Błękit cz 8

— Chętnie.
Zeeszli na dół. Pochniało skórami. Pokazywał jej kolejno wszystko. Dostrzegła śliczne, czerwone trzewiki.  
— Te są ładne, zupełnie na moją nogę, mogę przymierzyć.
— Pewnie — odrzekł chłopak.
Pasowały jak ulał.
— Bardzo ładne.
Zaczęła zdejmować.
— Zrobiłem je dla ciebie — rzekł skromnie.
— Och, naprawdę — podeszła i uścisnęła go mocno.
Potem się trochę zawstydziła. Pokazał jej jeszcze kilka par, które zrobił ostatnio.
— Pewnie jesteś zmęczony po pracy?
— Nie tak bardzo, inni szefcy piją w karczmie, a ja siadam z tyłu domu. Tam widać las, podobnie jak u ciebie. Lubię patrzyć na gwieździste niebo i słuchać jak grają świerszcze.
— Co powiedziałes, że lubisz świerszcze?  
— Tak, a dlaczego...
— Pocałuj mnie — szepnęła.
On podszedł i pocałował ją w usta.  
— Nie tak, mocniej — szepnęła nieco śmielej.
Patrzył jej w oczy, całowali się chwilę, a potem trzymali długo w obęciach.
— Nie zmieniłeś zdania co do mnie?
— Nie, nawet bardziej chcę... gubił się.  
— To dobrze, bo ja też bym bardzo chciała zostać twoją.
Tym razem całowali się dłużej i bardziej namiętniej.
Za dwa tygodnie wzieli ślub w jego miasteczku.
     Zamieszkali razem u niego. Siostra wyszła za mąż za Pablo, dwa tygodnie po niej.
                                                                            *
Carlos sprawdził się jako mąż i ojciec. Ona zajmowała się domem i czasem pomagała mu w pracy. Czasem tylko tęskniła do pola. Nie dotknęły ich wiry historii. Żyli najbardziej normalnym życiem. Spędzili ze sobą 32 lata. Urodziła dwóch chłopców i dziewczynkę. Uparła się dać jej na imię Michelle.
— To francuskie imię — dziwił się Carlos.
— Francja jest tuż za miedzą — śmiała się.
     Carlos nie obudził się po którejś nocy. Jego serce było zbyt zmęczone. Przeżył 52 lata. Gertruda przeżyła go o przeszło 15 lat. Pozostała szanowaną wdową. Zastanawiała się nad przemijaniem, a pewnej nocy zasnęła innym snem. Pochowano ją obok męża na cmentarzu, tuż za miasteczkiem.                                                                                                                                                            
                                                          
                                 Love czyli całkowite przypomnienie

Alex chciał pocałować żonę. Ona odkręciła się i dała mu policzek zamiast ust.
— Co sobie myślisz! — zdenerwował się. Policzek możesz dać koledze.
Zaczęli się kłócić. Kłócili się często. Nie układało się. Od miesięcy nie sypiali ze sobą literalnie i w przenośni. W końcu ona zaproponowała kawiarnię. Nie chciała sprzeczki w domu, ze względu na córkę.
— Poznałam kogoś, zakochałam się...
Nie mógł uwierzyć co usłyszał. Mawiał często ,,Prędzej bomba atomowa wybuchnie w Kelownie niż moja żona odejdzie”. Jednak jej decyzja był nieodwołalna. Jego świat legł w gruzach. Płacz, płacz, płacz... A jak do tego doszło. Oto historia...
     Trzynaście lat po zakończeniu wojny w stolicy Polski urodził się chłopiec. Dano mu na imię Alex. Jako niemowlak nie sprawiał kłopotów. Jadł i spał. Wyrósł na szczupłego, raczej chudego chłopca. Miał starszego brata. Alex nie był bardzo chorowity, ale też nie super zdrowy. Z powodu bronchitu ( prawdopodobnie to była bardzo delikatna forma tej choroby) rodzice jeździli z nim prawie co roku do Bułgarii, nad Morze Czarne. Alex od małego lubił drugą płeć. Podobały mu się zawsze ciemne, w typie cyganki dziewczyny, ale kiedy dorósł jak na złość prawie wszystkie były blondynkami i miały na imię... Małgosia. Jego pierwsza, poważna dziewczyna miała na imię Marzena i była brunetką o okrągłych kształtach. Jej mama była piękną kobietą i bez przesady wyglądała jak znana włoska aktorka Anna Magnanni. Alex spędził z Marzeną trzy lata, ale już po roku było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Dyskoteki, prywatki, mnóstwo dziewczyn. Nigdy nie chodziło o „zaliczanie”, ale przeważnie po tym się kończyło.  
W tej chwili przejdę na chwilę do pisania w pierwszej osobie, bo w sumię cały ,,Błękit” jest o moim życiu, w tym ciele. Nie pragnę pisać ile miałe dziewczyn, bo to nie jest najważniejsze. Powinienem mieć jedną, na całe życie. Ale wówczas tego nie wiedziałem. Kiedy kończyły się te związki, nie zastanawiałem się kto zawinił. Później doszedłem do wniosku, że poza jednym lub dwoma przypadkami, to stawało się z mojej winy. Dlatego za pośrednictwem tej książki pragnę te osoby przeprosić. Jaka jest szansa, że moja była dziewczyna, będzie czytać tą książkę? Mała, ale istnieje. Szczególnie jedną z nich chciałbym bardzo, bardzo przeprosić. Miała na imę Ewa. Poznałem ją kiedy miałem 17, a ona około 14. Poznaliśmy się na basenie Warszawianka. Pierwszy raz spotkaliśmy się w kinie na Nowym Świecie na filmie ,,Safari 5000”, w kinie ,,Wiedza”. Ewa miała koleżankę, Sylwię. I o tą Sylwię  to wszystko się skończyło. O Sylwię, której ani ja nie znałem, ani ona mnie. O Sylwię, która nie miała żadnego znaczenia. Jeśli to czytasz, Ewo, wiedz że wciąż jesteś w moim sercu. Mam nadzieję, że mi wierzysz, skoro to pamiętam. A minęło już prawie czterdzieści lat.  
Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie niepokoi. To prawda, że na tej Ziemi robią nas na szaro.
A rozwiązanie jest tak blisko! Gdyby ludzie chcieliby odnaleźć odpowiedź na jedno pytanie. Mam nadzieję, że wiesz drogi czytelniku co to za pytanie. Jeśli nie, poszukaj. Jeśli ludzie znaleźliby odpowiedź na to pytanie, to byłoby lepiej żyć na tej planecie. Każdy kto poważnie poczuje pragnienie by zadać to pytanie, znajdzie odpowiedź. To jest pewne!  
To była taka mała dygresja. No a co tam z Alexem?  
Szkoła nie pociągała go za bardzo, chociaż uczył się nieźle. Często opuszczał i grał w brydża. W maturalnej klasie opuścił ponad 500 godzin. Na osiedlu, na którym mieszkał, znajdował się mały bar ,,Ustronie”. Tam chodził często na obiady. Na zachodzie słowo,, bar” kojarzy się z alkoholem, ale „Ustronie” było barem mlecznym. I tu Alex, zobaczył dziewczynę... I od razu wiedział, że zostanie jego żoną. Takie wychudzone kurcze, 38 kilogramów. Po dwóch latach pobrali się. W kilka lat potem wyjechali na zachód, trafili do wielkiego kraju, Kanady.  
Alex pracował w żydowskich cukierniach. Pracował długie godziny, ponieważ właściciele słabo płacili. Kupował stare samochody, bo na nowe nie było go stać. Marta, jego żona nie pracowała, zajmowała się domem, a potem dzieckiem. Po ośmiu latach małżeństwa urodziła im się śliczna blondyneczka. Dali jej imię, pochodzące od włoskiego miasta, sławnego od Romea i Julii. Alex kochał Martę, ale w domu czsto się kłócili. Interesował się religią. Znał dobrze biblię i jedynym tematem w domu była biblia... O to były kłótnie, ponieważ Alex każdego chciał przekonać, że prawda w jaką on wierzy, to jedyna prawda. Ze spraw przyziemnych. Miał ponad piętnaście samochodów z czego tylko dwa nie były niebieskie. Dlaczego lubił niebieskie, tego nie wiedział, a nawet nie uświadamił sobie tego faktu, że kupuje o takim kolorze. Prawdę mówiąc błękitny był jego ulubionym kolorem. Szukał odpowiedniego odcienia. Nie wiedział przecież, że takiego koloru nie ma na Ziemi.  
Od młodości lubił filmy samurajskie. Kiedyś jeszcze w Polsce, zabrał Martę na japoński film „Harakiry”. Marta mało nie zemdlała, od dziecka nie lubiła widoku krwi. Więc religia i dziewczyny. Wygladało, że Alex zdradza Martę, ale tylko tak wyglądało. Alex zawsze kochał Martę i nigdy literalnie jej nie zdradził w czasie małżeństwa. Gwoździem do „trumny” stała się Kasia, córka brata ciotecznego Marty. Kasia lubiła wilki. Przyjechała na wakacje do cioci Marty i wujka Alexa. Alex nigdy przedtem jej nie widział, ale od razu się polubili. Tak naprawdę, Marta była zazdrosna, ale nigdy się do tego nie chciała przyznać.
Alex wierzył w Boga, tego wybaczającego, ale i karzącego. Marta...  
Marta miała dary. Prorocze sny, zdolności parapsychologiczne, jasnowidzenie i inne. Wierzyła w reinkarnacje o czym Alex nie chciał słyszeć. W dobrych czasach Marta mówiła do Alexa, że jest „drogocennym kamieniem” w co nie wierzył. Jego kościół nauczał, że człowiek jest „chodzącym prochem”, w który się obróci. To jest prawda, jeśli chodzi o ciało, ale tak naprawdę człowiek nie jest cielesny. Tego, Alex wówczas jeszcze nie widział. Tak więc po 27 latach małżeństwa „wierna po grób” Marta poznała kogoś. Odeszła. Przyjeżdżała raz na jakiś czas do domu. Mieszkała około 25 km od apartamentu, który wynajmowała z Alexem. Marta chciała pokazać swojego nowego mężczyznę, swojej córce. Zrobiła to. Zaprosiła córkę do jego domu. Jednak pomyliła się, bowiem Verona odebrała to jako wielki nietakt. Tego dnia, po powrocie powiedziała do ojca: Jesteś dobrym ojcem, dobrym mężem i dobrym człowiekiem. Minęło sporo czasu zanim Alex dowiedział się, że właśnie w tym dniu córka, poznała człowieka z którym Marta zamieszkała. Okazało się wówczas, jak bardzo córka była za ojcem i jak wiele Marta straciła w oczach córki... w tym czasie.
Marta miała dar, a właściwie dary. Ma je zresztą nadal. Wiele lat wcześniej, jeszcze w Polsce, któregoś dnia powiedziała do Alexa.
— Miałam sen, śniło mi się, że stoimy na balkonie, a ja patrzę na wodę...Z radia słyszę o katastrofie nuklearnej.
— Chodziło o wojnę atomową? — zapytał Alex.
— Nie, o katastrofę nuklearną...
   Kilka lat potem Marta i Alex wyjechali na zachód. Zatrzymali się w obozie dla emigrantów. Po dwóch miesiącach, przeniesiono ich do hotelu nad samym morzem. Marta wyszła na balkon...
— Nie, to nie ta woda — rzekła.
Alex przypomniał sobie o czym mówi. Po roku pobytu we Włoszech, dostali pobyt w Kanadzie. Wylecieli w końcu kwietnia. Wylądowali w Toronto. Z lotniska pojechali prosto do hotelu. Dostali pokój na 11 pietrze, nad jeziorem Ontario. Marta czuła się przybita wyglądem lotniska w Toronto i samym miastem. Wyszła na balkon...
— To ta woda — powiedziała...
W tej samej niemal chwili usłyszeli z grajacego radia, informację o katastrofie nuklearnej w Czarnobylu. Od tej pory Alex traktował poważnie co mówiła Marta, mimo że czasem było to jak fantastyka naukowa. Marta była i jest małomówna i skromna. Nigdy sama nie opowiadała o swoich zdolnościach. Po Toronto, w którym wytrzymali 3 miesiące pojechali do Montrealu, gdzie spędzili prawie 16 lat i tam urodziła się Verona. Wśród znajomych poznali Krysię. Krysia, mimo że jest pracownikiem socjalnym, dzwoni do Marty (aż do dzisiaj) prawie codziennie i mówi jej o swoich niekończących się kłopotach rodzinnych. Pewnego razu, kiedy Marta i Alex mieszkali już w Kolumbi Brytyjskiej, zadzwoniła Krysia. Zaczęła opowiadać o znajomych w Polsce. Kobieta, zaginęła. Miała załamanie psychiczne, nie było wiadomo co się z nią stało. Jej rodzina wynajęła jasnowidza. Ten twierdził, że zaginiona kobieta się znajdzie. Marta słuchała co mówiła Krysia. Przerwała monolog Krysi.
— Widzę tą kobietę. Siedzi nad małym strumykiem w lesie, nie żyje...
W kilka dni potem, Krysia zadzwoniła z informacją, że policja odnalazła kobietę. Znaleziono ją martwą w lesie. Wzięła dużą ilość środków nasennych i zasnęła na zawsze w pozycji siedzącej. W lesie, nad strumieniem.
Marta często mówiła Alexowi o swoich doświadczeniach związanych z reinkarnacją. Kiedy w Montrealu poznali Konrada, twierdziła że była jego żoną  w poprzednim  życiu, a... Alex go wówczas zabił. Alex w tym czasie był mocno wierzącym chrześcijaninem. W jego kościele, reinkarnację łączono z Szatanem. Dlatego nie chciał słuchać historii związanych z reinkarnacją. Marta często powtarzała Alexowi, że jest on ,,Drogocennym kamieniem”. Ale to również go drażniło i nie chciał tego słuchać. Przecież biblia mówi, że człowiek jest chodzącym zlepkiem prochu. Tak naprawdę, Marta nigdy się nie myliła jeśli chodziło o osoby lub sytuację. Alex nie miał żadnych tego typu zdolności, no może poza tym, że „coś” go chroniło. Nie był ostrożny, jeśli chodzi o ludzi lub maszyny. Mimo wielu sytuacji gdzie mógł stracić życie lub zdrowie, nic mu się nigdy złego nie stało.  
Poza tym, niektóre przypadkowe doświadczenia zadziwiały go. Pierwszy taki wypadek zdarzył się w Montrealu. Po kłótni z Martą wyszedł do samochodu by ochłonąć. Była zima. Ośnieżonym chodnikiem szedł człowiek. W ręku trzymał dwie plastikowe torby. Alex widywał go często. Ten facet mieszkał w bloku dalej, na tej samej ulicy. Pił często...                                                                                                              Minął samochód, w którym siedział Alex. Zaczął wchodzić po schodkach z chodnika na górę w kierunku bloku. Potknął się... Torby upadły... Alex siedział w samochodzie około 50 metrów od tego miejsca. Nie mógł słyszeć, ale wiedział, że w torbach rozbiły się butelki z piwem. Nagle fala goryczy, rozpaczy, dotarła do Alexa. Literalna „fala”. W jednej chwili wiedział wszystko o tym człowieku. Jego gorycz, dlaczego pije i czemu pochłania go bezradność. Tamten płakał. Alex też. Przez chwilę czuł tamtego człowieka jak siebie...  
Drugi, jeszcze bardziej ciekawy przypadek wydarzył się wiele lat potem, już w Kelownie w Kolumbi Brytyjskiej. Alex jeszcze w Polsce pracował jako cukiernik i gdy przyjechał razem z Martą do Kanady, nadal pracował w żydowskich cukierniach w Montrealu. Kiedy jednak przyjechali z Martą i córką do Kelowny, nie mógł znaleźć pracy. Zaczął szukać pracy w innych zawodach. Zetknął się z biurem poszukiwania pracy. Jego „opiekunem” została Michel (nie Michelle). Wysoka, nie brzydka, około trzydziestoletnia kobieta. Michel była typem „feministki”. Miała trzeci dan w taekwondo i traktowała wszystkich z góry. Nawet swoich kolegów z pracy. Zawsze uśmiechnięta, zawsze pewna siebie, stojąca mocno na ziemi. Pewnego razu rozmawiała z Alexem przy biurku o tym co powinien zrobić by zwiększyć szanse znalezienia pracy. Nagle bez powodu… Alex, wiedział. Wiedział wszystko o tej kobiecie.  
— Płaczesz często — powiedział do Michel.
Ta przez sekundę patrzyła na niego i... zaczęła płakać.
— Co wiesz? — zapytała.
— Wszystko. Ty tylko grasz silną i szczęśliwą. Zostałaś porzucona przez matkę, kiedy byłaś bardzo mała. Czujesz się bardzo nieszczęśliwa, a do tego sądzisz, że chłopak, z którym wiązałaś nadzieje zdradza cię, mimo że jesteś atrakcyjna, wysportowana i inteligentna.
Michel potwierdziła te informacje.
— Bądź sobą. Wkrótce odnajdziesz swoją matkę, a twój chłopak będzie z tobą. To co myślisz o nim jest nieprawdą. On  jest szczery wobec ciebie.
W kilka miesięcy potem spotkał Michel na ulicy. Potwierdziła, że wszystko co jej wówczas powiedział, sprawdziło się.
Alex miał doświadczenia z Bogiem i to kilkakrotnie. Najmocniejsze doświadczenie zdarzyło się w Kelownie. Alex zaczął pracować jako dekarz. W tym czasie cierpiał na dolegliwość żołądka.  Cokolwiek jadł, odbijało mu się i odczuwał pieczenie. Udał się do chińczyka, który zajmował się akupunktórą i leczeniem naturalnym. Ten chiński lekarz, nazywa się Kevin Ma. Określił stan i zapisał tabletki, które miały ustabilizować dolegliwość. Po kuracji... stan Alexa pogorszył się. Teraz odbijało mu się kiedy... pił wodę. Alex zaczął się modlić. Prosił Boga by go uleczył. Bezowocnie. Jednak nie rezygnował. Aż nagle...                                                                                                                  Otrzymał przekaz prosto do głowy lub serca, jakby ktoś mówił... bez słów. Alex zastosował się do podanej prośby, bo była to proźba, nie rozkaz. Został uleczony i to... natychmiast.
Obchodzili wraz z Martą ,,srebrne wesele”. Marta otrzymała piękny pierścionek z brylantem. Alex lubił być blisko ze swoją żoną. Marta stanowiła raczej typ mniszki. Co za przeciwność. Alex pracował, Marta zajmowała się domem. Nie nadawała się do fizycznej pracy, a słaba znajomość języka nie pozwalała jej, by mogła pracować umysłowo.  
Alex sądził, że postepuje dobrze. Jednak ranił bezwiednie Martę. Tym co mówi, jak mówił i jak się zachowywał.  
Często widzimy wiele, ale nie widzimy siebie...
W końcu  doszło do decydującej rozmowy...
Marta odjechała i Alex nie wiedział gdzie. Prosił córkę, by go naprowadziła, przecież była w domu Jima. Tak miał na imię nowy facet Marty.  
Verona nie chciała, ale w końcu naprowadziła ojca, dając mu mgliste informacje. Po kilku godzinach jazdy i poszukiwań, kiedy miał już zrezygnować, znalazł ją. Marta nie była zbyt szcześliwa widząc Alexa. Szczególnie kiedy na miłe słowo ze strony Jimiego, odpowiedział bardzo brzydko. W rezultacie płaczu i proźby, Marta przyjechała do domu. Alex zrobił obiad, kupił szampan. Kochali się i...Marta pojechała z powrotem do swojego nowego przyjaciela.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i inne, użył 2942 słów i 16992 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę czyli, jak ja dobrze przeczytałam to żona się z tobą rozwiodła