Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 13

James polał dobre wino.
– Chcesz coś mocniejszego, brandy, whisky czy wódkę?
–  Może nie dzisiaj. Będę wracał pół do dziewiątej.
–  Jest dopiero szósta. –  odezwała się Kathy i zabrzmiało to z nutką smutku.
–  Tak, czas nie płynie równo.
James miał jasnobeżowe spodnie i kolorową koszulkę z bawełny. Kathy ubrała się w śliczną wrzosową cienką suknię do kostek. Miała nienaganną figurę, co zauważyłem już kiedy założyła strój do joggingu, kiedy robiliśmy śniadanie. Nie odzywała się wiele, raczej pozwalała, bym mógł rozmawiać z Jamesem.
Kathy była jego drugą żoną. Pierwsza, go zdradziła. Nie wchodziłem głębiej. Czasem w związku nie wyjdzie, dopiero po latach. James byl człowiekiem spokojnym i zrównoważonym. Ze skąpych słów mamy wynikało, że rozumieli się w tych delikatnych sprawach, więc, o co tamtej chodziło? Może tamtej było mało? Na szczęście nie miał problemów finansowych, bo czasem, w chwili rozwodu wychodzi jaki ktoś naprawdę jest.  
Mieliśmy naprawdę dobry czas, zacząłem się zbierać.
–  Kiedy wpadniesz? Jutro? –  zapytała.
–  Pewnie za parę dni. Pracuję rano na komputerze, Emma coś wspominała, że zadzwoni do was, bo chce was zaprosić na obiad w sobotę, ale dokładnie jeszcze nie wiem. Z pewnością zadzwoni do ciebie
–  Sądziłam, że mnie unika.
–  Skąd ci to przyszło do głowy?
–  Takie babskie odczucie.
–  Nie zauważyłem, kochanie – wtrącił się James – robi wrażenie bardzo miłej i otwartej.
–  Może się mylę –  odrzekła, ale wyczułem, że nie za bardzo jej się podobała odpowiedź męża.
Przytuliłem go serdecznie, mamę ucałowałem w policzek i wyszedłem. Miałem kilka przyjemności dla mojej kruczowłosej kochanki. Uśmiechałem się na myśl, że za kilknaście minut ją zobaczę.

                                                                     Emma.
W domku porządek, kwiaty i tort w lodówce. Mam kochanego chłopaka, kochanka i super faceta. Cieszyłam się myślą, że niedługo go zobaczę. Tylko jedna rzecz mnie martwi. Jak mu powiem o Carry? Powinnam była od razu pójść za ciosem i powiedzieć zaraz potem jak opowiedziałam, co się stało ze mną i ojcem, wiele lat temu. Myślałam też, co powiem Carry? Czułam, że ona mnie chyba więcej niż lubi. Czasem miałam wrażenie, że mnie kocha. Ja? Uratowała mnie, albo w najlepszym razie nie dopuściła, bym popłynęła w dal. Nie wiem, dlaczego nie dzwoni. Może czeka na telefon ode mnie? Yo ona zwykle dzwoniła. Ostatnio było z nami wszystko w normie. Nigdy jej nie powiedziałam, co stało się w moim życiu. Czy się domyślała, tego nie wiedziałam? Miałyśmy relacje czysto erotyczną. Poza tym jadłyśmy, piłyśmy czasami coś dobrego. To ona mi dała Baltazara, więc ile razy widziałam moją miniaturkę tygryska, to o niej myślałam. Powinnam mu powiedzieć i powinnam jej powiedzieć. Nie chciałam jej stracić. Na sto procent nie wiedziałam, jak zareaguje. Ma klucze, może przyjść nawet w nocy, bo i tak bywało. Powinnam jej powiedzieć, a zabrakło mi odwagi i naprawdę nie wiedziałam dlaczego. Przecież w końcu muszę to zrobić. Zaraz przyjedzie Michael, pomyślałam. Bardzo go pragnęłam, ale naprawdę powinnam odpocząć. Bo jak zaczniemy, to się tak zaraz nie skończy. Usłyszałam go. Jest.
–  Hej, skarbie. –  zawołał od drzwi.
Podeszłam i wskoczyłam mu na biodra.
–  Miałaś dzisiaj odpoczywać.
–  Tylko się witam –  cmoknęła m go w policzek.
–  Obiad smakował?
–  Muszę przyznać, że masz zdolności kulinarne. Odwdzięczę się jutro.
Dziękuję za kwiaty, również ci podziękuję w specjalny sposób, jutro.
–  Mama zrobiła obiad i jest dla ciebie solidna porcja.
–  To zostanie na jutro. Nie będziemy mieli czasu jutro gotować –  usmiechnęłam się szelmowsko.
–  Czymś mnie zaskoczysz?
–  Zobaczysz.
–  To co, zaczynamy ,,Odpoczywanie Emmy”.
Zrobiłam minę. Michael zaczął mnie rozbierać.
–  Miałam odpoczywać – rzekłam niepewnie.
–  Wiem, ale w pakiecie o odpoczywaniu jest to. Pamiętam i poskromie moje mustangi
Pozwoliłam się rozebrać i automatycznie zaczęłam coś czuć, ale on się tylko uśmiechnął. Zaniósł mnie do sypialni. Położył na plecy, a potem delikatnie przekręcił na brzuch.
–  Masaż jest pierwszym punktem planu.
Chciałam wiedzieć, co jest drugim.  
–  To będzie taki wstęp do kąpieli w pianie. Rozmasuje ci wszystko, poczekasz grzecznie, a ja przygotuję wszystko w tej łazience, gdzie masz wannę. Potem będzie właściwy masaż, a na koniec relaks przy muzyce. Zabrałem wszystko co trzeba, od Kathy.
–  Znaczy?
–  Olejki do masażu, do wody, świece, a nawet dyski z muzyką.
Pomyślałam coś idiotycznego i zaraz się skarciłam w duchu, ale mój mądry kochanek wyczuł, bo pewnie zrobiłam jednak jakąś minę.
–  To jest dla ciebie, sam wybierałem, co uważałem, że będziesz lubić.
– Wybacz, głupio pomyślałam.
–  Nie szkodzi. Popatrz, jak jest. Ty byłaś trzy lata w takiej sytuacji, a ja tylko jeden dzień...
–  Mike, nie mówmy o tym. Niby daliśmy radę, ale zawsze gdzieś tam w zakamarkach duszy coś błądzi.
–  Wybacz, postaram się pamiętać.
Tak to jest z tymi sprawami. Tylko pomyślałam, czy Kathy mu pomagała wybierać i jak na złość przyszła myśl, czy on ją jeszcze... Wiedziałam, że nie, ale myśl przyszła. Prawo pierwszych połączeń. Dlaczego tak pomyślałam? Bo James przypominał mojego ojca, niby z urody i z pewnością tylko z tych dobrych stron, a jednak. Czy dlatego go polubiłam? Raczej nie, ale do końca kto to może wiedzieć?
Po chwili, kiedy umył ręce, zaczął rozmasowywać mięśnie moich rąk i nóg. Potem krótko masował plecy i pośladki. Chciałam dłużej, ale to miał być tylko ten wstępny masaż. Przekręcił mnie na plecy i teraz naprawdę musiałam walczyć z sobą, by go nie przyciągnąć i zacząć inny rodzaj rozkoszy. Widziałam, jak mu się oczy śmiały, ale robił wrażenie twardziela. Pomyślałam, jak będzie podczas tego właściwego masażu...
–  Teraz idę przygotować kąpiel, a ty się relaksuj. –  nakrył mnie cienką kołderką.
Rzuciłam okiem na zegar.
–  Nie zapomnij o Baltazarze. Pewnie się ucieszy, że go nakarmisz.
–  Będę pamiętał.
Zniknął. Leżałam i rozmyślałam, jaki jest kochany. I od razu przyszła mi do głowy Carry. Powinnam zadzwonić, czemu ona nie dzwoni? Muszę to załatwić. Tylko jak powiedzieć jej, bo jemu będzie łatwiej, ale czy rzeczywiście? Powinnam mu powiedzieć, zaraz jak zapytał o szczoteczkę do zębów. Odgoniłam te myśli i jakiś czort zaczął mnie kusić jeszcze gorszymi myślami. Czy dałby się powtórnie uwieść matce? Miał do niej słabość, to widziałam. Zwykle po takim czymś chłopak by ja zobaczył dopiero na pogrzebie. W sumie u niego stało się inaczej. Niby go uwiodła, ale i on trochę chciał. Chore, ale jednak. Ze mną było podobnie. Sama nie byłam do końca pewna, czy to faktycznie jakiś demon mnie owładnął, czy moje zgwałcone jestestwo to wymyśliło jako karę, ale tak, żeby na tym skorzystać. Niestety pamiętałam wszystko. Nienawidziłam tych trzech lat, ale i pamiętałam rozkosz. Im bardziej było miło, tym bardziej cierpiałam, Na szczęście Michael dawał mi radość nie do porównania, nawet z Carry takiej nie miałam. Dopiero teraz pomyślałam, kim dla mnie jest moja drobna blondynka. Już jak mi opowiedział o Susan, pomyślałam, czy mogą być podobne. Tamta była drobna i Carry jest. Pewnie na tym podobieństwo się kończyło. Powiedział szalona? Carry też była czasem. Alkohol? Ona nie prowadziła, kiedy się upiła. Też miała jakiś problem w duszy. Ja jej nie powiedziałam o moim, ona nie wspomniała o swoim. Byłyśmy kumpelami, plus łączyły nas erotyczne ekscesy. Kupiła mi Baltazara i pomogła mi w najgorszym momencie.
Uporałam się i z tą myślą. To ciekawe, że w sekundę o tylu sprawach da się pomyśleć. James. Super facet. W przybliżeniu najlepsza wersja mojego ojca. Podczas tamtej wizyty na siłę próbowałam oddalić skojarzenia. Wiek, wygląd, sposób rozmowy. Był podobny z urody.
–  Gotowe, kochanie. –  z rozmyślań wyrwał mnie głos Mike’a.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do wanny. Musiałam przyznać, że ma poczucie estetyki. Wanilia, fiołek i chyba opium, z pięć tuzinów świec i płatki róż w wodzie, dał również różanego zapach do wody. Powoli zanurzyłam się w niezbyt gorącej toni.
–  Bosko, wskakujesz?
–  Marzę o tym, ale wówczas wiesz, co będzie.
–  Nie opanowałbyś żądz?
–  Wystarczy, że ty opanowałaś.
Spojrzałam na niego jasno.
–  Widziałeś czy czułeś?
–  I to i to. Dasz radę w tej drugiej części właściwego masażu?
–  Pod warunkiem, że nie będziesz dotykał niektórych owoców.
–  Jabłuszek i brzoskwinki ?
–  Jabłuszek? Widziałes kiedy takie wielkie jabłka?
–  Czujesz się urażona?
–  Nie tak, tylko powiedziałam, noszę staniki C.
–  Tak wygląda.
Ze też się nie zamknęłam w tej sekundzie.
–  Kathy ma też C, prawda?
Tylko spojrzał.
–  Skoro mówisz, ale nie jestem tym zainteresowany.
Uwierzyłam i byłam zła na siebie. Jednak mój książę pocałował mnie w policzek i szepnął.
–  Kocham cię, Emmo.
To wystarczyło. Poczułam błogość w całym ciele. Ile jedno słowo może zdziałać!

Ta cudna kąpiel trwała pół godziny. Dolewał ciepłej wody i uzupełniał olejki. W końcu wyjął mnie z wody i zaczął wycierać. Znowu musiałam walczyć, a jeszcze mocniejsze wyzwanie na mnie czekało. Postanowiłam sobie wytrzymać, o ile dotrzyma warunków.  
Podczas właściwego masażu było naprawdę ciężko. Bo masował mi wszystko. Kiedy leżałam za plecach, prawie miałam szczyt, kiedy masował mi piersi. Delikatnie drażnił brodawki... gdyby robił to jeszcze z pięć minut dłużej, pewnie bym nie wytrzymała. Miał luźne spodnie od dresu, nie chciałam patrzeć, ale miałam pewność, że jego ogromny organ stoi na baczność. Jeszcze gorzej było... och było cudownie, ale trudniej mi było się powstrzymać, kiedy masował pośladki. Chciałam, by złamał obietnicę. Masował je i rozsuwał. Musiałby być gejem, by nie patrzeć, jak moja dorodna pusia się otwierała. Oczywiście byłam mokra i w końcu nie wytrzymałam.
–  Michael, wyruchaj mnie. Już nie mogę.
–  Wierz mi, że chcę, ale daliśmy sobie słowo.
–  To niezdrowe. Moja łechtaczka jest twarda, brodawki jak kamienie, a pusia mokra i bliska szczytu.
–  Zaraz kończę, myślę, że mi wierzysz, że i mi jest trudno.
Odwróciłam buzie i szepnęłam.
–  Musiałbyś być gejem, by nic nie czuć.
–  Jutro sobie odbijemy. Spróbuj się zrelaksować. Zamiast się podniecać, przetransformuj tę energię w coś wzniosłego.
–  Spróbuję – jęknęłam.
Doszedł do końca masażu. Pocałowałam go w policzek. Teraz on chyba miał kłopot, bo chciał utulić mnie do swojego torsu, ale uciekłam. W łazience miałam chwilkę, by zadbać o siebie sama, ale w końcu i to zwyciężyłam. Wytarłam tylko wydzielinę i ubrałam piżamkę.  
–  Wyglądasz super – mruknął kiedy zobaczył na mnie białą bawełnianą piżamkę, w złote misie.
–  Nie robimy tego więcej, to była katorga. Chcesz, żebym ci ulżyła? –  szepnęłam, patrząc wymownie na jego biodra.
–  Wytrzymać tyle i pregrać na końcu? Dzięki.
–  Będziemy razem spać – uśmiechnęłam się figlarnie.
–  Jasne. Kocham cię, jeżeli nie będziemy wzajemnie się podniecać, to wytrzymamy, prawda?
–  Prawda – powiedziałam z lekkim smutkiem.
Oboje uznaliśmy to za głupotę, ale trzeba było to doprowadzić to do końca. Położyłam się do łóżka i czekałam, aż przyjdzie z łazienki. Niestety zasnęłam.  
Rano obudziło mnie miłe łaskotanie po policzku.
–  Wstawaj śpiochu – usłyszałam.
–  Która godzina?
–  Szósta.
–  Wczoraj odpłynęłam – przyznałam.
–  Wyspana i wypoczęta?
–  Czuje się super. A ty już długo na nogach?
–  Pół godziny.
–  Dałeś jeść Baltazarowi?
–  On jest głodny kiedy wstajemy.
–  Tak już jest. –  popatrzył pytająco.
–  Oczywiście, że dałem. Wyglądał na zadowolonego.
–  Kochany jesteś – cmoknęłam go w usta.
–  Uważaj – pogroził mi palcem. –  jestem napalony od wczoraj.
–  To może zostań u mnie.
–  Właśnie mam taki zamiar – popatrzył pytająco.  
–  Chodziło mi...
–  Głuptas. Wstawaj, bo się spóźnisz.
–  Jestem szefem i właścicielem – uśmiechnęłam się do niego.
–  To weź dzień wolny – rzekł miło.
–  Nie mogę. Chłopaki by się zapłakali. Poza tym lubię moją pracę.
–  Więcej niż mnie? – wyglądało, że się droczy.
–  Ciebie kocham. –  znowu pocałowałam go w usta, ale bardzo delikatnie.
–  Jeszcze raz to zrobisz i nie ręczę za siebie.
–  Nawet nie wiem, co będzie jak wrócę – pokazałam moje równe ząbki.
–  Oboje tego nie wiemy.
Musiałam się pospieszyć. Krótki prysznic, wskoczyłam w moje ubranko i byłam gotowa do wyjścia do pracy. Dzisiaj miała być brudna robota. Z małą tęsknotą zostawiłam go w domu.  
Dojechałam druga do pracy. Pogładziłam Szafirka po masce i weszłam do garażu. Do mojego świata...

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2341 słów i 13258 znaków.

Dodaj komentarz