Nowy Świat Czarownic, cz. 48

Udowadnianie wyjątkowej zdolności gromadzenia oraz dostarczania magicznej siły zajęło Marcusowi sporą część nocy. Wyczerpani, oboje z Bereniką wreszcie zasnęli. Późne śniadanie spożyli w łóżku. Przypomniał sobie zwyczaje z Międzyrzecza i pomyślał nawet, że oto zaczyna wieść życie niczym jeden z małżonków margrabiny, cieszący się aktualnie szczególną przychylnością pani zamku, ale myśl ta nie wywoła w tej akurat chwili odruchu niechęci. Musiał przyznać, że matka potrafiła z uroków tegoż życia korzystać i w pewnych sprawach warto jej zwyczaje naśladować. Tym bardziej, że nieformalne śniadanie pozwoliło uniknąć spotkania z Lucjuszem, a zwłaszcza konieczności spożycia wspólnego posiłku i rozmowy z Lady Lawinią. Niestety, Berenika przerwała leniwie upływający poranek. Zamierzał właśnie objąć panią i małżonkę, by zachęcić ją do przeprowadzenia kolejnej próby jego własnych talentów, gdy łagodnym, ale zdecydowanym ruchem wyswobodziła się z objęć chłopaka.
     - Przepraszam, Marcusie, ale mamy wiele spraw do załatwienia. Spraw naprawdę ważnych, którymi nie chciałam wczoraj psuć naszego wieczoru, gdy już zdołaliśmy się pogodzić. Ale one nie mogą czekać i musimy się nimi zająć.
     - Chciałaś powiedzieć, pani, że to ty się nimi zajmiesz. Mnie nie zamierzałaś podobnymi kwestiami zaprzątać ani wczoraj, ani też nie zamierzasz dzisiaj. Czy życzysz sobie, abym oddalił się do moich komnat?
     - Marcusie, nie zachowuj się jak obrażony chłopiec. Zapowiedziałam, że chcę korzystać z twojej pomocy przy sprawowaniu rządów i to prawda. Tym bardziej, że to, czego się dowiedziałam, dotyczy nas obojga. Chodzi o lady Berengarię.
     - Co takiego szykuje znowu twoja matka?
     - Prosiłam cię, żebyś tak jej nie nazywał. Stara księżna nie tylko planowała straszne rzeczy, ale też od dawna te swoje plany realizowała. Ubieraj się, sam się o tym przekonasz.
     - O co chodzi?
     - Najlepiej, żeby opowiedział ci o tym ktoś inny. Ktoś, kto również stał się jej ofiarą.
     - Któż taki? Bo tych ofiar nie brakowało.
     - Sir Adrian, ale masz rację, nie tylko on. Ubieraj się - powtórzyła. - Tylko daruj sobie ten oficjalny strój dworski. Jeszcze wczoraj kazałam sprowadzić tutaj twoje normalne rzeczy. Musimy zejść do lochów.
     Sama również nie zamierzała przywdziewać poprzedniej, wyszukanej toalety, zniszczonej zresztą ich wspólnymi staraniami. Obojgu wystarczyły wygodne, myśliwskie kubraki, spodnie i buty. Marcus pomyślał przelotnie o zabraniu jakiejś broni, ale uznał to za zbędne. Oboje przepełniała przecież moc.
     - Chodźmy, Marcusie.
     Berenika poprowadziła chłopaka nieznanymi mu dotąd korytarzami i schodami. Nic dziwnego, lochy Złotej Bramy odwiedził dotąd tylko raz, w szczególnych okolicznościach i albo nie miał wtedy okazji, albo nie dbał o zapamiętanie rozkładu pomieszczeń. Dotarli wreszcie do surowych, strzeżonych przez kilku strażników odrzwi. Za czasów Lady Berengarii z pewnością nie zostałby przepuszczony, na rozkaz młodej księżnej stanęły obecnie otworem. Dziewczyna przyjęła podaną jej pochodnię, to samo nakazała Marcusowi, odrzuciła jednak proponowaną jej asystę zbrojnych.
     - To nie będzie potrzebne.
     Zagłębili się w ponurych czeluściach zamku. Chłopak przypomniał sobie poprzednią wizytę, odbytą w towarzystwie Lady Berengarii, pełną przerażających wydarzeń. Najgorszym z nich była oczywiście okropna śmierć Anity, zamordowanej przez szalonego sir Oswalda. Księżna osobiście w tym mordzie czwartemu małżonkowi dopomogła, by później odbyć z pobudzonym zwyrodnialcem stosunek i pozyskać moc. Na szczęście, to już bez obecności samego Marcusa. Mógł natomiast przyglądać się dokładnie odbieraniu mocy zgromadzonej przez upodlonego sir Adriana, czerpiącego zresztą z własnego zniewolenia dziwaczną podnietę. Otrząsnął się z tamtych wspomnień. Chory sir Oswald już nie żyje, on sam spalił mordercę na popiół, stara wiedźma trzyma się od Złotej Bramy z daleka, a cierpienia pana Trzeciego dobiegły wreszcie końca. Tylko dlaczego nadal przebywa w lochach? Przecież zależało mu na ujrzeniu na własne oczy budzącej się do życia wiosennej przyrody, łąk, lasu, nieba. Obecnie zbliżała się zima, ale zawsze to lepsze, niż tkwienie w podziemiach?
     Marcusowi zdawało się, że rozpoznaje korytarz i okute żelazem drzwi. Berenika w charakterystyczny sposób uderzyła w nie pięścią. Trzy razy, przerwa i znowu trzy razy.
     - Otwierajcie, tu pani Siedmiu Bram!
     Wrota uchyliły się z lekkim skrzypieniem. O dziwo, chłopak ujrzał znajomą postać jednej z dawnych strażniczek sir Adriana. Obydwie mocno wbiły mu się w pamięć, nie mógł się mylić. Tak, to musiała być starsza z nich, nosząca podobnie jak wtedy lekki, nabijany metalem pancerz ze skóry oraz wysokie buty na wąskich obcasach. Przynajmniej nie trzymała w dłoni bicza, a sir Adrian, widoczny w świetle pochodni, bo blask późnojesiennego słońca z trudem przedostawał się do celi, nie nosił tym razem łańcuchów, odział się w sposób godny szlachetnie urodzonego i ogólnie wyglądał na zdrowego oraz dobrze odżywionego. Drzwi w kracie dzielącej pomieszczenie pozostawały otwarte.
     - Witaj, Szlachetna Pani. - Gwardzistka oddała salut.
     - Witaj, Edyto. Gdzie Olga?
     - Zajmuje się specjalnymi więźniami, wiesz którymi, pani. Jeden z nich wymagał akurat szczególnej opieki i wypadła kolej Olgi.
     - Rozumiem. Pomóż jej, jeśli chcesz. Chciałabym porozmawiać z sir Adrianem.
     - Jak rozkażesz, Dostojna Pani.
     Edyta ponownie oddała honory i opuściła celę.
     - Witaj i ty, sir Adrianie. Mam nadzieję, że niczego ci nie brakuje i czujesz się dobrze?
     - Tak, Szlachetna Pani. Czuję się tak dobrze, jak to tylko możliwe. Chciałbym stąd wyjść, choćby na deszcz i zawieruchę, ale wiem, że w tej chwili mogłoby to zaszkodzić twoim planom.
     - Wolałabym, abyś nazywał mnie Bereniką, albo przynajmniej lady Bereniką, jeśli już koniecznie musisz.
     - Tak, oczywiście. Wybacz, lady Bereniko. Jeśli pozwolisz, pozostanę przy tym tytule. Tak bardziej wypada, a zresztą, przyzwyczaiłem się przez te wszystkie lata.
     Niespodziewanie dla Marcusa dziewczyna wzięła starego arystokratę w objęcia, starając się w widoczny sposób pocieszyć sir Adriana.
     - To ty wybacz, że naprawdę nie mogę teraz oficjalnie wprowadzić cię na dwór. Wywołałoby to zbyt wiele plotek i zamieszania, a mamy wystarczająco dużo kłopotów.
     - Wiem, Milady. Wiem, Bereniko. Mam nadzieję, że twoje sprawy układają się pomyślnie?
     - Ostatnio nawet bardziej niż poprzednio. Powrócił wreszcie mój pierwszy, ukochany pan i małżonek, prowadząc zwycięską armię. Oto sir Marcus z Międzyrzecza, a obecnie z Siedmiu Bram. Dysponuje olbrzymią, naprawdę olbrzymią mocą. Teraz poradzimy sobie wspólnie z lady Berengarią, nawet gdyby czegoś jeszcze próbowała.
     - Bereniko, proszę... Nie nazywaj jej tym imieniem. Wiesz, jak bardzo mnie to boli i jak bardzo mi na tym zależy.
     - Przepraszam, sir Adrianie, postaram się lepiej o tym pamiętać.
     - Dobrze. - Starzec uwolnił się z objęć dziewczyny i przyjrzał się Marcusowi. - Widzieliśmy się już chyba kiedyś, panie. - Nie zabrzmiało to jak pytanie.
     - Owszem – odparł zakłopotany chłopak. - Jesteś, panie, sir Adrianem z Archipelagu, obecnie z Siedmiu Bram, trzecim mężem niesławnej lady Berengarii. Przyprowadziła mnie tu kiedyś... - Przerwał, nie chcąc przywoływać niemiłych zapewne dla rozmówcy wspomnień.
     - Przyprowadziła, żeby pokazać ci, w jaki sposób potrafi zdobywać moc i jak nawet tych, którzy nienawidzą jej z całego serca, umie zmusić do uległości, zmusić do tego, by poczuli wobec niej pożądanie, by służyli jej nasieniem oraz magiczną siłą.
     - Tak, panie – Nic innego nie przyszło mu do głowy.
     - No i zobaczyłeś, jak sir Adrian, trzeci mąż lady Berengarii, czołga się u jej stóp, jak całuje jej buty i błaga o możliwość oddania mocy.
     - Nie musimy o tym mówić, panie.
     - To i tak niczego nie zmieni, sir Marcusie. Widziałeś, co widziałeś. Ale chciałbym, żebyś zrozumiał, co właściwie wtedy ujrzałeś. Opowiem ci, jeśli lady Berenika pozwoli.
     - Właśnie po to tu przyszliśmy. Abyś wszystko mu opowiedział, ojcze.
     - To twój ojciec, Bereniko?
     - Tak. Chcę tak właśnie myśleć, Marcusie.
     - Nie możemy mieć zupełnej pewności – wtrącił sir Adrian. - Ale wiem jedno, lady Bereniki nie spłodził sir Oswald. Pojawił się w Siedmiu Bramach zbyt późno, już po jej narodzinach i po...
     - To ciebie chcę uważać za ojca, ciebie, a nie któregoś z tych tchórzy, podłych zdrajców i zaprzańców, sir Waldemara albo sir Rogera!
     - Nie okazałem się w niczym od nich lepszy. Ja również ulegałem wiedźmie, składałem jej hołdy i znajdowałem w tym zaspokojenie własnej żądzy. Zaparłem się miłości i złożonych przysiąg, niech mi Bogini wybaczy.
     - Przynajmniej próbowałeś. To dlatego trzymała cię w tym lochu, nigdy do końca nie uległeś.
     - Okazałem się słaby, a ona tę słabość wykorzystała. O tak, była w tym mistrzynią, mistrzynią wykorzystywania cudzych słabości.
     - Lepiej opowiedz wszystko po kolei, ojcze, bo sir Marcus pewnie nic z tego nie rozumie.
     - Dobrze, Bereniko – Tym razem sir Adrian nie zaprotestował już przeciwko uznawaniu się przez nową księżną za jego córkę. - Przybyłem do Siedmiu Bram jako młody chłopak, który niedawno dorósł na tyle, by służyć szlachetnie urodzonym paniom nasieniem oraz mocą. Gdy matka się w tym zorientowała, natychmiast nałożyła mi ochraniacz, a wkrótce potem zawarła układy w sprawie mojego małżeństwa. Musisz sam dobrze wiedzieć, sir Marcusie, jak wyglądają te sprawy.
     - O tak, panie, wiem aż za dobrze. Przeszedłem to samo i rozumiem, jak musiałeś cierpieć.
     - Prawdę mówiąc, aż tak bardzo nie cierpiałem. Nigdy nie miałem ambicji, by posiadać jakąś władzę albo choćby decydować o własnym losie. Tym zajmowały się szlachetnie urodzone damy, moja matka, moja siostra, moja przyszła pani i małżonka. Władza i siła zostały przeznaczone dla nich, lepszych, piękniejszych, mądrzejszych, godnych szacunku i uwielbienia. Tak to urządziła sama Dobra Bogini i nigdy nie myślałem o tym, by sprzeciwiać się Jej woli. Tym bardziej, że dała im również zdolność wzbudzania u mężczyzn pożądania... Byłem gotowy na wszystko, by to pożądanie zaspokoić. A mogło to nastąpić w jeden tylko sposób, gdy zechciała tego twoja pani, chociaż niekoniecznie małżonka, jak miałem się o tym w swoim czasie przekonać, gdy akurat ciebie obdarzyła swoją łaską. Tak to odbierałem i uznawałem za naturalny porządek rzeczy. Wyruszyłem więc do Siedmiu Bram jako poślubiony przez pierścień trzeci mąż lady Berengarii, następczyni tronu księstwa. W ceremonii zaślubin wzięła udział sama księżna, lady Beatrycze, matka mojej pani i małżonki. Przybyła w tym celu do Przystani, stolicy Archipelagu. Przybyła również po to, by poddać tradycyjnej próbie moje talenty i moją zdolność gromadzenia mocy.
     - Posiadła cię przed ślubem?
     - Tak, usłużyłem jej jako pierwszej w życiu pani szlachetnej krwi. Okazała zadowolenie i potwierdziła wolę zawarcia małżeństwa.
     - Czy potem... Czy potem również brała cię do łoża?
     Marcus nie potrafił powstrzymać się przed zadaniem tego pytania, bo opowieść sir Adriana bardzo przypominała jego własną historię. Obawiał się, że może stary arystokrata nie zechce odpowiedzieć, ale były pan Trzeci pozbył się chyba wszelkich oporów przed wyjawieniem prawdy.
     - Tak, niech mi Dobra Bogini wybaczy. Podróż z Archipelagu trwała dość długo, a ona... A ona dokładała wszelkich starań, by pobudzić moje żądze. Byłem młody, młodszy nawet od ciebie, sir Marcusie. Pojmuję teraz, że wypróbowywała na mnie różne znane jej sztuczki doświadczonej uwodzicielki, ale wtedy nie potrafiłem się oprzeć. Prawdę mówiąc, później również tego nie umiałem. A w dodatku... - Sir Adrian zawahał się.
     - Cóż takiego, panie?
     - Nie ma sensu tego ukrywać, skoro tak wiele już widziałeś. Szybko odkryła moje szczególne upodobanie do kobiet w stroju wojowniczki, wysokich butach, z biczem lub szpicrutą w ręku. Cóż, na zamku matki nigdy nie brakowało gwardzistek, urodziwych, dumnych, silnych. Fascynowały mnie, odkąd pamiętam. Lady Beatrycze wykorzystywała to bez skrupułów, a ja... A ja ulegałem jej i z ochotą padałem do stóp. Jak musisz się się domyślać, moja służba nie kończyła się zresztą na całowaniu butów szlachetnej pani.
     - Na pewno nie, pożądała twojej mocy i przypuszczam, że w Siedmiu Bramach też nie zamierzała z niej zrezygnować. Mogę to sobie wyobrazić. Czy to z tego powodu twoja pani i małżonka wtrąciła cię do lochu, gdy już objęła władzę? - Mimo woli spojrzał na Berenikę.
     - Nie tak szybko, sir Marcusie. Początkowo sprawy układały się inaczej, zupełnie inaczej. Lady Berengaria, moja Berengaria, okazała się piękną, wspaniałomyślną i życzliwą młodą damą, dobrą panią i małżonką. Okazała mi serce, a ja pokochałem ją z całej duszy.
     - Chyba żartujesz, panie. To wstrętna, złośliwa wiedźma, morderczyni, co widziałem na własne oczy. Nie wierzę, by mogła kiedyś być inna.
     - Ludzie potrafią się zmieniać, zwłaszcza na gorsze, młody Marcusie. Ale masz rację, chociaż zarazem jej nie masz. Pozwól mi jednak mówić dalej. Pokochałem więc moją Berengarię, a i ona obdarzyła mnie uczuciem większym, niż pozostałych małżonków. Chociaż zajmowałem pozycję trzeciego męża, śmiem twierdzić, że w jej sercu byłem pierwszym. Często zapraszała mnie na swoje komnaty, albo raczej wzywała, bo tak wolałem o tym myśleć. Czując jej życzliwość, wyznałem moją uprzednią uległość wobec życzeń lady Beatrycze. Pani i małżonka wybaczyła mi w swojej łaskawości, a nawet sama przybierała odtąd często postać władczej królowej i wojowniczki, a ja odwdzięczałem się gorliwą służbą oraz obfitymi darami nasienia i mocy. Ach, byliśmy wtedy młodzi, potrafiłem usłużyć mojej pani osiem, dziesięć razy w ciągu nocy. Jedyne, co niekiedy mnie niepokoiło, to nagłe zmiany nastroju Berengarii oraz to, że zdarzało się jej zapominać o własnych obietnicach, czy w ogóle o tym, o czym niedawno rozmawialiśmy. Uznawałem to jednak za naturalne u szlachetnie urodzonych dam, które Dobra Bogini stworzyła wprawdzie na własny obraz i podobieństwo, ale nie uczyniła bynajmniej wolnymi od pewnych słabostek i kaprysów, które również sama Boska Pani zapewne posiada. Berengaria zawsze potrafiła zresztą wszystko później wyjaśnić, naprawić, a przynajmniej odwrócić moją uwagę.
     - Twoja historia coś mi przypomina.
     - Pozwól mówić sir Adrianowi, Marcusie – wtrąciła szybko młoda księżna.
     - Ku naszej radości, po pewnym czasie w łonie Berengarii pojawiło się nowe życie. To byłaś ty, Bereniko. Nie miała pewności, bo jak mówiła, brakowało jej wiedzy matki, ale przypuszczała, że to za moją sprawą. Oboje chcieliśmy w to wierzyć. Sir Waldemar i sir Roger rzadko bywali w komnatach Berengarii, a nowy obrót spraw przyjęli ze skrywaną zawiścią, czym zresztą zupełnie się nie przejmowaliśmy. Naturalną koleją rzeczy moja pani i małżonka, moja ukochana, wydała na świat naszą córkę, przyszłą księżną. Stało się to w środku zimy. Zimy potrafią być tutaj paskudne, mroźne, ciemne i bez słońca. Mnie, oczywiście, do niczego nie dopuszczono, Berengaria oddała się w ręce doświadczonych w tych sprawach kobiet, wspomogła ją również wiedzą i mocą lady Beatrycze. Wszystko poszło jednak dobrze i tak pojawiłaś się na świecie. Wybraliśmy stosowne, rozpoczynające się na właściwą literę imię, Berenika. To imię z południa i to ja je zaproponowałem, a Berengaria się zgodziła. Cieszyliśmy się naszym szczęściem i nie dostrzegaliśmy nadchodzącego zagrożenia.
     To znaczy, Berengaria może coś przeczuwała. Nie wróciła jeszcze do pełni sił, ale nalegała, abym jak najszybciej powrócił do mojej miłosnej służby. Wtedy odbierałem to jako kolejny dowód jej uczuć, później pojąłem, że pragnęła również odzyskać moc. Wzywała też częściej sir Waldemara i sir Rogera, o co, niech mi Bogini wybaczy, ośmieliłem się czynić mojej pani wyrzuty. Rozgniewana przyznała, że istotnie potrzebuje mocy, wiele mocy, bo obawia się matki. Podejrzewała, że lady Beatrycze zamierza odebrać jej córkę. Przysięgała, że nigdy na to nie pozwoli, choćby miała spalić zamek. Starałem się rozwiać te obawy w jedyny znany mi sposób, ofiarowując jak najczęściej i jak najwięcej magicznej siły. To zdawało się uspokajać moją Berengarię. Powróciliśmy do naszych wiadomych zabaw, wtedy oddawanie mocy wychodziło mi najlepiej. W chwili szczególnego niepokoju wyznała kiedyś, że już po moim przybyciu do Złotej Bramy pokłóciła się o coś z matką, podejrzewam, że mogło chodzić o wydarzenia naszej wspólnej podróży z Przystani i w gniewie sięgnęła po czary. Ku jej przerażeniu, magia nie zadziałała, nie zdołała w żaden sposób dosięgnąć księżnej ani jednym z żywiołów. Wyraziłem przypuszczenie, że lady Beatrycze osłoniła się w jakiś sposób, ale Berengaria zaprzeczyła. Nie wyczuła jakichkolwiek, najprostszych nawet zaklęć ochronnych, po prostu jej własne okazały się bezskuteczne, nie mogła ich rzucić i stała bezsilnie przed matką. Ta z kolei bez trudu unieruchomiła córkę, a ona nie potrafiła nałożonych więzów przeciąć. Jej własne czary znowu nie zadziałały. W pierwszej chwili pomyślała, że może zaklęcia nie skutkują, gdyż używa ich przeciwko własnej matce. Nigdy jednak, ani ja, ani ona, nie słyszeliśmy o takich właściwościach magii.  Do tego w dziejach Królestwa, jakkolwiek niewiele się o tym mówi i ja sam też dotąd o tym nie wiedziałem, zdarzały się jakoby przypadki magicznych starć pomiędzy matką i córką. Wspominano o tym na lekcjach Berengarii. Osobiście widziałem za to w rodzinnym Archipelagu ćwiczebne pojedynki staczane przez księżną Ariadnę i lady Amandę, moją własną matkę i rodzoną siostrę. Rzucane przez obydwie czary działały i to często w widowiskowy sposób.
     - To prawda, panie. Lady Berenika też walczyła w mojej obecności ze starą księżną. Wprawdzie wtedy przegrała, ale jej zaklęcia okazały się skuteczne.
     - To wszystko nie jest takie proste, Marcusie. Pozwól jednak kontynuować sir Adrianowi.
     - Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że zapewne Berengaria zebrała i użyła zbyt mało magicznej siły. Moja ukochana obawiała się, że w razie ewentualnej następnej konfrontacji coś takiego może się powtórzyć i dlatego tak bardzo zależało jej na pozyskaniu mocy. A ja z ochotą jej w tym pomagałem. Minęło kilka tygodni, zbliżała się wiosna. Berengaria nadal przeczuwała jakieś zagrożenie i zarzekała się, że za nic nie odda naszej córki. Ponieważ jednak nic szczególnego się nie działo, uznałem jej obawy za przesadne. Ależ byłem głupcem.
     Pewnego dnia nadeszła wiadomość o odcięciu przez śnieżną zawieruchę jakiejś górskiej wioski. Lady Beatrycze wyruszyła na czele wyprawy ratunkowej. Cały orszak porwała kolejna lawina, ciało księżnej odnaleziono dopiero miesiąc później, po ustąpieniu śniegów, okaleczone przez żywioł i wilki. Rozpoznano je tylko po pierścieniu ze znakiem Bramy i kilku temu podobnych drobiazgach. Niech mi Dobra Bogini wybaczy moją głupotę, ale ucieszyłem się z jej śmierci. Oznaczała przecież koniec obaw mojej pani i małżonki. W ten sposób na tronie zasiadła nowa księżna, wasza lady Berengaria.
     - Nasza Berengaria? - spytał Marcus.
     - Ta, którą znacie pod tym imieniem. Bo to już nie była moja Berengaria, to nie była moja ukochana.
     - Skąd możesz mieć taką pewność, panie?
     - Mogę, uwierz mi, że mogę. Czy gdyby ktoś podmienił twoją Berenikę, nie poznałbyś tego?
     Marcus wolał nie odpowiadać na takie pytanie.
     - Twoje przekonanie to za mało. To jeszcze nie dowód.
     - Ale ona wcale tego nie ukrywała. Gdy już zyskałem pewność i nabrałem odwagi, a rzekoma nowa księżna po raz kolejny wezwała mnie w wiadomym celu do swoich komnat, rzuciłem jej to w twarz. Zażądałem wyjaśnień, kim właściwie jest, bo prawdziwą Berengarią być nie może. Odparła, że to nie moja sprawa, mam siedzieć cicho i zapomnieć o swoich podejrzeniach, a wtedy pozwoli mi korzystać ze wszystkich praw i przywilejów szlachetnie urodzonego małżonka. Zechce nawet przyjmować w sypialni składane sobie, a ulubione przeze mnie hołdy, jeżeli dzięki temu zbiorę więcej mocy. Zresztą występowała nawet wtedy w stroju wojowniczki, z biczem w ręku. Odparłem, że może się wypchać ze swoją propozycją, kocham Berengarię i to jej pragnę służyć, a nie udającej ją wiedźmie, choćby nawet okazała się starą księżną. I ponownie zażądałem wyjaśnień, co z zrobiła z moją prawdziwa panią i małżonką, chociaż miałem już okropne podejrzenia.
     - To było odważne, ale bardzo głupie z twojej strony, ojcze.
     - Masz rację, Bereniko. Skończyło się na tym, że unieruchomiła mnie czarami, rzuciła do stóp, wychłostała i zmusiła do lizania wysokich butów, które założyła na tę okazję. I...
     - I co, sir Adrianie?
     - I ku mojemu wiecznemu wstydowi, poczułem w tamtej chwili pożądanie. Uwolniła mnie uprzednio od ochraniacza i teraz penis zdradził, sztywniejąc niczym kołek. Nie potrafiłem, po prostu nie potrafiłem nad tym zapanować. Wtedy już miała mnie całkowicie w ręku. Dosiadła i ujeździła niczym wierzchowca, podeptała mojego przeklętego fiuta, który ponownie zdradziecko powstał z martwych i znowu skorzystała z mocy. Powtórzyła to kilka razy na różne sposoby. Byłem wtedy młody i silny...
     - I co dalej?
     - Gdy w końcu leżałem wyczerpany na plecach, nałożyła mi ochraniacz, skuła ręce, postawiła obutą stopę na piersiach i wezwała gwardzistki. Gwardzistki odziane podobnie jak ona sama. Oświadczyła, że jej trzeci małżonek, czyli ja, poprosił o specjalne traktowanie, które niezwykle go podnieca i dzięki któremu potrafi zgromadzić więcej mocy. Jako łaskawa pani i żona zechciała przychylić się do tej prośby i wyznaczyła mi nowe apartamenty, a one mają zostać moimi osobistymi strażniczkami oraz opiekunkami. I tak trafiłem do lochu. Nie, jeszcze nie tego, ten przygotowano później. Odwiedzała mnie następnie regularnie w podziemiach zamku, czerpiąc moc w sposób podobny do tego, który miałeś okazję ujrzeć na własne oczy, sir Marcusie. Wielokrotnie obiecywałem sobie, że tej mocy nie oddam, ale okazałem się zbyt słaby. Wiedziała, jak skutecznie pobudzić moje pożądanie. Odpowiedni strój i władcze zachowanie, połączone z wystarczająco długim okresem przymusowej wstrzemięźliwości sprawiały, że z rozkoszą padałem do jej stóp, a uwolniony z ochraniacza penis przeciwnie, prężył się jak kołek. W zamian księżna nie odmawiała mi drobnych przyjemności czy udogodnień, dobrze wyposażonej kwatery, wykwintnego jedzenia, dzbana z winem, ksiąg. Nie pozwalała tylko wychodzić na zewnątrz, czego z czasem zapragnąłem ponad wszystko. Kazała przynajmniej wybić ten otwór, abym mógł oglądać blask słońca.
     Wraz z upływem lat moja zdolność gromadzenia mocy zaczęła maleć, a księżna okazywała z tego powodu niezadowolenie. Przejawiała coraz większą pomysłowość w pobudzaniu zmysłów, zgromadziła te wszystkie przyrządy. - Sir Adrian wskazał na wciąż obecne w sali pręgierze, dyby, zwisające ze ścian i sufitu łańcuchy oraz wiele innych, prostych albo wyrafinowanych urządzeń, służących zniewalaniu, unieruchamianiu, wymuszaniu posłuszeństwa i wymierzaniu kary. - Początkowo używała ich sama, ale wobec coraz większych odstępów czasu pomiędzy chwilami, gdy zdolny byłem ofiarować moc, zaczęła korzystać z pomocy gwardzistek, które dbały o moją gotowość, stosując odpowiednie bodźce. Sama przychodziła teraz rzadziej, gdy zameldowano jej o pomyślnych efektach starań strażniczek.
     - Torturowały cię te dwie, które tu widziałem?
     - Gwardzistki zmieniały się co jakiś czas. Pani Edyta i pani Olga to trzecia z kolei para, zajmują się mną od kilku lat, trudno mi określić dokładnie od ilu.
     - Dlaczego jeszcze tu są? - Marcus zwrócił się z tym pytaniem do Bereniki. - Czy nie należałoby obydwie przykładnie wychłostać i wygnać z zamku? Albo najlepiej, uwięzić, poddać torturom i stracić?
     - Nie uwierzysz, mój mężu, ale sir Adrian wcale tego nie chce. Przeciwnie, gdy już uwierzył wreszcie w odmianę losu, sam prosił, by w żaden sposób ich nie karać i pozostawić w służbie.
     - Ale dlaczego?
     - Nigdy tego nie zrozumiesz, młody panie. Przyzwyczaiłem się do nich, wbrew pozorom wcale nie są takie okrutne, często okazywały mi życzliwą łaskawość, opiekowały się mną i oszczędzały najgorszych tortur.
     - Tylko dlatego, że nie wolno im było doprowadzić do twojej śmierci, nadmiernej utraty sił i zdrowia. Stara księżna nigdy by czegoś takiego nie wybaczyła.
     - Czy to ważne, sir Marcusie? Liczyło się to, że wiele razy potrafiły wysłuchać moich błagań i okazać litość. Nie odpłacę im za to bólem i cierpieniem.
     - Ale czy muszą zostać akurat tutaj?
     - To miłe, gdy ktoś znajomy dotrzymuje mi w tym lochu towarzystwa.
     - W tym miejscu mamy je przynajmniej pod kontrolą, Marcusie – dodała Berenika. - A skoro sir Adrianowi tak na tym zależy...
     - Nigdy tego nie zrozumiem, sprawiały ci ból i cierpienie, upokarzały na różne sposoby, a ty je polubiłeś?
     - Najgorsze tortury i tak zadawała mi księżna. I wcale nie potrzebowała do tego pręgierza albo bata. Największe upokorzenie nie polegało na tym, że zmuszała mnie do czołgania się u jej stóp i wylizywania butów. Sprawiało mi to właściwie przedziwną przyjemność i przypuszczam nawet, że postępowała tak właśnie w tym celu. Najgorsza męka polegała na tym, że wyduszała z moich ust słowa, w których nazywałem ją panią i żoną, nazywałem moją ukochaną Berengarią. A przecież nie miała prawa do tego imienia i takich tytułów! Może i była prawdziwą panią Siedmiu Bram, ale imię Berengarii i miano mojej żony ukradła! Ukradła, pozbawiając zapewne życia tę, której słusznie się należały. Tysiące razy obiecywałem sobie, że powstrzymam się przed tym upodleniem, że potrafię się oprzeć. Nigdy jednak nie zdołałem, ulegałem za każdym razem. Nawet nie kajdanom i biczowi w jej dłoni, ale własnej, niezdolnej do opanowania żądzy. Wiedziałem przecież, że gdy spełnię w końcu jej wolę, zdejmie ochraniacz i pozwoli mi znaleźć ujście dla trawiącego mnie pożaru. I co gorsza... gdy już uległem, gdy nazwałem wiedźmę Berengarią, panią i żoną, gdy pogardzałem sam sobą niczym najnędzniejszym robakiem, odczuwałem największe podniecenie i największą potrzebę usłużenia mojej oprawczyni. A ona doskonale o tym wiedziała i stosowała tę torturę właśnie po to, żeby zebrać jak najwięcej mocy. Stosowała od lat, odkąd zwykłe sposoby uznała za niewystarczająco skuteczne.
     - Jesteś pewien, panie, że prawdziwa Berengaria nie żyje?
     - Nie znaleźliśmy w zamku nikogo, kto mógłby nią być – odpowiedziała za pana Trzeciego Berenika.
     - Może gdzieś ją wywiozła? Wiem przecież, że poszukiwała i próbowała wykorzystywać dla swoich celów kobiety, w których żyłach płynie błękitna krew.
     Tu Marcus przypomniał sobie jednak, jaki los wiedźma zamierzała zgotować pojmanej Aurorze, gdy ta odmówiła poddania się jej woli i zamilkł. Nie, w tym wypadku zapewne nie. Stara księżna wspominała kilka razy, że sir Oswald nigdy nie miał okazji zgwałcić i zabić szlachetnie urodzonej damy, że to jego największe, niespełnione pragnienie. A sam zwyrodnialec zdawał się gorliwie te słowa potwierdzać.
     - Moja Berengaria nigdy by nie uległa, prędzej już poszukałaby własnej śmierci. Moc musiała ją w jakiś sposób zawieść, jak się tego obawiała, ale nigdy by nie uległa. Wolałaby zadać sobie śmierć, znalazłaby sposób, nawet skuta łańcuchami i zniewolona czarami. Ty sama stanowisz najlepszy tego dowód, moja córko. Po kimś musiałaś odziedziczyć siłę, a tym kimś na pewno nie byłem ja, jak dobrze wiesz.
     - Zostawmy to ojcze. O losie prawdziwej Berengarii nic nie wiemy, może rzeczywiście wybrała śmierć, zamiast niewoli. Potrafiłabym ją zrozumieć. Skąd jednak pewność, że zawiodła ją magia? To ważne, bo zapewne czeka nas jeszcze rozprawa z wiedźmą, z tą Beatrycze, czy kimkolwiek jest.
     - Już mówiłem, opowiadała o takim przypadku. Nie zdołała użyć mocy przeciwko matce, o ile rzeczywiście sama wyszła z łona lady Beatrycze. Tak czy inaczej, to akurat nie miało w tym wypadku znaczenia. Czary nie zadziałały z jakiegoś innego powodu. Obawiała się tego również na przyszłość i dlatego tak rozpaczliwie gromadziła magiczną siłę, czerpiąc ją z moich lędźwi oraz od sir Waldemara i sir Rogera, cokolwiek bym o tym myślał. Musiała się jednak mylić, to nie brak mocy ją zgubił, posiadała jej mnóstwo. Miała się na baczności i gotowa była tej mocy użyć. Na pewno nie dałaby się zwabić w prostą pułapkę, a otwarte starcie magicznych potęg nie przeszłoby niezauważone. Magia musiała ją zawieść.
     - Jeżeli zebrała tak wiele siły i nie mogła jej używać tylko przeciwko samej księżnej, jak powiadasz, to po takim starciu ta moc nadal by w niej pozostała i byłaby niebezpieczna dla każdego innego. Bo przecież przy innych okazjach zaklęcia twojej Berengarii działały, czyż nie? W takiej sytuacji wiedźma nie mogła pozostawić jej przy życiu, bo jedynie ona sama potrafiłaby nad nią zapanować. - Chłopak nie pomyślał nawet, że te słowa muszą sprawić ból.
     - Marcusie, proszę cię – napomniała Berenika.
     - Tak właśnie postępowała stara księżna, dobrze o tym wiesz, Bereniko. Pozostawiła cię przy życiu po tym, gdy najpierw doprowadziła do zużycia całej twojej mocy i pozbawiła możliwości zdobywania nowej.
     - Chciała jeszcze, żebym urodziła córkę i następczynię tronu.
     - Ale Berengaria, o której mówimy, wykonała już to zadanie.
     Na to Berenika nie znalazła odpowiedzi.
     - Sir Marcus ma rację, dobrze o tym wiem. - Stary arystokrata podzielał obawy co do losu małżonki.
     - Po co wiedźmie te kolejne córki i dziedziczki? Po co zadaje sobie tyle trudu? - dopytywał się chłopak.
     - Nie pojmujesz? Poznała gdzieś czar przedłużania życia, ale przecież sama, we własnej osobie, nie może żyć w nieskończoność. Wzbudziłoby to podejrzenia i zawiść. Potrafi zmieniać postać, ale co z tego? W kogo miałaby się przemienić? W jakąś chłopkę? Przecież zależy jej na władzy, z tego nie zrezygnuje. A tak, zajmuje miejsce czekającej na swoją kolej następczyni. Następczyni, której w taki czy inny sposób, prędzej czy później musi się pozbyć. Ze mną zamierzała postąpić tak samo, ale skomplikowałeś wszystko swoją zbytnią dociekliwością. Dzięki temu jej plan się nie udał. Ale przedtem przynajmniej raz zdołała go przeprowadzić. Zresztą, kto wie, od jak dawna prowadziła tę grę? Może od pokoleń?
     - Ty także masz swój udział w tym niepowodzeniu, Bereniko, wiesz jaki.
     - To teraz nieważne, za to musimy się koniecznie dowiedzieć,  dzięki czemu potrafi stać się odporną na działanie mocy. I może jeszcze, jak zdobyła ten czar nieśmiertelności?
     - Mam pewien pomysł w tej kwestii. Wiem, że od dawna brała jeńców i zakładników spośród władających magią Ludzi Północy. To był prawdziwy powód wojen i najazdów, wydaniem tych nieszczęśników barbarzyńcy opłacali chwile pokoju. Może to któryś z nich?
     - Prawda, w lochach przebywa kilkunastu tych dzikusów. Trzeba ich przycisnąć i przepytać. Zajmiemy się tym natychmiast, Marcusie. A ty, ojcze, pozostań proszę tymczasem tutaj. Przysięgam, że wyjdziesz stąd, gdy tylko okaże się to możliwe. Oczywiście, spełnię wszystkie inne twoje prośby.
     - To przyślij panią Edytę albo panią Olgę, czuję się bez nich samotny.
     - Jak sobie życzysz, ojcze.
     - Nie masz pojęcia, co czuję. Nienawidzę tej przeklętej wiedźmy, Beatrycze czy kimkolwiek by była, ale ona przynajmniej zdejmowała mi co jakiś czas ochraniacz. Nikt inny nie zdoła tego zrobić, nawet ty, córko. I tkwię w nim już od kilku miesięcy. To trudne, trudne nawet dla kogoś w moim wieku. Pani Edyta i pani Olga potrafią przynajmniej zająć moje myśli czymś innym.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 5911 słów i 33139 znaków, zaktualizował 6 gru 2019.

9 komentarzy

 
  • Mily

    A styczeń się kończy :-)

  • nefer

    @Mily Pracuje nad kolejnym rozdziałem, gotowym w ok. 2/3. Prawda, idzie to wolno z powodu różnych spraw i obowiązków. Ale postaram się ukończyc jak najszybciej. Dzięki za pamięć i pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer, z twoich ostatnich wskazówek wynika że najlepszym dawcą mocy będzie trzeci mąż i to dzięki pośpiechowi swojej matki. Co prawda to nie powinienem zawracać Tobie głowy takimi duperelami podczas waszej podróży, lecz nie mogłem się powstrzymać. Serdeczne pozdrowienia dla Szanownych Podróżników, bo to co zobaczycie, to nikt nie zdoła wam odebrać.

  • nefer

    @emeryt Wszystko... w swoim czasie. Marcus jest przeciez uodporniony, jezeli przyjac przedstawiona przez Dociekliwego teorie. Dzieki za pozdrowienia. Rewanzuje sie z Majsuru, missta basniowego palacu. Stosujemy sie do Twoich rad, a jakze. Zapasy juz zeszly, ale w stanie Karnatik a alkohol latwiej niz w Tamil Nandu. Tyle, ze paskudny. Ale trudno. Za to do metra z puszka albo butelka piwa ( nie mowiac juz o czyms mocniejszym) nie wejdziesz. I to w bagazu. Za godzine ruszamy do Koczin, to juz stan Kerala wiec po raz kolejny zmiana. Pozdrawiam serdecznie. ;)

  • emeryt

    @nefer , pisałem o alkoholu jaki pili biali kolonizatorzy. Niskoprocentowy nie działa na amebę i inne cholerstwa. Pozdrawiam.

  • nefer

    @emeryt Pijamy Absoluta (ale ostatnia flaszka skonczyla sie trzy dni temu), to przerzucilismy sie na lokalny rum Old monk. Paskudny, ale zdrowie najwazniejsze. Piwo dla ochlody, na zmiane ze swiezo wyciskanym sokiem.

  • emeryt

    @nefer, co prawda, to wielokrotnie odbyłeś dalekie podróże do krajów tropikalnych, lecz przypominam (z własnego doświadczenia) o alkoholu podczas posiłków. Jednocześnie życzę Tobie wraz z Pierwszą Czytelniczką  super przyjemnego spędzenia czasu w tym okresie świątecznym i szczęśliwego oraz zdrowego Nowego Roku.

  • nefer

    @emeryt Bardzo trafna rada. Razem z Pierwsza Czytelniczka stosujemy sie do niej regularnie. 😉 Jedyny klopot w tym, ze w Madras i okolicach prohibicja. Tymczasem trwamy dzieki zapasom z Polski. Pol godziny temu wlasciciel baru chcial ode mnie kupic butelke wodki.  :lol2:  Przemieszczamy sie w kierunku granicy stanu Karnataka, tam podobno lepiej. :napalony:

  • Dociekliwy

    Już jakieś półtora roku temu wysnułem przypuszczenie, że ta "Beatrycze" przeskakuje od pokoleń do kolejnych ciał.
    Nie pamiętam, pod jakim imieniem to pisałem.
    Ale pamiętam, że wtedy raczej dementowałeś tą wersję z "nieśmiertelną" "Berengarią" - przyznając jedynie, że taki ma plan wobec Bereniki - ale niemożliwe, by robiła to "od zawsze".
    Odnoszę więc wrażenie, że zmieniłeś koncept w międzyczasie, przyjmując wersję (może banalizującą?), którą wtedy proponowałem.

    Zeznania sir Adriana z kolei moim zdaniem całkowicie już rozjaśniają, po co tajemnicza szpiegini kradła pierwszy wytrysk mocy Marcusa.

    Już na początku - bazując na tym, jak ważną kwestią było to dla "Berengarii" - snułem przypuszczenie, że najwyraźniej ta, która będzie "pierwszą" panicza, będzie w jakiś sposób kontrolowała jego moc - również zdalnie.
    Teraz sprawa jest jasna - wszak zeznania sir Adriana bez niedomówień naświetlają nam dwa podstawowe fakty:
    - "Beatrycze" również pierwsza go "testowała"
    -  i co jest novum w tej sprawie - moc, którą młoda Berengaria pozyskała przecież właśnie wszak bezpośrednio od niego - w żaden sposób nie imała się jej matki - czyli właśnie tej, która sobie "zaklepała" nad tą mocą kontrolę.

    To już nam wyjaśnia definitywnie, jak to działa.(1)

    Pozostaje nam już więc tylko jedna kluczowa zagadka, ciągnąca się od samego początku tej historii - kto "zaklepał" sobie kontrolę nad mocą Marcusa?

    Postawię tutaj hipotezę, że może to być ktoś, kto po prostu odkrył w jakiś sposób, jak sobie poczyna wiekowa wiedźma i po prostu postanowił pokrzyżować jej szyki.
    A może to być tak naprawdę ktokolwiek - jakaś inna Czarownica Czystej Krwi, albo nawet ktoś zupełnie inny jeszcze.

    Tak mi przyszło do głowy w trakcie pisania tego przed chwilą - może to ta "prawdziwa" Berengaria - wcale nie zginęła, a czaiła się przez lata, szykując zemstę?

    Jeśli ponadto ta "Beatrycze" przesłuchująca Marcusa w tej sprawie sama jej o to nie podejrzewała, to może to oznaczać, że prawdziwa Berengaria w dodatku upozorowała jakoś swoją śmierć, żeby z zaskoczenia ukąsić matkę po latach.

    (1) - zauważam jednak pewną lukę. Młoda Berengaria gromadziła moc do kolejnego starcia nie tylko od Adriana, ale od innych mężów również.
    Chociaż w sumie...
    Innych mężów "stara" również mogła mieć "zaklepanych" - na pewno miała - więc tu nie ma luki, ale...

    Pytaniem teraz jest, czy "zaklepała" sobie pozostałych mężów Bereniki - a jeśli tak (a samego Marcusa, jak wiemy, nie ona "zaklepała";) - to jak to będzie działać w praktyce?  
    Część mocy Bereniki (pozyskana od Marcusa) będzie na nią działała, a część (od innych mężów - wszak chyba przynajmniej Drugi Bereniki był "konsumowany" przez starą, kiedy jeszcze Berenika prawdziwa siedziała w lochu, tak?) nie będzie działała?
    Moc Bereniki w starciu ze starą wiedźmą będzie działała połowicznie?
    Czy sam fakt występowania w łonie Bereniki choćby jednego "czynnika blokującego" jednak całkowicie uniemożliwi jej rażenie starej?

  • nefer

    @Dociekliwy Witam. Pamietam, wstawiłeś dlugi, wnikliwy komentarz jako "Dociekliwy".  Gdzies tak w czerwcu 2018 r. Przyznaje teraz otwarcie, z duza przenikliwoscia przwidziales rozwoj fabuly, czego obecnia moge szczerze pogratulowac. Wtedy nie moglem mowic otwarcie, zeby publicznie wszystkiego nie ujawnic pozostalym Czytelnikom, skoro do rozwiazania tej zagadki zostalo sporo rozdzialow. Dlatego staralem sie przynajmniej innych zainteresowanych zbic z tropu (nie wiem, na ile sie to udalo 😉) a poniewaz nie masz konta osobistego, nie moglem odpowiedziec na priv. Powiazales rozne wskazowki, ktore zostawialem w tekscie, bardzo inteligentnie. Raz jeszcze gratuluje. Obecna analiza tez uderza precyzja i rozne sprawy trafnie przewidujesz. Moze nie wszystkie, ale wiele z nich. Sam tez pewnie pojmujesz, ze wszystkiego ujawnic nie moge, bo zepsulbym zabawe Czytelnikom i sobie samemu. Musisz chyba namietnie czytywac kryminaly. 😁 Sam tez je lubie, tzn. takie w starym stylu, z zagadka. Dzieki za zainteresowanie oraz wnikliwe komentarze, zapraszam, oczywiscie, do dalszej lektury. Tymczasem pozdrawiam z Indii, dokad wyjechalismy z Pierwszą Czytelniczka (czyli ""panią i małżonką" na Swieta i Nowy Rok.

  • nefer

    @Dociekliwy Tzn.  w 2018 pisales jak "Pogdybajmy" bo to chyba byles Ty?

  • Dociekliwy1

    @nefer

    Będzie w trzech częściach - trochę się tutaj rozpisałem.

    No chyba tak, jakoś tak się wtedy podpisałem - teraz nie pamiętałem już jak, więc wymyśliłem nowe pseudo. Jeszcze kojarzę, że podpisywałem się jakimiś numerkami, np. 12345, czy coś takiego, w jeszcze innym okresie.

    Co do mojej nadmiernej dociekliwości, sprawiającej kłopoty autorowi, który chciałby jednak, żeby innym nie ujawniać za dużo za wcześnie - postaram się więc nie snuć już takich spoilerogennych analiz - szczególnie, że podobno i tak już zmierzasz do końca - w każdym razie: od jakiegoś czasu zdajesz się już to zapowiadać - i tu i na NE.

    A tak w ogóle co do mojej "niespotykanej" spostrzegawczości.
    Kryminałów żadnych nie czytam. Właściwie to nie przypominam sobie, bym jakikolwiek kiedykolwiek czytał. (1) Po prostu - tak po prawdzie - te wszystkie rzekomo "skrzętnie" ukrywane przez ciebie sekrety - są wyciągane tak naprawdę dosyć ostentacyjnie na wierzch przez ciebie samego - czasem wręcz wkładasz postaciom do ust dosyć łopatologiczne monologi, które mają coś jeszcze raz przypomnieć czytelnikowi i jeszcze raz zaznaczyć mu, że TO będzie ważne.(2)(3)

    Przykładem takich - za przeproszeniem - ostentacyjnych dialogów może być cała ta rozmowa z Adrianem w tym odcinku. W połączeniu oczywiście z kwestią tajemniczej kradziejki pierwszego wytrysku mocy.

    Tak więc:

    a) Od samego początku, na każdym właściwie kroku, podkreślałeś znaczenie tego aktu. My sami, normalnie, zapewne byśmy o tym być może nawet zapomnieli - ot, taka jakaś dziwna akcja na samym początku, do której potem nikt nie wracał...(4)
    No ale właśnie wracał - Berengaria drążyła ten temat wręcz uporczywie - ta cała bodajże Anita zginęła z tego powodu zresztą, itd.
    Czyli - od samego początku na każdym kroku OSTENTACYJNIE przypominałeś nam o wadze tego zdarzenia. Naturalnym odruchem czytelnika - przecież wcale niekoniecznie nie wiadomo jak dociekliwego - byłoby zadanie sobie prostego pytania: Po co to zrobiła? Co jej to daje? Jak na tym zwykła służąca miałaby skorzystać?(5)

    Jedna porcja mocy - nawet tak obfitej, jak ta moc od Marcusa - nie daje żadnej wielkiej przewagi militarnej. Nie mogło chodzić więc o żadne wsparcie jakiejś rebelii, zamach stanu, nic z tych rzeczy. Szczególnie, że ewentualna umiejętność skorzystania w sposób skuteczny z tej mocy od początku w przypadku służącej była wątpliwa.

    Jednak sama dociekliwość Berengarii nie zostawiała nam w tej kwestii żadnych złudzeń - to JEST ważna sprawa. To MA jakieś szczególne znaczenie.
    Wiedzieliśmy więc o tym od samego początku. W dodatku non stop przypominałeś nam o tym. Dociekania starej wiedźmy - żądnej przede wszystkim mocy i władzy - i jej kolejne podejrzenia padające na różne inne czarownice(6) - sugerujące, że IM to MOGŁOBY coś dawać - że wzięły sobie coś, co należało się jej - coś, na czym z jakiegoś powodu jej bardzo zależało - moim zdaniem: jasno i jednoznacznie wskazywały na to, że chodzi o jakiś rodzaj kontroli nad ową mocą.

    b) Nie wiedzieliśmy tylko, jak to właściwie miałoby działać.

    c) Adrian w tym odcinku nam już to po prostu plastycznie opisał.



    PRZYPISY:



    (1) Jeśli już szukać ewentualnych lektur, które tak mocno niby to wyczuliły moją drobiazgowość w analizie różnych scen - to czytam czasem strony fanowskie PLiO, na których to ludzie rozkminiają, na podstawie czasem najbardziej niepozornych poszlak, co autor planował napisać w piątym tomie, a wspominał o tym gdzieś między wierszami - nie wprost - a właśnie tak, że nikt wtedy by nawet nie pomyślał o tym - w pierwszym.
    Tak więc przy okazji - przykład, jak Martin rozegrałby twoją historię, opiszę ci poniżej.


    (2)

    Szczególnie, że nie jestem pewien, czy przeczytałem choćby co drugi rozdział twojego powyższego cyklu - a z tych, co czytałem: zazwyczaj też nie w całości - a i tak, jak sam stwierdzasz: rozgryzłem to wszystko już jakąś połowę rozdziałów temu.


    (3)

    Nie chcę tu czynić ci zarzutu, że niby taki słaby z ciebie pisarz. Bo na ten przykład nie przypominam sobie, bym tego samego typu zabiegi odnotowywał w przypadku Pani Dwóch Krajów...

    Chociaż też po prawdzie tamten cykl czytałem jeszcze bardziej wybiórczo - więc po prostu być może tam już zbyt mocno byłem "nie na bieżąco".

  • Dociekliwy2

    @nefer

    (4) Analizując przez pryzmat przykładu z Martinem.
    Zdarzyło by się raz, na początku, sam Marcus nie zwróciłby na to szczególnej uwagi. Nikt poza nim w ogóle by się nie dowiedział. Berengaria przede wszystkim - dla której jest to najważniejsza sprawa i jej drążenie tematu wszystko nam zdradza - by NIE WIEDZIAŁA. Tak więc by NIE DRĄŻYŁA - w efekcie: nie zwracałaby naszej uwagi na tą kwestię i nie przypominałaby nam o niej.
    I teraz tak - w najłagodniejszej wersji: Marcus być może w jakiejś bibliotece (wszak ochraniacz zmusza panicza do znalezienia sobie jakichś innych rozrywek - ba! przecież sam na początku odmalowujesz przed nami, jak to jeden z mężów Mirandy zajmuje się ogródkiem, i inni też czymś tam - i jeden nawet tłumaczy młodemu, że on też będzie musiał znaleźć sobie nowe hobby po ślubie - w sumie doskonale budujesz grunt pod wersję, którą tutaj chcę ci przedstawić) w jakiejś starej księdze znajduje jakieś mgliste sugestie, że to bardzo ważne dla czarownicy-żony-pani, by być pierwszą, która "posiądzie moc" swego dawcy.
    Ale jeszcze nie budzi to naszych podejrzeń wprost. Wszak tego typu stwierdzenie może być odebrane wieloznacznie - nawet w jakimś "romantycznym" znaczeniu.
    W bardziej hardcorowej wersji: pierwsze wzmianki dostalibyśmy dopiero gdzieś u barbarzyńców - może Marcus podczas tych swoich ucieczek coś by podsłuchał - ale też niezbyt jasno wyrażonego - bo też i oni się na tym nie znają, ale mają jakieś tam "stare legendy" na ten temat.
    W najbardziej tajemniczej wersji - dopiero opowieść Adriana o tym, jak to moc jego żony, z jakiegoś powodu, nie chciała działać na matkę, zmusiłaby nas do główkowania na ten temat - Ale dlaczego? Co może być powodem?
    Dopiero wtedy - zaczynając poszukiwania od najbliższych poszlak - próbując połączyć jakoś to, co powiedział dodatkowo - że TO ONA była jego "pierwszą" - podobnie, jak wszystkich innych mężów młodej Berengarii - bo ONA TEŻ - tak, jak i późniejsza "Berengaria" (czyli, no, cały czas ta sama ona) praktykowała ten "starożytny zwyczaj" - dopiero to łupnęłoby w nas i kazało na nowo przemyśleć przygodę Marcusa z początków historii - dopiero to by nam o tym przypomniało - i zmusiło do zakwestionowania wniosków z punktu 5.

    (w najłagodniejszej wersji oczywiście wszystkie powyższe podpunkty miałyby miejsce)


    (5) U Martina jednym z mylących tropów - w przypadku tej przygody Marcusa ze służącą na samym początku opowieści - byłoby jednak jak najbardziej uzasadnione domniemanie, że po prostu liczyła ona na dziecko z namiastką mocy - że zwykła chłopka tak to sobie mogła wykombinować - że zawsze jakoś tam sobie na tym skorzysta - i fakt, że przynajmniej w jej mniemaniu miałyby takie motywacje jak najbardziej sens, byłby świetną zmyłką, pozwalającą odwrócić uwagę od tej potencjalnej o wiele większej intrygi.
    Ba! Pewnie czasem nawet sam Marcus powracałby do tej sprawy - w takim właśnie kontekście - i rozmyślał o tym swoim potencjalnie gdzieś tam żyjącym dziecku - kolejny podpunkt do jego moralnych rozterek.
    Co jeszcze bardziej utwierdzałoby nas w tej wersji - odciągając uwagę od poszukiwań innych możliwych ewentualnych powodów.


    (6) Tu trzeba jeszcze jedno jasno zaznaczyć - dopiero dociekania "Berengarii" uświadomiły Marcusa, że to NIE MOGŁA być zwykła służąca - gdyby nie jej dociekania, to nie wiedzieliśmy tego na pewno. Moglibyśmy jedynie domniemywać taką ewentualność. Dopiero ona stwierdziła, że to musiała być inna czarownica, która po prostu zmieniła postać. To dla niej - samej zmieniającej postać non stop - był oczywisty wniosek, którym się z nami podzieliła. Chłopakowi by to samo do głowy nie przyszło.

    Co więcej - gdyby ona mu tego nie sugerowała, on sam by również o tym nie rozmyślał, nie rozmawiali by o tym w ogóle - to nawet w momencie, kiedy odkrył, że ONA nagminnie zmienia postać, w żaden sposób nie przyszłoby mu do głowy, by o to samo podejrzewać akurat "Anitę" - bo ON SAM tego wątku w ogóle nie byłby świadom.
    Brak zaś jakiegokolwiek roztrząsania tej kwestii tak przez Marcusa, jak i przez narratora, dałby z kolei taki oto właśnie efekt, że czytelnicy WTEDY DOPIERO faktycznie sami by musieli wiązać różne podejrzane, nie-do-końca wyjaśnione elementy układanki. I dopiero na tej postawie mogliby snuć jakiekolwiek faktycznie "własne" domysły.

    Ty jednak podajesz nam to nieustannie na tacy, tak prawdę mówiąc. Więc nie bardzo mogłem tutaj wymyślić coś naprawdę "własnego" - ja jedynie wyciągnąłem logiczne wnioski z tego, co TY SAM dosyć ostentacyjnie wyciągasz nieustannie na pierwszy plan.

  • Dociekliwy3

    @nefer

    Te wszelkie moje dociekania do tej pory nie mogły w takim razie być nie wiadomo jak odkrywcze - ja przecież tak w ostateczności jedynie dosyć łopatologicznie podsumowywałem to, co ty sam przecież mówiłeś niemalże wprost - ustami kolejnych postaci - a ja jedynie ubierałem wnioski płynące z ich wywodów w jasne i jednoznacznie sformułowane zdania.
    Ciężko mi uwierzyć, by ktokolwiek - szczególnie czytający dokładniej, niż ja - nie dostrzegał tego wszystkiego, co moim zdaniem: ty sam przedstawiasz nad wyraz plastycznie.

    Podsumowując więc - moim zdaniem rzecz ma się po prostu tak, że od samego początku miałeś obmyśloną całą intrygę - jej główne świato-konstrukcyjne podstawy, jak również zapewne jej zwieńczenie (przynajmniej w ogólnych zarysach), kluczowe elementy, kilka twistów w trakcie.
    Mając to wszystko na uwadze, zadbałeś, by już od pierwszych rozdziałów zacząć wprowadzać niezbędne w tej układance cegiełki.
    Jednocześnie, chcąc uniknąć zarzutów gdzieś na koniec, że co, że skąd, itd. - na każdym kroku (moim zdaniem to właśnie błąd) przypominałeś nam o wszystkim, co powinno pozostawać w strefie domniemywań i domysłów czytelnika.
    Dla przykładu - już po tej podejrzanej akcji "służącej" na samym początku, wydawało mi się, że coś tu "śmierdzi". Choć ponownie - żadna to moja zasługa, a jedynie dosyć powszechna zasada, obowiązująca w popkulturze wszelakiej, że każda dziwna, nietypowa, podejrzana scena - no, że faktycznie jest podejrzana. I zawsze okazuje się na koniec być taką faktycznie. Zresztą wpisuje się to na nawet w Zasadę Strzelby Czechowa, itd.
    Tak więc - gdyby nawet nikt już więcej do tej sprawy nie wracał - miałbym gdzieś tam w pamięci tą akcję, mając świadomość, że już od samego początku kroi się tu nam jakaś większa intryga - a kolejne cegiełki, dokładane przez autora (jak tam wypisałem przykłady) jedynie utwierdzały by mnie w tym przekonaniu i naprowadzały na właściwe rozwiązanie tej zagadki.
    A tu klops. "Berengaria" nas o tym wprost informuje - że to musiała być jakaś inna czarownica. Potem wałkuje temat przy każdej okazji - tak, żeby czytelnik nie miał już żadnych wątpliwości - do tego stopnia, że nawet niedomyślny Marcus zaczynać sobie coś tam sam analizować.

    (jeszcze mi się przypomniało w trakcie pisania - o tym, że to nie może być prawdziwa "Berengaria" również dosyć jasno świadczyły opory Adriana przed nazywaniem jej tym imieniem - Panią i Władczynią ją nazywał; Berengarią - nie chciał - kolejna dosyć jednoznaczna sugestia)

    Dobra, bo sprawdzam na koniec i chyba się powtarzam. A kolejny dzień już piszę, po kawałku, więc zaraz się kompletnie zaplączę.

    Ostatnie słowo - za wiele rzeczy mówisz wprost i zbyt mocno uwypuklasz wszystko to, co powinno pozostawać w sferze domysłów.

  • nefer

    @Dociekliwy3 Czesc. Wybacz, ze odpowiem krócej, ale czynie to z Indii, gdzie akurat przebywam i różnie tu z netem. Moze nie przepadasz za kryminalami, ale lubisz jednak "rozkminiac" czytane opowiesci. Co w sumie na jedno wychodzi.  Milo, ze poświęciłes czas na zajecie sie i moja. Co do Martina, to tez go lubie, ale raczej za barwnosc przedstawianego swiata i kreowanie emocji, niz za szczególnie zaskakujące zwroty akcji. Nie mnie zreszta równać sie z taka sława, niech wiec kazdy pisze po swojemu. Odnosnie Twoich uwag, to ogolnie rzecz biorac, uznajesz moja opowiesc za skonstriowana logicznie i trzymajaca sie kupy, zarzucasz natomiast "zbyt oczywiste i łopatologiczne" podrzucanie Czytelnikom roznych tropów, po czym zalecasz zmiane podejscia w tej kwestii. Otoz tutaj sie z Toba nie zgodzę. Podstawowym celem kazdego autora jest przyciągnięcie uwagi odbiorców. A wielu czytelników uwielbia snuć domysły na temat dalszego rozwoju fabuły. Piszą o tym w licznych komentarzach. A najbardziej lubia spekulowac wtedy, gdy ich domysły okażą sie trafne. Dlaczego wiec mialbym pozbawiać ich tej satysfakcji, wchodząc na poziom super zaikłanych rebusów? Aby zniechęcić? Przeciwnie, wole podrzucic rozne tropy i celowo raz czy drugi podkreslic znaczenie tego czy innego wydarzenia. Niech snuja domysly, tym lepiej. Tym chetniej zajrza do kolejnego odcinka. A jesli przewidza trafnie, niech poczuja satysfakcje. Ty sam, prawde mówiąc, od takiej satysfakcji przeciez nie stronisz i okazujesz to w sposob nader"oczywisty" i ""łopatologiczny". Nie myśl jednak, ze Twoich komentarzy nie doceniam. Przeciwnie, sam czuje satysfakcje z tego, ze trafił sie tak dociekliwy Czytelnik. Pozdrawiam w ten przedświąteczny czas.

  • DociekliwyJeszczeRaz

    @nefer

    Widzisz, drogi neferze...

    Rzecz w tym, że za tymi wszystkimi moimi "demaskatorskimi" komentarzami kryje się właściwie to nawet nie tyle satysfakcja - "Jaki to ja zajebisty, hahaha, wpadłem na coś, na co nie wpadł nikt, hahaha, pochwalę się więc tym koniecznie, hahaha" - co raczej...
    zdumienie i niedowierzanie - "Czy to naprawdę możliwe, by nikt poza mną na to nie wpadł?" - szczególnie, że - jak już wspominałem - moja znajomość całości twojego cyklu jest w najlepszym razie połowiczna...

    Na tyle, że - po wysmarowaniu powyższej rozprawki - naszła mnie taka wątpliwość, czy chociażby na ten przykład omawianych scen w bibliotece jednak nie było - bo coś mi się tak jakoś teraz kojarzy - może właśnie czytając o próbach odnalezienia się Marcusa w nowym zamku (może jednak zahaczył o bibliotekę?) przyszedł mi do głowy wspomniany pomysł?
    Albo mi się wydaje i mylę z jakimś innym chłopaczkiem skądś indziej...

    W każdym razie.

    Z tego powodu właśnie wytykałem ci tą całą "łopatologiczność" wskazówek przez ciebie podkreślanych na każdym kroku - Chciałem po prostu podzielić się prześladującym mnie poczuciem niezrozumienia, jak to w ogóle możliwe, by ktoś jeszcze nie wiedział, o co tam się rozchodzi.

    Jak to możliwe, by moje dociekania uchodziły za takie niesamowicie przenikliwe?

    Szczególnie, że - podkreślę to jeszcze raz - śledzę twoją historię w raczej dosyć rwany sposób - i też nie głowię się nad nią całymi dniami - mam inne rzeczy do roboty.

    A mimo to - jak sam twierdzisz: rozgryzłem ją prawie całkowicie - robiąc do z doskoku, zaglądając do niej od czasu do czasu.

    A prawda jest taka, że ja jedynie streściłem i podsumowałem to, co bohaterowie sami mówili, bądź nawet jeśli oni tego nie zwerbalizowali - nasuwało się samo w trakcie śledzenia ich dywagacji.

    Tym bardziej wyrazistym stało się dla mnie, że po prostu najzwyczajniej w świecie: ty sam przedstawiasz ją najwyraźniej w taki sposób, by czytelnik - nawet niezbyt nią zaabsorbowany - cały czas był niejako "na bieżąco" z główną intrygą.

    By była ona dla niego cały czas jasna i oczywista - by się nie pogubił, nawet jeśli zagląda tu od czasu do czasu.

    Aby to dosadniej zobrazować - to tak, jak z "Modą na Sukces" - możesz obejrzeć jeden odcinek na dziesięć - a i tak wiesz, o co chodzi.

    Stąd właśnie wzięła się moja powyższa rozprawka - chciałem uświadomić ci, jaki efekt tym sposobem osiągnąłeś - ano właśnie taki, jak tam i tutaj opisuję.

    I stąd moje zdziwienie - jak to możliwe, że nikt wcześniej ci o tym nie powiedział?
    Bo w to, by czytelnicy śledzący twoją historię na bieżąco, jakoby rzekomo wcale nie wpadli na to samo, co ja - nie potrafię uwierzyć.

  • nefer

    @DociekliwyJeszczeRaz Wybacz, ze odpisuje z opoznieniem, ale tez mam rozne sprawy na głowie. Powodow, dla ktorych wstawiasz komentarze tu czy pod innymi tekstami wyjaśniać nie musisz, każdy Czytelnik ma do tego prawo, a każdy autor odczuwa z ich powodu zadowolenie (także krytycznych, jesli sa rzeczowe), bo to w sumie jedyna satysfakcja z wrzucania na neta roznych opowiastek. Co do dociekliwosci Czytelnikow, jeden sie domyśli, drugi nie, jeszcze inny cos wykombinuje, ale zostawi to dla siebie, bo np. nie chce mu sie komentarza wpisywać, itp. Ludzie sa różni. Natomiast z moich doświadczeń wynika, ze kombinować lubi wielu. I odczuwaja satysfakcje z trafnych przewidywan. Co do poszukiwania przez bohaterow wiedzy w starych zwojach czy ksiegach, to owszem, watek ten pojawil sie ubocznie w przypadku innego bohatera (w powiesci "Pani Dwoch Krajow";). Tutaj jednak nie chciałem go powtarzać, by zbytnio nie ogrywać. Zreszta akurat Marcus to ten z moich bohaterów, ktory odczuwa najmniejsza predylekcję do ksiąg czy bibliotek. Zawsze wolał konie i polowania, a potem rowniez inne, oferowane mu w obfitosci rozrywki.
    Pozdrawiam na Nowy Rok.

  • nefer

    Pozdrawiam wszystkich Czytelników, zwłaszcza tych, którzy zechcieli wstawić komentarze i podzielić się opiniami na temat mojej opowieści. Przy okazji, składam w tym miejscu życzenia świąteczne i noworoczne, za kilka dni wyjeżdżam bowiem poza zasięg "łatwego" internetu i powracam w styczniu. Udanego Nowego Roku i "do poczytania".

  • CzarnaKaczuszka

    Tajemnicza wizyta "Anity" u Marcusa z samego początku opowieści zaczyna pasować do opowieści sir Adriana jak dwa kawałki układanki.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Miło powitać. Bardzo lubię, gdy snujesz przypuszczenia co do rozwoju fabuły, oparte logicznym rozumowaniu. Pozwalają spojrzeć na pewne kwestie pod innym kątem i uzupełnić zamierzenia autora. Trafnie zauważasz, że sprawa fałszywej "Anity" odegra jeszcze dużą rolę i wkrótce wypłynie. W jaki jednak sposób... Może uda mi się zaskoczyć?  :devil:  
    Pozdrawiam.

  • ouroboros

    Ha!  
    Moje podejrzenia co do Berengarii/Beatrycze potwierdziły się w 100% chyba że Autor chowa coś jeszcze.
    Skręca mnie teraz z ciekawości co się stało z prawdziwą Berengarią. Myślę że uznanie jej za zmarłą jest pójściem na łatwiznę. O wiele ciekawiej byłoby gdyby okazało się że wciąż gdzieś żyje. I oczywiście co z Wiedźmą jak ją sobie pozwolę nazwać.  
    Czekam z niecierpliwością.

    Dziękuję Autorze za chwile czytania tak wciągającej opowieści. Podziwiam to co tworzysz. Przemyślana wielopoziomowa  fabuła, bardzo dobry styl, barwnie przedstawiona rzeczywistość i to że nic nie dzieje się przypadkiem. Naprawdę wspaniale się to czyta. Więc jeszcze teraz dziękuję za miłe chwile spędzone na lekturze.

  • nefer

    @ouroboros Po tak życzliwym komentarzu, w dodatku wstawionym przez Czytelniczkę wnikliwie śledzącą losy bohaterów i snujacą na ich temat trafne często przypuszczenia, pozostaje mi tylko złożyć podziękowania. Staram się umieszczać w tekście różne tropy i wskazówki dotyczące przyszłych zwrotów akcji, ale zarazem próbuję też wówczas odwracać od nich uwagę Czytelnikow. I uwielbiam, gdy snują domysły. A  torturowanie podczas lektury ciekawością przyszłego rozwoju wydarzeń to moja ulubiona rozrywka. Mam nadzieję, że to wybaczysz.  :devil:  Dążę też jednak zarazem do tego, by rozwój ten pozostawał w zgodzie z logiką (co w pewien sposób ogranicza wszechładzę nawet autora i twórcy kreowanego świata). Tutaj jeszcze nie wszystko zostało ujawnione i pewne sprawy dopiero wypłyną.
    Dziękuję za wizytę i pozdrawiam.

  • emeryt

    Tym razem rozkopałeś gniazdo os. Według mnie stworzyłeś postać, wykraczającą poza ramy nawet tamtego świata. W 100% zgadzam się z AnonimS. Ty też musiałeś kiedyś zdobyć takie informacje. A na dodatek wspaniale to powiązałeś teraz. Poza tym ten odcinek i moja emerytura trafiły do mnie w tym samym dniu.  Dziękuję, pozdrawiam serdecznie Drogiego Autora oraz jego Pierwszą Czytelniczkę.

  • nefer

    @emeryt Czyli akurat na Mikołaja, jak znalazł.  :) Staram się zawsze pozostawiać różne możliwe warianty rozwoju fabuły, by następnie wiązać je i tasować, ku uciesze własnej i Czytelników. Kilka istotnych kwestii czeka tu jeszcze na wyjaśnienie. Nastąpi to w swoim czasie.
    Dzięki za życzenia i komentarz. Pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer , a ja życzę Wam wspaniałego relaksu. Doładowania energii i nie zapomnij zabrać ze sobą twoją wenę. Jej też należy się porządne doładowanie energii przed dalszymi odcinkami. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia, życząc zdrowia i szczęścia w okresie świątecznymi Nowym Roku.

  • nefer

    @emeryt Dziękując za życzenia również odwzajeniam się podobnymi. Wszystkiego najlepszego.

  • AnonimS

    Znowu zaskoczyłeś Autorze. Bardzo ciekawy odcinek wyjaśniający wiele spraw.  Beatrycze jeśli faktycznie  to jej imię przypomina mi legendę Lilith wg niektorych żródeł pierwszą zonè Adama upiorzycę i porywaczkę dzieci. Natomiast kuszenie zarowno Adriana jak i Marcusa , przypomina zachowanie sukuba . Pozdrowienia

  • nefer

    @AnonimS Istotnie, historie Adriana i Marcusa układają sie według pewnego wspólnego scenariusza, który na pewno nie jest przypadkowy. O Lilth akurat nie pomyślałem przy pisaniu tego odcinka, ale coś jest w tym skojarzeniu. Może po prostu w każdej kobiecie drzemie coś z sukuba? A przynajmniej, tak widzą to mężczyźni? (Tutaj kłania się również często spotykana mizoginia, obecna zwłaszcza u autorów przynależących do stanu duchownego, średniowiecznych, ale nie tylko.)
    Pozdrawiam