Nowy Świat Czarownic, cz. 31

Księżna jako pierwsza otrząsnęła się z szoku. Nie traciła czasu na okazywanie zbędnych uczuć, o ile w ogóle odczuwała jakiekolwiek po nagłej, okropnej śmierci czwartego męża. Może tylko gniew. Zajęła się tym, co najważniejsze.
     - Ogłosić alarm! Trzeba schwytać tę dziewczynę! Teraz to już na pewno nie mogła zachować żadnej mocy!
     Aby jednak wprowadzić w życie te rozkazy musiała najpierw opuścić wóz, natychmiastowe ruszenie w ślady Aurory uniemożliwiała przedzielająca pomieszczenie krata, obecnie zbyt gorąca, by choćby dotknąć jej dłonią. Marcus również odstąpił i pomimo nadal odczuwanego osłabienia podążył za Lady Berengarią. Podnoszenie alarmu okazało się właściwie niepotrzebne, eksplozja mocy poderwała na nogi cały obóz, ogólne zamieszanie utrudniało jednak szybkie wszczęcie skutecznego pościgu.
     Księżna obejrzała pobieżnie rozbitą ścianę wozu, spojrzała na ciemne wody rzeki oraz majaczący na przeciwległym brzegu las. Marcus miał nadzieję, że uciekinierka potrafi pływać i skorzystała z tej najlepszej drogi ucieczki. Sprzyjał jej fakt, że kwaterę sir Oswalda ustanowiono na uboczu. Wiedźma doszła zapewne do podobnych wniosków i rozesłała towarzyszących jej zbrojnych z rozkazami, wzywając oficerów, starając się zaprowadzić porządek oraz zorganizować poszukiwania. Gdy zostali przez chwilę sami, chłopak posłyszał jej wypowiedziane do siebie słowa.
     - Ale jak to możliwe... Ona nie mogła... W jaki sposób zdołała zachować tyle mocy?
     Szybko jednak otrząsnęła się z zaskoczenia, nadbiegającym żołnierzom wydawała rozkazy zdecydowane i precyzyjne. Nie zapomniała też o Marcusie.
     - Odprowadzić księcia do jego kwatery i strzec jak oka w głowie. Sir Waldemara i sir Rogera również. Nic nie może im się stać, odpowiadacie za to własnymi głowami. - Następnie zwróciła się bezpośrednio do chłopaka - Nie ma tu teraz lady Bereniki i to ja muszę zapewnić ci bezpieczeństwo, sir Marcusie. Oczywiście, gdy tylko powróci powiadomię ją, że nic ci się nie stało. Możesz być o to spokojny i czekać na wizytę mojej córki.
     Odprawiony w ten sposób, stracił możliwość bezpośredniego śledzenia wydarzeń. Już w drodze do namiotu mógł jednak zauważyć, że rozkazy Lady Berengarii przynosiły efekty. Obozu nikt nie atakował, dobrze wyszkoleni i doświadczeni żołnierze nie ulegli panice, szybko przywracano porządek. Zapewne wkrótce rozpoczną się zorganizowane poszukiwania Aurory, obejmujące również drugi brzeg rzeki. Czy zdoła uciec? Miała nadzieję, że tak. Jeżeli dobrze pływa i potrafiła pokonać nurt, schroniła się już pewnie w lesie. Powinna znać okolicę, a w ciemnościach, we wrogim, obcym sobie terenie zbrojni księżnej nie dopadną jej tak szybko. O ile w ogóle. Szanse uciekinierki wydawały się więc całkiem spore. Tak czy inaczej, on sam i tak uczynił już dla niej wszystko, co tylko mógł.
     Siedząc w namiocie i nasłuchując dochodzących z obozowiska odgłosów – nie, nadal nikt jeszcze nie podniósł triumfalnego okrzyku oznajmiającego o schwytaniu dziewczyny – zaczął wreszcie rozmyślać o własnej sytuacji. Powtarzano mu cięgle, że gromadzi wielką moc, ale nie przypuszczał, że aż taką, że potrafi użyć jej z tak piorunującym skutkiem. Poprzednim razem, podczas szturmu gródka, nie poszło tak dobrze. Zabił dzisiaj człowieka, ale nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia. Prawdę mówiąc, gdyby musiał, uczyniłby to jeszcze raz. Sir Oswald nie był zresztą człowiekiem tylko potworem. Potworem stworzonym po części przez wiedźmę, która pobudzała i wykorzystywała dla własnych celów jego chore żądze, ale i tak nienawidził pana Czwartego z całej duszy. Czyż nie opowiadano jednak w ten sposób o wszystkich mężczyznach, którzy w dawnych czasach posługiwali się mocą? Popadali w obłęd, nienawidzili wrogów, zabijali i niszczyli... Czy również jego samego czeka podobny los? Przypomniał sobie ostatnie chwile Anity i to wspomnienie odegnało wszelkie wątpliwości. Postąpił właściwie, a sir Oswald dostał dokładnie to, na co od dawna zasługiwał. Tu nie chodzi o wybuch szaleństwa wywołanego korzystaniem z magii, przeciwnie, to on usunął ze świata szaleńca prawdziwego i niebezpiecznego.
     Tylko co dalej? Czy wiedźma raz jeszcze da się nabrać i uwierzy, że wszystko stało się za sprawą tej Aurory, która ponownie użyła mocy? Tylko skąd by ją wzięła w takiej sile i dlaczego nie posłużyła się nią już w trakcie bitwy? Wtedy, gdy mogłaby jeszcze odwrócić jej losy i uratować pobratymców? Przecież próbowała i miałaby się hamować w ogniu walki?
     Poczuł lodowaty chłód. Lady Berengarii z pewnością nie brakowało rozumu i wszystko to nie może umknąć jej uwadze, gdy tylko spokojnie rozważy ostatnie wydarzenia. Czy zdoła przy tym odrzucić odwieczne uprzedzenia i dopuści myśl, że oto on sam stał się pierwszym od wieków magiem – mężczyzną? Czy domyśli się, że to jej własna córka pokazała mu, jak posługiwać się mocą? Tego nie wiedział, ale czy wolno mu ryzykować? Cóż jednak mógł uczynić? Może powinien spróbować ucieczki? W obozie panuje rozgardiasz, wielu zbrojnych rozproszyło się po okolicy. Może Sudrun zechciałaby i zdołała mu pomóc? Pomimo tego, w jaki sposób ją potraktował?     Szybko zdał sobie sprawę z bezsensu tych desperackich planów. Księżna otoczyła go baczną strażą, czy już coś podejrzewa? A on sam nie dysponuje w tej chwili żadną mocą! Zużył ją całkowicie w niedawnej, ognistej eksplozji. Nie chciał, a zresztą i nie potrafił jej kontrolować.  Tego musi się jeszcze nauczyć. O ile pożyje wystarczająco długo. Ale Lady Berengaria nakazała też strzec i ochraniać własnych mężów... To w sumie zrozumiałe, wobec możliwego zagrożenia obozu. A przecież wiedźma potrzebuje ich wszystkich. Teraz bardziej nawet niż poprzednio. On sam jest wyjątkowo silnym dawcą mocy. Na pewno księżna nie uczyni niczego pochopnie. Z czasem powinien też zgromadzić magiczną siłę, najdalej do jutra. Ale czy kiedykolwiek zdoła zaskoczyć prawdziwą mistrzynię czarów, jeżeli ta będzie miała się na baczności? I pozostaje jeszcze ten przeklęty ochraniacz, wzmocniony zaklęciem, które tylko ona potrafi zdjąć.
     Ostatecznie nie zrobił nic. Odgłosy zamieszania stopniowo cichły, obóz powracał do stanu normalnego, nocnego odpoczynku. Aurory chyba nie schwytano, nadal nie posłyszał żadnych odgłosów radości i triumfu. Dalsze poszukiwania traciły sens i w końcu zostaną zapewne przerwane.
     Ocknął się o świcie. Tym razem obudził go nie strażnik, ale dotyk dłoni pani i małżonki, to znaczy, oczywiście, przeklętej wiedźmy, występującej pod postacią Bereniki.
     - Cieszę się, mężu, że nic ci się nie stało. Matka opowiedziała mi o wszystkim, ta Aurora... To  naprawdę mogło okazać się niebezpieczne. Ona chyba nie kontrolowała swojej mocy. Gdyby użyła jej w ten sposób w prawdziwym lochu, bez żadnych zabezpieczeń...
     - Czy musimy udawać nawet teraz i tutaj? Powiedz lepiej, pani, czy schwytano dziewczynę?
     - Niestety, nie. To odpowiedź na twoje drugie pytanie, książę. A jeśli chodzi o pierwsze, to przybyłam tutaj jako twoja małżonka, by skorzystać z należnych mi praw i będzie lepiej, jeżeli dostosujesz się do mojego życzenia.
     - Jak rozkażesz, Milady, to jest pani i żono. A więc to ta Aurora zachowała jednak moc i użyła jej w chwili, gdy sir Oswald.... Gdy pan Czwarty zamierzał okazać jej swoje względy? Księżna zapewne opowiedziała ci o wszystkim, wiesz więc, jak to się odbyło – dodał, cokolwiek złośliwie.
     - Razem z matką nie widzimy innego wyjaśnienia. W jakiś sposób zachowała jeszcze moc. Z pewnością nie została właściwie wyszkolona, ci barbarzyńcy nie posiedli jednak wystarczającej wiedzy w dziedzinie posługiwania się magią i może nie potrafiła sięgnąć na zawołanie do wszystkich swoich rezerw? Dopiero awanse nieodżałowanego pana Czwartego dostarczyły jej jakiegoś bodźca? Kto wie? To chyba najbardziej prawdopodobne.
     - I po tym wszystkim uciekła? - Odetchnął z podwójną ulgą.
     - Musiała przepłynąć rzekę i ukryć się w lesie. Nasi zbrojni nie zdołali jej tam odnaleźć i nawet matce trudno mieć im to za złe.
     - Może okazać się niebezpieczna.
     - Tak. Cała ta kampania może okazać się trudniejsza i bardziej niebezpieczna niż sądziłyśmy. Być może, matka będzie zmuszona zmienić pierwotne plany. Teraz, gdy straciła jednego ze swoich mężów, tym bardziej ja mogę się wykazać. Nie odmówisz przecież mocy prawowitej, ukochanej pani i małżonce? Nie odmówisz magicznej siły, gdy najbardziej jej potrzebujemy?
     - To po to tu przyszłaś?
     - Oczywiście. Bez twojej mocy nie poradzimy sobie z barbarzyńcami, zwłaszcza, gdy okazało się, że ta Aurora potrafiła zebrać gdzieś taką jej ilość. Kto wie, do czego jest jeszcze zdolna?
     - I z tego powodu Lady Berengaria wezwała cię do obozu?
     - W taki sposób będzie nam wszystkim łatwiej. Sam się przekonasz, mężu.
     Nie zamierzała tracić czasu i szybko przeszła do rzeczy. Przyklęknęła, rozpinając pas, ściągając spodnie oraz gatki „małżonka”. Równie sprawnie zdjęła ochraniacz, drażniąc przy tym dłonią genitalia chłopaka.
     - Czy życzysz sobie, bym usłużyła ci tak, jak lubisz, mężu i panie? - Uśmiechnęła się przekornie, nadal klęcząc i skierowanym w górę spojrzeniem szukając oczu chłopaka.
     - Nie... Nie trzeba, lepiej nie... - Próbował odmówić, cokolwiek bezładnie, może chociaż raz zdoła oprzeć się sztuczkom wiedźmy?
     - Ależ tak... Marcusie, pragnę ofiarować ci rozkosz. Ostatnio zabrałam się do rzeczy zbyt szorstko i gwałtownie. Z pewnością nie odczułeś wystarczającej przyjemności i potem okazało się, że oddałeś niewiele mocy. Ale nie przejmuj się, to była wyłącznie moja wina. Czy zechcesz wybaczyć to swojej kochającej małżonce?
     Ujęła w palce uwolnionego fallusa, wodząc dłonią w przód i w tył. Chciał się odsunąć, uniemożliwiły to jednak opuszczone do kostek spodnie. Czy powinien i potrafiłby własną ręką uderzyć panią szlachetnej krwi? To niewyobrażalne! Całe jego wychowanie burzyło się przeciwko takiej myśli. Przymknął oczy, by przynajmniej nie widzieć twarzy i sylwetki Bereniki. Może wtedy zdoła zebrać wolę i siły? Ale oto poczuł jak zdradziecki fallus zaczyna sztywnieć. Wiedźma także to zauważyła, zdwoiła wysiłki, przy okazji ponownie drażniąc delikatnymi palcami klejnoty chłopaka.
     - Wybacz swojej ukochanej, panie i mężu. Wybacz, Marcusie. Dzisiaj sprawię się lepiej. Tylko pozwól, tylko nie przeszkadzaj... Sama zajmę się wszystkim, zobaczysz...
     Kojący, znajomy głos, a przede wszystkim narastające wbrew wszelkim zamierzeniom oraz składanym samemu sobie obietnicom podniecenie pozbawiły go jednak woli. Nie umiał podnieść ręki na damę, chociaż wiedział, pamiętał, że to wcale nie jest Berenika. Księżna wykorzystała ten pierwszy sukces i objęła sterczącego już w całej pełni fallusa ustami. Wciągnęła głęboko i przygryzła lekko zębami, może po to, by w tej ostatniej chwili nie próbował jeszcze wymknąć się z zastawionych sideł? Na to również się jednak nie zdobył, delikatny nacisk pobudzał w dwójnasób. Wiedźma użyła teraz warg i języka, dosłownie oplatając swój łup i otaczając go ze wszystkich stron zachłanną uwagą. Musiał przyznać, że nienasycona mistrzyni sztuki pozyskiwania mocy czyniła to lepiej niż Sudrun, lepiej niż Nadia, lepiej nawet niż... Nie, nie zdradzi Bereniki takimi myślami! Próbował cofnąć się odrobinę. Nowy uścisk zębów, delikatny wprawdzie ale zdecydowany, połączony z kolejnym szturmem wijącego się języka Lady Berengarii zdusiły w zarodku tę spóźnioną próbę buntu. Po chwili myśl o Berenice utonęła zresztą w narastającej, gorącej fali rozkoszy. Ostatecznie i tak wszyscy traktują go jak niewyczerpane źródło mocy, czyż zresztą do tego właśnie nie przeznaczyła panów szlachetnej krwi sama Bogini? A czyż on nie okazuje się w tym najlepszy, o czym słyszy przy każdej okazji? Czyż nie jest to słuszny powód do dumy?
     Porzucając i te, kotłujące się w głowie myśli, skupił się na upominającej się o swoje prawa i wyłączną uwagę kuli gorąca. Tak, właśnie tak! Z ust Marcusa wydarł się mimowolny jęk. Ujął dłońmi głowę, włosy, uszy kochanki. Ale nie po to, by ją uderzyć, czy choćby odepchnąć. O nie, przeciwnie, pragnął ją przytrzymać, sprawić, by jeszcze głębiej, jeszcze żarliwiej przyjęła jego penisa.
     Księżna miała jednak własne plany. Czując oraz słysząc dowody narastającego podniecenia kochanka pobudzała ten stan kolejnymi staraniami warg i języka. Wreszcie wybrała właściwą chwilę, by szybkim ruchem uwolnić przyrodzenie chłopaka, powstać na nogi oraz rozpiąć własny pas i opuścić spodnie. Objęła Marcusa i upadła na posłanie, pociągając go za sobą. Nadal trzymała chłopaka w ramionach, nie pozwalając zsunąć się ze swego ciała, gdyby nawet miał takie zamiary. Przekonała się jednak, że kochanek wcale o tym nie myśli. Odrywając prawą rękę, pospiesznie pomogła mu odnaleźć przyrodzeniem właściwe miejsce, po czym ponownie zamknęła młodzieńca w uścisku. Uniosła biodra, wychodząc naprzeciw jego pchnięciom. Bo pchał gwałtownie, wcale nie potrzebując jej zachęt.
     - Tak, ukochany. Mocniej, Marcusie! Nie żałuj sił! Mocniej!
     Nie miał pojęcia, czy Lady Berengaria udaje, by pobudzić jego własne podniecenie, czy też sama odczuwa pożądanie. Zapewne pożądała przede wszystkim magicznej siły. Niewiele go to jednak obchodziło, liczył się tylko zalewający wszystko przypływ gorąca, uczucie przepełnienia, a wreszcie uwolnienia.
     - Już! - zwołał triumfalnie. - Bierz tę swoją moc, mnie wystarczy rozkosz!
     Tryskał radośnie, nadal uderzając biodrami, a ona wychodziła mu chętnie naprzeciw, wciąż nie wypuszczając z objęć. Odczuł znajome już w takich wypadkach ssanie, ale przytłumiła je fala przyjemności. Tak doczekał końca swojej fontanny oraz nieuchronnego osłabienia. Legł bezsilnie głową na jej okrytych wojskowym kaftanem piersiach. Księżna z pewnym trudem wysunęła się spod ciała towarzysza. Spod przymkniętych powiek obserwował, jak doprowadza do porządku resztę stroju. Czy zdołał ją wreszcie zadowolić?
     Lady Berengaria pochyliła się nad chłopakiem, oczyściła genitalia jakąś szmatką i nałożyła ochraniacz. Z trudem uniósł się po pozycji półleżącej.
     - Zamierzasz może, pani i małżonko, skuć mnie na noc jak ostatnio? - Podniecenie opadło i nie przyćmiewało już myśli.
     - Nie, sir Marcusie. Nie ma dzisiaj takiej potrzeby, a ja naprawdę nie gustuję w zbędnych szykanach czy okrucieństwie. Zresztą wstało już słońce i nie spędzimy razem nocy. Matka wspominała, że ma dla mnie jakieś zadania. Po tym wszystkim będzie musiała zmienić plany kampanii.
     - Pewnie wyśle cię znowu z jakąś misją? Może rozkaże zniszczyć kolejną wioskę, albo pojmać następną księżniczkę?
     - Tak czy inaczej, opuszczę na jakiś czas obóz.
     - Skoro tak, to kiedy dostąpię zaszczytu ponownego ujrzenia mojej pani i małżonki? Czyż i ja nie okazałem się przydatny?
     - Z pewnością już wkrótce. - Obrzuciła chłopaka taksującym spojrzeniem. - Myślę, że nie będziesz musiał czekać zbyt długo.

5 686 czyt.
100%557
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2757 słów i 15695 znaków.

7 komentarzy

 
  • Lolek2

    Lolek2 · 3 lis 2018

  • Lolek2

    Lolek2 · 2 lis 2018

  • Almach99

    Almach99 · 14 paź 2018

    Odcinek ns uspokojenie emocji. Marcusa nikt nadal mie podejrzewa. Barbarzynska wiedzma uciekla. Moze byc bardzo ciekawie 😃

  • Mily

    Mily · 14 paź 2018 · 193944193

    Coś malutko.... Papierosa nie zdążyłem spalić przy opowiadanku

  • Lolek2

    Lolek2 · 13 paź 2018

  • ouroboros

    ouroboros · 12 paź 2018

    Ten odcinek poza uspokojeniem czytelnika co do losu Marcusa nie przyniósł żadnych nowości. Czekam na kolejny w nadziei, że będzie tak ekscytujący jak odcinek 30.
    Zauważam pewien dysonans, choć to może bardziej kwestia rozwoju postaci. Otóż Marcus raz jawi się jako rozpieszczony panicz, który rozczula się nad swędzącym nosem (wiem, że to dokuczliwe, ale odebrałam tę scenę z uczuciem żalu do Marcusa, że pozwala sobie na takie błahostki, gdy dzieją się tak straszne rzeczy dookoła), a innym razem jako strateg zdolny do wnikliwej oceny własnej sytuacji oraz coraz to bliższy umiejętnościami przewidywania samej Lady Berengarii. Choć oczywiście planowanie na razie mu nie wychodzi w ogóle, skupia się na analizowaniu tego co już się wydarzyło.

  • AnonimS

    AnonimS · 12 paź 2018

    Na razie Marcusowi się udało, ale kiedyś limit szczęścia sìę wyczerpie. Czyżby do trzech razy sztuka? Pozdrawiam