Wieczność - dwudziesty rozdział

- Jak na moje gusta jest tutaj cokolwiek za cicho – mruknął Christian, rozglądając się niepewnie. – Czemu nie słychać żadnych ptaków?
- „Może uciekły…” – odezwał się za nimi głęboki gardłowy głos. Nefere i Christian odwrócili się natychmiast. Królowa zmarszczyła nos, wyczuwając silny odór płynący od przybyłego. Przed nimi stał bowiem samiec Alfa watahy wilków, które zajęły jej miasto.
- Chyba wiem, co je stąd wypłoszyło – mruknęła, starając się oddychać jak najpłycej, bo smród był niesamowity. Postawny mężczyzna wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się przebiegle.
- Wybacz, lecz przywilej rozmnażania zabiera nam dość dużo czasu… - powiedział.
- Czy wobec tego próbujesz mnie obrazić swoim stanem higieny? – zapytała.
- Ależ skąd. Nie sądziłem jednak, że jesteś aż tak wrażliwa na niektóre zapachy, Nefere – zaśmiał się wilk.
- Jestem… A teraz do rzeczy. Opuśćcie moje miasto, a potraktuję was łagodniej i nie wytnę w pień – powiedziała.
- Dlaczego miałbym się wycofać z pozycji, która daje mi tak świetną nad tobą przewagę, moja droga? Jak oboje dobrze wiemy, i tak zostaniesz w najbliższym czasie zgładzona… Poddaj się jednak, a twą egzekucję przeprowadzimy z honorem, jaki przysługuje twojej osobie.
- Nie wierzę, by wilk znał takie słowo, jak honor! – rzucił naraz wyzywająco Chris.
- Nie zaczynaj ze mną, młokosie – zagroził Alfa, odsłaniając długie kły. Z jego gardła dobył się głuchy pomruk. Nefere położyła dłoń na ramieniu swego towarzysza. Ten spojrzał na nią krótko i odpuścił. – Bitny – przyznał ze śmiechem mężczyzna. – Niestety nawet jego oddanie na nic się zda, gdy, jeśli nie ogłosisz swej kapitulacji, przyjdzie po cię moja wataha.
- Sebastianie, daj spokój – rzekła Ariadna, rozkładając ręce. – Znamy się od przeszło trzystu lat. Oboje wiemy, na co nas stać i żadne z nas nie odpuści. W tej walce zawsze ktoś przegra. Ale ja proponuję inny wariant. Ugodę.
- Dlaczegóż miałbym iść z tobą na ugodę, królowo? To ja zająłem miasto, którym rządziłaś. To moi ludzie codziennie żywią się krwią niewinnych ludzi. I to moje psy rozszarpią twoją straż. To ty winnaś się poddać.
- Wtedy zginę…
- Nie przeczę. Ale zginiesz śmiercią honorową, a nie rozszarpana na tysiące kawałków gdzieś w polu… Poza tym i tak nie masz już kim rządzić. Powoli stajesz się w mieście legendą. Czy wiesz, że twoi ludzie zaczynają cię zapominać? – powiedział spokojnie.
- Nefere nigdy nie umrze w sercach tych, którzy są jej prawdziwie wierni! – krzyknął wzburzony Chris.
- Doprawdy mężne masz serce, młodziku, lecz jesteś jeszcze zbyt młody, by móc pokonać któreś z moich psów.
- Już raz to uczyniłem!
- Dość! – ryknęła Ariadna. Popatrzyła groźnie na swego kochanka, by następnie przenieść wzrok na Alfę. – Jeśli nie masz już żadnych żądań wobec mnie, rozmowę uważam za zakończoną. Daję ci trzy dni na opuszczenie mego miasta! W innym wypadku zginiesz wraz ze swymi kundlami!
- Pragnę ci przypomnieć, że to nie ja musiałem zbiec z miasta – warknął Sebastian. – Jesteś słaba i wkrótce się o tym przekonasz. Jeśli chcesz wojny, to ją dostaniesz. I będziesz patrzeć na to, jak wypijam krew z tętnic tego zakochanego w tobie kretyna! Wkrótce potem zatopię kły w twojej szyi…

- Dlaczego mi przerwałaś? – zirytował się Chris, gdy wracali do zrujnowanego pałacu.
- To nie była twoja walka, Christianie! – odparła niecierpliwie. – Ani twoja rozmowa. Nie miałeś prawa wtrącać się w jej przebieg!
- Nic złego nie zrobiłem! – zaperzył się.
- Osłabiłeś moją pozycję! – ryknęła, zatrzymując się gwałtownie. Chwyciła go za gardło. – Ten wilk obrażał mnie tylko dlatego, że ty byłeś obok. W innym wypadku być może udałoby mi się wypracować jakiś kompromis! Źle zrobiłam, zabierając cię ze sobą.
- Ty żałujesz – mruknął, nawet nie próbując się wyswobodzić. – Żałujesz, że coś do mnie poczułaś. I to nie tylko pożądanie…
Puściła go gwałtownie i ruszyła przed siebie bez słowa. Chris warknął coś pod nosem i dogonił ją szybko.
- Stój! – zażądał, zagradzając jej drogę. – Żądam odpowiedzi! Co do mnie czujesz?
- Nic – odparła natychmiast, a jej twarz przypominała porcelanową maskę.
- Nie wierzę ci…
- Masz pecha – mruknęła, wymijając go. – Mnie na tobie nie zależy.
- Dlaczego więc pozwoliłaś mi myśleć, że jest inaczej? – zdenerwował się.
- Nigdy tego nie uczyniłam. To ty coś sobie ubzdurałeś – odparła przez ramię. – Dam ci jednak wybór: możesz zostać przy mym boku jako wierny mi poddany, ale nie zbliżysz się już do mnie, albo stąd odejdziesz. I już nigdy nie wrócisz…
- Odsyłasz mnie? – ryknął wściekły.
- Uczynię to, jeśli nie pozbędziesz się tego śmiesznego uczucia wobec mnie. Stanowi bowiem zbyt duże zagrożenie dla mojej osoby.
- Jestem twoim zabezpieczeniem, a nie zagrożeniem! – wrzasnął, doganiając ją i zanim zdążyła zorientować się, cóż on czyni, wpił się kłami w jej szyję. Warknęła zaskoczona i odepchnęła go gwałtownie. Pomimo jej siły zdołał jakoś ustać na nogach.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że dopuściłeś się ataku na królową? – syknęła, patrząc na niego spod przymrużonych powiek.
- Zmusiłaś mnie do tego! – warknął, ścierając posokę z warg.
- Sam się prosiłeś! Znaj jednak moją dobroć. Nie zabiję cię na miejscu, lecz uczynię to, jeśli raz jeszcze zjawisz się gdzieś obok mnie. Z chwilą obecną uznaję cię za wroga korony. Masz godzinę na opuszczenie mojej posiadłości! Po jej upływie każę cię zgładzić!
- Nie uczynisz tego!
- A pragniesz się o tym przekonać? – prychnęła. – Odejdź, Christianie – jej głos złagodniał. – Odejdź, zanim pożałuję swej decyzji.
Młody wampir zaklął pod nosem i ruszył w stronę pałacu, wymijając Nefere. Niemal z prędkością światła przemierzył zrujnowane korytarze i wpadł do swojej komnaty. Nie zwrócił zbytniej uwagi na pogrążonego w lekturze byłego kochanka, który siedział w fotelu przy oknie. Nagłe pojawienie się w pomieszczeniu Chrisa zaintrygowało Rona do tego stopnia, że przerwał czytanie i zajrzał do drugiego pokoju.
- Co ty robisz? – zapytał podejrzliwie, widząc, jak jego były kochanek się pakuje.
- Pakuję się – warknął brunet, wrzucając do torby wszystkie swoje rzeczy.
- To widzę, ale po cholerę?
- Odchodzę – mruknął młodszy wampir.
- Odchodzi? Czemu? – ta informacja całkowicie zbiła z tropu blondyna.
- Nefere kazała mi się wynosić – wyjaśnił Chris. – Podobno nic do mnie nie czuje… No i jestem od teraz wrogiem królestwa…
- Nie żartuj! Cholera!... Co teraz zrobisz?
- Pewnie zaszyję się gdzieś w pobliżu, by mieć na nią oko.
- Nie będzie z tego powoz]du zadowolona – przyznał Ron i sięgnął po własną torbę.
- Wiem, zagroziła mi śmiercią. – brunet tylko wzruszył ramionami. – Mam to głęboko gdzieś. I tak będę jej zabezpieczeniem… A ty co?...
- Idę razem z tobą. Myślałeś, że puszczę cię samego? Mowy nie ma!

Nefere westchnęła przeciągle, wyglądając przez okno. Dwójka młodych wampirów już dawno zniknęła w oddali.
- Niezbyt rozważnie postępujesz – powiedziała naraz Pierwsza, zjawiając się obok niej.
- Nigdy go nie kochałam – mruknęła Ariadna.
- Jesteś uparta. Czemu tak bardzo bronisz się przed tym uczuciem?
- Bo ono nigdy nie powinno istnieć.
- Ale powstało! – odparła druga wampirzyca. – Przestań wreszcie opłakiwać dawno zmarłą miłość i cofnij słowa, któreś do niego rzekła! Zacznij wreszcie żyć…
- Żyję. Z dziurą w sercu. I nic tego nie uleczy – warknęła Nefere, odwracając się plecami do swej rozmówczyni.
- To nie o to chodzi – powiedziała naraz Pierwsza. – Nie boisz się tego, że zapomnisz o narzeczonym. Boi się tego, co powstało! Jesteś brzemienna, prawda?

517 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1426 słów i 8162 znaków.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Almach99 · 30 maj 2018

    Przerwac w takim miejscu. Ciesze sie, ze zdecydowalas sie kontynuowac opowiadanie. Jest sporo niedopowiedzianej historii pomiedzy odcinkami. Nie ma to jak zakochana, rozzloszczona kobieta w ciazy - krolowa wampirow😃