Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 9

– Czy to się nie zmieni?
– Nie wiem. Tak, jeżeli zrozumie. Pomijam sytuację ekstremalną, czyli śmieć twoją lub jej. A warunkiem sukcesu jest, że powie Jamesowi. Moim zdaniem, tak czuję, że on by zrozumiał, jednak gdyby wiedział, że ona nadal ciebie chce, mógłby to bardzo przeżyć i odejść od Kathy. Wówczas mogłoby się stać coś bardzo złego z nią.
– To stało się tylko dlatego, że ją widziałem kiedy się dotykła?
Popatrzyła na mnie zdziwiona.  
– To nie była twoja wina. Starsza osoba jest odpowiedzialna. Nie ma w tobie żadnej winy. Cała wina jest jej.
– Czy w twoim przypadku jest identycznie?
– Nie. Jego winą, było, że to zrobił. Ja przez trzy lata nie byłam sobą, ale potem nie powinnam być taka. Jestem więcej winna niż on.
– Nie wydaje mi się, on coś w tobie złamał.
– Tak, ale ja dałam mu zbyt mocną karę, teraz to rozumiem.
– Chciałbym pomóc Kathy – powiedziałem.
– Nie masz dużych szans. Tak jest, że człowiek sam musi sobie pomóc. Są tylko sytuacje na pograniczu życia i śmierci, że inni pomagają. Ale jak ktoś nie chce żyć, to się i tak zabije. To jest problem psychologiczny. Jedni uważają, że pomagasz potencjalnemu samobójcy i dzięki temu żyje, inni twierdzą, że skoro się nie zabił to i tak by tego nie zrobił.
– Ja myślę, że rację mają ci pierwsi.
– Ja wiem, że racje mają pierwsi – zgodziłem się ze mną Emma – musimy przestać o tym mówić, bo czar pryśnie i nie będziemy się dzisiaj więcej kochać.
– Potem dokończymy rozmowę, chciałbym znaleźć rozwiązanie, jak pomóc mojej mamie.
– Dobrze, porozmawiamy. Jesteś dobrym synem i dobrym człowiekiem, Michaelu.
– Dziękuje. Jeszcze raz chciałem ci powiedzieć, jak bardzo mi przykro za tamto.
– Już dobrze. Najważniejsze, że pomogłam ci się przełamać. Ty mi również pomogłeś i jestem ci wdzięczna. Dobrze, że się poznaliśmy. Może tak być musiało. Wierzysz w przeznaczenie?
– Nie bardzo. Raczej przypadkowość.
– Ja wierze w przeznaczenie, chociaż to nie jest najlepsze określenie. Chcesz, żebym ubrała tę białą suknię?
– Bardzo. Już ci mówiłem, ale nie uwierzyłaś. Jesteś bardzo piękną kobietą, bardzo. Nie masz skazy, jesteś doskonała.
– Nie jesteś ze mną z tego powodu, prawda?
– Nie. To, że jesteś piękna, nie ma żadnego znaczenia.
Emma poszła do garderoby. Miałem chwilę, by się zastanowić. To, co mówiła Emma, miało sens. Dziwne, nie czułem nienawiści do mamy. Częściowo obwiniałem siebie za to co się stało, piętnaście lat temu. A tymczasem Emma odrzekła bez zastanowienia, że nie zrobiłem nic złego. Jak Kathy mogła być całkiem szczęśliwa z Jamesem i mnie nadal pragnąć? A może moja nimfa się myliła? Może ja przypadkowo całując ją w usta, dotknąłem czegoś i to jej przypomniało przeszłość? Nie bardzo obejmowałem, co się stało z Emmą i jej ojcem. Jak mogła to robić trzy lata i nie być sobą tylko w tej sytuacji, a we wszystkich innych być? Nie chciałem jednak o tym myśleć. Przez piętnaście lat nie miałem żadnych kontaktów intymnych, a od wczoraj, praktycznie nie robimy nic innego. I nadal ją chciałem. Siedziało mi coś z tyłu głowy, ale nie chciałem tego dotykać. Teraz nie byłem już sam, ufałem całkowicie Emmie.
Po chwili weszła i zrobiła na mnie oszołamiające wrażenie. Oczywiście, że jej nagość na mnie działała. Dotyk również. Teraz miała na sobie cieniutką suknię, a czułem momentalnie większe podniecenie, jakby była nago. Patrzyłem na nią, a ona wlała coś do specjalnego flakonika, robiącego zapach. Po chwili zaczął się roznosić zapach róży. Podeszła do wieży i włączyła muzykę, której nie dała mi poprzednio słuchać. Bardzo spokojną i relaksującą.
– Jesteś śliczna – szepnąłem.
– Chodź, zatańczymy – szepnęła.
Miałem na sobie teraz bardzo eleganckie ubranie, bo nie przebrałem się po obiedzie. Wziąłem tylko przybory do golenia i szczoteczkę do zębów, z domu mojej mamy.  
Emma na mnie bardzo działała. Nie używała perfum, jej osobisty zapach mnie pociągał. Czułem różnice, pomiędzy częściami jej ciała. Inaczej pachniały jej stopy, inaczej uda, inaczej paszki, piersi, szyja i twarz, uszy. Oczywiście intymne strefy to osobny temat. Przygarnąłem ją i przytuliłem. Po chwili zdjąłem buty i skarpetki, bo ona miała na sobie tylko cienką suknię z jedwabiu. Oczywiście widziałem jej sutki i brodawki jak i ciemny trójkąt łona. Miała fantastyczne pośladki. Odkryłem, że im dłużej z nią jestem, tym bardziej mi się podobała i tym bardziej na mnie działa. Oczywiście nasze tańczenie w tym właściwym sensie nie, trwało długo. Nie potrafiłem opanować podniecenia i po chwili zaczęliśmy się całować. Uwielbiałem ją całować. Cudownie poruszała językiem, ustami i także używała zębów, w bardzo umiejętny sposób. Byliśmy obydwoje, jak dwa gorące gejzery. Tym razem nie potrzebowałem jej rozpalać, tym bardziej ona mnie. Pocałunki i dotyk skąpo ubranych ciał, zrobił swoje. Rozumiała mnie do tego stopnia, że zrobiła, o czym marzyłem. Rozpięła suwak spodni i wyjęła moja twardą kolumnę, podniosła sukienkę i nadziała się sama na mój twardy organ. Byłem od nie wyższy o siedem cali, ale jej nogi miały pewnie z trzy stopy długości. I teraz tańczyliśmy w ten sposób. Prawie bez ruchu. Jedyne co nas pobudzało, to moje delikatnie plasowanie organu, ona natomiast wywoływała w sobie skurcze raz na pół minuty. Utwór nie miał końca. Trwaliśmy tak z godzinę.
– Weź mnie jak pierwszym razem, może być mocno lub delikatnie, jak zechcesz, ja tak zechcę – szepnęła.
Uniosłem ją do góry, a ona oplotła mnie udami ponad biodrami. Zdjęła sukienkę, a ja wyzwoliłem się ze spodni. Moje ruchy były leniwe i wolne. Niezbyt głębokie. Jednak ona chyba lubiła pełną penetrację, bo podrzucała ciałem, żeby się nadziać bardziej. Skoro to wyczułem, delikatne ściągałem ją w dół, trzymając za biodra.  
– Popieść mnie i paluszkami. – poprosiła.
– Palcami?
– I palcami – poprawiła mój błąd.
Pachniała ślicznie. Teraz rozkoszowałem się zapachem jej włosów. Po chwili zrobiłem, o co prosiła. Zacząłem używać palców. Wsunąłem dwa z przodu, przy okazji pieszcząc je duży guziczek, a dwa z tyłu, w tym wypadku kciuk wsunąłem do drugiej jamki. Oczywiścieużyłem obu rąk. Chyba wiedziałem, że to przyspieszy, bo prawie natychmiast zaczęła mieć. Tym razem jęczała cicho i głęboko. Nie trwało to długo, może minutę.
– Chcesz mnie w drugą dziurkę, jest mi rozkosznie, kiedy mnie tam pieścisz?
– Nie robiłem tego nigdy z tobą, potrzebujesz zabezpieczenia?
– Jak chcesz. Jestem tam czysta, przygotowałam się. Zwykle mężczyzna się obawia
– Mogę cię wziąć bardzo płytko, chcesz?
– Jak chcesz, kochanie. Lubię każdą pieszczotę.
Chciałem mieć ją przed sobą. Delikatnie uniosłem ją do góry i nakierowałem właściwie. Cały śluz sprawił, że była wilgotna. Ale tu musiałem uważać. Była dużo bardziej ciasna. Poruszała się delikatnie, a ja tylko ja przytrzymywałem, praktycznie ona ruchała mnie, a nie ja ją. To trwało kilka minut. Ta osoba miała łatwość multi–orgazmów. Pieściłem palcami je pusię i łechtaczkę, ale miałem pewność, że miałaby i tak, gdybym miał z nią tylko sam analny seks. Miałem także i przez chwilę tak trwaliśmy. W końcu przestaliśmy.  
– Idziemy do łazienki, umyjemy się – szepnęła.
Tak zrobiliśmy. Pierwsze co zrobiła to usiadła na kibelku i wypuściła nasienie. Tym razem myliśmy się razem. To również było dla nas nowe. Pozwalała mi się myć. Miałem świadomość, że nie mogę pakować mydła do jej brzoskwinki. Mycie drugiej dziurki otwierało przed nami wrota nowego poziomu wzajemnej intymności. Dla mnie było trochę krepujące, podczas kiedy ona mnie tam myła. Właśnie szczególnie tam. Na szczęście robiła to delikatnie. W końcu wytarliśmy nasze ciała i poszliśmy do salonu.  
Patrzyła na mnie z miłością.
– Kocham cię, Michaelu.
– I ja ciebie kocham, Emmo, mój kwiecie.
Zetknęliśmy ze sobą usta i całowaliśmy się samymi ustami, tylko teraz na minutę, leciutko i to przez bardzo krótką chwilę dotykaliśmy się językami...  
   Poszliśmy spać. Kiedy tylko ułożyliśmy się w łóżku, Baltazar wszedł do sypialni. Obserwowałem go i wiedziałem, że i Emma to robi. Wskoczył na łóżko i ułożył się w moich nogach
– Zdrajca – powiedziała, ale ze śmiechem – kto by pomyślał. Kot gej.
– No coś ty, to objaw miłości platonicznej.
– Platonicznej? Do piątku co wieczór właził między moje nogi i lizał brzoskwinkę swoim szorstkim języczkiem.
Poczułem się dziwnie. Wybuchnęła śmiechem.
– Uwierzyłeś! Powiedz, że uwierzyłeś?
– Tak się tylko właśnie zastanawiałem...
– Debil, jak mogłeś tak nawet pomyśleć, że to możliwe? To mój przyjaciel. Jest wykastrowany, bo inaczej by uciekł. Nie ja mu to zrobiłam, już takiego go mam. Kosztował półtora tysiąca, gdyby nie był wykastrowany, może bym tego nie zrobiłam. Cierpię, kiedy siadam na kanapie, jest mi przykro, kiedy siadam na siedzeniu w Szafirku.
– Ale jesz mięso.
– Do dzisiaj. To była świadoma kara. Mam już ciebie, a ty mnie, więc wszystko się zmieniło.
Powinienem o tym nie pomyśleć, a już na pewno nie teraz. Chciałem koniecznie wyjaśnić z Kathy, dlaczego chciała pocałunku. Być może sądziła, że ja chcę, chociaż to nie było logiczne. Chyba wyczuła, że pokochałem Emmę. Ale z drugiej strony... Wówczas miała trzydzieści jeden lata. Dopiero do mnie dotarło. Począłem się kiedy miała szesnaście, więc ojciec ją zapłodnił kiedy miała piętnaście i trzy miesiące. Dziadek był prokuratorem i dlatego nie miał problemów... Teraz miała czterdzieści sześć. Trzymała się dobrze. Nie gustowałam w dziewczynkach ani w młodych kobietach, ani w starszych. W żadnych. Tylko w Emmie. A Kathy otrzymała przebaczenie. Poczułem, że istnieje we mnie prawo pierwszego połączenia. Odbierałem ją jak matkę, nareszcie jak matkę, której nie muszę nienawidzić, tak gdzieś bardzo głęboko. I w tej chwili, a te rozmyślania trwały sekundę, odkryłem, że mnie oszukała. Postanowiłem jutro tam pojechać, kiedy Emma będzie w pracy. Miałem tam mój laptop z danymi i w końcu też chciałem pracować, chociaż nie tyle jak w NJ. Musiałem wyjaśnić, dlaczego ją pocałowałem i chciałem, żeby ona mi wyjaśniła, dlaczego chciała głębszego pocałunku. Druga sprawa musiała nas cofnąć piętnaście lat do tyłu. Musiałem wyjaśnić, dlaczego mnie wówczas oszukała. To dziwne, że nigdy na to nie wpadłem mimo posiadania analitycznego umysłu.
– Dobranoc, skarbie – szepnęła Emma.
– Śpij dobrze, kochanie.
– Wstaje o szóstej. Nie musisz się zrywać.
– Nie wiem, może wstanę z tobą. Muszę pojechać do domu mamy. Mam tam laptop z danymi i chcę popracować. Poza tym chcę zapytać, czemu mnie chciała pocałować. I jeszcze o coś.
– Rozumiem. Jak będziesz chciał, spotkamy się wieczorkiem albo zaraz po mojej pracy, ale jak zechcesz tam nocować, to też w porządku.
– Będę o szóstej albo wcześniej.
– Ja wracam o szóstej trzydzieści. Zwykle. Jutro poniedziałek. Nikt nie lubi poniedziałku. Dobranoc, skarbie – szepnęła.
– Dobranoc, kochanie.
Przytuliła się i zasnęła. Czy można zasnąć tak szybko? Widocznie można. Zajęło mi chwilę i również zasnąłem.  

Oczywiście obudziłem się razem z nią. Kot nie spał już w moich nogach. To on mnie obudził. Siedział na moim torsie i lizał mi policzek. Kiedy się ruszyłem, patrzył na mnie i burczał głośno, jakby miał jakiś brzęczyk w środku. Nie tylko on mi się przyglądał, ale i moja czarnowłosa kochanka.
– Ciekawe czemu cię tak lubi.
– Bo kocham jego panią – odrzekłem.
Zrobiła tylko minę, która mogła mówić wiele, odebrałem to jako ,,pewnie tak”.
– Wstaję, jest szósta, a ty śpij jeżeli jesteś zmęczony.
– Czujesz się dobrze, skarbie?
– Jak dawno nie. Pewnie do końca życia będę mieć poczucie winy wobec ojca.
– Chcę o tym porozmawiać, kiedy wrócisz. Nie powiedziałaś jak miał na imię, ani również nie wymieniłaś imienia mamy.
– On miał na imię Henry, a mama miała na imię Sofie.
– Wstaję z tobą. Nie jestem śpiochem. Jak pójdziesz, poćwiczę i po prysznicu, pojadę do domu.
– Dobrze. Idę się umyć, mam jeszcze drugą łazienkę w piwnicy*. Tam jest też pokój do ćwiczeń i moja pracownia, chociaż wolę pracować tu lub na poddaszu.
– O, to jeszcze nie zwiedziłem całego domu?
– Nie. Możesz popatrzeć, jak chcesz kiedy pójdę.
– Oprowadzisz mnie wieczorem?
– Dobrze.
– Kocham cię – szepnąłem i pocałowałem jej uszko.

Emme pojechała do pracy, a ja sądziłem, że ujrzę ją w roboczym kombinezonie zanim wyjdzie, ale odrzekła, że ubiera się na miejscu. Poprosiłem, bym mógł zobaczyć jak i gdzie pracuje.  
– Któregoś dnia. Mamy ich wiele przed sobą.
Dostałem krótkiego buziaka i pojechała. Kot patrzył, jak wychodzi, a kiedy zamknęła drzwi, otarł się o moją nogę i gdzieś zniknął. Pozmywałem i także zbierałem się do wyjścia.  
Wypożyczony Bentley zapalił cichutko i ruszył jak po maśle. Rolls Royce ponoć był bardziej cichy, chociaż nieznacznie, za to kosztował dwukrotnie. Cena wynajmu już nie różniła się tak bardzo od Bentleya. Nosiłem się z zamiarem kupna takiego wozu, gdybym w końcu opuścił NJ, a teraz ta myśl właściwi się spełniała na moich oczach. Miałem spokój umysłu i nie myślałem jak będzie przebiegać rozmowa z matką. W końcu z pomocą Emmy zostałem uwolniony od moich demonów, to nie powinienem mieć żadnych trudności w rozmowie. Dojechałem po kilkunastu minutach, jako że w poniedziałek rano nie jechało się tak szybko jak w nocy. Zaparkowałem przed garażem. Wszedłem do domu. Kathy przywitała mnie w drzwiach.
– Miło, że wpadłeś, to teraz będziesz tam mieszkał? – nie wyczułem żadnego podtekstu.
– Będziemy razem.
– Jak mam to rozumieć?
– No nie jest chyba tak trudne do zrozumienia, chcę z nią być. Na życie.
– Och, rozumiem. Znasz ją krótko, może za krótko, żeby podejmować takie ryzyko.
Wyczuwałem, że do czegoś zmierza, ale nie bardzo wiedziałem dokładnie do czego.
– Podejmę to wyzwanie – odrzekłem.
Spojrzała krótko i powiedziała.
– Musimy porozmawiać.
Odwzajemniłem jej spojrzenie i rzekłem.
– O tak. Najwyższy czas. Ile to lat minęło? Piętnaście?
Powiedziałem tak, a przecież wiedziałem dokładnie. Zobaczyłem popłoch w jej oczach. Zielonych, ale jakże innych niż Emmy, chociaż pięknych, mimo lat. Podobno głos nie zmieniają się aż do starości, a oczy tylko trochę tracą na swoim blasku, chyba że zaczyna zasłaniać je katarakta, ale to nie groziło jej co najmniej trzydzieści lat. Wyglądała dobrze, o jakieś dziesięć mniej niz miała. Kiedy powiedziałem pierwszego dnia, że wygląda na trzydzieści dwa, to troszkę chciałem być miły. Skórę miała dość gładką i miała tylko minimalną ilość zmarszczek. Kremy w dobrych gatunkach także pomagały.
– Nie myślałam rozmawiać o TYM.
– Tak, wiem. Nigdy pewnie nie myślałaś, że trzeba było porozmawiać, ale spokojnie, jesteś moją matką i będziesz nią zawsze. Zawsze pozostaniesz w moim sercu.
– Skoro jesteś gotowy rozmawiać, to chodźmy do salonu. Nie musisz dzisiaj pracować?
– Planuję, ale to, co teraz, jest ważniejsze.
– Skoro mówisz? – zrobiła zagadkową minę...

* W USA piwnica nie jest tym samym co w Polsce. Ludzie tam mieszkają, maja siłownie, wszystko inne... W większości okna znajdują się na poziomie oczu, a to jest poziom ziemi, na zewnątrz.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2891 słów i 16053 znaków, zaktualizował 30 sty o 5:13.

Dodaj komentarz