Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Rodzinne spotkania i nie tylko - prolog

No, cóż! Wypada zacząć tę historię. Może od tego, że jestem dziewiętnastoletnim, nieśmiałym facetem i mam wspaniałą, kochającą rodzinę; dwoje rodziców i młodszą o rok siostrę. Moja rodzina, w przeciwieństwie do mnie, bardzo lubi spotkania w rodzinnym gronie.
          Spotkania organizowane przeważnie przez moich rodziców, głównie z inspiracji mamy, obejmują najprzeróżniejsze okazje czy okoliczności. Pomysłowość, w tym zakresie, mojej mamy Laury, wspomaganej dzielnie przez jej siostrę Melanię, jest praktycznie nieograniczona.  
          Rodzinne zjazdy odbywają się głównie w dwóch obiektach; w restauracji znajdującej się w naszym mieście, której właściciele są zaprzyjaźnieni z moimi rodzicami oraz w kawiarni, której właścicielka jest przyjaciółką cioci Melanii, mieszczącej się na terenie jej miasta.  
          Uczestniczą w nich głównie; moja rodzina, dziadkowie i ciocia Melania. Często dopraszane są również i inne osoby, zaprzyjaźnione z moimi rodzicami lub z ciocią Melanią. Co do mojej nieśmiałości, to jest ona pewnie głównym powodem, że nie mam stałej dziewczyny.  
          Wydaje mi się, że swoim niezbyt dojrzałym zachowaniem, odstręczam je od siebie. Z tego też względu dość sceptycznie odnosiłem się do spotkań rodzinnych, ale nie był to jedyny powód. Ale o tym na razie nie chciałbym się wypowiadać.  
          Niestety, rzadko kiedy udawało mi się wykręcić od takiego spotkania. Musiałem mieć niemal żelazny argument, związany przeważnie z nauką czy egzaminami, aby otrzymać zwolnienie z uczestnictwa w tym rodzinnym spędzie, o, przepraszam; zjeździe czy spotkaniu.  
          Moja przebojowa mama potrafiła prawie zawsze dość skutecznie ‘zachęcić’ mnie do tego. Czytając niemal w moich myślach, zbijała wszelkie moje argumenty czy wykręty i tak, jak wspomniałem rzadko kiedy udało mi się wymówić od uczestnictwa w tych zjazdach.  
          W miarę upływu lat, mama znalazła dość poważny argument, który miał łamać moje opory. Kiedy widziała moją niechęć, od razu wyjeżdżała mi z twierdzeniem, że tak ciocia Melania, jak i dziadkowie wprost przepadają za mną i moją nieobecnością sprawiłbym im duży zawód.  
          I właśnie od takiego rodzinnego spotkania, w pewien sobotni wieczór, wszystko się zaczęło. Impreza trwała już jakiś czas i w pewnej chwili ciocia Melania poprosiła mnie do tańca. Ciocia Melania, młodsza siostra mojej mamy, ma trzydzieści osiem lat i jest bardzo piękną kobietą.
          Nasze relacje zawsze były wręcz wzorcowe. Ciocia okazywała mi wiele czułości i uczuć. Odkąd pamiętam, to już w wieku czternastu lat, od kiedy zacząłem się masturbować, to właśnie ciocia Melania, jako druga kobieta po mamie, była obiektem moich fantazji czy marzeń.  
          Zawsze po takich spotkaniach śniłem i marzyłem o obu bliskich mi kobietach. Kiedy więc wyszliśmy na parkiet, orkiestra zaczęła grać wolną melodię; typową pościelówę. Nabrałem odwagi i przysunąłem się bardzo blisko do cioci. Zaczęliśmy tańczyć jak para zakochanych.  
          Nie protestowała i pozwoliła mi przytulić się do niej. Zapach jej perfum odurzył mnie, a jej bliskość spowodowała, że mój kutas zaczął sztywnieć i rosnąć w moich spodniach. Chciałem, żeby mnie poczuła, więc bezczelnie zacząłem napierać na jej ciało i przyciskać się do jej piersi.  
          Wcześniej ściskaliśmy się wielokrotnie, ale dzisiaj to było zdecydowanie coś innego.           Spojrzałem jej prosto w oczy. Byłem pewny, że czuła, jak mój kutas naciska na nią.
Patrzyła mi w oczy i uśmiechała się do mnie.  
          Zamiast odsunąć się ode mnie, wcisnęła się we mnie mocniej, nie spuszczając ze mnie wzroku. Wyglądało na to, że to się jej w jakiś sposób podobało. Trwało to dobre kilka minut, przez cały czas grania melodii. Byliśmy po prostu złączeni razem, przytulając się i ocierając o siebie.  
          Obejmowałem ciocię ramieniem, cały czas gładząc i pieszcząc ręką jej plecy, okryte błyszczącą, ciemnozieloną tkaniną jej sukienki. Kiedy melodia skończyła się, lekko zażenowany, podziękowałem cioci za taniec.
- To było bardzo miłe! A z tobą Kamilu wszystko jest OK.? - usłyszałem szept cioci.  
- Tak! Było.. wręcz.. cudownie…ciociu..! - wydukałem z zakłopotaniem, czerwony jak burak.
- To może teraz zajmij się tym swoim ‘kolegą’, tam na dole, a potem znowu zatańczymy, OK.? - powiedziała ciocia, wskazując mi oczami ‘jakiego kolegę’ ma na myśli, patrząc na moje krocze.
          Rozstaliśmy się i ja rzuciłem się wprost do łazienki. Złapałem zwitek papieru toaletowego i przez kilka minut masturbowałem się wściekle, czując zapach i mając przed oczami  obraz mojej pięknej cioci. To spowodowało, że doszedłem w miarę szybko.
          Kiedy tryskałem do muszli, wydawało mi się, że wypłynęły ze mnie hektolitry spermy. Mając ściśnięty żołądek, trząsłem się cały. Obawiając się, żebym nie zwymiotował, głęboko oddychałem. W końcu uspokoiłem się na tyle, że mogłem wysikać się i umyć twarz.
          Wróciłem na salę i usiadłem przy wolnym stoliku z boku. Po kilku minutach ciocia podeszła do mnie i usiadła. Jej zapach uderzył mnie ponownie, jak bokserska rękawica.
- I co, czujesz się już lepiej? - zapytała pogodnie. Widocznie zorientowała się, że zająłem się sobą dość skutecznie, tak, jak sugerowała.
- Tak, wszystko w porządku ciociu! Przynajmniej na razie - oświadczyłem odważnie, dostrajając się do jej tonu.  
          Ciocia patrząc na mnie, uśmiechnęła się i zachichotała.
- Nie tylko wyobrażam sobie, ale nawet wiem, jak to jest być napalonym nastolatkiem. Wiesz, kiedyś też taką byłam. Co ja mówię? Nadal jestem! To znaczy; nadal jestem bardzo napalona.
          Patrzyłem na ciocię z niedowierzaniem i zaciekawieniem. Roześmiała się.    
- Co? Pewnie uważasz mnie za dziwadło, że rozmawiam z tobą w ten sposób, prawda? - zapytała, chichocząc. Teraz ja się roześmiałem.  
- Jeżeli miałabyś być dziwadłem, to byłoby to cudownie pachnące, najpiękniejsze dziwadło, o którym można śnić i marzyć - odparłem szybko i zdecydowanie, szczerząc do niej zęby.  
          Zaśmiała się i zapytała, czy mam chęć znowu z nią zatańczyć. Nasza rozmowa spowodowała, że mój kutas ponownie zaczął rosnąć i nie chciałem wychodzić na parkiet z namiotem w spodniach. Zauważyłem też, jak uważnie jesteśmy obserwowani przez resztę rodziny.
- Ciociu, bardzo bym chciał tańczyć z tobą i przytulać się, ale mój kolega z dołu, ponownie doszedł do głosu. Czy możemy trochę posiedzieć razem i porozmawiać? - zwróciłem się do cioci.
- Nie wiem Kamilu czy widzisz to, co ja? Wszyscy nas obserwują, szczególnie twoja mama. Jeżeli będziemy dłużej rozmawiać, na pewno zwróci na nas uwagę i będzie domyślać się różnych rzeczy.
Nie chciałabym, aby twoja mama zaczęła nas, a przede wszystkim mnie, podejrzewać o coś, czego nie robimy.
          Zerknąłem ukradkiem w stronę naszego stołu i zobaczyłem, że moja mama faktycznie patrzy cały czas w naszą stronę i uważnie nas obserwuje.  
- Ciociu, mogę cię o coś zapytać? - zwróciłem się do niej cichym głosem.
- Jasne! Śmiało! Co chcesz wiedzieć? Wiesz już, że bardzo cię lubię - usłyszałem w odpowiedzi.
- Ciociu, co sprawiło, że pozwoliłaś mi przytulać się do ciebie i tańczyć tak blisko, nawet wtedy, kiedy czułaś, że jestem bardzo podniecony? - wyrzuciłem z siebie dręczącą mnie niepewność.
- No cóż. Widziałam i czułam, jak czasami na mnie patrzysz czy obserwujesz. To było miłe! - odpowiedziała, uśmiechając się i patrząc mi w oczy poważnym spojrzeniem.
- Przepraszam cię ciociu. Myślałem, że tego nie zauważysz. Starałem się robić to ukradkiem, ale wygląda na to, że nie za bardzo mi to wyszło. Wybaczysz mi? - zapytałem łamiącym się głosem.
- Och, przestań! Nic złego nie zrobiłeś i nie mam ci co, wybaczać. Jesteś nastolatkiem i w twoim wieku jest to naturalne. To ja cię sprowokowałam, trzymając cię blisko siebie, w trakcie tańca. Myślę, że posunęłam się trochę za daleko i sprawiłam, że się podnieciłeś. Widziałam, że czułeś się z tym niezbyt komfortowo i nie ty, ale ja powinnam cię przeprosić.
          Słysząc słowa cioci, że to ona obwinia się za to, że doprowadziła do kłopotliwej sytuacji, poczułem się jeszcze bardziej niekomfortowo.  
- Ciociu, to nie tak. To ja straciłem nad sobą kontrolę. Twoje perfumy tak cudownie pachną, a ty dzisiaj jesteś nie tylko piękna, lecz wyglądasz tak cudownie, że nie znajduję słów, aby to opisać - powiedziałem.
          Wypowiedziane przeze mnie słowa, zawisły w ciszy przez kilkadziesiąt sekund. Ciocia zarumieniła się i przez chwilę patrzyła na mnie, jakby zastanawiając się, co powiedzieć.  
- Chcesz powiedzieć, że podobam ci się, nie jak ciocia, siostra twojej mamy? I kiedy …robisz sobie dobrze, wiesz... kiedy jesteś sam, to myślisz o mnie…? - stwierdziła raczej niż zapytała.
          Zatkało mnie. Nie mogłem mówić, więc patrząc na ciocię, pokiwałem tylko głową.
- To jest naprawdę słodkie. Sama nie wiem, co mogę powiedzieć. Myślę, że powinnam cię teraz opuścić na chwilę i porozmawiać z innymi. Inaczej zaczną nas podejrzewać, że coś nas łączy.  
Poczekaj tutaj na mnie. Muszę pomyśleć i ochłonąć. Wrócę za chwilę, OK? - powiedziała, po czym, wstała i usiadła obok mojego taty, siedzącego przy stole wraz z dziadkami ze strony mamy.  
          Moja mama wracając z parkietu do stołu, widząc, że siedzę sam, przysiadła się do mnie i obrzuciła mnie uważnym, zatroskanym spojrzeniem.
- Ciocia cię zostawiła samego, tak? - zapytała, widząc, że ciocia rozmawia z tatą.  
          Wzruszyłem bezradnie ramionami. Przez chwilę obserwowała mnie.
- Widziałam, że dość dobrze dogadujesz się z ciocią Melanią? Ładnie wyglądaliście oboje w tańcu. Czy ciocia dobrze tańczy? - mama zasypała mnie pytaniami.  
          Widocznie uważnie oglądała nasz występ taneczny. Tylko jak bardzo uważnie? - przebiegło mi przez myśl. Dobrze znałem moją mamę i jej troskę o swoje dzieci. Nie bardzo docierało do niej,  
że jestem już dorosły i mogę decydować o sobie. Chyba nadal widziała we mnie małego chłopca.
- O, tak! Było super! Ciocia jest bardzo dobrą tancerką - starałem się, aby brzmiało to naturalnie.
          Miałem w głowie mały mętlik. Zastanawiałem się przez chwilę, jak zachowała by się mama, gdybym powiedział; Och, mamo! Tańczyło nam się tak dobrze, że twoja siostra obudziła we mnie bestię. Po zakończeniu tańca, musiałem biec do łazienki, aby walnąć sobie konia, bo tak strasznie pożądam twojej siostry, a mojej cioci, że moja głowa chyba za chwilę eksploduje.
          Mama, słysząc moje słowa, uśmiechnęła się z niezbyt szczerym wyrazem twarzy.
- Tak, wiem! Ma duże doświadczenie i potrafi nie tylko dobrze tańczyć. Z uwodzeniem młodych chłopców pewnie też nieźle sobie radzi - powiedziała, patrząc na mnie wzrokiem śledczego.
- Kamilu! Jesteś zaczerwieniony? Dobrze się czujesz? - zapytała nagle z troską w głosie.
          Przyłożyła usta do mojego czoła, tak jak to robiła w przeszłości, sprawdzając czy nie mam temperatury. Zareagowałem w miarę spokojnie.
- Oczywiście! Spokojnie mamo, wszystko jest w porządku. Jak ci wiadomo, jestem nastolatkiem i przytulając się w tańcu do cioci, trochę się podnieciłem. To wszystko! - zażartowałem.  
          Mama wysłuchała mnie i udała, że to ją usatysfakcjonowało. Poklepała mnie pieszczotliwie po kolanie, po czym podniosła się i dołączyła do pozostałej rodziny, przysiadając się obok cioci Melanii. Przez chwile wszyscy rozmawiali, śmiali się, jedli i popijali, w tym też alkohol.
          Nadal siedziałem w osamotnieniu, słuchając muzyki i starając się wyluzować. Cały czas próbowałem pozbyć się erekcji, wyrzucając z głowy myśli związane z erotyką i seksem. Po jakimś czasie udało mi się obniżyć napięcie i pozbyć, przynajmniej częściowo, erekcji.  
          Będąc już trochę wyluzowany i bez widocznego namiotu w spodniach, dołączyłem do rodziny i stanąłem obok cioci Melanii. Ponownie uderzył mnie zapach jej perfum.  
- Ciociu! Mogłabyś jeszcze zatańczyć ze mną? - zapytałem nieśmiało.
- Pewnie! Jak mogłabym odmówić takiemu przystojniakowi - odpowiedziała, uśmiechając się.  
          Podniosła się i podała mi rękę.  
- Może teraz uda nam się zachować przyzwoicie i nie narażać cię na dyskomfort - odezwała się cicho do mnie, kiedy szliśmy w stronę parkietu.  
          Na szczęście grano teraz szybszą melodię i nie mieliśmy możliwości tańczenia blisko siebie. Dość często jednak odwracała się do mnie tyłem, a ja automatycznie gapiłem się i podziwiałem jej zgrabny tyłek. Zauważyła to i uśmiechnęła się do mnie, sygnalizując mi, że wie.
- Nic na to nie poradzę. To jest silniejsze ode mnie - powiedziałem cicho, wzruszając ramionami.
- Nie przejmuj się tym Kamilu! Jest mi miło, że podoba ci się mój tyłek. Oznacza to, że nie uważasz mnie jeszcze za starą ciotkę - powiedziała i zaśmiała się.  
          Drażniąc się ze mną i chichocząc, odwracała się jeszcze częściej, spoglądając na mnie figlarnym spojrzeniem. A miało być grzecznie i kulturalnie. Tańczyliśmy w ten sposób jeszcze kilkakrotnie tego wieczoru. Były też przytulańce. W końcu nadszedł czas końca imprezy.
          Kiedy zatańczyliśmy ostatni taniec, podziękowałem cioci za wszystkie tańce, po czym, przytuliłem ją mocno do siebie i pocałowałem w policzek. Była lekko zaskoczona, ale szybko odpowiedziała takim samym uściskiem i buziakiem.
- Ja też ci dziękuję kochanie. Jesteś bardzo miły i słodki. Kocham cię! - powiedziała pogodnie.
- I ja też będę myśleć o tobie. Wiesz…, wtedy…, gdy będę sama… - dodała po krótkiej chwili.
          Nie wiedziałem, w jaki sposób miałbym jej odpowiedzieć, więc uśmiechnąłem się tylko i odszedłem. W pewnej chwili obejrzałem się i nasze oczy spotkały się na kilka sekund. Wtedy do mnie dotarło, co ciocia miała na myśli, że będzie o mnie myślała, kiedy będzie sama.
          Po powrocie do domu, tej nocy w łóżku, nie mogłem przestać myśleć o cioci Melanii. Nie mogąc zasnąć, musiałem się kilkakrotnie masturbować, myśląc i marząc o niej. Moja fantazja mieszała się z realiami z prawdziwego życia i narastało pragnienie, żeby ją zobaczyć.
          I to tak szybko, jak to tylko byłoby możliwe. Kiedy obudziłem się rano, moją pierwszą myślą, była myśl o cioci Melanii. Jej ostatnie słowa wypowiedziane przy pożegnaniu, nadal dudniły w mojej głowie. Wiedziałem tylko jedno; muszę z nią porozmawiać.
          Nie znałem jednak numeru jej telefonu. Wiedziałem, że moja mama posiada jej numer. Zszedłem na dół do kuchni i poszukałem notatnika mamy. Wśród wielu numerów, był tam również numer telefonu cioci Melanii. Wklepałem go do listy kontaktów w moim telefonie.
          Wróciłem do swojego pokoju i chwilę zastanawiałem się. W końcu wziąłem głęboki oddech i wybrałem numer cioci. Po chwili usłyszałem odgłos włączania telefonu.
- Hallo, kto mówi? - usłyszałem pogodny, słodki głos cioci. Ciocia nie znała mojego numeru.
- Cześć, to twój partner z parkietu, z ostatniej nocy - powiedziałem w miarę neutralnym tonem.
          Usłyszałem, że roześmiała się.
- Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że zadzwonisz. Czy twoja mama wie, że dzwonisz do mnie? - zapytała, ot tak sobie, obojętnym tonem.
- Nie! Dzwonię z komórki, ze swojego pokoju - powiedziałem i usłyszałem coś, co zabrzmiało, jak westchnienie ulgi.  
- Wiesz, że nie chciałabym, aby twoja mama dowiedziała się, że dzwoniłeś i że rozmawialiśmy - usłyszałem coś na kształt prośby czy życzenia.
- Wiem, że na pewno nie cieszyłaby się z tego, że rozmawiamy oboje, poza jej plecami - wyraziłem swoje zdanie na temat tej rozmowy i jej obawy przed przed moją mamą, a jej siostrą.
- Ciociu, nie mogłem zasnąć. Od wczoraj nie myślę o niczym innym i  o nikim, poza tobą. Kiedy zasypiałem, śniłem o tobie, a dzisiaj po przebudzeniu, byłaś pierwszą osobą, o której pomyślałem - powiedziałem z niejaką egzaltacją w głosie. Musiałem to powiedzieć i chciałem, żeby to usłyszała.  
- Kamilu, nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci wdzięczna za te słowa. Szczerze mówiąc, ja też nie mogłam przestać myśleć o tobie. Byłeś tak bardzo miły dla mnie. Odkąd umarł twój wujek, czuję się tu bardzo samotna. Nie wiem czy wiesz, ale od śmierci wujka nie utrzymywałam z nikim żadnych kontaktów. Dopiero wczoraj po raz pierwszy bawiłam się tak dobrze z tobą, jak z nikim przedtem. Pomyślałam więc, że może nie jestem jeszcze taką starą babą, jeżeli zwrócił na mnie uwagę taki młody przystojniak, jakim jesteś dla mnie, Kamilu.  
          Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Ciocia, moja piękna ciocia, kobieta, o której śniłem i marzyłem, nie czaiła się przede mną, tylko wprost powiedziała, że też o mnie myśli i ma o mnie tak dobre zdanie. Dla wyjaśnienia chciałbym dodać; że mąż cioci Melanii, wujek Darek zmarł trzy lata temu.
          Miał trzydzieści osiem lat. Był lekarzem i miał wrodzoną wadę serca, która nie dawała żadnych objawów. Kiedy ujawniła się nagle, na wszelką pomoc było już za późno. Był sympatycznym, bardzo przystojnym facetem, zawsze pełnym życia, pomysłów i planów na życie.  
          Razem z ciocią tworzyli piękną parę i byli bardzo zgodnym, wręcz przykładnym małżeństwem, zakochani w sobie do szaleństwa. Nie mieli dzieci i do dziś nie wiem, czy nie chcieli, czy nie mogli ich mieć. Ciocia Melania po jego śmierci wprost zamknęła się w sobie.  
          Długo nie utrzymywała z nikim żadnych bliższych kontaktów, nawet z własną rodziną. Dopiero od roku udało się mojej mamie, włączyć ją ponownie, w nasze życie rodzinne. Ciocia Melania z zawodu jest psychologiem i psychoterapeutą.  
          Mieszka i pracuje w średniej wielkości mieście, oddalonym o około siedemdziesiąt km.
- Ciociu, chciałbym cię odwiedzić, żeby cię zobaczyć, … porozmawiać ... Jutro na przykład mógłbym opuścić zajęcia w szkole i przyjechać do ciebie. Czy według ciebie, byłoby to możliwe? - rzuciłem do słuchawki, kiedy przetrawiłem słowa cioci i nieco ochłonąłem.     
          Kiedy to powiedziałem, w telefonie zapadła martwa cisza. Przez ponad minutę słyszałem w słuchawce tylko oddech cioci.
- Hej, jesteś tam nadal, ciociu? - zapytałem z niepokojem w głosie.
- Tak, jestem, jestem! Po prostu nie wiem, co ci odpowiedzieć. Myślę, że wiesz, o co pytasz i prosisz? Jesteś młodym, ale dorosłym, mądrym facetem i zdajesz sobie sprawę, co może oznaczać, jeżeli wyrażę na to zgodę? Musimy oboje dobrze to przemyśleć i upewnić się, że jako młody człowiek, nie zostaniesz psychicznie zraniony. Wiesz, jaka dzieli nas różnica wieku. Z drugiej strony, po śmierci wujka czuję się bardzo samotna. Chcę cię uprzedzić, że nie rozważam drugiego małżeństwa, a umawianie się na randki w wieku trzydziestu ośmiu lat, z facetem dwukrotnie młodszym, nie jest dla mnie rzeczą łatwą czy banalną. I nigdy o czymś takim nie myślałam.       
          Byłem niemal załamany, bo ciocia miała do pewnego stopnia rację. Jej argumenty brzmiały tak racjonalnie, była przecież psychologiem. Ale ja też wiedziałem swoje. Gdzieś chyba przeczytałem, że miłość nie rozróżnia wieku i nie miałem zamiaru poddawać się zbyt łatwo.
- To wszystko prawda ciociu! Bardzo mądrze to wszystko wywiodłaś i przedstawiłaś. Ale wiem też, że nie mogę przestać o tobie myśleć i wydawało mi się, że ty też coś do mnie czujesz ciociu, prawda? Gdybym był ci obojętny, to nie tańczyłabyś ze mną w ten sposób i nie pozwoliłabyś mi się przytulać, czyż nie tak? Ktoś gdzieś tam stwierdził, że wiek w miłości nie odgrywa roli.  
          Po moich słowach ponownie zapadło milczenie. Słyszałem tylko oddech cioci.
- Masz niestety rację. Też coś czuję i też o tobie myślę. I to mnie przeraża. Jesteś moim siostrzeńcem. Jeszcze teraz mam przed oczami, jak zmieniałam ci pieluchy, bawiłam się z tobą, tuliłam i całowałam, kiedy byłeś mały. A teraz wyrosłeś i stałeś się pięknym mężczyzną. Chcąc ci spojrzeć w oczy, muszę zadzierać do góry głowę. Może te nasze uczucia, to tylko chwilowe zauroczenie, nie sądzisz? Jesteś mądrym, wrażliwym chłopcem i pewnie jesteś w stanie wyobrazić sobie, co może stać się, kiedy przyjedziesz do mnie? A co będzie, jeżeli zrobimy coś, czego już nie będzie można cofnąć i co wtedy?
          Ciocia przedstawiając swój punkt widzenia, nie zamierzała mnie oszczędzać. Wytoczyła prawdziwe działa, aby przedstawić mi wszystkie argumenty, które miały mnie zniechęcić, do podejmowania czegoś tak karkołomnego, jak moje odwiedziny w jej domu.
- Nie wiem ciociu, gdzie to może nas zaprowadzić, więc ci nie odpowiem. Wiem też, że nie możemy mieć prawdziwego związku, jakbyśmy byli parą, a ty moją dziewczyną, czy kimś w tym rodzaju. Oboje znamy mamę, więc gdyby o czymś takim się dowiedziała, to na pewno by spanikowała. Ale przecież nie musi o tym wiedzieć. A w internecie przeczytałem, że ludzie zawierają pomiędzy sobą różne luźne związki, gdzie uprawiają tylko seks, bez zobowiązań i bez komplikacji związanych z miłością czy głębszymi uczuciami.  
          Usłyszałem, jak roześmiała się po mojej wypowiedzi.
- Dobry jesteś. Czyli będziesz mnie odwiedzał i bzykał się ze mną, jak z dziwką, a potem po wykorzystaniu mnie, spokojnie będziesz wracał do domu, zostawiając mnie tutaj dalej samą.  
Nie jestem pewna, czy może mi się to spodobać? - powiedziała i przez chwilę zastanawiała się.
          Czułem się jak szmata. Jak mogłem powiedzieć coś takiego, komuś, kogo kochałem. Bo, że kochałem moją ciocię, byłem tego pewien. Sądziłem więc, że jeżeli zorientuje się, że jestem w niej zakochany, spanikuje i odrzuci mnie. I wygłupiłem czy zeszmaciłem się jeszcze bardziej.
- Ale myślę, że ja też w jakiś sposób wykorzystałabym ciebie, więc według mnie byłaby to uczciwa transakcja - usłyszałem ponownie jej głos. Powiedziała to poważnym, neutralnym tonem.  
- Prawdę mówiąc, to nie bardzo mieści mi się w głowie, że w ogóle prowadzimy tę rozmowę.  
Ale ponieważ prowadzimy ją, więc pozwól, że zapytam cię jeszcze o coś i oczekuję szczerej odpowiedzi. Mówiłeś, że coś tam do mnie czujesz? Od jakiego czasu to trwa, czyli odkąd to coś czujesz czy myślisz o mnie, Kamilu? - usłyszałem pytanie cioci, brzmiące tak, jakby miał to być przejaw kobiecej ciekawości, a nie rodzaj testu.  
          Odetchnąłem z ulgą, że ciocia nie ucięła naszej dyskusji i dalej chciała ze mną rozmawiać.  
- Ciociu, nie wiem, czy będziesz to pamiętać, ale kiedy miałem czternaście lat, odwiedziliśmy was w waszym domu. W którymś momencie zakradłem się do waszej sypialni i natknąłem się na twoje  albumy ze zdjęciami. Było tam dużo twoich zdjęć, w tym zdjęcia, kiedy byłaś w moim obecnym wieku i przebywałaś gdzieś na plaży w bikini. Kiedy patrzyłem wtedy na te zdjęcia, coś we mnie pękło. Od tego czasu nie byłaś już dla mnie tylko fajną, piękną ciocią, siostrą mojej mamy. Wyglądałaś tak cudownie w tym żółtym, skąpym bikini, z tymi długimi, brązowymi, falującymi włosami, że stałaś się dla mnie najpiękniejszą, najbardziej seksowną kobietą na świecie. Miałem czternaście lat, a w tym wieku prawie każda moja myśl obracała się wokół seksu. I wtedy, kiedy zobaczyłem cię na tych zdjęciach, moje myśli koncentrowały się głównie na tobie. Przykro mi ciociu, ale działo się to przez te wszystkie lata i dzieje się nadal.
          Kiedy zakończyłem swoje wynurzenia, ciocia przez długą chwilę milczała. Ponownie wystraszyłem się, że źle odebrała moje słowa i zastanawia się, jak mi to powiedzieć.
- Ale mi zabiłeś ćwieka. A co z dziewczynami w twoim wieku? Przecież nie powiesz mi, że nie podkochiwałeś się w żadnej swojej koleżance czy przyjaciółce? - usłyszałem w słuchawce.
- Przynajmniej próbowałem, ale każdą z nich przebijały twoje obrazy ze zdjęć, a po śmierci wujka Darka, realne obrazy twojej osoby. Zdawałem sobie przecież sprawę, że nie ma szans na to, żebym kiedykolwiek mógł być z tobą. Ale przegrywałem tę walkę ze sobą. I nic na to nie poradzę, ciociu. Pewnie zostanę starym kawalerem, marząc i śniąc o tobie. Mam tylko nadzieję, że pozwolisz mi się od czasu do czasu widywać z tobą, przy okazji rodzinnych spotkań, a może i odwiedzin.
          Powiedziałem to z ciężkim sercem, bo przypuszczałem, że ciocia zakończy tę naszą rozmowę, nie chcąc doprowadzić do zaostrzenia sytuacji czy składania deklaracji bez pokrycia.  
- Wiesz co? Przypomniałeś mi, jak to było ze mną, kiedy byłam w twoim wieku. Też dużo myślałam o seksie. Cóż, wygląda na to, że teraz słuchając ciebie, czuję się z tym dobrze, a nawet wyjątkowo. Chyba nie czułam się tak od bardzo dawna. Wypada mi tylko podziękować ci za to.
          Teraz ja zaniemówiłem. Moja ciocia zamiast mi nawtykać, że będąc gówniarzem, ośmieliłem się rozmawiać z nią, jak z kimś równym sobie, dziękuje mi za to, że myślałem o niej jako o kobiecie wartej grzechu i to w kategoriach seksualnych.  
- Ciociu, proszę, nie zawstydzaj mnie. To ja powinienem ci podziękować, że rozmawiasz ze mną. Poza tym nadal uważam, że jesteś ciociu bardzo piękną, seksowną kobietą - powiedziałem, ochrypłym ze wzruszenia i emocji, głosem.    
- No, cóż, widzę, że potrafisz już pięknie mówić i schlebiać kobiecie. A ja nie jestem wyjątkiem. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i wszelkim ograniczeniom, którym, jako rodzina, oboje podlegamy, zgadzam się, żebyś mnie odwiedził. Będzie to prawdopodobnie oznaczać, że jestem dziwadłem i kiedyś sam przyznasz, że jestem okropną, nieodpowiedzialną babą, ale też jestem tylko kobietą. Cóż, wygrałeś! Przekonałeś mnie do siebie i nie jestem w stanie ci odmówić - usłyszałem w słuchawce.  
          Omal nie podskoczyłem i nie wybiłem dziury w suficie z radości.
- Ciociu, nie jesteś ani dziwadłem ani okropną babą. Jesteś dla mnie najmilszą i najpiękniejszą kobietą i kocham cię za to, że jesteś taka kochana. Nawet nie wiesz, jaką radość mi sprawiłaś, że zgodziłaś się na moje odwiedziny - powiedziałem, będąc prawie w euforii.
- Kamilu! Chyba poproszę cię, żebyś zwracał się do mnie po imieniu. ‘Ciotka’ w naszych obecnych relacjach, brzmiałaby nieco dziwnie, nie sądzisz? - powiedziała i zaśmiała się.
- I jeszcze jedno? Czy twoja nieobecność w szkole nie spowoduje ci kłopotów w nauce? - zwróciła się do mnie ciocia.
- Dobrze, cio…Melanio! To brzmi nawet fajnie. A co do mojej nieobecności w szkole i nauki, to wszystko jest OK. Jutro mam niezbyt ważne lekcje i uzupełnię je bez problemu, zdalnie. Jeszcze raz dziękuję ci cio…Melanio, że tak fajnie rozmawiałaś ze mną i zgodziłaś się, abym cię odwiedził. Postaram się więc być u ciebie około dziewiątej. Czy nie sprawię ci kłopotu, że będę tak wcześnie? - zapytałem.
- Nie, w porządku! Do tego czasu na pewno będę na nogach. Poza tym, muszę trochę posprzątać dom, wiedząc, że przyjedziesz. Będę czekać na ciebie. I jeszcze o jedno proszę, Kamilu. To, że się spotykamy, nie może się wydać. Żadnych przechwałek, żadnych komentarzy, niczego. Nikt o tym nie może wiedzieć, szczególnie twoja mama. Sam wiesz, że gdyby twoja mama dowiedziała się o nas, byłby to koniec naszego związku. Nigdy by mi nie wybaczyła, że nawiązaliśmy jakąkolwiek bliższą znajomość. Że w ogóle mogłam pomyśleć o tobie, moim siostrzeńcu, a jej synu, jako o ewentualnym partnerze. Nie mów o tym znajomym ani nikomu, kto zna naszą rodzinę. Wiem, jacy są faceci, więc musisz milczeć. Czy to jasne, Kamilu? - to pytanie, jak i większość wypowiedzi cioci zabrzmiało poważnie, a może nawet nieco groźnie.  
- Oczywiście, cio…Melanio! Masz moje słowo! Na pewno cię nie zawiodę - przyrzekłem.  
- Mam taką nadzieję! Gdy będziesz w drodze, na wszelki wypadek zadzwoń dziesięć, piętnaście minut wcześniej, przed dojazdem, OK.?
- OK.! Przedzwonię! To do jutra,! Kocham cię …Melanio, a może Melu! To ‘Melanio’ brzmi nieco dziwnie, ale jest dla mnie bardzo ekscytujące - powiedziałem, uśmiechając się.
- Też cię kocham. I przyzwyczaj się do tego. Kiedy już tu dotrzesz i przejdziesz przez moje drzwi, nie będę już twoją ciotką. Zrozumiesz dlaczego? Pa, kochanie! A Mela też brzmi dobrze! Zwłaszcza w twoich ustach - zabrzmiało w słuchawce.  
- Pa! - mruknąłem i rozłączyłem się.   …cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 5336 słów i 28997 znaków, zaktualizował 24 lut o 8:14. Tagi: #impreza #rodzina #tańce #ciocia #rozmowa #telefon

2 komentarze

 
  • St.sz

    franek42@: No to znowu miłe zaskoczenie. Jak pisze ,,emeryt" również nie spodziewałem się czegoś nowego, tylko jakiejś kontynuacji. Nawet nie chcę zgadywać, czy będzie to dobre, bo wiem, że tak jak i inne Twoje ,,zabawy piórem" jak je nazywałeś , spowoduje, ze będzie się czekało z niecierpliwością na ciąg dalszy. Mogę tylko życzyć dużo zdrowia jak i ochoty do dalszej ,,zabawy piórem", no i jak piszesz do szczęśliwego wybrnięcia z problemów. Serdeczne pozdrówki. St.Szkot. :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam. Dzięki za miłe słowa. Ale zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że obaj z @emeryt'em okazujecie mi wiele życzliwości. A że zamiast kontynuacji, wrzuciłem coś nowego, przepraszam. To w jakimś sensie pozwala mi nie tracić kontaktu z wami i innymi czytającymi, jednocześnie dając mi czas, na załatwienie innych spraw. Jeszcze raz dziękuję za post i życzenia. Odwzajemniam je i serdecznie pozdrawiam

  • emeryt

    2franek42, kolejnego opowiadania to ja się nie spodziewałem. Lecz kolejnego odcinka z twoich licznych opowiadań to tak. Lecz ten prolog do kolejnej sagi też jest fajny, jak na razie to ciekawie się zapowiada. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia, jak zwykle dużo zdrowia bo oprócz miłości, w życiu tylko to naprawdę się liczy, aby by zdrowym i szczęśliwym. A Ty jeszcze na dodatek uszczęśliwiasz swoich czytelników.

  • franco

    @emeryt Witam. Cóż. Nie chciałem zawieść tak ciebie, jak i pozostałych czytających, a że nie miałem gotowej żadnej kontynuacji, więc opublikowałem ten prolog kolejnego opowiadania. Mogę tylko przeprosić. Mam małe problemy i po prawdzie, nie wiem, czy uda mi się napisać jakąś kontynuację. To tyle gwoli wyjaśnienia. Za post i życzenia dziękuję. Pozdrawiam