Wieczność - szesnasty rozdział

Wieczność - szesnasty rozdziałGdy weszli do jednej z obszernych sal, które ostatnimi czasy służyły im za sale obrad, zastali w niej już jakiegoś postawnego jegomościa, który siedział przy jedynym w pomieszczeniu stole i wpatrywał się w nich swoimi nad wyraz ciemnymi oczami. Ku zdziwieniu Chrisa i Rona nie zareagował nijak na pojawienie się Ariadny. To ona lekko mu się skłoniła!
- Pozwólcie, że przedstawię wam Marcusa — powiedziała powoli, zwracając się do idących za nią mężczyzn. - Marcus należy do Rady, która wspomaga Pierwszych... Ostatnio otrzymali oficjalne pismo, informujące ich, że zostawiłam swych poddanych na pastwę wilków, a sama uciekłam z młodym kochankiem.
Słysząc te słowa, Christian skrzywił się, świadom, że chodzi dokładnie o niego!
- Marcus jednak nie wierzy w te oskarżenia, a i Pierwsi mają pewne zastrzeżenia, ale i tak został wydany rozkaz, by przyprowadzić mnie do nich... - oznajmiła Ariadna i choć mocno się starała, by zabrzmieć jak najbardziej pewnie, drżenie jej głosu zdradzało, jak mocno poruszona jest ową sytuacją.
- Nie możesz tam iść, królowo! - zaprotestował natychmiast Chris, robiąc krok w jej stronę. Uspokoiła go gestem, lecz wyglądała na poważnie zatroskaną.
- Został już po mnie wysłany oddział Łowców — powiedziała po chwili, zerkając niepewnie na starszego wampira.
- Dlaczego on nic nie mówi? - zainteresował się nagle milczący dotąd Ronald.
- Tak stare wampiry, jak Marcus dużo częściej kontaktują się telepatycznie i naprawdę rzadko używają ludzkiej mowy — wyjaśniła, uśmiechając się delikatnie. - Dlatego też rozmawiamy w myślach.
- Co? - zapytał całkowicie zaskoczony brunet, patrząc z niedowierzaniem na wampira.
- "Nie fatyguj się. On ci nie odpowie na głos, a wątpię nawet, czy uczyni to w twych myślach!" - usłyszeli kobiecy głos za nimi i odwrócili się gwałtownie w stronę źródła dźwięku. Nefere wyraźnie odetchnęła z ulgą, gdy dostrzegła, kto za nimi stoi.
- Witaj — rzekła, kłaniając się jej z jeszcze większym szacunkiem, niż Marcusowi. I teraz on również się ukłonił. Dwójka młodych wampirów stała przez chwilę wyraźnie zdezorientowana.
- Nefere? - zagadnęła ją kobieta, czekając wyraźnie na odpowiednią reakcję młodych mężczyzn. Sama bynajmniej nie wyglądała na kogoś wiekowego, wręcz przeciwnie, pomimo dziwnie niestosownego do obecnych czasów stroju. Ubrana była bowiem w suknię tak mniej więcej z końca dziewiętnastego wieku.
- Pani moja — rzekła Ariadna, wprawiając Rona i Chrisa w jeszcze większe zdumienie. - Panowie, mam niebywały zaszczyt przedstawić wam Bellatrix. Jedną z dziesiątki Pierwszych!
- O żesz! - wyrwało się Chrisowi. W chwilę później oboje opadli na kolana i schylili głowy, zbyt onieśmieleni, by się odezwać w powitaniu. To jednak nie obraziło starej wampirzycy. Uśmiechnęła się bowiem delikatnie i zbliżyła się do Ariadny.
- Dobrze, że wciąż pozostajesz w znakomitym zdrowiu — zagadnęła ją Nefere, gdy tylko kobieta do niej podeszła.
- Nigdy nie czułam się lepiej, choć trosk i zmartwień niestety nie ubywa — odparła tamta. Zerknęła na wciąż klęczących młodzieńców i nakazała im powstać, co też niezwłocznie uczynili. - Tak... No cóż, Nefere, twoja sytuacja nie wygląda zbyt zachęcająco...
- Niestety jestem tego w pełni świadoma... Bo nawet pałac nie uchroni mnie przed Łowcami.
- Ale jak to? - zdumiał się Ron. - Przecież podobno nikt nie może cię tu zaatakować!
- Nikt poza Łowcami...
- Kim oni są? - zapytał Chris nad wyraz nerwowo.
- Grupą wampirów, których zadaniem jest usuwanie z tego świata niechcianych osobistości naszej rasy. W tym dezerterów i zdrajców... Czyli mnie — odparła beznamiętnie Ariadna, przełykając nerwowo ślinę. Chyba po raz pierwszy Christian zauważył u niej prawdziwy strach. Zgrzytnął w duchu zębami. Jakże żałował, że nie może nic zrobić, by ją uchronić... A ona z sekundy na sekundę stawiała pomiędzy nimi coraz większy mur!...


- Dlaczego mnie tak nagle odsunęłaś?! - zapytał, wchodząc jakiś czas później do prywatnych komnat Ariadny bez pukania.
- Kultura osobista nakazuje, by jakoś wcześniej zaanonsować swoje przybycie! - warknęła, nie odwracając się w jego stronę.
- Przestań, nie oszukasz mnie taką postawą — prychnął. Spojrzała na niego krytycznie, zakładając ręce na piersi. Podszedł do niej, chcąc ją objąć, lecz cofnęła się, uniemożliwiając mu to. - Dlaczego to robisz?
- Bo nie chcę cię skrzywdzić — wyjaśniła ponuro, nie patrząc na niego.
- Nie skrzywdzisz mnie.
- Tego nie wiesz! - żachnęła się. - W swoim życiu pochowałam już zbyt wielu kochanków, by nie wiedzieć, że to zbyt mocno boli i pozwolić sobie na następny błąd.
- Sądziłem, że jako królowa wampirów jesteś na to gotowa — zauważył.
- Najwyraźniej źle mnie oceniłeś... Kochałam kiedyś, Christianie i to tak mocno, że gdy osiemset lat temu pochowałam Oriona, przyrzekłam sobie, że już nigdy więcej. Chris, tamten pocałunek... To naprawdę było coś niesamowicie magicznego, ale mnie chyba po prostu prześladuje jakaś klątwa. Nie chcę skazać cię na podobny los!
- Czekaj! Orion, ludzki król był twoim kochankiem?
Pokręciła przecząco głową.
- Narzeczonym — sprostowała z nikłym uśmiechem. - Za miesiąc od daty jego śmierci miał się odbyć nasz ślub.
- Przykro mi — mruknął.
- Mnie też, lecz dawno już przestałam za nim rozpaczać...
- A dlaczego zmarł?
- Zabił go wilk...
- To dlatego wybuchła wojna! - domyślił się natychmiast.
- Również dlatego — przyznała.
- Również? Był jeszcze jakiś inny powód? - kiwnęła głową. - Jaki?
- To nie powinno cię obchodzić... Christianie, popełniłam niewyobrażalny błąd, pozwalając na ten pocałunek i teraz wielce tego żałuję — powiedziała po dłuższej chwili. - To już nie może się nigdy powtórzyć, rozumiesz?
- Nie! - przyznał szczerze. - Nie rozumiem...
- Chris... - westchnęła. - Wracaj do swego kochanka i cieszcie się czasem, jaki wam jeszcze pozostał, bo gdy nadejdzie bitwa, zabierze ze sobą wiele istnień.
- Ale ja nie chcę być z Ronem. Wybrałem już ciebie! - prychnął poirytowany.
- Nie powinieneś był tego robić.
- Kocham cię! - wrzasnął w końcu, całkowicie wyprowadzony z równowagi jej zachowaniem.
Nefere spojrzała na niego jak na wariata i przełknęła głośno ślinę.
- Co zrobiłeś? - zapytała drżącym od emocji głosem.
- Zakochałem się w tobie i darzę cię uczuciem! - wyznał dobitnie, obejmując ją tak, że nie mogła się wyrwać. - A ty dobrze wiesz, co to znaczy!
- Nie możesz tego zrobić! - jęknęła.
- Już zrobiłem... Jestem strażnikiem twego życia! I serca...
- Christianie... To... W tej chwili właśnie zniszczyłeś sobie życie!
- Zrobiłem to już dawno, gdy spotkałem Rona, a on zmienił mnie w tego potwora, którym jestem — mruknął. - Ale teraz nie żałuję tego, co się stało — wyszeptał jej czule do ucha. Zadrżała w jego objęciach.
- Błagam cię, odpuść.
- Teraz już oboje nie mamy odwrotu. Złączyłem się z tobą pradawnym zaklęciem wampirów. I nikt go nie rozerwie...
-...tylko śmierć — dokończyła za niego. - Czemuś to uczynił?
- By móc cię chronić — wyjaśnił.
- I zabić siebie? - zapytała z niedowierzaniem.
- Sama powiedziałaś, że wielu zginie, gdy nadejdzie wojna — mruknął. - A ja, choć kocham cię mocno, to z przyjemnością uwolnię się od przekleństwa wiecznego życia, jeśli tylko czyn mój uchroni cię od zguby, skoro mnie odtrącasz.
- Działasz zbyt pochopnie.
- Działam tak, jak podpowiada mi serce. Które w pełni należy już do ciebie.
- Jesteś kretynem! - warknęła.
- Być może — wzruszył tylko ramionami i wpił się zachłannie w jej usta. Westchnęła zdezorientowana. Nie miała siły walczyć, choć oczywiście w normalnych warunkach położyłaby go małym palcem. Nie chciała go skrzywdzić, z drugiej strony bezwstydnie pragnąc, by ta chwila trwała wiecznie.

1 036 czyt.
100%12
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1477 słów i 8164 znaków, zaktualizowała 10 lip 2017.

Dodaj komentarz