Wieczność - osiemnasty rozdział

Christian natychmiast stanął przed swą królową, gotów własnym ciałem bronić jej osoby. Ta jednak odepchnęła go niecierpliwie, acz delikatnie, i z dumnie uniesioną głową ruszyła do pałacu. Nie miała zamiaru się chować, lecz stawić czoła losowi i walczyć z odsłoniętą przyłbicą! Gdy tylko znalazła się w środku, wokół niej zaczęli się gromadzić pozostałe wampiry, więc gdy w końcu drzwi wejściowe zostały gwałtownie rozwarte, a do środka wkroczył oddział Łowców, Ariadna była chroniona przez co najmniej setkę wampirów!
- Gdzie znajduje się królowa Nefere? – zapytał głośno dowódca, zatrzymując się jakieś dwadzieścia metrów od tłumu.
- Tu jestem! – odparła hardo kobieta, pomimo że Chris starał się jej to uniemożliwić.
- Wystąp, byśmy niepotrzebnie nie musieli rozgromić twych ludzi!...
- Muszę iść, Christianie. Tego oddziału nikt nie pokona – wyszeptała, gdy mężczyzna gwałtownie złapał ją za rękę.
- Boję się o ciebie! Dlaczego Bellatrix nic nie uczyni?
I tak zrobiła już aż nadto, informując mnie o postanowieniu Rady i samej się przez to niemało narażając. Naprawdę muszę już iść!
Wystąpiła dumnie przed swych ludzi, odważnie spoglądając w twarze Łowców. Znała ich, bowiem Rada zatwierdziła ich wybór w jej obecności. Miało jej to wtedy uświadomić, z kim przyjdzie się jej zmierzyć, gdyby w jakimś wypadku po nią przyszli. Teraz również było widać, że przygotowani są na wszelką ewentualność, również na walkę z własną królową.
- Zostałaś oskarżona przez Radę opuszczenie stolicy i swego ludu, zostawiając ich na pastwę wilków, które wtargnęły tam za twą zgodą, a także o potajemny związek z nieślubnym ci ani nieprzyrzeczonym mężczyzną. Czy masz coś na swą obronę?
- Rada wpuściła wilki do miasta za moimi plecami – rzekła Ariadna, czując, że i tak nie przekona dowódcy.
- Twoi ludzie działają na twe polecenie, królowo, a więc musiałaś wiedzieć, co czynią.
- Nie, nie wiedziałam.
- Więc oznacza to, że tracisz władzę, moja pani... Nie jest to prawidłowa linia obrony, a więc bez zbędnych ceregieli zabieramy cię do siedziby Pierwszych, gdzie zostanie wykonany wyrok...
- Nie!!! – wrzasnął Christian, przedzierając się przez pozostałych i dopadając do królowej. – Nie pozwolę jej tam zabrać!
Dowódca Łowców zaśmiał się cicho i machnął krótko ręką. Jeden z jego podkomendnych wystąpił naprzód i bez ostrzeżenia wymierzył silny cios w brzuch młodego wampira. Christian ze świstem wypuścił powietrze z płuc, zginając się wpół.
- Kontynuując... Wyrokiem jest spalenie na słońcu. Twoją pozycję przejmie inny, silniejszy wampir, który zostanie...
- Sprzeciw! – krzyknęła nagle Bellatrix, ujawniając Łowcom swą obecność w tłumie. Oddział natychmiast uderzył się w piersi, tym samym oddając jej hołd. Notabene, którego nie uczynili względem Nefere.
- Pani...
- Dlaczego zapadł już wyrok? – zapytała ostro Pierwsza, podchodząc do Ariadny. – Nie jest to przecież możliwe bez odpowiedniego procesu. Sądziłam, iż Rada Pierwszych zechce najpierw wysłuchać racji swej królowej.
- Racz nam wybaczyć, pani, lecz z tego, co nam powiedziano, wyrok został już ogłoszony.
- Kto go wydał?
- Twój syn, pani. Książę Albert.
- Nie ma on takiej władzy – prychnęła Bellatrix, najwyraźniej czymś nagle mocno rozzłoszczona. – Czy pozostali Pierwsi zgodzili się z decyzją Alberta?
- Wszyscy oprócz ciebie, moja pani, Manfreda i Antiope.
- Ach, czyli w grupie nie ma odpowiedniej zgody... Wyrok nie może zostać w takim razie wykonany. Odejdźcie do siedziby Pierwszych i poinformujcie mego syna, że ma tutaj przybyć najpóźniej pięć dni po waszym powrocie.
- Pięć dni? – zdziwił się cicho Christian, patrząc na zaskoczoną Ariadnę. – To, gdzie znajduje się siedziba Pierwszych?
- Daleko na północy. Tam, gdzie wszechobecny jest mróz i śnieg, Christianie. Ponad dwa tygodnie drogi stąd.
- Więc jak dostanie się tutaj tak szybko?!
- Starsze wampiry potrafią poruszać się dużo szybciej niż ty, czy nawet ja.
- Jest od ciebie starszy?
- Później, Christianie...
- W siedzibie powiedzcie również, iż zostaję tutaj z własnej woli, by wspomóc królową i jej dzielnych, wiernych poddanych w walce z przerażającą armią wilków, które z powodu podstępu, jakiego dopuściła się Rada Ariadny, zadomowiły się w stolicy, siejąc strach i śmierć. Każcie również moim ludziom przybyć tutaj w celu wsparcia królowej.
- Pani, czy to aby rozsądna decyzja? Rada Pierwszych może się temu sprzeciwić...
- Czyżbym niewyraźnie się wysłowiła? – zapytała Bellatrix zimno, odsłaniając długie kły. Dowódca Łowców natychmiast przykulił się w sobie, zakomunikował, że wszystko zrozumiał i kazał się wycofać swoim ludziom. Po chwili w pałacu nie został po nich nawet najmniejszy ślad, jeśli nie liczyć powiększającego się siniaka na brzuchu Christiana.

Pojawienie się dwanaście dni później w pałacu Nefere syna Bellatrix wywołało niemałe zamieszanie wśród wampirów wiernych królowej. Większość z nich twardo obstawała przy tym, by wampira w ogóle nie wpuszczać za mury budynku, jednakże królowa była nieugięta. Wiedziała, że ma do tego pełne prawo i mogła rozmawiać z nim, odgrodzona murem, lecz z drugiej strony nie chciała psuć sobie relacji z Pierwszą, która w końcu ocaliła ją przed śmiercią... W końcu ugodowe dla wszystkich rozwiązanie zaproponowała sama Bellatrix, która orzekła, że w zaistniałej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będą rozmowy w ogrodach pałacowych. Po kilku minutach zamieszania ustawiono tam stół i krzesła, a wampir został wreszcie wpuszczony za bramę główną i w eskorcie poprowadzony na miejsce spotkania.
- Dziwne panują tu zwyczaje, matko – powiedział, idąc żwirową ścieżką w stronę przygotowanego miejsca. Na swoim krześle siedziała już Ariadna, a tuż za nią niczym cień, czaił się w Christian, gotów w każdej chwili zaatakować, czy też odeprzeć atak. Był nabuzowany i właściwie tylko ostre spojrzenia Nefere, które co jakiś czas mu posyłała, trzymały go w jakich takich ryzach... – Czemuż to nie wolno mi wejść do pałacu, do którego zostałem zaproszony?
- Zamilknij! – zgromiła go natychmiast Pierwsza. – Nie zostałeś tu zaproszony, lecz wezwany, by odpowiedzieć na kilka bardzo ważnych pytań... Czemu kazałeś sprowadzić królową do siedziby Pierwszych i bez jednomyślności naszej Rady, wydałeś wyrok?
- Nie miałem z tym nic wspólnego, matko – odparł wampir, lecz widać było, że mina mu zrzedła, gdy dowiedział się, o co chodzi. – Nie rozumiem, dlaczego o coś takiego mnie posądzasz?
- Łżesz, Albercie – warknęła Bellatrix, robiąc krok w jego stronę. Wampir cofnął się, przerażony furią swej matki. Drogę ucieczki zagrodzili mu natychmiast strażnicy królowej...

1 102 czyt.
100%161
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 1229 słów i 7054 znaków.

1 komentarz

 
  • Almach9

    Almach9 · 14 gru 2017 · 278367682

    Czekam Na ciag dalszy