Jesteś lekarstwem dla mojej duszy. Cz. 15

Nie wiem dokładnie w którym momencie poczułam na sobie ramiona Michała, to nie ważne. Nie spuszczałam z lekarza wzroku nie rozumiejąc tego co on do mnie mówi. Nie wierzyłam mu. Michał trzymał mnie mocno, jakby w ten sposób chciał dodać mi otuchy, ale nic nie łagodziło ciosu zadanego przez los. Mój syn miał poważny uraz kręgosłupa, lekarze obawiali się, że nie, nie chciało mi nawet przejść to przez gardło. Marcin wciąż był nieprzytomny, uraz głowy okazał się na tyle poważny, że nie odzyskiwał świadomości. Możliwa była konieczność operacji. Byłam załamana. Mój starszy syn zawsze był silny, zdrowy, zawsze pełen życia, miał lada dzień wyjechać, chciał spełnić swoje marzenia. Zamiast tego dziś leżał podłączony do tych wszystkich aparatur, leżał tam zdany na łaskę lekarzy, na ich umiejętności i chęć pomocy. Później będzie zdany na nas, jak zniesie to, że będzie przykuty do łóżka? jak zniesie to, że może zapomnieć o swoich marzeniach, o piłce, drużynie? nie mogłam. Nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę, nie chciałam wierzyć. On był moim oczkiem w głowie, on i Kacper, którego wciąż szukała policja.
- Musimy porozmawiać. Chciałbym żeby jechała pani ze mną - powiedział cicho funkcjonariusz. Z tego wszystkiego kompletnie zapomniałam o jego obecności. Kompletnie straciłam poczucie czasu.
- Zostanę z nim - obiecał Michał i uśmiechnął się do policjanta. Pozwolono mi chociaż na chwilę wejść do Marcina, policjant kiwnął głową i znikłam w szpitalnej sali. Stałam przed bezwładnym, nieruchomym ciałem syna i płakałam. Płakałam jak zranione dziecko, nie mogąc patrzeć na to co się z nim stało. Modliłam się by diagnoza lekarzy była fałszywa, by kręgi nie zostały uszkodzone, by uraz kręgosłupa nie był tak mocno poważny jak mówili. Modliłam się by odzyskał przytomność, by powiedział do mnie mamo. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co takiego działo się z moim życiem, dlaczego tak bardzo się skomplikowało. Czy rano podejrzewałam, że moje życie wywróci się o sto osiemdziesiąt stopni? nie! Nie podejrzewałam, że coś złego stanie się, gdy przy stole jedliśmy śniadanie. Gdy Marcin opowiadał o przyjęciu jakie dla niego ma zostać zorganizowane, gdy Kacper cieszył się tak bardzo na myśl o wycieczce, która odbędzie się za kilka dni, tak bardzo chciał zobaczyć zwierzęta w zoo. Nigdy nie przypuszczałabym, że czekają nas problemy. Rano byliśmy jeszcze normalną, szczęśliwą rodziną. Dzieci pokochały Michała, Michał pokochał moje dzieci, może trochę kulawą, może trochę rozbitą, ale rodziną. A teraz? teraz nie miałam nikogo. Pozostał mi tylko Michał, ale nigdy nie zastąpi mi dzieci. Adam właśnie wracał z zagranicy, miał przylecieć pierwszym lotem jeszcze późno w nocy, chciał poruszyć niebo i ziemię by odnaleźć nasze dziecko, obiecał mi to.
- Wyciągnę Cię z tego. Obiecuję, że jeszcze staniesz na własnych nogach synku - przysięgłam i opuściłam jego salę. Gdy byłam na korytarzu nie wytrzymałam. Zsunęłam się na podłogę i usiadłam oparta o ścianę, płakałam. Nie wiem jak długo i jak głośno, nie wiem kto mnie widział, kto słyszał. Nie obchodziło mnie to. Musiałam wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje, musiałam wypłakać ból, strach i niepewność która zagościła w moim sercu.
- Kochanie wstań - błagał Michał. Nie posłuchałam.  
- Może przesuniemy tą rozmowę na inny termin? - zapytał policjant.
- Nie. Proszę szukacie mojego syna - błagałam.

Nie wiem kiedy ani kto podniósł mnie z podłogi, nie wiem też kiedy i czym przyjechałam na komisariat policji. Niewiele wiedziałam z tego okresu. Obraz rozmywał się przez wciąż płynące porcję łez z moich oczu. Bolała mnie głowa, utrudniając skupienie się na czymkolwiek. Byłam oszołomiona, jakbym na nowo nie mogła w to wszystko uwierzyć. Usiadłam na krzesło, które gestem ręki wskazał policjant. Trzymałam w dłoni kawę, którą mi niemal od razu przyniesiono. Patrzyłam na dno kubka i widziałam jak moja ręka cała chodzi ze strachu. Serce biło mi tak mocno i głośno, że bałam się, że zaraz wyleci. Miałam wrażenie, jakby to były ostatnie minuty, czy sekundy mojego życia. Byłam ospała, zagubiona i zniechęcona chęcią życia. Stałam się jakaś obojętna, jakby ktoś niewidzialny zabrał mi możliwość odczuwania czegokolwiek. Jedyne co przenikło moje ciało, co wchłonęło się do mego serca to ból. Tak otępiały, jakby ktoś wbijał mi w serce miliony pinesek, miliony igieł i wszystkiego co może człowieka zranić i zabić. Nie wiedziałam po co właściwie tu jestem, dlaczego marnują czas zamiast szukać Kacpra, dlaczego ja marnuje czas zamiast siedzieć przy Marcinie.
- Jak dobrze zna pani Michała? - zapytał policjant prosto z mostu. Spojrzałam na niego oszołomiona, zdezorientowana i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po co zadają tego typu pytania? dlaczego pytają mnie o takie bzdury? o co go podejrzewają?
- Michał nikomu nie zrobiłby krzywdy. To dobry człowiek - odparłam. Policjant upił łyk kawy i przyjrzał się mi badawczo. Milczał, a ja byłam już znudzona tym, co się działo w tym domu wariatów.
- Nikogo nie oskarżam. Po prostu takie mamy procedury. Musimy wypytać o wszystkich. - uspokoił mnie.
- Michała znam od kilku miesięcy. Pokochał dzieci jak swoje własne i dzieci także go pokochały. Miał z nimi wspaniały kontakt, były dla niego oczkiem w głowie. A teraz martwi się tak samo jak ja - powiedziałam uświadamiając sobie jak żałośnie brzmi to co powiedziałam. Prawdą było to, że ne było go ze mną, nie wiem dlaczego nie przyjechał tu na komisariat, dlaczego zostawił mnie z tym samą. Zaczęły dopadać mnie wątpliwości.
- Przeprowadziliśmy już wstępne badania samochodu. Podejrzewamy - przerwał i zatrzymał się na moment. - Podejrzewamy, że wypadek pani syna wcale nie jest przypadkowy. Ktoś mógł pomóc mu celowo. Podejrzewamy, że ktoś celowo uszkodził jego samochód, chciał by pani syn miał wypadek, próbowano go zabić - powiedział w końcu. - Obawiamy się, że może to mieć coś wspólnego z Kacprem. Boimy się - położył ciepłą dłoń na mojej ręce - Boimy się, że Kacprowi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Czy to należy do pani synka? - zapytał funkcjonariusz podając mi kurtkę dziecka. Kiwnęłam głową. - Znaleźliśmy to w aucie. Możliwe, że pani dzieci zostali uprowadzeni, możliwe, że Kacper był w tym samym samochodzie. Nie mamy pewności. Powtarzam to wszystko to tylko nasze założenie, nasze przypuszczenia. Badamy tą sprawę.Proszę mi zaufać cały komisariat i nie tylko ten jest postawiony na nogi, zrobimy wszystko by odnaleźć pani dziecko - usłyszałam. Nie rozumiałam tego co do mnie mówił. Nie słuchałam już go. Nie miałam sił nawet płakać. Chciałam wypłakać łzy, ale nie potrafiłam. - Gdzie obecnie znajduje się pani mąż? czy wie pani coś o jego interesach? - zapytał. Kiwnęłam głową. Nie miałam pojęcia czym dokładnie zajmował się Adam. Pracował w jakieś firmie, byłam tam kilka razy, ale nigdy nie interesowałam się jego pracą. Oprócz tego miał na oku jakiś biznes, myślał o jakie działalności - Mój mąż właśnie wraca samolotem. Skontaktuje się z panem, gdy tylko będzie w Polsce - powiedziałam.
- Podejrzewamy, że zadarł z nieodpowiednimi ludźmi. Podejrzewamy, że ktoś mści się na pani rodzinie. To tylko kolejne przypuszczenia, ale musi pani wiedzieć o wszystkim - rzekł cicho. Nie spojrzałam na niego. - I podejrzewamy jeszcze kogoś. Kobieta ma na imię Anna. Miała romans z pani mężem. Czy pani o tym wiedziała? czy zna pani ją? - pokazał mi zdjęcie.
- Uważa pan, że zraniona kochanka mogłaby posunąć się do czegoś takiego? nie wiem co by jej to dało? to ślepy trop - powiedziałam cicho. Anna. to imię nie dawało mi spokoju. A kobieta wydawała się dość znajoma, gdzieś już widziałam jej twarz i chyba nie miało to nic wspólnego z Adamem. - Michał zna tą kobietę - powiedziałam nagle chyba zbyt głośno.
- Pani nowy partner? - zainteresował się policjant. Kiwnęłam głową.  
- Myśli pan, że mogli działać razem? myśli pan, że Michał mógł mieć z tym coś wspólnego? - przeraziłam się.
- Polica nie może wykluczyć żadnej możliwości. Ale pani.. - zatrzymał się. - Zna pani swojego partnera. Czy myśli pani, że mógłby coś zrobić pani dzieciom? - zainteresował się. Nie odpowiedziałam. Szczerze mówiąc sama już nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.


Wyszłam z komisariatu jeszcze bardziej zagubiona niż byłam. Nie wiedziałam co mam zrobić, komu ufać. Jak to możliwe,że Adam i Michał znają tą samą kobietę? co łączy ich z Anną i czy to możliwe, by ta kobieta miała co wspólnego z tym co działo się teraz z moim życiem? co robił Kacper w samochodzie z Marcinem? dokąd jechali? co to za auto skoro mój syn nie miał jeszcze prawka? dlaczego jechał tak szybko? Tak bardzo chciałam poznać odpowiedzi na te pytania. Nie wiedziałam co to wszystko znaczy, dlaczego zaczynam podejrzewać mężczyznę, którego sama wybrałam? którego pokochałam? gdzie moje zaufanie do Michała? i co by na tym wszystkim osiągnął? może wcale nie kochał tych dzieci? może mu tylko przeszkadzały? bzdura! co ja wyprawiam? co ja właściwie wygaduję? no i jeszcze jedno. Michał ma żelazne alibi. W czasie, gdy Marcin miał wypadek Michał spędzał czas ze mną w łóżku. Był kochający i czuły jak nigdy dotąd. Nie mógł tego zrobić. Nie mógł skrzywdzić chłopaków. A Adam? może mój mąż miał z kimś na pięku? może on zadarł z niewłaściwymi ludźmi i teraz ktoś się na nas mści? Policjant odwiózł mnie do szpitala. Podziękowałam i bez słowa do widzenia wyszłam z samochodu. Pobiegłam prosto pod salę syna. Coś było nie tak. Michał siedział załamany na podłodze, a sala była pusta. Widziałam puste spojrzenie ukochanego mężczyzny i serce niemal mnie ścisnęło.  
- Gdzie jest mój syn? Gdzie jest Marcin!. Cdn

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1896 słów i 10253 znaków, zaktualizowała 6 cze 2017.

3 komentarze

 
  • Fanka

    Jesli umarl jej syn to zaczyna sie ciekawie ;( Szkoda mi zeby umarl bo byl za Klara;) Nie usmiercaj go! Kiedy kolejna czesc? ;)

  • Lolissss

    Chyba się umarło komuś :/

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko kochana :* :) :* :)

  • agusia16248

    @cukiereczek1 Postaram się :*