Tam, gdzie zachodzi słońce cz.1

Tam, gdzie zachodzi słońce.

                                                 Wstęp.

Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy samochód Michaela zjechał z autostrady numer dziesięć i skierował się na autostradę Oceanu Spokojnego i po chwili zaparkował na locie numer siedem, blisko celu swojej podróży, Kawiarni Perrgo. Rzucił okiem na niebo i dostrzegł tylko małe pierzaste chmurki widoczne nad horyzontem, ponad niekończąca się taflą oceanu.  
Dawno tu nie był. ile to już czasu minęło? Dwanascie lat, tak dokładnie. Jako osiemnastolatek opuścił Santa Monika, gdzie się urodził i wychował, wsiadł do samolotu i poleciał na wschodnie wybrzeże, by wylądować w Nowym Jorku, żeby rozpocząć pracę w biurze adwokackim swojego ojca.  
No cóż, gdyby rodzice się nie rozwiedli, jego losy być może potoczyłyby się inaczej.  
Po trzech latach Salomon Danford niechętnie zgodził się, by syn sam rozpostarł skrzydła. Młody brunet uznał, że sprawy rozwodowe go nie interesują i zaczął karierę w wielkiej korporacji jako specjalista do spraw prawnych. Oczywiście nie jako ktoś wielki, ale liczył, że z czasem awansuje. Zawiłe transakcje, układy i często polityka zniechęciły go do kariery i w tym kierunku. W końcu dwa lata temu otworzył filię biura ubezpieczeniowego. Pogłębiał wiedzę we wszystkich kierunkach. Dodatkowo zaczął inwestować. Znajomość rynku pomagała mu osiągnąć już w rok temu stabilizację. Poza tym, z czego nie za bardzo się ucieszył, uzyskał spory spadek. Stało się to ponieważ niestety Samuel Danford zmarł przedwcześnie na serce, nie osiągnąwszy nawet pięćdziesiątki. W pewnych kręgach szeptano, że młode kobiety i dopalacze, by osiągnąć maksymalną sprawność w sypialni, pomogły tak rychłe odejście. Matka Michaela jednak uroniła łzę podczas pogrzebu. Teraz już od ośmiu lat wiodła spokojne życie przy boku nowego partnera, tym razem chyba na życie. Ojczym zrobił na wysportowanym brunecie dobre wrażenie.  
Tę decyzję, by odwiedzić stare kąty, podjął niedawno. W drugiej połowie sierpnia wystartował z lotniska JFK. W LA czekał na niego nowy Bentley Flying Spur ( Latająca ostryga) w kolorze bardzo ciemnej zieleni, nazwanej poetycko Midnight emerald. Oczywiście, zanim wybrał się na Rajską plażę w Santa Monica, odwiedził matkę. Spędził z nią i jej drugim mężem całe wczorajsze popołudnie. James, czterdziestodziewięcioletni brunet o lekko przyprószonych srebrem skroniach, zrobi na młodym mężczyźnie bardzo dobre wrażenie. Dzisiejszy ranek i wczesne popołudnie również upłynął Michaelowi w towarzystwie matki, ponieważ James miał wrócić dopiero koło piątej.  

                                      Część pierwsza: Dotyk dłoni.
                                                     Michael
– Kiedy się w końcu ustatkujesz? – zapytała, wciąż dobrze wyglądającą na swoje czterdzieści sześć lat Kathy Danford po pierwszym mężu, Grant po drugim, z domu Price, ciemna szatynka o wielkich i wciąż pełnych życia, zielonych oczach, moja matka.
– Co masz na myśli matko, mam własny interes, a transakcje giełdowe przynoszą mi zyski. Zdrowie dopisuje i jak widzisz na mojej twarzy gości najczęściej uśmiech.
– Dobrze wiesz, co mam na myśli – odrzekła, zwężając oczy.
– Mam piękną matkę – zmieniłem temat.
– Nie zmieniaj tematu, synu – koniuszki jej warg uniosły się nieznacznie.
– Nie znalazłem jeszcze właściwej osoby.
– Masz na myśli kobiety...
Tym razem się uśmiechnąłem.
– Bardzo lubiłem Arrona, ale raczej preferuję kobiety.
– Raczej?
– O co ci chodzi mamusiu. Jestem dorosły, chociaż dorosłość nie ma z tym nic wspólnego... Powiedz prosto, nie możesz się doczekać, aż zostaniesz babcią – dotknąłem delikatnie jej dłoń.
Szatynka poprawiła włosy i sięgnęła po białą filiżankę i dopiła resztę latte.
– Nie, żeby zaraz babcią, nie wyglądam tak staro.
– Czasu nie da się zatrzymać.
Spojrzała na mnie z gromami w oczach. Nie mogłem pozwolić, by poczuła się urażona.  
– W twoim wypadku jest inaczej. Gdybym nie wiedział, ile masz lat, dałbym ci najwyżej trzydzieści dwa.
Moja uwaga, którą uznała za zwykłą uprzejmość, usunęła Marsa z jej twarzy.
– Nadal nikogo nie poznałeś, to miałam na myśli.
– Znam jedną piękną kobietę.
– A jednak – w oczach dostrzegłem iskrę zadowolenia – jaka jest?
– No cóż – zacząłem – zgrabna, mądra i ma dobrze ułożone pod czupryną.
– Jak wygląda, możesz bardziej opisać – Kathy postanowiła się więcej dowiedzieć o mojej dziewczynie.
– Ma zielone oczy i ciemnobrązowe włosy.
– Aha, a ma jakieś imię?
– Tak.
– Możesz powiedzieć – popatrzyła błagalnie.
– Kathy.
– Jak ja?
Uśmiechnąłem się szeroko.
– Wariat, zaraz cię uduszę.– zamierzała wstać, ale dotknąłem ponownie jej dłoni.
– To się kiedyś stanie, nie narzekam na brak zainteresowania. Powiedz mi lepiej jaki jest ojczym.
Poprawiła się na fotelu, spojrzała na regał z orzechowego drzewa, gdzie za bursztynowymi szybami stały książki o malarstwie i ziołach.
– Jest... inny niż Samuel, był. Jestem z nim szczęśliwa.
– To wiem, mam oczy i czuję.
Ponownie odrzuciła włosy do tyłu i spojrzała mi prosto w oczy.
– Nie wiem, czy mogę to powiedzieć swojemu synowi.
– Możesz – tym razem przytrzymałem jej dłoń dłużej.
Rozejrzałem się po salonie i ponownie popatrzyłem na jej twarz, czekając na odpowiedź.
– Czuję się z nim dobrze, mam poczucie stabilności.
– Ojciec chyba ci też to dawał.
Wierciła się na fotelu, jakby chciała za chwilę iść do toalety, ale czułem, że nie o to chodzi. W końcu zrozumiałem i uznałem, że zadane pytanie miało zbyt duży ładunek osobisty i dlatego matka starała się uniknąć odpowiedzi.
– Chyba rozumiem – rzekłem cicho.
– Czuję się przy nim kobietą, jak nigdy nie czułam się przy twoim ojcu – wypaliła z rumieńcem na twarzy.
Wpatrywałem się w jej oblicze, gdzie przemknęło kilka odczuć wskazujących, że chyba nigdy nie była tak szczęśliwa.
– To był mój ojciec i pewnie byłem zbyt mały, żeby w pełni zrozumieć, ale powiem, czego może nie powinienem. Był dupkiem. Nie potrafił dostrzec skarbu, jaki posiadał. Dobrze, że James to zobaczył.
Uśmiechnęła się szeroko, ukazując rząd równych i białych zębów.
– Nie sądziłam, że otrzymam taki komplement i to od własnego syna.
Uznałem, że powinien uciec z tego tematu jak najszybciej.
– Zamierzam zobaczyć plażę, mam do niej sentyment.
– Kiedy?
– Jutro po południu.
– Ładny ten samochód. Dużo cię kosztuję? Przecież na czas pobytu moglibyśmy ci odstąpić jeden z naszych wozów.
– Przez co ograniczyłbym waszą niezależność i swobodę poruszania. Dostałem dobrą ofertę. Pierwszy tydzień mam ten model za cztery tysiące, w drugim przesiadam się w Lamborghini Huragan, w kolorze jasnego wrzosu, tylko za tysiąc więcej. Biorąc pod uwagę, że normalnie dzień kosztuje półtora tysiąca, uważam, że zapłaciłem dobrą cenę.
– A czym jeździsz w Jorku?
– Taksówkami. Tam są zawsze korki. Nie wypada mi jeździć rowerem, więc myślę o kupnie motoru.
– Jest niebezpieczny.
– Życie jest tego pełne.
Po jej minie wiedziałem, do czego zmierza, a nie za bardzo miałem ochotę o tym rozmawiać. O moim wypadku w Nowym Jorku.  
– Obawiam się o ciebie, to niebezpieczne miasto.
– Według statystyk miasto Aniołów (LA) też jest. Od tego czasu wiele się zmieniło. Uczę się jednej z najbardziej efektywnych sztuk obrony. Poza tym może przeniosę się z powrotem na zachodnie wybrzeże. Zimy w Nowym Jorku są bardzo frustrujące.
Wiedziałem, że do tego nawiąże, właściwie czekałem kiedy to nastąpi. Kathy przełknęła ślinę i delikatnie zwilżyła usta końcem języka.
– Chcesz odwiedzić TO miejsce?
– Tak. Wiesz, takich spraw się nie zapomina. Być może dlatego jeszcze z nikim się nie związałem.
– Byliście młodzi...
– Byłem młody i głupi. Nie powinienem pozwolić, by z nimi poszła, miałem złe przeczucie.
– Ona była inna.
– Czuję się odpowiedzialny. Czasem jedna mała rzecz zmienia przyszłość. Mogłaby nadal żyć.
– Ale zginęła. To był wypadek. Wiem, że nie powinna wsiadać w takim stanie za kierownicą.
– Pogodziłem się z jej śmiercią już dawno, wierz mi.
James pojawił się w wejściu do salonu.
– Musicie coś zjeść.
– Tak, James – spojrzała na niego z miłością.
– Mam nadzieję, że Michael polubi moją kuchnię – odwzajemnił jej podobne spojrzenie.
– Nie jestem wybredny. – odrzekłem miło i wcale nie musiałem udawać, podobał mi się ten facet.
– Słuchaj, kochanie, on naprawdę świetnie gotuje – rzekła Kathy i wstała z fotela.
Wstałem również.
– Zjemy tutaj, prawda? – popatrzyła na mnie i dopiero na męża.
– Jasne, skarbie – rzekł mężczyzna
– Pomogę, dobrze? – zaproponowałem.
– Jesteś gościem, Michael.
– Ale to nadal mój dom, prawda?
Objęła mnie mocno.
– Zawsze kochanie, zawsze.

Obiad wypadł naprawdę dobrze. Kathy wcale nie przesadzała o zdolnościach kulinarnych swojego drugiego męża. Po obiedzie rozmawialiśmy długo przy kieliszku dobrego czerwonego wina. Dzięki czemu miałem okazję go lepiej poznać.  
Długo nie mogłem zasnąć. Mimo że tak powiedziałem, co jakiś czas miałem przed oczyma ostatni obraz żywej Susan, właśnie na Rajskiej plaży  

Następnego ranka po zwykłych czynnościach, przebiegłem pięć kilometrów, a po powrocie wziąłem się za trening. Poza Krav Maga ćwiczyłem kempo i chodziłem na siłownię, chociaż tylko raz w tygodniu. Ponieważ w domu James miał małą salę do ćwiczeń i nie miał żadnych obiekcji, by syn jego żony z niej korzystał, nie musiałem otwierać konta w żadnej z siłowni w mieście. W końcu wziąłem prysznic i przebrałem się w lekkie sportowe ubranie. Czasami miałem dość krawata i butów w najlepszym gatunku.  
Wiatr znad wody lub sam ocean sprawiał, że w Los Angeles nigdy nie czuło się upału. To definitywnie różniło to miasto od wschodniego molocha, gdzie w lecie wilgoć stawała się wprost nie do wytrzymania.
– Dobrze spałeś, Mike? – zapytała kiedy spotkaliśmy się w kuchni.
– Tak, dziękuje.
– Wybieram się do miasta, pojedziesz ze mną? – zapytała ciepło.
Miała sukienkę z rayonu, w kolorze wrzosu. Kathy jak niewiele współczesnych kobiet nie lubiła spodni, przez co w moich oczach wyglądała bardziej kobieco. Dostrzegłem też, delikatny makijaż, podkreślający jedynie jej rzęsy.
– Teraz? – zapytałem z lekkim zdziwieniem.
– Och nie. Myślałam, że coś zjemy razem.
– Oczywiście, że zjemy. Zgłodniałem.
– Trochę się martwiłam, jak wygadasz, podczas rozmów przez komórkę widziałam tylko twarz. Dbasz o siebie, to mnie cieszy.
– Muszę.
– Masz jakieś specjalne życzenie.
– W sensie?
– Jedzenia.
– Zjem, co przygotujesz i jak chcesz, to pomogę.
– Czasem razem gotuję z Jamesem i nieźle nam idzie.
– Pamiętasz, jak raz ci pomagałem?
Kathy od razu się zmieszała, ale nie uniknęła mojego spojrzenia.
– To nie tak miało być, myślałam, że zapomniałeś.
– Trudno coś takiego zapomnieć, mamusiu.
– Naprawdę nie chciałam, sama nie wiem...
– Jest w porządku. – delikatnie pocałowałem jej policzek.
– Martwiłam się przez te lata, że masz do mnie uraz. Powinnam cię pocałować w policzek, a nie w usta.
– To wyszło niechcący, więc nie powinnaś tak się tym dręczyć.
– Tak, ale wiesz, że nie skończyło się na pocałunku.
Objąłem ją ciepło.
– Na szczęście nie wpłynęło to na moją psychikę. Po latach zrozumiałem, dlaczego tak się stało. Salomon zawinił. Nie dręcz się tym.
– Ale czy mi wybaczasz?
– Nigdy nie miałem o to żalu. Mieliśmy robić śniadanie, chyba że chcesz go zrobić sama.
– Pomagaj. Naprawdę myślisz tu wrócić?
– Czynię starania, najpierw muszę zbudować sieć. Mimo że załatwiam wszytko online, czasem potrzebne są prywatne spotkania. Pewnie stracę kilku klientów, ale z pewnością zdobędę tu nowych – odetchnąłem, że Kathy zostawiła tę wyjątkową sprawę, która zdarzyła się piętnaście lat temu. Szkoda tylko, że nie mówiłem jej całej prawdy kiedy teraz o tym rozmawialiśmy. Tak naprawdę kłamałem i to całkowicie.

Po pysznym śniadaniu pojechaliśmy moim wynajętym samochodem do miasta. Dom Kathy znajdował się około dwudziestu minut od centrum. Zarówno ja jak i matka uznaliśmy za dobry i wartościowy czas, jaki spędziliśmy razem. Po powrocie pomagałem jej zrobić obiad, lecz go nie zjadłem. Praktycznie minąłem się w drzwiach z Jamesem i pojechałem na Rajską plażę. Kawiarnia u Perrego prezentowała się dobrze, jak każda w okolicy. Planowałem pochodzić po plaży, dlatego ubrałem się lekko i sportowo. Jasne jeansy marki Wrangler, prosta bawełniana koszulka i sandały ot to stanowiło cały mój ubiór.
– Co dla pana? – młoda, może niespełna osiemnastoletnia dziewczyna podeszła do stolika.
– Sok z mango z lodem.
– Może jakieś ciastko? Mamy dobre marchewkowe i sernik z owocami.
– Na razie pozostanę tylko przy soku.
Dziewczyna uśmiechnęła się miło i robiła wrażenie, jakby chciała coś jeszcze zapytać. Spojrzałem jej prosto w oczy.
– Chcesz o coś zapytać, prawda?
– Tak. Widziałam, czym pan przyjechał. Musi być fajnie jechać takim wozem.
– Tak, prowadzi się dobrze. To nie mój, ja tylko wynajmuję.
– Aha. Proszę wybaczyć, że pytałam.
– Nic nie szkodzi.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2305 słów i 13635 znaków, zaktualizował 29 sty o 18:27.

1 komentarz

 
  • Czarly

    Wspaniale się zaczyna z niecierpliwością czekam na ciag dalszy

  • lila

    @Czarly Dziękuję.