Wieczność - dziewiętnasty rozdzial

- Nie zrobiłem niczego złego – powiedział Albert, a ton jego głosu był więcej, niż wyzywający. Co prawda czuł, że wobec tak przeważającej liczby osób chroniących Ariadny, może nie wygrać tego pojedynku, lecz nie miał zamiaru poddawać się bez walki. – Uczyniłem to, co było w tej sytuacji konieczne, matko!
- Wydałeś wyrok na naszą królową bez osądzania jej! I dobrze wiesz, że tego nie robimy nawet ze zdrajcami!
- Tyle że królowa dopuściła się największej ze zdrad! Sprzymierzyła się z wilkami – rzucił buńczucznie Albert. – Tego nie wybaczamy!
- Zgadza się – zauważyła królowa beznamiętnie, lecz spojrzenie, jakie mu rzuciła, mroziło krew w żyłach. – Problem jednak polega na tym, że to nie ja zdradziłam mój lud, lecz sama zostałam zdradzona przez tych, których wybrałam, by mi służyli w mieście!
- Nic mi o tym nie wiadomo – prychnął mężczyzna.
- Uważaj, jak zwracasz się do swojej królowej, Albercie! – ostrzegła go matka. – Bowiem, kiedy ona wyda na ciebie wyrok, nawet moja pozycja ci nie pomoże w uniknięciu kary… Zapytam raz jeszcze i radzę ci poważnie zastanowić się nad odpowiedzią… Dlaczego skazałeś Nefere na śmierć bez wyroku, jaki jej przysługuje?
- Należało jej się za to, co zrobiła z mym ojcem! – wyrwało się Albertowi z głębi serca. – Nefere jest nikim więcej jak uzurpatorką!
Wokół niego dało się słyszeć ogólny syk niezadowolenia, gdy do pozostałych dotarło, co powiedział właśnie syn Pierwszej.
- Jak śmiesz! – to ona zareagowała najwcześniej i wymierzyła mu siarczysty policzek. – Jak śmiesz w ten sposób postępować, Albercie? Faktem jest, że matka Nefere zwyciężyła w pojedynku z twym ojcem, a mym mężem, lecz nie oznacza to, że wolno ci postępować tak, jakżeś uczynił to teraz. Nikt nie ma prawa kwestionować jej prawa do rządów, skoro przejęła tę schedę po matce!
- Winna jest śmierci mego ojca i powinna ponieść za to najsurowszą z kar! – mężczyzna nie dawał bynajmniej za wygraną, choć wciąż piekący go policzek podpowiadał mu, że robi źle. Że powinien się wycofać. Nie był jednak skory do tak wielkiego poświęcenia. Chciał obalić Ariadnę i zakończyć jej nieprawe rządy. To niestety okazało się trudniejsze w wykonaniu, niż planował. A wszystko przez jego własną matkę, która wtrąciła się w obronę uzurpatorki! Albert był w rozpaczy, bo czuł, że by doprowadzić swój plan do końca, będzie musiał zabić również i Pierwszą!
- Synu, błagam cię, nie rób tego – rzekła cicho Bellatrix, czytając mu w myślach. – Doskonale wiesz, że nie wygrasz. Nie przekreślaj w tak haniebny sposób swego życia. Masz jeszcze możliwość obronić się na tyle, by przyjąć wyrok królowej z godnością…
- Matko… Jako Pierwsza i członkini Rady jesteś ponad Nefere, a pomimo to korzysz się przed nią? – prychnął syn. – To tobie powinno być wstyd! Przynosisz hańbę naszemu rodowi, żałuję, że… - nie skończył. Wzburzona jego słowami Pierwsza doskoczyła do niego szybciej, niż był w stanie zorientować się, co się dzieje i wbiła mu kły w szyję. Krew trysnęła dookoła, zalewając mu fragment twarzy, szyję, lewy bark i jej usta. Gdy poczuła, jak wyraźnie słabnie, puściła go, pozwalając, by upadł na ziemię. Jego pierś unosiła się nierówno, gdy starał się złapać tlen.
- Racz mi wybaczyć, wasza wysokość ten niepotrzebny pokaz agresji z mojej strony – powiedziała, uprzednio wytarłszy usta z posoki. Ukłoniła się przed nieco zdumioną Nefere, która uśmiechnęła się do niej pobłażliwie.
- Nie obwiniam cię, pani za to, coś uczyniła, choć nie był to szczyt elokwencji z twej strony. Nie mniej jednak dobrze zrobiłaś. Twój syn posunął się w swych słowach za daleko.
- Oczywiście… Czy życzysz sobie, bym to ja zajęła się potomkiem, czy to ty zechcesz wydać odpowiednią karę? – zapytała, przeczuwając, jak młodzieńca osądzi Ariadna. Ta spojrzała jej krótko w oczy i odparła:
- Zabierz go, lecz nie sądź, iż spojrzę znów na niego przyjaznym okiem, jeśli znów wejdzie mi w drogę.
- Jak rozkażesz, najłaskawsza. – Bellatrix ponownie się skłoniła. – Czy wobec występku mego jedynego syna i ja również popadnę w twą niełaskę? Nie chciałabym zasiadać w Radzie, wiedząc, że nie darzysz mnie zaufaniem, wasza wysokość…
- Możesz być spokojna, nie ukarzę cię za wybryk Alberta… Musisz jednak przekazać Radzie Pierwszych, co tutaj się stało i dlaczego w ogóle wydano na mnie taki wyrok.
- Oczywiście, udam się do naszej siedziby niezwłocznie, moja pani.
- Powiedz im również, że miasto moje rządzone jest teraz przez skorumpowaną Radę, a ja sama wraz z najwierniejszymi sługami chronię się w pałacu na dalekich obrzeżach miasta, a moi poddani cierpią. Powiedz im również, że mój związek z młodym wampirem jest tylko i wyłącznie sprawą moją i im nic do tego. Jeśli nie chcą poznać siły mojego gniewu, powinni pogodzić się z mą decyzją. Zwłaszcza że, jak przypuszczam, im również zależy na tym, by mój ród przetrwał kolejne wieki… A teraz, o Pierwsza, zejdź mi łaskawie z oczu i zabierz stąd tego zdrajcę… Christianie, pójdź ze mną…
Wstała z krzesła i nie reagując na oddawane jej pokłony, ruszyła z powrotem do pałacu.
- Ariadno? – zapytał ją nieśmiało, gdy oddalili się już na tyle, by nikt ich nie usłyszał. – Co się dzieje?
- Bellatrix prawie mnie zdradziła – wyjaśniła drżącym głosem kobieta, wchodząc do swej komnaty.
- Co? Jak to? Przecież uciszyła własnego syna! – zdumiał się, wchodząc do środka zaraz za nią i zamykając drzwi. – Jak mogła chcieć cię zdradzić?
- Czułam to – mruknęła. – Czułam, jaką walkę prowadziła wewnątrz siebie, gdy Albert prawie wypluwał z siebie te słowa. Czułam, że częściowo się z nim zgadza. Nie mogła postąpić jednak inaczej, musiała go zaatakować…
- Dlaczego? – zapytał, obejmując ją lekko.
- Zginęłaby wtedy. Co prawda jest Pierwszą i ma de facto nade mną władzę, a ja nad nią, jako że jestem jej królową, ale to byłaby zdrada, której Pierwsi by jej nie darowali. Zniszczyliby wszystkich członków jej rodziny, a uwierz mi, pochodzi ona z jednego z najstarszych wampirzych rodów, jakie stąpają wciąż po tej ziemi. To między innymi dzięki nim, ludzie rozwinęli się tak szybko w technologii i medycynie. Gdyby zniszczyć ten ród, zauważyliby to na każdym kontynencie. Śmiem twierdzić, że nawet w każdym kraju na świecie… Tego nie możemy zrobić, bo zachwiałoby to zbyt gospodarką i populacją. Nie tylko naszą, ale również ludzką. A wtedy każdy człowiek dowiedziałby się o istnieniu wampirów. Istniejemy tak długo na tym świecie dzięki naszej niebywałej zdolności do kamuflowania się i udawania, że jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami. Były takie czasy, Christianie, że populacja wampirów przekraczała dwukrotnie populację ludzi. Zmieniło się to jednak i teraz jest tak, jak jest.
- Dlaczego więc jest nas teraz o wiele mniej?
- Musieliśmy przestać przemieniać kolejnych ludzi w jednych z nas, gdy dotarło do nas, że za kilka setek lat, nie zostanie na tym świecie już żaden człowiek, a wtedy po jakimś czasie i my staniemy się niczym więcej, tylko pyłem na wietrze, gdy zabraknie nam pokarmu. Poza tym ludzie zaczęli się zbytnio nami interesować. Powstały pierwsze legendy, które skierowały światło w naszą stronę. Blady strach padł tedy na naszych przodków, którzy zrozumieli, że jeśli chcą przeżyć i trwać, musimy usunąć się w cień. Ludzie stali już niemal u bram naszych twierdz, więc nie mieliśmy innego wyjścia.
- Pamiętasz to wszystko? – zdumiał się.
- Oczywiście, że nie, Christianie. Lecz czytałam wiele zapisków traktujących o tamtych czasach. Wiem, że to nie wymysł, bo wielu Pierwszych również o tym opowiadało – wyjaśniła, uśmiechając się do niego pobłażająco. – Chciałam podziękować ci gorąco za twoją dzisiejszą postawę, Christianie. Widziałam, że gotów byłeś chronić mnie za wszelką cenę i nigdy ci tego nie zapomnę.
- Złożyłem wewnętrzną przysięgę, wiesz o tym – mruknął, patrząc na nią poważnie. – I mam zamiar jej dopełnić, choćbyś miała mnie za to znienawidzić, wasza wysokość… Kocham cię, Ariadno.
- Wiem, Christianie, wiem – powiedziała, z przyjemnością zatapiając się w aksamicie jego warg.

692 czyt.
100%61
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1551 słów i 8607 znaków.

1 komentarz

 
  • KingaK

    KingaK · 3 kwi 2018 · 211927080

    Super opowiadanie czekam na kolejne czesci 😊