Nowy Świat Czarownic, cz. 75

Wykrzyczawszy swój żal i nienawiść, Lucjusz wybiegł z namiotu.
     - Mam nadzieję, że nie narobi głupstw – zauważyła pani Olga. - Może ktoś powinien na niego  uważać?
     - Ale kto? - spytała Sudrun. - Z nas wszystkich tylko sir Marcus potrafi posługiwać się magią, a na jego widok sir Lucjusz może wybuchnąć na nowo. Nie potrzebujemy kolejnej bitwy mocy, tym bardziej nie pragnę śmierci żadnego z nich.
     - Tym niemniej, jeśli pozwolisz, pani, obydwie z Edytą będziemy nad nim dyskretnie czuwać.
     - Jak chcecie, tylko zachowajcie ostrożność.
     Wojowniczki opuściły namiot, w ślad za nimi ruszył sir Olgierd.
     - Jeśli pozwolisz, Szlachetna Pani, ja również  się  oddalę. Dotrzymam naszej umowy i mam nadzieję, że uczynisz to samo. Teraz jednak nic tu po mnie. - Wyczuł zapewne targające Sudrun i Marcusem emocje.
     - Zaczekaj, sir Adrianie. - Dziewczyna zamierzała zatrzymać kierującego się również ku wyjściu arystokratę. - Musimy się naradzić.
     - Będzie chyba lepiej, jeżeli w tej chwili zostaniecie sami. Naradzimy się jutro, może nowy dzień przyniesie jakiś  pomysł? - Zasunął za sobą wejście do namiotu.
     - Do niczego się nie nadaję, Marcusie. Jestem nikim! - Sudrun trzymała się najwidoczniej resztką sił i wybuchnęła płaczem, gdy tylko ucichły odgłosy skrzypienia śniegu pod butami sir Adriana.
     - Jesteś dla mnie wszystkim, nie zliczę, ile razy ratowałaś mnie z opałów, ratowałaś nas wszystkich. Kocham cię! - Otworzył ramiona, przygarniając zapłakaną gwardzistkę. Przyjęła uścisk ramion, nie ukoiło to jednak rozpaczy.
     - Jestem tylko dziewczyną z ludu, w moich żyłach nie płynie błękitna krew, mogę jedynie udawać panią szlachetnego rodu.
     - Większość z nich nie jest godna czyścić ci butów! Przewyższasz je nieskończenie sercem, odwagą, lojalnością.  Dałaś tego dowody setki razy.
     - I co z tego? Nie potrafię  posługiwać się mocą! Nie potrafię nawet cię uwolnić! Nic nie mogę w tej sprawie zrobić. W innych również. Ta cała maskarada z udawaniem Bereniki nigdy się nie uda. Lucjusz pokazał to już pierwszego dnia. Nie jestem warta twojej miłości, paniczu Marcusie. Nie potrafię ci pomóc, jestem zwykłą dziewczyną z ludu.
     Zrozumiał, że przypominanie Sudrun ile razy i w jaki sposób przyszła mu z pomocą, jak bohaterskich czynów dokonała, nic w tej chwili nie da. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Utulił ją po prostu i pozwolił się  wypłakać. Istotnie, sytuacja wydawała się bardzo trudna. Zbuntowany, rozżalony Lucjusz zdradzi ich wcześniej czy później. Nie można w żadnym wypadku liczyć na jego lojalność. Najlepiej byłoby pozbyć się drania natychmiast, wśród tych pustkowi, które zachowałyby wszelkie tajemnice. Tylko co dalej w sprawie tego przeklętego ochraniacza? Musiał zresztą przyznać w duchu, że chłopak miał  powody do zemsty oraz nienawiści. Kto wie, czy na jego miejscu nie odczuwałby identycznych pragnień? Tyle, że nie wyrzucałby z siebie gróźb, życie nauczyło go bardziej podstępnych metod działania. Nauczyło w surowej szkole. Dzięki temu zwyciężył, ułożył skuteczny plan pozbycia się wiedźmy. Tylko za jaką cenę? Śmierć  Bereniki nie była jego winą, nie przewidział determinacji i gotowości do ofiar ukochanej. Ale Gonan poświęcił z całym rozmysłem.
     - To na pewno nie twoja wina, Sudrun. Moja, wyłącznie moja. Ułożyłem plan, który wymagał niegodziwości i zdrady. Niegodziwości, którą popełniłem. Zdradziłem Lucjusza, ale przede wszystkim Gonan. Nie znałaś jej, to jedna z barbarzyńskich władczyń mocy. Była wspaniałą,  odważną dziewczyną. Lucjusz chyba się w niej zadurzył, wyznał mi, gdzie się ukrywała po zburzeniu grodu. A ja przekazałem tę  wiedzę  wiedźmie, by wywabić ją z obozu i dać wam czas. Gonan, osaczona, sama zadała sobie  śmierć, ale tak naprawdę, to ja ją zabiłem. Lucjusz ma w tym rację. Dobra Bogini osądziła moje czyny i wydala wyrok.
     - Bogini nie może być aż tak okrutna, nie po tym wszystkim. Musi istnieć jakiś sposób, Marcusie. Przecież  znasz te sploty, tylko twoja moc nie działa. Wystarczy, abyś przekazał komuś tę wiedzę, komuś, kto posiada moc nie skażoną przez wiedźmę, moc która zadziała wobec jej czarów.
     - Ale komu? Taką moc posiada tutaj tylko Lucjusz.
     - Znajdziemy kogoś, tutaj albo gdzie indziej.
     - To nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Nie mam pewności, że moc Lucjusza jest nadal skuteczna przeciwko czarom wiedźmy.
     - Przecież Berenika posłużyła się przed śmiercią jego właśnie mocą. Zdjęła zaklęcia z ochraniaczy i unieruchomiła lady Berengarię.
     - A chwilę później sama zginęła. Przestała więc być tarczą zapewniającą skuteczność magicznej siły Lucjusza. Taką tarczą miały też być kobiety z Ludu Północy, z którymi się pokładał. Ale większość z nich chyba również nie żyje, zostały uśmiercone przez wiedźmę w trakcie bitwy o gród. Gonan zadała sobie śmierć sama, później, na moich oczach i przy moim udziale, niech mi Bogini wybaczy. Z tego co wiem, została tylko Aurora.
     - O ile żyje.  
     - Wiedźma długo i starannie szukała jej ciała. Nie znalazła. Oznacza to dużą szansę, że Aurora przeżyła. Prosiłem ją  zresztą, by w razie ataku na gród ratowała się za wszelką cenę. Miała ku temu ważne powody, ważniejsze nawet, niż obrona własnych ludzi. Wiedziała, dlaczego musi przeżyć.
     - Ona mogłaby cię teraz uwolnić, Marcusie.  I na pewno  chciałaby to zrobić.
     - Sudrun...
     - Spotkałyśmy się tylko raz. I nie było to miłe spotkanie. Tuż po tym, gdy cię zdradziłam. Ale ostatecznie pomogła mi zadośćuczynić za tę zdradę.
     - Zadośćuczyniłaś  po stokroć.
     - Nie mam prawa do twojej miłości, Marcusie. Z tysiąca powodów. Musimy odnaleźć Aurorę. Jeżeli żyje, gdzie mogła się ukryć?
     - Wychowała się tutaj, jej ojciec był  panem tych ziem, potem przejęła jego obowiązki. Musi znać mnóstwo kryjówek. Zapewne ukrywa się gdzieś w pobliżu, ale nie tak blisko, bym zdołał wyczuć jej obecność.
     - Potrafisz to zrobić?
     - Lucjusz potrafił wyczuć Gonan, bo kochał się z nią niedługo przed opuszczeniem grodu. Ja i Aurora...
     - Też spędzaliście noce w łożu. Nie musisz tego przede mną ukrywać. Jak już powiedziałam, nie mam do ciebie żadnych praw.
     - Nic jednak nie wyczuwam. Może Aurora, mimo wszystko, nie żyje... Może to dlatego, że jednak nie kochaliśmy się przez kilka dni przed wyjazdem. A może dlatego, że Gonan ukrywała się w pobliskim lesie, w odległości niezbyt długiego, pieszego marszu. Aurora może, musi przebywać gdzieś dalej.
     - To jak ją znajdziemy? Będziesz krążył na oślep po okolicy? To zwiększy trochę twoje szanse, ale niewiele.
     - Ona sama zechce do nas przyjść. Musimy tylko dać jej jakiś znak, że może to uczynić bezpiecznie. Znak, którego nikt inny nie zrozumie, o którym wiedźma nic nie mogłaby wiedzieć... Mam! Jest taki znak! Stokrotka!
     - Co takiego?
     - Pamiętasz konia, którego podarowała mi, gdy jechaliśmy do obozu lady Berengarii? Klacz nosiła imię Stokrotka. Odesłałem ją później, prosząc o spotkanie nad rzeką, pod dębem. Wiesz którą rzeką i którym dębem.
     - Wiem.
     - Aurora nie zechciała się wówczas ze mną spotkać, zostawiła tylko bukiet spalonych stokrotek. Zachowałem je i później wręczyłem po jednej uwolnionym z lochów barbarzyńcom, których przywiodłem na Północ, wysyłając ich do niej z posłaniem, w którym prosiłem o ponowne spotkanie. Tym razem przybyła.
     - Cóż więc zamierzasz zrobić?
     - Wyślę Aurorze kolejny bukiet stokrotek.
     - W jaki sposób, skoro nie wiesz, gdzie się  ukrywa?
     - Mam dość przeklętej mocy, by umieścić wizerunek tego bukietu na nocnym niebie. By otoczyć obozowisko i ruiny polem kwitnących w środku zimy stokrotek. By kazać im kwitnąć w różnych miejscach w lesie.
     - Tak, to z pewnością zwróci uwagę każdego, kto ma oczy. Czy nie wyda się to jednak dziwaczne?
     - Uniesiona szczęściem księżna Siedmiu Bram będzie w ten sposób świętować narodziny następczyni. Szlachetne damy miewają podobne kaprysy.
     - Przyznaję, bukiet kwiatów od ojca byłby przy takiej okazji miłym podarunkiem. - Uśmiechnęła się pierwszy raz tej ponurej nocy. - Z tego co o niej mówiłeś, Aurora nie jest głupia i powinna zrozumieć. A wiedźma nie mogła znać całej tej historii.
     - Hmm... Przypominam sobie teraz, że Lucjusz widział jak wręczałem jakieś kwiaty barbarzyńcom wysyłanym z wiadomością dla Aurory. Były jednak mocno sfatygowane, spalone. Nie, nie mógł  rozpoznać w nich stokrotek.  
     - Miejmy nadzieję. Tak czy inaczej, nie powinno to w niczym zaszkodzić.
     Ułożony w ten sposób plan zaczęli realizować następnego dnia i następnej nocy. Wtajemniczyli sir Adriana oraz panie Edytę i Olgę, sir Olgierdowi aż tak bardzo nie ufali. Dłużący się i pełen niepokoju czas oczekiwania umilały Marcusowi wizyty u małej Blanki, pozostawionej pod opieką mamki. Zajmowała się prawdziwą panią Siedmiu Bram równie troskliwie, jak własnym synkiem. Wiedźma nie zaniedbywała żadnego szczegółu i dokonała dobrego wyboru, pamiętała też o tym, by wykluczyć znikomą nawet możliwość podmiany noworodków. Podobnie, jak dla wielu innych młodzieńców, ojcostwo okazało się dla Marcusa doznaniem dziwnym i zaskakującym. Ta drobna istotka była więc wszystkim, co  pozostało po Berenice? Jeszcze większe zdumienie budziło to, że bezradna obecnie i bezbronna, miała w przyszłości stać się potężną panią mocy oraz władczynią księstwa. Chwilowo wymagała jednak nieustannej opieki, której chłopak nie był w stanie, prawdę powiedziawszy, zapewnić. Po każdej z częstych, ale krótkich wizyt, z ulgą oddawał więc córkę w ręce mamki albo Sudrun, która zawsze mu przy takich okazjach towarzyszyła i nie sprawiała wrażenia, że czyni to tylko na pokaz. Zresztą, oficjalnie to on towarzyszył tylko pani i małżonce.
     Te drobne radości nie mogły jednak przysłonić faktu, iż Aurora się nie zjawiła. Sudrun, pomimo odmiennego stanu, odbywała nawet przejażdżki na Demonie, by pokazać się obserwującej ewentualnie obozowisko córce tana Arnolda i udowodnić jej, że nie jest wiedźmą. Nie dało to żadnego efektu, Marcus nie wyczuwał również obecności dziewczyny. Widok rozkwitających w śniegu stokrotek robił  wrażenie i nie mógł ujść niczyjej uwadze, podobnie jak wizerunek bukietu tych kwiatów, odmalowywany każdej nocy na zimowym niebie. Czwartego dnia musieli sobie jasno powiedzieć, że plan się nie powiódł. Czy oznaczało to, iż Aurora zginęła jednak w bitwie? Czy okazywała tylko aż nadto uzasadniona ostrożność?
     - Nie możemy tkwić tu bez końca – zauważył wreszcie Marcus.
     - Mamy jeszcze trochę czasu, roztopy nadejdą dopiero za kilka tygodni. Ja nie zamierzam zrezygnować – odparła Sudrun.  
     - W ten sposób niczego jednak nie osiągniemy.
     - Po tym wszystkim, co się wydarzyło, po różnych podstępach lady Beatrycze, o których opowiadaliście, wcale się dziewczynie nie dziwię. Nie dziwię się, że nie pali się do wizyty w obozowisku wroga, mając tylko takie zaproszenie. Wśród namiotów i ruin można ukryć zbyt wiele groźnych niespodzianek – podsumował sir Adrian, a Marcus doznał wreszcie olśnienia.
     - Oczywiście, ależ byłem głupcem! Przecież sam zaklinałem ją, by zachowała ostrożność. A teraz oczekuję, że przybędzie do obozu, który ma wszelkie powody uważać za siedzibę wrogów, jak słusznie, panie, zauważyłeś. Tym bardziej, że jest inne miejsce, o wiele bezpieczniejsze, w którym trudno przygotować zasadzkę. Miejsce znane nam obojgu, znane nam trojgu Sudrun, w którym kilka razy już  się  spotkaliśmy. Miejsce związane z bukietem stokrotek.
     - Dąb nad strumieniem.
     - Tak Sudrun, a raczej szczątki dębu. Muszę tam natychmiast pojechać.
     - Pojedziemy oboje.
     - Aurora może obawiać się obecności Bereniki.
     - Pojadę na Demonie.
     - Sudrun... Nie myślisz chyba...
     - Nie, Marcusie. Ale i tak pojadę. Uznaj, że może boję się zostać sama z Lucjuszem.
     - Nie mam nic do ukrycia, pojedziemy razem, jeśli tak chcesz. Wyruszymy tej nocy, aby dotrzeć na miejsce w pełnym blasku dnia.
     W normalnych warunkach nocna jazda przez zasypany śniegiem las byłaby nie lada wyzwaniem, Marcus dysponował jednak nadmiarem mocy, którą rozładowywał zarówno z ulgą, jak i wściekłością. Zaczynał rozumieć starożytnych czarodziejów oraz przyczyny ich szaleństwa. Czy i on miałby skończyć w taki sposób? Byłaby to przewrotna zemsta lady Berengarii. - „Jak gdyby nie zemściła się już wystarczająco, zabijając Berenikę” - Upomniał się w duchu.
     Do zasypanej śniegiem polany dotarli późnym rankiem, nikogo nie zastali. Postanowili rozbić tymczasowy biwak, osłonięty splotami powietrza i ogrzewany żywiołem ognia, Sudrun dosiadała kilkukrotnie Demona i odbywała krótkie przejażdżki. Marcus nadal nie wyczuwał obecności Aurory, może nie używała mocy, ale jak w przeciwnym razie potrafiłaby przetrwać w tej zimowej krainie? Okazało się, że nie docenił dziewczyny. Pojawiła się niedługo przed zmierzchem, brnąc w śniegu o własnych siłach. Sprawiała wrażenie wyczerpanej, ale jednak całej i zdrowej. Wbiegł jej naprzeciw, wziął w ramiona i zaprowadził do osłoniętej magią enklawy. Sudrun taktownie zajęła się Demonem.
     - Żyjesz, ty żyjesz!
     - A tak, żyję.
     - W jaki sposób zdołałaś się uratować?
     - Nie mam powodów do dumy, Marcusie. Wiedźma okazała się zbyt silna, nie potrafiłam jej powstrzymać. Gdy wszystko się waliło, porzuciłam moich ludzi i wykorzystałam resztę mocy, by osłonić własną ucieczkę. To nie był czyn godny córki tana Arnolda.
     - Musiałaś to zrobić! Wiesz o tym. Miałaś  ważniejszą  istotę do ocalenia, nasze dziecko!
     - I tak zrobiłam, ale czuję wstyd. Pozbawiona niemal mocy, ukryłam się w pewnym znanym mi miejscu. Przechowywaliśmy tam zawsze na wszelki wypadek trochę zapasów. I tak doczekałam pojawienia się stokrotek. Na niebie i w lesie. Ale dojście tutaj pieszo i w śniegu zabrało trochę czasu. Starałam się nie używać tej resztki magii, która mi pozostała.
     - Jak w ogóle zdołałaś tego dokonać? Bez władzy nad  żywiołami?
     - Nie doceniasz Ludzi Północy, wydelikacony paniczyku z Południa. A teraz ty opowiadaj, co się stało i dlaczego mnie wezwałeś?
     - Wiedźma nie żyje! Wreszcie się  udało! Wszyscy jesteśmy wolni!
     - To wspaniała wiadomość, jak ty zdołałeś tego dokonać?
     - To długa historia, z której wcale nie jestem dumny. Ja też odczuwam wstyd i żal. Dopuściłem się zdrady, z mojego powodu zginęła wspaniała kobieta.
     - Czyżby Berenika? Bo w przeciwnym razie dlaczego towarzyszyłaby ci inna dziewczyna, której nadano tylko postać  twojej pani i małżonki? Nie wyczuwam w niej ani odrobiny mocy. To zapewne Sudrun. Hej, dołącz do nas!
     - Tak, Berenika nie żyje. Ale sama, z własnej woli poświęciła się, by uratować  naszą córkę, zabić wiedźmę i uwolnić nas wszystkich. Zdradziłem Gonan. Nie znalazłem innego sposobu, by odwrócić uwagę lady Berengarii. Było to konieczne dla realizacji mojego planu, a nie potrafiłem wymyślić nic innego. Nic równie skutecznego, by wyprawić czarownicę z obozu. Gonan zginęła odważnie, sama zadała sobie śmierć, ale tak naprawdę, to ja ją zabiłem, wskazując miejsce, w którym się  ukrywała. Równie pewnie, jak gdybym wbił sztylet w serce.
     - Marcusie, przestań  wreszcie użalać się  nad sobą. - Sudrun wtrąciła się  do rozmowy. - Wiedźma doprowadziła do śmierci setek, jeśli nie tysięcy. W tym głównie Ludzi Północy. Każda cena była warta zapłacenia... No, prawie każda.
     - O czym ty mówisz, Sudrun?
     - Powiedz jej wreszcie, w końcu to ona może ci pomóc. Ja nie potrafię, jestem tylko zwykłą gwardzistką, dziewczyną z ludu.
     - Marcusie?
     - Utkwiłem w ochraniaczu, Auroro. Czar nałożony przez lady Berengarię ciągle pozostaje aktywny. Znam sploty i potrafiłbym je rozwiązać, ale moja moc nadal nie działa na zaklęcia wiedźmy. Pomimo tego, że ona nie żyje.
     - A ten drań, Lucjusz, odmówił zdjęcia czaru czy raczej klątwy, pomimo tego, że posiada odpowiednią wiedzę i zdolną do tego, magiczną siłę. Odmówił, by zemścić się na sir Marcusie.
     - Muszę przyznać, że ma powody do zemsty. On... on chyba kochał Gonan.
     - Tak mu się tylko wydawało. To tchórz i łajdak, niezdolny do żadnego szlachetnego uczucia. Ale ja nie zamierzam tak tego zostawić. W imieniu sir Marcusa proszę cię o pomoc, Szlachetna Pani. Jestem tylko dziewczyną z ludu...
     - Przestań to powtarzać, Sudrun – burknął ze złością.
     - Jestem tylko dziewczyną z ludu i nie mam prawa do miłości szlachetnie urodzonego pana. Nie mam prawa do jego nasienia i mocy, mogłam je tylko ukraść, co jak wiesz, Dostojna Pani, kiedyś uczyniłam. Dokładnie w tym miejscu. A teraz nie potrafię mu pomóc.
     - Zrobię wszystko, co tylko zdołam. Dobrze o tym wiesz, Marcusie.
     - A więc niech przekaże ci sploty tego zaklęcia, a ty je zdejmiesz. Otwórzcie umysły, wymieńcie się wiedzą, czy co tam potrzeba.
     - To może nie być takie proste, ale spróbujmy – zgodziła się Aurora.
     Marcus otworzył  się przed dziewczyną, jak niejeden raz czynił to zarówno wobec samej Aurory, jak i Bereniki. Usunął chroniące umysł osłony i uformował obraz przeklętych splotów. Nie odczuł jednak wzajemności, nie potrafił odnaleźć jestestwa Aurory. Próbował, ale bez rezultatu.
     - Nie udało się, Marcusie. Przepraszam, nie udało się.
     - Czy to może dlatego, że posiadasz niewiele mocy?
     - To akurat nie ma z tym nic wspólnego. Wy, w Królestwie, nie macie żadnego doświadczenia w przekazywaniu wiedzy o czarach pomiędzy osobami różnej płci. Niewiele o tym wiecie, bo od dawna nie macie mężczyzn-czarowników. Nikt więc nie uczy ich posługiwania się mocą. My tutaj, akurat o tym aspekcie magii wiemy więcej. Dlatego bałam się o wynik tej próby.
     - Co masz na myśli?
     - Otwarcie umysłów i przekazywanie takiej wiedzy pomiędzy kobietą i mężczyzną jest trudniejsze niż w przypadku osób tej samej płci. Może  dotyczyć tylko prostych splotów. A te należą akurat do najdelikatniejszych i najbardziej skomplikowanych.
     - Przecież wielokrotnie wymienialiśmy się wiedzą! To ty sama nauczyłaś mnie niemal wszystkiego, co wiem. Wspólnie z Berenika czyniliśmy podobnie. A ty wyszkoliłaś też Lucjusza.
     - Przypomnij sobie dokładnie, Marcusie, w jaki sposób się to odbywało?
     - Masz na myśli to, że...
     - Tak, otwarcie umysłów i wymiana pomiędzy kobietą a mężczyzną jest trudna w większości wypadków, ale bardzo łatwa i naturalna w pewnych szczególnych okolicznościach. I tylko w takich okolicznościach.
     - Prawda... Zawsze się wtedy kochaliśmy, byliśmy połączeni.
     - Nie będę pytała, czy z Bereniką robiliście to w podobnych chwilach. Sam udziel sobie odpowiedzi.
     Milczał, zdruzgotany. Pułapka okazywała się o wiele bardziej skuteczna i wyrafinowana, niż mógłby przypuszczać.
     - Chcesz powiedzieć, że wiedzę niezbędną do uwolnienia sir Marcusa mogłabyś uzyskać tylko wtedy, gdyś z nim zległa, Szlachetna Pani? Ale on z kolei nie może tego uczynić, dopóki nie zostanie uwolniony? To jakieś szaleństwo.
     - Niestety, to  prawda, Sudrun. Tak działa magia. Marcus nie jest obecnie w stanie przekazać mi tej wiedzy. Może mógłby jakiemuś mężczyźnie, ale też nie jestem pewna. Wśród Ludu Północy nie trzymamy się dziwacznych zasad i ograniczeń, obowiązujących w Królestwie. Stosujemy najprostsze, dostępne środki, również w kwestii nauki posługiwania się mocą.
     - Mamy więc szukać jakichś obdarzonych mocą twoich pobratymców i prosić o pomoc w takiej sprawie? Gdzie i jak znajdziemy kogoś takiego? I czy ktokolwiek zechce pomóc paniczowi z Południa?
     - Nie wiem, Sudrun. Wybacz, Marcusie, ja również cię zawiodłam.
     - Przynajmniej nie zdradziłaś, podczas gdy ja uczyniłam również i to, kradnąc jego moc. Ale jestem tylko dziewczyną z ludu, podczas gdy ty, Szlachetna Pani, księżniczką. Może i barbarzyńską, ale jednak księżniczką.
     - Sudrun, prosiłem cię... - Chłopak zamilkł, uderzony nowa myślą. - A zresztą, jeśli chcesz, powtarzaj to bez końca, byle nie każdemu, kto zechce tego słuchać. - Porwał gwardzistkę w ramiona. - Może i jesteś dziewczyną z ludu, znalazłaś jednak rozwiązanie. Istnieje pewien sposób! Nie dbając w tej chwili o uczucia Aurory i licząc może podświadomie na jej wielkoduszność, wycisnął na ustach Sudrun gorący pocałunek.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3715 słów i 20846 znaków.

4 komentarze

 
  • emeryt

    Drogi Autorze, sam wiesz że pełne połączenie Marcusa z kobietą jest w tej chwili niemożliwe, lecz może wystarczy sam orgazm kobiety do osiągnięcia celu, a  to Marcus napewno potrafi. Jednak magia jest bardziej nieprzewidywalna, niż twoi czytelnicy mogliby się domyślić. Serdecznie pozdrawiam, w tych upalnych dniach.

  • nefer

    @emeryt Marcus wymyślił juz kolejny, podstępny plan. 😉. Nie przewidział tylko, ze inne osoby tez mogą miec wlasne zamysły. Doprowadzi to do nowej konfrontacji. Pracuję juz (albo dopiero) nad tym rozdziałem. Tymczasem moją uwagę zaprzątnął inny pomysł, przewrotne( mam nadzieję) nawiązanie do "Pani Dwóch Krajów". To opowiadanie, długie - stety albo niestety - jest już gotowe i wkrotce je wstawię. Dzieki za pamięć i życzę zimnego piwa, po ktore sam sięgam (oczywiscie, podawszy najpierw mojej Pani, Królowej i Bogini). 😋

  • AlexAthame

    Och, żeby większość tak pisała jak Pan, szanowny Neferze! Pozdrawiam  :)

  • nefer

    @AlexAthame Jest tu spora grupa zdolnych Autorów, nie brakuje też jednak takich, którzy wstawiają teksty napisane "na kolanie", bez korekty itp. Uważam to za brak szacunku dla Czytelników. Dzięki za dobre słowo.
    Pozdrawiam serdecznie

  • AlexAthame

    @nefer Ja również pozdrawiam.

  • Leszek

    Nie ukrywam zmiany jak w kalejdoskopie.
    Nie wiem co będzie dalej, ale widać że to jeszcze nie koniec.
    Może w końcu Marcus będzie wolny.

  • nefer

    @Leszek Marcus wpadł na pewien pomysł, ale realizacja okaże się trudniejsza, niż przypuszcza. Tylu nietuzinkowym kobietom zależy jednak na jego uwolnieniu, że wydaje się to nieuniknione.  :blackeye:

  • emeryt

    Drogi Autorze, potrafisz porządnie namieszać w swoich opowiadaniach. Nie wiem jak inni twoi czytelnicy, lecz ja czytając ten odcinek dostałem lekkiego zawrotu głowy. Lecz cieszę się z tego, bo straciłbym samą przyjemność z czytania. Serdecznie dziękuję, jak zawsze życzę Tobie wraz z rodzinką, dużo zdrowia i samych przyjemnych dni.

  • nefer

    @emeryt Staram się, by komplikacje fabuły trzymały się logiki. A gdy, powiedzmy z powodów sentymentalnych, zamierzałem tę logikę niedawno naruszyć, zostałem z miejsca przywołany do porządku przez Pierwszą Czytelniczkę, która jako bardziej bezwzględna, bezlitośnie potraktowała pewne postacie, posługując się żelaznym ostrzem logiki właśnie. Nie pozostało mi nic innego, niż wykonać wyrok (niejeden). Dzięki za wpis i pozdrawiam.