Nowy Świat czarownic, cz. 61.

Wieczór w towarzystwie tana zakończył się nadspodziewanie szybko. Zgodnie z obietnicą Aurory, Marta osobiście przyniosła niedobranym towarzyszom pękaty dzban piwa. Złocistego trunku z pewnością nie mogło obojgu zabraknąć. Godryk przejął na dobre obowiązki gospodarza i raz za razem napełniał puchary.
     - Oby Dobrzy Bogowie wsparli twojego Lucjusza!
     Wypili, barbarzyńca nalał nalał ponownie.
     - Tu, na Północy, potrzebujemy mocy i silnego nasienia! Powiadają, że twoje są najlepsze ze wszystkich i to dzięki tobie młoda wiedźma zwyciężyła w bitwie oraz zabiła Arnolda, podczas gdy stara nie zdołała zdobyć grodu i sama zginęła w starciu z Aurorą. W obydwu przypadkach ta zwycięska moc pochodziła właśnie od ciebie, czyż nie?
     - To prawda, panie. Ale nie jestem winny śmierci tana Arnolda, lady Berenika przejęła tylko moją moc, ostatecznie musiałem jej usłużyć jako prawowitej małżonce.
     - Nikt nie ma o to do ciebie pretensji, chłopcze. – Tan przyjaźnie uderzył Marcusa w plecy. - A już ja najmniej. I przekonawszy się o sile twojego nasienia, ta cała Berenika postanowiła zachować je tylko dla siebie i zakuła twoje jaja, co? To dopiero prawdziwe barbarzyństwo! My żyjemy tutaj w zgodzie z naturą i nie odmawiamy sobie ani mocy, ani przyjemności. Ten chłopak z Południa właśnie się o tym przekonuje. - Wymierzając kolejne klepnięcie w ramię, Godryk zachwiał się bardziej niż Marcus. Czyżby piwo robiło już swoje?
     - Dlatego właśnie od niej uciekłem, panie.
     Czyżby tan nie znał wszystkich szczegółów i nie zdawał sobie sprawy ze zdolności Marcusa do posługiwania się mocą? Jeżeli tak, to chłopak nie zamierzał wyprowadzać go z błędu. Czuł zresztą narastające zawroty głowy i myśli zaczynały się mieszać. Ci barbarzyńcy warzyli naprawdę mocne piwo. Postanowił zwolnić tempo i zrezygnował z prób dotrzymania kroku Godrykowi. Zachowanie tana potwierdziło wkrótce słuszność tej decyzji. Mowa barbarzyńcy stawała się coraz bardziej bełkotliwa i Marcus nie musiał już silić się na podtrzymywanie rozmowy. Po samotnym opróżnieniu drugiego czy trzeciego pucharu towarzysz oparł ciężko ramiona na stole. Zdołał jeszcze napełnić i wychylić następne naczynie, okazało się ono jednak ostatnim. Pokonany siłą trunku, Godryk opadł głową na blat, rozlewając niedopite piwo. Rozległo się głośne chrapanie i tan przegrał wieczorną bitwę. Doprawdy, nie ucztowali tu niczym na zamku margrabiny. Ciekawe, jak matka zareagowałaby na taki widok?
     Przypomniał sobie z pewnym trudem, że szlachetna Lady Miranda, margrabina Międzyrzecza, wcale nie okazała się ostatecznie aż tak szlachetną, a obecnie nie żyje. Tak, czas kończyć, całe szczęście, że wypił zdecydowanie mniej niż barbarzyńca. Powstanie z ławy i przejście do własnej izby i tak okazało się zadaniem raczej trudnym. Na miejscu zdołał jeszcze opłukać twarz w misie z zimną wodą. Przywróciło to przytomność na tyle, że pamiętał o zdjęciu butów. Na więcej nie starczyło Marcusowi woli i sił. Runął na posłanie, podając w ślady Godryka.
     O ile pokonany barbarzyńca pozostał wprawdzie pod stołem, to mógł jednak prawdopodobnie spokojnie odespać wieczorne pijaństwo, podczas gdy zwycięskiemu Marcusowi sztuka ta się nie udała, pomimo tego, że zdołał dotrzeć do własnego łoża. I to właśnie okazało się  zgubą chłopaka. Przekonał się o tym, gdy z odmętów ciężkiego snu wyrwało go wrażenie, iż ktoś niezbyt delikatnie rozpina mu guziki koszuli, ściągając jednocześnie spodnie. Aurora? Ale jakim sposobem czyni to jednocześnie? Czy może wzrok płata figle, rozdwajając postać dziewczyny? Skupił spojrzenie i upewnił się, że ma jednak do czynienia z dwiema, nader żwawymi postaciami, z których pierwsza uporała się właśnie z koszulą, podczas gdy druga poradziła sobie tymczasem ze spodniami. Dłonie obydwu spotkały się przy gatkach chłopaka, zrywając je w jednej chwili zgodnym ruchem. Zręczne palce zachłannie obmacały przyrodzenie Marcusa, badając je dokładnie i stanowczo, niczym wojenny czy może złodziejski łup.
     - Co wy... - Nadal zamroczony przeklętym piwem, zdobył się tylko na tyle.
     Bliższa z postaci przerwała próbę uniesienia się do pozycji siedzącej, opadając własnym ciałem na tors chłopaka i przywierając wargami do jego ust. Wargami niewątpliwie kobiecymi, gorącymi i wilgotnymi, płeć nocnego gościa potwierdzała też fala opadających włosów oraz dotyk jędrnych piersi. Druga z dziewczyn unieruchomiła nogi Marcusa, nadal drażniąc dłonią fallusa. Przekreśliło to niezbyt energiczne próby wyrwania się z niewoli, przez głowę przemknął pomysł, że mógłby użyć mocy, czy jednak sytuacja wymagała aż tak ostatecznych środków? Miał zresztą problemy z zebraniem myśli, czy to skutkiem oparów alkoholu, czy też w następstwie poczynań obydwu kobiet, bo pojął wreszcie, kto złożył mu niespodziewaną wizytę.
     - Próbowałeś nas okłamać, książę. To bardzo nieuprzejme z twojej strony. Wcale nie dotknęło cię aż tak straszne nieszczęście, jak o tym mówiłeś.
     Zdołał odpowiedzieć, gdyż obdarzająca go pocałunkiem bliźniaczka uwolniła usta Marcusa.
     - Ale w jaki sposób...
     - Ten miły chłopak, Lucjusz, opowiedział nam o wszystkim.
     No, tak. To, że w obecnej chwili zadał tak głupie pytanie dawało się jeszcze wytłumaczyć stanem zamroczenia, ale o panu Trzecim zapomniał przecież dużo wcześniej, zanim jeszcze sięgnął po to po trzykroć przeklęte piwo. Pomyślał, by uprzedzić Martę, a o samym Lucjuszu zapomniał.
     - Okazał się naprawdę miły, gdy już pokazałyśmy mu, jakie przyjemności dotąd go omijały. Ty również możesz ich zakosztować, książę, chociaż zamierzałeś nas oszukać.
     - Wiemy też, że potrafisz posługiwać się mocą i jesteśmy na to przygotowane – dorzuciła druga z sióstr.
     - To nie będzie potrzebne, Geldro. Prawda, książę? Mocy ci nie brakuje, ale przecież nie będziemy marnować jej w jakiś głupi sposób. I jeszcze spalilibyśmy przy okazji cały gród, nie mówiąc już o tym, że wszyscy poznaliby waszą małą tajemnicę.
     Wypowiedziawszy te słowa Gonnan nie czekała już na odpowiedź Marcusa, pochyliła głowę i pochwyciła sterczącego fallusa w gorące, zachłanne usta. Zacisnęła wargi po czym szybkimi, posuwistymi ruchami oswobodziła żołądź z osłony napletka, pomogły w tym zęby dziewczyny, zdecydowane, ale jednocześnie zadziwiająco delikatne. Na swój łup czekał już język, który w zadziwiający sposób owinął się wokół najwrażliwszego fragmentu ciała chłopaka. Jęknął z rozkoszy, ale w tej samej chwili usta ponownie zamknęły mu wargi drugiej z bliźniaczek. Wyciskała pocałunek, dążąc do zwarcia i pojedynku języków, w którym wkrótce zyskała zdecydowaną przewagę. Zatopił się w tych zmaganiach, czując jednocześnie gdzieś w głębi  ciała narodziny znajomego żeru. Dziewczyna poderwała się i wykorzystując oszołomienie Marcusa szybkim ruchem zmieniła dosiad, odwracając się i umieszczając głowę chłopaka pomiędzy własnymi udami, ręce unieruchomiła kolanami.
     Liż, książę!
     Podjął się tej służby, starając się dorównać zręcznością i szybkością języka drugiej z bliźniaczek, nadal zajmującej się ze znajomością rzeczy jego własnym przyrodzeniem. Zrodzony gdzieś w trzewiach żar zdecydowanie narastał, przebijając się ku wyzwoleniu. Nie był wstanie jęczeć z rozkoszy, wyrażał je jednak jednak silnym drżeniem mięśni. Unieruchomione ręce i nogi chłopaka nie zdołały wprawdzie uwolnić się z uścisków dwojga doświadczonych amazonek, ale obydwie musiały dostrzec narastające podniecenie ofiary. Ta z nich, która ściskała udami głowę Marcusa i której służył językiem, wzmocniła nacisk, chwytając jednocześnie sutki chłopaka  i drażniąc je w sposób zdecydowanie mało delikatny. Opóźniło to nadchodzącą eksplozję, a biorąc bolesne pieszczoty za żądanie przyspieszenia własnych działań, Marcus wzmocnił jeszcze tempo. Wysiłki te nagrodziło nagłe zesztywnienie oraz głośny jęk dziewczyny. Gwałtownym ruchem poderwała się z kolan, odepchnęła siostrę i sama zawładnęła przyrodzeniem chłopaka, dosłownie nabijając się na sterczącego niczym kołek fallusa. Zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, uniosła i opuściła biodra, a gorąca lawa wyrwała się wreszcie na wolność. Tryskał, jęcząc z rozkoszy. Miał ochotę krzyczeć, ale zajmująca się uprzednio penisem bliźniaczka przywarła wargami do ust Marcusa i uniemożliwiła wydawanie zbyt głośnych objawów wyzwolenia. Uczucie ssania oraz następujące po nim osłabienie dowiodły zdolności jednej przynajmniej z sióstr do przyjmowania mocy.
     - Wygrałam, Gonnan – wydyszała dziewczyna dosiadająca nadal bioder Marcusa.
     - Owszem, wygrałaś. - W głosie siostry dało się usłyszeć nuty zawodu i niezadowolenia. - Ale następnym razem będzie mój.
     - Tak się umawiałyśmy. Nie wycofuję się z naszego układu, a jego moc warta jest każdych starań  
     - Następnym razem, moje panie?
     - Oczywiście. Nie zdołasz równie dobrze usłużyć nam obu jednocześnie, mężczyźni zawsze tracą przy takich okazjach siłę i werwę. Ale szybko je odzyskują, zwłaszcza prawdziwy książę z Południa.
     - Nie mam zamiaru stać się buhajem wszystkich władających mocą kobiet z Północy.
     - Usłużyłeś jednak Aurorze więc usłużysz teraz i nam. Reszta o niczym się nie dowie, możesz nadal opowiadać bajeczki o tym, że wiedźma Berenika zakuła cię w żelazne pierścienie. Dotrzymamy twojej, waszej tajemnicy.
     - To żadna tajemnica, skoro Lucjusz się wygadał.
     - Ale może nią pozostać, chłopiec nikomu więcej nic już nie powie. Obiecał to. – Roześmiała się cicho Gonnan, a może Geldra.
     - Obiecał?
     - Obiecał dochować tajemnicy w sprawie rzekomego zniewolenia twoich zdolności, książę. W zamian my obiecałyśmy Lucjuszowi kolejne, równie ekscytujące spotkania.
     - Ale dlaczego...
     - Dlaczego chcemy skorzystać z twojego nasienia czy dlaczego ukrywamy wasze kłamstwa, którymi próbowaliście raczyć nas z Aurorą?
     - Bo twoja moc oraz twoje nasienie są najlepsze i nie mamy zamiaru dzielić się z tymi wszystkimi córkami, siostrami, żonami, kuzynkami, matkami i ciotkami tanów oraz Dobrzy Bogowie tylko wiedzą z kim jeszcze, które wkrótce się tu zbiegną. - Druga z bliźniaczek odpowiedziała na pytanie siostry, zanim nadal oszołomiony wypitym piwem oraz doznanymi wrażeniami Marcus zdążył zebrać myśli.
     - My też chcemy począć prawdziwego władcę lub władczynię mocy i następne rywalki nam niepotrzebne, Aurora wystarczy. Na to nic w tej chwili nie możemy poradzić, ale innym wara od ciebie, książę. Dla wszystkich pozostałych nosisz pierścienie nałożone przez tę sukę, Berenikę.
     - Nawet Lucjusz nie będzie już temu zaprzeczał, dopilnujemy tego na nasz własny sposób.
     - I zapewniamy, że okaże się skuteczny.
     - A ty, miły panie, nie wygadaj się przypadkiem przed Aurorą. Tylko wtedy możesz liczyć na nasze milczenie w tej sprawie.
     - Wkrótce odwiedzimy cię ponownie.
     Nie dając chłopakowi dojść do słowa, dwa sukuby w kobiecej postaci ucałowały kolejno usta i penisa Marcusa, po czym opuściły izbę w sposób równie swobodny, jak uprzednio się w niej zmaterializowały. Oprócz zwyczajnego osłabienia odczuwał silny ból głowy, nadal z trudem zbierał myśli. Nie wiedział jeszcze, czy wtajemniczy Aurorę w dzisiejsze wydarzenia, ale jednego był pewien. Pragnął z całych sił, aby Lady Berengaria przybyła jak najszybciej. Lepiej już zmierzyć się z wiedźmą, niż z apetytami kobiet Ludu Północy.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2080 słów i 11889 znaków.

2 komentarze

 
  • Groszek

    I tempo znowu siadło.....

  • nefer

    @Groszek Wybaczcie, mam duzo spraw na głowie. Postaram sie ruszyc dalej.

  • emeryt

    Drogi Autorze, zauważyłem ze znacznie przyspieszyłeś tempo. Oby tak dalej, dziękuję Tobie za ten wspaniały odcinek. Jest naprawdę zaskakujący, a może właśnie tego powinniśmy się spodziewać? Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

  • nefer

    @emeryt Staram się pisać częściej niż poprzednio. Dzięki za wizytę i pozdrawiam.  :)