Korporacja. Przyjęcie

- Poznałaś już wszystkie konieczne do podjęcia decyzji odpowiedzi. Teraz twoja kolej!
Siedziałam w wygodnym fotelu. Patrzyłam na mężczyznę, który kazał podjąć mi decyzję. Miałam udzielić odpowiedzi, która może zmienić cały mój świat. Nadal wahałam się. Nie do końca byłam przekonana o słuszności tego, co chcę zrobić. Z jednej strony pragnęłam tego. Po drugiej stronie wagi ciążyły konwenanse, wychowanie, moralność. Cisza trwała długo. Mężczyzna nie odrywał ode mnie wzroku. Patrzył prosto w oczy. Był spokojny. Czekał. Czekał na moją decyzję.  
Korporacja. Niedościgłe marzenie. Tu nie składało się podań, nie ogłaszano rekrutacji, nie przyjmowano na staż. To korporacja zgłaszała się do ciebie, a nie ty do niej. Nie spodziewałam się zaproszenia, które znalazłam w skrzynce na listy. Było ręcznie wypisane na czerpanym papierze. Takie, jakie dostawała moja prababcia.
- Kto dziś zna jeszcze zasady kaligrafii? – zastanawiałam się otwierając kopertę.
Ktoś jednak znał. Zaproszenie zdziwiło mnie. Korporacja nigdy nie działała na moją wyobraźnię. Nie pragnęłam mieć z nimi nic wspólnego. Moloch, który stworzył wokół siebie aurę tajemniczości i umiejętnie ją podsycał. W sumie nic trudnego. Taka zabawa na emocjach ludzi marzących o sławie, pieniądzach, życiu w dostatku. Za sławą nie tęskniłam. Pieniędzy miałam tyle, że wystarczało mi na zaspokajanie zachcianek. I do tego lubiłam swoją pracę.  
Na spotkanie poszłam z czystej ciekawości. Zamierzałam je później opisać na swojej stronie. Nikt tego wcześniej nie zrobił, zatem liczba czytelników skoczyłaby mocno do góry, a to oznaczało większe zainteresowanie ze strony reklamodawców.  
Weszłam do dużego gmachu w centrum stolicy. Podszedł do mnie jakiś młody człowiek. Nie zapytał, ani kim jestem, ani czego chcę. Nie musiałam nawet wyciągać zaproszenia.
- Witam w Korporacji. Czekają na panią.
Windą pojechaliśmy na 26 piętro. Tu poznałam mężczyznę, który właśnie siedział po drugiej stronie biurka i czekał na moją ostateczną decyzję. Trzy tygodnie testów, rozmów, filmów. Pytań z mojej strony: dlaczego ja? Na początku zaszokowała mnie odpowiedź. Tego chyba nikt się nie spodziewał. Korporacja prowadziła jednak rekrutację poprzez stronę bdsm. Stronę, na którą wrzucałam opowiadania. Oczywiście mroczne, pełne poniżenia i bólu. Korporacja wyłapywała ludzi, dla których dominacja i uległość były naturalnymi stanami. Nie zabawą w sypialni, ale życiem. Ze mną się pomylili. Ja tylko pisałam opowiadania. Nie miałam takich pragnień, marzeń, ani potrzeb. Nie wyprowadzałam ich jednak z błędu. Wyszło na to, że jestem dobrą grafomanką. A skoro się weszło między wrony... Grałam dalej swoją rolę, rolę uległej kobiety. Aż do teraz. Miałam ochotę wstać i wyjść z tego pomieszczenia. Udać, że nigdy nie dostałam tej propozycji. Zmieniłam pozycję. Założyłam nogę na nogę.  
- Tak, zgadzam się – powiedziałam.  
Nie poznałam własnego głosu. Dlaczego się zdecydowałam? Ciekawość? Chęć zebrania materiału na kolejne opowiadania?  
Teraz powinien zapytać, czy jestem pewna. Wtedy powiem nie – przeleciało mi przez głowę. Nie zapytał. Wstał za biurka.  
- Stałaś się własnością Korporacji. Od tej chwili przez najbliższy rok twoje życie należy wyłącznie do nas. Korporacja zadecyduje, co i jak będziesz robić, aby jak najbardziej wykorzystać twoje zdolności i możliwości – formuła przyjęcia w jego ustach brzmiała jak miła melodia.  
Miałam jednak świadomość, że „miła” to ostatnie słowo, którego można było użyć w odniesieniu do Korporacji.  
- Nikt nie może pozbawić cię zdrowia i życia. Nikt nie może wymagać, abyś popełniła przestępstwo. Zawsze możesz odejść. To jedyne prawa, które teraz ci przysługują.
Zostałam przyjęta do Korporacji. Stałam się jej częścią. Zastanawiałam się jak szybko zorientują się, że z mojej strony to było jedno wielkie oszustwo.

Przeklenstwo

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i inne, użyła 709 słów i 4092 znaków.

2 komentarze

 
  • Helen57

    Ciekawie się zaczyna....................................

  • Morfina

    Oszustwo... Czyżby?
    Najczęściej próbujemy oszukać siebie...
    Jak zawsze elegancja w słowach.  
    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg...