Wieczność - trzynasty rozdział

Na prośbę jednego z moich czytelników powracam z owym opowiadaniem Mam nadzieję, że część choć trochę się spodoba



- Czy tobie kompletnie już mózg przegnił? – zdenerwował się Ron, patrząc oszołomiony na Christiana. – Przeleciałeś naszą królową?
- Nie! Nie jestem głupi!
- Polemizowałbym w tej kwestii...
- Oj! Bo cię ugryzę! – odciął się rozzłoszczony młodzieniec. – Nie spałem z nią. Tylko się pocałowaliśmy!
- To i tak za wiele... Myślałem, że panujesz nad swoimi żądzami!
- Bo tak jest!
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć! Dlaczego, żeś ją pocałował? – Ron złapał się za swoje blond włosy.
- To ona mnie pocałowała! – sprostował.
- Mogłeś jej na to nie pozwolić...
- I co niby miałem zrobić? Pobić ją? Ugryźć? Czy może zabić?
- Jesteś głupi, wiesz? Wiesz, co się stanie, gdy Rada się o tym dowie? Zniszczą cię...
- Nie boję się Rady! – odparł buńczucznie, choć co innego mówił jego żołądek, który skręcał mu się teraz ze strachu.
- A powinieneś, bo to najstarsi z żyjących obecnie wampirów i nikt nie jest w stanie ich pokonać!
- Pierwsi są w stanie to zrobić!
- Więc masz zamiar czekać na ich przebudzenie się przez kolejne cztery i pół tysiąca lat? Życzę powodzenia, zwłaszcza, gdy będziesz musiał się ukrywać przed siepaczami Rady! – zakpił blondyn.
- Więc znajdziemy kogoś innego, równie silnego, co Pierwsi – zirytował się Chris. – A teraz stąd wyjdź z łaski swojej! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać!
- Z wielką chęcią! – prychnął Ron i usunął się z pokoju swego kochanka.

Dzień następny przyniósł królowej odpowiedź, której w gruncie rzeczy się spodziewała, mając za swych doradców taką grupę imbecyli!
- Więc jak mam rozumieć, wasza odpowiedź jest negatywna... Czy tak? – syknęła Nefere, patrząc poważnie po swych ludziach siedzących wokół niej. Wszyscy uparcie wpatrywali się w swoje dłonie i żaden z nich nie miał odwagi skrzyżować z nią spojrzenia. – Co za banda starych głupców! – pomyślała.
- Łaskawa pani, sama dobrze wiesz, że nie ma niezbitych dowodów na to, ze wilki wtargnęły do naszego miasta. Nikt inny poza tobą i tamtym chłopcem ich nie widział... – rzekł w końcu jeden z wampirów.
- Ludzie ich widzieli i dlatego ponieśli śmierć! Czy to za mały dowód?
- Mógł to być po prostu zwykły atak bezpańskiego kundla, nic więcej. Wybacz na, królowo, lecz nie znajdujemy odpowiedzi, ani sensownego wyjaśnienia na to, co cię wtedy spotkało... Robimy jednak wszystko, by...
- Odpowiedz mi wreszcie, ty przeżarta zębem czasu kupo zjełczałego mięsa! – wrzasnęła, niemal tracąc nad sobą panowanie. Gdyby do tego doszło, uwolniłaby dzikie zwierzę, bestię, przed którą drżeli już przed licznymi wiekami. Potwora, któremu nic nie mogło sprostać, a którym ona została przeklęta w dniu swych narodzin. Nie chciała i nie mogła do tego dopuścić, bo żądza krwi tej istoty była tak silna, że wytrzebiłaby w przeciągu jednej nocy całe miasto! I nie zapanowałaby nad nią, by ją w sobie uciszyć. A nie miała przy sobie starożytnego maga, który zrobiłby to za nią... W sali narad zapadła głucha cisza.
- Nasz odpowiedź jest jednoznaczna...
- I brzmi ona: nie – dokończyła za swego ministra Nefere. – Idźcie wszyscy w diabły! Nie potrzebuję waszej zasranej pomocy! Sama sobie poradzę z tym problemem, choćbym miała własnoręcznie zabić wszystkie psy, jakie staną mi na drodze! A z wami srogo się policzę, gdy tylko skończy się ta cała farsa! I obiecuję wam, że nie będziecie zadowoleni z podjętej przeze mnie decyzji w waszej sprawie!
Wstała płynnym ruchem ze zdobnego krzesła i stukając obcasami o marmurową posadzkę, wyszła na korytarz. Szybkim krokiem pokonała odległość dzielącą ją od jej komnat. Gdy tylko do nich weszła, zatrzasnęła drzwi na ciężką zasuwę i oparła się o nie, dysząc z nerwów i frustracji. Szczerze zastanawiała się w tej chwili, dlaczego w ogóle zwróciła się do nich o pomoc, mogła przecież od razu działać według własnej woli, a nie prosić się ich o coś, czego i tak nigdy by nie zrobili!
Rozejrzała się po swojej komnacie i prychnęła zirytowana, dochodząc do wniosku, że w obecnej chwili najlepszym wyjściem będzie zgromadzenie swoich sił daleko poza miastem, w którym mogliby zostać zgładzeni i zaatakowanie wroga z pozycji, której w ogóle nie będzie się spodziewał. Powziąwszy takie, a nie inne postanowienie, ruszyła w stronę sypialni i zbierając w krzesła niewielki plecak, spakowała do niego najpotrzebniejsze rzeczy oraz kilka istotnych dla niej i dla świata wampirów dokumentów, które za żadne skarby świata nie mogły wpaść w łapy jej ministrów, a tym bardziej wilków, gdyby te opanowały to miejsce. Podeszła żwawo do okna i otworzyła je cicho, nasłuchując, czy nikt nie zbliża się korytarzem. Następnie usiadła na szerokim parapecie, przerzuciła nogi poza okno i zeskoczyła dwa piętra na ziemię.
Przemykając się w podcieniu budynku, ruszyła w stronę kamienicy, w której mieszkał Christian z Ronaldem. Postanowiła zaufać przede wszystkim im. Biegła, ile tylko miała sił w nogach, jednocześnie uważnie lustrując otoczenie, w poszukiwaniu ewentualnej zasadzki, obserwujących ją szpiegów, czy innej działalności przekupnej Rady. Gdy wreszcie dotarła w pobliże mieszkania mężczyzn, przystanęła, dla wyrównania lekko przyspieszonego oddechu i już normalnym krokiem udała się do ich mieszkania. Nie chcąc jednak wprawiać ich w ewentualne zakłopotanie nagłym pojawieniem się w ich królestwie, stanęła pod drzwiami i zapukała weń energicznie, nasłuchując odgłosów płynących z reszty budynku. Po chwili usłyszała szczęknięcie zamka, a jej oczom ukazał się zdumiony Ron.
- W-wasza wysokość! – wydukał. – Co cię tu sprowadza, moja pani?
- Odsuń się i przestań mnie tytułować! – mruknęła, wślizgując się do ciepłego pomieszczenia. – Mam dla ciebie kolejne zadanie – powiedziała, gdy zamknął za nią drzwi. – Musisz powiadomić moich ludzi, że nadszedł czas działania. I nie wolno nam przegrać tylko dlatego, że mają przewagę liczebną. Powiedz reszcie, że spotkamy się wszyscy w pałacu Newnstadt, dwadzieścia kilometrów za miastem.
- "Dlaczego akurat tam?” – usłyszała głos Christiana, a on sam wyłonił się zza pleców Rona. Blondyn spojrzał na niego krótko, a na jego twarzy odbiła się wyraźna niechęć.
- Ponieważ to opuszczone miejsce i nikomu nie przyjdzie nas tam szukać – wyjaśniła. – Była to również niegdysiejsza rezydencja mojej rodziny i jestem przekonana, że pozostało tam wiele starożytnej broni, którą z powodzeniem możemy teraz użyć.
- Czy to znaczy, że idziesz z nami? – zainteresował się Ron.
- Nie, to wy idziecie ze mną. Jesteście teraz w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bo gdy tylko rada odkryje, że uciekłam, będzie mnie tu szukać, a oni nie są raczej skorzy do spokojnych rozmów, zwłaszcza że mnie popieracie. Dlatego zależy mi na waszym bezpieczeństwie.
Christian kiwnął jej lekko głową i ruszył do swego pokoju, by spakować, choć część rzeczy. Robiąc to, wyczuł, że kobieta weszła do pokoju razem z nim.
- Pokłóciliście się? – zapytała, obserwując jego poczynania.
- Yhm – mruknął, nie patrząc jej w oczy.
- Z mojego powodu?
- Ron twierdzi, że ten pocałunek to było za wiele z mojej strony, a ja niechętnie się z nim zgadzam... Nigdy nie powinienem był dopuścić do tak hańbiącego czynu!
- To ja cię do niego zmusiłam, więc nie miej wyrzutów sumienia, Christianie. Od tak dawna nie miałam żadnego mężczyzny, że wzięły nade mną górę pierwotne instynkty, a cień usuwając zdrowy rozsądek – odparła, kładąc mu dłoń na ramieniu. – To ja winnam cię prosić o przebaczenie, jako że czynem twym najprawdopodobniej nadwątliłam wierność twego kochanka, a także zniszczyłam twój długi związek z nim.
- Pani, nie jesteś winna mi żadnych przeprosin! Mogłem wtedy odejść – odparł, odwracając się w jej stronę.
- Mogłeś, lecz tego nie uczyniłeś, dlatego ja proszę cię, byś puścił to w niepamięć.
- Wedle życzenia, moja pani – skłonił się jej lekko, a kiedy się wyprostował, ujrzał za jej plecami smutnego Rona. Skrzywił się, widząc jego spojrzenie. Nefere odwróciła się natychmiast do drugiego mężczyzny i rzekła stanowczo:
- Czas nagli. Musimy iść...

1 303 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1541 słów i 8620 znaków, zaktualizowała 8 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Wampiraczek

    Wampiraczek · 8 sty 2017

    Super rozdział, czekam na kolejny