Jesteś lekarstwem dla mojej duszy. Cz. 18

Nie da się opisać tego uczucia szczęścia, które czułam w tym momencie. Marcin pomału otwierał oczy, a ja po raz pierwszy zaczęłam wierzyć, że wszystko jeszcze się ułoży. Wciąż nie wiedzieliśmy co dzieje się z Kacprem, ale policja obiecała go szukać, a ja jako matka musiałam wierzyć w to, że się znajdzie. Gdy na korytarzu dowiedziałam się o zwłokach mojego dziecka chciałam umrzeć, ale teraz wróciła mi wiara. I wierzyłam, wreszcie wierzyłam, że odzyskam synów i zaznam odrobinę szczęścia. Michał nie odstępował mnie na krok. Był cały czas przy mnie, a ja byłam mu wdzięczna za to, że mnie wspierał
. - Synku - szepnęłam szlochając. Nie wiem od jak dawna trzymałam jego dłoń w swoich, ale nie chciałam puścić go chociaż na chwilę. Tak bardzo byłam przerażona tym, że go straciłam. Tak bardzo bałam się, że nie zobaczę go, że nie powie do mnie mamusiu nie płacz. Gdyby tylko widział mnie w tym stanie, gdyby tylko zobaczył łzy spływające z moich oczu, znów usłyszałabym nie płacz. Jak bardzo tęskniłam za jego ciepłymi, mądrymi słowami starszego syna. Czasami był moim najlepszym przyjacielem, doradził mi jak nikt inny. Czasami gdy patrzyłam w jego oczy widziałam w nich tylko przerażone dziecko. - Marcinie, synku - rzekłam kolejny raz, ale znów nie dostałam odpowiedzi. Lekarze patrzyli to na mnie, to na otwarte oczy mojego dziecka, ale nikt nic nie mówił. Miałam tyle pytań, tak bardzo chciałam z nim porozmawiać, ale mój syn milczał, tylko po policzkach kapały mu pojedyncze łzy. Chciałam otrzeć je z policzka, chciałam ochronić go, ale nie wiedziałam jak mam to zrobić. Byłam przerażona i szczęśliwa jednocześnie.
- Marcinie pamiętasz coś? - usłyszałam cichy głos lekarza. Marcin spojrzał na niego zagubionym, nieobecnym wzrokiem, a ja znów poczułam jak do mojego serca skrada się strach i niepewność. Tak bardzo czekałam na to spojrzenie pełne miłości i uczucia, ale nie zaznałam tam nic z wyjątkiem pustki, lęku i obojętności. To nie były oczy mojego dziecka. Nie tego Marcina, którego znałam i tak bardzo kochałam.  
- Synku to ja, twoja mama - wyznałam cicho widząc ból w jego oczach.
- Kim jesteście? Czego ode mnie chcecie? nie znam Was - padły ciche słowa. Zamarłam. wszystko w co wierzyłam po raz kolejny roztrzaskało się w drobny mak. Moje przekonanie, przeczucie, że wszystko się układa legło w gruzy. Znów byliśmy w punkcie wyjścia, znów tak naprawdę nie widzieliśmy nic.
- Pani Klaro czy możemy porozmawiać - usłyszałam głos lekarza. Niechętnie spuściłam wzrok z twarzy mojego syna i puściłam jego dłoń. Bałam się, że jak po chwili wrócę jego już tam nie będzie.
- Obawiamy się, że Marcin dostał amnezji. Nie wiemy, czy spowodowane jest to uderzeniem po wypadku, czy może organizm broni się po tym co się stało, ale nie możemy go teraz naciskać. Jest przerażony i sam nie wie co się stało, do tego jego stan - zatrzymał się i upewnił, że wszystko rozumiem. - Jego stan wciąż nie jest stabilny. Możemy go stracić pani Klaro - wyznał ze współczuciem. Patrzyłam na niego w milczeniu, nie ogarniałam tego co działo się w moim życiu. Mój syn niczego nie pamiętał, drugi zaginął i chociaż policja szuka go, nie ma po nim śladu. Ja sama niewiele już z tego rozumiem. Marcin odzyskał przytomność, więc o jakiej stracie on do cholery mówi?
- Kochanie - Kojący głos Michała wyrwał mnie z szoku. Poczułam jego ciepłe, bezpieczne ramiona i po prostu rozleciałam się. Szlochałam w ramionach ukochanego mężczyzny, a Adam stał nie daleko nas. Nie mogłam pojąć tego co się działo. Dlaczego to się działo?  
- Michał dlaczego? przecież on chciał tylko wyjechać, spełniać swoje marzenia. Dlaczego los tak okrutnie nas traktuje? dlaczego zadaje nam tyle bólu? Co z jego marzeniami? Gdzie jest Kacper? Boże zabierz mnie zamiast nich - szlochałam.

Słyszałem kobiecy kojący głos, który prowadził mnie po zmroku. Głos był tak przyjemny i miły,że chciałem go słuchać cały czas. Kacper na słowo imienia moje serce przyspieszało, Kacper coś mi to mówiło, ale nie mogłem sobie przypomnieć kim dla mnie był. Ojcem, przyjacielem, może bratem? Wspomnienia wracały pomału. Jakieś urywki, chłopiec beztrosko bawiący, oczy Kobiety zapłakanej, przerażonej i on, ten który zadawał nam cierpienie. Otworzyłem oczy, ale wciąż niczego nie rozumiałem. Widziałem białą salę i lekarza ubranego w fartuch. Przychylał się nade mną z jakąś kobietą, która płakała tak samo jak w moich wspomnieniach. Te same ciepłe, zapłakane oczy i głos. Tak bardzo kojący, tak bardzo kojący dla mojej duszy.
- Synku - jej dłoń wciąż trzymała moją rękę, chciałem się wyswobodzić, ale nie mogłem. Coś mówiło mi nie rób tego, nie zabijaj jej. Nie pamiętałem tych ludzi, nie pamiętałem zdarzeń. Plecy i kark bolały niemiłosiernie, głowa nie pozwalała skupić się na niczym innym jak moje obolałe ciało. Nie mogłem zebrać myśli. - Marcinie - znów usłyszałem ten kojący głos. Głos, który słyszałem gdy byłem w tej ciemności. Spojrzałem w bok i dostrzegłem świat za oknem, jakże kolorowy i barwny. Znów uderzenie wspomnień, fragmentów jakiś wydarzeń i oczy chłopca, tak ufnie wpatrującą się w moją twarz. Kacper. Nie wiedziałem kim dla mnie jest. Dlaczego na samo wspomnienie tego imienia, tego dziecka czułem przeszywający ból. Dlaczego tak bardzo cierpiałem, skoro sam nie wiedziałem czemu. Kolejne uderzenie wspomnień wywołało niemal ból na mojej twarzy. Było mocniejsze niż ból głowy, który pozbawił mnie sił mówienia.
- Dziecko gdzie jesteś? - pytało moje serce, a ja poczułem łzy pod powiekami. Co się do cholery działo? Kim on był? kim ja byłem? Kobieta opuszczała moją sale wraz z lekarzem. Pustka ciążyła mi tak mocno,że niemal czułem ból w sercu. Chciałem wstać, iść gdzieś, sam nie do końca wiedząc gdzie. Odszukać kogoś, kogo wcale nie znałem, albo nie pamiętałem i zrobić coś, o czym nie miałem pojęcia. Tyle było niewiadomych, tyle zagadek na których brakowało mi odpowiedzi. Kolejna fala wspomnień, która zmusiła mnie bym zatrzymał się w miejscu. Uderzenie samochodu, płacz dziecka i ciche pytanie braciszku co z Tobą. A więc Kacper to mój brat? Kim zatem była ta kobieta, matką? a facet obok, ojcem? - Mój mały braciszku - poczułem na policzkach łzy, chciałem zetrzeć je z policzka, ale nie zrobiłem tego. Drzwi od sali otworzyły się i zobaczyłem znajomą męską twarz. Wspomnienie uderzenia i płaczu kobiety wywołało niemal jęk w moim gardle. To był mój ojciec. Ojciec, którego szczerze nienawidziłem.
- Synku - jego wzrok był zapłakany. Chciał mnie przytulić, ale cofnąłem się przerażony. Nie byłem wstanie mu wybaczyć, ani zaufać ponownie. Wspomnienia powoli wracały. Przypominały mi się jakieś fragmenty z naszego życia, ale wciąż nie wiedziałem co stało się tamtego wieczora i dlaczego nie ma ze mną brata. Mój wzrok powędrował za kobietą, która płakała w ramionach mężczyzny. Michał, bo chyba tak miał na imię tulił ją znacznie dłużej niż bym chciał, a ja mogłem patrzyć na nich tylko przez szybę. Mama miała opiekę, nie musiałem już się o nią bać, była bezpieczna w ramionach Michała, który nie pozwoli jej skrzywdzić, mogłem odejść, zasnąć i znów zagubić się w otchłani. Przypomniałem sobie ostatnie wydarzenia i niemal krzyknąłem z przerażenia. Był tam, czekał przerażony aż wrócę, ale nie wróciłem. Chciałem wstać, iść do kobiety by powiedzieć jej ratujcie Kacpra, ale nie miałem na to siły.  
- Kacper on - moje ciało przestało mnie  słuchać. Jeszcze patrzyłem spod łez na twarz ojca, jeszcze walczyłem po raz kolejny by wreszcie powiedzieć gdzie jest mój brat, ale byłem wstanie tylko bezwolnie płakać.
- Gdzie on jest synku - pytał ojciec, a ja odpływałem. Ponownie zatracałem się w otchłani. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1550 słów i 8107 znaków, zaktualizowała 3 sty 2018.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Czekam na kolejny z niecierpliwością !!  :* :* :) :)