Czas zagrożenia 7

Czas zagrożenia 7Kobieta wypuściła z ust męskość Karola i wstała z kolan.
„Czego on ode mnie chce? Żebym opisywała, jak chędożył mnie tamten stary cap???”

- Jestem wielce ciekaw, jak do tego doszło, że wielce pobożny duchowny, wielce cnotliwą pannę, zbałamucił! Ha ha ha!

Martha spuściła oczy.

- I czy to w istocie prawda, to że trzy razy jednego dnia, brał cię pani w posiadanie?

„A to pofantazjował stary pryk! No raz, rzeczywiście dwa razy mnie dosiadł… pierwszy po obiedzie… a potem wgramolił się do mojego łoża w nocy. Upojony winem, acz wtargnął nie tylko do mojego łoża, ale także we mnie…”

- Cóż panie mam ci rzec… ano prawda… wiele męstwa drzemie w jego ekscelencji… zmógł mnie trzy razy… w jeden dzień…

„A niech tam, niech księżulo ma. A Karol niech zazdrości…”

- A to jurny klecha! Powiedz Martho, prawda li to, co gadał, że jak już wlazł na ciebie… to długo nie złaził…?”

„A to księżulo – bajarz! Przecie bywało, że ledwie wszedł we mnie, a już kończył… ale trzeba przyznać, że w niedzielę, po długich celebracjach w katedrze, to jak na mnie legł, to myślałam, że nie przetrwam nocy… ależ wtenczas był jurny! Dał mi popalić! Myślałam, że zemdleję, tak mnie wyobracał… cały kolejny dzień, ledwie mogłam chodzić…”

- Ano… - kobieta spuściła wzrok – prawda to… jego wielebność miał moc, za przeproszeniem, jako byk, jak buchaj… gdy zagościł w mym łożu… to dopiero gdy kur zapiał, schodził ze mnie…

Karol słuchał z błyskiem w oku. Niezmiernie rozpalała go ta rozmowa.

- Ano chwalił się sługa boży, że, jak to mówił „jego pastorał wojował nie zgorzej niż miecz. Że srodze dźgał w cel… i że ty turkaweczko, musiałaś długo nogi rozkładać i że dał ci do wiwatu”.  

- Och… tak…

- I że potem cały dzień ledwo przy stole zmogłaś usiedzieć! Ha ha ha! Tako ciebie przećwiczył! Prawda to?
Oczka władcy świdrowały Marthę.

- Ano cóż… jam jeno słaba białogłowa… A jego wielebność, to, za przeproszeniem, chłop na schwał…

Karol wizualizował sobie tę piękną damę, w łożu biskupim, szeroko rozkładającą nogi, pod tłustym cielskiem sługi kościoła, raźno pracującym lędźwiami. Ciężkie, solidne łoże, a i tak skrzypi!

„Jakoż to prawił ojczulek? Że ta nobliwa damulka, przyciśnięta, jęczy tak jakoś dystyngowanie, tak uroczo… zrazu cichutko, ale jakby oddawała hołd swemu zdobywcy…  
Psia krew! Jak ja chcę to usłyszeć!”

- Nasz wspólny znajomy, sługa ołtarza, chwalił twój głos… zwłaszcza w afekcie…

„A to łachudra! Gadzina! Wszystko musiał wypaplać! Mówił, że uwielbia słuchać jak stękam, dopraszał się, żebym stękała głośniej… Ale… opisywał to jak jęczę, innym mężom??? Cóż to dla mnie za wstyd!”

- Martho, a czy prawda to, że wielce pobożny ojczulek, także w łożu dowodził swej żarliwości religijnej? Pono kazał ci się w nocy spowiadać???

„No tego upokorzenia nie zapomnę do końca życia! Przepytywał mnie jak grzeszyłam… Jak straciłam cnotę…? Ilu mężczyznom się oddałam? Lubieżnik! Po klika razy musiałam to samo mnie opowiadać. Komu nadstawiłam zadka…? Kiedy ostatni raz byłam chędożona…? I musiałam opisywać to ze szczegółami… Choćby to, gdy spowiadałam się z mojego spotkania z rzeźnikiem, z tego jak zaciągnął mnie na przęterek… Ileż wstydu się wtedy najadłam! Ojciec ołtarza??? Stary, sprośny wieprz!”

- Cóz ci rzec panie… Zaiste, żarliwie pobożny jest jego wielebność… A że mnie spowiadał, to takoż prawda… bardzo drobiazgowo.

Karol zamyślił się.
„Ależ taki nawet pośledni księżulek to ma dobrze! Może wszystkie dziewki przepytywać z tego jak były chędożone! Ależ bym sobie tego posłuchał!”

- Martho, bardzom tego ciekaw. A, jakoż ocenił to, żeś grzeszyła?

„A no. To też musiał opowiadać. To, że po tym, gdy przyznałam się do tego że sypiałam z innymi mężami, ilu mnie posiadło i w jakich okolicznościach, począł mnie nazywać a to wszetecznicą, a to sprzedajną dziwką. Grzmiał – nadstawiałaś zadka, komu popadło – to teraz mi go nadstawiaj  na pokutę – i prał mnie sążniście dłonią po pośladkach. Puszczałaś się! Jesteś dziwką lekkich obyczajów!”

- Cóż panie, widzę, że ksiądz arcybiskup raczył ci wiele opowiedzieć. Zapewne i to jak się srożył. Jak nieprawnie Jak huczał na mnie – że się źle prowadzę. Nawet, przykro to gadać- nazywał mnie – ladacznicą… Cóż… chyba to taka jego słabostka…

- A to wyborne! Klecha chędożył cię sam, a jednocześnie wyzywał od dziwek!

„Ciekawe panie, jakie ty masz słabostki, jakie zoczenia???”

Martha szybko się miała o tym przekonać.  
Okazało się, że władca mimo, iż podniecił się jej opowiadaniem, to i tak jego miecz się nie podniósł. A tak bardzo chciał posłuchać jęków Marthy. Tak bardzo chciał zobaczyć ją z zadartą suknią i rozłożonymi nogami. Dosiadaną, kłutą raźnie męską włócznią.

Dlatego rychło przedstawił jej swą propozycję.

- Coś mi się zdaje, że nie stanę na wysokości zadania… ale ja mam na to sposób. Nie obrazisz się Martho, gdy przywołam swego giermka?

Kobieta znieruchomiała.
„Jak to?! Mam dać jakiemuś giermkowi? Słudze, którego zobaczę pierwszy raz w życiu???”

- Niewiasto, pytam jedynie z grzeczności. Nie myśl, że ci odpuszczę! Zresztą, jak bym ci odpuścił, i tak wpadła byś w łapska tego opasłego huncwota – mojego syna. A tego bym - na kroćset diabłów – nie zdzierżył! Ten łapserdak dumał sobie, że każda białka, czy to młoda dziewka, czy stateczna matrona, ma przejść przez jego łoże! Takie pokrętne tłumaczenie prawa pierwszej nocy, które nawet jeśli, to mi przysługuje! Dlatego nie dopuszczę, żeby pierwszą łożnicą, do której trafisz w tym zamku – była ta Teodoryka!

Martha, potwornie speszona, z trudem wydobywała z siebie słowa.
- Ależ panie… wiesz, że nie jestem taką pierwszą, lepszą, która sypia z kim popadnie… Wstydziłabym się rozebrać przed nowopoznanym giermkiem, a co dopiero mu się oddać…

Karol jednak nie nawykł do przyjmowania odmów.
- W takim razie… rozbierz się teraz, przede mną.

Kobietę przeszły dreszcze.
„To nawet byłoby ekscytujące, zsuwać przed władcą powoli swą suknię… najpierw obnażyć przed nim mój biust, potem biodra i wreszcie łono… moja suknia ległaby na posadzce, a ja stałabym przed nim nagusieńka, jak Ewa w raju… Ale… to wszystko po to, żeby wszedł jakiś sługa i od razu miał mnie jak na tacy!”

- Mój panie. Jeśli tego chcesz… odkryję przed tobą wszystkie swe kobiece sekrety. Ale błagam… nie pozwól, by wtedy wszedł giermek. Nie chcę zostać przez niego splugawiona, choćby wzrokiem…

Karol tak bardzo pragnął oglądać Marthę nagą, że nie zamierzał wdawać się w dyskusje. Władczym wzrokiem, wskazując dla dobitności palcem, nakazał.

- Moja damo. Już!

Kobietę niezwykle ekscytowało takie stanowcze, wręcz bezwzględne potraktowanie jej. Oto nie ma wyjścia. Jest przyparta do ściany, a pożądliwy wzrok władcy czeka na widok jej intymnych sekretów.

Stanęła przed nim i drżącym, niepewnym głosem zaproponowała.
- Panie, a może… sam zechcesz mnie obnażyć?

„Ach… czyż nie byłoby to oszałamiające… poczuć jego dłonie, zdzierające ze mnie suknię! Łapczywie szukające mych skarbów?!”

- Nie. Rozodziewaj się. Chcę to widzieć, jak sama otwierasz się przede mną, jak otwierasz swe bramy w geście uległości przed swym zdobywcą…

„Achh! To nie mniej rozpalające! Odkrywanie się samej! Akt poddania, a zarazem wyjawienia swych tajemnic…”

Powolnymi ruchami rąk, rozpięła broszę. Delikatnie upuściła ją na podłogę. Brzęk metalu, jakby wieścił akt kapitulacji.
Chwyciła za górę sukni i stopniowo zsuwała w dół. Obnażyła górę piersi, tak, że nie widać jeszcze było brodawek.
Karol zagryzł wargi. Z jednej strony chciał zakrzyknąć – „Już” – by zobaczyć jej nagi biust. Z drugiej, niezwykle podobało mu się wolne tempo, w jakim działała kobieta.
Wreszcie obnażyła piersi. Ale wtedy, niemal natychmiast, zakryła je obie dłońmi.

„Znam was mężczyzn! Wiem, jak ten gest was podnieca! Już jesteście w domu, już witacie się z gąską, a tu jeszcze nie jest wam dane napawać się naszymi kulami… A z drugiej strony już wiecie, że to akt bezbronności niewiasty, że już ona wam się nie wymknie z waszych drapieżnych łap!”

Karol zgrzytał zębami. Czekał.
Widok kobiety osłaniającej rękami nagie, wielkie dzbanki, gdy jej suknia osunęła się i zawisła na biodrach, wywierał na nim piorunujące wrażenie.
Lecz spokojnie czekał.

Wreszcie Martha, teatralnym gestem, odsłoniła swe wdzięki. Zdawała się mówić: „Otom twoja!”

Władca rozdziawił usta, niczym sztubak.
Ależ mu się spodobały jej piersi!  
„Jakież ona ma zgrabne, mimo, że wielkie, te swoje puchary! Nic, tylko z nich pić!”

Bez słowa podszedł do niej i chwycił biust w dłonie.
- Są boskie!

Kobieta uwielbiała pochwały mężczyzn dotyczące jej dużych walorów.  
Jakby bezwiednie, sama prężyła się przed księciem.

- Są boskie! – powtórzył – jakie kształtne! Jak zamorskie puchary! Podobnież jako i one stworzone do picia!
W tym momencie pochylił się. Najpierw ucałował jedną pierś prosto w brodawkę. Potem drugą. Wreszcie przyssał się do sutka, silnie, jak niemowlę.

Martha wzdychała głęboko.

- Ach… mój panie… proszę… nie tak mocno… wyssie mnie pan całą…

- A tak! Wyssę! Wyssę! Wydoję!

Po tej deklaracji książę jakby przystąpił do jej urzeczywistniania. Ustami ssał zachłannie, a dłońmi ujął cycki i począł je namiętnie ściskać.

- Ach… panie… błagam, nie tak mocno… jestem delikatną białogłową… - Martha wzdychała, lecz tak naprawdę, schlebiała jej admiracja księcia.

- Delikatna białogłowa, a cyce jak dynie!

Karol gniótł piersi zapamiętale, jak rozjuszony odyniec.

- Ach… panie… ach… litości…

- Nie mów dzieweczko, że arcybiskup oszczędzał twoje bimbały! Mówił, żeś cycatka, jakich mało! Prawił, że złożył swój pastorał między twe kielichy! Prawił, że najpierw z nich pił, ale potem lał w owe puchary swój nektar!

- Ach… a więc pochwalił się?

„Cóż za sprośny wieprz! Wyzywał mnie od wszetecznic, a sam wszelakie swawole na mnie eksperymentował! Istotnie wtargnął swą buławą między moje cycki! Ścisnął mi je, po czym posuwał, jakby był w piczy!”

- I to jak pochwalił! Twierdził, że nie tylko siedzieć nie mogłaś, ale i położyć się na brzuchu, ha ha ha!

- Panie, racz nie dworować sobie z biednego dziewczęcia… Auua! – Krzyknęła Martha, gdy poczuła jak uszczypnął ją w sutek.

- Biedne dziewczę się ociąga i jeszcze nie odkryło przed władcą swych skarbów! Nuże damulko, zrzucaj swe śliczne, babskie fatałaszki!

Kobieta z każdą chwilą podniecała się coraz żarliwiej.
Dlatego chciała tego. Chciała obnażyć się przed władcą. W geście uległości. Uchylić przed nim rąbka swej tajemnicy… nie odsłonić przed nim całą zasłonę!

- Dobrze panie… po to jesteś władcą, by białogłowie tak pośledniego stanu jak ja, rozkazywać…

Karol pławił się swą władzą.
„Warto rządzić! Choćby po to, by mieć w swej mocy taką dziewkę! By delektować się jej usłużnością…”

Gapił się jak urzeczony na to, jak Martha dłońmi ujęła materiał sukni na biodrach, po czym, powolnym ruchem zsunęła.  
Ubranie leżało na posadzce, a przed księciem stała zupełnie naga kobieta. Zawstydzona, okrywała rękami swe łono.

„Ależ uroczo to wygląda! Zdrowa dziewka! Ze zdrowym zadkiem, osłania swoje najsekretniejsze skarby! Ale do czasu! Do czasu! Zaraz się tu mi pięknie obnaży!”

- Jesteś piękna i zgrabna jak rusałka! Unieś ręce do góry i obróć się z wszystkich stron. Chcę cię podziwiać!

Martha opuściła wzrok, zaś uniosła ręce. Wstydziła się. Dziś zaledwie poznała księcia, a już stoi przed nim nagusieńka.

„Ależ on się na mnie gapi! Jakby chciał mnie zjeść… Ach… teraz mam się okręcić naokoło… jak w tańcu… nie! Jak niewolnica na targu!”

Martha, kusząco kręcąc tyłkiem, obróciła się wokół osi swego ciała.
Książę nie mógł się powstrzymać, doskoczył i z całej siły klepnął kobietę w pośladek.

- Auuuaa! – żachnęła się panna.

- Damulko, pewnie nie raz w tłoku, jakiś czy to możny, czy to pachoł, podszczypnął, albo klepnął!

Martha wzniosła oczy ku niebu. „A pewno! Zwłaszcza mocno zakrapiane uczty służą temu, by mężowie szukali okazji by złapać tu, czy tam, lubo podszczypnąć czy klepnąć… Skaranie boskie z tymi chłopami!”

Napalony rycerz teraz parł do jednego.
- Pani, legnij teraz na tym łożu na plecach.
Marthę ciekawiło, czy książę podniecił się na tyle, by chcieć ją posiąść. Ona bardzo tego chciała, pragnęła wręcz.
Dlatego tylko krótko pozorując ociąganie się, kierowała kroki ku łożu.
- Panie… pomnij, żem cnotliwą białogłową… jedynie ze względu na twą władzę, idę do twego łoża…

Karol z lubością przypatrywał się damie, która, zupełnie naga, kładła się na skórze niedźwiedzia.
- A teraz, moja panienko, rozłóż nóżęta!

Martha udawała bardziej zawstydzoną, niż była.
- Panie… sromotnie zawstydzasz, biedną i skromną białogłowę…

Mężczyzna jednak syknął przez zęby.
- Nuże! Chcę widzieć twe skarby!

Sytuacja podniecała kobietę. Oto przed możnym władcą rozkłada się, rozkłada szeroko nogi, by ukazać swe niewieście sekrety.
Widziała blask w jego oczach, gdy rozchylała uda. Dostrzegła jego drżenie ust, gdy wpatrywał się w jej niczym nie osłonioną szparkę.

Podszedł do niej, żeby mieć jej muszelkę tuż przed twarzą.  
- Pozwól, że złożę pocałunek na kwiecie twej kobiecości, o pani…

„Cóż za dworski z niego rycerz! Pełen ogłady romantyk… Niech całuje me płatki! To musi być rozkoszne! Jak wtedy, w kraju Franków…”  

Karol językiem i ustami „oddawał hołd wonnej lilii”, jak raczył to określić. Nasłuchiwał przy tym emocjonujących westchnień kobiety, która nie kryła odczuwanej rozkoszy.

- Aaaa… panie… cóżże ty ze mną wyczyniasz… aaaa…

Tym zapamiętalej pieścił książę srom Marthy. Wbił język w jej cipkę najgłębiej jak potrafił. Penetrował ją tak, jakby wylizywał najsmakowitszy nektar z wąskiego pucharka.

- Aaaach… panie… odlatuję ku niebiosom! Dowodzisz tego, że mąż… achhhh…  może niewiastę wychędożyć… achhh… nie tylko swym przyrodzeniem…

Karola to ogromnie ekscytowało, ale jednocześnie potwornie drażniło. Jego miecz nie uniósł się ani trochę!

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2628 słów i 15001 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Mam do Was mnóstwo pytań, ale żeby nie mitrężyć Waszego czasu, pozwolę sobie postawić tylko kilka.
    1. Czy dodawać opisy pomieszczeń, obyczajów, strojów itp. co by znacznie przybliżyło klimat, ale jednocześnie wydłużyło akcję?
    2. Czy akcja nie jest właśnie zbyt długa...? Spodziewam się, że niektórzy chcieliby szybciej przejścia do konkretów, czy wręcz (tu pozdrawiam Anetę) tzw. ostrego seksu.
    3. Czy, zwłaszcza mężczyzn, nie drażni niemoc bohatera, który "nie staje na wysokości zadania"?

  • Aladyn

    @Historyczka  Przede wszystkim uważam, że  to opowiadanie jest godne najwyższego uznania za jego oryginalność, a zwłaszcza za rewelacyjny język.
    A jeśli chodzi o postawione przez Ciebie pytania, to moje zdanie jest następujące.
    Ad 1. Te opisy, które wspominasz uważam za wystarczające, a klimat epoki dodtatecznie przybliża świetny język.
    Ad 2. Pewnie, że można by skrócić czas dojścia do "konkretów", ale też powolne do nich dochodzenie, taka swoista "gra wstępna", sprzyja narastaniu podniecenia w oczekiwaniu na seks (tu też pozdrawiam A-A).
    Ad 3. Drażnić może tych, którym nieobce są takie problemy jakie ma bohater, ale nie tych z orężem niezawodnym.

  • Historyczka

    @Aladyn Dzięki Ci za konkretne odpowiedzi! I za miłe słowa :)