Uzależniona. Rozdział siódmy. Wolność.

Uzależniona. Rozdział siódmy. Wolność.Sama nie miałam pojęcia co sądzić na temat tego wychowawcy. Z jednej strony gość przystojny, mega inteligentny, i widać, że zna się za psychice. Otworzyłam się przed nim. Zdobył moje zaufanie podczas kilkudziesięciominutowej rozmowy. Na koniec jednak wszystko popsuł. Powiedział, że ma sposób na to, by mnie wyleczyć, ale nie zdradzi mi go.
Przez chwile przyszło mi na myśl, że po prostu chce mi zaproponować seks u niego w gabinecie. To byłoby pogwałcenie wszelkich zasad etyki jego zawodu, ale tak szczerze powiedziawszy, to nie mówię od razu, że bym się nie zgodziła. Nie zauważyłam u niego obrączki, koleś co podkreślam już chyba trzeci raz, jest przystojny. Jeśli miałabym gwarancje, że to złagodzi, albo całkiem zniweluje mój ból, to poszłabym na taki układ.
Taka propozycja jednak nie padła. Padła za to deklaracja, że jeśli ja będę współpracować, to za kilka miesięcy stanę się kimś zupełnie innym i dostane od losu nową szansę. Nie wyjawił mi szczegółów swojego planu.
Pracownica SUPO właśnie zatrzasnęła za mną drzwi do mojej celi. Ciekawe jest to, że sam fakt, iż jestem pozbawiona wolności, wcale mi nie przeszkadza. Mam inny problem, który doskwiera mi bardziej i zero szans na jakąkolwiek pomoc, przynajmniej na razie.
Było około godziny 12.00. Do wyjścia pozostało mi jeszcze kilkanaście godzin. Liczyłam na to, że na wolności, kiedy poznam innych ludzi, nowe miejsca nie będę musiała skupiać się tylko na mojej nodze i jej dolegliwościach. Na tę chwilę na myślenie o czymś innym nie było szans. Chyba na tym polega idea siedzenia w areszcie, że się siedzi, nic nie robi tylko myśli o tym, dlaczego się tu jest. W moim przypadku miało mi to pokazać, co mi grozi, jeśli będę nieposłuszna. Nic nie zrobiłam, a siedzę tu dlatego, by się z tym miejscem zapoznać i aby to oddziaływało na moją psychikę w dalszym leczeniu. Pomimo iż wiedziałam, że to mi nic nie da, postanowiłam trochę się zabawić sama ze sobą. Do obiadu zostało jeszcze sporo czasu i nie musiałam martwić się, że ktoś mnie przyłapie na gorącym uczynku. Rozpięłam stanik i zaczęłam stymulować swoje piersi rękoma. Oczami wyobraźni byłam posuwana przez jakiegoś faceta. Usiłowałam przywołać wspomnienia, jakie towarzyszyły mi, kiedy dostawałam orgazmu. Przez chwile zapomniałam o tym, co się dzieje z moją nogą, ale ta chwila nie trwała długo. Nie chcąc tracić wypracowanego stanu podniecenia, pobawiłam się także między moimi nogami. Niewiele to dało.
Obiad, potem kolacja. W końcu przez małe okno mojej celi zaczęło wpadać coraz mniej promieni słońca. Byłam już totalnie zmęczona tym bólem i nic nierobieniem. Chyba właśnie dlatego zasnęłam bez najmniejszego problemu.
Dostałam śniadanie i informacje, że dziś wychodzę na normalny oddział, co wcale mnie nie zaskoczyło, ani też nie zdziwiło. Nie miałam zegarka, ale myślę, że po jakiejś godzinie drzwi do mojej celi zostały otworzone. Tym razem ku mojemu zaskoczeniu czekały na mnie dwie młode dziewczyny. Jedna to ta z wczoraj, a druga widziałam po raz pierwszy.
Po opuszczeniu celi nie obszukały mnie, tylko od razu skuły mi ręce, i to na plecach. Do tej pory zarówno Drzazga, jak i ta dziewczyna wczoraj skuwali mnie z przodu. Czyżbym nagle stała się bardziej groźna? Może to psycholog wydała taką opinię i zalecił większe środki ostrożności? Dlaczego mnie nie przeszukały? Sporo pytań, ale nie chciałam ich zadawać. Pomyślałam, że i tak za chwile pewnie poznam odpowiedzi na nie. Tymczasem obie panie chwyciły mnie pod ręce i poprowadziły w głąb aresztu, a nie w stronę wyjścia. To mnie trochę zaniepokoiło.
Wprowadziły mnie do pomieszczenia podobnego jak to, gdzie byłam przyjmowana do ośrodka. Jedna z nich usiadła za biurkiem, a druga stała przy drzwiach. Stałam między nimi, cały czas byłam skuta. Kajdanki założyły mi dosyć ciasno i to prawie całkowicie unieruchomiło mi ręce, bo przy jakimkolwiek poruszaniu zaczęłam czuć ból. Wystarczy, że noga mnie napieprzała, ręce niech będą wolne od tego uczucia, pomyślałam.
- Rozkuj ją — poleciła dziewczyna siedząca za stołem.
Po chwili poczułam, jak druga gmera przy kajdankach. Najpierw uwolniono mi lewą, potem prawą rękę. Bardzo miłe uczucie.
- Przyprowadziłyśmy cię tutaj, bo zanim trafisz na normalny oddział, musisz przejść dokładną kontrolę. Rozbieraj się — powiedziała ta stojąca za moimi plecami. Na twarzy drugiej, która siedziała za biurkiem, zarysował się uśmieszek. Założyła ręce na piersiach i patrzyła na mnie. Było w tym coś dziwnego. Z jednej strony wyglądała, jakby odczuwała satysfakcje z tego, co się dzieje, a z drugiej można by było podejrzewać, że podnieciła się na myśl o tym, że za chwile zobaczy mnie nagą.
Zrobiło mi się trochę żal, że tym razem one mają dyżur i mojej dokładnej rewizji nie przeprowadzi Wojtek. To uczucie, kiedy mnie dotykał, a ból ustępował.... To było coś pięknego. Tego się nie da opisać, to trzeba było przeżyć. Na tę chwilę jednak było, jak było. Trzeba zapomnieć o tamtym i liczyć, że może kiedyś jeszcze....
Rozpięłam bluzkę i zdjęłam ją. Siedząca za biurkiem wskazała mi ruchem ręki, bym ją podała. Z jednej strony przeszukiwała ją, ale cały czas patrzyła na mnie. Chyba podziwiała mój biust. Ona niestety nie mogła pochwalić się takim darem natury jak ja.
Zdjęłam spodnie i tym razem ta druga je ode mnie odebrała.
- Stanik i majtki połóż na stole — poleciła mi siedząca za biurkiem.
Rozpięłam biustonosz i położyłam na stole. Zauważyłam coś dziwnego. Odczuwałam większe skrępowanie, teraz kiedy przeszukiwały mnie dwie kobiety, niż wtedy kiedy przeszukiwał mnie facet. Pomimo wewnętrznych oporów zdjęłam majtki i położyłam na stole.
Pracownica SUPO odłożyła spodnie na stół, tam, gdzie leżały wszystkie inne moje rzeczy. Po chwili wyjęła lateksowe rękawiczki i założyła je. Myślałam, że tak jak Drzazga będzie dokładnie trzepać moje rzeczy, ale się myliłam. Tym zajęła się ta druga. Ta z kolei zaczęła mnie dotykać. Najpierw włosy, potem piersi. Kazała mi otworzyć usta. W końcu kazała mi zrobić pięć przysiadów, po czym przykucnęła i zaczęła dotykać mojego krocza. Zajrzała do waginy, delikatnie przejechała po odbycie. Nie było to przyjemnie, ale zanim dyskomfort osiągnął apogeum, powiedziała, że skończyła.
- Załóż z powrotem majtki — powiedziała spokojnie, ale nie patrząc na mnie, tylko skupiając się na moim biustonoszu. Przeszukiwała go dokładnie. Jako kobieta doskonale znała jego budowę, ale muszę przyznać, że Drzazga był chyba bardziej skrupulatny od niej.
- Załóż go, ale pamiętaj, że obowiązuje już zakaz noszenia czarnych staników. Jeśli przy przeszukaniu pokoju znajdziemy go u ciebie, trafisz na trzy dni do aresztu, a jeśli będziesz go nosić na pięć dni. Jeśli będziesz z jakimkolwiek pracownikiem lub pacjentem ośrodka sam na sam i będziesz go na sobie miała, trafisz na dziesięć dni do celi. Rozumiesz?
- Tak odpowiedziałam, jednocześnie zapinając haftki. Poprawiłam swoje piersi. W tym momencie obie spojrzały na siebie. Widać było lekką zazdrość w tym spojrzeniu. Na pewno chciałyby mieć takie. Trochę mnie to dowartościowało. Może one miały teraz nade mną władze, ale ich władza się skończy, a moje cycki zawsze będą takie, jakie są.
Ubrałam się do końca. Ku mojemu zdziwieniu nie skuły mnie. W rogu, o czym wcześniej nie wiedziałam stała moja walizka. Podały mi ją i poleciły, bym szła za nimi.
Zaprowadziły mnie do pokoju numer siedem.
- Tu będziesz mieszkać — powiedziała jedna z nich, po czym poszły sobie w na razie nieznanym mi jeszcze kierunku.
Weszłam do środka. Nie było nikogo. Pokój jednak był zamieszkiwany przez kogoś. Tomasz wspominał o jakiejś Anecie, ale nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam. Nie cierpię się rozpakowywać, ale nie chciałam tego odkładać na potem, zresztą i tak nie wiedziałam co mam robić.
Po kilku chwilach do pokoju weszła jakaś dziewczyna. Była naprawdę ładna. Miała około 180 cm wzrostu, czarne włosy, smukłą sylwetkę i długie nogi. To ostatnie zawsze zwraca moją uwagę, może dlatego, że zawsze chciałam takie mieć. Mnie jako kobiecie bardzo się podobała, podejrzewam, że facetom także.
- Hej, jestem Aneta — powiedziała, wyciągając do mnie dłoń.
- Paulina — odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Widze, że już się zadomowiłaś, to dobrze — powiedziała, i widać było szczerość w jej głosie.
- Całkiem miły ten pokoik.
- Nie ma co narzekać. Za pierwszym razem mieszkałam w innym i było gorzej.
- Za pierwszym razem? - zapytałam zaciekawiona.
- To długa historia — odpowiedziała trochę speszona. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przecież uzależnienie to nie choroba zakaźna, i może nastąpić nawrót.
- Jak było w areszcie? - zapytała, zgrabnie zmieniając temat.
- Nawet szybko mi minęło.
- Ja nie cierpię tam siedzieć. Wariuje po prostu. Samotność mnie dobija.
- A często cię tam zamykają?
- Nie, ale tylko dlatego, że mam sporo szczęścia — powiedziała, uśmiechając się do mnie wyraziście.
Nic nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam na nią z zaciekawieniem. Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym podeszła do drzwi. Upewniła się, że nikogo nie ma po drugiej stronie.
Usiadła na swoim łóżku, a ja na swoim. Chwyciła mnie za rękę, tak jakbyśmy były siostrami, lub najlepszymi przyjaciółkami. W pierwszej chwili to było dziwne, ale przecież nie było w tym nic złego.
- Posłuchaj — powiedziała lekkim szeptem. Nie wiem, jak jest z tobą, ale raczej nikt z nas nie jest tutaj dlatego, że tego chce, tylko dlatego, że życie go do tego zmusiło. Musimy trzymać się razem i sobie pomagać.
- Jasna sprawa — odpowiedziałam.
- Życie tutaj jest czasami bardzo ciężkie a ten jebany regulamin nie do zniesienia! - podniosła ton i na chwile się zdenerwowała, ale już po chwili wróciła do swojej spokojnej przemowy.
Spojrzała mi prosto w oczy.
- Czasem zdarza mi się gdzieś wyjść wieczorem i nie wrócić na noc. To taka moja mała tajemnica. Do tej pory było to łatwe, bo mieszkałam sama....
Teraz zrozumiałam wszystko.
- Spokojnie, mnie nie musisz się obawiać — powiedziałam.
Aneta uśmiechnęła się z wyraźnym zrozumieniem. Widać było, że moja deklaracja wywołała w niej ulgę.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Ty też na pewno masz jakieś sekrety albo będziesz mieć, nie ma siły — powiedziała przekonana. Możesz na mnie liczyć.
Przybiłyśmy sobie piątkę.
Przez następną godzinę opowiadała mi o ośrodku, o tym, jak tam jest, i na co trzeba uważać. Ja także opowiedziałam jej o sobie i o swoim problemie. Ona z kolei obiecała mi, że opowie mi swoją historię innym razem, bo jest długa. Nie nalegałam.
Przypomniałam sobie, że miałam zrobić ważną rzecz. Zdjęłam w łazience swój czarny koronkowy stanik i zastąpiłam go innym.
- Nie wiesz, gdzie mam go oddać? - zapytałam Anetę.
- Jest taki kosz przy jadalni, ale ja bym na twoim miejscu tego nie robiła.
Zaciekawiła mnie jej wypowiedź, zwłaszcza że wywołała na jej twarzy specyficzny uśmiech.
- Co masz na myśli? - zapytałam.
- Ja swojego nie oddałam, tylko porządnie schowałam. Może się jeszcze przydać. Kto wie, co życie przyniesie, a nic tak nie działa na facetów, jak czarny stanik....
Chwilę przetwarzałam w głowie jej wypowiedź, po czym nic nie mówiąc, schowałam stanik na dno szafy. Dopiero gdy wstawałam, zdałam sobie sprawę, że na chwile udało mi się zapomnieć o bólu. To jednak nie było to samo co dwa dni temu z Wojtkiem...

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2217 słów i 11931 znaków.

Dodaj komentarz