Nowy Świat Czarownic, cz. 14

14

     Zgodnie z zapowiedzią księżnej, podróż trwała jeszcze niecałe dwa dni. Marcus z niecierpliwością wyglądał teraz Złotej Bramy, doświadczając lodowatej uprzejmości Lady Berengarii. Nie zniżyła się do okazywania jawnej wrogości, traktowała jednak młodzieńca niczym powietrze i nie zaszczycała rozmową, ograniczając się do nielicznych, wymuszanych koniecznością słów. Nie spodziewał się też, by zechciała jeszcze kiedykolwiek uwolnić jego przyrodzenie i pozwolić na swobodną galopadę na grzbiecie Demona. Nawet za cenę pozyskania mocy, którą jakoby posiadał i mógł obdarzyć nią damę szlachetnego rodu. Czy rzeczywiście mógł? W przypadku pani Siedmiu Bram miał obecnie co do tego niejakie wątpliwości. Na myśl o jej osobie, o fałszywej urodzie, którą tak skutecznie mamiła jego zmysły, odczuwał tylko obrzydzenie. Nie próbował wyobrażać sobie, jak wygląda naprawdę. Znając już próżność szlachetnej pani podejrzewał, że od dawna nikomu nie ukazuje się w swojej rzeczywistej postaci. Miałby nadal służyć jej w łożu, nadal tryskać nasieniem i mocą pod dotykiem jej dłoni, nadal pobudzać się  pieszczotami wiedźmy, zapewne obleśnej staruchy? Nigdy! Prędzej już podnieciłby się widokiem leśnego gnoma albo jaskiniowego goblina z ludowych bajań, z upodobaniem powtarzanych przez głupie dziewki i parobków. O ile znalazłyby się żeńskie przedstawicielki tych baśniowych stworzeń.
     Oddając się takim rozważaniom nie mógł jednak uciec przed myślą, że obecnie, gdy raz na zawsze odrzucił łaski władczyni Siedmiu Bram, tym ważniejsze stawało się spotkanie z jej córką, a swoją prawowicie poślubioną panią i małżonką. Jaka jest ta cała Berenika? Podobno młoda i urodziwa, jak zapewniała margrabina i jak wołała w gniewie sama Lady Berengaria. Tak też ukazywał księżniczkę otrzymany portret. Czy to jednak jej prawdziwa postać, skoro księżna potrafiła posunąć się do zdemaskowanego właśnie oszustwa? Może i prawdziwa... Przecież Berenika nie miała jeszcze męża, on sam został jej pierwszym poślubionym małżonkiem. Skąd wzięłaby więc moc, by zwodzić świat fałszywą urodą? Pocieszywszy się tym spostrzeżeniem, zrozumiał jednak szybko, że jej wygląd nie jest przecież najważniejszy. Jaki ma charakter? Jak przyjmie i potraktuje małżonka? Czy zna, albo domyśla się prawdy o intrygach matki? Czy Lady Berengaria realizowała swoje plany za wiedzą księżniczki? A może nie przejmowała się wcale opinią, jaką mogłaby i powinna mieć w tej sprawie własna córka? A jeżeli zdanie Bereniki w ogóle się nie liczyło i dziewczyna miała na dworze matki równie mało do powiedzenia, jak i on sam w zamku margrabiny? Czy powinien ujawnić przed nią to, co zaszło podczas podróży? Czy księżna zamierzała to ukrywać? Ludzi zabrała ze sobą niewielu, niewątpliwie najpewniejszych, co chyba o czymś jednak świadczyło... I czy on sam zdoła zdobyć przychylność pani i małżonki?
     Gryząc się tymi rozważaniami, gubiąc się w przypuszczeniach, znalazł tylko jedną osobę, z którą mógłby porozmawiać, z którą mógłby podzielić się obawami. Sudrun. Gwardzistka zasługiwała, by poznać prawdę, a zresztą i tak sporo już wiedziała o tajemnicach wspólnej podróży.
     - Musisz za wszelką ceną zdobyć przychylność tej Bereniki – podsumowała, gdy trafiła się okazja, by zdać jej relację z wydarzeń poprzedniej nocy. - Nieważne, wie o wszystkim czy też nie. Jej życzliwość zawsze się przyda.
     - Ale w jaki sposób? Jeżeli okaże się podobna do matki...
     - Z pewnością jest młoda i urodziwa. Własną, prawdziwą urodą. Słysząc, co wyprawia księżna, nie wierzę, by pozwoliła córce korzystać z mocy któregoś ze swoich małżonków.
     - O czym ty mówisz? Czy myślisz, że... - Wspomniał jednak, jak Lady Berengaria rzuciła niegdyś przypuszczenie, iż on sam mógłby oddawać nasienie Mirelli, własnej siostrze. Czy miałaby opory przed tym, co sugerowała Sudrun?
     - W Siedmiu Bramach wszystko jest możliwe, różnie mówią o tym dworze... - Gwardzistka zdawała się potwierdzać przypuszczenia Marcusa. - Ale to mało prawdopodobne. Pani Siedmiu Bram za bardzo pożąda tej potęgi, by dzielić się nią z kimkolwiek. Charakteru księżniczki nie znamy, jeżeli jednak chociaż w części jest prawdziwą kobietą, młodą dziewczyną, to nie zdoła oprzeć się twojemu urokowi, książę.
     - Co ty wygadujesz, Sudrun?
     - A to, że wszystkie służki na naszym zamku, a i gwardzistki zresztą też, chętnie oddawały się igraszkom z tobą i jeszcze chętniej uczyły cię sztuki miłosnej. Myślisz może teraz, że czyniłyśmy to na rozkaz dostojnej margrabiny, ale to nieprawda. A przynajmniej nie cała prawda. I przecież nie wyruszyłam z tobą tylko dla Demona...
     - Sudrun, ja...
     - Nie czas teraz jednak na takie rozmowy, Marcusie. Teraz najważniejsza jest Berenika. Bądź sobą, zachowuj się jak zawsze, a na pewno zyskasz jej życzliwość. A myślę, że nawet coś więcej...
     - Chyba, że wdała się w matkę, jest zimna, ambitna, wyrachowana i bezwzględna...
     - Może i tak... Ale nawet wtedy powinna pojąć, że stanowisz dla niej klucz do mocy i potęgi. I najlepiej, gdybyś oddawał tę moc z własnej woli i własnej ochoty. Przecież czegoś takiego pragnęła również Lady Berengaria. I chyba obawiała się sprzeciwu córki, Berenika nie może więc być zwykłą kukłą w jej ręku.
     - Nasze małżeństwo, chociaż prawowite, nie zostało jeszcze skonsumowane. Myślę, że księżniczka zechce uczynić to jak najszybciej...
     - Byłoby dziwne, gdyby nie chciała, Marcusie. Ja chciałabym na jej miejscu z całą pewnością, gdy tylko ujrzałabym cię na własne oczy. A tutaj w grę wchodzi jeszcze twoja moc, którą i ona potrafi przecież przejąć i wykorzystać... Musisz się tylko postarać, wiem, że to potrafisz, że  zadowolisz małżonkę pod każdym względem. Nieważne, czy bardziej pragnie tego jako młoda kobieta czy jako władczyni, pożądająca magicznej siły i potęgi.
     - Skoro tak mówisz... Mam nadzieję...
     - Musisz jednak okazać zrozumienie i delikatność... To może być jej pierwszy raz.
     - Jeżeli nawet, to co z tego? Poradzę sobie, jak sama powiedziałaś.
     - Oj, piękny książę... Ty chyba niewiele wiesz o kobietach, pomimo wszystkich twoich doświadczeń... Zresztą to nawet nie może dziwić. Margrabina z pewnością nie rozmawiała z tobą o podobnych sprawach, skoro nałożenie ochraniacza okazało się takim zaskoczeniem. A dziewczęta w zamku... I przecież ja sama również...
     - O czym ty mówisz?
     - Dobierano nas do służby przy twojej osobie bardzo starannie. I nie tylko pod względem urody... Żadna z nas nie była... no, dla żadnej z nas nie był to pierwszy raz.
     - To ma jakieś znaczenie?
     - Och, nigdy nie miałeś okazji zająć się dziewicą, dziewczyną, dla której byłbyś pierwszym mężczyzną, pierwszym kochankiem. Taki pierwszy raz potrafi okazać się dla kobiety bolesny, pojmujesz? Jeżeli chłopak nie okaże delikatności... Tak czy inaczej, musi wtedy rozerwać swoją włócznią błonę, którą każda dziewczyna ma w swym najtajniejszym miejscu... Niekiedy trzeba użyć siły, pchnąć mocno... Jeżeli postąpisz tak z Bereniką nie zachowując ostrożności, jeżeli nie wzbudzisz w niej chęci i uczucia, jeżeli poczuje ból i strach, jeżeli zrazi się do ciebie... Musisz uważać, książę...
     - Myślisz, że ona jeszcze nigdy? Ale dlaczego? Czyż nie powinna wprawiać się w sztuce miłosnej, tak jak i mnie uczono, co sama przyznajesz?
      - W sumie, powinna. To z pewnością by jej nie zaszkodziło. Potrafiłaby teraz lepiej i z prawdziwą ochotą przejmować moc szlachetnie urodzonego małżonka. Ale czy księżnej mogło zależeć na takiej nauce córki? Sądząc po tym, jak sama chciała cię wykorzystać? Może pragnie wręcz, by Berenika zraziła się do męża, zraziła się do ciebie, Marcusie. By niechętnie myślała o przejmowaniu twojej mocy? Wtedy więcej zostałoby dla samej Lady Berengarii.
     - Ale przecież ochraniacz...
     - Z pewnością coś by wymyśliła... A w tej chwili nadal nosisz przyrząd nałożony jej dłonią...
     - To nie ma znaczenia, teraz chyba nie potrafiłbym... Nie zdołałbym... Na samą myśl o pani Siedmiu Bram ogarnia mnie obrzydzenie.
     - Może to i lepiej, książę, ale postaraj się nie okazywać tego w zbyt jawny sposób. I pamiętaj, co ci tu mówiłam. Na pewno poznasz, czy jesteś pierwszym kochankiem Bereniki. Jeżeli nawet nie po jej zachowaniu, to poczujesz opór tej błony. Postępuj wtedy delikatnie i ostrożnie, rozerwij ją nie sprawiając niepotrzebnego bólu, a wszystko ułoży się dobrze.
     Złotą Bramę ujrzeli w blasku nisko już stojącego słońca. Obdarzało ono powodzią światła wysokie mury i wyniosłe baszty, wyłożone dachówkami oraz miedzią spadziste dachy, błyszczące wśród kamieni szyby okien. Wznosząca się na panującym nad szeroką, łagodną przełęczą forteca wydawała się potężna, o wiele silniej ufortyfikowana i rozleglejsza  niż zamek margrabiny, niż rodzinny zamek Marcusa. Nic dziwnego, nie raz stawiała przecież czoła najeźdźcom z północy, którzy docierali podobno aż tutaj. Co prawda działo się tak w dawnych czasach, obecnie potęga Lady Berengarii trzymała wrogów w ryzach. Oblana jasnością, z łopoczącymi na wietrze chorągwiami przedstawiającymi herb księstwa – bramę z na wpół uniesioną, zębatą kratą - twierdza nie prezentowała się jednak ponuro, przeciwnie, przywodziła na myśl raczej siedzibę bajkowej księżniczki-czarodziejki, a nie groźne narzędzie wojny i władzy. „Może to zresztą i prawda?” - Pomyślał Marcus. - „Oby tak się stało.” - Otuchy dodał mu widok kilku pomniejszych sztandarów ze znakiem Łabędzia, godłem Międzyrzecza. Powiewały wprawdzie na szczytach niższych wież, ale zawsze był to miły gest ze strony pani zamku. Tylko której? Lady Berengaria z pewnością zdążyła już zawiadomić przez wysłanego przodem posłańca o swoim powrocie, wątpił jednak, by obecnie dbała o takie uprzejmości. Czy to może sama księżniczka Berenika, jego pani i małżonka, poleciła wywiesić te chorągwie?
     Na spotkanie wyruszył im z bramy niewielki orszak, pod sztandarem ze znakiem Bramy. Zbliżał się szybko, prowadzony przez wyrywającego się do przodu jeźdźca. Marcus wytężył wzrok, nagrodzony widokiem zgrabnej, pewnie dosiadającej siwego konia dziewczyny o złocistorudych włosach. Nie mógł się mylić, to musiała być księżniczka we własnej osobie! Po chwili rozpoznał twarz pędzącej śmiało amazonki, bardzo podobną do tej z portretu. Najwidoczniej wyjechała naprzeciw matce, a może i świeżo poślubionemu, pierwszemu małżonkowi? Zapewne nie przystawało to damie szlachetnego rodu, która powinna oficjalnie powitać męża w sali audiencjonalnej, stosownie odziana i przyozdobiona, zamiast galopować na jego spotkanie w stroju łowczyni i wojowniczki, natychmiast poczuł jednak wobec Bereniki nić sympatii i zrozumienia. Na jej miejscu też rozpierałaby go ciekawość. Na swoim własnym też zresztą takową odczuwał!
     - Witaj, szlachetna pani i matko – zwołała dziewczyna, wyhamowując konia
     Zauważył, jak zręcznie powodowała wierzchowcem. Nie dorównywał wprawdzie jego Demonowi, ale obecnie i tak nie miał co marzyć o galopadzie na grzbiecie przyjaciela. Poczuł się za to nieswojo w męskim siodle, dosiadając niemrawej chabety. Co ona sobie o nim pomyśli? Weźmie męża za niedołęgę?
     - Ufam, że podróż upłynęła bez przeszkód? - kontynuowała Berenika.
     - A tak, dziękuję. Lawina zasypała wschodnią przełęcz i musiałam użyć nieco mocy, by przebić drogę, ale poradziliśmy sobie. W przeciwnym razie jechalibyśmy jeszcze kilka dni. Ja z kolei mam nadzieję, że i tutaj wszystko w najlepszym porządku?
     - Barbarzyńcy siedzą na razie cicho, ale nadchodzi wiosna i z pewnością nie potrwa to długo. Teraz i ja będę mogła przydać się na coś więcej, niż tylko rażenie ich strzałami i oszczepem!
     Zwracała się do pani Siedmiu Bram, ale jej wzrok kierował się ciekawie ku Marcusowi. Nie uszło to uwadze Lady Berengarii.
     - Radziłaś sobie dotąd znakomicie, ja również. I oby tak zostało. A czy dama twojej rangi nie powinna raczej oczekiwać przybycia małżonka w Wielkiej Sali? - zauważyła cokolwiek kwaśno księżna.
     - Wyjechałam na spotkanie z tobą, matko i pani.
     - Czyżby? Ale skoro już tu jesteś, wypada, byś przywitała sir Marcusa. A raczej, by to on powitał ciebie. Pamiętaj, że w Międzyrzeczu hołduje się obyczajom bardziej dwornym i wyszukanym niż w naszej dziczy. Twój mąż z pewnością nie przywykł do takiego braku manier. Nie przynoś nam wstydu wobec szlachetnie urodzonego pana!
     Lady Berengaria kiwnęła dłonią na chłopaka, który istotnie poinstruowany został swego czasu przez mistrza Matteo jak zachować się podczas pierwszego spotkania ze swoją panią i małżonką, ale przecież miało ono nastąpić podczas uroczystej audiencji, a nie na błoniach pod zamkiem. Nie miał nawet na głowie beretu, by skłonić się w odpowiednio wytworny sposób! Przynaglony kolejnym gestem księżnej zeskoczył niezgrabnie z siodła i podszedł niepewnie do wierzchowca Bereniki.
     - Witaj, piękna i szlachetna pani. Mam nadzieję, że zadowolą cię moje służby. - Bez nakrycia głowy ukłon wypadł raczej nijako, ale przynajmniej słowa zapamiętał dobrze.
     Berenika spojrzała nań z pewnym zdziwieniem, wyciągnęła powoli rękę. Powinien teraz przyklęknąć i ucałować dłoń małżonki, wypowiadając jakiś stosowny komplement dotyczący jej urody, zapewnić o własnym oszołomieniu, oddaniu i posłuszeństwie. Tak nakazywały dworne obyczaje. Ponieważ jednak księżniczka nie zasiadała na ozdobnym tronie lecz tkwiła w siodle, padając na kolana nie zdołałby złożyć pocałunku. Poprzestał więc tylko na muśnięciu wargami jej okrytych skórzaną rękawiczką palców. Układna przemowa zamarła mu w ustach, gdy unosząc wzrok dostrzegł chłód w oczach dziewczyny. I nic dziwnego, przecież zachowywał się jak ostatni dupek! Ona wyjechała mu naprzeciw, narażając się na kąśliwe uwagi matki, a on odgrywał tu przedstawienie godne Jasona! Wspomniał słowa Sudrun i bez zastanowienia powiedział to, co poczuł w sercu, gdy tylko ją ujrzał.
     - Świetnie jeździsz konno, pani. Ale i tak bym cię wyprzedził, jeżeli miałabyś ochotę na wyścigi!
     - Takiś pewny siebie, sir Marcusie? Mnie nikt nie dogoni! - żachnęła się, ale zima ustąpiła z jej spojrzenia, zastąpiona żywym błyskiem dumy.
     - Masz dobrego konia, ale mój Demon jest lepszy od wszystkich. - Wskazał głową na wierzchowca, gdyż nadal nie puszczał jej dłoni. - Sama się przekonasz!
     Zwróciła spojrzenie w  kierunku ogiera, oboje oceniali i porównywali swoje rumaki.
     - Ma zbyt delikatne pęciny, jak na nasze górskie bezdroża. Pewnie okażą się za miękkie. Mój Orzeł nie da mu żadnych szans!
     - Są wysokie ale chyba nie doceniasz koni z Międzyrzecza. My też jeździmy po górach. Demon ma silne nogi i duże kopyta, chodzi bardzo pewnie. Może jest lżejszy od Orła, ale dzięki temu szybszy.
     - Ale jak długo utrzyma tę szybkość? Tutaj bardziej cenimy wytrzymałość. - A jednak, choćby pośrednio i może nieświadomie, przyznała mu rację w jednej przynajmniej sprawie.
     - O tym też możemy się przekonać, jeżeli tylko zechcesz.
     - Dlaczego nie, Marcusie? Choćby i teraz. Bierz swojego Demona, wskakuj na siodło i ruszajmy do zamku!
     Zaaferowana dyskusją, zapomniała o chłodnej rezerwie. Nie cofała też dłoni.
     - Bereniko, sir Marcusie. Szlachetnie urodzeni panowie nie ścigają się konno. Istnieją ku temu ważne powody, przecież o tym wiesz, moja córko. - To Lady Berengaria przypomniała o swojej obecności. - I obiecałeś Demona Sudrun. - Ostatnie słowa  skierowała do chłopaka.
     - Jakiej znowu Sudrun? - Księżniczka teraz dopiero zdawała się zauważyć dosiadającą rumaka wojowniczkę.
     - Zgodziłam się zabrać tę dziewczynę z Międzyrzecza, to gwardzistka margrabiny, Lady Mirandy. Sir Marcus obiecał podarować jej tego konia, a ja ofiarowałam się wstawić w tej sprawie u ciebie, bo przecież stanowi on obecnie twoją własność, jak wszystko, co twój małżonek otrzymał w posagu. Bardzo mu na tym zależało i nie chciałam odmawiać jego prośbom.
     - Kim jest ta Sudrun? - Berenika cofnęła rękę.
     - Opiekuje się Demonem, zna go i bardzo dobrze jeździ konno. I rzeczywiście, przyrzekłem, że dam jej konia, jeżeli pojedzie tutaj ze mną. W zamku mojej matki tylko by się zmarnował.
     - Może powinieneś poprosić najpierw mnie, zamiast dostojną panią Siedmiu Bram? Ja nie posiadam wprawdzie takiej władzy jak ona, ale sama przyznała, że akurat ten ogier, a i ty również, należycie teraz do mnie.
     - Zamierzałem to uczynić, gdy tylko nadarzy się okazja.
     - I nadarzyła się szybciej, niż się spodziewałeś, sir Marcusie. Ale dałeś się wyprzedzić.
     - To nie tak, chciałem tylko...
     - Chciałeś się ścigać, ale i w tym matka ma rację, błękitnokrwiści panowie nie biorą udziału w wyścigach. Może powinnam raczej stanąć w zawody z tą Sudrun?
     - Szlachetna pani, księżniczko...
     - Skoro przypominasz o naszych tytułach i rangach, to właściwe miejsce twojej pani i małżonki jest teraz na zamku. Muszę przygotować się na odpowiednio uroczyste powitanie pierwszego męża. Sam wiesz, w Wielkiej Sali, na tronie, z padaniem na kolana, całowaniem dłoni i wygłaszaniem tych wszystkich pięknych słów na temat mojej urody i twego oczarowania. Możesz po drodze odświeżyć sobie tę mowę, którą z pewnością przygotowałeś. Jak widzisz, nie jesteśmy tu zupełnymi barbarzyńcami i znamy dworne obyczaje, chociaż zapewne nie tak dobrze jak w Międzyrzeczu. Dałam już dzisiaj wystarczająco wiele dowodów tych  braków ogłady, ale żyjemy tu na pograniczu i będziesz musiał mi to wybaczyć, sir Marcusie!
     Zawróciła konia i poderwała go do galopu, nie oglądając się na matkę oraz świeżo poznanego małżonka.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3228 słów i 18319 znaków.

9 komentarzy

 
  • xek

    Pomysłowa część, Marcus najwyraźniej szybko nie przekona do siebie księżniczki.

  • nefer

    @xek Może mieć z tym kłopoty, to prawda. dzięki za wpis i zapraszam.

  • POKUSER

    Pierwszy foch księżniczki za nami, Marcus będzie miał zapewne pod górkę, zanim Berenika się do niego przekona. A widząc styl wsadzania szpili przez teściową, może nie mieć okazji szybko się przekonać. Surdun i Demon zapewne zostaną wykorzystani do złamania księcia, choć wydaje mi się, że będzie to poza wiedzą księżniczki. Opowiadanie - mistrzostwo najwyższych lotów - pozdrawiam

  • nefer

    @POKUSER W tej chwili jego sprawy nie układają się najlepiej. Cóż ma jednak począć, jak nie starać się o zmianę nastawienia księżniczki? Słusznie przewidujesz na tej drodze problemy. Ale może pojawią się też elementy działające na korzyść bohatera. Pozdrawiam.

  • Ramol

    Zaimponowałeś mi Neferze opisem pierwszego spotkania Markusa i Bereniki. Kolejność wymienienia młodych małżonków nie jest przypadkowa, gdyż Markus MUSIAŁ tam być, a jego małżonka dotarła tam WBREW ETYKIECIE. Sudrun  - co już  było pokazane w poprzednich komentarzach - "robi za" dobrego ducha vel Anioła Stróża młodego księcia. Judzące uwagi władczyni Siedmiu Bram są kolejnym dowodem na szkodliwość zawistnych staruch "na pokojach/salonach" tak w baśniach jak i realu. Kolejny raz zamiatam bruk mą "krakuską" przed Twymi stopami!

  • nefer

    @Ramol Tak, ten krótki w sumie dialog, dotyczący głównie tematu koni, naładowany jest ukrytymi znaczeniami. Marcus tkwi w sieci intryg, z czego nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Na razie widzi tylko, że jego sprawy nie układają się najlepiej. Ale moze coś da się zrobić? Może sytuacja ulegnie zmianie? Zobaczymy... Zapraszam.

  • CzarnaKaczuszka

    Dotarł do mnie właśnie ciekawy fakt. Szlachetnie urodzone damy kochają się ze swymi mężami regularnie, prawdopodobnie co najmniej raz dziennie, w końcu stąd czerpią swoją moc. W takim razie powinny regularnie zachodzić w ciążę i mieć po kilkanaścioro dzieci, tak się jednak najwyraźniej nie dzieje. Najwyraźniej więc stosują jakąś magię, aby zapobiec zapłodnieniu. Najbardziej intuicyjne wydaje się, że dzieci rodzą w wieku 18-25 lat - niedługo, lub kilka lat po ślubie, kiedy ich organizmy w naturalny sposób są najlepiej przygotowane do ciąży. Odwlekanie prokreacji poza sytuacjami, gdy np. trwa wojna i nie należy osłabiać swojego ciała przez rozwijające się wewnątrz życie, wydaje się pozbawione sensu. Berenika zdaje się mieć poniżej 20 lat, więc nawet przy najbardziej zgrubnych oszacowaniach, jej matka nie powinna przekraczać 50. W wieku 50 lat siwa mogłaby być robotniczka, proletariuszka, które całe życie spędziła w trudnych warunkach, raczej nie szlachetnie urodzona pani. Widzę więc dwie opcje: źle się działo w Siedmiu Bramach, gdy Lady Berengaria wchodziła w dorosłość lub też to ta okryta niesławą magia wojenna niszczy organizm magiczki i przyspiesza procesy starzenia. Kobieta, która tyle wysiłku wkłada, by dobrze wyglądać, nie niszczyłaby swojej urody bez istotnego powodu. Pani Siedmiu Bram najwyraźniej więc albo dźwiga bagaż trudnych wspomnień, albo poświęca się broniąc swojego terytorium, a może i całego niebarbarzyńskiego świata przed najeźdźcami bardziej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Na to drugie wskazywałoby również to, jak niechętnie zareagowała na entuzjazm córki, która chciałaby się przydać bardziej w walce. Tak czy siak, pewnie nie jest tak złą postacią, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. No chyba, że nie wzięłam w swoich oszacowaniach poprawki na jakieś uwarunkowania kulturowe, być może szlachetne damy decydują się na dzieci dopiero, gdy ich matki umierają, pozostawiając je paniami swoich zamków.

  • AnonimS

    @CzarnaKaczuszka a do mnie dzięki Tobie  "Dotarł do mnie właśnie ciekawy fakt. Szlachetnie urodzone damy kochają się ze swymi mężami regularnie, prawdopodobnie co najmniej raz dziennie" . I nie mówią nic o zmęczeniu czy migrenie ha,ha. Co do wieku kobiet rodzących dzieci i wpływu ciąży na ich organizm..... Uważam że ma ona zbawienny wpływ na regenerację organizmu matki zwłaszcza  w pożniejszym  wieku. Mam przyjemność obserwować w ciągu ostatnich 4 lat dwie ciąże kobiet 38 i 39 letniej i widzę odmładzające efekty min gęstość włosów, wygląd i trwałość paznokci , świeżość cery itp. kiedyś głośno było o sportsmenkach NRD że zachodziły w ciążę o potem ją przerywały traktując to jako doping. P.S. pisałem do Ciebie CzarnaKaczuszko na maila prosząc o link do opowiadania ale mail wrócił jako niedostarczony.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka No i widzisz, gdy tylko wróciłaś do komentowania, to zaraz dostrzegłaś ciekawy aspekt opisywanego świata. Też trochę się nad tym zastanawiałem. Szlachetnie urodzone damy istotnie powinny często uprawiać seks z błękitnokrwistymi panami, by pozyskiwać moc. Może nie codziennie, bo panowie też potrzebują trochę czasu, by naładować akumulatory, zwłaszcza w bardziej dojrzałym wieku, a nadto dłuższe trwanie w stanie niezaspokojonego pożądania kumuluje tę moc w postępie geometrycznym. Wspomagają to dostarczane im bodźce – obecność służek. Tak czy inaczej, damy korzystają z ich usług dość często. Muszą więc w jakiś sposób, zapewne magiczny, kontrolować płodność. Zastosowanie mocy do tego celu wydaje się dość logiczne, jako jedna z pierwszych potrzeb, na równi z upiększaniem własnego wyglądu. Ostatecznie nieustanne ciąże byłyby męczące oraz ograniczałyby ich zdolność do wykonywania „obowiązków zawodowych”, związanych ze sprawowaniem władzy czy wojną. Każda władczyni potrzebuje jednak prędzej czy później następczyni. Tylko czy urodzi ją szybko? Dorosła, ambitna córka władająca magią, nie mogąca doczekać się sukcesji, to zaproszenie do kłopotów. A nasze panie potrafią przedłużyć okres własnej aktywności. Pewnie więc rodzą następczynię późno. Druga ewentualność to kwestia liczby dzieci. Córka powinna być jedna, dwie siostry i naturalne rywalki do sukcesji to kolejny potencjalny powód kłopotów. Czyli jedna córka. Jeżeli zdarzy się jakiś wypadek, np. na polu bitwy, to kolejna spadkobierczyni pojawi się tym później. Zakładam, że nasze panie potrafią wpływać na płeć poczętego dziecka. Powinny więc rodzić także synów, których można następnie korzystnie sprzedać na inny dwór, osiągając takie czy inne korzyści. Ale ciąża jest kłopotliwa, wiele z dam nie decyduje się więc, albo mają jednego, góra dwóch synów. Skąd więc biorą się liczni mężowie naszych „czarownic”? Po pierwsze, czterech mają zapewne tylko te najpotężniejsze, władające księstwami. Inne muszą zadowalać się mniejszą liczbą. To one, te mniej znaczące, rodzą natomiast większość kandydatów na mężów, sprzedawanych następnie na dwory potężnych władczyń. Oczywiście, większą moc mają synowie silnych czarownic, stąd wielka wartość przetargowa Marcusa. I jeszcze jedno, dlaczego względy obyczajowe, a może i prawne, nakazują jak najszybsze wydanie syna, który osiągnął dojrzałość? Aby uniknąć praktyk kazirodczego pozyskiwania mocy w rodzinie. Zapraszam do dalszych przemyśleń i komentarzy. Dzięki nim, ten świat wzbogaca się o różne szczegóły.

  • CzarnaKaczuszka

    @AnonimS Panowie, których głównym zadaniem jest zaspokajanie potrzeb szlachetnych dam niejako muszą w sypialni sprawdzać się dobrze, a to znaczy, że ich zabiegi stanowią naturalne, tanie i nieinwazyjne dla organizmu lekarstwo na migrenę, zmęczenie i inne takie. Późna ciąża rzeczywiście może dobrze wpływać na organizm matki (ze względu na skok poziomu hormonów), ale dla dziecka nie jest dobra. Wzrasta zarówno ryzyko komplikacji przy porodzie (ma to jakiś związek ze zmianami w miednicy, ale nie jestem biologiem i nie rozumiem do końca tego mechanizmu), jak i wad genetycznych związanych z nieprawidłowym podziałem chromosomów (np. zespołu Downa). Większe jest też ryzyko poronienia i urodzenia martwego dziecka. Badania naukowe pokazują wprawdzie też plusy późnego macierzyństwa (np. dzieci starszych rodziców są średnio bardziej inteligentne), ale zawierają się one w obszarze cech warunkowanych w trakcie rozwoju, nie życia płodowego, więc nie mają bezpośredniego związku z biologią, raczej z uwarunkowaniami środowiskowymi i kulturowymi (starsi rodzice mają częściej ugruntowaną sytuację finansową i zawodową, więc mniej stresu i więcej czasu do poświęcenia dziecku, częściej stać ich na dobre przedszkole, prywatnego lekarza, logopedę itd.). Takie plusy późnego macierzyństwa nie przenoszą więc się bezpośrednio na świat o zupełnie innej kulturze i strukturze społecznej. Stąd moje założenie, że szlachetne damy rodzą dzieci wcześnie - w końcu na odmłodzenie się  mają i tak inne sposoby, a silne, zdrowe potomstwo jest dla nich gwarantem przedłużenia linii rodowej i korzystnych sojuszy z innymi dworami, a więc pokoju na ich ziemiach.

    Moje opowiadanie jest nieopublikowane (napisałam je jako prezent i obecny prawowity właściciel majątkowych praw autorskich zazdrośnie tupie nóżką), ale oczywiście mogę Ci je wysłać w pliku. Mój mail (czarnakaczuszkadodebugowania [nałpa] gmail [kropka] com) działa poprawnie, stawiam, że zrobiłeś literówkę w adresie.

  • CzarnaKaczuszka

    @nefer Naturalnym założeniem dla mnie było, że nawet w fantastycznym świecie, magia jest łatwiejsza, gdy mniej modyfikuje naturalne procesy. Stąd, całkowite wyłączenie swojej płodności wydaje się nieporównywalnie łatwiejsze niż wybranie płci dziecka. Założyłam więc, że to drugie, nawet jeśli możliwe, wymaga magii bardzo subtelnej i wyrafinowanej, raczej niedostępnej kobiecie, która dopiero zaczyna się uczyć. Moje wyobrażenie było więc takie, że panie postanawiają zajść w pierwszą ciążę względnie szybko, być może po roku małżeństwa, po urodzeniu dziecka dają sobie ok. roku-dwóch przerwy na regenerację  organizmu, po czym zachodzą w kolejną, do czasu, gdy urodzą dziedziczkę. Synowie rodzą się więc do czasu urodzenia się pierwszej córki, w tym modelu, jeśli prawdopodobieństwo urodzenia córki i syna jest takie samo, szlachetnie urodzona pani ma średnio jednego syna. Uznałam, że o córkę należy się postarać wcześnie z dwóch powodów: po pierwsze, jak wspomniałeś, siostry walczące o sukcesję to potencjalny problem, córkę należy mieć więc jedną. Ale jeśli jej przydarzy się jakiś śmiertelny wypadek, np. w wieku kilkunastu lat, władczyni powinna mieć dosyć czasu, aby urodzić i wychować kolejną dziedziczkę. Po drugie, po osiągnięciu dojrzałości i zawarciu pierwszego małżeństwa, córka dopiero zyskuje swoje pierwsze źródło mocy, a więc dopiero wówczas może rozpocząć naukę władania magią. Magia raczej nigdy nie jest prosta i oprócz mocy wymaga umiejętności, wiedzy i ćwiczeń, wieloletniej praktyki pod okiem nauczycielki. Ale wszystkie panie władające magią, a więc mogące jej uczyć, są władczyniami swoich ziem, nie mają więc czasu na prowadzenie szkółki, czyli jedyną nauczycielką dla młodej kobiety może być jej matka. Gdy córka urodzona w wieku 25 lat sama kończy 30 lat, a więc jest po kilkunastu latach nauki magii (co wydaje się rozsądnym czasem na opanowanie mistrzowskiego poziomu posługiwania się mocą), jej matka ma lat 55, powoli wchodzi więc w wiek, gdy umysł już traci, a nie zyskuje na bystrości. Zbyt późne macierzyństwo utrudniłoby więc znacząco prowadzenie całej edukacji córki. Jednocześnie, kobieta z córką w wieku wczesnonastoletnim nie musi jej poświęcać dużo czasu (córka już nie jest małą dziewczynką, wymagającą nieustannej opieki, ale nie rozpoczęła jeszcze swojego szkolenia w magii), a sama powinna już bardzo dobrze władać mocą, być może byłaby więc w stanie kontrolować płeć swojego potomka i w razie potrzeb politycznych, urodzić syna lub dwóch, których mogłaby oddać na inny dwór.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Mniej więcej zgadzam się z tym, co sugerujesz, z dwoma jednak modyfikacjami. Po pierwsze, zakładam, że wybór płci dziecka jest możliwy. To ważna sprawa, więc pewnie poświęcono jej wiele uwagi oraz „badań” przy wykorzystaniu zdolności magicznych. Od dawien dawna tematem tym zajmuje się „magia” ludowa (oczywiście, zupełnie nienaukowa), zalecając przeróżne sposoby, od spożywania określonych potraw przez rodziców, aż po uprawienie seksu w takich lub innych pozycjach. Oczywiście, to „magia” i jak dotąd efektów nie widać, ale świadczy to o intencjach zainteresowanych. Przy zastosowaniu „magii prawdziwej”, rezultaty mogłyby się pojawić. Przyjmując Twoją uwagę o bardziej zaawansowanym i subtelnym charakterze takich poczynań, byłyby one dostępne doświadczonym władczyniom mocy. Łatwiej byłoby natomiast ciąży po prostu zapobiegać. Stanowiłoby to jeden z powodów przemawiających za późniejszymi narodzinami potomstwa. I tu przechodzimy do kwestii drugiej. Masz pełną rację, pisząc o optymalnym z biologicznego punktu widzenia okresie życia kobiety dla poczęcia i urodzenia dzieci. A jednak, we współczesnym świecie wiek matek staje się coraz bardziej zaawansowany, kobiety rodzą później. Decydują względy społeczne, a umożliwiają to techniki kontroli urodzin. I trochę też wydłużenie przeciętnej długości życia. Nasze władczynie magii potrafią przedłużać okres własnej aktywności oraz sprawności zarówno fizycznej jak i umysłowej, nawet bardzo znacznie. Stąd mogą też czas narodzin następczyni i ogólnie potomstwa opóźniać. Oczywiście, to wybory indywidualne i sytuacje rodzinne mogą kształtować się różnie. Ale akurat Lady Berengaria ma w istocie siwe włosy, a pozory młodości podtrzymuje przy pomocy magii, o czym Marcus zdążył się już przekonać. Jest, oczywiście, o wiele starsza niż wskazuje na to jej wygląd, córkę urodziła późno, o synach nic  nie wiadomo. Zachowanie dobrej formy i atrakcyjnego wyglądu wymaga pewnie sporych nakładów mocy. Tu pytanie, jak długo nawet władczyni magii jest w stanie tę moc w wiadomy sposób pozyskiwać i co może okazać się kresem tej praktyki? Ale w te rozważania z przyczyn fabularnych tymczasem wolę się nie zagłębiać. Lubię jednak podobne dyskusje, rozwijają ten świat i świadczą o Twoim zainteresowaniu lekturą. I jeszcze nawiązując do dyskusji z Anonimem S. Miło, że uważasz, iż odpowiednie zabiegi partnera w sypialni stanowią dobre lekarstwo na stres, migrenę itp. W sumie, to działa w obie strony i bardzo dobrze.  :jupi:

  • AnonimS

    @CzarnaKaczuszka wg mnie wpisywałem poprawnie . Na wszelki wypadek podam swój (automoto2\małpa/o2(kropka)pl/. Pozdrawiam i z góry dziękuję za przesyłkę :redface:

  • Robert72

    Tak to bardzo ciekawe powitanie , czy powinien w sali być tak dworski. A może też pokazać że źle się z tym czuje, twoja wola Nefer ale już by chciał czytać dalej. Staram się czytać większość tekstów publikowanych tu ( w kategoriach które mnie interesują ) i ja zaliczam Cię do pierwszej czwórki autorów. Po prostu świetne !

  • nefer

    @Robert72 Samopoczucie bohatera ma pewne znaczenie w tej układance, to prawda... Pytanie, czy zdoła rozerwać sieć intryg, która go otacza...  :blackeye:  tak z ciekawości i dla reklamy, podaj może tę czwórkę. Mam pewne typy w tej materii. Pozdrawiam.

  • Robert72

    @nefer proszę ale to moja ocena :  Merlin , Franek 42 ,  Libra ,  Nefer i  komentarze Santa , to coś mógłbym czytać na okrągło. Bardzo bym tego chciał ale codzienność ....  . Twoje opowiadanie  sprawia mi  bardzo dużo radości, jeśli możesz to pisz nawet codziennie . Nie zawsze mogę czytać ale staram się sprawdzać codziennie czy jest nowy odcinek.

  • nefer

    @Robert72 Dzięki. Teksty Libry znam, może dlatego, że lubię scenerię fantasy albo historyczną. Współczesność, przyznam, pociąga mnie troche mniej. Czuję się podbudowany wysoka oceną w Twoich oczach. Pisać codziennie się nie da... To zresztą zajmuje chwilę czasu, a potem pracy z tekstem (doszlifowywanie, najlepiej po kilku dniach, nigdy "na gorąco";). Postaram się jednak kontynuować przed świętami.

  • Robert72

    @nefer Wiem że bardzo trudno  jest uzyskać  wynik  który by nas zadowolił  po pierwszym razie ,. ja jednak pozwolę sobie na  wyczekiwanie i sprawdzanie prawie codziennie. Życzę Ci jak najwięcej czasu na pracę z tekstem .

  • nefer

    @Robert72 Dzięki. Ruszyłem z kolejną częścią, wiem, co chciałbym tam zwrzeć. Teraz tylko ubrać w słowa i dopracować. Pozdrawiam.

  • AnonimS

    Ciekawe się to dalej zapowiada.brawo Autorze. Tym razem powstrzymam się od dywagacji i snucia przypuszczeń co będzie dalej.

  • nefer

    @AnonimS W takim razie, musisz poczekać na kolejne odcinki.  ;)

  • violet

    Kto się czubi... Uff, z tym wychwalaniem wierzchowców, to trzeba uważać, oj trzeba :)  Każdy swego będzie chwalił pod niebiosa  :P Brawo Ty!  :rotfl:

  • nefer

    @violet Tak sobie właśnie pomyślałem, że to ich zainteresuje. Mają wspolny temat i pasję, a udowodnić swoje racje można w prosty i oczywisty sposób. Który Marcusowi jak najbardziej przypadłby do gustu. Tymczasem nic z tego, ale wieczność przed nimi.  :kiss:

  • Milady

    Nie wszystko wypadło na korzyść Marcusa przy powitaniu małżonki. Najwyraźniej z jakiegoś powodu Berengaria nie dba o dobre stosunki między córką a zięciem, wręcz je sabotuje. Jak zawsze świetnie napisane.  :)

  • nefer

    @Milady Oj, kij w szprychy wsadziła, gdy tylko zaczęli się dogadywać. A powód... Można niejeden podać.  ;)

  • CzarnaKaczuszka

    Jest i Berenika, a ja od dobrych kilku odcinków żyłam w przekonaniu, że Berengaria tylko udaje, że ma córkę, aby wbrew prawu pozyskać sobie piątego małżonka, albo może Berenika uciekła z domu w młodym wieku i szukała gdzieś mocy, aby przeciwstawić się matce z jakiegoś powodu, może nawet że Anita to tak naprawdę Berenika i dlatego Berengarię tak interesuje miejsce jej pobytu. To i siedziałam od kilku odcinków cicho, żeby nikomu niczego nie zaspoilerować, gdybym zgadła, a tu klops :D

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Hej. A już się obawiałem, że pochłonięta nauką porzucilas tę stronę. Pisz o swoich przypuszczeniach, wszyscy to robią a ja staram się Was przechytrzyć. Kako autor mam przewagę.  ;) Ale Twój pomysł godny uwagi, chociaż go nie wykorzystałem. Masz jednak rację w kilku sprawach, nie powiem jakich w tej chwili. Tylko to, że o Anicie nie zapomniałem i jej wizyta nie była epizodem bez znaczenia. Pozdrawiam i zapraszam.