Woda (I)

Woda (I)Tytuł oryginału: „Something in the Water”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Gwiazdy świeciły jasno chłodną nocą. Trzech uczniów ostatniej klasy szkoły średniej wyszło z cukierni i postawili kołnierzyki swych kurtek, chroniąc się przed mroźnym wiatrem. Ich kroki odbijały się echem po pustej ulicy, gdy szli wąskim chodnikiem. Ich rowery czekały przed nimi, oparte o ciemny, samotny drogowskaz. Gdy zostawili za sobą światła, śmiech i rozmowę, ogarnął ich mrok nocy.
     – Myślisz, że zobaczymy którąś z tych spadających gwiazd?
Dawid spojrzał na bezksiężycowe niebo, odgarniając blond grzywkę z oczu. Górował głową i ramionami nad swoimi przyjaciółmi. Miał na sobie wiatrówkę uniwersytecką z żółto-niebieskimi paskami wzdłuż rękawa. Nie zapewniała zbyt wiele ciepła, ale chciał aby wszyscy wiedzieli, że w tym roku dostał się na wymarzony uniwersytet.
     – Leonidy spadają tylko w jedną noc. Powaga.
Patryk spojrzał na swojego przyjaciela, a potem na migoczące gwiazdy. Niski, chudy dzieciak, którym był Patryk nie lubił, gdy przypominano mu, jak bardzo urósł Dawid w ciągu ostatnich kilku lat. Kiedy zaczynali chodzić do liceum, byli tego samego wzrostu. Nie tak jak teraz. Nawet nie byli zbliżeni do siebie wzrostem. Patryk poprawił swoje duże, szylkretowe okulary i próbował zidentyfikować, która planeta tak jasno świeciła nad horyzontem.
     – Przepraszam, ale dzisiaj nie zobaczymy żadnej.
     – Naprawdę? – Dawid wciąż miał nadzieję.
     – Tak napisali w „Focusie”, przeczytałem w nim dziś rano.
Patryk zerknął na światło na niebie.
     – Co to jest?
Robert wskazał pulchnym palcem nad horyzont. To nie była planeta. Z każdą sekundą stawało się coraz jaśniejsze, emanując niebieskawym odcieniem światła. Robert miał nieszczęście dorównać wzrostem Patrykowi i Dawidowi wagą. Jego przyjaciele nigdy nie nazwaliby go grubym. Ale inne dzieciaki to robiły. „Spocony wieprz” było najczęściej używaną w stosunku do niego obelgą w szkole. Opuścił palec wskazujący i mocniej naciągnął czapkę z daszkiem na swoje krótkie brązowe włosy.
     Trzej osiemnastolatkowie nie mogli się doczekać aż opuszczą swoją miejscowość w przyszłym roku, aby wyruszyć naprzeciw większym przygodom. W tym momencie nie zdawali sobie sprawy, że coś celowo ruszyło w stronę sennej wioski – Pilchowa. Nadchodziła ich przygoda.
     Niebieskie światło nad nimi stawało coraz jaśniejsze, gdy to coś na niebie się powiększało. Rzucało cienie na chodnik za nimi.
     – Co to jest?
Dawid spojrzał w dół na Patryka, a potem z powrotem w niebo.
     – Ja nie…
Patryk wyciągnął szyję, gdy to coś zmierzało w ich kierunku. Odwrócił się, gdy przeleciało nad ich głowami i zniknęło nad puszczą, zmierzając  w okolice pobliskiego jeziora.
     Wszyscy trzej chłopcy odwrócili się, żeby lepiej się przyjrzeć i tak po prostu światło zniknęło.
     – Fajnie – powiedział Robert.
     Zanim jego przyjaciele zdążyli wtrącić się z podekscytowaną gwarą, ziemia zatrzęsła się pod ich stopami. Usłyszeli stukot kilku okien, a pobliski znak drogowy lekko się zachwiał.
     – Super.
Patryk przeczesał dłonią ciemne włosy.
     – Myślę, że spadło... to znaczy gdzieś w pobliżu.
     Wstrząs ustał bez zauważalnych szkód. Chłopcy śmiali się i wiwatowali, biegnąc z powrotem do swoich rowerów. Nawet nie zważali na listopadowy chłód, jadąc razem do swoich domów. Wszyscy zgodzili się, że spadająca gwiazda będzie najbardziej ekscytującą rzeczą w tym roku. Nigdy więcej nie zobaczyliby czegoś tak dziwnego i niesamowitego w swojej małej wiosce.
     Mylili się. Wkrótce dziwne i niesamowite wydarzenia jeszcze ich spotkają. Spotkają wszystkich mieszkańców sennego małego Pilchowa.

***

     Axcix twardo wylądowała w wodzie. Jej kuliste ciało ugrzęzło w mule na dnie jeziora. Szybkie skanowanie wykazało, że minęła swój cel zaledwie o kilka kilometrów. Kilkaset lat w kosmosie i tutaj miała rozpocząć swoje zadanie, do którego została stworzona. To było bardzo ekscytujące.
     Najpierw otworzyła zewnętrzny właz i wpuściła trochę wody. Łączyła się ona z życiem. Jej konwertery zabrały się do pracy nad tymi maleńkimi organizmami, rozkładając je na użyteczne cząstki, aby mogła budować nowe nośniki do przeprowadzania eksperymentów. Następnie wystrzeliła jednego ze swoich dronów do zbierania danych. Będzie musiała zbadać swoje położenie, zanim rozpocznie.
     Pierwsza ekspedycja rozpoczęta przez jej twórców, by zbadać dominujący gatunek planety miała miejsce jakieś pięćset lat temu. Widziała już, jak wiele się zmieniło. Axcix była częścią drugiej wyprawy. Została stworzona do eksperymentowania na dominującym gatunku, aby dowiedzieć się, co jej twórcy będą musieli poprawić, zanim ten gatunek zostanie zaproszony do galaktycznego kolektywu. Domyślała się, że to zadanie w końcu będzie wymagało bardzo wielu poprawek. Ale tego właśnie miały dowieść jej eksperymenty.
     Miała mnóstwo czasu na przetwarzanie danych podczas podróży. Twórcy dawali jej trochę swobody, a ona to wykorzysta. Axcix postanowiła zacząć od badania reprodukcji. Dymorfizm płciowy u tego gatunku był pod wieloma względami oszałamiający. Jedną z kwestii było pragnienie reprodukcyjne. Samce w młodym wieku dochodziły do pełnego pożądania, a samice znacznie później. Axcix zdecydowała, że to wykorzysta. Stworzy molekuły, które tylko trochę zmienią DNA gospodarza.
     Początkowo myślała, że może po prostu wzmocnić wzajemne pożądanie, ale oryginalne dane wykazały, że lokalna fizjologia sprawiła, że byłoby to długie i żmudne zadanie. Tak więc podczas swojej długiej podróży na Ziemię wymyśliła obejście tego problemu. Najpierw ulepszy narządy rozrodcze u swoich grup docelowych. Potem reaktywowałaby długo uśpione feromony ukryte w gruczołach potowych. Rozprzestrzeniałyby się tylko w obecności potu, ale wydawało się to dość regularne. Wytwarzane przez samice feromony działałyby uspokajająco na starszych samców, ale miały mieć odwrotny wpływ na młodszych samców, zwiększając ich agresję i pożądanie.
     Docelowe samce produkowałyby w pocie feromony, które zwiększałyby kobiece pożądanie. Axcix nie była pewna, czy to wystarczy, więc postanowiła poprawić męskie narządy płciowe, dodała stymulator do męskiego wytrysku, który znacznie zwiększyłby przyjemność z krycia samic.
     Axcix przeprowadziłaby te eksperymenty, a następnie, dzięki zebranym danym, byłaby w stanie zmodyfikować ich i przejść do kolejnych etapów.
     Jej dron wrócił do niej. Doskonale. Jezioro było połączone z każdym domem w okolicy szeregiem rur. To było niemalże zbyt łatwe. Jej konwertery były gotowe. Nadszedł czas na uwolnienie pierwszej fali nanobotów. Czas rozpocząć zadanie.

***

     Patryk Langiewicz nałożył sobie trzecią porcję karczku. Był taki głodny. Był głodny od tygodni, od mniej więcej czasu, gdy zauważył tą spadającą gwiazdę.
     – Można by wywnioskować, po sposobie, w jaki dokładasz sobie porcje, że wkrótce będziesz miał nam coś do pokazania. Wiesz, wystrzelisz ze wzrostem czy coś?
Franciszek Langiewicz obserwował syna z drugiej strony okrągłego stołu w jadalni. Był wysoki, wysportowany i od osiemnastu lat czekał, aż jego najmłodsze dziecko Patryk pójdzie w jego ślady.
     – A przynajmniej mam nadzieję, że zabudujesz mięśniami trochę te kości.
Franciszek wciąż czekał.
     – Daj spokój, Franek.
Sabina Langiewicz żartobliwie pchnęła ramię męża.
     – Będzie rósł w swoim tempie.
     Patryk podniósł wzrok znad swojego talerza. Gdyby tylko mógł powiedzieć rodzicom, że rośnie. Jedna szczególna część jego ciała rosła każdego dnia od kilka tygodni. Ale to było zbyt krępujące. Oczywiście, jeśli jego atrybuty będą rosły, w końcu będzie musiał im o tym powiedzieć. Jego kutas już robił się dość absurdalny i nie wykazywał żadnych oznak, że zamierza przestać rosnąć. Jego jaja nie były daleko za nim w tyle. Kiedy będzie musiał iść do lekarza? Kiedy będzie miał trzydzieści centymetrów? Może trzydzieści trzy? Patryk poprawił się na krześle. Nawet gdy był miękki, tam na dole, nie było mu już zbyt wygodnie. Kiedy zaczął rosnąć, płakał z wdzięczności. Ale teraz martwił się, że stanie się jakimś dziwadłem.
     – Jesteś taki cichy.
Sabina uśmiechnęła się do niego. Kiedy jego starsze siostry, Sandra i Agata, wyprowadziły się z domu i wyszły za mąż, obiady w domu Langiewiczów stały się zazwyczaj spokojne.
     – O czym tak rozmyślasz?
     – O niczym.
Patryk sięgnął po szklankę z wodą i podniósł ją do ust. Jego mama była miłą kobietą, a jego rodzice po tylu latach wciąż tworzyli zgraną parę. Franciszek był dość wysokim, uroczym brunetem. A Sabina była piękna, wysoka i elegancka w oczach Patryka. Sam Patryk nie był podobny do Franciszka i zastanawiał się, czy kiedykolwiek znajdzie dziewczynę tak wspaniałą jak jego mama, z pełną figurą, miłym uśmiechem i ciepłym sercem. Patryk wypił wodę ze swojej szklanki. Cały czas był taki spragniony.
     – Słyszałem, że twój przyjaciel Dawid dostał się na uniwerek. Franciszek poklepał żonę po udzie. Spojrzał w dół. Pod spódnicą jej nogi były trochę bardziej pełniejsze. Ktoś tutaj przybierał na wadze i to nie był Patryk. Franciszek martwił się, że może jego żona pozwala sobie podjadać. Jeden problem na raz, na razie skupił się na swoim synu.
     – Dlaczego nie weźmiesz się za jakiś sport?
     Patryk odstawił pustą szklankę na stół.
     – Nie lubię sportu, tato.
     – Dobra, mistrzu.
Franciszek skinął głową. Nie dał się zniechęcić. Chciał, aby jego syn cieszył się szkołą średnią tak, jak on.
     – A co z dziewczynami? Podobają ci się jakieś laski z klasy?
     – Nie, tato.
Patryk opuścił twarz i ponownie zaczął pakować do ust mięso i groszek. Za minutę będzie potrzebował trzeciej dokładki.
     – Boże litości, Franek. Zostaw dzieciaka w spokoju.
Sabina lubiła czuć dotyk dłoni męża na swoim udzie. Miała tylko nadzieję, że nie zauważył, że trochę jej więcej. Ostatnio też miała większy apetyt. Domyślała się, że to coś w z powodu starzenia się. Witaj czterdziestko.
     – To całkowicie zdrowe nie mieć obsesji na punkcie dziewczyn. Ma swoich przyjaciół. Zainteresuje się kobietami, gdy nadejdzie odpowiedni czas.
     – Dzięki, mamo.
Patryk wstał i poszedł do kuchni po dokładkę. Jego policzki zarumieniły się.
     – Nie ma za co, cukiereczku.
Sabina nie zauważyła sarkazmu. Nie zauważyła też wielu rzeczy, które działy się z jej synem.

***

     Nieco inna scena rozegrała się w domu Roberta. Mama Roberta, Amanda, przyniosła synowi tacę z obiadem przed telewizor. Tam jedli większość wieczorów, ponieważ tata Roberta pracował do późnych godzin wieczornych. Robert przyglądał się, jak jego mama wraca do kuchni. Odkąd pamiętał, była chudą małą istotką bez piersi, bioder i z płaskim tyłkiem. Ale pod jej plisowaną spódnicą wyraźnie zauważył kołyszące się biodra, gdy się poruszała. Wróciła do salonu, niosąc własną tacę. Gdy przyjrzał się uważnie, czego starał się nie robić, zauważył, że jej piersi napinały materiał na jej kwiecistej bluzce. Czy po prostu nigdy wcześniej tego nie zauważył?
     – Dziękuję. – powiedział Robert.
     – Nie ma za co, skarbie.
Usiadła obok niego na kanapie przy kolacji. Była taka głodna. Ostatnio cały czas odczuwała głód.
     – Gdzie jest twoja siostra?
     – Poszła ćwiczyć.
Robert musiał przestać na nią patrzeć. Zaraz mu stanie od przyglądania się swojej mamie. To było obrzydliwe. Nie tylko wstrętne, ale i upokarzające, ponieważ jego penis urósł do takiego stopnia, że trudno było go ukryć, gdy był miękki, a niemalże niemożliwe, gdy był w zwodzie. Kiedyś bez przerwy fantazjował o dziewczynach, ale teraz musiał myśleć o wszystkim poza dziewczynami lub ryzykować, że w jego spodniach utworzy się gigantyczny namiot. „Pomyśl o piłce nożnej”, powtarzał sobie.
     – Co oglądamy?
Amanda odwróciła się, by spojrzeć na syna. Taki niezgrabny, pulchny chłopak. Miała nadzieję, że wkrótce dorośnie. Był tak dobrze wychowany. W przeciwieństwie do jego siostry Anity, która była dla rodziców sporym utrapieniem.
     – Sąsiadów.
     Robert skupił się na swoim obiedzie. Był wygłodniały.
     Patrzyli i jedli w milczeniu. Oboje brali kolejne dokładki, drugie i trzecie oraz pili dużo wody.

***

     – Gdzie twój syn? – Lidia Rogowska zapytała męża.
     – Hmm?
Witold Rogowski siedział w gabinecie, paląc fajkę i czytając gazetę. Spojrzał na swoją żonę. Wciąż miała na sobie fartuch na zielonej spódniczce i żółtej bluzce. Oznaczało to, że nadal pracowała nad posiłkiem. Witold przyglądał się, jak dym unosi się z jego fajki wijącymi się smugami. Miał nadzieję, że wkrótce skończy posiłek. Robił się już głodny.
     – Może w swoim pokoju?
     – Dawid spędza ostatnio zbyt dużo czasu w swoim pokoju. To nie jest zdrowe.
Lidia stała w drzwiach pokoju i założyła ręce na piersi. Piersi jej przeszkadzały. Ostatnio często to odczuwała, a jej biustonosze wydawały się nie pasować na nią tak jak kiedyś. Miała nadzieję, że nie przybiera na wadze, ale obawiała się, że tak właśnie może być. Jako trzydziestolatka starała się trzymać linię, ale ostatnio bywała bardzo głodna. Zaczęła myśleć o sobie jak o niskiej, pulchnej kobiecie. Wciąż ładnej, ale nie takiej, jaką była, gdy wychodziła za Witolda. Odgarnęła długie blond włosy z oczu.
     – Pójdę po niego.
     – Dziękuję, skarbie.
Witolda patrzył, jak jej pokaźny tyłek znika w korytarzu.
     – To dobry młody człowiek, Lidio! Nie krzycz na niego. – zawołał za swoją żoną.
     Lidia weszła po schodach, podnosząc spódnicę, żeby nie plątała jej się pod nogami. Dawid, jak zawsze, miał zamknięte drzwi do pokoju. Dlaczego ostatnio stał się tak skryty? Lidia zmarszczyła brwi. Postanowiła nie pukać i otworzyła drzwi. Już miała powiedzieć mu, żeby zszedł na dół na kolację, ale zatrzymała się. Lewa ręka Lidii powędrowała do ust. Słyszała, jak mówiono, że mężczyźni robią takie rzeczy, ale nigdy wcześniej tego nie widziała.
     Dawid leżał na swoim łóżku z zamkniętymi oczami. Spodnie miał spuszczone do kostek, rozpięty sweter i podkoszulek podciągnięty aż do piersi. Jego ręce były owinięte wokół gigantycznego penisa. Nigdy nie wyobrażała sobie, że męski organ może urosnąć do takich rozmiarów, nawet u tak wysokiego chłopca jak Dawid. Był gruby, żylasty i bardzo długi. W niczym nie przypominał swojego ojca. Ciekawość i wstręt mieszały się w jej mózgu.
     – Dawidzie, co robisz?
     Było oczywiste, co robi. Jego dłonie gładziły w górę i w dół jego przyrodzenie oraz jęczał serią niskich dźwięków. Wydawał się jej nie słyszeć, gdy kontynuował z wciąż zamkniętymi oczami.
     – W tej chwili przestań.
Lidia weszła do wyłożonego wykładziną pokoju, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Nie mogła sprawić, by jej syn zamienił się w jakiegoś szalonego zboczeńca. Będzie musiała odbyć z nim długą rozmowę. Może nawet będą musieli zaangażować swojego pastora. Sposób, w jaki używał swojego penisa, był po prostu niewłaściwy.
     – Powiedziałam dość!
     – Ooooooooooooooooo...
Kutas Dawida wystrzelił, posyłając gejzer spermy w górę i w dół na swój brzuch, dłonie i jądra.
     Twarz Lidii wykrzywiła się z przerażenia. Było tego tak wiele. Jej syn był jakimś wybrykiem natury. Ale potem ogarnął ją głęboki, bogaty zapach jego nasienia i jej twarz rozluźniła się. Głęboko w sobie czuła pożądanie. Było to jak przebudzenie czegoś tak pierwotnego i przedwiecznego. Coś zupełnie nieobecnego w jej życiu, aż do tego momentu. Lidia wygładziła fartuch i podeszła do łóżka.
     – Mamo?
Dawid otworzył swoje niebieskie oczy i spojrzał na nią. Próbował zakryć swojego penisa, ale był za duży.
     – Wynoś się stąd, mamo.
     – Mój mały skarbie.
Lidia padła na kolana przy łóżku.
     – Pozwól mi pomóc.
Jej szaroniebieskie oczy wyglądały na nieobecne. Wyciągnęła rękę i odsunęła ręce Dawida.
     – Mamo, co robisz?
Nadeszła kolej Dawida, by spojrzeć na nią z przerażeniem. Zanim zdążył się ruszyć, jego matka rzuciła się do działania.
     – Och, Dawidzie.
Lidia szybko opuściła głowę i wciągnęła spermę zbierającą się u podstawy jego penisa. Kiedy poczuła ją na języku, prawdziwa ekstaza przepłynęła z jej ust przez całe jej ciało. Nawet jej palce u nóg mrowiły od małych elektryzujących dreszczy przyjemności.
     – Dobry Boże.
Lizała, siorbała i składała małe pocałunki na jego odsłoniętym brzuchu i miednicy.
     – Mamo?
Dawid nigdy nie myślał w ten sposób o swojej matce, ale nie miał ochoty jej powstrzymywać.
     – Pozwól mi tylko... pozwól mi tylko... – Lidia mówiła pomiędzy pocałunkami i liźnięciami.
Sięgnęła lewą ręką i uniosła jego masywne jądra. Prawą ręką otoczyła główkę jego penisa i delikatnie ją ścisnęła. Nigdy nie wzięła do ust żadnego mężczyzny, nawet Witolda. Ale teraz nie mogła się powstrzymać. Polizała go od jąder wzdłuż trzonu i złożyła pocałunek w samym czubku jego młodzieńczego penisa. Obróciła język wokół głowy.
     – Nie rób tego.
Dawid chwycił prześcieradło białymi palcami po obu stronach bioder.
     – Ćśśś... Dawidku. Mamusia jest przy tobie.
Z tymi słowami wciągnęła go do ust. Niezręcznie było wciskać coś tak dużego w usta, ale była zdecydowana zrobić to dla swojego silnego młodego mężczyzny. Ogromna fala przyjemność nadal ją przepełniała. Połknęła całą jego spermę i teraz potrzebowała jej więcej.
     – Kochanie, czy znalazłaś Dawida? – Witold wchodził po schodach. – Myślę, że coś w kuchni się pali.
     Usłyszenie głosu męża było dla niej jak oblanie wiadrem zimnej wody. Lidia wyciągnęła penisa syna z ust i szybko wstała.
     – O mój... O mój... Nie chciałam...
Poprawiła spódnicę i próbowała wygładzić fartuch. Spojrzała na syna z jego zdumionym wyrazem twarzy i komicznie dużym penisem.
     – Tak mi przykro, Dawidku. Nie wiem, co się stało.
Jej ciało wciąż mrowiło od stóp do głów. Modliła się o to aby ta przyjemność zniknęła.
     – Schowaj to i zejdź na kolację. Twój ojciec… O Boże. Twój ojciec...
Lidia przyłożyła ręce do twarzy, odwróciła się i wybiegła z pokoju. Musiała nakryć do stołu.
     Dawid patrzył za nią w stanie skrajnego zmieszania. Podciągnął bieliznę i spodnie. Jedno wiedział na pewno. Lodziki były wspaniałe.

***

     Lidia czuła się zawstydzona tamtej nocy. Nie dlatego, że spaliła szynkę, co się stało i nie dlatego, że rozgotowała ziemniaki, co też się przydarzyło. Czuła oczywiście wstyd z powodu rzeczy, które robiła w pokoju Dawida. W jednej chwili zmagała się z kolejnym wyzwaniem macierzyństwa, w następnej zachowywała się jak zwykła nierządnica.
     Pomimo swojego skrajnego wstrętu do samej siebie, podjadała sprzątając po posiłku. Nie nawiązała kontaktu wzrokowego z Dawidem, ale widziała, że on też dość sporo jadł.
     Witold, Boże błogosław jego serce, nie wspomniał nic o niezręcznej ciszy przy stole ani o zwyczajach żywieniowych swojej rodziny. Kilka razy próbował nawiązać rozmowę komentarzami na temat polityki. Ale w końcu się poddał.
     Lidia posprzątała ze stołu, pozmywała naczynia, a potem przeprosiła, by udać się wcześniej do łóżka. Ten dzień stał się dla niej koszmarem. Pomyślała, że może jutro nie będzie pamiętała o tym, co zrobiła z Dawidem. Gdy zasypiała, nie mogła pozbyć się obrazów gigantycznego penisa swojego syna, pojawiających się w jej umyśle.

***

     Następnego dnia, podczas długiej przerwy, trzej przyjaciele usiedli razem. Dawid usiadł naprzeciwko Patryka i Roberta. Mieli do dyspozycji jedynie koniec długiego stołu w stołówce. Wszędzie wokół nich tłum uczniów rozmawiających i wygłupiających się wypełniał stołówkę głośnym gwarem.
     Dawid pochylił się nad stołem w kierunku swoich przyjaciół.
     – Załapałem się na loda wczoraj wieczorem.
Szeroki uśmiech ukazał dwa rzędy równych, białych zębów.
     – Nie ma mowy.
Patryk odstawił mleko czekoladowe.
     – Z kim?
     – Taa... – powiedział Robert z ustami wypełnionymi jedzeniem. – Jest seksowna?
     – Ja… nie mogę ci powiedzieć.
Uśmiech Dawida zniknął.
     – Ona jest… całkiem seksowna… tak myślę.
     – Brzmisz jak pies na baby.
Robert skinął głową, pod jego pulchną twarzą tworzył się podwójny podbródek przy każdym skinieniu w dół.
     – Z kim?
Brązowe oczy Patryka były podekscytowane.
     – Czy twój brat wrócił do domu ze swoją nową narzeczoną, żeby ci obciągnęła?
Robert posłał Dawidowi przyjazny uśmiech.
     – Nie.
Dawid spuścił wzrok. Nie powinien nic mówić.
     – Zamknij się, Robert.
Patryk uderzył Roberta w ramię.
     – Czy to była twoja mama?
Z tymi słowami Robert wepchnął w swoją twarz kolejny kęs posiłku i roześmiał się.
     – Zignoruj go.
Patryk ponownie uderzył Roberta. Przy chudych ramionach Patryka nie był pewien, czy użył wystarczającej siły, by Robert cokolwiek mógł poczuć. Teraz, gdyby Dawid zdecydowałby się coś zrobić, Robert mógłby się zacząć przejmować. Ale Dawid był łagodnym olbrzymem.
     – Jesteście przebojowi – powiedział Patryk.
     – Gdybym to był ja, raczej nie dałbym rady. Wydaje mi się, że mam  sprzęt, ale nadal go nie używałem.
     – Czy... hm... twój kutas się zmienił?
Brwi Dawida uniosły się.
     – Tak. Stał się dużo większy. Mam na myśli, naprawdę. Patryk uśmiechnął się złośliwie, myśląc, że ma przewagę nad przyjaciółmi. Poprawił okulary i spojrzał najpierw na jednego kumpla potem na drugiego.
     Robert skończył żuć i spojrzał na każdego z nich z powagą.
     – Mój też. Jest dużo większy.
     – I mój.
Dawid skinął głową.
     – Co jeszcze dziwniejsze, powiedziałbym, że część chłopaków z drużyny koszykówki jedzie z nami na tym samym wozie.
     Trzej przyjaciele popatrzyli na siebie, podczas gdy stołówka wokół nich trwała w swej kakofonii.
     – Czy tak ma być? Może właśnie zmierzamy do końca okresu dojrzewania czy coś takiego?
Dawid przygryzł dolną wargę.
     – Myślałem, że coś może być nie tak z moim kutasem, więc poszedłem do biblioteki w zeszłym tygodniu i poszukałem informacji.
Patryk spojrzał na nich z roztropnością.
     – Okazuje się, że to nie jest normalne. A jeśli dzieje się to z wieloma ludźmi?
Patryk uniósł ręce, dłońmi do góry i wzruszył ramionami.
     – Coś się dzieje w Pilchowie
     Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wokół wstali ze swoimi tacami. Trzej przyjaciele siedzieli w milczeniu, zastanawiając się nad tą tajemnicą.

***

     Lidia Rogowska siedziała na kanapie we wspaniale urządzonym salonie Sabiny Langiewicz. Miejsce to było bardzo schludne i nowoczesne. Wszystkie meble oferowały oczom proste i pełne wdzięku linie oraz obłości. W chwili gdy umysł Lidii analizował obłości, Sabina wyszła z kuchni z dwiema filiżankami kawy. Lidia nie mogła się powstrzymać od zlustrowania jej od góry do dołu. Podczas gdy jej talia była ładnie wycięta, jej biodra poważnie wypełniały jej szmaragdowozieloną spódnicę. Pod niebieską bluzką stanik zdawał się zmagać ze swoimi obowiązkami. Lidia widziała, jak piersi wysokiej kobiety drżały, gdy się poruszała.
     – Proszę, Lidio.
Sabina podała kawę Lidii, podwinęła spódnicę pod kolana i usiadła na kanapie. Z satysfakcją napiła się z parującej filiżanki. Kochała swój nowy ekspres. Idealna kawa dla idealnej żony, a przynajmniej tak głosiło hasło. Sabina przyglądała się, jak jej mała, okrągła przyjaciółka podekscytowana popija kawę . Na pewno o czymś myślała.
     – Dziękuję, Sabino.
Lidia upiła kolejny łyk kawy i obserwowała, jak para wiruje i unosi się. Poprawiła swoją bluzkę i wypytywała o Patryka, Sandrę i Agatę.
     Obie kobiety przez chwilę rozmawiały ze sobą. Brązowy kucyk Sabiny podskakiwał, gdy gestykulowała opowiadając na temat szkolnego sukcesu Patryka. Lidia była bardzo stonowana, gdy wtrącała się aby przytaknąć przyjaciółce. W końcu nastąpiła długa przerwa.
     – Zastanawiam się, Sabinko, czy wybrałaś się kiedyś w podróż na południe z Frankiem?
Niebieskie oczy Lidii spojrzały w bok. Jej wzrok spoczął na obrazie olejnym przedstawiającym brązowego psa myśliwskiego majestatycznie stojącego na śniegu. Martwa natura była gustownie oprawiona i wisiała nad ceglanym kominkiem.
     – Masz na myśli to, co młodzież nazywa robieniem loda? Boże łaskawy, skarbie. Tak, wiele razy.
Uśmiech Sabiny był ciepły i przyjazny. Nie chciała, żeby jej przyjaciółka czuła się nieswojo.
     – Czy Witek stawia przed tobą nowe wymagania w sypialni?
     Okrągłe, blade policzki Lidii zarumieniły się. Wciąż przyglądała się obrazowi psa.
     – Coś w tym rodzaju. Coś na ten temat wiesz?
     – To twój mąż, Lidio. Nie martw się. Musisz tylko traktować jego wędkę tak jak całą resztę. Pieść z pełnym uwielbieniem i nie oszczędzaj całusów. Resztę odkryjesz w mgnieniu oka.
Sabina pociągnęła długi łyk kawy. Prawie opróżniając filiżankę.
     – Mężczyźni cieszą się z naszej namiętności i zaangażowania. Nie przejmuj się szczegółami. Mężczyźni nie dbają o szczegóły.
     – Dziękuję.
Lidia zakaszlała. Nie mogła się zmusić do rozmowy o tym, co stało się z Dawidem, nawet pobieżnie.
     – I tylko między nami, dziewczynami.
Sabina pochyliła się, dając poczuć swój ciepły, pikantny oddech na policzku Lidii.
     – Zauważyłam, że przybyło ci trochę ciałka.
     Lidia zmarszczyła brwi, odstawiła kawę i skrzyżowała ręce na piersi.
     – Nie, nie. Dobrze wyglądasz. Jesteś większa we właściwych miejscach. – Sabina pokręciła głową. – Też trochę przytyłam. Chciałem ci tylko powiedzieć, że jest nowy program telewizyjny autorstwa faceta, który się nazywa Norbert Saficki. Każdego popołudnia poprowadzi cię przez ćwiczenia gimnastyczne. Ćwiczenie sprawia mi przyjemność i mam nadzieję, że niedługo zauważę jakieś efekty.
     – Och, dobrze.
Lidia starała się nie wyglądać na zranioną. Czy wszyscy już zauważyli, że robi się coraz większa? Poruszyła się trochę. Jej stanik był taki ciasny. Może to po prostu było oczywiste.
     Kobiety rozmawiały jeszcze pół godziny, nim Lidia wróciła do swojego domu aby zająć się swoimi obowiązkami.

***

     Sabina była w domu w swoich nowych białych spodenkach do ćwiczeń i bluzce. Dziwnie czuła się będąc tak skąpo ubraną, ale znajdowała się swoim własnym salonie, więc nikomu to nie przeszkadzało. Starała się nadążać za programem ćwiczeń w telewizji, podskakując, rozciągając się i lekko się pocąc. To było miłe uczucie. Była pewna, że te zbędne kilogramy wkrótce zaczną znikać.
     Usłyszała trzaśnięcie frontowych drzwi. Ale nie odpuszczała ćwiczeń.
     – Cześć, mamo.
Patryk przeszedł obok salonu, kierując się w stronę schodów. Tak naprawdę nie chciał w tej chwili widzieć ani myśleć o swojej mamie, po prostu naprawdę musiał sobie zwalić. Może pomyśli o siostrze bliźniaczce Roberta, Anicie. Była przeciwieństwem swojego brata. Popularna, atrakcyjna i naprawdę seksowna. Cóż, Patryk zaśmiał się do siebie, jego pulchny przyjaciel i Anita mogą mieć ten sam rozmiar miseczki. Patryk zatrzymał się jak wryty. Coś wyczuł w powietrzu. Jego nozdrza rozszerzyły się. Jego puls przyspieszył. Zajrzał do salonu. Jego mama ćwiczyła przed telewizorem. Była pochylona do ziemi, patrząc na Patryka do góry nogami spomiędzy swoich nóg.
     – Cześć, Patryś.
Sabina uśmiechnęła się do odwróconego syna i pomachała mu lekko. Potem wróciła do swoich ćwiczeń.
     – Mamo… ja… ja…
Kutas Patryka nagle stał się twardy jak skała. Wypychał jego spodnie. Spojrzał w dół, a potem z powrotem na Sabinę. Jej duży okrągły tyłek wypełniał jej szorty i wyglądała nieprzyzwoicie tak zgięta w pół. Widział jej duże piersi, między nogami, zwisające w kierunku podbródka.
     – Mamo…
Jego mama była naprawdę seksowną laską. Przypuszczał, że zawsze o tym wiedział, ale dopiero teraz to go poruszyło.
     Sabina wyprostowała się i zaczęła skakać z nogi na nogę, wykonując ćwiczenie.
     – W lodówce jest trochę lemoniady. – Sabina zawołała przez ramię.
Oddychała teraz dość ciężko.
     – Jeśli jest ci... gorąco i... jesteś spocony.
     – Mamo...
Patryk zrobił krok w głąb salonu. Nie był spocony. Obserwował jak jej okrągły tyłek się trzęsie w tych obcisłych spodenkach. Poprawił grube okulary i przyglądał się, jak jej kształtne nogi poruszają się w górę i w dół. Cycki jego mamy odbijały się od siebie w jej ciasnej koszulce i staniku, widział je za każdym razem, gdy odwracała się trochę w bok. Musiał jej dotknąć.
     – Co jest, skarbie?
Sabina kontynuowała trening, nie zwracając uwagi na rozgorączkowanego mężczyznę za sobą.
     Podskakiwała dalej, a potem poczuła rękę na prawym biodrze.
     – W tej chwili ćwiczę, Patryś. Skończę... za kilka minut.
Poczuła, jak pot spływa jej po szyi. Druga ręka chwyciła ją za lewy pośladek. Od niechcenia go odtrąciła.
     – Daj spokój... Patryś, jesteś za duży, żeby dotykać... mamusię w ten sposób.
Podskakiwała tak, jak polecił jej człowiek z ekranu telewizora.
     Uderzenie w lewy nadgarstek wyrwało Patryka z transu.
     – Przepraszam, mamo.
Potrząsnął głową, aby oprzytomnieć. Odsunął się od niej.
     – Będę w swoim pokoju.
Odwrócił się, wybiegł z salonu i pobiegł po schodach. Jego nowo zmieniony penis podskakiwał dziko w spodniach. Bolały go jądra. Musiał porządnie sobie zwalić. Nie miał zamiaru fantazjować o Anicie Araszkiewicz. Nie, nie, nie. Będzie myślał o swojej mamie i jej kształtnym, podskakującym ciele.
     – Na razie, skarbie. – powiedziała Sabina do znikającego chłopca.
Wychowywanie chłopców nie należało do najłatwiejszych zadań.
     Sabina prychnęła i nadęła się. Cieszyła się, że program z ćwiczeniami prawie się kończył.

***

     Dawid wracał do domu po treningu koszykówki. Cieszył się, że może spędzić trochę więcej czasu poza domem. Nie wiedział, co myśleć o swojej mamie. Nigdy nawet nie pomyślał, że jakakolwiek dziewczyna może chcieć zlizywać jego spermę niczym pies. I pomyśleć, że jego własna mama chciała to zrobić. Mój Boże. Zbyt wiele myśli i uczuć plątało mu się w głowie, aby je pozbierać do kupy. Potrzebował na to tylko trochę czasu.
     Skręcił w kierunku drzwi wejściowych i przygarbił szerokie ramiona, chroniąc się przed zimnem.
     W domu Lidia pracowała w pośpiechu w kuchni. Przejście od piekarnika do pieca, do zlewu i z powrotem. Pot lekko lśnił na jej czole.
     – Witek? Witek? – Lidia wołała do męża, ale nie odpowiadał. Jej blond włosy związane w kucyk, zakołysały się gdy szybko się poruszała. Gdzie był ten facet? Przykręciła palnik, by gotować na wolnym ogniu i szybko podbiegła do pokoju wypoczynkowego.
     Witold siedział na swoim krześle, z fajką zwisającą mu luźno w ustach. Lidia otarła czoło wierzchem lewej dłoni. Diament na jej obrączce błyszczał w ciepłym świetle lampki do czytania Witolda. Czy ten facet spał?
     – Witek?
Lidia weszła do środka, aby przyjrzeć mu się bliżej. Gazeta Witolda leżała otwarta na jego kolanach, a jego oczy również otwarte, wpatrywały się w jeden z jego głupich minimalistycznych obrazów na ścianie.
     – Witek? Śpisz z otwartymi oczami?
     – Co?
Witold oprzytomniał i spojrzał na swoją żonę. Jego oczy skupiły się na niej. Była ładną kobietą i z dnia na dzień wyglądała coraz atrakcyjniej. Jej obawy o przybieranie na wadze były wyraźnie nieuzasadnione. Jeśli już, to jej ciało wyglądało lepiej ostatnimi czasy. Nie była wątłą kobietą, którą poślubił, była bardziej kobiecą wersją siebie. Witold wyjął fajkę z ust i włożył ją do popielniczki na stoliku obok siebie.
     – Czy wiesz, kiedy Dawid wraca do domu?
Lidia patrzyła, jak oczy męża błądzą po jej ciele. Pomyślała, że prawdopodobnie będzie musiała obejrzeć ten program telewizyjny o ćwiczeniach, o którym opowiadała jej Sabina. Wyciągnęła zza fartucha ścierkę i wytarła nią ręce.
     – Co? Och...
Witold kilka razy zamrugał oczami. Dlaczego był taki oszołomiony?
     – Jesteś jego matką, powinnaś wiedzieć kiedy Dawid kończy lekcje.
     – Dziękuję, skarbie.
Lidia wsunęła ręcznik z powrotem za fartuch. Odwróciła się do wyjścia, ale spojrzała jeszcze raz na męża. Wzrok Witolda przeniósł się z powrotem na obraz, a jego usta znów się uchyliły. Pomyślała, że musiał mieć ciężki tydzień w pracy.
     Drzwi wejściowe trzasnęły, a głos Dawida rozbrzmiał:
     – Mamo, tato, jestem w domu.
     – Jesteśmy w salonie, kochanie. – powiedziała Lidia.
     Dawid wszedł do salonu.
     – Cześć, mamo. Cześć, tato.
     – Cześć Dawid, jak minął dzień?
Lidia normalnie ściskała go, kiedy wracał do domu, ale tego dnia nie chciała podchodzić zbyt blisko. Jej stopy nie poruszyły się na dywanie.
     Witold bez przerwy wpatrywał się w obraz.
     – W porządku.
Dawid rzucił plecak przy drzwiach do pokoju. Spojrzał na ojca siedzącego na krześle z opadniętą szczęką.
     – Co robi tata?
Coś w salonie ładnie pachniało i nie był to zapach pieczonego kurczaka wydobywający się z kuchni. Nagle Dawid dostał masywnego wzwodu. Biorąc pod uwagę, ile był wyższy,  jego krocze znajdowało się prawie na linii wzroku jego matki. Odwrócił się na bok, żeby to ukryć. Zdenerwowany i przygnębiony Dawid oblał się zimnym potem.
     – Odpoczywa, skarbie. Po prostu pozwólmy mu...
Lidia też coś wyczuła. Przez lata wyprała wystarczająco dużo ubrań Dawida, aby poznać zapach potu nastolatka. Zawsze uważała to za dość nieprzyjemne. Do teraz. Wzięła głęboki wdech. O nie. Jej pochwa od razu zalała jej bawełniane majtki. Instynktownie położyła ręce przed swoim kroczem, ale oczywiście ze spódnicą oraz fartuchem i tak nie było nic widać.
     – Więc ja… ja… muszę iść… do toalety. – powiedział Dawid.
Z każdym wdechem, który wciągał, przyjemność promieniowała z penisa Dawida. To był koszmar. Jego tata siedział kilka metrów od niego, a jego mama stała na przeciwko.
     – Ja też, Dawidzie.
Lidia potarła nogi.
     – Chodźmy razem. Dobrze?
Próbowała przybrać promienny uśmiech, pokazać swoje dołeczki i tak dalej. Musiała dołączyć do syna w tej łazience. Zapachy z kuchni przypominały, że jej obiad był na skraju katastrofy.
     – Pozwól mi tylko wyjąć kurczaka.
     – Muszę iść.
Dawid był zdezorientowany. Wbiegł po schodach.
     Witold najzwyczajniej w świecie nadal wpatrywał się w obraz.
     – A więc śliczna... – wymamrotał.
     – Przyjdę tam za sekundę.
Lidia szybko weszła do kuchni. Modliła się, żeby Dawid nie zamknął drzwi. Niezręcznie było się poruszać z przemoczonymi majtkami. Wyłączyła jeden palnik, potem kolejny. Następnie złapała parę rękawic kuchennych i wyjęła z piekarnika kurczaka w brytfannie. Posiłek był gotowy, ale i tak musiał poczekać. Położyła brytfannę na nierdzewnej części blatu. Następnie wytarła ręce w ścierkę do naczyń, rzuciła ją obok zlewu, wybiegła z kuchni i wbiegła na górę.
     – Dawid, kochanie, wchodzę.
Zapukała do drzwi łazienki i otworzyła je. Jej uroczy syn siedział na pokrywie toalety, pieszcząc oburącz swojego masywnego penisa.
     – O mój...
Zamknęła za sobą drzwi i zablokowała w nich zamek. Nie żeby to miało znaczenie. Witold prawdopodobnie wciąż wpatrywał się w swój głupi obraz.
     – Zamierzam... ci w tym pomóc.
Podeszła do niego, podwinęła pod siebie spódnicę i opadła na kolana.
     – Dobrze, mamo.
Dawid pocił się teraz obficie. Wiedział bardzo wyraźnie tylko jedną rzecz, musiał wsadzić żołądź w słodkie usteczka swojej matki. Puścił swojego penisa, by mogła przejąć kontrolę.
     – Boże w niebiosach...
Lidia spojrzała na potężne przyrodzenie szeroko otwartymi, niedowierzającymi oczyma. Położyła obok niego swoje małe ramię, żeby porównać rozmiar. Jego penis był dłuższy i grubszy niż jej przedramię.
     – Masz cudownego penisa, kochanie. Po prostu nie mogę uwierzyć, jakie jest wspaniały.
     – Dzięki, mamo.
Dawid był niecierpliwy.
     – Czy mogłabyś proszę?
     – Tak, oczywiście.
Jej różowe usta były rozchylone, policzki zarumienione. Jej czoło wciąż lśniło od potu.
     – Musisz mi wybaczyć.
Sięgnęła i chwyciła go oburącz. Jej drobne palce ścisnęły gąbczaste ciało.
     – Nigdy nie robiłam tego dla twojego ojca.
Zaczęła pieścić go, poruszając dłońmi w stałym rytmie. Pochyliła się i pocałowała głowę. Słony smak preejkulatu spoczął na jej języku i wysłał iskry do jej mózgu.
     – Nie robiłam tego dla żadnego mężczyzny.
Całowała go raz za razem. Wkrótce miała w ustach jego głowę i zaczęła nimi poruszać w górę i w dół, podczas gdy jej dłonie gładziły jego trzon. Podniosła oczy i zobaczyła szeroki uśmiech na twarzy syna. Sabina miała rację, mężczyźni potrzebowali po prostu namiętności i zaangażowania.
     – Oj, mamo.
Dawid obserwował, jak jego matka z uczuciem pieści jego kutasa. Łazienka wypełniła się odgłosami ssania i siorbania.
     – Jestem już blisko.
     – Mmmmmmmmmmm – powiedziała Lidia.
Ona tego chciała. Chciała tego bardziej niż czegokolwiek innego.
     – Och ... to już ... o ... to już...
Jaja Dawida opróżniały się strzał po strzale spermy wprost w oczekujące gardło jego mamy.
     – Ooooohhhhhmmmmmmggggghhhhhh...
Lidia próbowała to wszystko przełknąć. Światła błysnęły przed jej oczami, jej ciało się zatrzęsło. Przeżywała swój własny orgazm po połknięciu nasienia syna.
     – Oj, mamo.
Biodra Dawida podskakiwały. Jego jaja nie były jeszcze puste.
     Lidia nie mogła tego znieść. Odsunęła usta od jego penisa i opadła na tyłek na elegancką podłogę pokrytą czarno-białymi płytkami.
     Dawid chwycił swojego penisa i skierował go w jej stronę. Spryskał jej twarz, ładne blond włosy, schludnie wyprasowaną białą bluzkę i fartuch.
     Każda kropla, która dotknęła skóry Lidii, wywoływała nową falę ekstazy. Wiła się na podłodze, żałując, że prysznic spermy nie trwa wiecznie. Jej wąskie ramiona drżały, a biodra falowały, gdy przejął nad nią kontrolę kolejny orgazm.
     – Mamo?
Dawid skończył i puścił swojego penisa. Wstał i spojrzał na swoją wciąż wijącą się matkę.
     –  Wszystko… w porządku… Dawidzie – powiedziała Lidia łapiąc powietrze między słowami. – Ze mną wszystko w porządku.
     Dawida ogarnęło nagłe poczucie winy. Poczucie winy za to, co właśnie zrobili i za to, co nadal chciał jej robić.
     – W porządku.
Przeszedł nad nią i otworzył drzwi łazienki. Odwrócił się. Jego kutas niezgrabnie się kołysał, więc podciągnął spodnie z bieliznę do końca i wsunął go niewygodnie do środka.
     – Kolacja… – westchnęła Lidia. – ... będzie gotowa... za niedługo.
Jej ruchy uspokoiły się i leżała na podłodze w łazience z zamkniętymi oczami. Jej lewa ręka ścisnęła lewą pierś przez nasączony spermą fartuch. Prawą ręką ściskała ciasno fartuch nad pochwą.
     – Ale najpierw muszę posprzątać.
     Dawid zostawił ją, ociekającą spermą, na podłodze w łazience. Szybko wycofał się do swojego pokoju, jego umysł galopował.

***

     Wczesne wyniki były interesujące. Axcix przetworzyła dane, gdy tylko do niej dotarły. Z powodzeniem skojarzyła już kilka par. Był jednak pewien szkopuł. Wydawało się, że gatunek dominujący niechętnie rozmnażał się z członkami własnej rodziny. Jej twórcy natknęli się na ten problem już wcześniej z innym gatunkiem w Tau Ceti.
     Axcix dokonała kilka zmian w nanobotach. Podniosła współczynnik męskiej agresji o jeden koma trzydzieści dziewięć i powróciła do dalszego zbierania danych.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i science fiction, użyła 7155 słów i 41145 znaków, zaktualizowała 3 paź o 20:45. Tagi: #incest #syn #matka #obcy

3 komentarze

 
  • Piter24

    Super. Już nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów

  • Olf

    Suuuuper!

  • C10H12N2O

    @Olf Dziękuję!

  • Majkel705

    Fajnie , że wróciłaś z nowym tłumaczeniem

  • C10H12N2O

    @Majkel705 Ja też się cieszę ;)