Jesteś lekarstwem dla mojej duszy. Cz. 17

Nie pamiętam kolejnych słów, chwila wydawała mi się wiecznością. Patrzyłam na Adama, jakbym w jego spojrzeniu szukała zaprzeczenia tych informacji. Nie wiem co działo się potem, pamiętam wszystko jak przez mgłę. Ciepłe bezpieczne ramiona Michała, mój przerażający krzyk zrozpaczonej matki, upadek. Zsunęłam się bezwładnie z ramiona Michała i kucnęłam na zimnej podłodze, obojętną może odrobinę współczująca twarz przechodniów. Płytki były zimne, to pamiętam zbyt doskonale. Zimno jakie poczułam po całym ciele było tak odczuwalne, że zaczęłam się trząść. Adam z Michałem próbowali mnie podnieść, ale wyrwałam im się. Lekarz zarządził podać mi jakiś zastrzyk, ale pielęgniarki, Adam nie byli w stanie mnie utrzymać. Wyrywałam się, jakbym chciała biec no właśnie, dokąd? dokąd w tamtym momencie chciałam pobiec? od kogo chciałam usłyszeć te magiczne słowa to pomyła.
- Wiem jakie dla państwa to ciężkie, ale musimy to zrobić - policjant starał się być bardzo delikatny, a ja nie mogłam znieść jego słów. Nie wierzyłam w to co przecież tak bardzo próbował mi wmówić. Nie mój Kacper, nie nasz syn.
- Klaro - głos Adama wydawał się jakże daleki. Chociaż był tuż obok mnie, stał krok ode mnie ja słyszałam go jakby z dalekich stron. Michał nie odważył się na żadne słowa. Lekarz wciąż stał wpatrzony w nas i nie poruszył się nawet na chwilę.
- Powinna pani odpocząć - powiedział nagle po kilku minutach ciszy. Spojrzeliśmy wszyscy na niego. Michał spiorunował go wzrokiem, Adam nawet na niego nie spojrzał.
- Ja nie dam rady, ja ja po prostu nie mogę - wydusiłam znów zsuwając się na podłogę. Nie chciałam wstać. Musiałam wyglądać żałośnie, ale nie interesowało mnie to.
- Sam to załatwię, ty zostań z Michałem - w oczach Adama pojawiły się łzy. Byłam wyrodną matką, miałam wrażenie, że jedną z najgorszych, ale ja naprawdę nie miałam sił zidentyfikować jego zwłok. Przecież on żył, mój syn żył.  
- Zostanę tutaj - powiedziałam to bardziej do siebie niż do Michała. Partner pomógł mi usiąść na ławce, pielęgniarka dała mi coś na uspokojenie, lekarz znikł za wielkimi drzwiami z napisem OIOM, my zostaliśmy sami. W ciągu minuty sala szpitalna spustoszała, nie słychać było nic oprócz czasami piszczących maszyn, przyspieszonych kroków ludzi, naszych bijących serc. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam, nie umiałam. Milczenie było najlepszym co mogłam zrobić, najlepszym na co miałam teraz ochotę. Chciałam zamienić się z Marcinem, chciałam położyć się w sali, podpiąć maszynami i oddać mu swoje ciało, chciałam leżeć w kostnicy tak jak prawdopodobnie leżał mój Kacper, chciałam ocalić moje dzieci.
- Nie wierze w to. Kacper żyję, słyszysz? żyję! - zaszlochał Michał. Nic nie odpowiedziałam. Nie miałam sił by przekonywać jego w to, co sama zaczęłam wątpić.

Kroczyłem ciemnym korytarzem za policjantem i ziemia osuwała mi się spod stup. Kiedy dostałem telefon od Klary, kiedy dowiedziałem się o tej tragedii, nie wierzyłem. Kiedy zadzwonił policjant, kiedy dowiadywałem się więcej byłem już na lotnisku i czekałem na lot do Polski. Wsiadałem w samolot z ściśniętym sercem, błagając Boga by nie odbierał mi to, co dla mnie najdroższe. Nie byłem dobrym ojcem, nie byłem też dobrym mężem, ale te dzieci, oni nie zasługiwali na to. Ona nie zasługiwała. Jeśli była to kara za moje grzechy, to ja powinienem cierpieć, a nie oni. Marta chciała jechać ze mną, ale przekonałem ją by została. Teraz i tak nie miałbym na to czasu, nie zwracałbym na nią uwagi. Szczerze powiedziawszy w tej chwili nic się już nie liczyło. Marcin syn, którego tak bardzo zawiodłem, którego tak bardzo zraniłem i który tak bardzo mnie znienawidził leżał w szpitalu walcząc o życie, cała jego kariera, cała jego przyszłość stała w tym momencie pod znakiem zapytania, ale chciałem tylko jednego - by przeżył. Natomiast Kacper, ten młodszy, bardziej ufny i otwarty na moją miłość miał leżeć martwy w kostnicy, a ja kroczyłem by identyfikować jego ciało. Dobrze, że nie było ze mną Klary, bo mogłaby tego nie znieść. Oszalałaby, straciła zmysły, zwariowała z rozpaczy. Byłem fatalny, ale teraz, gdy miałem okazję to naprawić, los zabierał mi tę szansę. Nie wiem była to jakaś próba? próba ile rodzice są wstanie znieść bólu? jakaś kara? zemsta od Boga? co się stało z nami? z naszym życiem i rodziną? Pamiętałem, gdy chciałem uderzyć Klarę, gdy Marcin stanął w obronie matki. Pamiętałem nienawiść w jego oczach? dlaczego nie dostałem szansy by to wszystko naprawić? by wynagrodzić im wyrządzone krzywdy?
- Jest pan gotowy? - usłyszałem głos funkcjonariusza. Nigdy nie jest się gotowy na widok śmierci dziecka, nigdy się nie jest gotowym by się z nim pożegnać i nigdy się nie jest gotowy na taką tragedię, ale mimo to pokiwałem głową i wszedłem do ciemnego pomieszczenia. Jakiś mężczyzna wysunął ciało chłopca, ktoś oświecił światło i zamarłem. Małe dziecięce ciało, drobnego chłopca było całe w siniakach. Blada twarz i zakrwawione ślady świadczyły o tym ile dziecko przeszło przed śmiercią. Zamknąłem oczy wybuchając niepohamowanym płaczem, ale były to łzy radości.
- To nie on. To nie Kacper - zawołałem radośnie, dziękując Bogu za szansę. Przysiągłem sobie, że zrobię wszystko by odnaleźć nasze dziecko. Następnie zamierzałem zrobić wszystko by odzyskać moją rodzinę, by mi przebaczyli. Miałem szansę, nie wiedziałem jak, ani jak długo to potrwa, ale wiedziałem, że nie spocznę, póki nie odzyskam ich miłości. Policjant poinformował, że ktoś widział kobietę podobną do Anny, policyjny radiowóz właśnie jechał po kobietę, by można było ją przesłuchać. Wątpiłem w to by kobieta, którą przecież znałem, tak mi się przynajmniej wydawało, miała coś wspólnego z tym wszystkim, ale wierzyłem im. Mieli większe doświadczenia niż ja, znali się na swojej robocie.
- Proszę powiedzieć tak szczerze ufa pan Michałowi? - zapytał policjant. Spojrzałem na niego zastanawiając się nad tym co mam mu odpowiedzieć.
- Moja żona mu ufa. A ona nigdy nie naraziłaby naszych dzieci - rzekłem. Ona mu ufała, ale ja to już inna sprawa. - Proszę zadzwonić do mnie jak już Anna będzie na komisariacie, może ja z nią porozmawiam. Wracam do szpitala do syna - rzekłem i pożegnałem się z policjantem. Idąc w stronę samochodu, chwyciłem po telefon i wybrałem numer Klary....  

Gdy odebrałam telefon od Adama, gdy usłyszałam te trzy magiczne słowa : To nie On popłakałam się. Telefon wypadł mi na podłogę i rozbił się o płytki. Wtuliłam się w ramionach Michała i płakałam. Długo, głośno kompletnie zapominając o wstydzie i o tym gdzie wciąż się znajdowałam. Jednak chwilę radości nie trwały długo, bo coś działo się na OIOMie. Stan Marcina znów uległ pogorszeniu, a lekarze po raz kolejny tego dnia wyrywali go  śmierci. Stałam za wielkimi przezroczystymi drzwiami i czekałam na cud, czekałam na jakikolwiek znak,że wszystko się ułoży. Widziałam jak lekarze przywracają jego serce, jak maszyny podtrzymują jego życie, byłam przerażona.
- On jest silny. Marcin jest silny - powtarzał Michał, jakby próbował przekonać nie mnie lecz siebie. Oboje zaczęliśmy powoli tracić nadzieje, oboje zaczęliśmy wątpić. Matczyna wiara powinna być bezgraniczna, powinnam wierzyć i ufać wole walki mojego syna, powinnam w niego wierzyć, ale jak miałam to robić, skoro raz za razem śmierć chciała wyrwać go z moim ramion? Jak miałam pozwolić by śmierć zabrała mi ukochane dziecko? jak miałam dać na to pozwolenie? nie mogłam. - On jest silny Klaro. Potrzebujemy go - zapłakał Michał. Miał rację potrzebowaliśmy go. On i Kacper byli dla mnie jak tlen, jak powietrze bez którego się duszę, nie potrafiłabym funkcjonować bez nich, umarłabym gdybym straciła chociażby jednego z nich. Chciałam tam wbiec, chciałam łapać go za rękę, chciałam z nim porozmawiać, ale nie mogłam. Lekarze przecież walczyli, robili wszystko by go uratować. Nie wiedziałam co właściwie mu jest. Co chwilę na kilka ułamków sekundy traciłam go i odzyskiwałam na nowo. Umierał i rodził się od nowa. Wciąż nie wiedziałam nic o Kacprze, ten brak informacji mnie zabijał, zabijał strach o moje dzieci.
- Opanowaliśmy sytuację. Myślę,że udało nam się ustabilizować jego stan na tyle,że może pani na chwilę do niego wejść. Nie pozwalamy zazwyczaj przybywać na OIOMie, ale w tym wypadku możemy zrobić wyjątek - powiedział lekarz. - Wie pani coś na temat drugiego syna? - zapytał współczującym głosem.
- Nie. To nie był on, ale wciąż nie wiem gdzie jest Kacper, boję się - zawiesiłam głos. Michał stanął tuż obok i mocno chwycił mą dłoń, ubrałam specjalny strój wymagany na oddziale i weszłam do Marcina. Spojrzałam na wszystkie niezbędne urządzenia i poczułam pod powiekami łzy. Bałam się go dotknąć, by czegoś nie uszkodzić, by czegoś nie odłączyć. Myśl,że Marcin, mój Marcin żyję dzięki urządzeniom, była nie do wytrzymania.  
- Synku jestem tu. Synku jestem przy Tobie i będę. Nie ruszam się nawet na chwilę ze szpitala póki nie otworzysz oczu. Błagam odezwij się. Daj znać,że jesteś tu z nami,że mnie słyszysz. O Kacpra się nie martw przysięgam,że go odnajdziemy. Przysięgam to kochanie - rzekłam. ścisnęłam mocniej Marcina za rękę, poczułam jak łzy lecą ciurkiem po policzku, chciałam je zetrzeć, ale nie zrobiłam tego. Ukucnęłam przy nim i położyłam głowę na jego nogach. Ramionami objęłam jego ciało, chciałam usłyszeć jak bije mu serce. Nagle coś poczułam. Jego dłoń odpowiedziała na moje ściśnięcie, było to chwilowe, było prawie nie zauważalne, ale ja jako matka wiedziałam. Znów powtórzył ten gest, jeden z jego palców poruszył się przez chwilkę, dosłownie jeden moment. Spojrzałam na jego twarz jakbym czekała kiedy otworzy oczy. Nic takiego się nie stało.
- Cii - powiedziałam próbując go uspokoić. - Cii nie spiesz się. Pomału do nas wrócisz. Wrócisz do nas, do Kacpra, wrócisz do braciszka - wydusiłam przez łzy. Znów poczułam delikatne muśnięcie jego palca. - Kacper - powiedziałam cicho chcąc coś sprawdzić. Ponownie się poruszył. Zamrugałam upewniając się, czy to nie moje przewidzenia, jednak nie. Marcin zaczął reagować. Jednak wciąż nie mógł otworzyć oczu. - Wrócisz do nas. Obiecuję Ci,że nim wrócisz twój brat będzie z nami bezpieczny - spojrzałam na niego, ale nic nadzwyczajnego się nie działo. - Kacper będzie z nami - powtórzyłam. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2037 słów i 10911 znaków, zaktualizowała 21 cze 2017.

3 komentarze

 
  • ...

    Kiedy next?

  • Fanka

    Rewelacja! Nie trzymaj nas dlugo w napieciu i dodaj kolejna czesc ;) Pozdrawiam;)

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :*