Pani Dwóch Krajów cz. 33

LXV
     Najwspanialsza zasnęła szybko, ponownie skulona w kłębek i ogrzewana przez osobistego niewolnika. Do Nefera sen jednak nie przychodził. Nowiny, które usłyszał, wywracały jego życie do góry nogami. Od lat starali się z Aną o dziecko, bez rezultatu. On sam prawie się już z tym pogodził i nabrał przekonania, iż z woli Bogów nie jest zdolny do spłodzenia potomstwa. Zanim poznał i poślubił swoją piękną uzdrowicielkę miał kilka innych kobiet, odwiedzał też jeden z funkcjonujących w Abydos domów rozkoszy. Potem nie było to już potrzebne, bo Ana dawała mu doznania o wiele piękniejsze i silniejsze niż to, co mogły zaoferować najlepsze nawet z tego rodzaju przybytków. Nigdy nie dotarły do niego wiadomości, by któraś z przygodnych partnerek zaszła za jego sprawą w ciążę. Co prawda, w domach rozkoszy znano sposoby, aby temu zapobiegać... Zaczął się zastanawiać, czy Najjaśniejsza powiedziała Anie o Tinian i jej stanie... Utrzymywały przecież kontakt i wiedziały o wielu sprawach... Chyba jednak nie, żona nie poruszyła tego tematu. Wydarzenia na pamiętnej uczcie w żaden sposób nie zostały wprawdzie zawinione przez niego samego i nie miał wówczas nic do powiedzenia, wątpił jednak, by Ana uznała to za wystarczające usprawiedliwienie. Może miał to być jeden z efektów tajemniczych starań Bogini w ich sprawie, o których nie chciała jednak mówić, aby nie wzbudzać przedwczesnych nadziei – jak sama wspomniała w podsłuchanej rozmowie? Tak czy inaczej, nie wątpił w słowa Królowej. Rzeczywiście, miała dość władzy i środków, aby upewnić się w tym przypadku co do jego ojcostwa... Obiecała też zaopiekować się dzieckiem, co mocno uspokoiło Nefera. Podczas nie mniej pamiętnego rejsu z Mewer do Nennesut też nie miał wyboru, był nawet skuty łańcuchami, ale nie mógł zaprzeczyć, że pragnął Świetlistej Pani z całej duszy i z radością poddawał się Jej władzy oraz Jej kaprysom... Czy naprawdę mógł zostać ojcem przyszłego Księcia lub Księżniczki Egiptu? Ta myśl potrafiła oszołomić, chociaż tutaj nikt nie mógł mieć pewności. Dlaczego Najwspanialsza zdecydowała się na coś takiego i jak zamierzała ogłosić nowinę poddanym? Miała jeszcze trochę czasu, zanim Jej stan stanie się widoczny dla wszystkich, ale z pewnością musiała ułożyć już jakiś plan, tak, by wiadomość wywołała w całym Kraju należną radość, zamiast stać się powodem plotek i domysłów. To jednak nie był jego problem i nie miał w tej chwili głowy, aby zaprzątać sobie myśli akurat tą kwestią. Wreszcie zapadł w długo oczekiwany sen.
     Tym razem to Ona musiała obudzić swego osobistego niewolnika.
     "Wstawaj, Neferze!” - Rzuciła, trącając go łokciem w bok. - "Jesteś, co prawda, niezrównany w roli sługi ogrzewającego posłanie Królowej, ale nie wszyscy muszą o tym zaraz wiedzieć!” - Roześmiała się zadowolona.
     Doszedł do wniosku, że na podejmowanie prób utrzymywania ich związku w tajemnicy jest zdecydowanie za późno, ale musiał przyznać Jej rację, iż trzeba wstawać, skoro słońce oświetla już ziemię swymi promieniami. Dzień zapowiadał się bardzo pracowicie, na zewnątrz słychać było ożywione odgłosy krzątaniny żołnierzy. Dzień pogrzebu Amara, przypomniał sobie, i od razu stracił większość odczuwanego po minionej nocy radosnego uniesienia. Władczyni nie życzyła sobie ani śniadania – co było zresztą zrozumiałe – ani pomocy przy porannej toalecie. Odprawiony z namiotu Królowej, wyszedł na zewnątrz. Czuwające nadal, wzmocnione straże, zdawały się ignorować jego osobę. Żołnierze byli chyba zdecydowani udawać, iż nie wiedzieli o obecności osobistego niewolnika w kwaterze Monarchini. Rozejrzał się dookoła. Wokół urwiska i otworu fatalnej sztolni panował duży ruch, na linach wciągano drewniane podpory, z wnętrza dobiegał odgłos pracy narzędzi kujących skałę. Najjaśniejsza nie przejawiała tym razem ochoty ponownego odwiedzenia tego przeklętego miejsca, on sam też nie miał takiego zamiaru. Był pewien, że Harfan przeprowadził stosowną inspekcję i wydał potrzebne zarządzenia. Oficer i jego żołnierze z pewnością nie próżnowali, na centralnym placu kopalni piętrzył się bowiem, niezbyt może foremny, ale za to dużych rozmiarów stos, wzniesiony z różnej wielkości belek i desek oraz innych przedmiotów przydatnych w kopalni lub obozowisku, zbyt ciężkich, nieporęcznych albo mało wartościowych, aby zabierać je ze sobą podczas ewakuacji. To, czego nie dało się spalić, na przykład metalowe narzędzia, wnoszono właśnie do sztolni, zamierzając najwidoczniej pogrzebać je pod zwałami skał. Przypomniał sobie słowa Amaktaris, iż każdy, kto zechce, ofiaruje coś Amarowi na drogę do krainy przodków i postanowił wystąpić przy tej okazji najgodniej, jak tylko potrafi. Przyjaciel w pełni na to zasługiwał. Obmył się i wykonał podstawowe czynności porannej toalety, po czym odszukał wśród bagaży Najjaśniejszej pakunek ze swoim naszyjnikiem zabójcy lwów. Zmienił też szatę, w końcu mieli już wracać w bardziej cywilizowane strony. Tak przygotowany, oczekiwał na pojawienie się Królowej i rozpoczęcie uroczystości. Nie wątpił, iż będzie podniosła i godna, ale raczej krótka. Czas naglił ich wszystkich.
     Zanim jednak mogli zająć się smutnym obowiązkiem pożegnania ducha Amara, na północnym skraju obozowiska rozległy się głośne okrzyki. To wracał jeden z patrolujących pustynię rydwanów. Przez chwilę Nefer obawiał się, iż przynosi on wieści o nagłym pojawieniu się Hapiru albo wojowników Księcia, okrzyki brzmiały jednak radośnie. Pospieszył w kierunku kwatery Władczyni, spodziewając się, iż tam najszybciej dowie się w czym rzecz. Wiadomości istotnie okazały się tym razem najlepsze z możliwych. Wypatrzono orszak Irias. Nareszcie... Ona i jej Amazonki były już niedaleko, całe i zdrowe, wkrótce miały dotrzeć do Tamadah.
     "Czy to absolutnie pewne, żołnierzu?” - Spytała niespokojnym głosem Amaktaris, występująca już w pełnym oporządzeniu wojownika.
     "Tak, o Najdostojniejsza! Widzieliśmy je z bliska i zamieniliśmy z nimi kilka słów! Księżniczka bardzo się ucieszyła na wiadomość o Twojej obecności. Jej towarzyszki zdecydowanie mniej. Ledwie raczyły z nami rozmawiać i niemal natychmiast odprawiły. Tym niemniej, podążają w naszym kierunku i niedługo tu przybędą!”
     "Dzięki niech będą wszystkim Bogom Egiptu!” - Westchnęła Królowa po czym zdjęła osłaniające Jej ramiona kosztowne, wykonane ze złota naramienniki i wręczyła żołnierzom stanowiącym załogę rydwanu przynoszącego tak pomyślne nowiny. Obydwaj zasalutowali, uderzając pięściami o piersi.
     "Pani!” - Odezwał się dowódca. - "One podróżują w bardzo niezwykły sposób. Wydają się zrośnięte z końmi! Nikt nigdy nie widział dotąd czegoś takiego w Kraju nad Rzeką!”
     "Co takiego?”
     "To prawda, o Wielka. Wkrótce sama się przekonasz.”
     "Masz rację, żołnierzu. Coś takiego muszę ujrzeć na własne oczy, aby uwierzyć. Tymczasem z rozpoczęciem ceremonii pogrzebowej Amara poczekamy do ich przybycia. Królowa Irias z pewnością zechce pożegnać wojownika, który był i Jej przyjacielem. Przygotujcie wodę, żywność oraz paszę dla koni. Z pewnością są zdrożone. Irias i jej wojowniczki także muszą być spragnione, zrośnięte z końmi czy nie!”
     Dla Nefera miała jeszcze jedno polecenie.
     "Przynieś szybko moją koronę Księżniczki Egiptu. Wiesz najlepiej, gdzie jej szukać w bagażach!”
     Okazało się, że liczba bagaży Amaktaris uległa drastycznemu zmniejszeniu. Mieściły się obecnie na jednym rydwanie, a większość z nich stanowiły medykamenty oraz inne przybory uzdrowicielki. Niemal cała reszta została już rzucona na stos pogrzebowy Amara. Uwinął się szybko z poleceniem, sam także chciał być obecny przy powitaniu Irias.
     Nie musieli czekać długo. Gdy tylko wręczył Najjaśniejszej klejnot, po który go posłała, a który nałożyła na głowę, kolejne okrzyki straży powiadomiły zebranych wokół namiotu Królowej o przybyciu długo oczekiwanych Amazonek. Było ich razem osiem, nie licząc samej Irias, i rzeczywiście nie podróżowały w rydwanach, ani też nie przemierzały pustyni pieszo. Wszystkie siedziały okrakiem na grzbietach koni i z daleka istotnie przypominały jakieś mityczne, nieznane stworzenia. Żołnierz nie mijał się z prawdą. Nefer przysłonił oczy, by lepiej widzieć cały orszak. Zwierząt prowadziły dużo więcej, razem około trzydziestu, większość z nich niosła zwyczajne juki, co nie zmniejszało jednak niezwykłości całej sceny. Czegoś takiego rzeczywiście nikt dotąd w Górnym i Dolnym Kraju nie oglądał! Ale była to naprawdę Irias. Gdy tylko ujrzała Królową Amaktaris, uderzyła swego konia piętami w bok i wysunęła się do przodu. Pędziła z dużą szybkością, w zadziwiający sposób zdołała jednak wyminąć wszystkie przeszkody oraz osadzić rumaka tuż przed namiotem i zręcznie zeskoczyć na ziemię. Śmiała się przy tym ze zdumienia i strachu obecnych, tak, jak jak tylko ona to potrafiła. Nefer zauważył, że w kierowaniu koniem pomagały jej jakieś rzemienie, które przechodziły przez pysk zwierzęcia, a których końce trzymała podczas jazdy w dłoniach. Na grzbiecie rumaka położono grubą derkę, mającą zapewne uczynić niepewne siedzisko bardziej wygodnym. Irias, podobnie zresztą jak wszystkie jej towarzyszki, nosiła też raczej niezwykłe ubranie. Wysokie, skórzane buty, chroniące stopy oraz łydki już znał, podobnie jak i osłaniające dłonie rękawiczki. Królowa i Księżniczka nakładały je podczas jazdy rydwanem. Ale wykonane ze skór albo grubej tkaniny owijacze, ciasno otulające kolana i uda, a także bardziej intymne części ciała poniżej pleców, były czymś zupełnie nowym. Domyślił się, że miały chronić Amazonki przed ciągłym kontaktem z szorstką sierścią zwierząt, uznał je jednak za strój wyjątkowo barbarzyński.
     "Mam nadzieję, że ta moda się nie przyjmie i nie zastąpi starych, dobrych spódniczek!” - Pomyślał przelotnie, ale zaraz uznał te obawy za przesadne. Któż bowiem chciałby nosić coś takiego?
     Tymczasem Irias rzuciła się w szeroko otwarte ramiona Królowej Amaktaris.
     "Pani, jak dobrze, że znowu jesteś! Mam tyle do opowiedzenia! Wiesz, jestem teraz prawdziwą Królową, tak jak Ty, ale nie musisz przede mną klękać. Ja też nie będę, nigdy zresztą tego nie robiłam... Talia wszystkim się już zajęła. I wiesz, spędzają mnóstwo czasu razem z Melegerem... To mój koń, nazywa się Bestia, ale dla przyjaciół jest bardzo miły. Jeżeli go poproszę, to z pewnością i Ciebie poniesie na grzbiecie. Musisz się tego nauczyć, to wspaniałe uczucie...”
     "Witaj, Ty, która nazywasz siebie Panią Obydwu Krajów. Zgodnie z umową Królowa Irias przybywa na ziemię Egiptu, a my stanowimy Jej Dwór i świtę!”
     Korina, wygłaszając te słowa, nie raczyła zsiąść z konia, podobnie zresztą jak i wszystkie jej towarzyszki. Najjaśniejsza zmuszona została w ten sposób do spoglądania w górę na postać Opiekunki Królewskiej Stadniny. Odsunęła nieco Irias, odkładając dalsze serdeczności na później.
     "Witaj! Słudzy Mojej Przyjaciółki, Królowej Irias są zawsze mile widziani w Kraju nad Rzeką. Ufam, że miałyście pomyślną podróż?”
     "Tak, zaszła jednak konieczność zmiany trasy i zagłębienia się w pustynię, gdyż doszły nas wieści o jakichś niepokojach w Twoim państwie. Mamy nadzieję, że szybko uporasz się z tymi kłopotami i nie zagrożą one w żaden sposób naszej Królowej i naszemu układowi?”
     "Nie obawiaj się, wojowniczko. Nic ci nie grozi, otrzymacie też obiecane złoto!”
     "Liczę, że masz odpowiednie zapasy kruszcu, gdyż, jak widzę, ewakuujesz właśnie kopalnię w Tamadah. To zapewne w tym celu przybyłaś tu osobiście?”
     "Przybyłam tu na spotkanie Królowej Irias. A o swoje złoto nie musisz się martwić. Egipt jest wystarczająco bogaty, jego Władczyni ma też depozyty złożone w bankach Babilonu.”
     Nefer dostrzegł, że rozmowa ta coraz bardziej irytuje Najjaśniejszą, w szczególności konieczność spoglądania w górę na twarz Koriny. Do czegoś takiego Monarchini z pewnością nie była przyzwyczajona i z niejakim trudem zachowywała panowanie nad sobą. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Podszedł do jednego z żołnierzy, którzy zgodnie z rozkazem Amaktaris przynieśli wodę i paszę, ale trzymali się chwilowo z tyłu. Odebrał z jego rąk wiadro i zbliżył się ostrożnie do Bestii. Czarny jak smoła rumak sprawiał groźne wrażenie i Nefer trochę się go obawiał. Liczył, że słowa Irias o przyjaznym usposobieniu zwierzęcia nie są tylko wytworem jej wyobraźni. Koń był jednak istotnie spragniony i z radością przyjął pojenie, zanurzając pysk w wiadrze. Kapłan ośmielił się poklepać go po szyi. Pozostałe wierzchowce Amazonek zwietrzyły zapach wody, a widząc pijącego już towarzysza, stały się niespokojne. Jeden czy dwa ruszyły w stronę Bestii, inne kręciły się nerwowo w miejscu. Nawet Korina nie mogła opanować swego wierzchowca i nie pozostało jej nic innego, jak przerwać rozmowę oraz zeskoczyć na ziemię. Rumak Amazonki podążył w stronę Nefera, podobnie jak pozostałe. Wojowniczka nie kryła niechęci.
     "To znowu ty, niewolniku! Jak śmiałeś podawać coś bez rozkazu naszym koniom?”
     "Szlachetna Pani! Napoiłem tylko wierzchowca Twojej Królowej, bo wyglądał na spragnionego. Wszystkie wasze konie są zdrożone.”
     "Neferze, tak się cieszę, że tu jesteś! Tęskniłam za tobą, naprawdę! Nie spodziewałam się, że też wyjedziesz na nasze spotkanie!”
     Irias podbiegła teraz do kapłana i to jego objęła ramionami.
     "Pani! To tylko niewolnik. Nie wypada, aby Królowa Amazonek witała w taki sposób jakiegoś sługę! I on nie powinien dotykać bez pozwolenia Twojego konia!”
     "Nefer jest moim przyjacielem. Można mu ufać. A Bestia go polubiła. To bardzo dobrze.”
     "Królowa nie ma przyjaciół wśród niewolników! Powinnaś o tym pamiętać! Musi padać przed Tobą na kolana!”
     "Zabroniłam mu tego już dawno temu. A przyjaciół sama sobie wybieram!”
     "Tym niemniej...”
     "To Ja rozkazałam, aby przygotowano dla waszych koni wodę i paszę! I słusznie, bo były spragnione!”
     Najjaśniejsza z satysfakcją weszła Korinie w słowo. Teraz, gdy obie stały na ziemi, Jej wysoki wzrost sprawiał, że to Amazonka zmuszona była spoglądać w górę, aby poszukać oczu rozmówczyni. Władczyni Obydwu Krajów była najwidoczniej zadowolona z takiej zmiany sytuacji. Skinęła dłonią na żołnierzy, którzy podeszli z wodą, sianem i ziarnem. Zwierzęta z ochotą skorzystały z poczęstunku.
     "Dziękuję, Ci Pani. Tobie też, Neferze. Długo jechałyśmy przez pustynię. Chyba zabłądziliśmy, chociaż Korina za nic nie chciała tego przyznać. Ale często wyruszała na poszukiwanie drogi, albo wysyłała w tym celu wojowniczki. Dopiero wczoraj wieczorem zobaczyłyśmy słup dymu i ruszyłyśmy w tę stronę... Tak się cieszę, że tu jesteś, Pani. Ty także, Neferze. I wujek Harfan...”
     Irias powitała teraz we właściwy dla siebie sposób Libijczyka. Korina spoglądała na to wściekłym wzrokiem, ale nie ośmieliła się zaprotestować. Zaczęła głośno wydawać komendy swym podwładnym, nakazując im zajęcie się końmi i rozbicie biwaku. Irias nie pozwoliła jednak, aby odprowadzono Bestię. Sama chciała zająć się wierzchowcem.
     "Poznaliście już mojego konia? Prawda, że jest piękny? I jak wspaniale się na nim galopuje... To cudowne uczucie, musicie koniecznie spróbować! Ty, Pani, ty Harfanie i ty też Neferze. Sama was nauczę. Bestia nie będzie miała nic przeciwko temu. Jest taka kochana...”
     Korina nadal nie kryła oburzenia w spojrzeniu, którym przeszywała obydwu mężczyzn, a także, o zgrozo, obydwie Królowe. Nefer poczuł się wyraźnie nieswojo na myśl, że miałby wsiąść na grzbiet wielkiego, czarnego konia i może jeszcze galopować przez pustynię. Natomiast oczy Najwspanialszej rozbłysły niebezpiecznym blaskiem. Z pewnością taka wizja poruszyła w Jej duszy wrodzoną pasję do przygody i ryzyka. I do tego nikt nie mógłby wtedy spoglądać na Panią Obydwu Krajów z góry...
     "Najjaśniejsza Pani! W obecnej sytuacji to chyba nie jest najlepszy pomysł.” - Ośmielił się zauważyć. - "Może później, gdy... uporasz się z aktualnymi kłopotami.”
     "Neferze, jesteś Moim niewolnikiem, a zaczynasz zachowywać się jak Mistrz Apres i ogólnie, jak wszyscy mężczyźni... Ale masz chyba rację, musimy z tym poczekać na bardziej sprzyjający czas. Twój koń jest bardzo piękny, Irias. I chętnie skorzystam w przyszłości z twojej propozycji. Teraz jednak i ja mam dla ciebie podarunek. Obiecałam ci koronę godną Królowej, pamiętasz? Teraz jesteś Królową i powinnaś taką mieć. Oto ona!”
     Zdjęła diadem i nałożyła go na głowę Irias. Nefer obawiał się, że korona może być zbyt mała dla dorastającej dziewczynki, ale Świetlista Pani zapewne to przewidziała i pamiętała o nakazaniu stosownych przeróbek.
     "Należała kiedyś do Mnie. Oddaję Ci ją z radością. Noś dumnie ten znak swojej pozycji i władzy. Uznaję w Tobie Moją siostrę, równą Pani Obydwu Krajów!” - Najjaśniejsza skierowała te słowa w także do Koriny, którą zmierzyła nieustępliwym wzrokiem.
     "Och, dziękuję. Jest taka piękna, naprawdę!”
     Irias zepsuła nieco efekt, zdejmując monarszą ozdobę i obracając ją w dłoniach, a następnie ponownie rzucając się w ramiona Amaktaris. Czy można ją było jednak winić za to, że okazywała swoje uczucia?
     "Kiedyś będzie musiała nauczyć się taić własne myśli, ale tymczasem, niech będzie taka, jaka jest, dzięki wszystkim Bogom!” - Nefer obawiał się, że ten czas może przyjść bardzo szybko, zwłaszcza wobec postawy Opiekunki Królewskiej Stadniny. Tymczasem Irias wykazała się spostrzegawczością w innej sprawie.
     "Co to za naszyjnik, Neferze? Naprawdę zabiłeś lwa? Też chciałabym taki mieć, tylko nigdy nie zabierają mnie na prawdziwe polowanie! Ale ćwiczyłam z procą i jestem w tym coraz lepsza. Sam się przekonasz!” - Zauważył, że istotnie nosiła przypięte przy pasie rzemienie procy oraz niewielki mieszek, zapewne z ołowianymi pociskami. - "Ooo, masz też odznaczenie za odwagę. Wujek Tereus też ma kilka podobnych, tylko nigdy nie chce nikomu pokazywać... Już wiem! Ja nauczę cię jeździć na koniu, a ty zabierzesz mnie na polowanie na lwy!”
     "Eee, ja nie zabiłem sam tego lwa, tylko trochę przy tym pomogłem. Uczynili to razem nasza Pani oraz Amar.”
     "Macie tu doprawdy dziwne zwyczaje, w waszym cywilizowanym kraju! Wśród prawdziwych myśliwych byłoby to nie do pomyślenia. No i jeszcze ten znak odwagi dla sługi! Ciekawe, za co tym razem go dostał? Oczywiście, nasze wojowniczki nie przywiązują wagi do takich świecidełek!” - Korina nie odmówiła sobie satysfakcji skomentowania bezprawnego, jej zdaniem, noszenia naszyjnika zabójcy lwów przez sługę.
     "Nefer zadał pierwszy cios i w ten sposób uratował Amara, a pewnie i Mnie samą. Oboje przyznaliśmy mu to trofeum.” - Najwspanialsza przerwała prawdopodobne, dalsze uwagi Opiekunki Stadniny.
     "A gdzie Amar? Nie wyjechał na spotkanie? Pewnie dałaś mu jakieś inne rozkazy, ale powinnaś pomyśleć, że będę go chciała jak najszybciej zobaczyć!”
     Księżniczka, a właściwie młoda Królowa, okazała wyraźne rozczarowanie. Zapadła głucha cisza. Nefer nie potrafił, nie umiał znaleźć słów, którymi powiadomiłby dziewczynkę o tym, co się stało... Na szczęście, to zadanie wzięła na siebie Najjaśniejsza.
     "Irias... Amar przyjechał tu z nami i bardzo chciał cię spotkać... Zdarzyło się jednak nieszczęście. W kopalni wybuchł wczoraj bunt... Amar zginął, ratując Moje życie. Zginął jak bohater. Właśnie szykowaliśmy się do urządzenia mu pogrzebu godnego wojownika...”
     "Co takiego? To nieprawda! Powiedz, że to nieprawda! Był taki odważny i silny!”
     "Taki był... I dlatego zdołał Mnie uratować. Ja też boleję nad jego śmiercią...”
     Amaktaris raz jeszcze otwarła ramiona przed Irias. Ona sama nie uroniła żadnej łzy, Księżniczka uczyniła to za oboje.
     "Jak to się stało?” - Łkała cicho. - "Powiedz, jak to się stało.”
     "Osłonił Mnie swoim ciałem przed ciosem oszczepu. Nie potrafiłam mu pomóc... Resztę opowiem ci później.”
     Władczyni chciała zapewne oszczędzić Irias dalszych wybuchów żalu, musiała też zauważyć, że Korina nadstawia czujnie uszu. Dziewczynka uspokoiła się po dłuższej chwili. Jej twarz pokryta była śladami łez, odzyskała jednak opanowanie i godność.
     "Ja również wezmę udział w pogrzebie Amara. Ty także, Korino. I wszystkie Amazonki. To był odważny wojownik!”
     "Jak sobie życzysz, Pani. Musimy się jednak pospieszyć, bo Twoja Królewska Siostra ma najwidoczniej jakieś poważne problemy i z pewnością nie może zabawić tu zbyt długo!”
     "Jeszcze jedno, szlachetna Wojowniczko!” - To niespodziewanie zabrał głos Harfan. - "Pytałaś, w jaki sposób ten niewolnik otrzymał odznaczenie za odwagę. On również uratował wczoraj życie Pani Dwóch Krajów, ryzykując własnym. Uczynił to na oczach nas wszystkich, podobnie jak na oczach wszystkich żołnierzy otrzymał ten znak z Jej rąk, przy powszechnym aplauzie! Powiem to każdemu, kto będzie chciał o tym wiedzieć!”
     "Mówiłam już, że prawdziwe wojowniczki nie zwracają uwagi na takie świecidełka!”
     Korina chciała osłabić znaczenie słów Harfana. Było już jednak za późno. Irias otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Nefera jak na prawdziwego bohatera z legend i opowieści. Okazało się to całkiem przyjemnym doświadczeniem, przyznał sam przed sobą.
     "Co tu się stało? Jak to zrobiłeś? Musisz mi o wszystkim dokładnie opowiedzieć!”
     "Ja ci o tym opowiem, Irias. Tak jak obiecałam. O ile znam Nefera, to akurat w tym przypadku nie potrafiłby dowieść swoich talentów mistrza słowa. Na opowieści przyjdzie jednak jeszcze czas. Teraz musimy pożegnać Amara. To jego stos pogrzebowy, chciał, aby spalić jego ciało i w taki sposób odesłać ducha do przodków. Tak też uczynimy.”
     Dała znak Harfanowi, który rozesłał swoich żołnierzy. Wszystko było już zapewne zaplanowane i przygotowane, bo wojownicy uczynili sprawnie krąg wokół stosu, do którego dołączyła też spora grupa zbrojnych z Tamadah, zajmujących się dotąd pracami w sztolni. Te ostatnie tymczasem przerwano. Wkrótce czterech żołnierzy przydźwigało złożone na oszczepach ciało Amara. Nadal wyglądał na spokojnego i szczęśliwego... Prowizoryczne nosze złożono na szczycie stosu. Pomyślano jednak o tym, by można było bez większego trudu wspiąć się do tego miejsca. Na tych, którzy chcieli pożegnać Amara, czekały ułożone z drewnianych belek stopnie... Jako pierwsza skorzystała z nich Królowa, której towarzyszyła Irias. Każda z nich pochyliła się i objęła tors wojownika.
     "Byłeś dzielnym żołnierzem, Amarze. Wiernie i dobrze służyłeś najpierw Mojemu Ojcu, potem Mnie samej. Oddałeś życie ratując Królową. Stań z dumą przed swymi przodkami!” - Amaktaris pożegnała gwardzistę.
     "Niech ci się wiedzie Amarze. Upoluj wiele zwierząt... Weź to!”
     Irias odpięła od paska procę oraz woreczek z pociskami i położyła obok dłoni Amara. Obie zeszły na dół. Jeden z żołnierzy przyprowadził osobisty zaprzęg Władczyni, zaprzęg, którym zwykle powoził Amar.
     "Ja też mam dla ciebie dar na drogę, Amarze. Byłeś znakomitym woźnicą. Niech ten rydwan służy ci w krainie przodków, tak, jak służył tutaj!”
     Kilku ludzi wyprzęgło i przytrzymało konie. Były zapewne oszołomione jakimś wywarem, bo nie stawiały oporu. Najjaśniejsza kochała zresztą te zwierzęta i na pewno chciała oszczędzić im strachu oraz cierpienia, nawet, jeżeli postanowiła ofiarować je duchowi zmarłego. Dobyła miecza. Uniosła go dwukrotnie i dwukrotnie uderzyła z pełnym zamachem. Na piasek trysnęła krew z dwóch przeciętych gardeł, upadły dwa ciała rumaków... Żołnierze ułożyli je na stosie, podobnie jak i rydwan z resztą oporządzenia. Odświętny rynsztunek wojownika, przywdziany przez Władczynię, zbryzgała krew... Nefer nie posiadał się ze zdumienia. Był to prawdziwie królewski dar. I Amaktaris darzyła przecież te konie prawdziwą miłością... Amar zasługiwał jednak na wszystko, co najlepsze.
     Okazało się, że otrzymał na drogę także namiot Najwspanialszej z całym wyposażeniem. Na znak Monarchini kilku podwładnych Harfana zwinęło szybko konstrukcję i umieściło ją u podnóża stosu. Nefer pomyślał o emocjach i czułych chwilach, których razem z Boginią doświadczyli tej nocy w zaciszu podróżnej kwatery... Takie jednak były prawa wojny i oboje musieli się z nimi pogodzić.
     Kolejno występowali żołnierze Gwardii, towarzysze Amara, a potem wielu zbrojnych z Tamadah. Większość z nich zostawiała oszczepy, sztylety, tarcze, różne przydatne drobiazgi z ekwipunku wojownika. Na koniec do stosu podszedł Harfan. Jak się okazało, i on miał dar, bardzo szczególny dar.
     "Amarze! Oddałeś życie w obronie Pani nas wszystkich, Królowej Górnego i Dolnego Kraju! Osłoniłeś Ją własnym ciałem, a podły i zdradziecki wróg ugodził cię oszczepem w plecy! Oto jego głowa, niech ten nędzny pies będzie Twym sługą i niewolnikiem w krainie przodków!”
     Libijczyk uniósł dzierżony w dłoni worek, z którego wypadła odcięta głowa Kruto. Zastygł na niej zapamiętany przez Nefera wyraz zdumienia i pogardy. Pogardy dla tych, którzy nie chcieli zginąć w imię zemsty i którzy pozbawili go życia w chwili, gdy miał jej dopełnić. Kapłan nie odwrócił wzroku. Pomimo całej jego ohydy, w Kruto drzemała jednak jakaś wielka siła. Szkoda, że wykorzystywał ją dla czynienia zła...
     Ponieważ ani Korina, ani żadna z jej wojowniczek nie zdradzały zamiaru oddania hołdu czy też pożegnania Amara, Nefer uznał, że teraz może to uczynić on sam. Wspiął się na stos, w czym nikt mu nie przeszkadzał. Ostatni raz spojrzał w twarz czarnoskórego wojownika.
     "Zaszczyciłeś mnie przyjaźnią, chociaż jestem tylko niewolnikiem.” - Powiedział cicho. - "Przyjmij ten naszyjnik zabójcy lwów. Zasłużyłeś na niego o wiele bardziej niż ja.”
     Zdjął z piersi cenny klejnot i wsunął go na szyję Amara, układając oprawione w złoto pazury lwicy na torsie gwardzisty.
     "Spoczywaj w pokoju przyjacielu. Niech przodkowie ujrzą twoją chwałę.”
     Gdy zszedł na dół, podeszły do niego Amaktaris i Irias.
     "Dlaczego to zrobiłeś? To z Mojej ręki otrzymałeś ten naszyjnik.”
     "Pani, uznałem, że Amar jest go o wiele bardziej godny niż ja i powinien mieć go na sobie, gdy stanie przed duchami przodków.”
     "Rozumiem... To bardzo szlachetny gest. Zrobiłeś z tego znaku najlepszy, możliwy użytek.”
     "Amar zechciał zaszczycić mnie przyjaźnią, o Wielka.”
     "Neferze, zabijemy razem jeszcze wiele lwów i zdobędziemy podobne naszyjniki. Duch Amara na pewno nam w tym pomoże. Obiecałeś zabrać mnie na polowanie.” - To Irias przypomniała o swojej obecności.
     "Znajdą się też inni, którzy wam pomogą, Królowo! Chociaż może trzeba będzie z tym trochę poczekać.” - Najwspanialsza objęła dziewczynkę ramieniem. - "Teraz jednak musimy podpalić stos!”
     Na znak Monarchini żołnierze wylali na drewnianą konstrukcję kilka dzbanów oliwy. Harfan podał płonące pochodnie.
     "Uczyń to razem ze Mną, Moja Siostro!”
     Wysuszone na pustyni i zmoczone oliwą drewno szybko zajęło się ogniem. Rósł on w błyskawicznym tempie, ogarniając kolejne fragmenty stosu. Obecni cofnęli się przed narastającym żarem. W niebo wzbił się słup gęstego, czarnego dymu. Unosił się prosto i wysoko. Wszyscy uznali to za dobry znak. Wkrótce płomienie dotarły do ciała wojownika. Przez chwilę było jeszcze widoczne wśród ognia i dymu, potem zapadło się kilka przepalonych belek i wszystko zniknęło w potężnym wybuchu płomieni oraz iskier. Stali w milczeniu i czekali. Irias nie płakała, chociaż była tego bliska. Z całej siły trzymała dłoń Amaktaris.
     "Dokonało się! Niech przodkowie będą z ciebie dumni, Amarze!” - Królowa zakończyła uroczystość i odwróciła się. Zdaniem Nefera, który stał bardzo blisko, ale nie mógł być tego pewien, w Jej oczach rozbłysły łzy.

100%28
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5068 słów i 29295 znaków, zaktualizował 11 lis 2015.

9 komentarzy

 
  • plaveniebo

    Wspaniałe,płakałam.

  • nefer

    Przepraszam za dłuższe przerwy, ale mam ostatnio mało okazji aby zająć się pisaniną, a w tramwaju albo autobusie jakoś nie potrafię. Amar wzbudził sympatię, jak widać, i zasłużył na opis godnego pogrzebu. Powrót Irias to nie tylko wydarzenie radosne, przybycie Koriny zapowiada nowe kłopoty (co chyba juz widać). dziekuję wszystkim za opinie.

  • POKUSER

    Piękny, wzruszający odcinek. Pogrzeb godny bohatera, Kolejny raz chylę czoła i serdecznie pozdrawiam

  • gabi

    Łzy  nie pozwalają mi napisać nic więcej. Żegnaj Amarze.

  • Marschal1

    A ja nadal twierdzę i twierdzić będę, że To co tworzysz powinno być opublikowane na większą skalę. Może kiedyś spróbujesz to wypromować...warto spróbować...może zyskał byś jeszcze większe grono fanów Neferze. Warto doceniać takie talenty pozdrawiam

  • nefer

    @Marschal1 Może kiedys... tymczasem trzeba doprowadzić do końca.

  • Marschal1

    @nefer Byle nie szybkiego pozdrawiam

  • Funkykoval1972

    Teraz to jest tylko dla VIP'ów. I możemy się dowartościować :-D

  • nefer

    @Marschal1 Jeszcze sporo wydarzeń czeka na opisanie, zanim ta opowieść dobiegnie końca.

  • Ramol

    Łatwiejsze ma życie obecny twórca gier komputerowych: nigdy ostateczne nie musi oznaczać ostatecznego... Jest to jednak zwodnicza bajka wyrządzająca o wiele więcej złego niż dobrego. Żal każdego dobrze przeżytego dnia, roku, w końcu życia... Każdy odchodząc z tego świata zostawia moc rzeczy niedokończonych... Tak też było zapewne z Amarem... on jednak odchodził szczęśliwy, że los pozwolił mu ocalić to co było dla niego najważniejsze: jego żołnierski honor! Rozdział można czytać jak wspaniale napisaną bajkę dla dorosłych, mnie zaś - jako, że ukazał się on (rozdział) w przededniu 11. listopada - przywodzi na myśl też naszych pradziadów i ich honor żołnierski...

  • nefer

    @Ramol Bardzo głęboki i poruszający komentarz... Szczera prawda, tak to juz jest, a życie to nie gra komputerowa. Dziękuję.

  • Funkykoval1972

    Rewelacja. Ja tez się wzruszyłem. Piękny opis. jakbyś tam był.

  • nienasycona

    Jestem zachwycona, nadal rozszlochana, ale zachwycona. Dziękuję za te emocje...

  • Szarik

    Smutny i ogromnie emocjonalny odcinek. Trochę jak zamknięcie pewnej części, rozdziału życia, z równoczesnym oznajmieniem o nadejściu nowego. Bardzo mi się spodobał.

  • nefer

    @Szarik Jak napisał Ramol, zycie jest zyciem i smutek też jest w nim obecny.