Wieczność - dziewiąty rozdział

Wieczność - dziewiąty rozdziałZdumiony słowami królowej Christian spojrzał na równie zaskoczonego kochanka.
- Ron?
- Poczekaj chwilę... Pani, czy jeśli faktycznie ci pomożemy to uchronisz mego chłopaka przed śmiercią? – zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć szczerą troskę.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Nawet Rada musi liczyć się z moimi postanowieniami, choć wiem, że sądzą, iż mają nade mną jakąkolwiek władzę. Niestety są bardzo uparci i czasami ciężko przychodzi przekonać ich do moich postanowień. Jeśli zaszłaby taka potrzeba, to jestem gotowa nawet zniszczyć ich, by tylko uchronić mój lud, a w tym was przed jarzmem straszliwej wojny, jaka czekać nas może z wilkołakami.
- Jesteś gotowa zrobić coś aż tak wielkiego? – zainteresował się Chris. – Zgładzić własnych pobratymców?
- Jeśli tylko ich decyzje zagrożą nam wszystkim, to tak, jestem gotowa. Widzicie, Rada niekoniecznie chce wierzyć w to, że wilki powróciły do naszego miasta. Oznacza to bowiem dużo problemów i roboty, a jej członkowie przez ostatnie stulecia stali się bardzo wygodni. W sytuacji, gdyby otwarcie przyznali mi rację, musieliby chronić nie tylko siebie, ale też ludzkich mieszkańców w taki sposób, by nikt tego nie dostrzegł. A nie jest to bynajmniej łatwe zadanie – powiedziała smutno czarnowłosa kobieta. – Nie ukrywam, że przed wami również stoi trudne zadanie.
- Rozumiem... Dlaczego jednak to właśnie nas wybrałaś do tak ważnego zadania? – zapytał Ronald, siadając na łóżku obok Christiana i chwytając go delikatnie za dłoń.
- Twój partner uratował mi życie, dzielnie walczył z wilkami, jest naprawdę wartościowym wampirem i głęboko wierzę w to, że mi się przyda. W ciągu swego naprawdę długiego życia miałam już wiele oddanych sobie wampirów, którzy jednocześnie byli doskonałymi wojownikami, lecz jeszcze nigdy nie widziałam nikogo, kto wykurzyłby z pola walki dwa potężne wilki samym wyszczerzeniem zębów. Ty zaś jesteś głęboko do niego przywiązany, wartością dla ciebie jest posiadanie kogoś, kogo możesz kochać, a to zaprawdę ważna cecha, która zostanie ci odebrana, jeśli nad miastem zapanują te potwory.
Kochankowie spojrzeli po sobie zaskoczeni. Nigdy by nawet nie śmieli podejrzewać, że królowa ocenia ich aż tak wysoko.
- Kontynuując więc... Jestem wystarczająco stara, by widzieć jak różne mocarstwa powstają i upadają, by pamiętać, jak wyglądały starożytne walki z wilkami. My się zmieniliśmy, tak samo nasze sposoby walk, lecz nie oni. Oni cały czas są tak samo brutalni, jak byli na początku powstania swego gatunku. Pochodzą bowiem od przeklętego przez starożytną wiedźmę mężczyzny. Przeklęła go, rzucając na niego zaklęcie wilkołactwa. Od tamtej pory wszyscy jego potomkowie bezpośredni, a także ci ukąszeni przejawiają niewyobrażalne pokłady brutalności. Sama ucierpiałam z powodu jednego z takich ich ataków. Wtedy zginęła moja matka, królowa Serena, a ja przejęłam imię po egipskiej księżniczce i tak, jak ona mam zamiar sprawiedliwie rządzić – powiedziała Ariadna, z niemałą satysfakcją zauważając, jak obydwaj mężczyźni są zszokowani. – Proszę was o pomoc.
- Pani moja! – Chris zgiął się wpół i choć mocno zakręciło mu się w głowie, pozostał przez dłuższą chwilę w tej pozycji, mówiąc – Błagam o wybaczenie mojego wcześniejszego zachowania. Masz, pani tak olśniewającą urodę, że po prostu mnie nią oczarowałaś, w związku z czym zachowałem się, jak totalny głupiec. Nie wiedziałem bowiem, kim jesteś, moja królowo, dlatego moje zachowanie nie było godne twojej osoby. Przyrzekam, że uczynię wszystko, by wspomóc cię w tej walce. Również z Radą, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Kobieta uśmiechnęła się do niego z leciutkim politowaniem i odparła cicho:
- Jesteś wampirem godnym swej rasy, lecz nie staraj się być kimś więcej na siłę, bo ci to zupełnie nie wychodzi. Jesteś bowiem zadufanym kretynem, którego interesuje tylko picie krwi i zaliczenie jak największej liczby dup, ale sądzę, że jeszcze da się ciebie wyprowadzić na prostą, choć przypuszczam, że nie będzie to łatwe zadanie. Wiedz jednak, że gdybym tylko chciała to już dawno byś nie żył, więc zaprawdę powiadam ci, ciesz się z tego. Nie mniej jednak jesteś na tyle potężnym wampirem i jestem przekonana, że będziesz stanowić wartościowego członka mojej siły, jaką chcę postawić przeciwko wilkom. Twój kochanek również mi się przyda. Już nawet mam dla niego odpowiednią funkcję, ale o tym to za chwilę... No i, tak, Ron, w sumie to nie masz możliwości odmowy...
Chris przełknął głośno ślinę, starając się chwilowo nie patrzeć na swego partnera. Obawiał się dojrzeć tam coś, czego bardzo by nie chciał widzieć. Po chwili jednak oboje przenieśli na nią spojrzenie i oniemieli, bowiem siła, jaka nagle zaczęła od niej bić, była dostatecznym dowodem na to, z jak potężnym starożytnym wampirem przyszło im się zetknąć, a w najbliższym czasie nawet współpracować. Poczuli się całkiem malutcy i strasznie młodzi przy niej, choć oboje przeżyli już kilka wieków na tym świecie.
- Teraz tak – podjęła rozmowę Ariadna. – Aktualnie najbardziej potrzebuję Christiana, ale ty, Ronald też mi się przydasz. Widzisz posiadam wiele zaufanych wampirów, które trzeba powiadomić o zaistniałej sytuacji, lecz jednocześnie jest ich zbyt mało, by stanowili jakąś znaczącą siłę, i wobec tego pytam się ciebie, czy znasz kogoś, kto chciałby się do nas dołączyć?
- Sądzę, że tak, moja pani – szepnął Ron. – Porozmawiam z kilkoma przyjaciółmi, lecz podejrzewam, że nie będą chcieli narażać się bez zapewnienia im odpowiedniej zapłaty.
- Tym się zupełnie nie przejmuj. Kiedy nam się powiedzie, wszyscy zostaniecie sowicie wynagrodzeni... Christianie, wciąż jesteś zbyt słaby, by natychmiast iść ze mną do Rady, dlatego też zdecydowałam, że nakarmię cię własną krwią. Uważaj jednak, bo może cię na jakiś czas oszołomić. – mówiąc to, wyciągnęła ukryte w wysokim bucie ostrze i delikatnie przecięła sobie nadgarstek. – Pij. Powiem ci, kiedy masz przestać, bym i a zanadto nie opadła z sił.
Chris aż rozdziawił usta ze zdumienia, ale posłusznie zaczął pic krew królowej. Od razu zauważył, że smakowała ona zupełnie inaczej, niż krew wyssanych do tej pory ludzi. Była jakby gęstsza, a zarazem gorętsza i słodsza. Po kilku łykach zaczęło kręcić mu się w głowie, a przed oczami pojawiły się niezrozumiałe obrazy. Mimowolnie jęknął w tej samej chwili, kiedy Nefere powiedziała mu, by przestał. Z niemałą ulgą oderwał się od jej nadgarstka. Skaleczenie natychmiast się zrosło.
- Dawno tego nie robiłam – mruknęła kobieta. – Jak się czujesz?
- Dobrze – odparł i odpłynął.
- Co mu się stało?! – krzyknął przestraszony Ron, klepiąc Chrisa po policzku.
- Spokojnie. Moja krew przesycona jest tysiącami lat wspomnień, oszołomiło go to i po prostu zemdlał. Ale nic mu nie będzie. Tego jestem akurat pewna – powiedziała spokojnie, uważnie przyglądając się zemdlonemu chłopakowi. Musiała przyznać sama przed sobą, że jest całkiem przystojny. Minęło kilka godzin i w końcu dzień zaczął chylić się ku zachodowi, kiedy wreszcie Christian odzyskał przytomność. Bolała go głowa, ale poza tym było ok.
- Miałem okropne sny – poskarżył się.
- Nic dziwnego. Widziałeś moje wspomnienia, a większość z nich nie jest zbyt miła... Jesteś gotowy na rozmowę z Radą?
- Oczywiście – odparł, powoli wstając z łóżka. Zachwiał się, ale ustał na nogach.
- To dobrze. Bądź w takim razie moim wsparciem.
Christian skłonił się jej, a następnie zarzucił na siebie swój skórzany płaszcz i wyszedł z mieszkania zaraz za Ariadną. Ron szykował się do odwiedzin u swoich znajomych, tak, jak poleciła mu zrobić królowa. Dwójka wampirów po cichu przemykała się ciemnymi uliczkami, w taki sposób, by nikt postronny ich nie zauważył. Zwłaszcza chodziło o ludzkich mieszkańców miasteczka.
- Wchodź tutaj – szepnęła Nefere po kilkunastu minutach marszu, otwierając przed nim drzwi na końcu jakiejś ponurej alejki. Chris mimowolnie spojrzał na wznoszący się ad nimi mur i w mdłym blasku odległej latarni dostrzegł złotą tabliczkę z czarnym napisem "Queen Alley”.
- Widzę, że aż nadto lubisz swoją osobę – zagadnął ją, zamykając drzwi. Znaleźli się w jasno oświetlonym korytarzu, który prowadził ich w głąb jakiegoś budynku.
- Nazwa tej alejki pochodzi jeszcze z czasów, gdy tym rejonem władała moja matka i to do niej odnosi się nazwa. Być może wyda ci się to nieprawdopodobne, ale miasto to istnieje od ponad piętnastu tysięcy lat, choć na to nie wygląda. Niestety na tym świecie pozostało już niewiele osób, które mogłyby to potwierdzić. Przez całe wieki miasto rządzone było przez naszą rasę, później oddane pod władanie ludzi, ale jeszcze nie było czasu, by wampiry nie mieszkały tutaj. Widziałam, jak miasto się rozrastało i kurczyło na przemian, jak dziesiątkowały je ataki wilkołaków i epidemie, jak niejednokrotnie podnosiło się z upadku. Jestem stara, Christianie, lecz to, co zobaczysz za nastepnymi drzwiami sprawi, że pojmiesz, jak stara jest nasza rasa.
Otwarła kolejne drzwi, tym razem zdobne w srebrne ornamenty i weszła do wysokiego gotyckiego pomieszczenia, w którym przy długim stole siedziało kilkanaście wampirów. Christian rozejrzał się niepewnie. Zauważył wampira, z którym rozmawiał dzień wcześniej i choć wtedy mężczyzna wydawał mu się strasznie stary, dopiero teraz dostrzegł, że był on wręcz młody w porównaniu do innych członków. Poraziło go to, więc stał jak słup soli na środku pomieszczenia, patrząc, jak jego towarzyszka zajmuje centralne miejsce przy stole. Czuł się obserwowany przez starożytne oczy i miał wrażenie, że nie uda mu się niczego przed nimi ukryć.

1 358 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1761 słów i 10173 znaków, zaktualizowała 10 wrz 2016.

1 komentarz

 
  • violet

    violet · 1 wrz 2016

    Doczekałam się. Dobra część, daję łapkę