Wieczność - czwarty rozdział

Po wyjściu przyjaciela wraz z policjantami Christian momentalnie udał się do swojej sypialni, gdzie w przeciągu minuty był gotowy do wyjścia. Gnając na miejsce zbrodni, czuł, że jeszcze nigdy nie poruszał się tak szybko. Nic więc dziwnego, że był lekko zasapany, kiedy dotarł na miejsce. Zastał ta tylko dwóch funkcjonariuszy pilnujących zwłok mężczyzny. Radiowozu wiozącego jego przyjaciela jeszcze tam nie było. Uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się, że zdołał ich prześcignąć. Naciągając kaptur, ruszył w stronę kawałka chodnika otoczonego taśmą policyjną. Nie pokazując swej twarzy, przeszedł wolno w pobliżu policjantów, którzy widząc jego ociąganie się, kazali mu się oddali, zauważając również, że najpewniej za chwilę stłoczy się tu tłum ciekawskich spojrzeń, bowiem w ich stronę zmierzało już kilkunastu zaintrygowanych niecodziennym wydarzeniem przechodniów. Wolne przejście przy zwłokach pozwoliło Chrisowi stwierdzić, że zbrodni dokonał jakiś nieudolny naśladowca jego czynów, gdyż zwłoki pozostawione na chodniku wciąż jeszcze pozostawiały w sobie sporo krwi, której on za nic w świecie by tak haniebnie nie nie zmarnował. Niemniej jednak morderstwo dokonane było niemal z chirurgiczną precyzją, identyczną, jaką on stosował w swoich czynach i doszedł do wniosku, że naśladowcą najpewniej był ktoś jemu podobny lub chcący za takowego uchodzić.
Odchodząc w mroczny zaułek, kręcił głową nad głupotą mordercy. Z nikłym uśmiechem na ustach obserwował, jak wreszcie na miejsce zajeżdża policyjny radiowóz i spokojnie wysiada z niego jego przyjaciel. Posłał mu szeroki uśmiech, gdy ten tylko bezbłędnie spojrzał w jego stronę. Christiana bawiła cała ta sytuacja. Wiedział przecież doskonale, że to nie on dokonał morderstwa i zdawał sobie sprawę, że Ron prędzej czy później też dojdzie do tego wniosku. Schowany w cieniu, spokojnie obserwował "zabawę" z ustalaniem narzędzia mordu. Nagle jednak zdjęło go przejmujące wrażenie, że jest przez kogoś obserwowany. Odwrócił się gwałtownie w kierunku, w którym, jak sądził, stał obserwator. W ciemności cienia rzucanego przez wysokie budynki nie dostrzegł jednak nikogo ani niczego, co mogłoby się na niego patrzeć, lecz wrażenie i jakiś nieopisany niepokój pozostały. Dwa wrażenia podobne do tego uczucia, jakie towarzyszyły mu przy spotkaniu z dziewczyną kilka przecznic dalej.

- Kretyn... Nie ma pojęcia, w co się pakuje... - mruknął młody blondyn, spoglądając na Christiana z dachu jednego z budynków.
- To może wytłumaczysz mi, w co takiego ten młodzieniec się pakuj, według ciebie. Bo ja osobiście próbuję ostrzec go, by dał sobie spokój ze swoimi popisowymi morderstwami. Kiedy go złapią, wyjdzie na jaw cała prawda o nas. A wtedy Rada się wścieknie i ściągnie na tych biednych ludzi taką karę, jakiej ten świat jeszcze nie widział i nawet rytualne masakry Majów będą niczym z rzezią, jaka wtedy zapanuje — odezwała się spokojnie Ariadna, patrząc jasnymi oczami na swą "ofiarę". Denerwował ją ten pyszałek. Miała ochotę skrócić go o głowę, lecz informacja o tym, że pochodzi on ze starożytnego rodu, skutecznie ją od tego odwiodła.
- Jeśli Rada się dowie, że...
- Że co? Że chcę chronić nasz lud? Działam w dobrze pojętym interesie nas wszystkich.
- Powtarzam ci, że zabiłaś jednego z naszych! Jest to czyn, za który z zasady idzie się na stos!
- Powiedziałam ci już wczoraj, żebyś nie próbował mnie straszyć, bo nawet Rada musi się ze mną liczyć! - niski warkot poniósł się po zaułku. Zwrócił na niego uwagę również Christian. Zadarł głowę do góry i uśmiechnął się triumfalnie, wyczuwając, że nie jest tu sam, a jego "towarzysze" zaniechali właśnie podstawowych środków ostrożności. Ruszył szybko w stronę najbliższych schodów przeciwpożarowych i w nadzwyczajnym tempie zaczął się wspinać na górę.
- Idzie tutaj! - szepnął blondyn, blednąc jeszcze mocniej.
- Spływamy... - odparła Ariadna.
Kiedy Christian dotarł na górę z uśmiechem na ustach, że złapie bezczelnego podglądacza i da mu nauczkę, na dachu nikogo już nie było. Wściekły ruszył ku brzegowi dachu i wyjrzał na ulicę. Z przerażeniem dojrzał, jak Ron unosi górną wargę nieboszczyka, ukazując zdumionym mężczyznom długie kły denata. Widział przerażenie w oczach policjantów i tłumioną wściekłość w spojrzeniu przyjaciela. Sam również był porządnie zdenerwowany. Został przecież zabity jeden z nich! Czyn niedopuszczalny w ich świecie, który mógł poważnie zachwiać posadami ich egzystencji w świecie ludzi. Miał tylko nadzieję, że Ronowi uda się jakoś racjonalnie i w miarę przekonywująco wytłumaczyć policji, dlaczego człowiek ten miał zaostrzone zęby. Chris zdawał sobie jednak sprawę, że po powrocie do domu najpewniej czeka go poważna rozmowa z przyjacielem, który nie przepuści mu wyjaśnienia całej sprawy. Uczucie to ugruntowało się w nim, kiedy napotkał rozwścieczony wzrok przyjaciela, kiedy starał się chyłkiem wrócić do ich mieszkania.

- Czy tobie całkiem już rozum odjęło? Zabiłeś jednego z naszych!
- Po raz kolejny powtarzam ci, Ron, że tej nocy nikogo nie zabiłem, a już na pewno nie tego faceta! Co ty myślisz, że nie znam Kodeksu, a życie mi niemiłe?
- Nie mam pojęcia co o tym myśleć... Jestem wstrząśnięty. To ja przez ponad godzinę musiałem zapewniać komisarza, że ten facet przeszedł jakąś operację, by zaostrzyć zęby. I do jasnej cholery, wcale nie jestem pewien czy mi w to uwierzył! Jeśli zacznie się śledztwo to jesteśmy udupieni, a Rada zrobi nam taki chrzest, że wolę już sam się zabić, a nie czekać, aż oni to zrobią!
- Ron... Mówię ci, że to nie ja! Nie wierzysz mi? - jęknął Christian, przysuwając się do przyjaciela. Objął go czule za ramiona i złożył na jego karku pocałunek.
- Zgłupiałeś? - Ron wyrwał się z jego uścisku. - Istnienie naszej rasy wisi na włosku, a tobie seks jeszcze w głowie?!
- Chciałem rozładować sytuację — mruknął Christian. Drugi mężczyzna spojrzał na niego zdawkowo i po chwili namysłu rzekł:
- Może masz i rację. Ale ostrzegam... Nie mam zamiaru być dzisiaj dla ciebie łagodny. Jeszcze ci nie uwierzyłem, lecz jeśli się postarasz, być może się przekonam...

1 429 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 1138 słów i 6500 znaków.

1 komentarz

 
  • violet

    violet · 4 lip 2016

    Kiedy ciąg dalszy, bo ciekawa jestem tych tajemniczych panów