Nowy Świat Czarownic, cz. 10

10

     Następnego dnia obydwie damy wybrały się na zapowiadane polowanie. Towarzyszyła im nieliczna świta, nie zaproszono żadnego z mężów Lady Mirandy, którzy zresztą nie gustowali w tego rodzaju rozrywkach, ani nawet Mirelli, także niezbyt chyba zainteresowanej. Jedynym członkiem rodziny chętnym do wyruszenia na łowy byłby zapewne sam Marcus, gdyby nie ochraniacz, rzecz jasna. Inny teraz i nałożony dłonią księżnej, spełniający jednak to samo zadanie i niosący ze sobą te same ograniczenia. Został więc na zamku, udawał uwagę podczas lekcji, w istocie rozmyślał jednak o wydarzeniach poprzedniej nocy. Wbrew obawom młodzieńca, władczyni Siedmiu Bram okazała się panią życzliwą i łaskawą, potrafiła też bez trudu wzbudzić jego pożądanie. Pod tym względem on sam nie okazał ze swojej strony ani odrobiny więcej siły i charakteru od pogardzanych dotąd mężów margrabiny oraz Jasona. Może osądzał ich zbyt surowo... Najwidoczniej odmowa usłużenia damie była wyzwaniem dużo trudniejszym, niż uprzednio to sobie wyobrażał... Ciekawe, czy księżniczka Berenika dorównuje matce w sztuce uwodzenia? Przyłapawszy się na tej myśli, wrócił do o wiele mniej przyjemnej sprawy Anity. A więc udawała tylko służącą, księżna nie miała co do tego żadnych wątpliwości, udawała, by w sprzyjającej chwili skraść mu moc... A on... A on ją nawet polubił! Poczuł się oszukany i zdradzony w dwójnasób. Jako podła zdrajczyni nie zasługiwała na lojalność i dobrze, że wyjawił imię oszustki. Czy każda dama albo panna szlachetnego rodu będzie odtąd nastawać na jego nasienie, by w taki sposób powiększyć swoją potęgę? Czy to również z tego powodu panom błękitnej krwi nakłada się te ochraniacze? By oderwać się od tych rozważań, natychmiast po zakończeniu lekcji, a raczej czegoś w rodzaju pożegnania, bo mistrz Matteo wiedział doskonale, że nie odbędzie się ich już wiele i okazując dziwne wzruszenie, tolerował nawet dzisiaj roztargnienie ucznia, udał się na poszukiwanie Sudrun. W odróżnieniu od Anity dziewczyna nigdy przecież nie zdradziła przyjaciela i podopiecznego, powinna więc jako pierwsza dowiedzieć się o odmianie swego losu.
     - A więc jednak udało ci się tego dokonać... Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się...
     - Nie cieszysz się? Jeżeli nie chcesz...
     - To nie tak, książę... Powiedziałam, że wyruszę z tobą do Siedmiu Bram i uczynię to. Zobaczysz, przyda ci się ktoś zaufany... Po prostu, jestem zaskoczona... A o księstwie różnie mówią...
     - Księżna to łaskawa pani, sama się przekonasz... Na pewno zgodzi się, bym dał ci Demona... Tutaj... matka... Lady Miranda... Teraz nie mam żadnych wątpliwości, że odebrałaby go, gdy tylko orszak zniknąłby za najbliższą przełęczą...
     - Tak, Demon... To wielka nagroda, paniczu Marcusie... Czy raczej sir Marcusie, bo tak chyba powinnam zacząć cię tytułować.
     - Ani się waż, gdy jesteśmy wśród przyjaciół. - Poklepał szyję konia i ofiarował mu ubiegłoroczne jabłko, wyproszone w kuchni.
     Obydwie damy wróciły późno i zrezygnowały z udziału w wieczerzy, która z tego powodu raz jeszcze została odwołana. Nie upolowały też żadnej godnej tego miana zwierzyny. Nie zamierzały jednak rezygnować i zapowiedziały ponowienie łowów. Powtórzyło się to przez trzy kolejne dni. Marcus nie przypominał sobie, by matka przejawiała kiedykolwiek aż taki entuzjazm i zapał myśliwski, może jednak to Lady Berengaria pasjonowała się tą rozrywką? To wydawało się nawet dość prawdopodobne. Czwartego dnia ambicje łowieckie pani Siedmiu Bram zadowolił wreszcie zabiedzony po zimie jeleń, który zdążył już, co prawda, zrzucić poroże. O tej porze roku trudno było zresztą spodziewać się bardziej udanych łowów i stary Bors kręcił tylko z powątpiewaniem głową nad kaprysami szlachetnie urodzonych dam.
     Tego wieczoru chłopak otrzymał zaproszenie na komnaty pani zamku. Przyjęła syna w towarzystwie Lady Berengarii.
     - Marcusie, obowiązki wzywają naszego dostojnego gościa do Siedmiu Bram. Przyjmuję to z żalem, ale księżna nie może ofiarować nam dłużej swego towarzystwa i musi powrócić na Północ. Dlatego jutro odbędzie się akt zaślubin, twoich oraz księżniczki Bereniki. Lady Berengaria będzie reprezentować pannę młodą i nałoży ci pierścień. W ten sposób zostaniesz pierwszym mężem księżniczki. Nie mamy czasu na wystawne uroczystości, zaplanowałyśmy więc skromną ceremonię. Pojutrze, bez dalszej zwłoki wyruszycie w drogę. Obiecałam ci bogatą wyprawę i dotrzymam słowa, ponieważ jednak księżna podróżuje bez taborów, wyślę ją później. W zamian powinna ucieszyć cię wiadomość, że Lady Berengaria zgodziła się zabrać w swoim orszaku również twojego Demona i tę gwardzistkę, Sudrun. Tak, jak o to prosiłeś. Podziękuj za to dostojnej pani.
     - Szlachetna Pani, jesteś bardzo łaskawa i dziękuję ci za spełnienie mojej prośby.
     - Uczyniłam to z przyjemnością dla tak dwornego i utalentowanego młodzieńca. Chcę, abyś dobrze poczuł się w Siedmiu Bramach i wiedz, że zawsze dotrzymuję złożonych obietnic.
     - Dziękuję, Dostojna Pani – powtórzył. - Tobie także... matko – dokończył o wiele mniej serdecznie.
     - Przygotuj się teraz do jutrzejszej uroczystości, synu. Będzie prosta i nie powinieneś w żaden sposób poczuć się speszony, chociaż rozumiem, że zaślubiny to ważna chwila w życiu każdego młodzieńca. Mistrz Matteo poinformuje cię o wszystkich szczegółach ceremonii. A teraz wybacz, mamy jeszcze pewne sprawy do ustalenia.
     Odprawionemu w ten niedwuznaczny sposób Marcusowi pozostało tylko towarzystwo nauczyciela, który pomimo późnej pory odwiedził jego komnaty i wdał się w długie rozważania na temat różnych aspektów wydarzeń nadchodzącego dnia. Ponieważ z większości rytuałów i tak zamierzano zrezygnować, pozostawiając tylko, te które posiadały istotne znaczenie, chłopak wkrótce stracił zainteresowanie i z ulgą pożegnał się wreszcie z mistrzem.
     Ostatnia noc w stanie przedmałżeńskim upłynęła szybko, a po śniadaniu młodzieniec stał się obiektem kolejnych zabiegów służek. Wybranie przez obydwie damy najprostszej formy przeprowadzenia ceremonii nie zwalniało bowiem Marcusa od odpowiednich przygotowań. Na szczęście, dziewczęta zdawały się miarkować w swoich zwykłych figlach, pojmując może, że ich zadanie skończone i młody panicz opuści wkrótce zamek, już jako sir Marcus, poślubiony małżonek wielkiej pani. Przynajmniej, zgodnie ze słowami mistrza Matteo, zostanie mu oszczędzone publiczne nakładanie wiadomego ochraniacza, co podczas bardziej rozbudowanych wersji rytuału czyniła często małżonka lub jej reprezentantka. Docenił teraz, że Lady Berengaria zrobiła to już wcześniej, w bardziej intymnych okolicznościach, a obecnie zadowoli się tylko wsunięciem pierścienia ślubnego na palec chłopaka oraz wzbogaceniem jego obroży o godło Siedmiu Bram – wizerunek flankowanych dwoma wieżami obronnych wrót, przegrodzonych na wpół uniesioną, zębatą kratą. Wszystko to w imieniu córki, oczywiście.
     Uroczystość zaplanowano w południe, w zamkowej kaplicy Dobrej Bogini. Lady Miranda występowała w podwójnej roli, matki oddającej syna oraz prowadzącej ceremonię kapłanki, którą to funkcję sprawowała z urzędu jako pani zamku. Wybrała tradycyjną, stonowaną i elegancką toaletę, w dyskretny sposób ukazującą jej urodę. Do stawienia się i pełnienia roli świadków zaproszono lub wezwano wszystkich czterech mężów margrabiny, także odzianych w konwencjonalne stroje dworskie. Nawet Mirella zdołała powstrzymać się tym razem od zwykłych ekstrawagancji na pograniczu wulgarności, może korzystając z dobrej rady towarzyszącego jej małżonka. Marcus musiał przyznać, że przynajmniej w tym względzie Jason mógł okazać się użyteczny. Gdyby tylko zechciał, bo dotychczasowe prowokacje żony przyjmował z bezkrytycznym zachwytem. A przecież w wytwornej sukni, ozdobiona mniej rzucającymi się w oczy, za to odpowiednio dobranymi klejnotami, siostra prezentowała się o wiele bardziej godnie, zyskując jeszcze na atrakcyjności. Ze strony Międzyrzecza poproszono nadto mistrza Matteo, pełniącego rolę skryby. Księżna przyprowadziła dwóch podwładnych, ich imiona wypadły przejętemu Marcusowi z głowy, chociaż powinien postarać się je zapamiętać, bo zapewne odgrywali jakąś rolę w otoczeniu Lady Berengarii. Trudno jednak było dziwić się temu roztargnieniu, wobec wrażenia, jakie wywarła sama pani Siedmiu Bram. Niewykluczone, że podróżując bez taborów, nie chciała obciążać się strojami, ale może zamierzała też przypomnieć kontrahentom tej szczególnej transakcji o swoim statusie wojowniczki. Wybrała bowiem strój wojskowy, skórzany pancerz, rękawice, pas i wysokie buty. Na uroczystość zaślubin nie wypadało zabierać oręża, ale i tak prezentowała się dumnie i groźnie, a przy tym bardzo atrakcyjnie... Wcale nie gorzej, niż w tej niby to prostej sukni uwodzicielki, w której przyjęła chłopaka podczas nocy próby. - „A więc jednak zabrała też inne szaty.” - Przemknęło Marcusowi przez głowę. - „Czyli teraz chce tutaj coś komuś pokazać. Margrabinie? Czy może raczej mnie samemu?”- Towarzyszący swojej pani mężczyźni, również w rynsztunku wojskowym, wyglądali bardziej na straż przyboczną niż na dworzan. Chłopak nie zdołał powstrzymać się od rzucania ciekawych spojrzeń na panią Siedmiu Bram i wkrótce poczuł znajomy już ból w kroczu. Całe szczęście, że wybrano prostą formę ceremonii... Zmiana ochraniacza mogłaby okazać się zadaniem kłopotliwym.
     - Zebraliśmy się tutaj, by przed obliczem Dobrej Bogini, która oby pobłogosławiła naszym zamysłom, przekazać tego oto młodzieńca najlepszej krwi Międzyrzecza, mojego syna Marcusa, w ramiona i pod opiekę jego pani i małżonki, równie szlachetnej księżniczki Bereniki z Siedmiu Bram, reprezentowanej obecnie przez jej matkę, dostojną księżną Berengarię. Oświadczam, iż na mocy moich praw jako pani domu Międzyrzecza oddaję księcia Marcusa na dwór Siedmiu Bram. Czy ty, potężna pani, w imieniu swojej córki przyjmujesz tego pana błękitnej krwi jako pierwszego, poślubionego męża księżniczki Bereniki?
     - Przyjmuję. – Lady Berengaria potwierdziła tę deklarację lekkim skinieniem głowy.
     - Czy przyrzekasz mu miłość, szacunek i traktowanie godne poślubionego, prawowitego małżonka oraz męża szlachetnej krwi?
     - Przyrzekam!
     - Czy ty, Marcusie, synu Międzyrzecza, przyrzekasz swojej przyszłej pani i małżonce, dostojnej księżniczce Berenice, miłość, wierność, szacunek i posłuszeństwo jako poślubiony małżonek oraz członek jej dworu, dworu Siedmiu Bram?
     - Przyrzekam – odparł głosem nieco niepewnym, na co nikt nie zwrócił jednak uwagi.
     - Przyrzekasz służyć swojej pani i małżonce dobrą wolą oraz mocą, którą oddasz jej na każde życzenie?
     - Przyrzekam.
     - Niech więc tak się stanie, w obliczu Dobrej Bogini oraz nas wszystkich. Księżno, nałóż pierścień oraz godło domu Siedmiu Bram, a ty, Marcusie, przyjmij ten klejnot i ten herb jako znak twojego nowego statusu oraz przypomnienie przyrzeczeń, które tutaj złożyłeś!
     Wyciągnął dłoń i pozwolił wsunąć sobie na serdeczny palec złotą obrączkę, po czym Lady Berengaria sobie wiadomym sposobem dołączyła do obroży młodzieńca godło księstwa, większe od zdobiącego dotąd samotnie szyję chłopaka wizerunku łabędzia, herbu Międzyrzecza. Zgodnie ze wskazówkami mistrza Matteo przyklęknął i ucałował dłoń księżnej, nadal odzianą w skórzaną rękawicę, potrafiła bowiem poradzić sobie ze swoją częścią ceremonii nie zdejmując tego elementu stroju wojownika.
     - Powstań, sir Marcusie! - Poleciła. - Powstań jako członek dworu Siedmiu Bram.
     - Obiecuję okazać się godnym tego zaszczytu – odparł, nadal trzymając się instrukcji.
     - Nikt w to nie wątpi, sir Marcusie.
     - Co dokonało się przed obliczem Dobrej Bogini, niech nigdy nie zostanie rozerwane! - ogłosiła margrabina w roli kapłanki.
     Lady Berengaria obdarzyła jeszcze oblubieńca zwyczajowym pocałunkiem, chłodnym jednak i wstrzemięźliwym, jak na reprezentantkę prawdziwej małżonki przystało. Nie przeszkodziło to Marcusowi oblać się czerwienią, gdy przypomniał sobie zupełnie inne, gorące usta księżnej podczas nocy próby. Na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi, pan młody miał zresztą pełne prawo do niewinnego rumieńca podczas ceremonii własnych zaślubin. Pani zamku skinęła teraz na mistrza Matteo, który podszedł z dwoma rulonami, na których wykaligrafował identyczne dokumenty, potwierdzające fakt zawarcia małżeństwa. Wszyscy kolejno je podpisali, zaczynając od obecnych podczas ceremonii dam, po czym dopiero przyszła kolej na Marcusa i występujących w charakterze świadków pozostałych mężczyzn. Jeden z pergaminów zatrzymała margrabina, drugi przypadł księżnej. Sir Hektor otworzył drzwi do sąsiedniego pomieszczenia i wezwał służbę. Podano tam wino oraz lekkie przekąski. Na życzenie Lady Berengarii, wymawiającej się brakiem czasu, zrezygnowano bowiem z wystawnej uczty i innych uroczystości. Marcus przyjął to z ulgą. Skoro i tak postanowiono już o jego losie i nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia, to pragnął teraz jak najszybciej opuścić zamek oraz rozpocząć nowe życie na dworze małżonki. Przynajmniej zabierze ze sobą Demona i Sudrun... Przynajmniej tyle... Może z czasem wszystko zdoła się ułożyć...
     Musiał tylko jeszcze wytrzymać przyjmowanie składanych kolejno przez uczestników ceremonii gratulacji oraz kilka toastów.
     - Oby szczęście młodej pary stało się zapowiedzią trwałej przyjaźni i sojuszu pomiędzy naszymi księstwami, pomiędzy księstwem Siedmiu Bram oraz marchią Międzyrzecza. Niech Dobra Bogini błogosławi Lady Berenice i sir Marcusowi, sprzyja Królestwu oraz wszystkim naszym planom! - To margrabina jako pierwsza wezwała obecnych do wzniesienia kielichów.
     - Oby twoja siła i talenty, które zdążyłeś okazać, sir Marcusie, nigdy nie osłabły i zawsze służyły dobru Królestwa, pomyślności Międzyrzecza oraz Siedmiu Bram, a także wzmacniały potęgę damy szlachetnego rodu, którą wybrałeś i którą obdarzysz swymi darami... Księżniczkę Berenikę, moją córkę, oczywiście.
     Księżna odpowiedziała toastem raczej śmiałym, który ponownie wywołał rumieniec na twarzy Marcusa. Tym razem obecni musieli to zauważyć, wszyscy ochoczo unieśli jednak i wychylili naczynia, powtarzając głośno życzenia.

4 693 czyt.
100%237
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2488 słów i 14896 znaków ·

Komentarze (7)

 
  • Lolek2

    Lolek2 20 października

    Piatek, piatunio a nefer na wczasach zamiast kolejny rozdzial wrzucic xD

  • AnonimS

    AnonimS 20 października ip:8328252

    Ciekawy opis ceremonii zaślubin ale przez to akcja spowolniła. Ciekawe co będzie dalej?

  • Robert72

    Robert72 13 października

    Bardzo fajne.

  • POKUSER

    POKUSER 12 października

    Ciekawe jakie powitanie czeka Marcusa od świeżo poślubionej żony, czy okaże sie wojowniczka, czy dopiero zdobywa pierwsze szlify przy matce? To takie tylko moje spekulację, ale mam przeczucie, że gwardzistka nie pożyje zbyt długo. Obym się mylił. A może tylko zostanie odprawiona...

  • Ramol

    Ramol 12 października

    Lady Berengaria jest niebezpieczna dla tak młodego chłopaka jak jej zięć. Demon musiałby być demonem, aby nie dość, że sam się osłonić będzie w stanie, to jeszcze osłoni sir Marcusa - no i Sudrun...Obawiam się o los gwardzistki, Marcusa osłania (chyba) pochodzenie i - być może - świeżo poślubiona dziewczyna, no i o konia - on będzie zawsze wymieniany jako przyczyna niesubordynacji księcia... A może wszystko będzie zupełnie inaczej??? Podziwiam Autora za umiejętność gmatwania historii!

  • Lolek2

    Lolek2 12 października

    Pierwszy ... to zes zaskoczyl nas neferze. Strasznie duzo masz tych wyjazdow. Pozdrawiam i zaraz biore sie za czytanie.

  • nefer

    nefer 12 października

    Tym razem wstawiam kolejny rozdział dzień wcześniej, a to dlatego, że wyjeżdżam na tydzień i jutro byłoby to niemożliwe. Pozdrawiam i zapraszam.