Nowy Świat Czarownic, cz. 36

     Oczywiście, nie potrafił oprzeć się zabiegom Aurory, niech mu Dobra Bogini i Berenika wybaczą. Gdy tylko zapalił płomień, co przyszło mu bez najmniejszego trudu, ujrzał jak dziewczyna wdzięcznym ruchem rozwiązuje pasek i zrzuca tunikę. Przywarła do chłopaka, objęła ramionami, pocałowała. Gdy oddał pocałunek, rozpuściła włosy, które opadły na twarz Marcusa, oszałamiając zapachem. Nie była to woń wyszukanych perfum, jakich używała w podobnych sytuacjach księżna, ale świeży zapach ziół. Wcale jednak nie mniej upajający i podniecający. W tej chwili Marcusa opuściły wszelkie skrupuły. Przecież to nie jego wina, że w taki sposób został wychowany, że podsuwano mu urodziwe służki i gwardzistki, które wykonując polecenia margrabiny, a może i dodając sporo własnej ochoty, przyzwyczaiły młodego panicza do częstego i łatwego zaznawania miłosnej przyjemności. Kochał Berenikę, ale po prostu nie potrafił odrzucić Aurory, a tym samym i oferowanej przez nią rozkoszy. A w zamian chciała tylko mocy, której i tak miał zwykle nawet w nadmiarze. No, niekoniecznie samej mocy. Przekonał się o tym, gdy zaczęła pieścić palcami jego przyrodzenie, obdarzając przy tym niekończącym się pocałunkiem i wolną ręką prowadząc dłoń chłopaka ku własnemu, wilgotnemu już i ciepłemu otworowi. Tak, Aurora zdecydowanie nie chciała zadowolić się samą tylko magiczną siłą.
     Nie odmówił ani dotyku dłoni, ani miłosnej służby ust, języka i zębów. Dziewczyna rewanżowała się tym samym i wkrótce znaleźli się na posłaniu, splatając w uścisku oraz sprowadzając na siebie wzajemnie doznania gorąca, dreszczy, uniesienia i zespolenia. Tak, zespolenia, uwolnienia i wypełnienia, bo w końcu oddał przecież moc, a Aurora przyjęła ją razem z nasieniem.
     Jak zwykle osłabiony, leżał na plecach, a ona wtulała się w jego ramię. Nie miał właściwie większej ochoty na rozmowę, ale Aurorę musiała rozsadzać energia, jak każdą czarownicę po pozyskaniu mocy.
     - Jesteś niezwykle silny, Marcusie. Przecież robimy to dzisiaj już po raz drugi, i jeszcze rzuciłeś ogień podczas bitwy. A jednak znowu poczułam twoją moc. Nic dziwnego, że te wiedźmy tyle mogą, skoro dajecie im taką potęgę.
     - To nie do końca tak. Berenika ostatnimi czasy narzekała i powiedziała nawet, że w ten właśnie sposób domyśliła się, że musiałem używać czarów. Bo oddawałem zbyt mało mocy.
     - Często się z nią kochałeś?
     - Ostatnio prawie codziennie. Potrzebowała wiele magicznej siły – dodał niejako w formie usprawiedliwienia.
     - I potem chciała cię zabić? Nie chodzi już nawet o twoją moc, ale na dodatek oddajesz ją w sposób bardzo przyjemny. Prawdziwa z niej wilcza suka, miałeś szczęście, że udało ci się uciec.
     -Tak, miałem szczęście i pomógł mi Demon – wolał zmienić niewygodny temat.
     - Demon i twój własny rozum, książę. Nasi ludzie opowiadali mi o tym. Nie każdy wpadłby na to, żeby wykorzystać konia. A ona chciała cię zabić, bo domyśliła się, że potrafisz rzucać czary. Właściwie, to tylko jeden, czar ognia. Gdzie się tego nauczyłeś? - Aurora nie dała zbić się z tropu. - Przecież wasi mężczyźni nie znają magii.
     I cóż miał na to odpowiedzieć? Myślał gorączkowo, gdy wtem pomysł nasunęły mu dawne słowa Lady Berengarii.
     - Dobrze, powiem ci, ale obiecaj, że nikomu tego nie powtórzysz.
     - Nie mogę czegoś takiego obiecać, jeśli okaże się to ważne dla naszych ludzi.
     - To nie ma nic wspólnego z Ludem Północy. - Omal nie użył słowa „barbarzyńcy, w ostatniej chwili ugryzł się w język.
     - Skoro tak, to mów. Obiecuję.
     - Tego czaru nauczyła mnie siostra, jeszcze w Międzyrzeczu, skąd pochodzę.
     - Siostra? Ale po co? Wiedźmy nie robią takich rzeczy, nawet dla braci. Zwłaszcza dla braci.
     - Mirella zrobiła, bo czegoś ode mnie chciała.
     - Chciała? Za coś takiego mogłeś zapłacić tylko w jeden sposób. Dałeś jej swoją moc, to masz na myśli?
     - Tak. Nie była zbyt urodziwa, poślubiła właśnie pierwszego męża i zależało jej, żeby wywrzeć na nim wrażenie. A on nie dawał jej dość mocy, by wystarczyło na wszystko. Na lekcje magii z matką oraz na poprawianie urody.
     - I dlatego spała z własnym bratem? Te dziwki są zdolne do wszystkiego, a to nas nazywają barbarzyńcami.
     - To nie trwało długo, wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że mogę już oddawać nasienie oraz moc. A gdy tylko służki powiadomiły matkę, że stałem się do tego zdolny, że stałem się mężczyzną, nałożyła mi ochraniacz. I zaraz potem sprzedała do Siedmiu Bram.
     - Ty też nie okazałeś się wcale lepszy. I ciekawe, w jaki sposób te służki dowiedziały się o twojej gotowości?
     - To powiedz lepiej, skąd sama brałaś do tej pory moc? To nie jest nawet taka wielka tajemnica, Marta zdążyła już to i owo wygadać.
     - Masz rację, to żadna tajemnica i żaden powód do wstydu. Nasi mężczyźni potrafią gromadzić moc, wielu zna nawet takie czy inne czary. Ale ich krew jest słaba, rozmyta. Minęło wiele pokoleń, odkąd ostatni magowie, którzy uciekli z rąk wiedźm, schronili się u nas, wśród Wolnych Ludzi Północy. Ja też pochodzę z ich krwi.
     - Ale ta krew zdążyła się już rozmyć.
     - Tak, to prawda. Wy, tam na południu, dobieracie się ze sobą niczym przy hodowli koni. Prawdziwie szlachetnie urodzeni. My nie robimy takich rzeczy.
     - I dlatego wasza krew stała się słaba. Musiałaś zbierać moc od wielu kochanków, żeby rzucić jakiś czar.
     - To żadna hańba. Nie mamy innego wyjścia. Nasi mężczyźni wolno gromadzą magiczną siłę. Trwa to całe tygodnie, nawet miesiące, zanim któryś zdoła rzucić jakiś czar. Jeżeli w tym czasie nie zmarnuje tej swojej mocy, rzecz jasna. Więc oddają ją nam, kobietom. Dzięki temu możemy bronić się przez tymi sukami z Południa.
     - Wasi mężczyźni potrafią posługiwać się magią?
     - Wielu tak. Nikt im tego nie zabrania. Cóż jednak z tego, skoro mało który zdoła zebrać dość mocy? Żeby zapalić tę lampę, każdy z nich musiałby gromadzić siły przynajmniej przez dwa tygodnie. I w tym czasie nie mógłby kochać się z żadna kobietą. Tego nie wyobraża sobie większości z nich. Rezygnują więc z czarowania, oddają moc bez żalu, a my łączymy w sobie ich siłę. Co prawda, często i tak jej brakuje. Ale teraz to się zmieni, bo mam ciebie. - Pocałowała namiętnie Marcusa. - Wiem już, co potrafisz.
     - Naucz mnie używania magii.
     - O nie, uratowałeś mnie i chyba cię lubię, ale wtedy może nie chciałbyś oddawać tak chętnie swojej mocy.
     - Pożądasz jej równie silnie jak te panie z Południa, których tak bardzo nienawidzisz i którymi pogardzasz.
     - Tylko po to, żeby bronić naszych ludzi. Ta suka z Siedmiu Bram najeżdża nasze ziemie od lat, a przedtem czyniły to jej matka, babka, prababka. Od wielu, wielu lat.
     - Ale po co? Na Południu opowiada się o was straszne rzeczy. Macie być krwiożerczymi potworami, spragnionymi łupów i gwałtów, napadającymi na spokojnych wieśniaków. Sam już zauważyłem, że to chyba nie do końca prawda. Widzę, że to księżna na was najechała. I jak mówisz, czyni to od dawna. A przedtem czyniły jej poprzedniczki. Czego tu szuka? Wasze ziemie są surowe i niezbyt bogate. Wy sami również.
     - Nie pojmujesz? Żyjemy tu prosto i pewnie ubogo w porównaniu ze wspaniałościami, do których musisz być przyzwyczajony. Ale mamy coś, czego pragnie Wilczyca. Coś, czego pragną one wszystkie.
     - Lady Berengarii zawsze najbardziej zależało na mocy. Na mocy i władzy, którą dzięki niej posiada.
     - Sam sobie odpowiedziałeś. Właśnie tego u nas szuka. Mocy i czarów. Gdy już spali wioski i grody, jako okupu żąda naszych ludzi, którzy znają jakieś zaklęcia. W ten sposób powiększa swoją wiedzę.
     - Co się później z nimi dzieje?
     - Nie wiemy. Nigdy nie wracają. Pewnie ich zabija, gdy już wszystko jej pokażą. Chociaż nie są dla niej niebezpieczni, bo powoli gromadzą moc. Jak już powiedziałam, żeby zebrać siły na zapalenie tej lampy, potrzebowaliby tygodnia albo więcej. Wystarczy co jakiś czas pozwolić im na miłość z kobietą i stają się niegroźni. Może nawet robi to sama Wilczyca, albo ten jej suczy pomiot, twoja żona. Skoro aż tak pożądają każdej kropili mocy. Powinieneś wiedzieć o tym więcej niż my tutaj.
     - Nie wiem. Czy myślisz, że dopuszczano mnie do takich spraw? - Przyszło mu jednak do głowy, że lochy Złotej Bramy mogą kryć niejedną jeszcze tajemnicę poza tymi, które wiedźma uznała za stosowne mu pokazać.
     - I godzicie się na coś takiego?
     - Nie mamy innego wyjścia. Żyje się tu ciężko i bez zapasów zginiemy. A dzięki temu zyskujemy chwilę wytchnienia, gdy przyciśnie nas zbyt mocno. Tak jak w tym roku. Ojciec musiał zawrzeć taki układ, ale zerwał go, zanim doszło do jego realizacji. Zerwał, bo mamy ciebie.
     - Nie znając żadnych innych czarów, niewiele wam pomogę.
     - Mylisz się, Marcusie. Już bardzo nam pomogłeś. I pomożesz jeszcze bardziej. Dasz mi syna, może niejednego. Synów czystej krwi, którzy będą zbierać moc równie szybko jak ty. Odrodzisz siłę magii wśród Ludzi Północy. A wtedy niech próbują! Wilczyca, jej krwawy pomiot czy ktokolwiek inny! Pożałują, gorzko pożałują. I te zamki na przełęczach też już ich wtedy nie osłonią.
     - Zaczynasz mówić dokładnie tak, jak lady Berengaria, którą podobno pogardzasz.
     - Tak, pogardzam i nienawidzę. Nienawidzę tej krwawej suki, jej córki i wszystkich tych szlachetnie urodzonych dziwek, podobnych twojej żonie i siostrze. Za to, co zrobiły moim ludziom, za to, co chciały zrobić mnie, nawet za to, co zrobiły i chciały zrobić tobie.
     - Tak, księżna chciała cię zabić, mnie również. Jest potworem, to prawda. Ale to jeszcze nie powód, żeby mścić się na wszystkich ludziach z Południa.
     - Zapominasz o swojej żonie, która omal cię nie zabiła, bo poznałeś jakieś czary i uznała cię za niebezpiecznego? Bo czarować nauczyłeś się od własnej siostry, która wykorzystała cię, żeby stać się piękniejszą w oczach swojego gacha i dzięki temu brać od niego więcej mocy?
     - To nie do końca tak, nie wszyscy są tam aż tak źli. - Zrozumiał, że zaplątał się we własnych kłamstwach i pobudził nimi tylko gniew Aurory.
     - A jacy? Ty też nie potrafiłeś w niczym się im sprzeciwić!
     - A niby jak miałem to uczynić? Z tym przeklętym ochraniaczem? Prowokowany i pobudzany na różne sposoby? Myślisz, że to takie łatwe? I nie zapominaj, że spaliłem tego zwyrodnialca, pana Czwartego, w którego ręce wydała cię księżna.
     - A wiesz dlaczego? Bo nie przyjęłam jej nędznej propozycji.
     - Jakiej znowu propozycji?
     - Wiesz, czego ode mnie chciała? Chciała, żebym rodziła synów poczętych z nasienia jakiegoś pana „szlachetnej krwi”! - Ironia i nienawiść w głosie dziewczyny nie pozostawiały złudzeń, co myśli o takiej „szlachetności”. - Może nawet z twojego nasienia. Synów, od których te suki czerpałyby później jeszcze więcej mocy. Nie zgodziłam się.
     - I wtedy postanowiła cię zabić.
     Nie zdziwił się. Tak, to byłoby nawet podobne do księżnej. Widząc charakter i nienawiść Aurory, lady Berengaria uznała cały ten plan za zbyt niebezpieczny. Ostatecznie, z jakąś tam barbarzyńską „księżniczką” nie miała pewnie czasu i ochoty obchodzić się aż tak oględnie, jak z własną córką. Skoro nie dało się wykorzystać jej jako rozpłodowej klaczy, to zawsze można było sprawić przyjemność sir Oswaldowi. Zaspokoić jego najbardziej chore i wyuzdane fantazje, rojenia o zamordowaniu jakiejś pani błękitnej krwi, by tym bardziej pobudzić i wycisnąć z magicznej siły, niczym przejrzały owoc. Przypomniał też sobie obelgi, które Aurora wykrzykiwała wówczas również i pod jego adresem. Teraz stały się w pełni zrozumiałe. I wtedy, w ostatniej chwili, niespodziewanie wtrącił się właśnie on, lekceważony i traktowany niczym podręczne źródło mocy oraz rozpłodowy buhaj książę Marcus z Międzyrzecza, czy raczej z Siedmiu Bram. Wtrącił się i zainicjował ciąg wydarzeń, które doprowadziły do obecnej sytuacji.
     - Tak, ale ty mnie uratowałeś. - Dziewczyna nagle zmieniła ton i pocałowała chłopaka w usta. - Niczym prawdziwy, szlachetny książę z dawnych opowieści.
     - Czyż mogłem postąpić inaczej, gdy chodziło o piękną księżniczkę? - Uznał, że w tej akurat chwili odrobina galanterii nie zaszkodzi.
     - Nie jestem żadną księżniczką! - Oburzenie i złość Aurory wydawały się prawdziwe, znowu wpadła w poprzedni, gniewny nastrój. - Nie porównuj mnie do tych szlachetnie urodzonych dziwek. Może one są łase na takie głupie słówka, ale ja na pewno nie!
     - To jak mam o tobie myśleć? Jako o barbarzyńskiej czarodziejce?
     - To już lepiej. Przepraszam. Wiem, przecież mnie uratowałeś. I pomagasz naszemu ludowi. Pomagasz i pomożesz jeszcze bardziej. - Z typową dla kobiety zmiennością nastroju przeszła od gniewnej tyrady, do czułego wtulenia się w ramię chłopaka.
     - Naprawdę myślisz o... Mówiłaś poważnie o tym... Odrodzeniu siły magicznej krwi?
     - Pewnie, że tak. Wszyscy tego oczekują. I to wcale nie byłoby takie przykre, mój dzielny książę. Możemy łatwo się o tym przekonać.
     Poszukała dłonią przyrodzenia Marcusa i jej palce przystąpiły do działania, które powoli uniemożliwiało mu jasny tok myślenia.
     - I teraz nie jestem już tym nędznym kundlem, za jakiego mnie miałaś i z którym na pewno nie chciałabyś począć synów?
     - Wtedy, to byłoby coś innego, przecież wiesz. I jeśli obiecasz, że nie nazwiesz mnie więcej księżniczką, ja daruję sobie tego kundla, zgoda?
     Lekko ścisnęła genitalia, po czym zdecydowanie uchwyciła penisa i kilka razy przesunęła dłonią w górę i w dół, drażniąc spodnią stronę fallusa, jak najbardziej lubił.
     - Dobrze, moja barbarzyńska czarodziejko. O ile dam radę, przecież to już trzeci raz dzisiejszego dnia. I jeszcze mamy za sobą magiczną bitwę.
     - Na pewno potrafisz. - Zamknęła mu usta pocałunkiem. - W końcu do czegoś takiego cię szkolono. A i ja też coś tam umiem. I w tej chwili nie zależy mi zresztą na samej mocy. Zależy mi na tobie. Pozwól, że wszystkim się zajmę.
     Wtuliła się jeszcze ciaśniej, jej palce wzmogły starania nad sztywnością fallusa, usta poszukały najpierw uszu, które leciutko przygryzła, a potem warg Marcusa, język wtargnął pomiędzy zęby i splótł się z jego własnym. Odpowiedział ochoczo, odnajdując dłonią jej gorący już i wilgotny punkt rozkoszy. Odtrąciła po chwili rękę chłopaka i wpełzła na ciało kochanka. Pochyliła się w taki sposób, że kształtne piersi kołysały się tuż przed twarzą Marcusa. Pochwycił jeden z sutków ustami, ssał i lekko przygryzał. Pozwoliła na to, zajęta wprowadzaniem sztywnego już od dawna penisa we własny, gotowy na przyjęcie oczekiwanego gościa otwór. Ponownie poczuł bijący z włosów dziewczyny zapach świeżych ziół. Fallus trafił wreszcie na właściwe miejsce, Aurora uniosła biodra i rozpoczęła galopadę. Zamierzał wyjść jej na spotkanie, ale położyła mu dłonie na torsie i przycisnęła kochanka do posłania.
     - Ja sama, pozwól. Tak chcę.
     Gdy opadł bez ruchu, ponownie pochyliła się nad jego twarzą i mógł sięgnąć wargami drugiego sutka. Nie przerywała przy tym galopady. Mówił prawdę, po dwóch razach oraz magicznej bitwie żar budził się z pewnym trudem, poczuł jednak pierwszą iskierkę. Poczynania dziewczyny rozpalały ją powoli, zupełnie, jak gdyby rozdmuchiwała popioły w zimowym obozowisku zagubionym gdzieś tutaj, w zasypanej śniegiem ziemi Północy. Rozdmuchiwała wytrwale ten płomyk, nadal omiatając włosami twarz chłopaka i dorzucając tym samym suchego chrustu do wątłego jeszcze ognia. Ten jednak zaczął narastać, ożywiany ofiarowanym mu paliwem. Czuł, że otoczony ciepłą wilgocią i pobudzany ruchem bioder wprawnej amazonki fallus sterczy już dumnie, zdecydowany wytrwać aż do samego końca. Ona też musiała to poczuć, wzmogła bowiem tempo jazdy i wydawała pierwsze, ciche jęki rozkoszy. Przeszły one w coraz głośniejsze okrzyki zadowolenia, zakończone wreszcie drgnięciem całego ciała Aurory. Nie ukrywała własnej rozkoszy, jego własny żar nadal nie zdołał jednak trysnąć na zewnątrz. Wypełniał go już gorącem, rozpalał w najbardziej przyjemny sposób, ale nadal nie potrafił wydrzeć się z trzewi chłopaka. I tym samym utrzymywał w stanie graniczącej z bólem ekstazy. Pragnął trwać tak bez końca, przyzwyczajony dotąd do szybkich raczej erupcji. Aurora podjęła jednak przerwany na krótko galop. Obecnie bardziej może kłusowała niż przechodziła w cwał, ale powolne, posuwiste ruchy bioder obojgu im sprawiały im rozkosz. Pojękiwała cicho lecz nieustannie. Czując, że długo już nie wytrzyma, poderwał biodra. Nie protestowała, wydała tylko serię głośniejszych jęków. Uderzył jeszcze kilka razy, znaleźli wspólny rytm i wreszcie żar wydostał się na zewnątrz. Tym razem, to on krzyczał głośniej, doznając rozkoszy uwolnienia. Znajome ssanie i nieuniknione osłabienie przyjął jak coś normalnego. Opadł bezsilnie na posłanie, nie wiedział, czy zdołał ofiarować dziewczynie wystarczającą ilość mocy i nasienia. Wystarczającą, by wzmocnić jej magiczny potencjał przed możliwą, kolejną konfrontacją z panią Siedmiu Bram, albo by począć w niej nowe życie, którego zdawała się tak pragnąć dla dobra swego ludu. W tej chwili nie dbał ani o jedno, ani o drugie. Liczyło się tylko to, że oboje znaleźli rozkosz. Wiedział jednak, że pewnie to ważne dla niej, dla jego barbarzyńskiej czarodziejki.
     - Czy poczułaś przypływ mocy?
     - Tak, książę. Mniejszy niż poprzednio, ale zawsze. Mówiłam, że potrafisz. I nie przejmuj się, znajdziemy jeszcze dość okazji, przy których dasz mi dość mocy  i nasienia.
     Opadła na niego, poczuł na torsie jej piersi, twarz utonęła w jej włosach, usta spotkały się pocałunku.

5 142 czyt.
100%4613
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 3349 słów i 18319 znaków.

13 komentarze

 
  • Lolek2

    Lolek2 · 24 lutego

    Narzekaja wszedzie ze malo ludzi czyta...  a tu nefer zamiast cos z tym zrobic, to mu sie pisac nie chce   

  • Lolek2

    Lolek2 · 24 lutego

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 16 lutego · 193202087

    Zupełnie nie rozumiem, co Marcus próbuje osiągnąć tymi wszystkimi kłamstwami. Jeśli już uda mu się uwolnić, pozbyć starej wiedźmy i dołączyć do Bereniki, będą mieli na starcie swoich rządów wroga na północy - i być może za kilkanaście lat ten wróg będzie potężniejszy niż kiedykolwiek, bo synowie Marcusa dojrzeją do oddawania mocy. Czy nie lepiej byłoby wyjawić Aurorze prawdę, że wiedźma Berengaria uwięziła córkę i sama przyjmuje jej postać? Oszczędziłby w ten sposób żonie nienawiści barbarzyńskiej czarodziejki.

  • Almach99

    Almach99 · 15 lutego

    Fajny odcinek. Z jednej strony sporo sie dowiadujemu o swiecie Miedzyrzecza.  
    Marcus musi sie jeszcze duzo nauczyc, by wypelnic zadanie jakie Na niego czeka. Jakie? Czas pokaze

  • Asano

    Asano · 13 lutego · 210931549

    @nefer na pewno nie opuszcze. Nikt mnie do tego nie zmusi! Nawet zona- chyba ze zacznie czarowac i braknie jej mocy po raz kolejny- super piszesz- nawet ksiazek Cooka i Mastersona tak szybko i z takim zainteresowaniem nie pochlanialem!

  • Mily

    Mily · 10 lutego · 193944193

    Ósmy

  • emeryt

    emeryt · 10 lutego · 202091556

    @nefer, na jednym z twoich komentarzy przeczytałem że masz w planach zaliczenie Szkocji i Walii. Polecam zainteresowaniem się siecią kanałów angielskich i wynajęciem łodzi. Fajna oferta - polecam.

  • Lordvader

    Lordvader · 9 lutego · 201438593

    Długo kazałeś czekać, ale warto było. Trochę skomplikowane te wszystkie relacje między ludzkie, ale to dodaje smaczku tej opowieści. Niecierpliwie czekam na cd.

  • Asano

    Asano · 8 lutego · 210931549

    Ooo tak! Super!

  • emeryt

    emeryt · 8 lutego · 202091556

    @nefer, z tego odcinka erotyzm aż wytryskuje gejzerem.  
    Wspaniale wyjaśniłeś sporo kwestii dotyczących tych którzy posiadają moc, oraz tych którzy nie cofną się przed niczym aby ją zdobyć. Dziękuję za ten kolejny, wspaniały odcinek, ale warto było czekać. Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

  • PLMatrix

    PLMatrix · 8 lutego

    Zajebiste cześć,czekam na kolejne części i czekam na wieści o potomstwie jego z barbarzyńka

  • AnonimS

    AnonimS · 8 lutego

    Bardzo skomplikowana ta intryga. Ale należy podziwiać zdolność rządzenia Berengarii. To wymuszanie oddawania wiedzy o czarach świadczy że patrzyła daleko w przód. Stawała się coraz bardziej potężna i mnożyla zdolności w stosunku do innych szlachetnych pań . Aurora z ludu barbarzyńców okazala mu wiecej serca i uwagi niż szlachetne panie. Na jego miejscu miałbym się nad czym zastanawiać. Pozdrawiam

  • nanoc

    nanoc · 8 lutego

    Jak poprzednie części świetne - chcę być czarodziejem