Wieczność - dwunasty rozdział

Wieczność - dwunasty rozdział- Powiadam wam po raz kolejny, że to ja jestem władczynią wampirów, a nie wy i to wy macie się mnie słuchać! - ryknęła zdenerwowana Ariadna do członków Rady. Ci ze znudzonymi minami wpatrywali się w nią, co złościło ją jeszcze mocniej. – Wam najwyraźniej wisi dobro naszych obywateli!  
- Pani moja... To nie tak, jak myślisz. Po prostu to trudna decyzja i musimy ją jednogłośnie zaakceptować, a póki co zgody między nami w tej sprawie nie ma – powiedziała spokojnie dystyngowana wampirzyca. Jej słowa jeszcze mocniej rozgniewały młodą królową.  
- Bo jesteście bandą bezużytecznych darmozjadów, które z jakichś powodów trzęsą portkami przed bandą wyleniałych kundli! Jest wam łatwiej skazać niewinnych ludzi na pożarcie, niż wziąć się do kupy i obronić miasto i zlikwidować tałatajstwo raz na zawsze!  
- Pani, racz zważać na słowa! – upomniał ją jeden z wampirów.  
- Jeszcze raz odezwiesz się do mnie per "pani”, ty zasuszona mumio, a obiecuję ci, że rozerwę cię na strzępy! – syknęła złowrogo.  
- Królowo... Racz zauważyć, że tak naprawdę nie mamy niezbitych dowodów na to, że to właśnie wilki zaatakowały tych ludzi... Być może był to po prostu nieszczęśliwy wypadek i tyle...  
- I dlatego skończyli z rozerwanymi gardłami, tak? – syknęła Nefere. – Nie dobijaj mnie poziomem swojej inteligencji, Thomasie. Akurat ciebie miałam za najmądrzejszego spośród tej bandy kretynów! Daję wam, zasrańce czas do jutra na podjęcie właściwej decyzji i nie chcę słuchać żadnych wymówek! Zgromadzicie armię potrzebną do obrony miasta i zrobicie wreszcie porządek z wilkami. A potem porozmawiamy sobie szczerze na temat waszego dalszego uczestnictwa w Radzie!  
- Miłościwa królowa raczy sobie z nas żartować? – zaoponował białowłosy wampir.  
- A czy widzisz na mej twarzy choćby cień uśmiechu, Ronanie? – odparła sucho. – Macie czas do jutra! – wstała ze swego miejsca i spojrzała ciężkim wzrokiem po wpatrzonych w nią wampirach.  
- Rozważymy twe słowa, Wasza Miłość...  
- Baczcie, by decyzja była odpowiednia! – rzuciła jeszcze i wyszła z pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Wróciła do swych komnat rozsierdzona do granic możliwości. - Masz pojęcie, co ta banda chodzących mumii raczyła mi powiedzieć, gdy zażądałam postawienia naszej armii w stan gotowości bojowej? – rzuciła w stronę Christiana.  
- Co takiego, Wasza Wysokość? – zapytał, czując, że odpowiedź może mu się nie spodobać.  
- Że raczą rozważyć ten problem! – ryknęła. – Rozważą, rozumiesz? Do cholery, tu giną ludzie, a za chwilę mogą zacząć też ginąć wampiry! Ludzka policja prowadzi dochodzenie, a ja nawet nie mogę zmusić własnych ministrów, by zaczęli działać!  
- Może trzeba po prostu zmienić Radę? – zaproponował.  
- Tak, powiedziałam im to, tyle że to nie jest wcale takie proste... Jestem królową wampirów, ale i ja przed kimś odpowiadam. Przed Pierwszymi. Radę mogę odwołać tylko w czasie specjalnego posiedzenia Pierwszych, na którym też zostanie wybrana nowa, tylko że takie posiedzenia odbywają się raz na pięć tysięcy lat. Ostatnie miało miejsce czterysta lat temu. Nie ma szans, by zebrali się szybciej.  
- Dlaczego?  
- Bo nimi włada niepojęta dla nas siła, która budzi ich tylko na okres zebrania. Są tak starzy, że nieustannie muszą pić krew, bo inaczej rozsypią się w pył. I jednocześnie są na tyle potężni, że nie sposób ich zabić.  
- Nie można pozbawić ich tej krwi?  
- Można by, czemu nie? Tylko, że wtedy my również przestaniemy istnieć...  
- No to raczej kiepsko – powiedział smutno Christian.  
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo — przyznała przygnębiona. – Dziękuję ci, że przez ten czas przy mnie byłeś – szepnęła, patrząc mu w oczy.  
- To mój obowiązek, wasza wysokość – odparł, mocno przełykając ślinę.  
- Mimo to dziękuję – pogładziła go czule po policzku i odgarnęła mu włosy opadające na oczy. Następnie zupełnie naturalnie pocałowała go. Delikatnie, ale zarazem władczo. Odpowiedział podobnie. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, którego każdy dotyk parzył ich oboje. Przerwał go Christian, kiedy już nie mógł zaczerpnąć tchu i powiedział lekko zażenowany:  
- Racz mi wybaczyć, królowo. Nie powinienem był.  
- To ja zaczęłam – odparła. – Ale masz rację. Nie przedłużajmy tego, byśmy potem czegoś nie żałowali... Możesz wracać już do swego kochanka.  
- Oczywiście, wasza wysokość – powiedział i szybko wyszedł z pomieszczenia, a następnie z budynku. Przemknął się ciemnymi uliczkami w stronę mieszkania, które zajmował wraz z Ronem. Dochodząc do kamienicy, zdziwił się, widząc, że światła w sypialni kochanka są zapalone. Oznaczać to mogło, że wampir jest już z powrotem w domu! Z mocno bijącym sercem wszedł do mieszkania. Z niewielkiej kuchni wyszedł Ron. Ubrany tylko w spodnie.  
- Zastanawiałem się, gdzie jesteś – powiedział, podchodząc do niego i wtulając twarz w miękkie włosy Chrisa.  
- Byłem z królową. Staraliśmy się przekonać Radę, by wsparła nas w naszych planach. Co nie jest łatwym zadaniem, bo są uparci – wyjaśnił brunet, z zadowoleniem wdychając mocne perfumy drugiego mężczyzny. – A tobie jak poszło?  
- Na pewno nie tak dobrze, jak oczekiwała tego Nefere – przyznał Ron. – Wiele wampirów popiera w działaniach Radę i naprawdę niewielka tylko kupka gotowa jest oddać życie za królową.  
- Ale tych zebrałeś, tak? – dociekał Christian.  
- Zawiadomiłem tylko, że są potrzebni. Sama ich zbierze w odpowiedniej chwili... Bardzo jesteś zmęczony?  
- A dlaczego pytasz? – zainteresował się brązowowłosy wampir, idąc do swojej sypialni. Nagle został popchnięty i wylądował na łóżku. Tuż nad sobą wyczuł Rona. – Co ty robisz? – warknął zaskoczony, starając się wyswobodzić.  
- Czego się tak wiercisz? – zapytał z niesmakiem Ron, starając się go przygnieść. – Dawno cię nie widziałem, stęskniłem się, to takie dziwne? Chcę dać ci dzisiejszej nocy przyjemność.  
- Ron, przestań! Nie mam ochoty na seks z tobą! – ryknął brunet. Jego kochanka zamurowało.  
- Co? – zapytał tamten, wciąż wisząc nad przygwożdżonym mężczyzną.  
- To, że nie mam ochoty się z tobą pieprzyć, Ron! Złaź, do cholery!  
- Ale jak to? Chyba nie pamiętam sytuacji, byś nie chciał...  
- No to teraz jest ten pierwszy raz! I odwal się już ode mnie, dobra?  
- Ale dlaczego? Co takiego się stało? - Nic, po prostu nie mam ochoty! Przestaniesz wreszcie drążyć ten temat?  
- Nie, bo nie wierzę w to, co mówisz, Christian! Coś musiało wydarzyć się w czasie mojej nieobecności... mam rację?  
- Masz – przyznał niechętnie Chris. – I raczej ktoś niż coś.  
- Rozumiem... Brakowało ci mnie, więc szukałeś pocieszenia w ramionach innego. Spokojnie, potrafię to zrozumieć. Jak on ma na imię?  
- Ona... Ariadna – mruknął, nie patrząc w oczy swojego kochanka.  
- Co proszę? – ryknął rozsierdzony Ron. – Przeleciałeś królową?  
- Yhm...

1 574 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1244 słów i 7197 znaków, zaktualizowała 22 paź 2016.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Almach99 · 30 maj 2018

    Krolowa nie popisala sie przed rada, nie jest mistrzynia dyplomacji