Wieczność - piąty rozdział

- Nooo! Teraz to przesadziłaś, moja droga! Rada rozerwie cię na strzępy, gdy dowie się, co zrobiłaś! Naraziłaś nas wszystkich na poważne niebezpieczeństwo!
- Lucjan, uspokój się, proszę! Nic złego się nam nie stanie, a to całe przedstawienie było tylko dla Christiana. Musi wiedzieć, że jego też da się zabić tak, jak i każdego innego. To on stanowi dla nas poważne niebezpieczeństwo i bynajmniej nie mam zamiaru tolerować jego czynów — odparła Ariadna, patrząc poważnie na swego rozmówcę.
- Pamiętaj jednak, że dopuściłaś się zbrodni na jednym z naszych. To rzecz niedopuszczalna i myślałem, że ty o tym wiesz!
- Bo wiem! - kobieta warknęła nisko. - Sama ustanowiłam większość tych praw po tym, jak odeszli moi rodzice, na długo przed twym narodzeniem. I możesz sobie wybrać którym! Nie kwestionuj moich decyzji, Lucjanie! Lojalnie cię o tym informuję!... Poza tym ten nieboszczyk to zwykły człowiek, którego lekko zmieniłam za pomocą starożytnego czaru. I zapewniam cię, że teraz już nie przypomina nikogo z nas, a policja nawet nie będzie pamiętać o tym, co widziała na miejscu zbrodni.
- Oczywiście... Przepraszam...
- Zejdź mi z oczu!!!

Christian leżał na łóżku w pokoju przyjaciela i starał się myśleć intensywnie o tym, co widział wcześniej tego samego dnia. Był zaskoczony tym morderstwem! Niestety na chwilę obecną nie był w stanie skupić się na tym wystarczająco. Nie było to możliwe, gdy Ron dawał mu potężną przyjemność ustami, która jednakże czasami bolała...
- Ał! - warknął w końcu. - Mógłbyś uważać!
- Powiedziałem ci, że nie będę łagodny! - zirytował się drugi mężczyzna. Podciągnął się na rękach i nachylił nad szyją kochanka. - I nie mam zamiaru tego zmieniać!
Chris poczuł piekący ból, gdy Ron ugryzł go w szyję tuż pod lewym uchem. Po chwili po jego torsie spłynęła gorąca krew, którą Ron z zadowoleniem wyczuł na swoim języku i w ustach.
- Chętnie skręciłbym ci kark, żebyś się nie ruszał, ale nie mam zamiaru się z tobą szarpać — warknął mu do ucha, zlizując słodkawą posokę z warg i brody. Jego cichy pomruk sprawił, że po ciele Christiana przebiegł dreszcz przyjemności. Chociaż wiedział, że samo skręcenie karku nie będzie przyjemne. Nawet dla wampira! Co prawda nic by mu nie było, jedynie straciłby czucie na kilka godzin, a on lubił brać czynny udział w seksie, a seks z Ronem zawsze był fascynujący.

- Ale jak to zniknęły?! Co też pan mówi! Nie mogły zniknąć, przecież były zmienione chirurgicznie! - zaperzył się Ronald. -... Tak, rozumiem. No nic, przyjmuję winę na siebie. Dziękuję bardzo.
- Coś się stało? - zapytał Christian.
Całe łóżko, na którym leżał pokryte było śladami krwi.
- Nie mam pojęcia. Podobno temu denatowi zniknęły kły! Sądziłem, że to wampir, ale najwyraźniej jakimś sposobem się pomyliłem! - jego przyjaciel wyglądał na podenerwowanego.
- Ale jak to? Przecież ja też widziałem te kły!
- Nie wiem... Chris... Zastanawiam się — zamyślił się Ron.
- Nad czym?
- Dlaczego ten wampir nie został pozbawiony całej krwi.
- Czekaj, przecież mówiłeś, że... Nie wiem, pewnie ktoś nieudolnie mnie naśladował.
- Pewnie tak... No nic, radzę ci, przyczaj się na jakiś czas i nie poluj, dobrze? Nie chcę cię stracić...

1 549 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 618 słów i 3395 znaków, zaktualizowała 5 lip 2016.

1 komentarz

 
  • Neomi

    Neomi · 7 lip 2016 · 287366623

    Kiedy kolejna