Woda (V)

Woda (V)Tytuł oryginału: „Something in the Water”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Lidia siedziała na wygodnym krześle w jasnym, cichym zapleczu kościoła. Wzięła głęboki oddech. Była bezpieczna w domu Bożym. Powinna była przyjść do Niego wcześniej.
     Pastor Nowacki uważnie obserwował swoją parafiankę. Jej kłopoty nie były widoczne. Emanowała blaskiem. Kobieta wyglądała, jakby rano i wieczorem stała w świetle Pana.
     – Jaki rodzaj pokusy tak panią drażni, pani Rogowska?
     – Pokusa cielesna, pastorze Nowacki.
Czy grzechem było zatajenie całej prawdy przed przedstawicielem Boga? Linda przypuszczała, że wszystko jest w porządku, dopóki przedstawia podstawy problemu.
     – Mam bezbożne pragnienia.
     – Rozumiem.
Pastor Nowacki złożył ręce przed nosem. Siedział za dużym biurkiem, z papierami starannie ułożonymi w stosy po prawej stronie. Spojrzał ponad ramieniem Lidii i ujrzał otwarte drzwi do biura. Weszła jego dystyngowana żona Monika, a jej niebieska podomka wirowała wokół kostek. Na sukience luźny biały sweter chronił jej skromność.
     – Co się dzieje, kochanie?
     Lidia odwróciła głowę i zobaczyła Monikę Nowacką stojącą sztywno za nią, z rękami splecionymi z przodu. Była piękną brunetką o szerokim uśmiechu i łagodnych brązowych oczach. Nie zawsze ubierała się modnie, ale Lidia rozumiała, że jest skromną kobietą i Bóg hojnie ją obdarzył więc miała co ukrywać.
     – Cześć, Moniko. – Lidia uprzejmie skinęła głową.
     – Cześć, Lidio. – Monika kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko. – Chciałam tylko sprawdzić, czy nie chciałabyś może odrobiny wody?
     – Masz kawę?
Lidia przypuszczała, że Monika była może z pięć lub sześć centymetrów niższa od niej, żadna z nich nie była wysoką kobietą. Oczy Lidii zlustrowały żonę pastora. Monika mogła być naprawdę hojnie obdarzona przez naturę, ale Lidia nie mogła mieć co do tego pewności przez jej skromny, luźny ubiór. Następnie wzrok Lidii opadł na podłogę. Jak mogła mieć takie nieczyste myśli? Zwłaszcza w tym świętym miejscu.
     – Och, przepraszam. Nie mamy nic poza wodą.
Monika widziała zakłopotanie w oczach Lidii. Lidia wyglądała na wypoczętą i promienną, ale jako kobieta widziała niepokój, który ogarnął parafiankę. Najwyraźniej przeszkodziła im w trudnej rozmowie. Cóż, jej mąż doskonale radził sobie ze swoim stadem. On nad tym zapanuje.
     – Oczywiście. – Lidia skinęła głową. – Za wodę dziękuję.
     – Rozumiem.
Monika przeniosła wzrok z Lidii na miłe oblicze swojego męża.
     – Poza tym masz tu jeszcze jedną parafiankę. Jest w poczekalni.
     – Powiedz jej, żeby poczekała spokojnie. Pastor Nowacki opuścił ręce i sięgnął do szuflady biurka.
     – Nie zajmie nam to długo. Wiem, jak pomóc pani Rogowskiej.
     – Dobrze, kochanie.
Monika odwróciła się, wyszła z biura i delikatnie zamknęła za sobą drzwi.
     – Pokusę łatwo odpędzić… kiedy z Nim chodzimy.
Pastor Nowakowski wyciągnął z szuflady mały srebrny krzyżyk i podał go Lidii na dłoni.
     – Masz, weź to.
     Lidia pochyliła się i wzięła krzyż z jego ręki. Zacisnęła palce na małym, chłodnym przedmiocie i usiadła z powrotem z rękoma na kolanach.
     – Cokolwiek się stanie, wiedz, że ten krzyż jest świętym symbolem, które zło rozpozna i będzie się bać.
Twarz pastora Nowackiego emanowała pewnością siebie, od rysów szczęki do chłodu w jego brązowych oczach.
     – Wystarczy trzymać to przed sobą, gdy pojawi się diabelska pokusa, a zło uschnie jak winogrona na posolonej winorośli. Powiedz te słowa w kierunku fałszywych obietnic diabła: „Wysławiam Jego łaskę. Nie potrzebuję nieba, ale tego, co Bóg mi zapewnia. Dziękuję Ci, Jezu.”
     – Naprawdę?
Lidia uniosła brew, ale pewność siebie pastora przykuwała uwagę. Lidia powtórzyła słowa:
     – „Wysławiam Jego łaskę. Nie potrzebuję nieba, ale tego, co Bóg mi zapewnia. Dziękuję Ci, Jezu.”
     – Tak, dokładnie tak.
Pastor Nowacki spojrzał na zegar na ścianie.
     – W ostatnim czasie przychodzi do mnie sporo kobiet, które skarżą się na tę pokusę. Obarczam winą współczesną kulturę. Społeczeństwo zmaga się z rock and rollem, lubieżnymi filmami oraz inwazją lewactwa. Pan cię ochroni, moje dziecko.
     – Dziękuję.
Lidia skinęła głową, jej niebieskie oczy były rozpromienione i beztroskie. To zadziała.
     – I dziękuję ci, Boże.
     – Świetnie. Teraz do zobaczenia w niedzielę.
Pastor Nowakowski spojrzał na drzwi, jego przesłanie było jasne. Czas by wyszła.
     – Dziękuję, pastorze.
Lidia wstała i odwróciła się. Podeszła do drzwi, otworzyła je i wyszła do poczekalni. Spojrzała w lewo i oddech uwiązł jej w gardle. Znajdowała się tam Amanda Araszkiewicz. Matka bestii, która poprzedniego dnia tak poniżyła biedną Lidię.
     – Hm, cześć... Amando.
Puls Lidii bębnił jej w uszach.
     – Cześć, Lidio.
Amanda spojrzała na swoje wysokie obcasy.
     – Dobrze, więc do widzenia.
Lidia pospiesznie odeszła. Dziwne, zwykle Amanda była taka rozmowna. Może Bóg już wyciągał Lidię z niewygodnych sytuacji. Lidia mocno ściskała krzyż w lewej dłoni. „Dziękuję ci, Jezu.”

***

     W małym pokoju bez okien, za salą gimnastyczną w szkole średniej, Mariusz i Dominika Fogiel przeprowadzali przesłuchania uczniów ostatniej klasy. Pierwsze dwa wywiady, jeden z dziewczyną i jeden z chłopcem, nie przykuły uwagi śledczych. Trzeci wydawał się bardziej ekscytujący.
     – Jak masz na imię i ile masz lat, młody człowieku?
Mariusz zapisywał notatki na kartkach. Siedzieli przy prostokątnym aluminiowym stole. Mariusz wraz z Dominiką siedzieli obok siebie, członek szkolnej drużyny koszykówki zajmował krzesło po drugiej stronie stołu.
     – Krystian Sumiński i mam osiemnaście lat.
Krystian nie zawracał sobie głowy patrzeniem na Mariusza. Jego zainteresowanie skupiało się na Dominice. Była ładną kobietą z rudymi włosami zaczesanymi do tyłu i piegami na zadartym nosie oraz policzkach.
     – Jesteś w drużynie koszykówki?
Dominika spojrzała na odsłonięte ramiona chłopca, zakryte jedynie ramiączkami jego koszulki do koszykówki. Jego blada skóra lśniła od potu. Wyciągnęli go z lekcji wychowania fizycznego.
     – Ja... um... um... um...
Coś było nie tak. Dominika poprawiła okulary na nosie i złączyła nogi. Coś było nie tak z jej pochwą? I nagle poczuła motyle w brzuchu.
     – Tak, jestem w drużynie. – Krystian uśmiechnął się. – Czy coś jest z nią nie tak?
     Dominika kilka razy otwierała i zamykała usta. Przyłożyła rękę do piersi i poczuła, jak unosi się jej klatka piersiowa. Nagle potrzebowała więcej powietrza.
     – Moja żona zamierzała powiedzieć…
Mariusz też czuł się dziwnie. Świat stał się niewyraźny, prawie jak oglądany przez falującą wodę. Markowi nie podobał się sposób, w jaki ten chłopak patrzył na Dominikę. Szybko zdał sobie sprawę, jak czuje się ofiara zaskoczona przez drapieżnika. Walka lub ucieczka powinny się rozpocząć. Ale tak się nie stało. Zamiast tego jego pióro zbliżyło się do papieru i zaczęło pisać z własnej woli, bardzo powoli. Pisał w kółko „walcz lub uciekaj, walcz lub uciekaj, walcz lub uciekaj”, zapełniając całą stronę.
     – Co z nim nie tak?
Krystian patrzył, jak starszy gość bezmyślnie gryzmoli w swoim notatniku. Spojrzał z powrotem na Dominikę.
     – Powiedz, panno Fogiel, zgadza się? Jesteś naprawdę ładna.
     – Pani Fogiel.
Dominika była przerażona. Nie miała pojęcia, co się dzieje z nią czy z jej mężem. Mariusz, człowiek czynu, nagle znieruchomiał. Niespodziewanie zalał ją zimny pot.
     – Jesteś naprawdę ładna.
Krystian wstał, ściągnął koszulkę do koszykówki i rzucił ją na stół. Wskazał palcem na swoje szorty.
     – Widzisz moja damo to tipi? Mam tam wściekłego indianina, którego chcę ci pokazać.
     – Nie.
Dominika obiema rękoma chwyciła krawędź stołu, jej knykcie pobielały. Cokolwiek miał w szortach, było ogromne.
     – Usiądź młody człowieku.
Ale nie chciała, żeby siadał. Chciała zobaczyć, co może skrywać tak wielkie tipi. Nienawidziła siebie za to, ale chciała zobaczyć jego wściekłego indianina.
     – Oto i on.
Krystian ściągnął szorty wraz z bielizną do kostek. Wypuścił z ukrycia swojego gigantycznego kutasa.
     – O nie.
Dominika złapała Mariusza za ramię i potrząsnęła nim. Zacisnęła dłoń na jego szarej marynarce.
     – Mój panie! Mój panie! Potrzebuję cię!
     – Cholera, moja droga. On nie jest twoim panem. – Krystian chwycił swojego penisa i pogłaskał go oburącz. – On nim jest.
     – Nie.
Dominika wstała z krzesła. Potrzebowała całej siły woli, żeby nie podbiec do młodego koszykarza.
     – Mariusz?
Pociągnęła męża na nogi. Wstał, ale nie wykonał żadnego innego ruchu.
     – Musimy iść.
     – Nie możesz iść.
Krystian zrobił krok wokół stołu, ale zaplątał się we własnej bieliźnie i szortach wokół kostek.
     – Nie miałem żadnej cipki od zeszłej nocy. Teraz potrzebuję naprawdę dużo seksu.
     – Nie, dzięki.
Dominika ruszyła do drzwi, ciągnąc za sobą męża, który za nią podążał.
     – Czekaj.
Krystian sięgnął za nią, ale jego rozpostarte palce przeleciały o włos od ślicznych rudych włosów.
     – Poczekaj chwilę.
     – Pospiesz się, Mariusz.
Dominika dotarła do drzwi, otworzyła je i wyciągnęła ze sobą męża z pomieszczenia.
     – Proszę.
Zostawiła wszystkie notatki i sprzęt razem z tym okropnym chłopcem.
     Zanim znaleźli się na świeżym powietrzu, mgła w mózgu Mariusza zaczęła ustępować.
     – Co się stało, Dominiko?
     – Powiem ci, kiedy będziemy bezpieczni.
Dominika wepchnęła go do samochodu.
     – Bezpieczni przed czym?
Mariusz nie mógł sobie przypomnieć, w jaki sposób opuścił szkołę.
     –  Coś się tu dzieje, Mariusz.
Dominika okrążyła samochód, otworzyła drzwi i usiadła na siedzeniu kierowcy.
     – Znaleźliśmy zło w Pilchowie.
     – Kapitalnie.
Mariusz potrząsnął głową, żeby oczyścić umysł.
     – Na to właśnie czekaliśmy. Zamknął drzwi. Teraz, gdy był zamknięty w tej małej przestrzeni ze swoją żoną, poczuł, że jego umysł zaczyna odpływać. Pachniało tam jakimiś starym wspomnieniem. Rzeczy, które dawno minęły, teraz ponownie go wzywały.
     – Mariusz?
Dominika uruchomiła samochód i wrzuciła bieg wsteczny.
     – Mariusz?
Spojrzała na swojego męża, ale on znowu był nieobecny.
     – Nie martw się, kochanie. Odwiozę cię z powrotem do hotelu. Wrzuciła bieg i wyjechała z parkingu. Zabrała go z powrotem do wynajętego pokoju, położyła Mariusza do łóżka i usiadła na krześle obok niego, gdy chrapał. Powinni byli opuścić Pilchowo dawno temu.

***

     Po wizycie u pastora Nowackiego w piątkowy poranek, Amanda udała się do jubilera w pobliskim mieście. Kupiła łańcuszek do krzyża, który dał jej pastor. Chciała, żeby symbol ochronny był blisko jej serca. Powiesiła go na szyi, a on wtulił się w jej dekolt. Następnie myśląc o swoich piersiach ruszyła do sklepu z z bielizną.
     Sprzedawczyni ją zmierzyła. Ku przerażeniu Amandy przeszła z rozmiaru 30B do 32D. Sprzedawczyni powiedziała, że miała szczęście, bo kończyły im się większe rozmiary staników. Amanda kupiła cztery biustonosze. Potem kupiła sobie trzy nowe podomki, wszystkie o dwa rozmiary większe niż te, które nosiła wcześniej.
     Gdyby tylko dziwne rzeczy w jej życiu ograniczały się do rozmiaru jej biustu. Zrobiła ze swoim synem coś strasznego i musiała mu to wynagrodzić. Musiała wynagrodzić to także swojemu mężowi Ireneuszowi. Nawet jeśli nie był tego świadomy, skrzywdziła go w straszny sposób.
     Amanda zjadła obfity posiłek na mieście. Potem pojechała do domu, posprzątała i zabrała się do pieczenia. Planowała przygotować ciasto czekoladowe dla Roberta, aby mógł się nim rozkoszować, kiedy wróci do domu ze szkoły. Potem mogliby przedyskutować ten okropny incydent po zjedzeniu ciasta.
     Włożyła nową, zieloną podomkę i jeden z wygodnych biustonoszy. Od tygodni nie była tak wygodnie ubrana. Dzień dobrze się rozpoczął. Teraz tylko chciała, aby również dobrze się skończył.

***

     Robert pędził na rowerze do domu po szkole. Kilka minut wcześniej Patryk poprosił go o pomoc w rozwikłaniu jego głupich tajemnic, ale Robert nie mógł się tym przejmować. Roześmiał się, życzył Patrykowi szczęścia i pobiegł po swój rower. Robert chciał zobaczyć, jak daleko może posunąć się z mamą.
     Punktem zwrotnym dla Roberta był przypadek. Chciał tylko trochę podniecić swoją mamę, ale zamiast tego Amanda sprawiła, że eksplodował. To, co zrobił z mamą, było złe. To, co zrobił z panią Radziszewską i panią Rogowską, było złe. Robert o tym wiedział i nie obchodziło go to zbytnio. Potrzebował więcej. Dużo więcej.
     Robert niedbale wrzucił swój rower do garażu. Skakał w górę i w dół aż do drzwi frontowych. Był spocony, ale chciał się upewnić. Otworzył drzwi i zatrzasnął je. Oczekiwanie go wykańczało. Coś ładnie pachniało. Jego mama piekła. Rzucił plecak na podłogę, zrzucił buty i wyszedł na korytarz.
     – Jestem w domu, mamo.
     – W kuchni, Robercie. Serce Amandy przyspieszyło. Jak mogła być tak zdenerwowana, widząc swojego słodkiego, kochanego chłopca? Wygładziła fartuch i sprawdziła piekarnik. Jeszcze kilka minut. Robert musiał po prostu uzbroić się w cierpliwość.
     – Cześć, mamo.
Robert wszedł do kuchni i stanął przed Amandą. Zdjął kurtkę i upuścił ją na podłogę.
     – Teraz, Robercie, wiesz, że będę musiała to podnieść. Amanda podeszła do kurtki, ale nagle  się zatrzymała.
     – Jesteś… taki spocony… Robercie.
Czuła znowu ten zapach. To był Robert, ale też coś głębokiego, mrocznego i prymitywnego jak u jaskiniowca. Znowu była mokra, o niebiosa. Złożyła razem drżące nogi.
     – Wysławiam… Jego łaskę… Nie potrzebuję nieba… ale to, co Bóg… zapewnia. Dziękuję… Jezu – wyszeptała.
     – Co, mamo? – Robert przekrzywił głowę.
     – Jesteś cały... spocony, kochanie.
Amanda próbowała oczyścić głowę. Wczorajszy prysznic przywrócił ją do równowagi. Musi zrobić to ponownie.
     – Ruszaj pod prysznic.
     – Dobra.
Robert odwrócił się i pobiegł na górę. Wszedł do różowej łazienki i ściągnął spodnie, skarpetki oraz bieliznę. Nie miał zamiaru wchodzić pod prysznic, ale łazienka zapewniała prywatność, bliskość i szansę na zdjęcie z niej sukienki. Zdjął i rzucił w kąt sweter i podkoszulek.
     Amanda wyjęła ciasto z piekarnika i położyła je na blacie. Następnie poszła za synem po schodach. Słyszała, jak rozbiera się w łazience. Dobrze, że pomyślała o prysznicu. W ten właśnie sposób musiał jej pomóc Bóg, wkładając do jej głowy konstruktywne pomysły.
     – Teraz, po prostu cię dorwiemy… ojej. Prawie zapomniałam…
Kiedy weszła do łazienki, została potraktowana szokującym widokiem. Robert był już nagi, jego pulchny brzuszek zwisał. Jego ohydny penis tak twardy, jak to tylko możliwe, wystawał prosto z jego ciała z wieloma żyłami i guzowatą, ciemną głową. Jego przejrzałe jądra zwisały między nogami.
     – Po prostu zapomniałam, że tak bardzo różnisz się… od innych mężczyzn.
     – Sekunda.
Robert odwrócił się i wszedł pod prysznic, ukazując Amandzie swój blady, biały tyłek. Z prysznica spływała zimna woda. Robert odwrócił się do swojej mamy.
     – Ostatnim razem zmoczyłaś swoje ubrania. Dlaczego nie zdejmiesz sukienki?
Nie miał zamiaru się myć, więc nie zawracał sobie głowy odkręcaniem ciepłej wody.
     – Tak...
Amanda nie mogła oderwać oczu od tego potwornego penisa. Jak coś takiego mogło należeć do jej słodkiego Roberta?
     – Dobry pomysł, kochanie.
Amanda rozwiązała fartuch z tyłu i ściągnęła go przez głowę po czym upuściła go na różowe płytki. Sięgnęła w dół, ściągnęła przez głowę nową sukienkę, a potem rzuciła ją na fartuch.
     – Będziemy potrzebowali trochę prywatności.
Zamknęła drzwi łazienki i zablokowała w nich zamek. Nie mogła pozwolić, by Anita wróciła do domu i znalazła ją półnagą, myjącą Roberta pod prysznicem.
     – Naprawdę ładnie wyglądasz, mamo.
Robert sięgnął w dół i pogładził swojego penisa prawą ręką. Jego wzrok wędrował po jej ciele. Jej białe majtki były poplamione wilgocią w kroku, a biały stanik podtrzymywał piersi, które do niedawna się w nim się nie mieściły.
     – Przestań go dotykać, kochanie. Po prostu cię umyjemy.
Amanda próbowała odwrócić wzrok od penisa, ale nie mogła tego zrobić. Taki prymitywny instrument. Tak inny od jego ojca. Potrząsnęła głową i próbując oczyścić myśli.
     – Wysławiam Jego łaskę. Nie potrzebuję nieba… ale tego, co Bóg zapewnia. Dziękuję Ci, Jezu.
     –  Ciągle to powtarzasz. Co ci to daje?
Wciąż głaszcząc swojego penisa, Robert zbliżył się o krok do matki. Ojciec Roberta nie spędzał ze swoim synem czasu. Ireneusz uważał, że jest taki ważny, nie pozwalał Robertowi siadać w swoim fotelu, czytać jego książek, ani prowadzić samochodu. No cóż, pomyślał Robert, zgadnij co, tato. Zamierzam zająć należne mi miejsce. Zbliżył się o kolejny krok.
     – To coś, co pastor Nowacki chciał, żebym mówiła.
Amanda opadła na kolana. Przypomniała sobie, co zrobiły z nią płyny jej syna. Czy znów go posmakuje?
     – Wysławiam Jego łaskę. Potrzebuję...
     – Wystarczy, mamo.
Robert zrobił ostatni krok po różowych płytkach. Wziął swojego penisa w rękę i delikatnie uderzył ją nim w policzek.
     Pozwoliła mu na to. Wydała cichy dźwięk mlaśnięcia.
     – Musisz ssać mojego fiuta.
Robert położył kutasa na jej ślicznych ustach.
     – Dobrze, kochanie.
Otworzyła usta i wpuściła go. Smak preejakulatu uderzył ją w język i całe jej ciało zadrżało przez krótką chwilę. To było niebo na Ziemi. Nie wiedziała jak, ale chciała wziąć go całego do gardła.
     – Gggggggkkkkkgggghhhh...
Zakneblowała się jego potwornym przyrodzeniem.
     – Och, mamo.
Robert położył obie ręce z tyłu jej głowy.
     – Wyglądasz tak wspaniale.
Wsunął się głębiej w jej usta.
     Amanda napięła się i położyła dłonie na biodrach Roberta, mocno na nie napierając. Jej oczy zaszły łzami. Czuła się atakowana. Znowu się zakrztusiła, ale potem kolejna porcja preejakulatu spłynęła wprost do jej gardła. Amandę ogarnęło nagłe odprężenie. Zdała sobie sprawę, że może po prostu go wziąć głębiej. Mogła pozwolić swojemu niegdyś łagodnemu synowi postawić na swoim. Mięśnie jej pleców i szyi rozluźniły się. Pozwoliła mu wcisnąć się do końca i tak po prostu jej nos odbił się od jego podbrzusza. Jej ciało wypełniło uczucie poddania się i akceptacji, a kutas jej syna wypełnił jej gardło. Jej głowa wykonywała długie, płynne ruchy w przód i w tył. Nigdy by nie pomyślała, że jakakolwiek kobieta jest w stanie zrobić coś takiego, a najmniej ona sama.
     – O mój Boże.
Robert patrzył z szeroko otwartymi oczyma, jak jego mama raz po raz pochłaniała go całego do swych ust.
     – Zostałaś… uh… uh… do tego stworzona.
     Tak, była. Boże w niebiosach, została stworzona, by przyjmować to wielkie narzędzie.
     – Hhhhhmmmmmmggghhhh... – przytaknęła Amanda.
     – Oto nadchodzi.
Robert przycisnął jej głowę do swego podbrzusza, chwytając za jej ciemne, jedwabiste włosy. Wtulił się w nią.
     – Aaaaaahhhhhhh...
To był jego najlepszy orgazm.
     Amanda przyjęła całe jego nasienie w głąb gardła, tak jakby robiła to przez całe życie. Jej ciało zadrżało i zaczęło się trząść. Doszła w momencie, gdy jej syn napełnił jej żołądek swoim magicznym nasieniem. Upadłaby na posadzkę, ale została przyszpilona przez penisa tkwiącego w jej gardle i dłonie za głową.
          – Super...
Kiedy Robert skończył, puścił ją i jego penis wyślizgnął się z jej ust. Spojrzał w dół na jej bladą twarz, gdy sperma spływała po jej podbródku.
     – Jeszcze nie skończyliśmy – wysapał Robert.
     Ledwo przytomna Amanda poczuła na sobie ręce. Została podciągnięta z podłogi i postawiona na nogi. Chwyciła umywalkę dla podparcia i pochyliła się do przodu. Poczuła, jak jej syn ściąga jej majtki i wyszła z nich wciąż oszołomiona. Chociaż nigdy nie uprawiała seksu na stojąco, mogła się domyślić, co nadchodzi.
     – Prezerwatywy… Robercie.
Spojrzała na swoje palce, mocno ściskające różową porcelanę. Nie chciała spojrzeć w górę i zobaczyć siebie w lustrze. Nie chciała zobaczyć, kim się stała.
     – Myślisz, że by pasowały, mamo? Założę się, że tata ma małego.
Uderzył swoim wciąż twardym kutasem w jej prawy pośladek i obserwował rozchodzące się po nim fale. Krągłość i jędrność jej tyłka doprowadzały go do szaleństwa. Jego masa była czymś co można było zaobserwować.
     – Czy to prawda? Czy on jest tam malutki?
     – Nie mogę uwierzyć…
Wciąż spoglądając w dół, Amanda skinęła głową.
     – Tak. Nie wiedziałam o tym... do niedawna. Ale twój ojciec... ma małego.
     – Tak też myślałem.
Uderzył swoim ciężkim kutasem w jej lewy pośladek.
     – Teraz go włóż.
     – Dobrze, kochanie.
Sięgnęła za siebie i lewą ręką złapała penisa syna.
     – Ale bądź delikatny... i nie spuszczaj się wewnątrz... mnieeeeee
W chwili, gdy ustawiła go w jednej linii ze swoją cipką, Robert wepchnął go do środka. Poczuła się jakby była rozdzierana na pół. Dzięki Bogu była taka mokra.
          – Deeeeeliiikatnieee... – powiedziała Amanda przez zaciśnięte zęby.
     – To jest... zajebista... cipka, mamo.
Robert chwycił ją za szerokie biodra i pchnął do środka, po czym wyciągnął go niemal całego na zewnątrz. Jej cipka wydała cichy chlupot. Po kilku pchnięciach był w niej w całości.
     Kilka minut później Amanda w końcu podniosła wzrok. W lustrze zobaczyła oszalałą kobietę o ciemnych włosach, cofającą biodra przy każdym pchnięciu chłopca za nią. Jego nasienie przyschło na jej podbródku. Krzyżyk na jej dekolcie podskakiwał w przód i w tył, zwisając pod szyją. Jej nowe piersi trzęsły się w jej nowym biustonoszu, podskakując szaleńczo za każdym razem, gdy wbijał się w nią do końca. Tak głęboko. Chrząknęła jak zwierzę i spojrzała przez ramię. Jej syn miał szaleństwo w oczach, wpatrując się w jej tyłek. Pot spływał mu po czole. Czuła się, jakby rzeczywiście były dzikimi zwierzętami.
     – Co powiedział… uch… uch… pastor… co ci powiedział?
Robert widział białą pianę z cipki swojej mamy na swoim penisie przy każdym wyciągnięciu.
     – Wysławiam… Jego łaskę… Nie potrzebuję nieba… ale to, co Bóg… zapewnia. Dziękuję… Jezu.
Amanda ledwo mogła wydobyć z siebie słowa. Spojrzała z powrotem na szaloną kobietę w lustrze. W całym swoim życiu nigdy nie była tak zniewolona przez przyjemność. Chciała, żeby ten akt trwał wiecznie.
     – Dobra...
Robert obserwował twarz Amandy w lustrze. Widział ekstazę i utratę kontroli wyryte na jej ładnych rysach.
     – Teraz powiedz to... zamiast tego. „Chwalę... ach... kutasa mojego syna. Nie potrzebuję nieba... ale to, co Robert... zapewnia mojej cipce. Dziękuję... Jezu.”
     – Nie. – Amanda pokręciła głową.  – Ooooochhhhhhhhh... – Jej pochwa skurczyła się na jego penisie. Dopadł ją najintensywniejszy dotychczas orgazm.
     – Powiedz to.
Robert walił ją mocniej długimi, morderczymi uderzeniami. Widział, jak małe mięśnie jej pleców pod paskiem stanika napinają się za każdym razem, gdy uderzał w dno jej pochwy.
     Amanda przygotowała się na wszystko. Kiedy doszła do siebie po orgazmie, wiedziała, że nie może odmówić synowi niczego. Jak stał się w tym tak dobry? Jak przeżyła całe życie, nie wiedząc, jak może wyglądać seks?
     – O mój Boże, Robercie. Powiem to.
Kim była ta kobieta w lustrze?
     – Wychwalam penisa mojego syna… uh… uh… uh… Nie potrzebuję nieba… oooohhhhh… ale to co Robert… zapewnia mojej pochwie. Dziękuję… Jezu.
     – Kutas i cipka, mamo. – Robert patrzył, jak jego matka się poddaje. – Powiedz kutas i cipka.
     – Potrzebuję... kutasa... kutasa... kutasa... potrzebuję... nie ma nieba... ale to co ty... zapewniasz mojej cipce... Robercie. O, słodki Jezu.
I z tymi słowami, nowa, intensywna błogość przepłynęła przez jej ciało, gdy Robert uwolnił potok spermy w jej cipce. Kiedy przeszedł przez nią ogromny orgazm, już wiedziała, że jest jego.
     Oboje wciąż starali się uspokoić oddech kilka minut później, kiedy Robert wyszedł z niej, odwrócił ją i posadził na krawędzi zlewu. Wstał na palcach i wbił kutasa w jej cipkę. To był pierwszy raz, kiedy sam włożył go w kobietę bez żadnych kłopotów. Amanda pisnęła, nie mogąc pojąć, że mężczyzna może chcieć spuścić się w niej trzeci raz z rzędu.
     Robert wtulił twarz w jej okrytych stanikiem piersiach i zaczął powoli, miarowo ją posuwać.
     – Mamo? Mamo, gdzie jesteś? – Głos Anity wdarł się przez drzwi.
     Amanda gorączkowo próbowała napierać na ramiona Roberta.
     – Musimy się zatrzymać.
     – Nie ma mowy.
Robert utrzymywał powolne, stałe tempo. Chwycił górną część jej tyłka i pociągnął ją do przodu, by sprostała jego pchnięciom. Spojrzał na jej wykrzywioną twarz.
     – Dobra. –  Pokonana spojrzała w jego brązowe oczy. – Ale bądź cicho.
     – Pewnie. – Ukrył twarz z powrotem w jej dekolcie i zajął się swoimi sprawami.
     –  Jestem tutaj, kochanie –  zawołała Amanda przez drzwi. – Biorę prysznic.
     – Cześć, mamo. – Głos Anity dobiegł prosto z korytarza. – Wychodzę z Bartkiem.
     – Dobrze...
Amanda skrzywiła się, gdy poczuła, jak penis Roberta rozpycha wnętrzności w jej brzuchu.
     – Do zobaczenia później. – Głos Anity ucichł, gdy zbiegła po schodach.
     – Pa!
Amanda zamknęła oczy i pozwoliła Robertowi robić, co mu się podobało.
     – Powiedz to, mamo.
Robert wbił się do jej wnętrza i zatrzymał tam swojego penisa. Czuł, jak cipka mamy ściska jego przyrodzenie.
     – Twój kutas... to niebo... w mojej cipce. – Amanda objęła ramionami chłopca. – Dziękuję ci, Jezu.
     – Dobre...
Robert wyszedł z niej prawie do końca i wbił się do końca. Kontrolował ją rękoma. Zdominował ją swoimi słowami i opętał ją swoim kutasem.
     – Nie mogę uwierzyć... nie chciałem cię pieprzyć... na początku. Jesteś najlepszą... uh... uh... moją cipką jak dotychczas.
     – Och, nie. Robert, ty… nie.
Oczy Amandy rozszerzyły się. Spojrzała na jego rozczochrane, brązowe włosy. Krzyż leżał na jej piersi, tuż nad jego czołem. W tej sytuacji był mniej więcej takim samym draniem jak jego ojciec. To była straszna myśl, że Robert zrobił to innym kobietom. Ale ta myśl sprawiła, że dopadł ją kolejny orgazm.
     Przez kolejną godzinę uprawiali seks w łazience. Po tym, jak ponownie doszedł, Robert odkręcił gorącą wodę i wzięli razem prysznic, zmywając cały pot i spermę ze swoich ciał.
     Z głodu zeszli na dół i razem zajęli się ciastem czekoladowym. Amanda następnie zabrała się za przygotowywanie obiadu dla swojej rodziny, ale Robert powiedział, że czuje się śpiący i poszedł spać przed osiemnastą.
     Amanda podała Ireneuszowi odgrzewaną kolację, kiedy wrócił do domu później tego wieczoru. Potem zabrała go do ich sypialni, by wypełnić swoje małżeńskie obowiązki. Niestety, była tak rozciągnięta przez Roberta, że ledwo czuła swojego męża. Skomentował, jaka luźna była tam na dole, spuścił się, przewrócił na bok i poszedł spać. Amanda leżała w łóżku obok chrapiącego męża, wpatrując się w sufit.

***

     Axcix wysyłała do wody wokół siebie wibracje świadczące o jej dobrym humorze. Od jakiegoś czasu zastanawiała się nad obcymi. Wydawało się, że wiedzą coś o niej oraz o jej metodach. To było dość... nieoczekiwane.
     Aby rozwiązać ten problem, sama musiałaby zrobić coś nieoczekiwanego. Do swojej dyspozycji miała tylko dominujący gatunek. Jej twórcy jasno się wyrazili, nie mogła zagrozić eksperymentowi działając bezpośrednio. Nawet by wyeliminować zagrożenie.
     Odpowiedź była zawarta w samym problemie. Mogła wykorzystać obiekty eksperymentu. Dominujący gatunek był jedynym ssakiem, który miał stale powiększone piersi, co jest jedną z wielu dziwnych anomalii ewolucji na tej planecie. Axcix powiększyła kobiece piersi, by zwabić nimi mężczyzn. Ale co, jeśli użyje ich nieco inaczej. Zaczęła pracować, programując swoje nanoboty. Tak duże, soczyste wymiona mogą się przydać na wiele innych sposobów. Twórcy zapewne to zrozumieją.
     Niebezpieczni przybysze podjęli środki ostrożności w stosunku do jedzenia i picia wody oraz unikali młodych miejscowych samców. Przystosowali się do eksperymentu. Ale nie mogli zdawać sobie sprawy, że eksperyment może się dostosować do nich.

***

     W sobotni poranek Mariusz i Dominika Fogiel wciąż dochodzili do siebie po szoku jaki przeżyli w czasie rozmów w liceum.
     Mariusz leżał w łóżku, wdzięczny za dobry wypoczynek.
     – I pamiętasz to wszystko?
Mariusz nie mógł sobie przypomnieć kluczowych momentów z poprzedniego dnia. Mniej więcej po minucie lub dwóch po trzecim wywiadzie umysł Mariusza odpłynął w przyjemną fantazję o robieniu notatek.
     – Pamiętam każdą przerażającą sekundę. Odpłynąłeś dalej niż Sputnik, a  ten chłopak stał się wzburzony i agresywny.
Dominika nie miała serca powiedzieć mężowi, że była wtedy podniecona seksualnie. Może bardziej niż w jakimkolwiek chwili przez cały okres trwania ich małżeństwa. Wydostanie się z tego małego pokoju wymagało od niej ogromnej siły woli.
     – Zrzucił szorty i wystawił na widok swoje… przyrodzenie… tuż przed nami.
     – To bardzo dziwne.
Mariusz leżał na wznak na łóżku, wciąż będąc w piżamie.
     – Dobrze zrobiłaś, wydostając nas stamtąd.
     – Oczywiście, że tak.
Dominika siedziała na wygodnym fotelu przy łóżku, również jeszcze w piżamie. Pochyliła się i przyglądała Mariuszowi uważnie, zaciskając usta i ściągając brwi.
     – Mariusz, musimy opuścić tą miejscowość. Czym prędzej tym lepiej.
     – Nie. – Mariusz potrząsnął głową i potarł zarost na brodzie. – Nie możemy tego zostawić. –  Odwrócił głowę na poduszce i spojrzał na nią. – Moja pani, musimy zbadać to dogłębniej.
     – To nie jest zabawa, Mariusz.
Duże zielone oczy Dominiki, za czarnymi oprawkami okularów, były ostre i przenikliwe.
     – Wiem. To pogłębianie wiedzy naukowej. – Mariusz usiadł i oparł głowę o wezgłowie. – Zostaniemy przynajmniej do poniedziałku, gdy spotkamy tego dzieciaka Langiewiczów. Obserwuje dla nas miasto, gdy my teraz rozmawiamy. Jeśli nadal chcesz odejść po tym wszystkim, możemy wrócić do tego pomysłu później i po prostu wyjechać.
     – W porządku... – Dominika skrzyżowała ręce na piersi. – ...mój panie. – Jej usta zacisnęły się w cienką linię.
     – I jeszcze jedno. – Oczy Mariusza lśniły szczerością. – Jeśli zdarzy mi się wpaść w kolejny trans, chciałbym, żebyś zostawiła mnie w bezpiecznym miejscu.
     – Zostawić cię? – Policzki Dominiki zbladły.
     – Jeśli nie będziesz zaczepiana lub w jakiś inny sposób nie znajdziesz się w niebezpieczeństwie. – Mariusz powoli skinął głową. – Chciałbym, żebyś mnie opuściła i zbadała to dalej. Stan podobny do transu jest najprawdopodobniej związany z jakimś innym wydarzeniem w schemacie... tej anomalii. – Pokiwał głową. – Obiecuję, że jeśli to zrobisz i odkryjemy coś ciekawego, będę zadowolony z naszego dochodzenia i możemy opuścić Pilchowo. Zgoda? To jedyna w życiu okazja. Nie możemy pozwolić, by doktor Kobylińska zdobyła wszystkie zasługi.
     – Nie podoba mi się to – powiedziała Dominika. – Ale jeśli nie będzie niebezpiecznie, a ty… nie odpowiesz, przyjrzę się temu bliżej.
     – Dziękuję, moja pani. – Mariusz podsunął się do krawędzi łóżka. – A co powiesz na jakieś śniadanie?
     Dominika skinęła głową. Była bardzo głodna.

***

     Amanda cały ranek krzątała się w kuchni. Zrobiła śniadanie dla Anity i Ireneusza, ale Robert na nie zaspał. To, co zrobił jej Robert w różowej łazience na piętrze, było jak nie z tego świata. Udało mu się pociągnąć za spust w jej mózgu. Kiedy wyciągała z szafek składniki na ciastka, jej umysł odtwarzał w kółko wielogodzinną scenę w jej głowie. Takie narzędzie, jakie posiadał Robert, nadawało się do ujarzmienia dzikiej bestii, a nie drobnej matki i żony, a jednak to przyjęła. Przyjęła każdy jeden centymetr w głąb swojego gardła i pochwy... i podziękował za to Jezusowi.
     Krzyż okazał się porażką, ale trzymała go na szyi. Nie po to, by ochronić się przed kolejnymi zalotami syna, ale dlatego, że przypominał jej o widoku samej siebie w lustrze. Przyglądała się szalonej, pomrukującej kobiecie z szeroko otwartymi oczami, zaciśniętymi zębami i ciemnymi włosami. Miała poplamioną nasieniem syna twarz. Jej okrągłe piersi podskakiwały w górę i w dół pod stanikiem, a srebrny krzyż kołysał się, zwisając z jej szyi. Amanda zadrżała na myśl o tym wszystkim i podeszła do piekarnika. Przekręciła pokrętło i zaczęła go nagrzewać. Kochała swojego męża, a ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było złamanie przysięgi małżeńskiej. Ponownie.
     Nie. Amanda pokręciła głową, podchodząc z powrotem do blatu i wsypując mąkę do miski. Mimo, że kochała swojego męża, ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było życie bez ponownego wypełnienia swego wnętrza potwornym przyrodzeniem Roberta. Jej ciało tego pragnęło. Za pomocą łopatki Amanda zakończyła mieszanie suchych składników.
     – Ireneuszu, kochanie. Jesteś tutaj? – Amanda zawołała donośnym głosem.
     – Jestem w gabinecie, kochanie. – Głos jej męża niósł się po całym domu.
     – Niech to diabli – szepnęła pod nosem.
Czasami w sobotnie poranki wymykał się do pracy. Amanda chciała, żeby wyszedł z domu.
     – Anita, kochanie? – Zawołała Amanda.
     – Jestem, mamo. – Anita weszła do kuchni. – Ale zaraz wyjeżdżam. Bartek Kaczmarczyk zaraz po mnie przyjedzie.
Anita była ubrana w jedną ze swoich zwiewnych spódniczek. Powyżej miała na sobie skromną zieloną bluzkę i zieloną opaskę, aby okiełznać fale swoich brązowych włosów.
     – Cóż, ładnie wyglądasz.
Amanda odłożyła łopatkę i wytarła ręce w fartuch.
     – Ostatnio często widujesz się z chłopcem Kaczmarczyków.
Odwiązała fartuch i ściągnęła go przez głowę. Obecność jedynie Ireneusza w domu było wystarczająco dobra, a ciasteczka musiały poczekać. Przetoczyła się przez nią fala podniecenia z oczekiwania. Położyła fartuch na blacie.
     – Posuwamy się powoli do przodu, mamo.
Anita spojrzała na mamę zaskoczona. Wyglądała na rozkojarzoną i nieco zmęczoną. Wyglądała też trochę spoconą.
     – Dobrze, Anitko. – Amanda podeszła do córki i pchnęła ją w kierunku drzwi wyjściowych. – Bądź grzeczna. A teraz ruszaj.
     – Ale on jeszcze nie przyjechał. – Gdy tylko słowa opuściły usta Anity, przed domem rozbrzmiał klakson. – Och, super. Cześć, mamo.
Anita odwróciła się, zakręcając spódniczką i pobiegła przez korytarz. Sekundę później dom wypełnił dźwięk trzaskających drzwiami.
     –  Świetnie – szepnęła do siebie Amanda. – To jest to.
Poszła do gabinetu i zajrzała do środka.
     – Witaj Ireneuszu. Chciałam ci tylko powiedzieć, że będę trochę zajęta... um... przez kilka minut. Wytarła czoło wierzchem dłoni.
     Ireneusz siedział przy swoim biurku, wpatrując się w otwartą przed nim książkę.
     – Słyszysz mnie?
Amanda wsparła dłonie na swych stale poszerzających się biodrach.
     – Ireneuszu?
     Jej mąż tylko wpatrywał się w swoją księgę.
     – Dobrze, kochanie.
Amanda obserwowała tył jego głowy.
     – Za jakąś godzinę przyniosę ci ciasteczka. Kocham cię.
     Nawet się nie poruszył.
     W porządku. Wszystko było w porządku. Był w jednym ze swoich dziwnych humorów i nie chciał się z nią tym dzielić. Amanda cicho zamknęła drzwi gabinetu i rzuciła się do schodów. Serce waliło jej w piersi, a różowa sukienka powiewała za nią, gdy wchodziła po dwa stopnie naraz. Weszła na piętro i otworzyła drzwi do pokoju Roberta.
     Głośne chrapanie wypełniało sypialnię. Zamknęła za sobą drzwi, zablokowała w nich zamek i rozejrzała się po pokoju. Zasłony były zaciągnięte, a w pokoju panowała mroczna ciemność. Robert kilka lat temu zdjął dziecinne plakaty i zastąpił je sztuką dla nastolatków. Oznaczało to plakaty z półnagimi paniami. Futurystyczne kobiety, z bronią laserową i hełmami ze szkła sferycznego. Kobiety kowbojki, z rewolwerami i odznakami szeryfa. Surferki z deskami i samochodami. Były również inne kobiety. Wszystkie z krągłościami i uderzającymi kobiecymi kształtami. Amanda zastanawiała się, jak poradzi sobie z taką konkurencją. Spojrzała w dół na swoje duże piersi wsunięte w nowy biustonosz i stwierdziła, że im dorównuje.
     – Robercie?
Amanda podeszła do łóżka, nie odrywając oczu od kobiet z plakatów. Po raz pierwszy pomyślała o tym, że musi masturbować się, patrząc na te plakaty. Ta myśl przeraziłaby ją tydzień temu, ale teraz sprawiła, że w jej brzuchu zatrzepotały małe motylki.
     – Robercie?
     Robert chrapał dalej.
     – Wstawaj śpiochu.
Amanda sięgnęła w dół i zdjęła koc z Roberta. Gwałtownie wciągnęła powietrze.
     Robert spał nagi, z penisem całkowicie sztywnym w porannym wzwodzie. Twarda męskość spoczywała na jego pucołowatym brzuchu, a guzowata głowa była taka ciemna i sina.
     – Hmm, w takim razie dobrze.
Amanda wypuściła powietrze z płuc i zatarła ręce. Wspięła się na łóżko i wgramoliła się między nogi Roberta. Spojrzała w dół na nieprawdopodobnie duże jądra i pochyliła się na czworakach, aby przyjrzeć się bliżej. Małe fioletowe żyłki rozgałęziały się na całej pomarszczonej skórze. Otworzyła usta, wyciągnęła język i polizała lewe jądro. Było słone, a jego treść wzbudziła w niej dreszczyk emocji. Polizała ponownie, przesuwając językiem do drugiego jądra. Wkrótce prawe jądro wypełniło jej usta.
     – Mama?
Robert podparł się na łokciach i przyglądał się jak Amanda ssie jego jądra. Sposób, w jaki wygięła plecy, wypinając tyłek ku górze, był naprawdę imponującym widokiem. Krzywizna jej kręgosłupa, kształt bioder i krągłość jej tyłka były naprawdę zniewalające.
     – Tak, rób tak dalej.
     – Mmmmmmmmmm...
Amanda sięgnęła lewą ręką i pogładziła jego penisa. Jej mała rączka walczyła z jego obwodem.
     – Gdzie jest tata i Anita? – Roberta tak naprawdę to nie obchodziło, ale wydawało mu się, że powinien się tym przejmować.
     Amanda wypuściła jądro z lekkim pluśnięciem.
     – Anita wyszła ze swoim chłopakiem. Amanda uniosła ramiona w górę, wyciągając ręce, by móc spoglądać w dół na penisa Roberta, gdy nim manipulowała.
     – Twój ojciec jest w swoim gabinecie.
     – O cholera. – Robert uśmiechnął się. – Stary jest na dole?
     – Język, Robert. – Amanda spojrzała mu w oczy i skinęła głową. – Tak, więc bądź cicho.
Następnie opuściła usta na jego penisa. Smak jego preejakulatu wywołało elektryzujące uczucie na jej języku. Zaczęła poruszać głową w górę i w dół.
     – Przepraszam, mamo.
Robert oparł głowę na poduszce.
     – Kogo kochasz bardziej? Mnie czy jego?
     – Gggggghhhhhhhh...
Amanda zakrztusiła się odrobinę, gdy opuściła głowę głębiej na jego penisa. Kolejne odurzenie wywołane smakiem preejakulatu rozluźniło jej mięśnie.
     – Aaahhhhh, mamo. Twoje... gardło jest takie ciasne.
Robert był już tak blisko.
     – Ggghhhpppphhhhh...
Udało jej się dotknąć nosem do jego podbrzusza. Poruszała głową w górę i w dół, pieszcząc to długie przyrodzenie ustami długimi, mokrymi ruchami.
     – Cholera, mamo.
Robert chwycił dłońmi prześcieradło.
     – Przyjmij to. Aaaaaaahhhhhhhh...
Doszedł w jej gardle. Dźwięk jej naglących przełknięć jeszcze bardziej spotęgował jego orgazm.
     Świat zawirował i gwiazdy tańczyły przed oczami Amandy. Znowu przeżywała orgazm po wypiciu jego nasienia. Przełykała raz za razem, nie chcąc marnować ani kropli, czując, jak płyn wypełnia jej żołądek. Po minucie odsunęła głowę. Samotna nitka spermy rozciągała się pomiędzy jej ustami, a jego penisem, a następnie pękła.
     – Dziękuję ci, Jezu.
Amanda przysiadła na piętach i puściła przyrodzenie Roberta, które opadło z powrotem na jego brzuch.
     – Dziękuję ci, mamo.
Robert miał zamknięte oczy, wciąż ściskając w dłoniach prześcieradło.
     – Dobra.
Amanda wyczołgała się z łóżka. Chciała więcej, ale wiedziała, że lepiej nie nadużywać szczęścia. Na razie musiało jej to wystarczyć. Wstała i spojrzała na syna.
     – Na dole czeka na ciebie śniadanie, które przygotowałam. Czas wstać i zacząć dzień.
Całe jej ciało mrowiło i czuła się taka żywa. Amanda odwróciła się do drzwi, ale potem spojrzała na niego przez ramię.
     – Och, upiekłam też ciasteczka. Chodź i weź kilka, póki są ciepłe.
Odwróciła się i podeszła do drzwi.
     – Jasne.
Robert odwrócił głowę i patrzył, jak jej tyłek kołysze się, gdy odchodziła. Otworzyła drzwi i zniknęła. Robert chciał więcej. O wiele więcej.

***

     Patryk zadzwonił do Dawida w sobotę późnym rankiem. Oczekiwał jego pomocy, gdy planował jeździć na rowerze po okolicy i szukać wskazówek.
     Dawid się zgodził. Czuł potrzebę wyjścia z domu. Jego mama unikała go, a on nie mógł z nią rozmawiać, gdy jego tata był w pobliżu. Stojąc w kuchni, trzymając telefon, spojrzał na matkę, która krzątała się przy zlewie. Chciał ją podnieść i wziąć. Ale to było niemożliwe, więc lepiej było spędzić dzień poza domem.
     Następnie Patryk zadzwonił do Roberta i jego również poprosił o pomoc.
     Robert pomyślał o propozycji Patryka. Chrząknął i w końcu odmówił, miał inne rzeczy do zrobienia.
     Patrykowi nie podobał się głos Roberta, gdy odkładał słuchawkę. Jego gruby przyjaciel przybrał ton, który Patryk dobrze znał. Robert mówił w taki sposób, kiedy próbował coś ukryć.
     Patryk zjadł późne śniadanie w kuchni, delikatnie cmoknął mamę w policzek i podszedł do frontowych drzwi.
     – Nie zapomnij, że twoja siostra przyjdzie dziś na obiad... – zawołała za nim Sabina. – Bądź w domu przed piątą.
     – Dobrze, mamo.
Patryk próbował ukryć irytację w swoim głosie. Zobaczenie się z Sandrą i jej nowym mężem Jackiem nie było dla niego priorytetem, kiedy miał tak wiele rzeczy do zrobienia. Ale był dobrym synem i bratem, więc będzie w domu przed piątą. Do tego czasu udowodni swoją wartość jako śledczy. Kto wie, co odkryją?

***

     Później tego samego dnia Robert pozostawił swój rower na trawniku przed domem Patryka. Był pewien, że jego przyjaciel w tej chwili zgłębia swoje głupie tajemnice. Robert był już spocony po jeździe, ale i tak zrobił kilka pajacyków na chodniku. Podszedł i zadzwonił do drzwi.
     Drzwi się otworzyły, stała w nich Sabina Langiewicz. Robert pomyślał o kobietach z którymi był. Kochał własną mamę i postrzegał ją jako bardzo ładną kobietę. Mama Dawida też była ładna. Karolina Radziszewska była prawdziwą laską. Ale Sabina Langiewicz była najpiękniejszą kobietą jaką znał. Ze swoimi wysokimi kośćmi policzkowymi, migdałowymi oczami i ślicznym małym dołkiem na brodzie wyglądała niczym anioł. Drugą rolę, oczywiście, odgrywało jej wysokie, zmysłowe ciało, które było mniej anielskie, a bardziej diabelskie. Gdy zamrugała głębokimi, brązowymi oczyma widząc Roberta, ogarnął ją wzrokiem od góry do dołu. Miała na sobie zielono-białą okrągłą spódnicę i zdecydowanie za małą, białą bluzkę.
     – Dzień dobry, Robercie.
Sabina nagle poczuła się nieswojo. W jednej chwili czytała „Panią domu”, w następnej wpatrywała się w spoconego przyjaciela Patryka. Jej pochwa zdawała się myśleć, że to intymna chwila z mężem. Ale tak nie było.
     – Obawiam się, że właśnie minąłeś się z Patrykiem. Możesz... um... go poszukać w bibliotece.
     – O cholera. – Robert starał się wyglądać na rozczarowanego.
     – Wyrażaj się, młody człowieku.
Sabina zmarszczyła brwi. Poczuła się nieco oszołomiona. Surowy, gęsty zapach unosił się w jej domu. Nie potrafiła go zlokalizować. Od razu wiedziała, że się jej nie podoba, ale jednocześnie podobał się jej ciału.
     – Przepraszam, pani Langiewicz.
Robert podniósł wzrok. To był newralgiczny moment. Kiedy go wpuści do środka, będzie to koniec gry.
     – Przejechałem spory kawał drogi. Czy mógłbym prosić o szklankę wody zanim pojadę do biblioteki?
     – No cóż... oczywiście... wydaje się to naturalne.
Sabina szerzej otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka. Odwróciła się i poszła głównym korytarzem w kierunku kuchni.
     – Czy mogę o coś zapytać, pani Langiewicz?
Robert wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi. Na jego czerwonej, spoconej twarzy pojawił się lekki półuśmiech.
     – Tak, Robercie? – Sabina spojrzała na niego.
     Robert nie mógł uwierzyć, że zamierza wyruchać tę seksowną kobietę. Łuk jej pleców, subtelne wygięcie jej ramion, kołysanie biodrami i kształtny tyłek. To było dla niego prawie zbyt wiele.
     – Zastanawiałem się, czy pan Langiewicz jest w domu?
     – Nie. – Sabina pokręciła głową i weszła do kuchni. – Wygląda na to, że golf to nowy sposób na awans w świecie biznesu. Wstał wcześnie, aby wyjechać na pole golfowe.
Sabina przeszła przez kuchnię, wyjęła szklankę z szafki i podeszła do zlewu.
     – Oh...
Rober poszedł za nią do kuchni. Zatrzymał się na środku czarno-białej podłogi z linoleum i opuścił spodnie wraz z bielizną. Nawet po wcześniejszym lodziku jaki zafundowała mu mama, był twardy niczym skała. Jego kutas starczał dumnie przed nim.
     – Golf wydaje się interesujący.
     – Nie jest.
Sabina napełniła szklankę wodą z kranu.
     – Cokolwiek pani powie, pani Langiewicz.
Robert przyglądał się, jak jej delikatne, smukłe ramiona poruszały się przy zlewie. Jego oczy przeniosły się na jej twarz, gdy odwróciła się, by podać mu szklankę wody. Musiał zobaczyć szok i zmieszanie w tych wspaniałych oczach.
     – Gra w golfa zajmuje sporo czasu. A ja wolałabym spędzić ten czas... – Sabina zamarła, gdy zobaczyła półnagiego chłopaka z wystającym przed nim nieproporcjonalnym członkiem.
Jej oczy rozszerzyły się, a lewa ręka zakryła usta.
     – Boże, łaskawy. Co... ty wyprawiasz?
Jej pochwa już wcześniej robiła się wilgotna, ale teraz czuła tam powódź. Nie mogła pojąć, dlaczego jej ciało reagowało w taki sposób na tego niegrzecznego chłopca.
     – Chodź i weź go, pani Langiewicz. – Uśmiech Roberta poszerzył się.
     Sabina podeszła do niego. Trudno jej było jasno myśleć.
     – Jesteś... – Zrobiła kolejny krok. – Jesteś...
Jeszcze jeden krok. Stała teraz tuż przed nim, wpatrując się w jego przebiegłe oczy. Zebrała w sobie wszystkie siły.
     – Jesteś... podłym chłopcem, Robercie Araszkiewiczu.
Ochlapała mu twarz wodą ze szklanki.
     – Wynocha.
Nie obchodziło ją, co jej mówi jej skołowane ciało, to było złe pod każdym możliwym względem.
     Robert skrzywił się, gdy uderzył go chłód zimnej wody.
     – Ale ty chcesz...
     – Niczego od ciebie.
Sabina uderzyła go lewą dłonią w jego tłusty, prawy policzek.
     – Wynocha!
     – Co?
Robert spojrzał na nią zszokowany i zmieszany.
     – Myślałem...
     Sabina znów go spoliczkowała. W kuchni rozległ się dźwięk uderzania.
     – Wynoś się stąd!
     – Przepraszam.
Robert pośpiesznie podciągnął bieliznę i spodnie, wsuwając penisa za pasek majtek. Wycofał się głównym korytarzem, otworzył drzwi i pobiegł w stronę swojego roweru.
     – I trzymaj się z daleka!
Sabina podążyła za nim do drzwi wejściowych i wychyliła się, wpatrując się w plecy Roberta.
     – I… nie chcę, żebyś więcej widywał się z Patrykiem! On już nie jest… twoim przyjacielem!
Sabina zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie. Jej piersi unosiły się i opadały, gdy walczyła aby uspokoić oddech. Czy każdy nastolatek w dzisiejszych czasach był tak rażąco nieproporcjonalny?
     Po uspokojeniu oddechu Sabina poszła na górę, spokojnie zdjęła ubranie i masturbowała się do osiągnięcia orgazmu. Nie robiła czegoś takiego przed ślubem, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. Cały czas myślała tylko o młodych, twardych penisach.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i science fiction, użyła 8610 słów i 49738 znaków, zaktualizowała 15 paź o 20:44. Tagi: #incest #syn #matka #napastowanie #małżeństwo

3 komentarze

 
  • Kamil2586

    A gdzie można znaleźć opowiadania Rawly Rawls do przeczytania?

  • TakiJeden

    Atmosfera się zagęszcza...chłopaki coraz śmielej sobie poczynają, co podoba się zdominowanym przez nich kobietom. Nawet interwencja miejscowego pastora niewiele pomaga. Im dalej, tym ciekawiej.

  • MIKEL71

    A już myślałem ze nie będzie ciągu dalszego .