Nowy Świat Czarownic, cz. 15

15


     Oficjalna ceremonia przedstawienia i przyjęcia pierwszego małżonka Lady Bereniki, przyszłej pani księstwa Siedmiu Bram, wypadła sztywno i chłodno. Odbyła się już po zachodzie słońca, Marcusowi dano trochę czasu na kąpiel i stosowne przygotowania. Odpowiedni ubiór przywiózł w nielicznych bagażach. Z wygód osobistych apartamentów oraz dobrze zaopatrzonej garderoby skorzystała też z ochotą sama księżna, która wypadła olśniewająco. W stroju prostym i bez ostentacyjnie bogatej biżuterii, prezentowała się jednak dumnie i godnie, podkreślając swoją pozycję władczyni. Berenika przeciwnie, zgodnie z tradycją przybrana w wyszukane dworskie szaty, obwieszona klejnotami oraz zasiadająca na honorowym siedzisku w sali audiencjonalnej, sprawiała wrażenie o wiele mniej zainteresowanej i ożywionej niż wówczas, gdy małżonek ujrzał ją po raz pierwszy, w siodle, na zamkowych błoniach. Nie zważając na odczuwaną prawdopodobnie niewygodę, ozdobnego krzesła które zajmowała nie sporządzono bowiem z myślą o komforcie właścicielki, zachowywała wyniosłą, obojętną postawę. Jakaż różnica w porównaniu z ożywioną, pełną ciekawości, gotową do sporu i życzliwej rywalizacji amazonką, śmiało powodującą szlachetnym rumakiem. Porzucił nadzieję na szybkie przełamanie tego chłodu, sprowadzonego z pewnością przez mające pogrążyć go w oczach pani i małżonki zachowanie Lady Berengarii. Księżna udawała życzliwość, pozwalając na zabranie Demona i Sudrun tylko po to, by użyć ich obecności niczym zatrutej strzały, wypuszczonej zarówno w stronę własnej córki, jak i jej świeżo poślubionego męża.
     Ceremonia przebiegała zgodnym z tradycją, niespiesznym rytmem. Obydwoje wypowiadali konwencjonalne słowa i zdania, wykonywali przepisane obyczajem gesty. Upadł na kolana i przystąpił do wygłaszania mowy sławiącej urodę swojej pani, zapewniając przy tym o własnym oczarowaniu i zdumieniu. Ta część oracji mogłaby wypaść nawet szczerze, ale chłód w oczach Bereniki skłonił Marcusa do ograniczenia  krasomówczych popisów do niezbędnego minimum. Przyrzekł miłość, posłuszeństwo i wierną służbę. W odpowiedzi księżniczka podziękowała krótko za ofiarowaną gotowość, obiecała opiekę oraz łaskawe traktowanie. Wyciągnęła dłoń ku małżonkowi, co prawda raczej sztywno. Cofnęła ją też o wiele szybciej niż tam, na błoniach. Cofnęła, gdy tylko złożył stosowny pocałunek. Przynajmniej okazała następnie odrobinę życzliwości i pozwoliła mu wstać z kolan. Lekko obolały, przyjął to z zadowoleniem. Mogła przecież przetrzymać go dłużej, odpowiadając bardziej rozbudowaną przemową. Może współczuła mu jednak trochę? A może sama odczuwała narastającą niewygodę na swoim rzeźbionym tronie? Tu włączyła się Lady Berengaria, potwierdzając przyjęcie sir Marcusa, pierwszego męża swej córki i następczyni, w poczet członków dworu Siedmiu Bram. Herb z godłem księstwa przypięto mu do obroży jeszcze w zamku margrabiny, toteż tego elementu ceremonii nie trzeba było powtarzać.
     Księżniczka powstała z siedziska, zapraszając obecnych na ucztę. Zaoferował swojej pani i małżonce ramię, z którego zechciała skorzystać. Powiódł ją ku wskazanym mu uprzednio drzwiom do sali bankietowej, rozwartym w stosownej chwili przez służbę. Przeszli przez nie, otwierając pochód. Tutaj jednak pozycję prawdziwej pani zamku oraz najważniejszej osoby w księstwie na powrót przejęła Lady Berengaria. Musieli zaczekać, aż zajmie należne jej miejsce u szczytu stołu, odprowadzona z odpowiednim szacunkiem przez pierwszego męża. Marcus został mu już przedstawiony i poznał imię szlachetnego pana, Waldemara z hrabstwa Samotnej Wieży. Zasiadł on teraz po lewej stronie księżnej, w towarzystwie usadowionego poniżej drugiego męża, Rogera z księstwa Zachodnich Rozstajów. Ten ostatni musiał jednak poczekać, aż nowo poślubiony małżonek przywiedzie do stołu księżniczkę Berenikę, dla której przeznaczono miejsce po prawej ręce matki. Sam Marcus mógł cieszyć się krzesłem przy boku żony, awansował więc w porównaniu z niedawnymi przyjęciami na dworze margrabiny. Przynajmniej tyle! Pozostali dwaj mężowie Lady Berengarii nie pojawili się, nie zarezerwowano dla nich miejsc przy głównym stole, nikt też nie wspomniał o nich jednym nawet słowem. Czyżby naprawdę nie żyli, a księżna utrzymywała ten fakt w tajemnicy, jak głosiły niektóre plotki? Mogło być i tak, sir Waldemar oraz sir Roger sprawiali wrażenie mocno już posuniętych w latach. Mówiły o tym w niedwuznaczny sposób siwe włosy pana Pierwszego oraz nieokreślonego koloru, nędzne resztki czupryny pana Drugiego, sugerujące rozległą łysinę, litościwie skrywaną aktualnie przez beret. Marcus obserwował ich, podczas gdy swoje miejsca przy niższych stołach zajmowali dworzanie, oficerowie i urzędnicy w służbie księżnej, uznani za wystarczająco wysoko postawionych, by zaprosić ich razem z małżonkami na przyjecie z okazji pierwszego ślubu księżniczki. Obydwaj mężowie władczyni zamku wyglądali na o wiele starszych niż ich olśniewająca urodą pani i małżonka. Pomyślał nawet z odrobiną złośliwości, czy często korzysta z ich usług w łożu i czy potrafią ją zadowolić? Lady Berengarii nie brakowało temperamentu, zdążył się o tym przekonać. Może to dlatego zależało jej tak bardzo na uwiedzeniu samego Marcusa? I może dlatego brała jakoby kochanków z ludu, o czym także opowiadano, nawet  poza granicami księstwa?
     Oderwał się od tych myśli, podano bowiem pierwsze dania i wypadało usłużyć własnej pani i małżonce. Zgodziła się na to obojętnie, pozwalając, by pokroił na jej talerzu jakąś pieczeń i nalał wina do kielicha. Jadła jednak niewiele. Od czasu rozmowy na błoniach nie zamienili ani jednego słowa nie dyktowanego konwenansami. Obserwując Berenikę z bliska musiał przyznać, że przysłany portret w niczym nie schlebiał księżniczce, przeciwnie, jej uroda przewyższała wizerunek. Nawet teraz, gdy zachowywała się w sposób sztywny i chłodny. Gdyby jeszcze zechciała się uśmiechnąć. A raczej, gdyby on sam zdołał ją do tego nakłonić. Poczuł znajomy już ból zsyłany przez ochraniacz i przyjął to z radością. Czekała ich przecież noc poślubna i  nie miał obecnie żadnych wątpliwości, że stanie na wysokości zadania. Tylko jak sprawić, by porzuciła tę rezerwę? Jak sprawić, by spojrzała nań łaskawie, albo nawet gniewnie, ale z błyskiem w pięknych, błękitnych  oczach? Jaki temat zachęciłby ją na początek do prawdziwej rozmowy? Może coś o koniach? Z pewnością podzielali tę pasję. To jednak natychmiast przypomniałoby o Demonie i zwłaszcza o Sudrun... Dyskusja o łowach, którymi księżniczka także mogłaby się interesować, również przywiodłaby pewnie prędzej czy później do koni oraz osoby gwardzistki... Szczęśliwie, pomysł podsunęła mimowolnie Lady Berengaria, wygłaszając toast.
     - Za udane małżeństwo mojej córki i następczyni oraz jej pierwszego męża. Oby ofiarowywał ochoczo swoją moc i przyczynił się w ten sposób do obrony Siedmiu Bram oraz całego Królestwa przed barbarzyńcami!
     Gdy usiadł po opróżnieniu kielicha i pochylony w stronę Bereniki napełniał na nowo jej naczynie, skorzystał z okazji, by spróbować.
     - Na pewno walczyłaś już z tymi barbarzyńcami, pani. Musiałaś uczestniczyć w wielu potyczkach.
     - Tak, w kilku – odpowiedziała odruchowo. Nie było to wiele, ale zawsze stanowiło jakiś początek.
     - Z pewnością wykazałaś się odwagą i przyczyniłaś do zwycięstwa...
     - Niezupełnie, sir Marcusie. Matka nie pozwalała mi dotychczas na udział w prawdziwej walce. Używałam tylko łuku i oszczepu, z daleka – wyznała, trochę zmieszana. Docenił jednak szczerość. - Mówi, że nie powinnam się narażać, dopóki nie mam mocy, by właściwie się osłonić. Nie zdziałałam dotąd zbyt wiele.
     - To się teraz zmieni. Sam widziałem, jak księżna rozbiła skalny zawał. Wielkie głazy wzleciały w powietrze niczym stado ptaków. To potężna siła. Ty też tak potrafisz?
     - Nie! Przecież mówiłam, że nie mam mocy. Jeszcze nigdy jej nie poczułam i niczego pożytecznego nie mogłam się nauczyć. Ale bardzo bym chciała. Chcę bronić naszego księstwa i całego kraju. To mój obowiązek jako przyszłej pani Siedmiu Bram.
     - Czy ci barbarzyńcy są tak groźni i pokraczni, jak opowiadają to w południowych krainach?
     - Groźni na pewno, ale pokraczni? Są podobni do nas, tylko gorzej uzbrojeni i gorzej ubrani. Ale jest ich bardzo wielu. Żyją biednie i łakomym wzrokiem spoglądają na naszą krainę. Idzie wiosna, śniegi schodzą z przełęczy i pewnie wkrótce zaczną się ich napady. Wreszcie i ja naprawdę na coś się przydam. Muszę tylko zdobyć moc i nauczyć się nią posługiwać.
     Dalszą rozmowę przewały obowiązki. Berenice również przypadło wzniesienie toastu. Wyraziła w nim nadzieję, że dzięki swojemu małżeństwu bardziej niż do tej pory przyczyni się do chwały i bezpieczeństwa Siedmiu Bram. Potem pojawił się długi szereg uczestników uczty weselnej, składających gratulacje i ofiarujących prezenty. Wszystkim im należało łaskawie odpowiedzieć i podziękować. Na szczęście, czyniła to księżniczka, do niej kierowano zresztą większość życzeń. Wielu gości nazywało ich jednak dobraną parą, a kilka młodszych kobiet obrzuciło Marcusa ciekawymi spojrzeniami. On sam nie miał w tym wszystkim wiele do roboty, oprócz ćwiczenia różnego rodzaju uśmiechów i wypowiadania zdawkowych słów. Próba nawiązania konwersacji z własną panią i małżonką została jednak przerwana. Nie miał pojęcia, czy w jakikolwiek sposób zdołał osłabić jej niechęć. Cóż, przekona się niedługo w sypialni. W końcu najważniejszą częścią dzisiejszej ceremonii miała być właśnie konsumpcja małżeństwa. Księżna, która czuwała nad wszystkim, ogłosiła to wkrótce po ustaniu napływu gratulantów. W towarzystwie obydwu własnych mężów oraz kilkorga najwyżej postawionych domowników obojga płci odprowadziła nowożeńców do drzwi apartamentów Bereniki. Do środka weszli jednak już tylko w trójkę. No tak, do dopełnienia pozostał przecież jeszcze jeden akt. Akt przekazania świeżo poślubionego męża w wyłączne, bardzo osobiste władanie jego pani i małżonki. Odwlekło się to tymczasem na dłuższą chwilę, gdyż księżniczka zniknęła w jednej z bocznych komnat, by przebrać się przy pomocy oczekujących służek. Sam Marcus także otrzymał do dyspozycji niewielkie pomieszczenie, w którym mógł pozbyć się dworskiego stroju oraz skorzystać z miski z podgrzaną wodą. Żadnych usługujących dziewek nie zastał. Może to i lepiej, wcale mu ich nie brakowało. Uwinął się pierwszy, nie miał jednak zamiaru przebywać nago w towarzystwie Lady Berengarii oczekując na pojawienie się małżonki, wyszedł więc dopiero wówczas, gdy posłyszał ich głosy.
     - Nie mam ochoty na wino, matko. Poradzę sobie doskonale i bez tego.
     - Z pewnością, moja córko. Marcus to młodzieniec nadzwyczajnych talentów.
     - Znalazłaś już okazję, by się o tym upewnić.
     Zdecydowanie, chwila w której wyłonił się ze swojego pokoju nie okazała się najkorzystniejsza.  Na szczęście, zajęte rozmową panie nie zwróciły na niego początkowo uwagi, co pomogło ukryć rumieniec. Berenika przywdziała lekką koszulę z obszernymi rękawami, fałdy materii opadały do jej bosych stóp.
     - Uczyniłam to dla dobra naszego księstwa. Sama kiedyś to jeszcze docenisz.
     - Wolałabym również sama przekonać się o talentach mojego pierwszego małżonka.
     - Masz właśnie okazję, oto i on. Sir Marcus z Międzyrzecza, a teraz z Siedmiu Bram, twój mąż.
     - Stanie się nim naprawdę dopiero wtedy, gdy zdejmiesz ten ochraniacz, matko.
     - Oczywiście. I gdy ty nałożysz w to miejsce własny.
     - Na początek, zdejmij twój.
     Księżnej nie pozostało nic innego niż pochylić się lekko i uwolnić przyrodzenie Marcusa. Uczyniła to powoli, przeciągając poszczególne czynności. Wiedział dobrze, że potrafiłaby wykonać to zadanie o wiele szybciej. W końcu obręcze jednak zniknęły i członek wyprostował się w całej okazałości.
     - O, naprawdę będziesz mogła przekonać się o zdolnościach sir Marcusa. O potędze jego mocy również.
     - Proszę cię, matko, zostaw nas teraz samych. I zabierz ten ochraniacz, mam własny.
     - A ja mam nadzieję, że pamiętasz, jak właściwie go nałożyć. Musisz wykazać ostrożność, zachować właściwe odstępy. Ale przecież ćwiczyłyśmy to wystarczająco często.
     - Poradzę sobie.
     - Pamiętaj jednak, że najlepiej wchodzi wiesz kiedy... Na wszelki wypadek, każę może przygotować na rano wiadro lodu. Przynajmniej lodu, śniegu i zimnej wody w naszym księstwie nigdy nie brakuje.
     - To nie będzie potrzebne.
     - Należy jeszcze dodać magiczne wzmocnienia. Pokażę ci, jak to zrobić. To pierwsza nauka, którą pobiera nowa władczyni magii, gdy tylko posiądzie moc. Jako twoja matka uczynię to z przyjemnością, najlepiej od razu, jutro rano.
     - Poproszę cię o to, gdy uznam to za konieczne. Dziękuję.
     - Jak sobie życzysz, Bereniko.
     - Dziękuję, matko i pani – powtórzyła księżniczka, a Lady Berengaria zniknęła wreszcie za drzwiami.
     Przez dłuższą chwilę milczeli, oboje zakłopotani.
     - Podobno posiadasz nadzwyczajną moc, Marcusie. Matka nie mogła się nachwalić.
     - Jeśli zechcesz, obdarzę cię nią z ochotą, Lady Bereniko. - Wolał skierować rozmowę w innym kierunku, by szybko zatrzeć wspomnienie o słowach księżnej
     - To twój obowiązek jako mojego męża. A moim obowiązkiem jest przyjąć i wykorzystać twoją siłę.
     - Ale te obowiązki nie muszą okazać się nieprzyjemnymi, dla nikogo z nas. - Czy takich słów nie użyła kiedyś w podobnej chwili Lady Berengaria? Odegnał to wspomnienie. - Dziękuję, że odesłałaś księżną. I że nie będzie jej tutaj rano... Na pewno sobie poradzisz... poradzimy sobie razem, ze wszystkim.
     - Obyś miał rację, Marcusie.
     Odniósł wrażenie, że teraz to ona nie chce kontynuować tematu. Podjęła po chwili inny.
     - Wiesz... Jesteś całkiem przystojny. Obraz nie kłamał... No, może troszeczkę...
     - Ooo, a w czym konkretnie?
     - Twój... Twój penis jest teraz większy niż na tym portrecie.
     - To z twojego powodu, pani.
     - A wtedy przed kim tak się prężył? Przed wędrownym malarzem? - spytała przekornie.
     - Ten obraz namalował jeden z mężów mojej matki, podobno ma do tego talent, ale nie jest tobą i to pewnie dlatego wypadłem tak marnie. - Wolał nie wchodzić w inne szczegóły.
     - Nie wypadłeś aż tak źle, tylko teraz lepiej.
     - Za to ciebie, pani, nie da się porównać z nadesłaną podobizną. Jest urocza, ale przewyższasz ją jak słońce najjaśniejszą choćby świecę.
     - Widziałeś tylko samą twarz.
     - To wystarczyło.
     - Ale może chciałbyś ujrzeć coś więcej? - Czy to możliwe, że się uśmiechnęła?
     - Pewnie, że bardzo bym chciał! - Słowa te same wyrwały się z ust i niech demony porwią dworskie konwenanse.
     - To podaj jednak wino i chwilę poczekaj.
     Pospiesznie spełnił tę prośbę i nie oglądając się na pozwolenie napełnił dwa kielichy. Upili trunku, księżniczka sięgnęła pleców, rozpinając zapięcia koszuli.
     - Może pomogę... - Przypomniał sobie o wypowiedzianych niegdyś słowach Lady Berengarii. Czy ciągle musi porównywać obydwie te sytuacje?
     - Nie, ja sama... Nie tym razem. Mam takie suknie, których nie zdejmę bez pomocy służącej, to może wtedy... Ubiorę kiedyś którąś z nich, jeśli tak byś chciał, chociaż niezbyt je lubię. Ale teraz tylko patrz.
     Istotnie, poradziła sobie bez problemu i po chwili koszula opadła na podłogę. Sylwetka Bereniki okazała się zadziwiająco kobieca, a mając do czynienia z licznymi służkami na zamku matki był w stanie to ocenić. Zwrócił uwagę na gęsty, obfity zarost pomiędzy nogami dziewczyny. Nie stosowała chyba w tym miejscu żadnych specjalnych zabiegów upiększających, przed którymi nie stroniło wiele znanych mu dziewcząt.
     - Podoba ci się? - spytała z uroczą naiwnością.
     - Jesteś piękna. - Nie wypadło to zbyt błyskotliwie, ale nie zdołał prowadzić w tej chwili wyszukanej, dworskiej konwersacji. - Możesz rozpalić świece? - poprosił, zanim pomyślał, co właściwie mówi.
     - Nie potrafię! - rzuciła z nagłą złością. - Nie pamiętasz? Nie zaznałam nigdy dotąd mocy i niczego nie umiem! Nie potrafię zapalić płomienia, nie potrafię walczyć w bitwie, nie potrafię nawet przygotować magicznej osłony twojego ochraniacza! Czy matka  rozpalała w takich chwilach świece?
     - Tak, tak właśnie czyniła. - Było już za późno, by zaprzeczać. Oczywiście, zdarzały się sytuacje, w których Lady Berengaria wolała mroczną ciemność, gdy brakowało jej mocy, by oszukiwać go fałszywą młodością i urodą. Ale to tym bardziej nie nadawało się na temat tej rozmowy. - Weź moją moc, ofiaruję ci ją z ochotą, piękna Bereniko. A potem nauczysz się rozpalać świece. I jeszcze wiele innych rzeczy.
     - Tak, matka obiecała mi naukę, ale...
     - Ale co?
     Zamilkła. Po dłuższej chwili podjęła za to inny, bardzo kłopotliwy temat.
     - Księżna chwaliła twoją siłę... Wiem, że bardzo pożąda wszelkiej mocy. Czy... czy oddawałeś ją tylko raz?
     To było bardzo ważne pytanie. A jego odpowiedź jeszcze ważniejsza. Jeżeli teraz skłamie, a ona dowie się prawdy... A przecież zna ją całkiem spora liczba osób. Może to i sami zaufani księżnej, ale jeśli Berenika zacznie dociekać, co właściwie działo się podczas podróży z Międzyrzecza...
     - Nie... - Zdecydował się. - Zrobiłem to pierwszy raz na zamku, podczas tej próby. A potem... Potem jeszcze kilka razy w drodze do Siedmiu Bram.
     Zesztywniała. Wyczuł to, nawet jej nie dotykając, nawet w słabym świetle nielicznych, pełgających płomyków świec.
     - Ale dlaczego? Wiem, że potrafi być piękna i uwodzicielska, zna mnóstwo sztuczek, wiem, że wielu ulega jej władzy, właściwie, to prawie wszyscy. Ale myślałam... Myślałam... Coś ci obiecała? A może po prostu wolisz ją ode mnie? Niedoświadczonej, głupiej gęsi?
     - To nie tak, wiem, że potrafi uwodzić i kłamać, wiem, że jej uroda jest fałszywa...
     - To dlaczego? Uznałeś, że nie warto zabiegać o moje względy? Że lepiej pozyskać łaski potężnej księżnej niż jej córki, która pewnie długo jeszcze żadnej władzy nie posiądzie, która niewiele znaczy. Jesteś aż tak wyrachowany?
     - Nie dbam o jej władzę! Chciałem tylko mojego Demona!
     - Demona? Tego twojego konia?
     - Tak! Nosząc ten ochraniacz żaden mężczyzna nie może jeździć w normalnym siodle, nie może dosiadać konia takiego jak Demon! A ja go kocham, kocham prawdziwą jazdę i galop! Powinnaś to zrozumieć. Księżna... Ona zdejmowała te przeklęte pierścienie i pozwalała nam na nocne galopady. W zamian za tę moc, o której wszyscy tyle mówią.
     - I tak sprzedałeś się za konia... Sprzedałeś i mnie... Nie pomyślałeś nawet, że może naprawdę cię zrozumiem... Nie pomyślałeś, żeby poprosić mnie, swoją żonę...
     - Moja matka, margrabina, mój rzekomy ojciec, wszyscy dookoła powtarzali, że mężczyźni szlachetnego rodu zawsze muszą nosić te ochraniacze, że żadna pani i małżonka nigdy ich nie zdejmuje, tylko w sypialni.
     - A ty nawet nie próbowałeś... Wyjechałam ci na spotkanie... Nawet teraz... Nawet teraz chciałam, żeby było tak, jak mówiłeś... Żebyśmy oboje odczuli radość... Pomimo tego, co wygadywała matka. Przecież musiałeś słyszeć i rozumieć. A ona miała rację, sprzedałeś się za konia. Który w dodatku wcale nie jest twój. Obiecałeś go tej Sudrun, ale on należy do mnie. Jak ty sam i wszystko, co dostałeś w posagu. Chociaż ty bardziej należysz może do księżnej. Przynajmniej koń jest mój. Przynajmniej koń.
     - Demon sam wybiera sobie pana. Przekonasz się o tym.
     - Zobaczymy... A teraz... Masz swoje powinności sir Marcusie, pierwszy mężu Lady Bereniki, następczyni książęcego stolca Siedmiu Bram.
     - Co takiego, chcesz...
     - Ja też muszę spełniać moje obowiązki. Muszę i chcę pozyskać moc. Wszyscy tego oczekują i mają rację. No, może niekoniecznie wszyscy, ale tym bardziej żądam tej twojej siły. Nieważne, czy przyniesie to komukolwiek z nas radość.
     - Ale, przecież...
     - Sir Marcusie, obiecałeś okazywać posłuszeństwo oraz służyć swojej pani i małżonce. Nie dalej jak dzisiaj. Żądam więc twojego posłuszeństwa, twojej służby i twojej mocy. Natychmiast!
     Ruszyła w stronę łoża, a jemu nie pozostało nic innego, niż podążyć jej śladem. Upadła na posłanie, nie spoglądając nawet w stronę męża. Położył się obok, spróbował pocałować, dotknąć delikatnie jej sutków... Znał w końcu niejedną drogę do pobudzenia kobiety, dziewczęta na zamku matki wyuczyły go różnych pieszczot. Odepchnęła jego dłonie i usta.
     - Czy w taki sposób przekazuje się moc, sir Marcusie? Chcę twojej siły, a nie pocałunków.
     - Ale tak okaże się to pewnie nieprzyjemne...
     - Nieważne. Nie robimy tego dla przyjemności. I właśnie o tym nie chcę zapominać.
     Zrezygnował z prób przekonywania jej słowem czy też czynem. Na szczęście, jego fallus miał chyba własne zdanie na temat ich kłótni, bo nadal trwał w stanie imponującego wzwodu.
     - W takim razie, odwróć się i unieś na kolana. Wypnij tyłek, trochę wyżej.
     Bez oporu usłuchała tych instrukcji. Uklęknął i poszukał właściwego otworu. Pamiętał, że zarówno Anita jak i Lady Berengaria pomagały mu w takiej sytuacji wsunąć się w ich gorące, wilgotne wnętrza. Teraz nie mógł na to liczyć, ale poradził sobie po chwili starań. Co prawda, powitała go sucha pustynia. Poczuł bolesny opór, gdy wchodził członkiem. Wspomniał też życzliwe rady Sudrun na wypadek, gdyby Berenika nigdy jeszcze nie gościła w sobie kochanka. Może i było to prawdą? Jeżeli wierzyć gwardzistce, zaraz się o tym przekona. Chociaż i tak wbijał się z trudem. Z drugiej strony, nie miało to obecnie żadnego znaczenia. Zdążył już zrazić do siebie panią i małżonkę na różne sposoby, przesadna ostrożność nie wydawała się w tej sytuacji do niczego potrzebna. Pchnął mocniej, z ust Bereniki wydarł się jęk bólu. Cofnął się odruchowo.
     - Czy w taki sposób księżna Siedmiu Bram najchętniej przejmowała moc?
     - Tak, pani. Właśnie w takiej pozycji. - Wspominanie o  tajemniczej Anicie uznał za zbędne, chociaż i ona postąpiła dokładnie tak samo.
     - Więc na co czekasz? Ruszaj się!
     Objął dłońmi pośladki dziewczyny, wyprostował się, wyrzucając biodra do przodu i pchnął z całej siły. Tym razem oboje jęknęli, bynajmniej nie z rozkoszy. Przebił się jednak głęboko, może i rozerwał w tej chwili tę błonę, o której wspominała Sudrun? Nie zwracał na to uwagi, chciał tylko jak najszybciej wykonać zadanie i zakończyć ten przykry obowiązek. Uderzył raz, drugi i trzeci, przy akompaniamencie kolejnych jęków Bereniki. - „Sama tego chciała.” - Pomyślał z nagłą złością i pchnął jeszcze mocniej. Teraz i on jęknął. Niestety, fallus sterczał wprawdzie niczym kołek, ale Marcus nie mógł odszukać w swoim wnętrzu znajomego gorąca, żarzącej się, ognistej kuli, która narastałaby z niepowstrzymaną mocą, by w końcu przerodzić się w ogarniającą wszystko i przelewającą się falę. Suchość i opór wnętrza Bereniki nieco ustąpiły, czuł obecną w niej teraz wilgoć. Ból przy kolejnych pchnięciach stopniowo malał. Tylko dziewczyna nadal jęczała. Przymknął oczy i poszukał jakiejś przyjemnej myśli. Zdołał odrzucić fałszywą postać księżnej, czy to w uwodzicielskiej sukni, czy to w skórzanym uniformie i wysokich butach do konnej jazdy. To wszystko były jedynie kłamliwe majaki. Uczepił się zapomnianego, zdawałoby się, portretu księżniczki, skorej do uśmiechu twarzy z dołeczkami, otoczonej burzą rudozłotych włosów... Przeszedł następnie do wyglądu jej oblicza gdy spotkali się na błoniach, gdy przez chwilę rozmawiali jak przyjaciele. Zanim nie wtrąciła się Lady Berengaria. Błysk w rozjaśnionych, błękitnych oczach dziewczyny, proponującej natychmiastowe odbycie wyścigu... A wreszcie jej postać w słabym świetle, gdy opadła koszula... Ostatnia próba zdobycia wzajemnej przyjaźni, może nawet miłości... Po co, na wszystkie demony ciemności, zapragnął wtedy ujrzeć ją w lepszym blasku świec? Odegnał tę ostatnią myśl, pozostał wizerunek nagiej, smukłej i kobiecej zarazem sylwetki... Udało się... Poczuł wreszcie żar w podbrzuszu. Narastał powoli, z każdym kolejnym pchnięciem. Zamknął uszy na bolesne westchnienia Bereniki. Teraz nie chciał ich słyszeć. Pragnął tylko tej napływającej fali gorąca... Tak... Przelała się... Wyrzucił ją z siebie... I to uczucie ssania, znajome i oczekiwane... Tak właśnie zdarzało się to zawsze z panią szlachetnego rodu... Czy zresztą kochał się naprawdę z kimkolwiek innym, ze zwykłą dziewczyną z ludu? I osłabienie... Wyszedł z wnętrza księżniczki... Jej jęki ustały. Może dlatego, że przestała odczuwać ból, a może przepełniła ją fala pozyskanej mocy, niwelująca każdą dolegliwość? Odwróciła się i leżała obok na plecach, ale nie zaszczyciła męża ani słowem. Poczuł niezwykle obfitą wilgoć na opadłym już teraz członku. Sięgnął tam dłonią i zebrał jej trochę, uniósł ku twarzy. Nie mógł się mylić, nawet w nieszczęsnym, słabym blasku kilku świec palce ociekały czerwienią.

9 144 czyt.
100%3212
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4595 słów i 26029 znaków.

12 komentarze

 
  • Krytyk

    Krytyk · 17 sty 2018 · 201162590

    Zchrzaniłeś odcinek

  • AnonimS

    AnonimS · 13 sty 2018 · 201443589

    No właśnie zgadzam się z CzarnąKaczuszką. Kiedy można się spodziewać kolejnego odcinka? A tak na marginesie. Kolejny raz czytam PDK ....dotarłem do części 24. Pozdrawiam Autorze.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 11 sty 2018 · 202084568

    Miesiąc od ostatniego odcinka... tęsknimy :(

  • Ramol

    Ramol · 15 gru 2017

    Cóż tu komentować? Kupczenie ciałem młodych ludzi wchodzących w swe najpiękniejsze lata, budzących idee... Zamiast pięknych celów trafiają na podłość świata... Dzięki Ci Neferze za kolejną prawdę o naszym świecie... Mam nadzieję, wręcz jestem pewien, że w Twych tekstach znajdziemy zarówno optymizm jak i - trudną i wymagającą poświęceń - drogę do naprawy Rzeczpospolitej... I to każdej wymagającej takiej naprawy!

  • anonimS

    anonimS · 12 gru 2017 · 201440698

    "prawda Cię wyzwoli"... małżonkowie mają szansę ponieważ oboje  nie skłamali. więc łatwiej im będzie się dogadać. konflikt między paniami jest wyraźny. Córka wolałaby  dostać niesprawdzonego męża niż zgodzić się na testowanie go przez matkę. Ale nie miała na to wpływu. Natomiast dziwi mnie troszeczkę pytanie o ilość powtórzeń bo jaka to różnica czy raz czy kilka? warsztat pisarski bez uwag z dużą znajomością tematu. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

  • Gaba

    Gaba · 11 gru 2017 · 381258671

    Taaak...... Z kobietami nie zadziera się.... Nawet wtedy, jeśli to "tylko" Pani Teściowa a może "aż"? Ale wszystko przed Młodym, nauczy się pływać w tym stawie szczupakowym, będzie dobrze! Bardzo fajnie napisane, podoba się. Znakomite opisy i klimat tamtych czasów, no i piękny język! Neferze, życzę spokojnych świąt i dobrego nowego no i wracaj z ciągiem dalszym !!!

  • Milady

    Milady · 11 gru 2017

    Niezbyt udany początek związku. Jednak nie od razu Kraków zbudowano... Przypuszczam, że obecność Marcusa dodatkowo pogłębia niemy konflikt między matką a córką. Obie mają bardzo silne osobowości, więc autor ma szerokie pole do popisu. Oby świąteczna gorączka przyniosła wiele pomysłów  

  • POKUSER

    POKUSER · 11 gru 2017

    Takiej nocy poślubnej nie życzę nikomu... Choć z drugiej strony było się do teściowej nie dobierać. Ciekawe czy Berenika okaże się mieć charakter, czy jednak charakterek po mamusi. Coś się mi wydaje, że to dopiero początek problemów Marcusa. Musi nisko upaść, żeby móc piąć się na szczyty

  • mily

    mily · 11 gru 2017 · 193149919

    Ehh i znowu święta bez czytanka

  • Robert72

    Robert72 · 11 gru 2017

    Wzajemnie i udanych prezentów.   Jak dla mnie trochę szorstko wyszło to spotkanie  ale mam  nadzieję że dobro w ich sercach sprawi im prezent.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 11 gru 2017 · 202084568

    Pierwsza! Wesołych Świąt

  • nefer

    nefer · 11 gru 2017

    To ostatni odcinek opowieści w tym roku. Za kilka dni wyjeżdżam i wracam w styczniu. Dlatego już teraz życzę wszystkim udanych świąt oraz noworocznych szaleństw. Pozdrawiam i zapraszam.