Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 2

Dziewczyna odeszła, a ja zacząłem patrzyć na ocean. Po kilku minutach przyniosła sok. Od razu zapłaciłem i poszedłem w kierunku plaży. Zdjąłem sandały i zacząłem iść na bosaka. Jak dawno nie pamiętałem tego uczucia. Doszedł do wody i osłuchiwałem się w szum fal. Na piasku zostały grupki ludzi. Grali w piłkę, a w wodzie dostrzegłem kilku kąpiących. Pomyślałem znowu o dawnej miłości. Czy faktycznie nią była? Byliśmy tacy młodzi. Pewnie wszyscy mieli rację, że to nie miało szans na przyszłość. Oczywiście, że żałowałem, że zginęła. Miała przed sobą całe życie. Tylko się całowaliśmy. To miał być ten przełom... Jak do tej pory jedyną kobietą, z którą miałem intymne zbliżenie, pozostawała Kathy. To stało się raz i oboje woleliśmy o tym nie pamiętać długi czas. Na szczęście nie wpłynęło to na mnie, wówczas prawie szesnastolatka, w ujemny sposób. Przynajmniej tak sobie wmawiałem, a prawda była całkiem inna.  
Zamierzałem już wracać kiedy odczułem, że obok stanęła dziewczyna. Piękna długonoga brunetka. Miała na sobie lnianą sukienkę, która do połowy zasłaniała jej kolana.
Spojrzałem w jej kierunku, wówczas zagadnęła pierwsza. Może gdybym na nią nie spojrzał nie odezwałaby się wcale.
– Przychodzę tu czasem – zagadnęła.
– A ja dawno tu nie byłem. Prawie dwanaście lat.
– To nie możesz być stąd, prawda? – odparła.
– Tu się urodziłem i wychowałem, ale od dziesięciu lat mieszkam w Nowym Jorku.
– Nigdy tam nie byłam.
– Wielkie miasto. Zawsze są korki. Lata upalne i wilgotne, a w zimie czasem lepiej nie wychodzić z domu. Czyli nie masz czego żałować.
– To, czemu nie przeniesiesz się tutaj?
– Właśnie myślę o tym.
– Przepraszam, że zagadnęłam. Zwykle nie zaczepiam ludzi, ale skoro już to zrobiłam, to wypada się przedstawić. Jestem Emma – wyciągnęła dłoń.
– Michael – podałem jej swoje.
– Któż jest jak Bóg.
– Niewielu to wie, że to właśnie oznacza moje imię.
– A odpowiedź jest, że nikt. Niestety moje imię nic nie znaczy.
– Jest miłe. Jesteś pierwszą Emmą, którą poznałem.
Roześmiała się serdecznie.
– Doprawdy? Sądziłam, że moje imię jest bardzo popularne.
– Widocznie nie. Mieszkasz w LA?
– Tak, w Beverly Hills.
– Dom mojej mamy jest Culver City.
– Rozumiem, że się rozwiodła.
– Zgadza się.
– Moi rodzice nie żyją. Ona umarła na raka, jak miałam jedenaście, a ojciec miał atak serca trzy lata temu. Miał pięćdziesiąt jeden.
– Mój zmarł w wieku czterdziestu dziewięciu. Dopalacze i młode kobiety w tym pomogły.
– Chyba raczej jego pragnienia młodych ciał?
– Tak, masz rację. Trudno winić osoby, które robią to dla pieniędzy.
Emma skrzywiła swoją ładną buzię.
– Nasza rozmowa weszła na niezbyt dobry temat.
– Wybacz.
– Nie o to chodzi. Oboje rozmawialiśmy o rodzicach.
Zamilkłem na chwilę. Sądziłem, że chodziło jej o coś innego. Dawno nie rozmawiałem sam na sam z kobietą, a tak naprawdę nigdy. Moje szczątkowe kontakty z drugą płcią miałem w klubach nocnych, a szedłem tam kiedy miałem naprawdę głębokiego doła. Po kilku drinkach znajdowałem się w ramionach jakiejś równie nietrzeźwej dziewczyny i w końcu dochodziło do pocałunku i na tym się kończyło. Natychmiast trzeźwiałem i zostawiałem zaskoczoną dziewczynę. No cóż, każdy dotychczasowy pocałunek przypominał mi Kathy. Oczywiście z wyjątkiem Susan. Tak, stanowczo oszukiwałem sam siebie. Erotyczny kontakt z matką wpłynął na mnie fatalnie, na szczęście nigdy nie pragnąłem się zabić. Kiedy z nią rozmawiałem, nigdy nie poruszyłem tego tematu, wyjątek stanowiła dzisiejsza, poranna rozmowa.
Milczałem i patrzyłem na coraz bardziej chylące się ku błękitnej przepastnej tafli oceanu słońce, które zmieniało kolor z żółtego na ognisto czerwony.
– Hej, czemu zamilkłeś, Michaelu? Dobrze nam się rozmawiało.
– Też tak sadzę, chociaż nie mam wielkiego doświadczenia w takich konwersacjach.
– I wzajemnie.
Popatrzyłem na nią z uwagą. Zanim pomyślałem, powiedziałem coś, co może nie powinienem mówić, a już z pewnością po kilku minutach rozmowy.
– Doprawdy? Taka piękna, czarująca, zgrabna i inteligentna dziewczyna powinna być rozrywana przez mężczyzn.
Teraz z kolei ona spojrzała na mnie poważnie. Nie powiedziałem niczego nieprawdziwego, ale być może takie wyznanie nie powinno nastąpić tak szybko. Nie to, że mi zależało, ale nie chciałem jej urazić, ani tym bardziej, aby pomyślała, że ją podrywam na komplementy. Na szczęście jej surowy lub lepiej poważny wyraz twarzy zmienił się na uśmiech.
– Mogłabym powiedzieć to samo o tobie.
– Znaczy? – nie za bardzo zrozumiałem, chociaż pewnie powinienem.
– Przystojny, opanowany, poważny, mądry i umiejący dobierać słowa mężczyzna powinien ukrywać się przed rzeszą kobiet.
Uśmiechnąłem się krótko.
– Rzucamy wzajemne komplementy, a tymczasem złota tarcza płonie w ogniu i chyli się do spania.
– I do tego romantyczny – rzekła, ale tym razem miała skupiony wzrok na naszym szalejącym diamencie
– Może trochę – odpowiedziałem cicho.
– W tym momencie, a właściwie już dużo wcześniej, każdy przeciętny facet zaproponowałby drinka.
– Widzisz...
– I wówczas bym miło odmówiła i odeszła.
Uniosłem nieznacznie brwi.
– Nie jestem dobry w kontaktach towarzyskich, a dokładniej w takich.
– Tośmy się dobrali. Sama się sobie zdziwiłam, że zaczęłam rozmowę.
– Zanim tu przyszedłem na plażę, wypiłem sok z mango. Czyli na odwagę nie wpłynęły procenty.
– I do tego jesteś rozbrajająco szczery. Ponieważ tego z pewnością nie zrobisz, ja coś zaproponuję.
– Nie będę się kąpał – odrzekłem szybko.
– Nie dzisiaj. Wpadniesz do mnie na kolację?
Odwróciłem twarz w jej kierunku.
– Do ciebie?
– Dobrze gotuję – jej twarz sygnalizowała, że chyba poszła za daleko i obawia się, że traci punkty.
– Nigdy nie byłem sam na sam z kobietą, znaczy z inną niż mama.
   Powiedziałem niechcący prawdę, ale miałem pewność, że nie jest w stanie zrozumieć sensu moich słów.
– Ja nigdy nie byłam z żadnym mężczyzna, poza ojcem – odparła szybko.
– W takim razie jesteśmy na tym samym poziome, czyli być może nie wypadnie tak źle.
– Mam rozumieć, że nie odmawiasz.
– Chyba nie.
Popatrzyłem na jej ładną, a nawet bardzo uroczą buzię i uśmiechnąłem sie nieco figlarnie.
– A jeżeli jestem seryjnym mordercą?
Zmierzyła mnie wzrokiem i poczułem dotyk jej dłoni na mojej. Poraził mnie elektryczny szok i szarpnąłem rękę.
– Przepraszam, nie powinnam cię dotykać, ale nie jesteś.
– Nie jestem, kim?
– Seryjnym mordercą.
– Nie, raczej nie.
– Raczej?
– O ile pamiętam. – wysiliłem się na uśmiech – a kiedy jest ta proszona kolacja? Sprawdzę w grafiku czy jestem dostępny – odrzekłem całkiem poważnie.
– Teraz.
Spojrzałem na nią po raz kolejny.
– Dlaczego tego chcesz?
Nagle całe jej opanowanie i doskonale prowadzona konwersacja wzięła w łeb. Jej wzrok nie mógł znaleźć oparcia i zauważyłem, że jej dłonie zamykają się w pięści, to znowu rozprostowywała palce w nerwowych gestach.
– Kurwa, wiedziałem, że jestem do niczego. To nigdy się nie stanie.
– Możemy pojechać, nic nie mam w planie na dzisiejszy wieczór, tylko chciałbym doczekać, aż słoneczna tarcza schowa się za horyzont – odpowiedziałem szybko i starałem się uratować sytuację i żeby jak najszybciej przestała myśleć, że coś źle zrobiła.
Otworzyła usta i patrzyła z niezrozumieniem.
– Znaczy, wyrażasz zgodę?
– Tak. Wybacz, że moje niezdecydowanie wywołało w tobie zdenerwowanie.
– Próbowałam wiele razy... ale nigdy nic nie wyszło.
– To chyba niemożliwe.
– Skoro u ciebie możliwe, dlaczego u mnie ma nie być?
– Właściwie tak, masz rację.
   Stała cicho i patrzyła na zachodzące słońce, ale czułem, że jednak patrzy też na mnie.
– Wybacz, że cię dotknęłam. To też zrobiłam pierwszy raz.
– Nie powinienem tak reagować, spróbujemy ponownie? – delikatnie odchyliłem rękę w jej kierunku.
  Dostrzegłem, że odwróciła twarz w moją stronę.  
Nigdy wcześniej nie podejrzewałem się o zdolności przewidywania nawet najbliższej przyszłości, ale teraz odczułem, że za chwilę poczuje jej dłoń i tym razem przygotowany nie zareaguję jak poprzednio. Przymknąłem oczy i czekałem. Nie długo. Po chwili jej kostki dłoni zetknęły się z moimi.  
O nie, ja dotykałem ludzi, zarówno mężczyzn jak i kobiety. W grupie ćwiczących mieliśmy i kobiety. Oczywiście w ramach mojej pracy ściskałem dłonie obu płci, ale takiej sytuacji jak teraz jeszcze nie doświadczyłem, oczywiście świadomie. Bałem się. Wszystko we mnie zarówno cielesne jak i duchowe wiedziało, dlaczego tak jest.  
Drobne iskierki zaczęły przeszywać najpierw dłoń, potem całą rękę i w końcu objęły całe ciało. Przez ułamek chwili chciałem odsunąć dłoń, ale wytrzymałem. Też liczyłem, że to się kiedyś stanie. To nie musiało nic znaczyć. Ale mogło. Obydwoje jakbyśmy zaakceptowali niepisany układ. Zarówno ona jak i ja odwróciliśmy dłonie i teraz jej nieco drobniejsze i drugie palce zaczęły delikatnie układać się między moimi. Poczułem, że włosy dłoni leciutko unoszą się do góry, a całe ciała pokrywa gęsia skórka. W całym jestestwie wzmagała się burza. Uśpione od lat hormony przebudziły się i jakby wiedziały, że drugiej okazji mogą nie mieć, postanowiły zaakcentować swoją obecność. Jej dłoń drgała. Szum spokojnych fal w dziwny sposób nie głuszył jej głębszego oddechu.  
– Jak dobrze – szepnęła. – czy ty...?
– Cudownie.
– Michaelu...
– Cii, nic nie mów.
Zamilkła, ale jej oddech się pogłębiał. Oboje nieruchomi, obserwowaliśmy, jak krwista tarcza tonie w ciemniejącym błękicie.  
Gwiazdy zaczęły się zapalać na nieboskłonie, a my wciąż drżący i milczący staliśmy na brzegu i obydwoje baliśmy się poruszyć czy też wymówić słowa w obawie, że ta cudowna chwila może prysnąć jak mydlana bańka.
– Mogłabym stać tak z tobą przez wieczność. – szepnęła.
– A obiad?– powiedziałem i zrozumiałem, że jestem ostatnim dupkiem, bo tylko taki debil jak ja mógł zniszczyć tę cudną atmosferę
– Tak, pamiętam. I mój biedny Baltazar – chyba przyjęła to lekko.
– Baltazar?
– Kot. Wygląda jak mały tygrys. Daje mu jeść o siódmej, a jest już dziewiąta z minutami.
– Wybacz, że zniszczyłem chwilę.
– Nie, to ja się rozmarzyłam. Odczuwałam, że nie powinnam nic mówić.
– Jesteśmy dorośli, ale to było dla nas nowe, prawda Emmo?
– Wiem, że się ciebie nie boję.
– O! A powinnaś?
– Znam cię kilkadziesiąt minut, a czuję się z tobą tak dobrze. Zwykle uciekałam kiedy tylko poczułam, ze ktoś ma jakiekolwiek intencje.
– Pewnie miałaś powód, a jeżeli chodzi o mnie, chyba nie mam żadnych intencji, poza rozkoszowaniem się czasem obok ciebie.
– Można tak powiedzieć, że miałam powód, a wracając do propozycji, dalej jest aktualne, że dasz się zaprosić?
– Oczywiście. Możemy iść. Tylko nie jestem ubrany na proszony posiłek.
– To chyba nie jest problem?
– Nie.
Już nie trzymaliśmy się za ręce, a, prawdę mówiąc, tęskniłem za tym nieziemskim uczuciem. Szła obok, stąpała lekko jak młoda łania. Stawiała stopy delikatnie, rozpoczynając z palców, co zwykle się zdarzało tylko tancerzom baletu. Mogła mieć pięć stóp i dziesięć, a może jedenaście cali wzrostu i ważyła pewnie około stu dwudziestu funtów. Czarne jak smoła włosy spadały na jej plecy. Szła zgrabnie i w taki sposób, że głowa pozostawał na tym samym poziome. Teraz nieznacznie zmieniła styl chodu i raczej przypominała skradającą się panterę. Mogłem to widzieć, ponieważ nieco zostałem z tyłu. Starałem się nie patrzeć na wąskie biodra i prężące się przy każdym kroku pośladki, ale widocznie moja męska strona pierwszy raz mogła triumfować i mimo starań jednak to dostrzegłem. Otrzepała stopy kiedy wyszliśmy na beton.
Zostały trzy samochody. Mój Bentley, Audi należące do szefa baru i jej błękitna metaliczna Barracuda z ogromnym silnikiem o pojemności prawie dziewięciu litów, prawdopodobnie rocznik 1970
– Chcesz powiedzieć, że ten Bentley jest twój? – zapytała nieco zdziwiona.
– Wypożyczyłem. Ale wiem, że szef kawiarni ma Audi.
– Tak lubię moje autko.
– Jeździsz dobrze?
– Całkiem nieźle. Obawiałam się trochę chłopców, ale za kółkiem radze sobie całkiem profesjonalnie.
Nie zwróciłem uwagi, że użyła czasu przeszłego, po prostu mi umknęło.
– Co powiesz na zamianę.
– Chcesz mi dać poprowadzić Latającą Ostrogę?
– W rzeczy samej.
– Prowadzisz standard?
– Całkiem nieźle.
– Ma niezłe kopyto.
– Nie będę forsował.
– Nie powiedziałam, że nie możesz. On lubi.
– On, Barrakuda to ona.
– To on, sam sie przekonasz. Samiczka tak nie reaguje.
– Masz GPS czy mam jechać za tobą?
– Sam zobaczysz. Trochę mnie kosztował, ale wart jest każdego dolara.
– Za dwa tygodnie dostaję błękitne Lamborghini Huragan, może się pościgamy...  
– Jak chcesz, ale dużych szans nie będziesz miał. Ma cztery sprężarki co daje ponad dziewięćset dwadzieścia koni. Lamborghini ma tylko sześćset dwadzieścia.
– To dzisiaj pojadę ostrożnie, może być zazdrosny, że ktoś inny go dosiądzie. – odpowiedziałem ukrywając zaskoczenie, że jest tak dobrze poinformowana.
Nie wiedziałem przecież, czym się zajmuje zawodowo.
– Pogadam z nim.
Nacisnęła pilota i światła Barrakudy mrugnęły dwa razy. Prawdopodobnie Emma przyjechała na plażę kilka minut po mnie, samochód z pewnością prezentował się dużo lepiej w pełnym słońcu. Zaprosiła mnie ruchem dłoni, bym zobaczył środek wozu. Deska rozdzielcza utrzymana w oryginalnym stylu, ale oczywiście GPS dołączono później.  
Dostrzegłem kilka dodatkowych guziczków. Między przednimi siedzeniami, prawdopodobnie ze skóry strusia, znajdowała się kasetka, którą otworzyła, żebym zobaczył kilka różnych przycisków i przełączników.
– To będę potrzebowała kiedy zrobimy wyścig z twoim Lambo, ale ty raczej tego nie dotykaj. Bez przesady idą iskry i ogień z rur.
– A te dodatkowe przyciski na desce?
– Też raczej nie dotykaj. Kot jest głodny, a potrzeba kilku minut na poznanie tajników mojego Szafirka.
– Dobra nazwa.
– Dziękuję.
Włączyła motor. Najcichszy nie był. Wystukała adres na elektronicznej mapie.  
– Dzisiaj z grubsza trzymajmy się przepisów.
– Oczywiście Emmo.
Podałem jej pilota od Latającej Ostrygi.  
– Jest guzik do startowania – powiedziałem może niepotrzebnie.
– Znam się troszkę na samochodach – pokazała swoje równe ząbki.
Bentley zapalił prawie bezgłośnie w porównaniu z Plymouthem i piękna brunetka ruszyła bardzo łagodnie, powiedziałbym z gracją...
Wsiadłem do jej prawie pięćdziesięcioletniej maszyny. Co mogła mieć oryginalne? Z pewnością karoserię. Nie miałem czasu oglądać tego cudeńka. O tej porze nie było tak dużego ruchu, ale umówiliśmy się przestrzegać przepisów. Nie mogłem sobie odmówić, wcisnąć pedału gazu do podłogi. Faktycznie samochód zareagował jak rasowy ogier. Szarpnął nerwowo do przodu. Wrzuciłem dwójkę i zaraz trójkę. Potem czwórkę. Miał jeszcze dwa biegi, ale zadowoliłem się czwórką. Jechałem chwilkę siedemdziesiąt mil na godzinę, ale zszedłem do przepisowej prędkości. Wóz miał małą kierownicę. Emma z pewnością umiała jeździć. O ile w rozmowie na inne tematy robiła wrażenie nieco speszonej, to od razu odczułem, że motoryzacja to jej konik i tu raczej mogła rozmawiać bardziej otwarcie i bez tremy.  
Dziesięć mil przed jej domem włączyłem muzykę. Musiałem nieco uciszyć. Zajęło mi chwilę, by odkryć co to za styl muzyki. Z pewnością metalowa grupa, ale kobieta, która śpiewała, miała bardzo dobry, powiedziałbym, operowy głos. Postanowiłem zapytać brunetkę o nazwę zespołu. Wjechałem w teren zabudowany i po chwili dostrzegłem Bentleya. Stał zaparkowany przed niewielkim domkiem. Dach pokrywały lśniące kafle z wypalanej gliny o krwistym kolorze, jasnozielone ściany, duże okna, a do środka prowadziły piękne czerwone drzwi z mosiężnymi okuciami. Mogłem to wszystko dostrzec dzięki sinej latarni stojącej zaraz obok posesji. Zaparkowałem obok Latającej Ostrogi, lecz nie wyłączyłem silnika. Zobaczyłem, że drzwi garażu się otwierają, wobec tego wjechałem do środka. Emma pokazała się w drzwiach wejściowych do domu.
– Zaparkuj swój wóz również, dobrze Michaelu?
– Oczywiście Emmo.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2958 słów i 17021 znaków, zaktualizował 25 sty o 21:45.

2 komentarze

 
  • Czarly

    No jestem ciekawy ciągu dslszego

  • Majkel705

    Akcja rozwija się bardzo ciekawie jest, tylko lekki chaos w narracji raz w pierwszej raz w trzeciej osobie poza tym spoko czyta się lekko, łatwo i przyjemnie

  • lila

    @Majkel705 dzięki. Znalazłem kilka błędów typu literówek, ale nie dostrzegłem tego, o czym mówisz. Możesz dać przykład?

  • Majkel705

    @lila zdioąłem sandały ...... Doszedł do wody ale to tylko detale jest super nie przejmuj się moimi opiniami bo naprawdę masz talent

  • lila

    @Majkel705 jest, zdjąłem? Jednak dziękuje, dzięki tobie poprawiłem kilka błędów.

  • Majkel705

    @lila spoko polecam się na przyszłość 😀 :yahoo:

  • Majkel705

    @lila Zdjąłem sandały i zacząłem iść na bosaka. Jak dawno nie pamiętałem tego uczucia. Doszedł do wody i osłuchiwałem się
    O ten fragment mi chodziło początek :yahoo:  
    Ale naprawdę opowiadanie bomba
    Mam nadzieję że nie obraziłaś się to nie jest żadną krytyka  bo krytykować powinien ten kto pisze opowiadania a nie czytelnik