Wieczność - ósmy rozdział

Wieczność - ósmy rozdziałPrzepraszam za krótki rozdział, następnym razem postaram się wrzucić coś dłuższego i mocniejszego ;-)  


- Tym razem nieźle udupiłeś, stary. - lekko zniekształcony głos Rona dobiegał do Krisa jakby z daleka. Jęknął, budząc się z koszmaru. Bolała go głowa i ramię.
- Co jest? - mruknął, osłaniając oczy przed rażącymi promieniami słońca wpadającymi do pokoju.
- Nie pamiętasz? - zdziwił się jadowicie Ron. - Masz szczęście, że żyjesz po tym, co zrobiłeś, kretynie! - trzepnął go w głowę. - Masz w ogóle pojęcie, komu się naraziłeś?
- Jakiejś głupią nastoletnią wampirzycę? - burknął niewinnie Chris. Zdziwił się bardzo, gdy Ron doskoczył wściekły do niego i mocno go przydusił. Syknął, czerwony z gniewu:
- Jak śmiesz!? Zaatakowałeś królową! Wiesz, co to oznacza? Że obydwoje jesteśmy już martwi!
Młody wampir zaniemówił z wrażenia. Chyba po raz pierwszy w swoim długim życiu był śmiertelnie przerażony! Nie miał pojęcia kim jest owa dziewczyna. Nie podejrzewał, że może być ona aż tak potężna! Każdy, tylko nie ona...
- Nie wiedziałem kim ona jest — wyszeptał poszarzałymi ze strach ustami.
- Ależ oczywiście, że nie! Może zacznij wreszcie myśleć tą górną głową, a nie dolną, co?!
- Nie miałem zamiaru jej zgwałcić! - gwałtownie zaprotestował krwiopijca.
- Ani ja, ani jak podejrzewam tym bardziej ona, tego nie wiemy. Jeśli cię o to oskarży, czeka cię potworna śmierć w męczarniach.
- Nie mam zamiaru oskarżać go o cokolwiek ani tym bardziej zabijać — rozległ się nagle stanowczy głos kobiety, dochodzący z kuchni. Mężczyźni spojrzeli po sobie zaskoczeni.
- Co do cholery? - powiedział Chris, starając się podnieść, lecz był na to zbyt osłabiony, opadł więc ciężko na poduszki.
- Leż, ja zobaczę...
- Nie ma takiej potrzeby, kochani moi. Ja tu już jestem. - tym razem oboje aż podskoczyli, gdy głos rozległ się tuż za ich plecami. Obrócili się i zobaczyli stojącą nieopodal wampirzycę. Wyglądała na zasmuconą.
- Pani. - Ron pokłonił się jej nisko.
- Odpuść. To nieoficjalna wizyta — odparła znudzonym głosem, siadając w fotelu naprzeciw łóżka, w którym wciąż leżał Kris.
- Pokłoń się! - syknął Ron.
- Zostaw! Nie mam do niego, albowiem żalu o to, co zrobił. Bynajmniej, jestem mu wdzięczna za pomoc, jakiej udzielił mi w walce z wilkami, bo gdyby nie on, dziś już pewnie bym nie żyła. Niestety twoje liczne polowania nie pozostały niezauważone i narażają nas wszystkich.
- Co wobec tego mam uczynić, pani, skoro tak bardzo jestem spragniony krwi? - zapytał cicho.
- Musisz się nauczyć kontrolować swe żądze. A tymczasem chcę prosić cię o pomoc w związku z wilkami, które nawiedziły me królestwo. Jeśli to zrobisz, przekonam Radę, by zapomniała o zgładzeniu cię.
- Czyli krótko mówiąc, nie mam wyjścia, tak? - powiedział Chris, patrząc na swą rozmówczynię.
- Dokładnie — odparła z nikłym uśmiechem na ustach.

1 592 czyt.
100%42
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 553 słów i 3033 znaków, zaktualizowała 10 wrz 2016.

2 komentarze

 
  • Lovcia

    Lovcia · 29 sie 2016

    Kiedy następna?

  • danton

    danton · 9 sie 2016

    Zapowiadało się nieźle, teraz to jakieś mdłe i bez polotu, niełatwo utrzymać cykl na jednym poziomie, więc może lepiej napisać tylko dłuższe opowiadanko? Błędy, obydwaj,a nie obydwoje i trochę innych wpadek.