płaczu po kątach. Kochał ją i naprawdę chciał zrobić wszystko by była szczęśliwa, namawiał ją do adopcji, nie obchodziło go skąd wezmą dziecko, ważne by było ich.
- Słuchasz mnie? Czarku - usłyszał męski głos i spojrzał zamyślonym wzrokiem na kumpla. Wstał z fotela, odłożył ostatni stos papierów, które zostały im na dziś i wyszedł z pomieszczenia, by zrobić sobie kawę, która postawi go na nogi. Widział na korytarzu firmy ich szefową i zdawał sobie sprawę, że nie bez przyczyny zmierza tam gdzie siedzieli. Nie chciał patrzeć znów na ich wzrok, nie chciał słuchać ich szeptów.

- Adamie? - zwróciła się oficjalnym tonem, upewniając się, że są sami w pomieszczeniu. Wzrok mężczyzny spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła głód ich rozkoszy. - Pozwolisz? - uśmiechnęła się serdecznie, trzymając przed sobą jakąś teczkę z dokumentami i udając, że coś zachłannie czyta. Oczywiście była to tylko pusta kartka, ale nikt prócz jej i Adama o tym nie wiedział.Mężczyzna posłusznie udał się za szefową do jej biura i zamknął za nimi drzwi. Byli sami. Mieli gdzieś około dziesięciu minut nim ktoś zacznie coś podejrzewać, nim znów zaczną szeptać. Dziesięć minut na szybki seks, albo szczerą rozmowę. - I co zdecydowałeś już? - zapytała wbijając w niego zaniepokojony, a może nawet trochę rozzłoszczony wzrok. Uwielbiał jej władczość, uwielbiał jej podniesiony głos, jej ostry ton podczas rozmowy.  
- Plany się nieco skomplikowały - spuścił wzrok, jakby bał się jej spojrzenia.
- Niech zgadnę Klara robi znów problemy? nie chcę wyjechać? - bardzie stwierdziła niż zapytała i ciężko wzdychając usiadła na fotelu. Nie takiego obrotu się spodziewała, tym bardziej, ze przecież wiedziała o tym jak jej kochanek traktuję własną żonę. - Nie tego się spodziewałam. Zapewniałeś - była bliska płaczu. Miała dość ich potajemnych spotkań, miała dość wiecznego ukrywania się. Chciała by stworzyli normalny związek, ale zdawała sobie sprawę z tego, że póki co było to niemożliwe.  
- Też nie bardzo mi się to podoba uwierz mi, ale Klara ma rację. Tu chodzi o Marcina - po raz pierwszy zrozumiał, że Klara ma rację. Po raz pierwszy pomyślał o kimś innym niż o samym sobie i to przerażało go chyba bardziej, niż świadomość straty kochanki i świadomość tego, że nie będą mogli swobodnie się spotykać. - Odeszła ode mnie. Dowiedziała się, że kogoś mam - wyznał cicho, ale wcale nie cieszył się tego powodu. Przeciwnie na samą myśl, że za pół godziny mieli się spotkać i porozmawiać po prostu czuł jak ściska go w żołądku. - Muszę uciekać, chciała się spotkać - poinformował, wcale nie przejmując się tym, że szefowa wcale może go nie wypuścić, że zostało mu jeszcze kilka ważnych spraw, że przecież ma jeszcze dwie godziny pracy.  
- No tak Klara dzwoni Ty lecisz - powiedziała rozżalona jego słowami, jego zachowaniem i starła ukradkiem kilka zagubionych łez. - Uciekaj już - podeszła do drzwi i przekręciła klucz uwalniając go. - Zobaczymy się wieczorem - uśmiechnęła się do niego, zapewniając że rozumie całą tą sytuację i odwróciła się do niego plecami, wracając do papierkowej roboty. Starała się go znowu usprawiedliwić, znowu wytłumaczyć. Miała nadzieje na wspólne noce, na jego błądzące ręce po jej ciele. No cóż znów będzie musiała poczekać.

Adam siedział w kawiarni, dopijając już ostatni łyk kawy, gdy ujrzał jej twarz. Stanęła na przeciwko niego pewna siebie, piękniejsza niż kiedykolwiek. Nie było przy niej dzieci, a on uznał to za zły znak.  
- Może pojedziemy do domu? chyba nie chcesz tutaj rozmawiać o naszych prywatnych sprawach, tak przy wszystkich? - zapytała wstając z krzesełka, na którym przed chwilą usiadła i mówiąc krótkie do widzenia opuścili kawiarnię. Zaimponowała mu, gdy bez problemu wsiadła z nim do samochodu.Przez chwilę pomyślał o kobiecie, z którą rozmawiał w firmie, ale po sekundzie wyrzucił z głowy jej smutne, rozczarowane oczy.  
- Gdzie są dzieci? - spytał spokojnie, zerkając kątek oka na Klarę, ale nie dostał odpowiedzi. Tym razem to ona olewała jego słowa, traktowała go tak., jak on traktował ją przez ostatnie kilka lat ich małżeństwa. Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce i wysiedli z samochodu. Gdy znów oboje byli w tym samym mieszkaniu, w którym jeszcze nie dawno odkrywał się ich dramat, poczuli się bardzo dziwnie. Adam dawał sobie sprawę, że popełnił kilka błędów, ale siedział cicho. Nie potrafił przyznać się do winy, nie potrafił powiedzieć zawiodłem. - Gdzie są dzieci! Klaro! - jego głos znów przybrał na sile a w oczach pojawił się cień złości. - Chyba nie zaprowadziłaś naszych dzieci do tego kochasia, jak mu było? Michał? - powiedział z rozbawieniem, ale uśmiech był tylko przykrywką jego cierpienia, bólu i złości.
- Nie. Dzieci są u moich przyjaciół. Nie po to tu jestem - powiedziała cicho, ale starała się by jej głos był pewny siebie. Popatrzył na nią uważnie, ale nie powiedział już nic. Słuchał tego co miała mu do powiedzenia, po raz pierwszy naprawdę starał się jej słuchać.  
- To jakiś absurd! Dlaczego moje dzieci mają włóczyć się po obcych ludziach, skoro mają tu dom? - jego głos znów przybrał siłę, a agresja aż nim zatrzęsła. Na samą myśl, że jego synowie mieli mieszkać w czyimś mieszkaniu, spać nie w swoich łóżkach po prostu rosła w nim złość.  
- Przypominam Ci, że uciekliśmy po tym jak mnie uderzyłeś. Dzieci widzieli jak mnie bijesz, boją się Ciebie - rzekła Klara i spojrzała na niego. - Ja już przestałam się ciebie bać - dodała, a jej głos wydawał się dziwnie spokojny. Milczeli. Patrzyli na siebie takim wzrokiem, jakby chcieli ocenić całą sytuacją, jakby myśleli nad za i przeciw. - Marcin już wie. Słyszał naszą kłótnię. Powiedział mi, że wie, że nie jestem jego mamą, ale dla niego nie ma to znaczenia. Zdajesz sobie sprawę, co my im zrobiliśmy? - Klara usiadła na łóżku i ręką przejechała po aksamitnym fotelu, które sami wybierali, gdy jeszcze się im układało.
- Nie wiedziałem. Nie miałem pojęcia. O Boże! - zawył Adam, blednąc w jednej chwili. Przez kilka minut milczał. Milczał, zbierając się na odwagę, bo nie wiedział jak ona zareaguję na jego propozycję. - Słuchaj... - zaczął siadając na przeciwko niej. Jego wzrok błądził po jej twarzy. Kochał ją, może nie tak jak na początku ich małżeństwa, ale wciąż nie była mu obojętna. - Jestem w stanie wyprowadzić się stąd, jestem wstanie zmienić zamki, ale chcę byście się tu wprowadzili. Nie możecie tułać się po obcych ludziach, dzieci mają prawo mieszkać w swoim domu - powiedział cicho.  
- To nie jest ich dom. Sprzedałeś go - przypomniała Klara, wciąż będąc zaskoczona propozycją męża.  
- Nie. Skłamałem - przyznał się mężczyzna. - Ja jeszcze dziś wyprowadzę się z domu. Dam Ci kasę na ślusarza, wymienisz zamki, byś mogła poczuć się bezpieczna. - wyznał. - Tylko mam jeden warunek, masz zerwać kontakt z Michałem. Nie życzę sobie, by moja żona przyprawiała mi rogi - dodał


Chciała go uderzyć, ale w ostatniej chwili powstrzymał ją, łapiąc jej dłoń, nie zrobił żadnych gwałtownych ruchów, nie uderzył, nie wyzwał. Miał świadomość, że stracił kontrolę nad jej życiem, stracił kontrolę nad nią i to bardzo mu się nie podobało. Nie mogła dojść do siebie po tym co usłyszała. Nie mogła go zrozumieć. Z jednej strony ta propozycja wydawała się jej najbardziej odpowiednia, chociażby na sam fakt dzieci, którzy nie straciliby nic. Ona miała by nad nimi prawo, mieszkaliby z nią w tym domu, ale z drugiej miała dziwne wrażenie, że to kolejna jego zagrywka. Chciał odzyskać kontrolę nad jej życiem, a po tym co jej zrobił, nie mogła mu na to pozwolić. Jednak czy dzieci powinni cierpieć za jej wybory? czy jako matka nie powinna się poświęcić? Czy Michał był dla niej aż tak ważny, by miała zaryzykować rodzinne szczęście? tego nie wiedziała. Z drugiej też strony nie wiedziała nawet czy zdołałaby zamieszkać w domu, w którym tak wiele przeszła, czy mieszkanie nie przypominałoby jej o złych doświadczeniach, o kłótniach, o uderzeniach. Jednak był Kacper, zbyt mały by to zrozumieć, zbyt mały by miała mu przysporzyć taką traumę.Szła co raz szybciej, uderzając obcasem o chodnik, czując jak serce jej przyspiesza. Była zagubiona, oszołomiona i wściekła. Nie wiedziała, czy powinna podejmować tak ważne decyzję, decyzję dotyczące całego jej życia, przyszłości pod chwilą impulsu. Potrzebowała czasu, potrzebowała czasu by zrozumieć co tak naprawdę było dla niej ważne. Zatrzymała się przed znajomym adresem. Zapukała do drzwi, ale nikt jej nie otwierał. Gdy już miała zrezygnować, poddać się uznając, że nikogo nie ma, zobaczyła go w drzwiach. Była zapłakana, roztrzęsiona i zła. Trzęsła się sama nie wiedziała, czy ze strachu, z zimna, czy z emocji. Michał złapał ją za rękę i wprowadził do mieszkania. Nie mówił nic. Rozebrał ją z ubrań, zrobił ciepłej herbaty, posadził na łóżku i milczał. Milczał wraz z nią, nie zadając żadnych pytań. Klara sama nie wiedziała po co tu tak naprawdę przyszła, nie chciała prosić go o radę, bo zdała sobie sprawę, że stawka w jego chorej grze jest zbyt wysoka i tylko ona musi być za wszystko odpowiedzialna, jakby coś poszło nie tak. Nie chciała któregoś ranka, albo wieczora znienawidzić go za to, że utraciła to, co kochała najbardziej  
- Dzieci. Teraz mogła spodziewać się niemal wszystkiego. Groził jej, że jeszcze pożałuje skoro nie potrafi docenić jej gestu. Dzwonił, chciał porozmawiać, ale nie odbierała. Przeczytała tylko jednego sms-a wybacz porozmawiamy. Nie chciała rozmawiać, bo z nim nie dało się rozmawiać. Dlatego wolała przyjść tu, tu gdzie czasem łapała się na to, że uważa dom Michała za swój własny dom, za swoje miejsce na ziemi. - Dzieci są u moich przyjaciół. Dziś rano wyprowadziliśmy się z domu. Pobił mnie. Pobił mnie na oczach naszych dzieci Michale - odważyła się na wyznanie, gdy po kilku minutach powoli dochodziła do siebie. Michał nie mówił nic. Siedział na przeciwko niej, trzymał jej rękę i milczał. Milczał wsłuchując się w jej cierpiący głos. Serce krajało się mu na pół, tak wiele by dał, by zabrać od niej cierpienie, by sprawić radość na jej twarzy.  
- Więc dlaczego płaczesz? - zapytał, czując, że zadaje jej odpowiednie pytanie, że ona tak naprawdę potrzebuję kogoś, by móc się wygadać i cieszył się, że zaufała mu na tyle, by wyznać to, co dręczyło ją w tej chwili.  
- Bo ten sukinsyn złożył mi propozycję Michale. Propozycję na którą nie mogę się zgodzić - popatrzyła mu w oczy. Teraz bardziej niż kiedykolwiek poczuła, że Michał jest osobą za która podążyłaby nawet na koniec świata. Osobą, z którą zapragnęła być. - Adam chcę wyprowadzić się z domu, chcę byśmy z dziećmi wrócili do naszego mieszkania, ale za to mam zrezygnować z Ciebie Michale - powiedziała cicho. Nie chciała nawet wyobrazić sobie życia bez niego. Nie potrafiła już  
- Masz dzieci, musisz myśleć o nich - rozumiał ją doskonale. Nie godził się z jego szantażem, był wściekły na niego, ale wiedział, że złością nie pomoże jej. Naprawdę chciał być jej wsparciem. Chciał być jej opoką, podporą w trudnych chwilach i mimo tego, że tak bardzo nie chciał jej stracić, rozumiał jej położenie.
- Wiesz co to dla nas oznacza? musielibyśmy się rozstać - powiedziała cicho Klara.
- Wiem i mam nawet pewną propozycję - odezwał się Michał i spojrzał tajemniczym wzrokiem na kobietę, którą tak bardzo pokochał. CDN


Dziękuję za wszystkie komentarze, które są moją motywacją do dalszego pisania. Kochani chciałam Wam życzyć Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Samych sukcesów i szczęśliwych chwil w gronie najbliższych. Kocham Was :**

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2453 słów i 13513 znaków, zaktualizowała 23 gru 2016.

4 komentarze

 
  • Justys20

    Już nie mogę się doczekać tego co będzie dalej.  
    Życzę ci wszystkiego co najlepsze, dużo radości, miłości i szczęścia oraz świąt spędzonych z najbliższymi.

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną i też życzę Wesołych Świąt ????????????????

  • volvo960t6r

    W Wigilię Bożego Narodzenia  
    Gwiazda Pokoju drogę wskaże.  
    Zapomnijmy o uprzedzeniach,  
    otwórzmy pudła słodkich marzeń.  
    Niechaj Aniołki z Panem Bogiem,  
    Jak Trzej Królowie z dary swemi  
    staną cicho za Waszym progiem,  
    By spełnić to, co dotąd snami.  
    Ciepłem otulmy naszych bliskich  
    I uśmiechnijmy się do siebie.  
    Świąt magia niechaj zjedna wszystkich,  
    Niech w domu będzie Wam jak w niebie :)

  • Malawasaczka03

    ????????????????

  • agusia16248

    @Malawasaczka03 same znaki zapytania?

  • Malawasaczka03

    @agusia16248 Wysyłam serduszka a mi się zmieniają w jakieś pytajniki ! Głupi telefon