Jesteś lekarstwem dla mojej duszy. Cz. 14

Od wyjazdu Adama minęły dwa tygodnie. Moje życie powoli zaczęło wracać do normalności, codzienność uderzyła w nas nie pozwalając mi nawet na chwilę zastanowić się nad dziwnym zachowaniem Adama. Czasem były takie noce, że siedziałam i tęskniłam za byłym mężem, czasem patrzyłam na Michała i zastanawiałam się, czy aby nie podjęłam tej decyzji zbyt pochopnie, ale gdy patrzyłam na coraz cieplejszą relację Michała z Kacprem i Marcinem, gdy czułam na sobie uważny, skupiony i czuły wzrok mężczyzny, wiedziałam, że postąpiłam słusznie. Adam zadzwonił tylko dwa razy. Tak bardzo pochłonęła ich praca, że nawet nie mieli czasu się urządzić. Mnie było to na rękę, przeciągałam obiecany wyjazd dzieciom chyba tak naprawdę z obawy. Bałam się tego co stanie się zagranicą, bałam się mojej reakcji, gdy ujrzę byłego męża. Jedynie na odległość mogłam zastanowić się czego tak naprawdę chcę i czy Michał jest tym jedynym. Kochałam go, nie miałam co do tego najmniejszych wątpliwości, może powinnam dać mu szansę, może powinnam pozwolić by nauczył mnie kochać, by pokazał mi czym jest spokojny, normalny związek. Przez ostatnie lata niewiele miałam wspólnego z normalnością. Adam sprawił, że moja równowaga zachwiała się. Straciłam poczucie własnej wartości. I może nadal trwałabym w tym toksycznym małżeństwie, może nadal pozwalałabym bić siebie, gdyby nie nasze dzieci. I gdybym tamtego dnia nie poznała mężczyzny, który da mi odrobinę szczęścia i ciepła.
- Kochanie - usłyszałam czuły głos Michała. Spojrzałam na niego, chcąc coś powiedzieć, ale zamilkłam. Już po momencie zapomniałam co chciałam mu powiedzieć, kompletnie zdezorientowana swoimi myślami. - Poradzisz sobie? - w jego głosie wyczułam zmęczenie i niepewność. Dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. - To tylko kilka dni. Nie chciałem, ale nie miałem wyjścia. Muszę tam jechać. - odezwał się smutno.
- No dobrze - wstałam i podeszłam do niego. Zawiesiłam ręce na jego szyi i mocno go do siebie przyciągnęłam. - Już za Tobą tęsknie - wypowiedziałam cicho. Nie chciałam zostać sama, nie chciałam ponieważ bałam się samotności. Dom coraz częściej był cichy, a ja nie lubiłam tej ciszy. Marcin prawie nie bywał w domu. Chodził od kumpla do kumpla, od przyjaciół do dziewczyny chcąc jak najwięcej spędzać z nimi czasu przed wyjazdem. Kacper spędzał dużo czasu u kolegi, jakby to mnie winił za wyjazd Adama. Miałam przy sobie Michała, który teraz jak na złość też musiał wyjeżdżać.
- Może leć do Adama. Dzieciom dobrze by to zrobiło - rzekł. Spojrzałam na niego. Przez chwilę patrzyłam w jego twarz jakbym szukała w niej pozwolenia.
- Nie pojadę tam bez Ciebie - rzekłam cicho. - Pojedziemy razem jak wrócisz - dodałam. Michał milczał. Nie miał zamiaru już się ze mną sprzeczać, a ja byłam mu za to wdzięczna. Nie chciałam dłużej wałkować z nim tego samego tematu, nie chciałam wiecznie rozmawiać o Adamie. Chociaż wybaczyłam mężowi, chociaż nie żywiłam do niego urazy, jego imię wciąż wywoływało u mnie lekki strach. - Poczekamy - powtórzyłam cichutko. Michał milczał. Uśmiechnął się lekko, zupełnie jak dziecko, które zastanawia się co zbroić i wziął mnie na ręce. Powoli jakby niósł największy skarb zaniósł mnie do sypialni. Leżałam na łóżku spragniona jego dotyku, pocałunku, ciała. Zamknął drzwi jakby bał się, że ktoś nam może przeszkodzić.  
- Pójdę pod prysznic - powiedział cicho. Postanowiłam dołączyć do niego. Kilkanaście minut później, gdy już byliśmy odświeżeni ponownie zamknęliśmy się w pokoju, zamykając się od środka by nikt nam nie przeszkadzał. Postanowiliśmy jak najlepiej wykorzystać czas, który pozostał do jego wyjazdu. - Kocham Cię - rzekł. Uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam czule całować go po karku
- Też Cię kocham skarbie - wypowiedziałam nie przerywając pieszczot z Michałem.

Trzymając ją w ramionach, niczego więcej nie potrzebowałem od życia. Przez lata gnałem w poszukiwaniu sam już nawet nie wiem czego. Pędziłem, szukałem aż wreszcie znalazłem kogoś, kto pozwolił mi się zatrzymać. Klara była wyjątkową kobietą, gdy już pierwszego dnia spotkałem ją na tamtej ulicy, zrozumiałem to niemal od razu. Zapragnąłem jej. I teraz wciąż nie wierzyłem we własne szczęście. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, tak wiele wydarzeń, tak wiele słów musiało paść, wydarzyć się byśmy doszli do tego właśnie momentu. Teraz byłem częścią ich życia, Marcina i Kacpra już traktowałem jak swoje dzieci. A Klara była dla mnie jak najcenniejszy klejnot, jak skarb którego pragnąłem schować. Tak byłem zazdrosny, ale starałem się to ukryć, Byłem zazdrosny o każdego faceta, który tylko spojrzał w jej stronę. Nie wierzyłem w nasze szczęście. Mając ją w ramionach wciąż obawiałem się jej straty. Wciąż miałem wrażenie, że zaraz zdarzy się coś, co może nas od nowa rozdzielić. Nie potrafiłem sobie wybaczyć tego, że nie zaufałem jej wtedy. Oskarżyłem ją od zdradę, łamiąc przy tym jej serce, skrzywdziłem ją, chociaż przysiągłem sobie chronić ją za wszelką cenę i sprawić by na nowo była szczęśliwa. Odwzajemniałem każdy jej pocałunek, każdą pieszczotę. Moje pieszczoty przyjmowała z uśmiechem na twarzy, kompletnie oddając mi swoje ciało. Reagowała na wszystko, a ja czułem, że jeszcze nigdy nie byłem tak blisko z żadną kobietą.
- Jesteś tą jedyną - szeptałem w jej ucho. Nie odpowiedziała, a może odpowiedziała tylko nie tak jakbym się tego spodziewał? jej odpowiedzią był uśmiech na twarzy tak szeroki, tak szczery, że niemal rozpromienił moje serce. Właśnie dla takich chwil, dla takich momentów warto było to wszystko przejść.
- Nie chcę byś wyjeżdżał. Nie chcę zostawać bez ciebie chociaż minutę - zadrżała.(...) Leżeliśmy na przeciwko siebie podpierając głowy o rękę. Patrzeliśmy na siebie jakbyśmy chcieli zapamiętać ten moment, każdą rysę twarzy, każdy nawet najdrobniejszy szczegół. Chciałem zapamiętać jej twarz, chciałem zamykając oczy mieć ją przed sobą. Nie chciałem wyjeżdżać. Nie chciałem zostawiać jej nawet na ułamek sekundy, ale wiedziałem, że muszę. Splątaliśmy swoje dłonie, które wręcz idealnie do siebie pasowały i zacząłem całować jej każdy palec, znów miałem jej mało.  
- Jesteś dla mnie najważniejsza - wyznałem. Nic nie odpowiedziała. Znów jej odpowiedzią był uśmiech, ten sam, który zagościł kilka minut temu. Nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyły nasze spojrzenia i już wiedzieliśmy...

Nie wiem czy to matczyna intuicja, czy coś innego, ale coś nie dawało mi spokoju. Coś co mówiło mi hallo kobieto zbudź się, działaj! Za oknem robiło się szaro, może normalnie nie zainteresowałabym się, nawet nie przejęła, ale w tym jednym przypadku moje serce niemal szalało. Pukało tak mocno i głośno, jakby chciało wyrwać mi się z piersi, byłam niemal pewna, że coś złego dzieje się dzieciom, że coś im zagraża. Wybrałam numer do matki przyjaciela mojego młodszego syna, ale nikt nie odbierał, zadzwoniłam kilkakrotnie na telefon Kacpra, ale miał wyłączony. Owszem czasem pada mu bateria, ale nie teraz. Nie w tym przypadku.  
- Jadę tam - odezwałam się do Michała, który chyba wyczuł mój dziwny lęk. Coś nie dawało mi spokoju, coś łamało moje serce, a ja już wiedziałam, że chodzi o dzieci - Jedźmy - niemal błagałam go by się pospieszył. U państwa Marszałków byliśmy już po dziesięciu minutach. Zapukałam, a po chwili drzwi otworzyły się.
- Dobry wieczór - uśmiechnęłam się ciepło. - My po Kacpra - odezwał się za mną męski głos. Spojrzałam na Michała, mocniej łapiąc go za rękę.  
- Ale pani syna tu nie ma. Wyszedł jakieś trzy, trzy i pół godzin temu - powiedziała cicho. - Marcel! - zawołała syna.
- Dobry wieczór - odezwał się dzieciak.
- Dobry wieczór kochanie. Nie wiesz dokąd miał Kacper iść? - odezwałam się.  
- Nie. Mówił, że idzie do domu. Dziś leci jego ulubiony film, spieszył się bo chciał na niego zdążyć - powiedział cicho. Spojrzeliśmy z Michałem na siebie.
- Niech państwo wejdą. Zaraz podzwonię po ich kolegach - odezwała się zmartwiona kobieta. Wyciągnęłam komórkę i wykręciłam każdy numer, który przyszedł mi do głowy. Wraz z mamą Marcela zadzwoniliśmy do wszystkich dzieciaków z ich klasy, ale nikt nie widział mojego syna. - A Łucja? - odezwał się cicho Michał.
- Może pani mąż? - zaproponowała kobieta.
- Adam wyjechał - rzekł Michał. Wybrałam numer przyjaciółki i z ściśniętym sercem czekałam na jakiś sygnał. Modliłam się by Kacper był u nich.
- Cześć kochana jest u Was Kacper? Nie wiem może jest z Jerzym - zadrżałam. Dopiero po chwili zaczęłam płakać. Kiedy moja przyjaciółka powiedziałam, że nie ma u niej Kacpra, nie wytrzymałam. Rozpłakałam się w ramionach Michała. Nigdzie nie było młodego, nikt nie widział Kacpra pd trzech godzin zatem gdzie on do cholery jest??
- Może powinniśmy zgłosić to na policję? - odezwał się Michał. Normalnie nie mieszałabym w to policji, normalnie bym zaczekała, ale w tym wypadku miałam jakieś złe przeczucie, coś mówiło mi, że coś niedobrego dzieje się z moimi dziećmi. Marcin! Może Kacper jest z Marcinem? może siedzi u jego kolegi?  
- A Marcin? - odezwaliśmy się jednocześnie. Jechaliśmy do domu, mieliśmy nadzieje, że bracia są razem. Jednak nadzieja prysła, gdy telefon starszego syna też zrobił się głuchy. Co się kurwa dzieje? dlaczego żadne z nich nie odbiera? dlaczego mają wyłączone telefony? co się stało? Długo nie mogłam przestać płakać, a gdy dochodziło do mnie co się stało, gdy zaczęłam rozumieć, że mój syn zniknął płakałam od nowa. Zatrzymaliśmy się przed domem, obok domu stał jakiś samochód, dopiero, gdy byłam bliżej zrozumiałam, że obok nas stoi policyjny radiowóz. Przed domem czekało dwóch policjantów. Może coś z Kacprem? może go znaleźli?
- Dobry wieczór. Czy to pani Klara? - zapytał jeden z nich. Kiwnęłam głową. Zmierzyli wzrokiem Michała, który stanął tuż za mną. - Czy pani jest matką Marcina? - zapytał drugi. Znów kiwnęłam głową. Strach nasilił się. - Pani syn miał wypadek. Został przewieziony do szpitala. Proszę się tam udać - poinformowali.
- Czy z nim był młodszy brat? - zapytał Michał. Policjant zmarszczył brwi i spojrzał pytająco na kolegę.
- Nie.- poinformował drugi z policjantów - A dlaczego pan pyta? - zainteresował się.
- Mój syn. Kacper zniknął - rzekłam. Marcin, Kacper straciłam przytomność.


Zaginiony, Wypadek samochodowy, poszkodowany, ranny. Słowa odbijały się echem w mojej głowie. Jechałam karetką, która wiozła mnie do szpitala na sygnale. Jechałam do tego samego szpitala, gdzie jakąś godzinę temu został przywieziony mój syn. Z tego co powiedzieli mi lekarze Marcin był nieprzytomny. Wciąż nie odzyskiwał przytomności, jego życie wciąż było w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Gdzie zatem jest jego brat? czy to tylko zbieg okoliczności? przypadek,że mój syn został ranny w czasie gdy drugi zaginął? a może to wszystko, może..  
- Niech się pani położy. Rozumiemy pani strach, ale straciła pani przytomność, musimy pani pomóc - miły głos lekarza sprowadził mnie do teraźniejszości.
- Nie rozumie pan - czułam jak moja głowa pulsuje. Nie bolała mnie od uderzenia głową o asfalt, raczej z obawy o moje dzieci. - Mój starszy syn walczy o życie, wciąż jest nieprzytomny, młodszy zaginął. Jak mam się uspokoić? - z moich oczu płynęły łzy.
- Rozumiem - lekarz zamilkł. Po chwili karetka zatrzymała się, a ja wybiegłam z pojazdu. Chociaż słyszałam znudzony już głos lekarza, nie zareagowałam. Chciałam jak najszybciej dostać się do szpitala, chciałam jak najszybciej znaleźć się przy Marcinie.
- Tutaj - odezwał się jakiś głos. Pobiegłam w jego stronę. Zatrzymałam się przed sala szpitalną, nie pozwolono mi wejść do środka, ale widziałam go przez szybę.
- Co się stało? co się mu stało? - zapłakałam. Po kilku minutach poczułam jak ktoś mocno mnie obejmuję, byłam wdzięczna Michałowi,że tak szybko przyjechał do mnie, że mogłam na niego liczyć.
- Nic nie wiadomo. Nie chcą nic mi powiedzieć - wtuliłam się w jego ramiona.  
- Państwa syn został ranny w wypadku samochodowym. Jechał z dużą prędkością, nie miał zapiętych pasów. Stąd jego stan jest taki poważny - powiedział lekarz. Jak to? Marcin zawsze zapinał pasy, nigdy nie przekraczał prędkości i zawsze, a to zawsze był ostrożny. O czym on mówi? przecież do licha ona nawet nie miał prawka! Jak mógł kierować? czym? co się do licha tu działo?  
- To jakaś pomyłka. - powiedziałam cicho. - Zwykła pomyłka - powtórzyłam. Michał kołysał mnie w ramionach. Nie puszczał nawet na chwilę.  
- Nigdzie nie pojadę. Zostaje z Tobą - powiedział cicho, ale ja nawet nie zwróciłam uwagi na jego słowa.  
- Adam muszę go zawiadomić - powiedziałam. Tylko co ja miałam mu powiedzieć? nasz syn jest nieprzytomny? Kacper zaginął? co miałam powiedzieć mężowi, jak przekazać wiadomość, który wywróci nasze życie do góry nogami?. Wybrałam znajomy numer. Odczekałam kilka sygnałów i po chwili usłyszałam zaspany męski głos.  
- To ja. Dzwonię ponieważ - rozpłakałam się.  
- Co się stało? Klaro co się dzieje? - zdenerwowany głos Adama niczego nie ułatwiał.  
- Jestem w szpitalu. Marcin miał wypadek, wciąż jest nieprzytomny. Musisz do nas przyjechać, musimy zacząć - znów się zatrzymałam. - Adamie Kacper zaginął. Ja naprawdę nie wiem co się dzieję. Nie rozumiem tego, Co się właściwie tutaj stało? co z naszymi dziećmi? - zapłakałam.
- Wracam - usłyszałam.
- Mamy wyniki badań waszego syna - odezwał się do mnie lekarz. Niestety ... - przerwał i spojrzał na policjanta, który stanął tuz za nami... CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2657 słów i 14268 znaków, zaktualizowała 5 cze 2017.

4 komentarze

 
  • Fanka

    SWIETNE! Rewelacja

  • KatiaZula

    Pięknie świetnie opisane uczucia Klary. I, oczywiście, trzymasz czytelnika w niepewności, kończąc w najmniej oczekiwanym momencie uwielbiam

  • agusia16248

    @KatiaZula Bardzo Bardzo dziękuje

  • KatiaZula

    @agusia16248 Bardzo, bardzo, bardzo nie ma za co Jesteś świetna w tym, co tutaj robisz

  • agusia16248

    @KatiaZula Nic kochana nie robię.Dobra kiedyś może i byłam,ale już nie jestem

  • KatiaZula

    @agusia16248 Kochana, piszesz przecudownie nigdy w to nie wątp

  • Aequor

    Takiej przepełnionej uczuciami opowieści jeszcze nie widziałem.

  • agusia16248

    @Aequor Dziękuje

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko kochana bo nie mogę doczekać się kolejnej już

  • agusia16248

    @cukiereczek1 Kolejna nie długo się pojawi. A w między czasie dopisałam jeszcze kawałek opowiadania. mam nadzieje,że się spodoba.