Wieczność - drugi rozdział

- Idź już do domu, prześpij się, chłopcze. Jest pierwsza w nocy, ja tu posprzątam — powiedział Jacob kilka godzin później, kiedy wyszorowali już i odświętnie ubrali ciała siedmiu z jedenastu trupów, a podłogę u ich stóp zawalały tony wody pomieszanej z mydlinami. Chris oparł się ciężko o blat stołu. Drżały mu ręce, oczy miał podkrążone i ciągle je mrużył od rażącego światła lamp zawieszonych pod sufitem. Skinął więc teraz tylko głową i poszedł się umyć, zostawiając starca samego. Wkrótce potem był gotowy do wyjścia. Pożegnał się i zmęczonym, powłóczystym krokiem wyszedł z budynku. Miał świadomość, że na ogół wścibski, ale zarazem bardzo dobry staruszek obserwuje go aż do zakrętu. Kilkanaście metrów za rogiem innego budynku wyprostował się, jego ruchy nie były już powolne i niezgrabne, a w oczach zamiast zmęczenia pałała nieznana innym osobom żądza. Uśmiechnął się pod nosem, myśląc o naiwności Jacoba, którego w gruncie rzeczy lubił. Było to coś niezwykłego, bo oprócz przyjaciela, nie spotkał dotychczas nikogo, kogo by tak polubił. Raczej stronił od ludzi, wolał swoją samotnię. Z innymi spotykał się co prawda co noc, ale były to raczej spotkania nader krótkie. Nie preferował dłuższych znajomości, z resztą nie były mu one do szczęścia potrzebne. Ograniczał je do minimum. I tak też było tym razem...

- Jesteś sadystą, wiesz? - z niesmakiem rzekł Ron, jego przyjaciel, gdy Christian powrócił do domu niemal nad ranem, lekko się zataczając.
- A to dlaczego? - zainteresował się, patrząc na towarzysza z lekkim problemem.
- Ty się pytasz mnie dlaczego? Musisz ich zabijać w tak okrutny sposób? Po jaką cholerą spuszczasz z nich całą krew? Nie uwierzę, że jest ci tyle jej potrzeba. Co z nią robisz?! - Ron huknął na niego, łapiąc go mocno za ramiona i potrząsając nim gwałtownie.
- Kolekcjonuję ją. Czasami się nad wyraz przydaje.
- Jesteś psycholem!
- Dziękuję za komplement.
- Igrasz z ogniem, Christianie. Jeśli ktoś przez przypadek odkryje twój skład, a na dodatek o wszystkim dowie się Rada, to będzie z tobą kiepsko, a ja nie chciałbym uczestniczyć w twoim pogrzebie... Kwiaty tak dużo kosztują...
- Wal się! Jeśli się boisz, to mogę odejść. Choćby zaraz.
- Dobrze wiesz, że nie masz dokąd pójść. To ja zapewniam ci dach nad głową i chronię twoje zasrane, arystokratyczne dupsko przed policję, ilekroć znajdą nowe zwłoki... Dzisiaj też kogoś zabiłeś?
- A co? Nie widać? - prychnął Christian, odlepiając od ciała koszulkę mokrą od krwi jego ofiar.
- Podziwiam cię, wiesz? Jak możesz pracować w tym domu pogrzebowym, przecież oporządzasz tam ludzi, których sam wcześniej zabiłeś.
- Najwyraźniej nie mam ani serca, ani duszy. Cóż za pech — powiedział młodzieniec z wyraźnym sarkazmem. Płynnym ruchem ściągnął z siebie przesiąknięty krwią podkoszulek. Posoka jednak pozostała na jego przeraźliwie bladym, lecz umięśnionym ciele.
- Zejdź mi z oczu! Czasami przyprawiasz mnie o mdłości!
Bladolicy mężczyzna uśmiechnął się szeroko do towarzysza i muskając go delikatnie w ramię, odszedł do swego pokoju.

- Wyczułam wtedy coś dziwnego. Gdy zaczęłam obserwować otoczenie, zauważyłam osobnika kryjącego się w cieniu. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, cofnął się gwałtownie w cień i tyle go widziałam. - ta sama kobieta, którą obserwował Christian, siedziała teraz u szczytu stołu, uczestnicząc w jakiejś ważnej naradzie. Miała na sobie krótkie jeansowe spodenki czarnego koloru, do tego identyczną kusą bluzeczkę i lakierowane na czerwono sandałki na wysokim obcasie. Obydwie nogi przerzuciła przez podłokietnik fotela i ogólna jej poza była dość nonszalancka, można by wręcz powiedzieć, że wyzywająca.
- Jeśli był jednym z nas, to jakim sposobem mogłaś go nie wyczuć? - zapytała starsza kobieta po prawej stronie stołu.
- Nie wiem — prychnęła zagadniona.
- Lepiej się zastanów nad tym, bo być może rozwiąże to część naszych problemów, Ariadno.
- Zdaję sobie z tego sprawę, Kashia. Dlatego uczynię wszystko, by odnaleźć tego człowieka.
- Jeśli w ogóle jest człowiekiem — upomniał ją niewiele od niej starszy chłopak, patrząc na nią poważnie.
- Jeśli jest — przyznała niechętnie. - Choć należy pamiętać, że my też ludźmi dalej jesteśmy, przecież zwierzęta zmieniać się nie potrafimy.

- Cholera by to wzięła! - syknął wściekły Christian, nie mogąc zmyć z dłoni krwi. Udało mu się to na całym ciele, tylko nie na tym najbardziej widocznym fragmencie. Woda na dnie wanny swym kolorem przypominała zbyt mocno rozcieńczony sok wiśniowy.
- Coś się stało? Nie możesz zmyć dowodów swojej zbrodni? - zapytał szyderczo jego towarzysz, pojawiając się nagle w obszernej łazience. Siedzący w wannie młodzieniec aż podskoczył, słysząc głos przyjaciela.
- Mógłbyś przynajmniej pukać, jak tu wchodzisz! - warknął zły. - O mały włos nie zszedłem na zawał!
- Dobrze wiesz, że to niemożliwe.
- Co? To, że nie możesz pukać czy to, że nie mogę dostać zawału? - sarknął Christian.
- To, że nie możesz umrzeć — zaśmiał się drugi mężczyzna.
- Wiesz co, Ron... Pieprz się.
- Samemu mi się nie chce. Zdecydowanie wolę ciebie.
Płynnym ruchem zrzucił z siebie ubranie, a potem, zanim jego towarzysz zdążył się zorientować co się dzieje, Ronald wskoczył do wanny naprzeciw niego.
- Czego się boisz, przecież to nic złego — parsknął śmiechem, patrząc, jak Christian próbuje się od niego odsunąć. - Jesteś taki rozkosznie słodki, gdy się złościsz lub boisz. W tym wypadku mamy kumulację.
- Mógłbyś się odwalić? Nie mam ochoty na żadne gierki z tobą! - warknął Chris, starając się odsunąć kompana. Niestety jeden jego nieopatrzny ruch sprawił, że leżąca mu dotąd na piersi ręka Rona, wylądowała mu między nogami. Oczy przyjaciela gwałtownie się rozszerzyły, gdy pod palcami wyczuł to, na co w tej chwili najbardziej miał ochotę.
- Z-zostaw - jęknął młodzieniec, z przerażeniem wyczuwając, że nie może się ruszyć, a jego członek coraz bardziej nabrzmiewa od dotyku kumpla.
- Zaczynam się cieszyć, że kupiłem tak dużą wannę — mruknął Ron, wyciągając się na całą długość, z głową skierowaną ku kroczu przyjaciela.
Po przestronnej łazience poniósł się jęk Christiana.

1 678 czyt.
100%52
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 1165 słów i 6526 znaków, zaktualizowała 24 cze 2016.

2 komentarze

 
  • violet

    violet · 26 cze 2016

    Kiedy kolejna część?

  • violet

    violet · 24 cze 2016

    Ciekawe, w moim klimacie, czekam na kolejne części.