Pani Dwóch Krajów cz. 57

LXXXIX
     Kolejna narada w gabinecie Władczyni nie przyniosła w sumie nic nowego. Nefer i Harfan zdali szczegółowe relacje ze swojej wizyty w świątyni. Kapłan pominął tylko zawoalowane pochwały i propozycje wygłaszane pod jego własnym adresem przez Heparisa. To i tak nie miało żadnego znaczenia. Złagodził też wyzwiska, ale nie ogólną wymowę rozmowy z Taharem. Libijczyk wyraził opinię, iż szybki szturm świątyni nie wchodzi w grę. Budowla, umocniona i obsadzona silną załogą, mogła bronić się przynajmniej przez pół dnia, jeśli nie dłużej. Pozostawiało to aż nadto czasu, aby Irias pozbawić życia. Wojownik wątpił też, by udało się zdobyć przybytek Ozyrysa z zaskoczenia, a przynajmniej uczynić to wystarczająco szybko, co właściwie na jedno wychodziło. Amaktaris pominęła milczeniem sprawę niesubordynacji Harfana, poleciła za to przygotować na wszelki wypadek oddziały szturmowe. Tym miał się zająć pułkownik Tereus. Przyjął rozkaz z zimnym, ponurym wyrazem twarzy. On również zdawał sobie doskonale sprawę, że na czele swoich żołnierzy mógłby szukać co najwyżej zemsty. Miał też zatrzymać w pobliżu stolicy te spośród wojsk skoncentrowanych w trakcie wojny z Księciem, których nie zdążono jeszcze odesłać do domu.
     "Mamy dość żołnierzy, Wielka Pani, aby w razie potrzeby zrównać z ziemią wszystkie świątynie w tym mieście oraz rozprawić się z wszystkimi kapłanami, których w nich znajdziemy.” - Kolejny, ponury uśmiech.
     "Czy jednak wszyscy żołnierze bez wahania wykonają taki rozkaz, sierżancie? Wielu z nich szczerze wierzy w bogów, a kapłani mogą to wykorzystać.” - Nefer ośmielił się wyrazić wątpliwości.
     "Armia jest lojalna wobec swojej Księżniczki i Królowej, była lojalna także wobec Jej Ojca. Nie zapominaj, że nasza Pani sama jest Boginią, Żywym Obrazem Izydy. Jeżeli to Ona osobiście wyda taki rozkaz, to żołnierze pójdą za Nią.”
     "Lud, chociaż pobożny, także kocha przede wszystkim swoją Królową i Boginię, choćby z powodu odparcia ostatniego najazdu oraz znakomitego wylewu. Wszyscy wiedzą, że to Jej zasługa, potwierdziła swoją moc jako Dawczyni Światła i Życia.” - dodał Mistrz Apres.
     "Nie mam zamiaru atakować świątyni Ozyrysa!” - Amaktaris zdecydowanie przerwała tę dyskusję. - "To i tak nic by nie dało! Harfan wyraził jasno tę kwestię. Przygotujcie wojska na wszelki wypadek i może na postrach. Co prawda, nie wierzę, aby Heparis czy Ramose mieli się teraz wystraszyć...”
     "Co z tymi sługami świątyni, których porwałeś, Mistrzu, i których uwolnienia domaga się arcykapłan?” - Królowa podjęła inny temat, nie unikając nazywania rzeczy po imieniu. - "Będziemy musieli spełnić to żądanie, bo inaczej nie dowiemy się, o co właściwie chodzi Heparisowi.”
     "Przejąłem ich ośmiu, Wielka Pani. Nic istotnego nie wiedzieli, ale też nie liczyłem na to, że powiedzą coś szczególnego. Prawie wszyscy przeżyli, jeżeli taka jest Twoja wola rozkażę, aby bez zwłoki odstawiono ich do bram świątyni. Najlepiej łodzią, tak będzie najłatwiej.” - Władczyni bez słowa skinęła głową, a Nefer wolał nie zastanawiać się zbyt głęboko nad możliwym znaczeniem ostatnich słów Mistrza. Zadał natomiast inne, nurtujące go pytanie.
     "Dlaczego czcigodny arcykapłan w ogóle przejmuje się ich losem? Co prawda, prawie wcale nie znam szlachetnego Heparisa, ale dostojnicy jego pokroju zwykle nie dbają zbytnio o swoje sługi. Przecież w ten sposób tylko opóźnia rozpoczęcie właściwych negocjacji...”
     "Nie wiem, Neferze. W tej chwili tak czy inaczej nie mamy innego wyjścia niż spełnić jego życzenie. Przynajmniej obiecał odsunąć od Irias tego Tahara... Za co również tobie powinnam wyrazić wdzięczność... Arcykapłan to wróg zbyt przebiegły, aby chciał pochopnie ryzykować utratę swojej jedynej przewagi... Taką mam nadzieję...” - Ostatnie słowa Amaktaris zawierały mimo wszystko ziarno niepewności. Musiała pojąć ukryte groźby Heparisa, może nie dla wszystkich uczestników spotkania wystarczająco zrozumiałe. W uszach Nefera zabrzmiały jednak aż nadto wyraźnie i wzbudziły jego przerażenie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nadal nic właściwie nie mogli zrobić... Pozostawało tylko niespokojne czekanie.
     Okazało się ono nawet dłuższe, niż mogli się spodziewać. Pomimo natychmiastowego spełnienia wstępnych warunków arcykapłana, przez dwa kolejne dni nie pojawił się ani Ramose, ani też żaden inny wysłannik świątyni. Nefer nie miał już wątpliwości, że Heparis musi grać na zwłokę, tylko w jakim celu? Czyżby daremnym oczekiwaniem zamierzał osłabić wolę i determinację Władczyni? W takim razie chyba zupełnie nie znał Pani Obydwu Krajów, co także wydawało się nieprawdopodobne. Bogini szukała wytchnienia rzucając się w wir obowiązków, najchętniej w szpitalu. Bieżące sprawy państwowe pozostawiła Towarzyszowi Prawej Ręki, niemal całymi dniami poświęcając się pracy uzdrowicielki. Ana również spędzała tam wiele czasu i, o dziwo, obydwie lwice zdawały się odnajdować w tym miejscu wspólny język. Przekonał się o tym, gdy drugiego dnia odwiedził szpital. Kapłana przyjął co prawda tylko Mistrz Serpa - ani Ana, ani Amaktaris nie znalazły bowiem wolnej chwili dla męża i byłego osobistego niewolnika. Wycofał się, odczuwając pewną ulgę... Tego wieczoru nie zastał żony nawet w jej pałacyku. Służba poinformowała Nefera, że szlachetna pani Ana, uzdrowicielka z Abydos, po wyczerpującym dniu w szpitalu przyjęła zaproszenie Najdostojniejszej Królowej do odwiedzenia Jej osobistej łaźni oraz odbycia wspólnej kąpieli. Zrozumiał, że żona z pewnością nie wróci zbyt szybko i nie ma sensu na nią czekać. Czy Najjaśniejsza chciała oddzielić Anę od męża i czy zaproszenie stanowiło kolejny element ich rozgrywki? Nie miał pojęcia i wolał się nad tym nie zastanawiać.
     Nefer spędził ostatecznie ten wieczór w towarzystwie Ahmesa i dzbana z piwem, umiarkowanej co prawda wielkości. Przyjaciel nie wiedział jeszcze o tym, że Irias więziona jest w świątyni Ozyrysa, wiadomość tę utrzymywano bowiem w tajemnicy. Kapłan nie mógł tego ujawnić i musiał pilnować się podczas całej rozmowy, tym bardziej, że w naturalny sposób wspominali zaginioną księżniczkę. Uczyniło to całą sytuację niezręczną i odebrało spotkaniu radość. Czując wstyd, bo przecież Ahmes wielokrotnie dowiódł, iż zasługuje na zaufanie, Nefer z ulgą wrócił wcześnie do swojej skromnej kwatery, postanawiając, że następnym razem napije się piwa z Harfanem i może z sierżantem, to znaczy z pułkownikiem, o ile ten ostatni, oczywiście, zechce.
     Gdy następnego dnia późnym popołudniem otrzymał wreszcie wezwanie od Królowej, z prawdziwą ulgą przyjął wiadomość, iż Ramose w końcu się pojawił. Podobnie zareagowali zresztą wszyscy obecni, w tym także sama Amaktaris. Przeciwnicy nadal zachowywali inicjatywę i dyktowali warunki. Najjaśniejsza opanowała się na tyle, że z kamienną twarzą przyjęła składane w specyficzny sposób powitalne akty hołdu kapłana.
     "Najwspanialsza Pani, dostojny arcykapłan Heparis przesyła za moim pośrednictwem wyrazy szacunku i uwielbienia dla Twego Majestatu. Wyraża szczere podziękowania za Twoją pomoc, o Wielka, w odnalezieniu większości zaginionych sług Ozyrysa. Rozumie, iż nic więcej nie byłaś w stanie w tej sprawie uczynić.”
     "Co z Irias?”
     "Księżniczka nadal pozostaje w dobrym zdrowiu, o czym Twój wysłannik miał już okazję się przekonać. Z prawdziwą przyjemnością udzielamy jej gościny w murach przybytku Ozyrysa.”
     "Kiedy będzie mogła wrócić do Pałacu?”
     "Pani, wszyscy bardzo polubiliśmy dziewczynkę i naprawdę, niełatwo przyjdzie nam zrezygnować z jej towarzystwa. Uczynimy to jednak dla dobra Twojego, o Najwspanialsza z Bogiń, Kraju nad Rzeką, dynastii oraz nas wszystkich, wiernych poddanych Tronu.”
     "Co masz na myśli, panie?” - Mistrz Apres przejął prowadzenie audiencji, obawiając się zapewne, iż Królowa może stracić wymuszony spokój, wysłuchując tylu kłamliwych frazesów, ukrywających z pewnością zatrute ostrze. Miał rację o tyle, że ostrze wkrótce się ujawniło.
     "Jako wiernych poddanych napawa nas wielką troską brak spadkobiercy Tronu, spadkobiercy, który narodziłby się z łona Izydy, Żywego Obrazu Bogini na Ziemi.”
     "I cóż w związku z tym? Nie jest to kwestia, o której powinni rozprawiać, a tym bardziej decydować święci mężowie, słudzy Ozyrysa. Narodziny następcy to obecnie zadanie Boskiej Izydy.” - Towarzysz Prawej Ręki rzucił Władczyni znaczące spojrzenie, prosząc o zachowanie cierpliwości.
     "Jako wierni słudzy Boskiej Pani możemy jednak wyrazić niepokój. Niepokój, który musi odczuwać każdy poddany, każdy mieszkaniec Kraju. Wszyscy życzylibyśmy sobie aby nasza Pani Żyła i Władała Wiecznie, nawet bogowie przebywają jednak zazwyczaj wśród swego ludu tylko przez pewien czas, dopóki nie wybiorą panowania w Kraju na Zachodzie. Zanim to uczynią, powinni jednak zadbać o pozostawienie prawowitego następcy.”
     "Troska to bardzo chwalebna, kapłanie. Zechcesz jednak może przedstawić swoje myśli w sposób bardziej jasny?”
     "Najwspanialsza z Bogiń, w imieniu całego ludu ośmielamy się najpokorniej prosić o to, abyś zechciała poślubić Małżonka godnego Twojej Osoby, co z pewnością umocni Tron, napełni radością tak bogów jak i wiernych podanych, a z czasem doprowadzi do narodzin następcy!”
     "Co takiego? Jak śmiecie wtrącać się w takie sprawy!” - Amaktaris jednak nie wytrzymała.
     "Kieruje nami tylko troska o Tron oraz dobro Kraju i jego mieszkańców.” - Oczy Ramose zalśniły przelotnym blaskiem, co zdradzało jego satysfakcję w chwili, gdy wypowiadał kolejne słowa, zadając decydujący cios. - "Pragniemy przypomnieć, że jest osoba królewskiej krwi godna zaszczytu zostania Twym Małżonkiem, przebywająca akurat w stolicy. To Twój dostojny kuzyn, Wielka Pani, szlachetny książę Nektanebo!”
     "Co... To wykluczone! Nigdy nie zgodzę się na coś takiego!” - Trudno było nawet dziwić się temu, że Królowa ostatecznie straciła opanowanie. - "To zdrajca i buntownik!”
     "Jest jednakże Twym bliskim krewnym, Najpotężniejsza Pani, z racji urodzenia godnym poślubienia Cię oraz nałożenia korony Górnego i Dolnego Kraju!”
     "A więc chcecie uczynić go jeszcze królem! Poza wszystkim to głupiec, niezdolny do sprawowania władzy!”
     "Talenty księcia z pewnością wzrosną, gdy będzie mógł skorzystać z wiedzy mądrych, wiernych i posłusznych doradców.” - Satysfakcja Ramose z zaistniałej sytuacji stała się niemal widoczna.
     "Mój kuzyn przebywa w lochu i tam pozostanie! Nie zmusicie mnie do poślubienia kogoś takiego!”
     "Pani, jesteśmy Twymi wiernymi poddanymi i ośmielamy się tylko służyć Tronowi pokornymi radami. Ani nie chcemy, ani nie możemy do czegokolwiek Cię zmuszać. Wiemy, że obecnie udzielasz księciu gościny w Pałacu i wierzymy, że jest ona równie uprzejma i bezinteresowna jak nasze starania o księżniczkę Irias. Pragniemy jedynie rozwiązać problemy nas wszystkich, dbać o dobro bogów, Tronu, dynastii oraz Kraju. Tak było zawsze w przeszłości i oby działo się podobnie w przyszłości.”
     "Mamy więc rozumieć, że zrezygnujecie z opieki nad księżniczką gdy Najwspanialsza Pani, Oby Żyła i Władała Wiecznie, zdecyduje się na poślubienie swego kuzyna?” - Towarzysz Prawej Ręki wolał nie czekać na możliwą, impulsywną odpowiedź Władczyni.
     "Dokładnie rzecz biorąc uczynimy to wówczas, gdy małżeństwo zostanie zawarte i dostojny książę Nektanebo, Nowe Wcielenie Ozyrysa, zasiądzie na Tronie przodków, obok swojej Małżonki, Żywego Wcielenia Izydy. My, najpokorniejsi i najwierniejsi poddani, z radością będziemy wówczas służyć Tronowi oraz Boskiej Parze Władców.”
     "Najpotężniejsza z Królowych potrzebuje czasu, aby w spokoju rozważyć wasze rady, kapłanie.” - Mistrz Apres ponownie uprzedził Monarchinię, która z pewnym trudem odzyskiwała pozory spokoju.
     "Oczywiście. Najjaśniejsza Pani może mieć tyle czasu, ile tylko zechce. Będziemy pokornie czekać na Jej decyzję i nadal cieszyć się z towarzystwa księżniczki.”
     "Możesz więc odejść, panie. W stosownym czasie Królowa zawiadomi świątynię o podjętych postanowieniach.”
     Ramose nie zniżył się do uczynienia jakichkolwiek aluzji odnoszących się do chęci przyspieszenia tych decyzji Władczyni czy też wygłaszania kolejnych, ukrytych gróźb. Złożył staranny, wyszukany akt pożegnalnego hołdu i opuścił pomieszczenie.
     "Nie mogę przyjąć takich warunków... Po prostu nie mogę i nie chodzi tu tylko o Mnie...”
     "Oczywiście, o Pani. Oni zamierzają przejąć władzę i nawet zbytnio się z tym nie kryją. Książę jest tylko narzędziem. To skończony głupiec zza którego pleców rządzić będą inni.” - Mistrz zachował spokój, być może udawany.
     "Mściwy i okrutny głupiec. Nefer miał już okazję usłyszeć, co planują słudzy Mojego kuzyna. A on z pewnością podziela ich zdanie. Gdy tylko dorwą się do władzy, usuną was wszystkich.”
     "To może okazać się trudniejszym zadaniem, niż sądzą, o Pani.”
     "Może i tak, ale na pewno spróbują. Nie mogę na to pozwolić, nie mogę pozwolić, by zniszczyli Kraj.”
     "Nawet, jeżeli ceną stanie się życie Irias?” - Mistrz także potrafił nie ukrywać brutalnej prawdy.
     "Mojego kuzyna należało zabić po stłumieniu buntu i nie dbać o gniew bogów! Cóż gorszego mogliby jeszcze uczynić?”
     "Księżniczko, wybacz, że mówię coś takiego, wiesz, że kocham Irias jak własną córkę, ale jeżeli przystaniesz na ich warunki... Gdy tylko narodzi się ten dziedzic, o którego zresztą od dawna modlą się wszyscy... Przestaniesz być potrzebna, a wtedy zabiją i Ciebie... Nawet ja to pojmuję, chociaż jestem zwykłym żołnierzem.”
     "Nie takim znowu zwykłym, Tereusie...” - Amaktaris drgnęła jednak, uświadamiając sobie zapewne jeszcze jedną okoliczność, o której wiedzieli tylko nieliczni – przecież już poczęła i nosiła następcę. Czy księciu Nektanebo w roli Jej męża oraz jego zausznikom zrobi to jakąś istotną różnicę? Może nawet nie, znając upodobania zdegenerowanego kuzyna. A innym chodzi tylko o władzę. Kto wie, czy nie ucieszą się nawet, że sprawy szybciej posuną się do przodu... Milczała przez dłuższą chwilę.
     "Z wielu powodów nie mogę przyjąć tych warunków, niech bogowie i Irias wybaczą. Coś jednak musimy zrobić, musi być jakiś sposób, aby ją uratować!”
     "Chwilowo możemy grać na zwłokę, przeciągać udzielenie odpowiedzi... To ważna i trudna decyzja, z pewnością Królowa nie podejmie jej w jednej chwili.” - zaproponował Horkan.
     "Tak, zyskamy zapewne trochę czasu, ale co potem? Ta sytuacja nie może trwać wiecznie.”
     "Najjaśniejsza, dostojni panowie. Czy nie odnieśliscie wrażenia, że Heparisowi i temu Ramose o to właśnie chodzi? O czas... Dlaczego zwlekali z ujawnieniem się i postawieniem swoich prawdziwych żądań? A i teraz wcale nie nalegają na pośpiech... W tym jest coś dziwnego, nie rozumiem ich postępowania...” - Nefer zaczął zastanawiać się na głos.
     "Cenię twoje rady, Neferze, ale czy masz jakieś propozycje? Z samego snucia takich wątpliwości nic nie wynika. Jeżeli dają nam czas, to tym lepiej. Może zdołamy coś wymyślić... Musimy to zrobić i to w tej sprawie bardzo na ciebie liczę.”
     "Pani, księżniczka Irias jest ich jedyną bronią... Nie mogą jej zabić, czy choćby okaleczyć, nawet jeżeli nie ulegniesz szantażowi. Wtedy nic już nie uchroni spiskowców i porywaczy przed karą z Twojej ręki. Może zdołamy to w jakiś sposób wykorzystać... A przynajmniej na pewno nie będą się spieszyć...” - Mistrz Apres poruszył inną kwestię.
     "Chyba, że Heparisowi chodzi jednak o zemstę...”
     "Nie wydaje mi się, o Wielka. Arcykapłan pożąda władzy i to jej zdobycie stanie się jego zemstą.”
     "Dał jednak do zrozumienia Neferowi, że ma powody do szukania osobistej pomsty...”
     "Heparis przemawiał spokojnie podczas naszej rozmowy i nie sądzę, aby zamierzał zabić Irias pod wpływem emocji... Co innego Tahar, ale na szczęście nie on będzie o tym decydował.”  
     Kapłan podzielał zdanie Mistrza Apresa, a uzależnienie całego planu spiskowców od zaszantażowania Królowej życiem Irias stanowiło kolejny element postępowania wrogów, którego nie rozumiał. Jeżeli plan się powiedzie i sięgną po władzę, wtedy wygrają w całej pełni... Ale nie są przecież głupcami i muszą wiedzieć, że jeżeli Amaktaris jednak się nie ugnie, a oni skrzywdzą dziewczynkę, zostaną z pustymi rękoma, wystawieni na bezmiar gniewu Władczyni... Gdyby jeszcze wysuwali swoje żądania ukryci w cieniu... Ale nie, sami ujawnili się w blasku słońca, pokazali nawet, gdzie przetrzymują księżniczkę. Czyżby aż tak bardzo liczyli na osobiste emocje Bogini, zapominając o Jej poczuciu obowiązku wobec Kraju?
     "Obyście obydwaj mieli rację, i ty mistrzu i ty, Neferze. Ja nie potrafię jednak myśleć o tym aż tak spokojnie... Musimy próbować zyskać na czasie i liczyć na łaskę bogów, jakiś szczęśliwy pomysł albo wydarzenie... To niewiele, ale nic innego nam nie pozostało. Nie mogę przyjąć ich warunków, nawet za cenę życia Irias... Może ona zdoła to wybaczyć, bo jeżeli skrzywdzą księżniczkę, Ja sama nie wybaczę sobie nigdy...”

6 721 czyt.
100%2711
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3039 słów i 18074 znaków, zaktualizował 23 cze 2016.

11 komentarze

 
  • Czytelnik1

    Czytelnik1 · 25 cze 2016 · 286292636

    A może bunt Nektanebo był niezależny od działań kapłanów? Mieli i mają własny plan obalenia Amaktaris a porwanie dziewczynki to tylko zasłona dymna aby odwrócić uwagę od niego i zyskać trochę czasu w celu jego realizacji?

  • Petrix

    Petrix · 22 cze 2016

    Witam ponownie po małej przerwie
    Ten rozdział jest ciekawy, ponieważ poświeciłeś go w polowie na naradę po miedzy bohaterami. A jak wiadomo podczas takich narad emocje mieszają się z rozumem Natomiast dalszą część to ponowne odwiedziny naszego przedstawiciela drugiegodrugiego obozu.
    Co do "pokonania" swiatyni Ozyrysa mam pewną koncepcje, ale zobaczymy co wymyśli nasz kapłan
    Ale osobiscie jestem ciekaw, o co jeszcze chodzi kapłanom bo jak Nefer zauważył samo dojście do władzy jest zbyt proste i oczywiste.
    Jedno jest pewne - otwarcie nie powinni zaatakować świątyni, to by i Irais nie uratowalo, a także spowodowalo by zachwianie równowagi w stolicy.
    Jeżeli chodzi o to że kapłani czekali wydaje mi sie logiczne: chca pociagnąć długo sprawę, żeby Amaktaris była cały czas pod stresem itd, bedzię trochę bardziej przemęczona przez co szybciej zrobi jakiś błąd. Jak Nefer kapłan zauważył mało prawdopodobne by nie znali królowej.
    Ja myślę, że spokojna inwigilacja i poznanie "bazy" wroga by na pewno przysłóżyło się.
    Podejrzewam, że Nefer-kapłan sam pojdzie na spacer i rozmowę z Arcykapłanem i wtedy Nefer będzie zainteresowany co by mógł zyskać będąc po jego stornie. Wtedy nasz kapłan zrozumie drugie dno planu Arcykapłana  
    I to bym dał na następną część a dopiero za 3 od teraz rozpoczął tą ostateczna konfrontację
    Pozdrawiam i uszanowanie dla Twojego kunsztu Neferze-autorze

  • Ramol

    Ramol · 22 cze 2016

    Oczywiście nie jestem autorem, ani Jego doradcą. Korci mnie jednak, aby postawić następującą tezę: Dla kapłanów istotna jest władza rozumiana nie tylko jako przewodzenie krajowi, ale też jako bogactwo. Próbują dojść do porozumienia ze strażnikami skarbca-labiryntu, gdyż wiedzą, że oprócz królowej tylko oni (strażnicy najwierniejsi z wiernych) wiedzą jak poruszać się po skarbcu. (Nie wiedzą oczywiście, że nasz kapłan też to potrafi - wiedzą o tym jedynie Królowa i on sam). Kapłan z księżniczką i dwoma, trzema głównymi kapłanami wchodzi do labiryntu (strażnicy wpuszczają ich powiedzmy na rozkaz królowej), Nefer z Irias uciekają im (sypią solą w oczy itp), efekt jest taki: Nefer z księżniczką wolny, choć w labiryncie, kapłani też w labiryncie, lecz praktycznie uwięzieni Królowa pod opieką gwardii i strażników. ...... Nasz Autor potrafiłby to pięknie opisać!!

  • Ramol

    Ramol · 22 cze 2016

    Będę szczery: Pełne zaskoczenie żądaniami kapłanów! Rozważałem i starałem się przewidzieć ich cele i plany, ale na to nie wpadłem. Świetny rozdział, w pełni zgadzam się ze zdaniem @Nienasyconej. Jako, że nie dysponuję czasem, może później jeszcze raz przeczytam zarówno opowieść Nefera (Autora) jak i komentarze. Świetnie skomponowany odcinek! Niby spokojny, a aż czuć kłębiące sie emocje. Brawo Autorze!

  • batavia

    batavia · 21 cze 2016

    Cześć kolego.
    Jak zwykle u wszystkich w głowach zasiałeś zamęt . Każdy dostrzega coś innego. Dla jednych kipi, dla innych stygnie atmosfera. A tak naprawdę wszystko zostało już zaplanowane.    Wygrany może być tylko jeden.     

  • igor

    igor · 21 cze 2016

    Niesamowite jak można podnieść temperaturę.

  • Nowicjusz

    Nowicjusz · 21 cze 2016 · 201836391

    jak zwykle znakomita część

  • POKUSER

    POKUSER · 21 cze 2016

    Jednym okiem mecz, drugim kolejny odcinek, jak nic dostanę zeza rozbieżnego...

  • nienasycona

    nienasycona · 21 cze 2016

    Dla mnie ten odcinek nie jest w żadnym stopniu wyciszony. Wszystko aż wrze, emocje i rozum. Dla mnie ta część jest jedną z mocniejszych, mimo pozornej statyczności. Ponownie chylę czoła, ale jako puch marny mam pytanie- co, jeśli wyszłaby za niego, odzyskała Księżniczkę, a on później (przypadkiem) otrułby się? Albo (również przypadkiem) nadział na jakiś sztylet? Bunt  wywołany czymś takim można by było stosunkowo niewielkim kosztem stłamsić...

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 21 cze 2016

    "...Ja nie potrafię jednak myśleć o tym aż tak spokojnie..." Podpisuję się pod tym :-D

  • violet

    violet · 21 cze 2016

    Wyciszyłeś w tym odcinku, czyżby już było słychać pomruki nadciągającej burzy? Kapłani  ciągle do końca nie odsłonili swoich "twarzy", to teraz jest zbyt proste i ta Ana nie daje mi spokoju...
    To co, w następnym , czy za dwa odcinki zacznie się dziać? Stawiam na 59