Nowy Świat Czarownic, cz. 70

Podążając do kwatery wiedźmy miał szczerą ochotę zużyć w jakikolwiek sposób zgromadzoną moc, choćby rozrzucając podmuchem wiatru pobliskie zaspy. Albo topiąc śnieg i odparowując powstałą wodę żywiołem ognia. Lepsze to, niż oddanie magicznej siły dla realizacji zbrodniczego celu. A nie wątpił, że temuż właśnie celowi, dobrze wiedział jakiemu,  jego moc posłuży. Ale nie, skoro zdecydował już się już na popełnienie czynu nikczemnego, choćby w imię większego dobra, nie będzie szukał fałszywych okoliczności łagodzących. Tu przemknęła myśl jeszcze bardziej przykra. Skoro nie szuka już wymówek, może to przyznać sam przed sobą - boi się i ma osobisty powód, by nie drażnić czarownicy. I nie chodziło tu o to, że natychmiast wczułaby, co uczynił i z pewnością wybuchnęłaby gniewem. Przedstawiał zbyt wielką wartość, by księżna zdecydowała się na kary najbardziej drastyczne, znał ją już na tyle dobrze, by mieć co do tego pewność. Na niektóre poświecenia nie był jednak gotowy, nawet dla celów najwyższych. Ona musi skorzystać z jego mocy, musi zdjąć ten przeklęty ochraniacz. Wtedy, będzie miał jakąś szansę...
     Wiedźmę, nadal pod postacią Bereniki, zastał w swobodnym stroju domowym, spoczywającą na składanym krześle, z kielichem wina w dłoni. Najwidoczniej odpoczywała po trudach bitwy, galopad wśród śniegu oraz częstego używania mocy.
     - Wzywałaś mnie, Szlachetna Pani. - Skłonił się lekko i na tym poprzestał.
     - Poczęstuj się, sir Marcusie.
     Wskazała na stolik z dzbanem i wolnym kielichem, a on bez słowa skorzystał z zaproszenia.
     - Cieszysz się zapewne z tego, że nie odnaleźliśmy ciała Aurory i ta barbarzyńska dziewczyna prawdopodobnie przeżyła. A przynajmniej, muszę przyjąć takie założenie.
     - Nigdy nie życzyłem jej śmierci.
     - A raz czy drugi uratowałeś nawet życie, za co zresztą ona odwdzięczyła się tym samym. Jakież to romantyczne, wspaniały początek wielkiego uczucia.
     Milczał, zdecydowany nie odpowiadać na drwiny czarownicy.
     - Zdajesz sobie jednak sprawę z tego, mój pierwszy małżonku, że nie mogę pozwolić jej żyć. Jest zbyt niebezpieczna, na wiele różnych sposobów, obecnie i na przyszłość.
     - Nie sądzisz chyba, że twój niepokój mnie martwi, Dostojna Pani.
     - Powinieneś jednak zrozumieć, że ja naprawdę muszę zyskać pewność śmierci Aurory i jestem gotowa na bardzo wiele, by to uczynić. Albo też podejmę na nowo polowanie, jeżeli sprawdzian, który mogę przeprowadzić wykaże, że mimo wszystko przeżyła.
     - Nigdy nie cofałaś się przed żadną zbrodnią, z pewnością nie cofniesz się przed zabójstwem własnej córki.
     - Ściśle rzecz biorąc, to nie jest moja córka. Widzę jednak, że pojmujesz, co mam na myśli i co muszę w obecnej sytuacji zrobić. I uczynię to, dla dobra Królestwa.
     - Nie zasłaniaj się tutaj dobrem Królestwa, którego prawa łamiesz od bardzo dawna, Szlachetna Pani.
     - Muszę założyć, że Aurora nosi twoje dziecko. To bardzo prawdopodobne po wszystkim, co razem przeszliście oraz po tym, jak obdarowywałeś ją mocą i nasieniem. Uczyniłeś ją wielkim zagrożeniem dla Królestwa i jak słusznie zauważyłeś, nie cofnę się przed niczym, by tę groźbę usunąć. Nawet przed śmiercią Bereniki.
     - Prawdziwa Berenika umrze zapewne przy porodzie, natychmiast po tym, gdy wyda na świat twoje kolejne, przyszłe wcielenie, czy tak to zaplanowałaś Dostojna Pani?
     - To chyba oczywiste, sir Marcusie. Jeżeli w następstwie tego przypadku moc sir Lucjusza straci swoją skuteczność wobec moich czarów, będziemy wiedzieli, że Aurora również zginęła. A przy okazji pozbędę się także tego kłopotliwego problemu z panem Trzecim.
     - Skoro wszystko układa się tak znakomicie, czego oczekujesz ode mnie?
     - Może nie musiałabym przeprowadzać tej próby, gdybym zyskała wcześniej pewność śmierci Aurory. Berenika mogłaby nadal żyć, a z sir Lucjuszem jakoś bym sobie poradziła. Nie przejawia szczególnej siły charakteru.
     - Za to Berenika i owszem. Zapewne odziedziczyła ją po tobie, Szlachetna Pani, bo pochodzi jednak z twojej krwi. Nigdy nie pozwolisz jej żyć.
     - Owszem, bo mogłaby mi się przydać. Mogłaby rodzić obdarzonych mocą synów, których potrafiłabym wykorzystać. Twoich synów.
     - Czego ode mnie chcesz?
     - Abyś dopomógł w szybkim wyeliminowaniu Aurory. Musisz wiedzieć albo domyślać się, dokąd mogła uciec. Gdzie się ukrywa. Podziel się tą wiedzą, a oszczędzę Berenikę.
     - Kiedyś ci już zaufałem, Dostojna Pani. I nie ma dnia, bym tego nie żałował... Pamiętasz Anitę?
     - Skoro tak się przejmujesz dziewczyną z ludu, to pomyśl o Sudrun. Zawdzięczasz jej o wiele więcej niż tej całej Anicie, wielokrotnie ryzykowała dla ciebie życie, nosi twoje dziecko i naprawdę cię kocha, głupia dziewczyna.
     - Możesz więc wykorzystać ją dla własnych celów z o wiele mniejszym ryzykiem, niż Berenikę.
     - Ty głupcze, dla mnie Sudrun jest bezużyteczna. Mogę jej użyć tylko jako środka nacisku na pewnego młodego, krnąbrnego, idealistycznego księcia. Szkoda tracić takie narzędzie, ale wierz mi, nie zawaham się.
     - Nosi, być może, mojego syna.
     - Twój syn albo córka zrodzeni z Sudrun na nic mi się nie przydadzą. To dziewczyna z ludu, bez kropli szlachetnej krwi. Taka nigdy nie zrodzi nikogo obdarzonego talentami magicznymi, choćby zapłodnił ją najsilniejszy nawet dawca mocy. Jak myślisz, dlaczego po świecie nie włóczą się tłumy władających magią bękartów? Nie tylko z powodu ochraniaczy. Jedynie matka może przekazać szlachetną krew i talent. Jeżeli ojciec również jest błękitnej krwi, tym lepiej, zdolności magiczne wystąpią w pełnej sile. Jeżeli dziewczyna zhańbi się z kimś z ludu, urodzi wprawdzie dzieci obdarzone mocą, ale ich talenty będą słabsze. Tak rozmyły się krew i moc wśród barbarzyńców. A ja nie dopuszczę do ich odrodzenia. Wracając do rzeczy, Aurora musi umrzeć. I uczynię wszystko, co konieczne, by do tego doprowadzić. Pomożesz mi, pomożesz natychmiast, albo to Berenika umrze za dwa dni. Jeżeli potwierdzi w ten sposób śmierć Aurory, zdradzisz swoją panią i małżonkę bez żadnej potrzeby. A jeżeli poświęcisz Aurorę, uratujesz aż dwie kochające cię kobiety, bo nie zapominajmy o Sudrun. To chyba uczciwa propozycja, jak na ohydną wiedźmę? Lepszej nie otrzymasz.
     - Nie wydam Aurory.
     - Jak chcesz, książę. I tak ją dostanę, prędzej czy później. Może tak będzie nawet lepiej, ze względu na przypadłość Lucjusza.
     - Nie zdradzę Aurory z dwóch powodów, Dostojna Pani. Po pierwsze, nie wiem, gdzie mogłaby się schronić. Po drugie, nawet gdyś ją zabiła, to i tak nie rozwiąże twoich kłopotów. Aurora nie jest jedyną.
     - Co masz na myśli, książę?
     - Z masakry, którą tu urządziłaś, uratowała się jeszcze jedna barbarzyńska księżniczka szlachetnej krwi. To Gonan znad Białej Rzeki. Zabiłaś jej brata i siostrę bliźniaczkę, Geldrę. To ta, przy zwłokach której nie wytrzymał sir Lucjusz. Ale druga z sióstr ocalała.
     - Skąd ta pewność?
     - Ona również nosi moje dziecko. I może to pozwala mi ją wyczuć, niezbyt dokładnie, ale jednak. Wiem, że żyje. W przypadku Aurory nic nie czuję. - Przynajmniej to ostatnie było zgodne z prawdą.
     - Gdzie ona jest? - Wiedźma odstawiła kielich z taką siłą, że przewrócił się na stolik, wylewając strugę czerwonego wina, czerwonego niczym krew.
     - Chcę w zamian gwarancji życia dla Bereniki i Sudrun.
     - Przecież i tak mi nie wierzysz.
     - Powiedziałem ci o Gonan, bo ona i tak przeszkodziłaby w przeprowadzeniu twojego testu, Dostojna Pani. Berenika zginęłaby na próżno. Zachowaj ją na inną potrzebę.
     - Gdzie ukrywa się ta Gonan, sir Marcusie? - Wiedźma powstała z krzesła i musiał przyznać, że nawet bez rynsztunku wojowniczki potrafiła okazywać władczość.
     - Twoje słowo, pani. Wprawdzie i tak ci nie wierzę, ale śmierć Bereniki i Sudrun nic ci teraz nie da. A żywe mogą się przydać.
     - Dobrze, przyjmijmy, że kupiłeś ich życie w zamian za śmierć tej Gonan. Przynajmniej na razie. A teraz, gdzie ona jest?
     - Ukrywa się gdzieś w lesie, w pobliżu miejsca, w którym zginęła jej siostra. Wydaje się osłabiona i pewnie dlatego nie uciekła zbyt daleko.
     - Wskażesz dokładne miejsce, zabiorę cię ze sobą.
     - Moja wiedza i talent w tej dziedzinie nie są aż tak dokładne. Nawet o Berenice potrafiłbym w tej chwili powiedzieć tylko to, że przebywa gdzieś w pobliżu. Na podstawie tej zdolności wyczuwania obdarzonego mocą potomka w jej łonie.
     - Może to i lepiej. Plątałbyś się tylko pod nogami i jednak musiałabym na ciebie uważać.
     Uderzyła w zawieszony w namiocie gong, wzywając jedną z służek.
     - Znajdź i poproś o natychmiastowe przybycie wszystkich panów szlachetnej krwi, z wyjątkiem, rzecz jasna, sir Marcusa, który już jest obecny.
     - Wedle rozkazu, Dostojna Pani. - Służka wybiegła z namiotu.
     - W zamian za zwolnienie z udziału w tej wyprawie, oczekuję od ciebie czegoś innego, sir Marcusie. - Uniosła ramiona i zrzuciła domową szatę. - Rozbieraj się, nie traćmy czasu!
     - Wedle rozkazu, Dostojna Pani. - Bezwiednie powtórzył słowa dziewczyny.
     Trafnie przewidział że bez tego elementu z pewnością się nie obejdzie. Choćby i nie chciał poddać się jej woli, była zbyt doświadczoną kusicielką. Oby tylko Lucjusz... Dobra Bogini, znowu wszystko zależało od tego słabeusza...
     Księżna zdjęła zaklęcie i sprawnymi ruchami dłoni uwolniła przyrodzenie Marcusa. Nie wdając się w dłuższe pieszczoty ujęła fallusa i drażniła zręcznymi palcami, drażniła od spodu, jak najbardziej lubił, a ona doskonale o tym wiedziała. Przymknął oczy, by przynajmniej wyobrazić sobie ohydnego potwora, którym w istocie była, zamiast mieć przed oczyma ukochaną twarz i nie tylko twarz Bereniki. Pozostały jednak zapach, głos, dotyk ukochanej. I smak jej ust, bo wiedźma jednak wycisnęła pocałunek. Penis po prostu nie mógł pozostać obojętny, a w głębi trzewi budził się już znajomy, przeklęty w tej akurat chwili żar.
     - Nie traćmy czasu, Marcusie. - Głos Bereniki.
     - Życzysz sobie, abym usłużył ci od tył, Dostojna Pani? Podobno w taki sposób szlachetnie urodzona przejmuje najwięcej mocy. - „A ja akurat za czymś takim nie przepadam i może zyskam na czasie. Muszę doczekać nadejścia Lucjusza.”
     - Nie, ukochany. - Berenika popchnęła go na posłanie. - Mam zamiar ujeździć cię jak wierzchowca. To też dobry sposób, jestem znakomitą amazonką, a ty rączym rumakiem. Tym razem w niczym to akurat nie zaszkodzi, bo mamy niewiele czasu.
     Na potwierdzenie tych słów dosiadła bioder chłopaka, znajdując właściwe miejsce dla sterczącego fallusa. Pochyliła się, pochwyciła nad głową nadgarstki Marcusa i oparła na nich ciężar własnych ramion. Jego twarz utonęła w burzy gęstych, złocistorudych loków, poczuł przemożny zapach Bereniki.
     - Ruszaj!
     Trąciła uda kochanka piętami a on zachował jeszcze tyle przytomności, by wykonać polecenie opieszale. Niewiele to jednak pomogło, bo wiedźma także potrafiła galopować, co właśnie po raz kolejny udowadniała. Płynne ruchy jej bioder pobudziły nawet niechętnego i opornego wierzchowca. Nic nie mógł na to poradzić, penis żył własnym życiem, podobnie jak przelewająca się w głębinach i szukająca ujścia lawa. Przymknął oczy i próbował wyobrazić sobie ohydną postać wiedźmy, zamiast tego widział jednak albo galopującą po błoniach Berenikę, albo groźną wojowniczkę w rynsztunku z metalu i skóry, która mogła być zarówno Bereniką jak i Berengarią. Przyniosło to jeszcze gorszy efekt, lepiej już było unieść powieki i zadowolić się przesłaniającą wszystko burzą włosów. To także nic ostatecznie nie dało, trysnął jak zawsze, oddając moc i nasienie. Raz jeszcze zatriumfowała i nagięła go do swojej woli. Przynajmniej tym razem przewidział swoją słabość w tej materii i miał nadzieję, że odpowiednio się przygotował, a poświecenie Gonan nie pójdzie na marne. Oby tylko Lucjusz...
     Leżał na skórach i udawał większe niż zwykle osłabienie, chcąc na czasie. Ze swojej strony wiedźma nie spieszyła się z zeskoczeniem z siodła. Tak zastała ich służka, która bez żadnego zażenowania zaanonsowała nadejście szlachetnie urodzonych panów. Przybyli wszyscy, sir Olgierd i sir Lucjusz z pewnym zaskoczeniem ujrzeli księżną Siedmiu Bram dosiadającą jednego z współmałżonków, starsi mężczyźni nie okazali żadnego zdziwienia. Zapewne niejedno już widzieli i niejednego doświadczyli.
     - Zamierzam skorzystać z waszej mocy, przygotujcie się, moi panowie – zadysponowała rzekoma Berenika, nadal nie ruszając się z bioder Marcusa.
     Podchodzili kolejno, już nadzy, a ona zdejmowała zaklęcia i pierścienie.
     - Wybacz, panie Pierwszy, ale teraz zastąpi cię pan Drugi.
     Trafnie oceniła, iż penis sir Olgierda najszybciej osiągnął gotowość. Uwolniony Marcus odsunął się na bok, czując, jak wraca mu jasność umysłu. Księżna rozsiadła się teraz w siodle bioder nowego wierzchowca i nakazała mu przejść do galopu, co uczynił wcale chętnie. Przyzwała gestem sir Waldemara i sir Rogera, a gdy przyklęknęli po obydwu stronach swojej byłej czy też obecnej pani i małżonki, ujęła ich pobudzone już nieco fallusy i drażniła zmysłowo dłońmi.
     - Sir Adrianie, pozwalam ci całować podeszwy moich stóp – rzuciła. - Sir Lucjuszu, może zechcesz się przyłączyć? Wybaczyłam twój wybryk, ale nie zaszkodzi, gdy w ten sposób okażesz swoją wdzięczność. I przypomnisz sobie o zasadach obowiązujących nawet szlachetnie urodzonych panów. Zwłaszcza szlachetnie urodzonych panów.
     Zapewne wiedźma zamierzała przede wszystkim uzmysłowić Lucjuszowi, że zachowuje czujność i zniechęcić chłopaka do kolejnego wybryku – to akurat Marcus uznał za pomyślne dla swoich planów, może też korzystała z okazji, by wypróbować różne sposoby pobudzania trzeciego małżonka. Oby okazał inne upodobania niż sir Adrian. Ten ostatni zabrał się do wykonywania rozkazu z pewną gorliwością, chociaż zapewne wolałby, aby księżna wystąpiła w jego ulubionych, wysokich butach. Na to jednak, wobec wyjawionych przez Marcusa rewelacji, zabrakło najwidoczniej czasu. Lucjusz dołączył do starszego towarzysza mniej ochoczo.
     Tymczasem sir Olgierd wykonał swoje zadanie, co potwierdził głośnym jękiem rozkoszy. Księżna wycisnęła jeszcze z lędźwi drugiego małżonka co tylko zdołała, po czym uniosła się i nakazała mu zsunąć się z posłania. Sama oparła się na rękach i kolanach, eksponując kształtne pośladki. Jak się okazało, w przypadku sir Waldemara i sir Rogera wolała zastosować najbardziej klasyczną i najskuteczniejszą pozycję przyjmowania mocy. Pobudzeni dotykiem jej dłoni, obydwaj starsi mężowie klękali teraz za plecami pani Siedmiu Bram i w miarę sprawnie wykonywali swój obowiązek. Sir Adrian i sir Lucjusz nadal adorowali jej stopy. Starszy arystokrata z nieustającym zapałem, podczas gdy jego towarzysz zamierzał zapewne wykorzystać zmianę pozycji księżnej do zaprzestania tego aktu hołdu, niecierpliwym gestem dłoni nakazała mu jednak, by nie przerywał. Ostatecznie odbywał coś w rodzaju kary, a może i próby? W przypadku sir Adriana zabiegi wiedźmy okazały się skuteczne, co zapewne dostrzegła i wybrała go jako następnego dawcę mocy. Także i on stanął na wysokości zadania.
     - Twoja kolej, Lucjuszu – zaprosiła rzekoma Berenika.
     Z pewną niechęcią zajął stosowne miejsce, o ile Marcus zdołał dostrzec, penis pana Trzeciego nie prezentował się zbyt okazale. Sprawiła to może wciąż żywa nienawiść, a może nowy rodzaj służby, w której, pomimo całego, dobrego wychowania, chyba nie zagustował. Wiedźma pomyliła się, dzięki niech będą Dobrej Bogini. Dostrzegając brak werwy ostatniego z małżonków, ujęła fallusa i zamierzała pomóc mu w wejściu we własne, tajemne miejsce rozkoszy.
     - Lucjuszu, ona zbiera moc przeciwko Gonan! Dowiedziała się o niej i chce ją zabić dzięki naszej sile! - zawołał rozpaczliwie Marcus, modląc się w duchu, by ten pierwszy z krytycznych momentów jego planu przebiegł zgodnie z zamierzeniami.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2894 słów i 16510 znaków, zaktualizował 1 lis o 19:22.

5 komentarzy

 
  • emeryt

    @nefer, Barengaria użyła dziwnego wyrażenia: (ściśle rzecz biorąc, to nie jest moja córka). Mnie to bardzo zaciekawiło, czego nie zauważyłem u Marcusa. Czyżby to kolejny zakręt w myleniu nas,  twoich czytelników? Serdecznie pozdrawiam.

  • nefer

    @emeryt Berengaria wciela sie w kolejne ze swoich potomkin i "nastepczyn" na tronie Siedmiu Bram. Czyni to od pokolen i ukrywa w ten sposob wlasna dlugowiecznosc. Brenika nie jest wiec jej corka (prawdziwa Berengaria zaginela wkrotce po urodzeniu corki, o czym opowiedzial sirAdrian), tylko prawnuczka w ktoryms pokoleniu.
    Pozdrawiam uwaznego Czytelnika.

  • Leszek

    Oj dzieje się. Ciekawe co się stanie ?

  • nefer

    @Leszek Marcus coś zaplanował, zobaczymy, czy tym razem plan się powiedzie.
    Dzięki za wizytę.

  • AnonimS

    Orgia jakich mało. Wiedźma czy nie , potrafi korzystać z uciech życia. Oprócz zbierania mocy, ma niewątpliwą frajdę ze sposobu jej zdobycia. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Tak sobie myślę, że pozyskiwaniem mocy zajmuje się już od dziesiątków, jeśli nie setek lat. A musi koniecznie to czynić. Po pewnym czasie może się ta procedura znudzić, wiedźma wynajduje więc coraz to nowe urozmaicenia, przede wszystkim dla pobuczenia dawców, ale i dla własnej rozrywki. W przeciwnym razie, stałoby się to niczym praca. Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer, dziękuję Tobie za kolejny, wspaniały odcinek. Mam nadzieję że jeszcze trochę odcinków umieścisz tutaj dla naszego usatysfakcjonowania. Serdecznie pozdrawiam, życąc dużo zdrowia dla Ciebie i twoich bliskich, oraz aby wspaniała wena nigdy Ciebie nie opuszczała.

  • nefer

    @emeryt Dzięki za odwiedziny i życzenia. Opowieść zdecydowanie zmierza już do finału, kilka odcinków to jednak zajmie. W rezultacie będzie ich ponad 70, razem kilkaset stron. Chyba wystarczy nawet dla zainteresowanych Czytelników. Potem może ruszę z czymś nowym, zobaczymy. Pozdrawiam serdecznie i również życzę zdrowia.

  • Majkel705

    Odlot tylko czemu skończyłeś w tak ekscytującym momencie

  • nefer

    @Majkel705 Można powiedzieć, że to "zbójeckie prawo autora", przerwać w intrygującym momencie, by przyciągnąć uwagę. Bywało, że w przypadku innych cyklów zamieszczałem odsłony znacznie dłuższe, przedstawiające cały, zamierzony epizod. I zdarzały się komentarze, że za długie, trudno przeczytać za jednym razem itp. Obecnie odcinki są więc krótsze. mam nadzieję, ze udało się wzbudzić Twoje zainteresowanie. Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

  • Majkel705

    @nefer  czekam niecierpliwie na kolejny odcinek

  • nefer

    @Majkel705 Postaram się w miarę szybko napisać ciąg dalszy.