Nowy Świat Czarownic, cz. 53

Nadejście wroga nie zaskoczyło ich. O postępach armii Międzyrzecza, bo to ona stanowiła trzon wojsk sprzymierzonych władczyń mocy, informowali zwiadowcy, dawało się też wyczuć pewną aktywność magiczną, przejawianą przede wszystkim przez Lady Berengarię, jakkolwiek brzmiało jej prawdziwe imię, ale i przez inne panie szlachetnej krwi. Na ile mogli się zorientować, dotyczyła niewielkich udogodnień łagodzących surowość żywiołów, takich jak ogrzanie własnych kwater, chociaż przy użyciu czarów rozniecono również ogień w kuchniach polowych gotujących posiłki dla żołnierzy. Nie próbowali w tym przeszkadzać, bo też i nie miało to większego sensu. Sami czynili zresztą podobnie, bo wyzwolona z okowów magii zima srożyła się w całej pełni. Od straży wystawionych przy wschodniej przełęczy nadeszły uspokajające meldunki o braku jakiejkolwiek aktywności wroga.
     Podczas gdy przeciwnicy rozbijali obóz naprzeciw dość szerokiego, zasypanego jednak kopnym śniegiem wlotu przełęczy zachodniej, Berenika zwołała kolejną naradę wojenną.
     - Zgodnie z planem utrzymujemy pozycje obronne i czekamy na atak. Bez użycia magii nie przedrą się przez te zaspy, a działanie mocy zablokuję - oświadczyła pewna siebie młoda księżna. - Wasze zadanie to zepchnięcie tych oddziałów wroga, które jakimś sposobem zdołałyby jednak przejść. Nie sądzę, aby mogły okazać się zbyt liczne.
     - Jak rozkażesz, Dostojna Pani – Harold uderzył pięścią w tors. - Wojska Siedmiu Bram z pewnością wykonają to, co do nich należy. Ty sama również, nikt w to nie wątpi.
     - Musimy wszyscy zachować czujność – wtrącił się Marcus, ściągając na siebie nieprzychylne spojrzenia generała oraz kilku innych oficerów. - Oni nie wytrzymają tu długo. My zgromadziliśmy spore zapasy i otrzymujemy zaopatrzenie z niezbyt odległej Złotej Bramy, oni muszą ściągać wszystko z daleka, skoro wybrali dłuższą drogę. Mogą próbować jakiegoś podstępu. - Nadal trapiły go złe przeczucia.
     - Trudno tu o miejsce na jakieś wyszukane podstępy, mój panie pierwszy małżonku. Magią nie zdołają nas, nie zdołają mnie, ani zaskoczyć, ani pokonać w otwartej walce. Resztą zajmą się żołnierze generała Harolda.
     - Tak się stanie, Szlachetna Pani. - Oficer raz jeszcze potwierdził przyjęcie otrzymanych rozkazów uderzeniem pięści w tors i na tym narada się skończyła.
     Przepowiednie Marcusa spełniły się o tyle, że istotnie wroga armia nie zmierzała trwać w oblężeniu zawalonego śniegiem przejścia. Już następnego dnia, w blasku nisko stojącego, zimowego słońca ujrzeli na zboczu poniżej przełęczy formujące się szeregi przeciwnika. Liczebnością połączone siły czterech sprzymierzonych pań mocy przewyższały armię Bereniki, ale niewiele. Ostatecznie księstwo Siedmiu Bram dysponowało największą armią w całym Królestwie, a przebywająca na wygnaniu Berengaria nie mogła przyprowadzić żadnych znaczących oddziałów. Pomimo wygłaszanych swego czasu przechwałek, Lady Lawinia nie posiadała licznych wojsk, a hrabstwo Głębokich Ostępów leżało zbyt daleko, by w niedługim czasie ściągnąć stamtąd jakieś poważniejsze wsparcie. Marcus pomyślał z przykrością, że obecni wrogowie to głównie żołnierze Międzyrzecza, wielu z nich znał osobiście, z wieloma zdążył się zaprzyjaźnić. Wiedział, że dysponują dobrym uzbrojeniem i zostali starannie wyszkoleni, sam często w ich ćwiczeniach uczestniczył, ale też nie mieli nigdy okazji, by wziąć udział w dużej bitwie. Zajmowali się głównie utrzymywaniem prządku w marchii Międzyrzecza i co najwyżej rozprawiali się niekiedy z próbującymi szczęścia w bardziej zapadłych zakątkach władztwa Lady Mirandy bandami rozbójników. To wychodziło im bardzo dobrze, ale zaprawiona w walkach oraz górująca doświadczeniem armia Siedmiu Bram powinna sobie poradzić. Podobnie jak zwyciężyła wojowników Ludu Północy. Zadumał się przez chwilę nad przewrotnością Dobrej Bogini, która wprawdzie w zdumiewający sposób spełniła jego niestosowne, młodzieńcze prośby o udział w wielkich bitwach, ale jak dotąd kazała mu najczęściej walczyć z tymi, których tak naprawdę uważał za przyjaciół. W północnej krainie dotyczyło to Aurory i tana Arnolda, tutaj prostych żołnierzy.
     - Uważaj, zaczyna się – rzuciła Berenika, przerywając te niewczesne rozmyślania.
     Istotnie, sam poczuł jak wiedźma we własnej osobie, bo to musiała być ona, użyła magii ognia, by podjąć próbę stopienia zasp. Młoda pani Siedmiu Bram powstrzymała sploty żywiołu. Po chwili do walki włączyły się inne władczynie mocy, używając powietrza, by wznieść tumany śniegu i posłać je w stronę obrońców, oraz ziemi, by wstrząsnąć skałami i uczynić to samo, poszerzając przy okazji samą przełęcz. Nie oparł się pokusie wsparcia pani i małżonki oraz przyjemności zablokowania magii wezwanej przez starą czarownicę
     - Panuję nad wszystkim i doskonale sobie radzę, Marcusie – Dziewczyna posłała mu znaczące spojrzenie.
     - Nie wątpię, szlachetna i potężna pani, pozwól jednak, że jako oddany pierwszy małżonek będę podziwiał twoje zwycięstwa.
     Uznał, że w powstałym zamieszaniu przeciwniczki nie zdołają odróżnić jego własnych poczynań od splotów Bereniki. On również nie wyczuwał zbyt dokładnie, która z nich używa konkretnego żywiołu. Przypomniał sobie, że w walce z Aurorą i Ragnegą potrafił uczynić to bardzo precyzyjnie, a nawet w pewnym stopniu przewidzieć ich posunięcia, ale obydwie korzystały wówczas z mocy zaczerpniętej uprzednio od niego samego, co zapewne ułatwiło mu zadanie. O różnych aspektach stosowania magii przez mężczyzn nie wiedziano obecnie w Królestwie zbyt wiele i nadal kryć mogły różne tajemnice. Skoncentrował się na bitwie i ponownie zablokował atak żywiołu ognia, splecionego być może przez starą wiedźmę. Przynajmniej taką miał nadzieję.
     Lady Berengaria, oczywiście pod postacią Bereniki, wystąpiła teraz śmiało przed szeregi wojsk sprzymierzonych i natarła z całą mocą żywiołu ognia, sojuszniczki wspierały ją powietrzem i ziemią, ale z mniejszą siłą. Ponownie bez większych problemów zablokowali ten atak, dlatego zdumiał się, gdy w szeregach przeciwników zagrały bojowe rogi, a chorążowie zaczęli wymachiwać wzniesionymi wyżej sztandarami. Wrogie armie ruszały do ataku!
     - Co czynią ci przeklęci głupcy? - zawołał do Bereniki. - Atakują na wprost, a przecież one nie zdołały otworzyć przełęczy, ludzie ugrzęzną w zaspach i jeżeli nie zniszczą ich twoje czary, to uczynią to żołnierze generała!
     - To nie nasz problem, Marcusie. Tym lepiej dla nas, trzymam te czarownice na dystans i sama mogę zaatakować magią. Ciekawe, czy w obronie okażą się równie nieudolne? Jeżeli tak, wkrótce będzie po sprawie.
     - Nie pojmuję tego, nie pojmuję. Posyłają swoich ludzi na pewną śmierć!
     - Musimy to wykorzystać, wiem, że to głównie oddziały z Międzyrzecza i służy w nich wielu twoich dawnych przyjaciół, ale nie mamy innego wyjścia. Zakończymy tę wojnę, skoro dają nam taką okazję. Ja na pewno się nie wycofam!
     Poczuł, gdy wiedźma, nadal wspierana przez sojuszniczki, tym razem bardziej zdecydowanie, przypuściła kolejny atak. Uznał to za posunięcie rozpaczliwe, bo wrogie szeregi mijały właśnie czarownicę i zbliżały się do pierwszych, prawdziwie głębokich zasp. Ten napór również powstrzymali, ziemia, skały, śnieg, lód oraz powietrze ani drgnęły i wzrok pozbawionych mocy obserwatorów nie dostrzegał zapewne żadnych przejawów działania magii, a zwłaszcza trwającej magicznej batalii.
     Do Lady Berengarii dołączyła kolejna postać kobieca, Marcus wytężył wzrok. Tak, to jego matka, Lady Miranda, margrabina Międzyrzecza we własnej osobie. Zdumiał się, widząc ją w stroju wojowniczki, nigdy nie słyszał, by nakładała pancerz albo brała udział w jakichkolwiek walkach toczonych zwykłym orężem. Co ona tu robi, na pierwszej linii? Myśl ta przemknęła i niemal natychmiast zgasła, stało się bowiem coś zdumiewającego. Niczego specjalnego nie poczuł, ale uderzone tajemniczą siłą zwały śniegu poderwały się w górę i runęły w stronę wojsk Siedmiu Bram. Kolejny cios poruszył samą ziemię, skały rozerwały się, poszerzając przełęcz. Przełęcz dotychczas nieprzebytą, a oto teraz otwierającą się przed wrogimi szeregami.
     - Nie czuję żadnej magii – zawołała Berenika. - Nie potrafię ich powstrzymać, zrób coś!
     Spróbował, naprawdę spróbował. W bitwie z Ludem Północy raz czy drugi dał się zaskoczyć, Aurora i Ragnega zablokowały przez chwilę jego moc, ale ogólnie radził sobie nieźle. A tutaj, podobnie jak Berenika, niczego nie wyczuwał. To znaczy, niezupełnie, rozpoznawał słabe obecnie ataki wiedźmy i jej kilku sojuszniczek, ale nie o to przecież chodziło. Blokował je bez trudu, niemal odruchowo. To nie one rozbijały jednak zaspy, ziemię i skały. To nie one oczyszczały drogę nacierającym i zasypywały śniegiem oraz gradem kamieni szeregi armii Siedmiu Bram. Tej mocy nie wyczuwał, nie potrafił się jej w żaden sposób przeciwstawić. I oto wrogie wojska wkroczyły na siodło przełęczy, rozlewając się coraz szerzej i szybciej.
     - Musimy kontratakować, to jedyna szansa! - zawołała Berenika.
      Wyczuł, że użyje ofensywnej magii ognia. W obliczu rozpaczliwej sytuacji odrzucił dotychczasowe skrupuły i wsparł żonę. A raczej, próbował to uczynić. Bo moc nie zadziałała, po prostu nie zadziałała, ogień nie pojawił się, nie powstała ognista kula, nie zdołał wznieć nawet iskry. Jak w tamtej chwili, gdy przeklęty sir Oswald mordował nieszczęsną Anitę. Ale przecież wtedy był pozbawionym wiedzy ignorantem, a od tej pory został mistrzem magii, znał mnóstwo zaklęć i wielokrotnie dowiódł ich skuteczności. Teraz również przebiłby każdą postawioną osłonę, w to nie wątpił, siły mu nie brakowało. Ktoś jednak w niezauważalny dla niego sposób zablokował podejmowane próby, zablokował samą istotę mocy.
     Tego samego musiała doświadczać Berenika, bo nadal nikt nie przeszkadzał posuwającym się naprzód wrogom.
     - Nie wiem, co się dzieje – zwołał.
     - Ja również! Trzeba poderwać żołnierzy!
     Spięła konia i pognała w stronę stanowiska generała Harolda. Dosiadając Demona bez trudu dotrzymywał kroku pani i małżonce. Czy zdołają chociażby osłonić własnych ludzi? Czy pozbawiony takiej osłony atak ma w ogóle jakikolwiek sens, czy tylko zaprowadzi armię w bramy śmierci? Natychmiast odrzucił te wątpliwości, skoro gotów był uderzać w dawnych towarzyszy z Międzyrzecza, tym łatwiej pozbył się skrupułów wobec obcych z Siedmiu Bram
     Do tej rozpaczliwej akcji wcale jednak nie doszło. Dopadli generała w chwili, gdy kolejny cios zmiótł sporą część skalnej ściany po prawej stronie przełęczy, dodatkowo poszerzając przejście i siejąc zamieszanie w obrzuconych odłamkami szeregach obrońców.
     - Generale, do ataku! Musimy ich zatrzymać! Szybciej! - Berenika wykrzykiwała cokolwiek chaotyczne rozkazy.
     Harold uniósł się w strzemionach, skinął na trębaczy i chorążych. Ci pierwsi zgrali sygnał do odwrotu, ci drudzy opuścili gwałtownie sztandary.
     - To uzurpatorka! – zagrzmiał generał. - Nie potrafi posługiwać się magią, sami widzicie! To jakaś barbarzyńska dzikuska, która udaje naszą panią! Nie zdołała sprostać prawdziwym damom Królestwa, prawowitej księżnej Berenice z Siedmiu Bram! Nasza prawdziwa władczyni jest tam! - Wskazał wyciągniętą dłonią postać Lady Berengarii.
     Okrzyki i gesty Harolda powtórzyli natychmiast rozstawieni wśród szeregów oficerowie. Powstało nagłe zamieszanie, żołnierze nie wiedzieli, co czynić. Z przerażającą jasnością Marcus uświadomił sobie, że to nie może być przypadek, że doszło do z góry zaplanowanej zdrady.
     - Brać ją! - zawołał generał, wyciągając tym razem ramię w stronę Bereniki. - Tego przybłędę też, brać żywcem!
     „Zapewne takie otrzymał rozkazy od swojej rzeczywiście prawdziwej pani, czyli wiedźmy.” - Pomyślał Marcus. Wyczuł, że młoda księżna sięgnęła bezlitośnie po ogień, ale nadal nie była w stanie wezwać żywiołów. On sam nawet już nie próbował.
     - Uciekaj! - zwołał do pani i małżonki. - Musisz uciekać!
     Dobył miecza i rzucił się na Harolda. Ścięli się w siodłach, konie tańczyły na śniegu.
     - Ty zdrajco! - Marcus nie potrafił darować sobie tego okrzyku.
     - Mieliśmy brać cię żywcem, kundlu, ale chyba złamię ten rozkaz. Złamię z rozkoszą, bo długo na to czekałem – odpowiedział generał.
     Stal ponownie uderzyła o stal, kątem oka chłopak dostrzegł, że towarzyszący dowódcy oficerowie nie wiedzą, co robić. Większość ruszyła w stronę Bereniki, ta spięła konia i starała wyrwać się z niedomkniętego kręgu wrogów. Na jej korzyść działało wydane uprzednio polecenie pojmania księżnej żywcem, pani i małżonki nie krępowały podobne ograniczenia. Bez wahania odcięła ramię próbującego ją schwytać zdrajcy i prawie wymknęła się z pierścienia. Marcusa nikt tymczasem nie atakował, poza samym Haroldem. Może towarzysze nie chcieli wchodzić dowódcy w drogę, może nadal respektowali rozkaz schwytania chłopaka żywego. Prości żołnierze nie wiedzieli natomiast, co czynić w obliczu walki dowódców.
     Natarł raz jeszcze, generał zręcznie odbił cięcie i sam zadał cios w głowę przeciwnika. Uchylił się z trudem, głównie dzięki zręczności Demona. Właśnie, Demon! Co za głupiec z niego, że nie wykorzystuje swojej najlepszej broni! Obrócił koniem i spróbował pchnięcia z lewej strony, bezskutecznie. Zmienił jednak dzięki temu manewrowi ustawienie obydwu wierzchowców i natychmiast zagwizdał w szczególny, modulowany sposób. Przyjaciel po raz kolejny nie zawiódł, uniósł się na tylnych nogach i zaatakował przednimi kopytami, mierząc brzuch zwierzęcia Harolda. Trafił, koń i jeździec zachwiali się, zanim upadli albo odzyskali równowagę, przygotowany do zadania ciosu chłopak wbił miecz w odsłoniętą pachwinę generała, nie chronioną przez pancerz. Zdrajca zwalił się na stratowany śnieg, coraz czerwieńszy od obficie wypływającej krwi.
     „Jednego wroga mniej!” - Pomyślał Marcus z satysfakcją.
     Rozejrzał się pospiesznie, ale pomimo śmierci zdradzieckiego generała ogólna sytuacja wyglądała beznadziejnie. Zamiast wykorzystać okazję i uciekać, Berenika próbowała przyjść małżonkowi z pomocą, co ponownie wprowadziło ją w krąg wrogów. Ścinała się mieczem z dwoma oficerami naraz, żyła jeszcze tylko dlatego, że tamci nie chcieli jej zabić. Dookoła rozpadał się w potwornym zamieszaniu szyk wojsk Siedmiu Bram, część żołnierzy odrzucała broń i opuszczała sztandary, wielu próbowało uciekać. O walce nie myślał już nikt. O dziwo, przeciwnicy nie wykorzystywali przewagi dla urządzenia rzezi, najczęściej przyjmowali kapitulację, ścigali i brali do niewoli uciekinierów. Tu i tam oficerowie nadal wykrzykiwali rozkazy poddania się.
     - To nasza prawdziwa pani, prawdziwa księżna Siedmiu Bram! - Wskazywali na postać krążącej po polu bitwy wiedźmy, oczywiście, do złudzenia przypominającej rzeczywistą Berenikę. - Służyliśmy oszustce i uzurpatorce, która nie potrafi posługiwać się magią! Sami widzieliście, na własne oczy! To podstawiona, barbarzyńska dziewka! To nie ona poprowadziła nas do zwycięstwa nad dzikusami!
     - Uciekaj! Bereniko, uciekaj!
     Wykrzyknął to z rozpaczą i skierował wierzchowca w stronę pani i małżonki. O użyciu mocy już nie myślał, zawiodła i pozostawały wyćwiczone niegdyś umiejętności władania orężem. Ponownie poderwał Demona gwizdem do ataku, powalili konia z jeźdźcem, kolejnemu wrogowi wbił miecz poniżej szyi. Ostrze znalazło szczęśliwym trafem szczelinę w pancerzu. Berenika ścięła głowę jednemu z przeciwników. Wszystko to jednak nie wystarczało. Drugi zdrajca wykorzystał zaabsorbowanie księżnej, znalazł wreszcie właściwy sposób walki i wraził ostrze w brzuch konia dziewczyny. Rumak zwalił się na śnieg, Berenika zdążyła odskoczyć, ale co z tego? Nadal otaczali ich wrogowie, a ona straciła wierzchowca. Marcus skrzyżował oręż z zagradzającym mu drogę do małżonki oficerem, gdy nagle ktoś rozrąbał przeciwnikowi hełm razem z czaszką. Błogosławiony przez Dobrą Boginię wybawca rzucił się następnie na pozostałego przeciwnika księżnej. Konie zderzyły się i wszyscy razem upadli na śnieg. To otworzyło wreszcie przejście dla Marcusa, ponaglił Demona i ruszył ku chwiejącej się na nogach Berenice, wyciągnął rękę ku oszołomionej upadkiem dziewczynie.
     - Wskakuj, musimy uciekać!
     Nie podała dłoni, nie wykonała kroku, trwała nadal w bezruchu. Jednak to nie skutki upadku paraliżowały ukochaną, nie wyczuwał magii, ale rozpoznał efekty działania mocy.
     - Dopadła mnie, uciekaj chociaż ty! Wydałam rozkazy, załoga zamku będzie ci posłuszna.
     - Nie na długo, zresztą nie zostawię cię tutaj!
     Jego własne ciało również ogarnęło jednak nagłe, znajome odrętwienie. Nie po raz pierwszy   doświadczał w taki sposób mocy wiedźmy. Ale przecież teraz posiadał zarówno siłę jak i wiedzę, powinien strząsnąć niewidzialne więzy jednym mgnieniem myśli. Nie potrafił, odpowiedzialny za ten czar żywioł powietrza nie zdołał odnaleźć żadnych, wrogich splotów. Rozproszeni chwilowo zdrajcy ponownie zacieśniali krąg, tym razem nie użyje nawet miecza, a Demon również zastygł w nienaturalnym bezruchu.
     Dostrzegł nadjeżdżającą powoli Lady Berengarię, oczywiście nadal pod postacią Bereniki.
     - Co tu się dzieje? - rzuciła pozostałym jeszcze w siodłach oficerom.
     - Zgodnie z rozkazem pojmaliśmy uzurpatorkę oraz uwolniliśmy twego uwięzionego małżonka, Szlachetna Pani.
     - Nie powiedziałabym, że poszło to aż tak gładko, kapitanie. - Omiotła wzrokiem leżące w śniegu ciała ludzi i koni. - Durnie, jak zwykle, sama musiałam zająć się wszystkim. Kto zabił generała Harolda?
     - Ten tutaj, książę z Południa.
     - No proszę, kto by pomyślał. – Skupiła spojrzenie na Marcusie. - Rozumiem, że doznane emocje mogły zaćmić twój obraz sytuacji, mój panie i mężu. Ja również nie pozostaję bez winy, dopuściłam bowiem do tego, abyś wpadł w ręce oszustki i uzurpatorki. Mam nadzieję, że zechcesz mi to wybaczyć. - Nieznacznie skłoniła się z siodła. - Teraz jednak nic ci już nie grozi, książę, zaopiekuję się tobą, ku radości twojej dostojnej matki, margrabiny Międzyrzecza.
     Słowa oburzenia i protestu ugrzęzły Marcusowi w ustach, może skutkiem użycia mocy, a może z powodu przepełniającej chłopaka wściekłości. Magia nadal zdawała się niezdolna do zniweczenia czarów wiedźmy.
     Berengaria przyjrzała się uważniej postaci spoczywającej pomiędzy parą powalonych wierzchowców i ciałem jednego z oficerów, wpatrując się w niedawnego wybawcę Marcusa. Wybawcę, czy raczej wybawczynię.
     - A kogoż my tutaj mamy? Nieoczekiwana, dodatkowa zdobycz. Wstań Sudrun i dołącz do pozostałych, wiem, że nic ci się nie stało.
     - Co tu tutaj robisz? Przecież miałaś wyjechać na Południe. - Marcus odzyskał zdolność mówienia.
     - Nie mogłam cię tak zostawić, paniczu Marcusie. Wiedziałam, że sam sobie nie poradzisz, gdy rozeszły się wieści o wojnie, przyłączyłam się ukradkiem do armii Międzyrzecza. Mam tam kilku przyjaciół.
     Sudrun wstała o własnych silach, by po chwili również zastygnąć w nienaturalnym bezruchu. Wiedźma nie zamierzała ryzykować.
     - Szalona dziewczyno, w niczym nie zdołałaś mi pomóc, a tylko sama się naraziłaś!
     - To obowiązek dobrej gwardzistki, paniczu. - Gdyby nie pętająca ją moc, z pewnością wzruszyłaby ramionami.
     - Wystarczy już tych uprzejmości. Brać ich wszystkich, ale ostrożnie. Książę to mój szlachetnie urodzony pan i małżonek. Wojowniczka może się jeszcze przydać, a ta tutaj zasługuje na surowszą karę, niż zwykły cios mieczem.
     Wytężył rozpaczliwie siłę mięśni i ducha, ale nie potrafił przełamać zaklęcia ani ciałem, ani umysłem. Zdradzieccy oficerowie zbliżali się powoli, przede wszystkim jednak do Bereniki.
     - Paniczu Marcusie, uciekaj! - Rozpoznał ten głos zanim jeszcze sylwetka pędzącej galopem Tamary wpadła w nieruchome pole widzenia Marcusa. - Nie wierz jej, musisz uciekać! Margrabina nie żyje, a ona...
     Potężna kula płomieni ogarnęła nieszczęsną dziewczynę, dawną towarzyszkę miłych zabaw w Międzyrzeczu, zaufaną gwardzistkę matki. Słowa utonęły w trzasku ognia i miłosiernie krótkim okrzyku bólu, zmieszanym z przeraźliwym rżeniem umierającego wierzchowca. Zszokowany Marcus nie poczuł nawet, że niewidzialne więzy opadły. Szybciej od osłupiałego chłopaka zareagował ktoś inny, kto czekał na taką właśnie okazję. Sudrun dopadła boku wierzchowca.
     - Demon, ruszaj! - Uderzyła rumaka otwartą dłonią w szyję
     - Wskakuj za plecy!
     - Jazda!
     Uwolniony od zaklęcia i posłuszny rozkazowi znanej sobie amazonki koń poderwał się do biegu, zanim Marcus zdążył cokolwiek uczynić, pochwycić rękę gwardzistki, wciągnąć ją za siodło, uwieźć z pola tej przeklętej bitwy. Uchyliła się zresztą i dopiero później pojął, że nawet dosiadając Demona, nie zdołaliby uciec oboje. Dostrzegł jeszcze, że Sudrun rzuciła się ze sztyletem w dłoni ku wiedźmie. Zastygła w połowie ruchu i upadła bezwładnie na śnieg. Oczywiście, nie miała żadnych szans i musiała o tym wiedzieć, dawała mu po prostu czas, by szybkonogi rumak wyniósł chłopaka poza zasięg czarów Lady Berengarii. To jedno przynajmniej potrafił, gnać na grzbiecie konia z wiatrem w zawody, przynajmniej to, skoro już nic innego. Czarownica straciła jednak kilka chwil na unieruchomienie wojowniczki, musiała też utrzymać kontrolę nad mocą pętającą Berenikę. Może zużyła część sił szafując nimi podczas walki, może powstrzymanie Demona wymagało ich więcej niż w przypadku człowieka? A może nie chciała zabijać chłopaka kulą ognia, jak uczyniła to z Tamarą? Dość, że żaden magiczny atak nie nastąpił. Oddalając się z przełęczy w stronę lasu wiedział już, że zdołał uciec. Ale co z tego?

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3854 słów i 22714 znaków.

5 komentarzy

 
  • CzarnaKaczuszka

    Berenika płaci wysoką cenę za okrucieństwo, z jakim traktowała swojego trzeciego małżonka... niezamierzone i nieświadome, ale jednak okrucieństwo. Ale to Marcus ma wiedzę potrzebną, żeby zrozumieć jej błąd. Ciekawe, kiedy do tego dojdzie.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Masz całkowitą racje w obydwu kwestiach. Coz, milosc potrafi byc okrutna i ślepa zarazem. Marcus istotnie ma obecnie w ręku prawie wszystkie elementy układanki. Jako chłopak nieglupi, powinien zrozumieć, co sie wydarzyło. Tymczasem liczę jednak na domyślność Czytelnikow.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • CzarnaKaczuszka

    @nefer Jeszcze takie drobne przemyślenie mnie naszło. Berenika i Marcus dali się wciągnąć w ukrywanie zbrodni Wiedźmy. Jakby nie patrzeć, to jej głównie zależy na tym, aby nikt się nie dowiedział, kim jest i jak zmienia postacie, a jednak nasi protagoniści również starają się to ukryć. Jasne, wyjawienie tego typu sprawy np. prostym żołnierzom mogłoby nieść ze sobą mnóstwo trudnych do przewidzenia i niekoniecznie dobrych skutków. Przerażające jest jednak to, że nie zobaczyliśmy chyba ani jednej sceny, w której Berenika lub Marcus zastanawiali się, czy nie należałoby kogoś ostrzec. Zaufanego sojusznika, Rady, matki Marcusa, kogokolwiek. Z różnych względów mogliby odrzucić ten pomysł po dokładniejszym przemyśleniu, ale fakt, że taki pomysł w ogóle między nimi nie padł, wiele smutnego mówi o ludzkiej naturze. Nie chcemy "przyznać się", że zostaliśmy skrzywdzeni, jakbyśmy byli temu współwinni...

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Nasi bohaterowie nie czują sie winni temu, ze zostali oszukani i wykorzystani. Niestety, wedlug praw Królestwa, sami rowniez popełnili ciężkie przestępstwa, a to, ze Marcus poznal sztukę posługiwania sie moca, wszyscy uznaliby za śmiertelne zagrożenie. Dlatego wola milczec i nie ujawniać wszystkich machinacji wiedźmy. Nadto wplyneloby to fatalnie na i tak kiepska reputacje ksiestwa i rodu Siedmiu Bram, ktorych Berenika jest dziedziczka. Co do matki Marcusa, obawiam sie, ze sama brała udzial w machinacjach Lady Berengarii, za co ostatecznie drogo zapłaciła.
    Pozdrawiam

  • emeryt

    Drogi Autorze, namieszałeś porządnie, a ja,  jak za dawnych, młodych lat  chyba próbuję zbyt dokładnie analizować przeżycia Marcusa. Ty oparłeś działania czarów na mocy żywiołów, lecz przewija się jeszcze jedna moc: sterowanie umysłem, bo czym jest spętanie, zmiana postaci, blokowanie magii itp.  Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia i możliwości bezpiecznych wyjazdów, bo jesień szybko się zbliża.

  • nefer

    @emeryt W zasadzie taki czy inny system "technicznego" posługiwania się magią odgrywa w opowieści rolę drugorzędną, liczy się spposób pozyskiwania mocy. Wspomniany system przedstawiam tylko orientacyjnie, jako oparty na czterch żywiołach. Mogą też jednak istnieć inne aspekty, tym bardziej, że przez ostatnie wieki magię w Królestwie uprawiano jednowymiarowo (tylko w wykonaniu kobiet - co zaowocowało np. rozowjem magii kosmetycznej, porawianiem urody, a w konsekwencji zmianami wyglądu, zaniedbywano natomiast wyklątą magię bojową, co obecnie daje przewagę władającej nią Berengarii). Moc może więc kryć różne tajemnice, nawet przed wiedźmą. Nie zamierzam jednak rozwiązywać sprawy w ten sposób, że nagle Marcus odkryje jakieś nowe rodzaje czarów i porozstawia wszystkich po kątach. To byłoby zbyt proste i mało satysfakcjonujące. Musi wysilić mózgownicę i zagrać takimi kartami, jakie mu pozostały. Ale żeby to uczynić, na początek, musi zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, jak już wspomniałem odpowiadając Anonimowi.
    Za pozdroweinia dziękuję. Tymczasem siedzimy w kraju, wakacje to i tak fatalny czas na jakiekolwiek wojaże. Jesienią, zobaczymy. Nasze władze stają się nieobliczalne, w niemiły sposób zaskakując podróżników i turystów z dnia na dzień.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Almach99

    Czy ja dobrze zrozumiakem, ze Margrabina, matka Marcusa nie zyje?
    Cos mi umknelo chyba w tej historii. Kim jest tak naprawde czarownica podajaca sie za Belengarie?

  • nefer

    @Almach99 O śmierci matki Marcusa wołała  Tamara, należąca do osobistej gwardii margrabiny. Chwilę później zginęła, co dodaje prawdziwości jej słowom. Kim jest Berengaria? Na pewno nie prawdziwą Berengarią, to już wiemy z opowieści sir Adriana.
    Dzięki za wpis i pozdrawiam

  • emeryt

    @nefer, jak zwykle, odcinek wspaniale opisujący walkę mocy i dający wiele możliwości, co prawda, to trochę smutna końcówka, lecz główny bochater ciągle ma wiele do przeżycia, (oczywiście, dzięki Tobie). Jeszcze raz dziękuję za ten odcinek i przesyłam życzenia dużo zdrowia, oraz pogody ducha.

  • AnonimS

    Marcus wyrasta na bohatera . Ale pozostał sam. Musi poszukać sojuszników. Czyżby znowu jego drogi spłatą się z Aurorą ? Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS To ostatnie wydaje się nieuniknione, bo dokąkąd miałby się obecnie skierować, jak nie do Ludu Północy? Oczywiście, liczy, że w jakiś sposób zdoła przekonać Aurorę, iż to nie on zabił jej ojca. Samo znalezienie schronienia to jednak za mało, chce pokonać wiedźmę, ponownie uwolnić Berenikę, teraz również Sudrun itp. Ale żeby to uczynić, musi najpierw zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, dlaczego przegrali bitwę i jakie pozostały  możliwości. Wszystkie (może poza jednym drobiazgiem, który ujawni się w następnym odcinku, ale jest jak najbardziej realny) elementy układanki zostały już podane.
    Dzięki za wpis i pozdrawiam.