Nowy Świat Czarownic, cz. 21

Oczekiwał, że po tak udanym wieczorze Berenika zechce zaprosić go, by został na noc w jej komnatach. Nawet margrabina często postępowała w taki właśnie sposób. Księżniczka miała jednak najwidoczniej inne plany. Udała się do bocznego pomieszczenia po ochraniacz, którego odnalezienie zajęło jej niespodziewanie dużo czasu.
     - Wybacz, Marcusie, ale muszę to nałożyć.
     - Ale czy naprawdę musisz zrobić to już teraz? Liczyłem, że będę mógł zostać tutaj do rana. Z tobą.
     - Muszę to zrobić - powtórzyła. - Wybacz i nie utrudniaj, proszę.
     Twarz pani i małżonki przybrała barwę nieco czerwoną, błękitne oczy rzucały groźne błyski. Dodawało to jej urody, którą podziwiał w jasnym blasku świec, świadczyło też jednak o tym, że z trudem panuje nad wzburzeniem. Powstrzymał się od dalszych uwag i pozwolił na nałożenie przyrządu, co uczyniła gwałtownie i z pewną złością. Zrekompensowała to, niespodziewanie biorąc chłopaka w ramiona i obdarzając pocałunkiem.
     - Wybacz. Naprawdę musiałam. Obiecuję, że wszystko ci wynagrodzę – wyszeptała, gdy oderwał wargi dla nabrania oddechu.
     - Ale o co tu... - Zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem.
     - Nic już nie mów, Marcusie, proszę, nic już nie mów. - Ponownie złączyli się w namiętnym uścisku.
     - A teraz najlepiej będzie, gdy wrócisz do siebie. Obiecałam ci jutro wyścig i nie cofam danego słowa. Rano mam różne obowiązki, po południu matka też przewidziała dla mnie jakieś zadania, ale znajdę czas, gdy słońce stanie wysoko. Oczekuj wezwania, ale nie licz na to, że pokonasz księżniczkę Berenikę z Siedmiu Bram! Idź i wyśpij się dobrze.
     Odprawiony w tak dziwny sposób, nie zdołał spełnić ostatniego polecenia, czy też życzenia pani i małżonki. Zanim zdołał zasnąć, długo rozmyślał nad zadziwiającymi zmianami jej nastroju, których ostatnimi czasy doświadczał. Dokładnie od chwili, gdy za radą Sudrun ofiarował żonie Demona. Ściśle rzecz biorąc, konia ofiarować księżniczce nie mógł, gdyż i tak stanowił już jej własność, ale pomoc przy zdobyciu przyjaźni szlachetnego zwierzęcia i owszem. I oto od tej pory Berenika, skwapliwie z tej oferty korzystając, raczyła męża to gniewem, to znowu przejawami życzliwości. Tu i tam słyszał o zmienności kobiet, wiele na ten temat żartowano w koszarach i stajniach, często w grubiański sposób. Podobno miały ją okazywać niemal zawsze w dniach poprzedzających ich miesięczne krwawienie. Owszem, pani i małżonka wspominała o tym, że akurat krwawi, czego zresztą później nie zdołał potwierdzić, gdy dała mu ku temu sposobność, ale czy ta comiesięczna przypadłość mogła wytłumaczyć aż taki brak konsekwencji? Ciekawe, czy dotrzyma obietnicy urządzenia wyścigu? Ale przecież w tak ważnej dla męża sprawie nie mogła chyba żartować czy nagle zmienić zdania?
     Tą ostatnią myślą uspokajał się od rana, z rosnącą niecierpliwością oczekując na zapowiedziane wezwanie. Wzmacniając odczuwaną nadzieję, przywdział strój jeździecki. O wynik gonitwy nie martwił się wcale. Razem z Demonem zwyciężą bez trudu. Ten przyciężkawy Orzeł nie ma żadnych szans, chociaż musiał przyznać, że dziewczyna okazała się znakomitą amazonką. Tu przyszło mu do głowy pewne często słyszane z ust  stajennych i żołnierzy porównanie, pomyślał, że dotąd nie próbowali jeszcze z Bereniką w taki sposób, ale przecież nic nie stoi chyba na przeszkodzie? Moc i tak odda, gdy tylko ona tego zapragnie. Od takich myśli poczuł ból w ściśniętym ochraniaczem przyrodzeniu i nie dziwił się już, że wszyscy czterej mężowie margrabiny z taką radością przyjmowali wyczekiwane wezwanie na komnaty pani i małżonki.
     Wreszcie nadeszło i jego wezwanie, przyniesione przez służkę gdy słońce stało już naprawdę wysoko. Spodziewał się, że Berenika wyznaczy spotkanie w stajniach, ale dziewczyna przekazała zaproszenie na komnaty szlachetnej księżniczki, nie kryjąc przy tym pewnego rozbawienia.
     „Czy ta dziewka myśli, że my... A właściwie, dlaczego nie miałaby tak pomyśleć? Ja byłbym gotowy.”
     Małżonkę zastał jednak nie w uwodzicielskiej sukni, jak poprzedniego wieczora, ale również w stroju jeździeckim.
     - Przepraszam, że musiałeś czekać, ale zatrzymały mnie nagłe obowiązki – powitała Marcusa.
     - Nic nie szkodzi, spodziewałem się jednak, że spotkamy się w stajniach. Ta dziewczyna wyobraża sobie chyba, że my tutaj... - Nie dokończył
     - Nie obawiaj się, nie zapomniałam o mojej obietnicy. Zaraz tam pójdziemy, pomyślałam jednak, że wolałbyś, gdybym ten ochraniacz zdjęła i nałożyła na osobności, w moich komnatach, a nie w miejscu, gdzie ktoś mógłby się napatoczyć. Przyznaj, to musi być dla ciebie przykre i krępujące.
     - Bo tak właśnie jest, Bereniko. Wiem, że wszyscy szlachetnie urodzeni panowie noszą taki przyrząd, ale jednak... Możenie nie zdążyłem się przyzwyczaić.
     - Może i nie, ale przede mną nie musisz się wstydzić. Opuść spodnie, proszę.
     Gdy wykonał to polecenie i małżonka bez zbędnych słów ściągnęła pierścienie, penis wyprostował się w pełnym wzwodzie.
     - O, naprawdę nie masz się czego wstydzić, Marcusie. Czyżbyś był naprawdę gotowy?
     - To przez twoją obecność i te wszystkie myśli... - Poczuł, że jednak się czerwieni.
     - A o czym to myślałeś?
     - Pani, może o tym nie wiesz, ale uwierz, po pewnym czasie ten przyrząd pozwala myśleć tylko o jednym.
     - Bo chyba między innymi w takim właśnie celu został skonstruowany? I cieszę się, że również w twoim wypadku spełnia to zadanie - Roześmiała się szczerze, wrzucając ochraniacz do jakiejś szuflady. - Wybacz, nie powinnam... Prawdę mówiąc, ta dziewka może i tak bardzo nie myliła się w swoich przypuszczeniach. Ja również chętnie oddałabym się przyjemności przekazywania mocy. Ale obiecałam ci wyścig i chcę dotrzymać słowa. A gdybyśmy zaczęli od tego, to ja poczułabym przypływ energii, a ty popadłbyś w osłabienie. I tak zwyciężymy, ja i Orzeł, ale potem mógłbyś tłumaczyć przegraną swoją niedyspozycją. O nie, nie ma mowy, mój panie. Może później, chociaż nie mamy wiele czasu. - Trąciła lekko dłonią wciąż sterczące przyrodzenie chłopaka. - Podciągaj spodnie i ruszamy!
     Trochę czasu zmitrężyli jednak na przejście do stajni, a potem na przywitanie się z końmi i osiodłanie ulubieńców. Wobec tak poważnej próby, która czekała ich wszystkich, zarówno Marcus jak i Berenika woleli osobiście wszystkiego dopatrzeć. Wreszcie znaleźli się jednak na grzbietach rumaków i niespiesznie, pozwalając wierzchowcom na chwilę swobody, wyjechali na zamkowe błonia.
     - Cóż, Marcusie, nie mamy jednak wiele czasu, mówiłam już, że matka wezwała mnie później na odprawę, więc niech wystarczą trzy okrążenia wokół zamkowego wzgórza. Zaczynamy i kończymy tutaj, każdy może galopować tak blisko murów, jak tylko zechce i zdoła.
     Pomyślał, że ona z pewnością zna teren o wiele lepiej i pewnie zdoła to wykorzystać, ale czuł taką radość oraz pewność zwycięstwa, że nie dbał o podobne szczegóły.
     - Jak sobie życzysz, piękna księżniczko. Ale każdy wyścig powinien mieć stawkę. Może wyznaczymy fanty i nagrody?
     - A czego byś sobie życzył? Wiesz, że ja nie mogę... Może na krótko, ale nie na stałe.
     - Nie, nie o to chodzi, Bereniko. Ale jeżeli zwyciężę, zapoznasz mnie z Orłem, tak jak ja ciebie z Demonem, zgoda?
     - To chyba sprawiedliwe – odpowiedziała z pewnym wahaniem. - Ale co ty możesz dać w zamian mnie?
     - Demona już ci ofiarowałem – odparł zakłopotany. Rzeczywiście, pewny zwycięstwa, o tym szczególe nie pomyślał.
     - Już wiem – ucieszyła się Berenika. -  Chwaliłeś się, że znasz tysiące sposobów oddawania mocy. Pokażesz więc spośród nich tyle, ile tylko zechcę!
     - Przy takim fancie gotowy jestem przegrać, piękna księżniczko.
     - Tylko nie próbuj tłumaczyć potem w ten sposób porażki. Jazda!
     Ruszyli galopem, nie wypuszczając jeszcze koni w cwał. Na to przyjdzie pora później, zamek zajmował rozległą przestrzeń i dystans do pokonania podczas trzech okrążeń wydawał się spory. Marcus podążał śladem Bereniki, trzymając się o dwie, trzy długości z tyłu. Nie znał terenu i wolał uniknąć możliwych niespodzianek. Przekonał się zresztą wkrótce, że Demon bez trudu utrzymuje tę odległość, nie osiągając wcale pełni swojej szybkości w galopie. Berenika raz czy drugi usiłowała przyspieszyć i zgubić towarzysza. Bez powodzenia. Gdyby oboje z Demonem tego zechcieli, w każdej chwili mogliby dogonić księżniczkę i jej Orła. Chyba, że i ona ukrywała prawdziwe możliwości rumaka, chociaż nie widział powodu, dla którego miałaby to czynić. W końcu okolicę powinna znać jak własną kieszeń. Plan rozegrania gonitwy wydawał się więc prosty, trzymać się śladu dziewczyny, by na finiszu pokazać, co Demon potrafi w cwale! Ale przecież i ona musiała zdawać sobie sprawę z takiej możliwości. Sama przyznała kiedyś podczas pierwszej rozmowy na błoniach, niechętnie bo niechętnie, ale zawsze, że jego Demon może być szybszy, podczas gdy jej Orzeł jest bardziej wytrzymały i przyzwyczajony do jazdy po górach. Na co więc liczyła, wybierając gonitwę na długości zaledwie trzech okrążeń? Brak czasu, o którym tyle mówiła, nie mógł przecież stanowić wystarczającego wytłumaczenia.
     W taki sposób odbyli pierwszy objazd, starając się trzymać jak najbliżej murów fortecy, co nie zawsze okazywało się jednak możliwe. Wzniesiono ją w końcu na wzgórzu panującym nad górską przełęczą. Szeroką i dość łagodną przełęczą, ale przecież były to nadal góry, tu i ówdzie trafiały się stromizny, wystające z ziemi skalne ostrogi, zwały kamiennego rumoszu. Omijali je w galopie. Góry, które znał z Międzyrzecza, wydawały się mniej surowe. Berenika, doświadczona oraz dosiadająca przywykłego do takich warunków wierzchowca, ryzykowała bardziej, co i rusz  wybierając trasę wymagającą pokonania mniej dogodnego terenu, ale za to krótszą. Nie podążał wtedy jej śladem, odzyskując dystans dzięki większej szybkości Demona na płaskim gruncie. Znajdowali się już prawie w połowie ostatniego okrążenia, gdy dziewczyna zdecydowała się na decydujące posunięcie. Jedną z wysuniętych baszt zamku posadowiono na skalnym wysadzie, od którego odchodził wydłużony, niezbyt wysoki, ale posiadający dość strome zbocza pagórek, upstrzony pomniejszymi głazami wynurzającymi się z ziemi. Dotychczas księżniczka dwukrotnie objechała tę przeszkodzę ciasnym łukiem, a on podążył jej śladem, zachowując zresztą bezpieczniejszą odległość i nadrabiając potem stratę. Tym razem udała jednak tylko, że zamierza powtórzyć ten manewr, a gdy spostrzegła, że Marcus oddalił się nieco, pragnąc pozostać na bardziej równym terenie, niespodziewanie skierowała Orła wprost na pagórek, zamierzając przeciąć go w upatrzonym miejscu, umożliwiającym przejazd doświadczonemu jeźdźcowi, dosiadającemu równie obytego z trudnym podłożem konia. Domyślił się poniewczasie, że zapewne ćwiczyli tę sztuczkę od dawna i musiała znać to przejście wcześniej. Nie ośmielił się podążyć w ślady Bereniki, nie chciał ryzykować połamania nóg Demona. Przyspieszył i objechał pagórek maksymalnie ciasnym łukiem, ale mógł już tylko obejrzeć plecy małżonki, wyprzedzającej go teraz przynajmniej o kilkanaście długości. Ona również zwiększała szybkość, rozumiejąc, że nie czas już teraz na oszczędzanie sił.
     Zza załomu murów zamku wyłoniły się budynki stajni. Pojął, że nawet nadzwyczajna prędkość Demona w cwale nie pozwoli mu już nadrobić straty na tak krótkim dystansie. Pozostała ostatnia szansa. Aby osiągnąć miejsce, z którego wyruszyli i które wyznaczyli jako metę, należało objechać zagrodę, przeznaczoną dla osobistych koni księżniczki. Przypomniał sobie, jak odgrażała się kiedyś, że przeskoczy to ogrodzenie, gdy ociągał się z otwarciem bramy podczas jej pierwszej przejażdżki na Demonie. Pospiesznie spełnił wówczas polecenie dziewczyny, nie chcąc jej bez potrzeby narażać. Podejmowanie takiego wyzwania na nieznanym sobie wierzchowcu byłoby szaleństwem. Ale w jednym miała wówczas rację. Demon, lżejszej budowy niż Orzeł, był śmiałym skoczkiem i w Międzyrzeczu radzili sobie z przeszkodami całkiem dobrze. Co prawda, nie aż tak wysokimi, a tutaj należało skoczyć dwukrotnie. Ale jednak pokonywali już ogrodzenia niewiele niższe. Rozgrzany gonitwą zaryzykował, a potem było już za późno, by się wycofać, przynajmniej bez ujmy na honorze. Na szczęście, wytrenowane nawyki nie zawiodły ani jeźdźca, ani konia i zanim Marcus zdążył zastanowić się, co właściwie czyni oraz poczuć strach, Demon pofrunął nad pierwszym ogrodzeniem, a po chwili również nad drugim. Chłopak ochłonął dopiero wówczas, gdy wyhamował w miejscu wyznaczonym na metę wyścigu. Dumnym spojrzeniem powitał nadjeżdżającą Berenikę.
     - A jednak, ktoś potrafi wyprzedzić księżniczkę Siedmiu Bram – zawołał triumfalnie.
     - Nie myśl, że to koniec – żachnęła się odruchowo. - Żądam rewanżu, tak szybko, jak tylko okaże się to możliwe!
     Nadbiegli zwabieni wyścigiem stajenni oraz inni gapie, wolni od służby żołnierze, czeladź. To nie mogło dziwić, ale obecność samej Lady Berengarii i owszem. Nadeszła od strony wejścia do wysokich komnat zamku, otoczona świtą kilku oficerów. Czyżby przerwała jakąś naradę na wiadomość o niezwykłej gonitwie? Musiała zdawać sobie sprawę, jak nikt inny, co oznaczało jej odbycie. Zebrani rozstąpili się z szacunkiem, Marcus pospiesznie zeskoczył z konia, nie wypadało witać panią księstwa z wysokości siodła. Berenika pozostała natomiast na grzbiecie Orła.
     - Gratuluję, książę. Oto moja córka znalazła wreszcie godnego rywala. Nie przesadzałeś, mówiąc, że jeździsz równie dobrze jak Sudrun!
     I znowu nie omieszkała przypomnieć o osobie gwardzistki. Swoją drogą, nigdzie dziewczyny nie zauważył. Niemożliwe, żeby przegapiła takie wydarzenie i taki wyścig. Przez chwilę poczuł niepokój, pomyślał jednak, że pewnie ma służbę, a tymczasem duma ze zwycięstwa zalewała go bez reszty.
     - Domagam się rewanżu, choćby zaraz! - powtórzyła księżniczka. - Niech tylko konie chwilę odpoczną. Jeszcze zobaczymy, kto jest lepszy.
     - Chętnie, gdy tylko zechcesz, Bereniko.
     - Pamiętaj jednak o obowiązkach, córko. Oczekuję twojej obecności na dzisiejszej odprawie.
     - W takim razie tak szybko, jak tylko zdołamy. Najlepiej jutro!. Musimy ścigać się jeszcze raz i niech żadni bogowie nie próbują nam w tym przeszkodzić!
     Marcus pomyślał, że może nie powinien tak jawnie okazywać radości i zawstydzać w ten sposób swojej pani i małżonki na oczach świadków, a zwłaszcza Lady Berengarii. Ale co tam! Przecież zwyciężył w uczciwej rywalizacji, zwyciężył w ulubionych zawodach, dosiadając Demona, na co prawie przestał już liczyć. Jeżeli ona okaże z tego powodu małostkową urazę, to nie jest godna jego miłości!
     - Jak rozkażesz, moja piękna księżniczko.
     - To szykuj się na ten rewanż! I należy ci się obiecana nagroda, zapoznam cię z Orłem. - Na szczęście, obawiał się bezpodstawnie.
     - Przyjmę ją z radością, to znakomity koń i miałaś rację, w trudnym terenie, w górach, spisuje się lepiej niż Demon. Mogę się przy was wiele nauczyć. - Nie zaszkodziło podbudować samopoczucia Bereniki.
     - Twój fruwa za to niczym prawdziwy orzeł. Może nasze konie powinny zamienić się imionami? - Roześmiała się szczerze. - A wracając do fantów, to jednak miałbyś do ofiarowania coś jeszcze, niż tylko twój tysiąc sposobów. Chcę właśnie pofrunąć na Demonie! Co nie znaczy, że z tamtych twoich obietnic zamierzam zrezygnować. Zamierzam wygrać wszystkie twoje fanty po kolei. Jutro kontynuujemy, pamiętaj! A teraz czas zająć się końmi.
     Jak mógłby nie pokochać jej w takiej chwili? Pogodnie znoszącą porażkę, tryskającą radością życia, planującą srogi rewanż i gotową okazać życzliwość po przyszłym zwycięstwie, gdy wreszcie je odniesie.
     Berenika zeskoczyła na ziemię, zanim jednak zdążyła zrobić coś więcej, odezwała się Lady Berengaria.
     - Wiem, że zawsze sama dbasz o swoje konie, ale dzisiaj musisz odstąpić od tej chwalebnej zasady. Pojawiły się ważne sprawy do omówienia i oczekuję cię w moim gabinecie.
     - Chciałabym tylko oporządzić Orła.
     - Wybacz, ale naprawdę nie mamy na to czasu.
     - Dobrze, skoro tak sobie życzysz, matko i pani. Pozwól jednak, że zamienię najpierw kilka słów z moim mężem, sir Marcusem. Na osobności, w prywatnych komnatach.
     - Muszę nalegać, abyś to również odłożyła na później. Nadeszły ważne i nie cierpiące zwłoki wiadomości.
     - Przecież wiesz, o co chodzi, matko.
     - Tak, wiem Bereniko. Ale będzie lepiej, jeżeli sir Marcus zostanie teraz tutaj i zajmie się końmi. Nie obawiaj się, nic mu nie grozi, nawet bez ochraniacza, który, jak mniemam, zdjęłaś przed waszą gonitwą. Spodziewałam się czegoś takiego i na wszelki wypadek wysłałam tę Sudrun z jakimś pleceniem do Srebrnej Bramy, nie wróci wcześniej niż jutro.
     Chłopak poczuł irracjonalny przypływ gniewu. Cóż za grubiaństwo i brak manier! W zasadzie i tak wszyscy wiedzieli o ochraniaczach, ale o takich sprawach nie mówiło się zazwyczaj publicznie. I jeszcze te słowa o gwardzistce, zwykła złośliwość, czy próba ponownego skłócenia małżonków? Jeżeli to drugie, to tym razem strzała Lady Berengarii chybiła jednak celu.
     - Skoro tak sobie życzysz, matko i pani, to spełnię twoje rozkazy. Chodźmy. A ty, Marcusie, dopilnuj koni. Muszą być jutro w najwyższej formie! Spróbuj zaprzyjaźnić się z Orłem, nie cofam moich obietnic. A potem weź kąpieli i oczekuj mnie w moich komnatach. Nie obawiaj się niczego, chętnie spędzę ten wieczór we dwoje, z moim prawowitym, pierwszym małżonkiem.

5 492 czyt.
100%3510
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3224 słów i 18381 znaków.

10 komentarze

 
  • Robert72

    Robert72 · 4 cze 2018

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 13 kwi 2018 · 194008864

    Budzę się dziś rano, sięgam po tablet, widzę "o, Nefer wrzucił nową część!", czytam podeskcytowana, odkładam tablet i zasypiam z powrotem. Godzinę później budzi mnie budzik. Ogarniam swój dzień i wszystkie obowiązki, wieczorem orientuję się, że mało pamiętam z tego, co czytałam rano. Zaglądam jeszcze raz, żeby odświeżyć sobie tekst, a tu zonk - nie ma, nowa część mi się przyśniła :( I zaprawdę, powiadam Ci Neferze - to jest znak z niebios, żebyś nową część wrzucił wkrótce!

  • POKUSER

    POKUSER · 8 kwi 2018

    Kombinuje i kombinuje, ale i tak będę zaskoczony... Ale przynajmniej szare komórki nam na strongmanów wyćwiczysz

  • Milady

    Milady · 27 mar 2018

    Dużo się zadziało w tej części. Oj, dużo, a to zapewne dopiero czubek góry lodowej. Miłego wypoczynku

  • wiliino

    wiliino · 26 mar 2018

    mistrzu ostatnią jak to ostatnią w takim momencie?  czekaj ostatnią przed świętami uff   

    jak zawszę wszystko dopięte w każdym szczególe

  • PF

    PF · 26 mar 2018 · 280254689

    Czysty romantyzm ale nie infantylny. Zaczyna wygladac na narodziny uczucia miedzy mlodymi malzonkami.Piekny odcinek.Pozdrawiam.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 26 mar 2018 · 272297595

    Pierwsza! Akcja wydaje się rozwijać bardzi powoli, ale to pozorny spokój. Widać, że tuż za kulisami wręcz się kotłuje. Berenika zyskała moją sympatię, Berengaria to teściowa jak z kawału. A niechby jej wszystkie włosy wypadły. Marcus zachwycony wyścigiem i żoną jest chyba mniej zainteresowany wypadkami "za kulisami" niż my. Coraz mocniej przypuszczam, że Berengaria wplotła w ochraniacz Marcusa jakieś zaklęcie, które co najmniej informuje ją o poczynaniach młodych małżonków. Za to tracę na pewności, gdzie w tym wszystkim jest miejsce Anity.

  • AnonimS

    AnonimS · 26 mar 2018

    Możenie nie . 2 razy nie . Poza tym same superlatywy. Emocjonujący wyścig , pełen zaskakujących zwrotów i akcji. Z tym że ja bym nie chciał wygrać   . Bo jako mąż i tak niewiele znaczy a zwycięstwem Berenika zaimponowała by matce. A tak Marcus musi liczyć na szlachetność żony i to że przy okazji pojeździ konno bez ochraniacze. Tobie zaś  życzę ekscytujących Świat, zdrowo spędzonych zgodnie z planami.

  • ouroboros

    ouroboros · 26 mar 2018

    Cieszę się , że między małżonkami zawiązała się nić porozumienia oraz że nie dali się ponownie skłucić Lady Berengarii. W ostatnich częściach napięcie rosło do granic wytrzymałości i to rozluźnienie przyjmuje z wielką ulgą. Choć, znając Cię Autorze, wiem że to cisza przed burzą. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy intryg zagadek i domysłów.

  • nefer

    nefer · 26 mar 2018

    Dzień dobry. Zamieszczając tę ostatnią (zapewne) przed świętami część i zapraszając do lektury składam od razu wszystkim Czytelnikom życzenia udanych Świąt Wielkanocnych oraz ostatecznego nadejścia wiosny.