Wieczność - jedenasty rozdział

- Panowie, przybyłam do was wraz z tym młodym mężczyzną, albowiem wilki zaatakowały mnie, o czym oczywiście doskonale wiedzie zarówno z mojej, jak i Christiana relacji, a ja żądam od was podjęcia stanowczego stanowiska w tej sprawie, która bynajmniej do błahych nie należy. Miasto, w którym żyjemy od tysięcy lat i de facto sprawujemy władzę stoi na progu ponownej wojny z tymi barbarzyńskimi stworami. Żyjemy w zgodzie z ludźmi, którzy, choć nie wiedzą o naszym istnieniu, nie mogą zostać przez nas pozostawieni na pastwę wilków, gdyż ich los będzie gorszy os naszych starożytnych niewolników – powiedziała poważnie Ariadna, patrząc spokojnie po twarzach członków Rady. Widziała w ich oczach mało, że niedowierzanie, to wręcz pogardę dla jej słów!
- Pani moja – odezwał się ten siedzący najbliżej niej mężczyzna. – Wybacz mi moją impertynencję, lecz jestem zmuszony zauważyć, że wprowadziłaś do naszej siedziby wampira, którego śmierci sama kiedyś pragnęłaś... – zawiesił teatralnie głos, jakby spodziewając się, że jego słowa wywołają u nich jakąś reakcję. – Ponadto, pani, racz zauważyć, że to o czym mówisz, nie ma niestety żadnego pokrycia, bowiem przeprowadziliśmy swoje własne śledztwo i nigdzie nie spostrzegliśmy obecności wilków, o których ty i ten chłystek z taką beztroską rozpowiadacie! Wybacz, królowo, lecz ośmielę się stwierdzić, że niekoniecznie wiesz, o czym mówisz, Nefere...
- Śmiesz zarzucać mi kłamstwo? – oczy kobiety błysnęły czerwienią, a spomiędzy ust wysunęły się wampirze kły, które w półmroku pomieszczenia błyszczały złowrogą bielą.
- Nie, moja pani. Obawiam się jednak, że ten atak jakichś zdesperowanych wilków najpewniej wytrącił cię w równowagi na dłuższy czas, niż sądziliśmy i po prostu obecnie niekoniecznie panujesz nad swoimi emocjami... Wybacz mi, lecz powinnaś przez jakiś czas odpocząć od zgiełku tego miasta, wyjechać gdzieś, gdzie wolna od trosk spędzisz miło czas...
- Nie mam ochoty ani tym bardziej zamiaru nigdzie wyjeżdżać, głąbie jeden – zirytowała się kobieta. – Mam serdecznie dość waszej opieszałości! Gówno robicie dla tego miasta i teraz kiedy stoi w obliczu niebezpieczeństwa nie chcecie nawet wzmocnić jego obrony, by nie stała się krzywda nijaka ani naszym mieszkańcom, ani ludzkim!
- Pani moja, proszę... Racz się uspokoić! – rzekła jakaś kobieta, patrząc szeroko otwartymi oczami na swoją królową.
- Nie mów mi, co mam robić, bo to ja wami tu rządzę, do jasnej cholery i to wy macie mnie słuchać, a nie ja was! Ale skoro nie potraficie nawet tego, to być może czas zmienić członków tej Rady! – zerwała się gwałtownie z krzesła. – Christian, wychodzimy!
Obróciła się na pięcie i podeszła do drzwi. Szarpnęła za ozdobną klamkę, nieomal wyrywając ciężkie, drewniane drzwi z zawiasów. Wyszła na korytarz, a młodzieniec za nią. Udali się do jej komnat, gdzie Nefere padła na szerokie łóżko.
- Nie sądź, że to koniec, Christianie. Ja tak łatwo się nie poddaję! – wymamrotała wściekła.
- Czy mam tu zostać, pani, czy wezwiesz mnie na kolejne rozmowy? – zapytał, wciąż jeszcze będąc pod wrażeniem jej agresywności.
- Zostań, oczywiście – odparła, machnąwszy lekceważąco ręką. – W tamtej komnacie znajduje się kanapa, na której spokojnie się prześpisz... Z samego rana czekają nas kolejne godziny rozmów.
- Dlaczego rano? – zainteresował się.
- Bo wtedy najłatwiej się z nimi rozmawia. Kiedy wstaje słońce, tak stare wampiry, jak tamte są najbardziej podatne na działanie promieni słonecznych i mam nadzieję, że szybciej ich przekonam co do mojego planu.
- A dlaczego ty tak nie reagujesz na słońce? – zapytał jeszcze.
- Ponieważ moja matka była na nie odporna i ponieważ nie jestem aż tak stara, jak oni – wyjaśniła.

Podczas gdy Ariadna i Christian rozmawiali z członkami Rady, Ron przemykał się wśród ciemnych uliczek miasteczka, by dotrzeć do wampirów wiernych jeszcze królowej. Nie było to łatwe, bowiem okazało się, że niewiele jeszcze jest takich wampirów. Większość wierzyła bezgranicznie w to, co mówi i robi Rada, a jego pytania o wierność królowej musiały być doskonale zamaskowane w sieci innych pytań, by nie zdekonspirować go. Ponadto niektóre wampiry ku jego zgrozie mieszkały w tych samych domach, blokach lub – co gorsza – mieszkaniach, co zwykli śmiertelnicy, więc rozprawianie wszem i wobec przy ludziach nie było oczywiście mądrym ani bezpiecznym dla obydwu ras posunięciem. Także, kiedy zapadał zmierzch spośród tysiąca żyjących w mieście wampirów zdołał wybadać tylko pięćdziesiąt z nich, z czego zaledwie dziesiątka otwarcie przyznała się do swych sympatii wobec młodej władczyni. Ufając instynktowi, poinformował ich o tym, że w mieście pojawiają się wilki, a królowa zbiera chętnych do obrony miasteczka przed najprawdopodobniej spodziewaną napaścią. Zdeklarowane wampiry natychmiast obiecały pomoc w walce z najeźdźcom. Poradziły też Ronowi, kogo ma pytać o ewentualne wsparcie, bo miały informacje w tym zakresie.

1 808 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 913 słów i 5254 znaków.

Dodaj komentarz