Czas tak szybko leci

Czas tak szybko leciTo od dłuższego czasu moje pierwsze opowiadanie. Poziom nie jest najwyższy, ale może się spodoba. Zapraszam do czytania. :)


Wychowałem się w jednej z miejscowości na Mazurach, miejscowości która latem jest szturmowana przez turystów. Jak każdy z dzieciaków, później nastolatków, miałem swoich znajomych, kolegów, bliskich przyjaciół. Tak na prawdę przyjaciel był jeden, taki najlepszy, a nasza przyjaźń skończyła się dosyć wcześnie, bo w momencie gdy miałem 16 lat.

Konrad, mój przyjaciel, był rok starszy ode mnie. Wprowadzaliśmy się w młodość dosyć ekscentrycznie, czego nie pochwalam już dzisiaj.  

Dużo piliśmy, balowaliśmy, w pewnym momencie zaczęły się dziewczyny, bliższe spotkania, pierwszy raz i tak dalej. Jak to często bywa, zdarzyła się i wpadka. Wpadka zdarzyła się tylko Konradowi.  

Mając 17 lat, okazało się, że zostanie ojcem. Wiadomość ta była dla nas dziwna, a także straszna. Mieliśmy się za dorosłych ale nie na tyle, aby myśleć o tym że tak mogło się to wszystko skończyć. Mimo wszystko, nie zostawiłem przyjaciela, pomagałem jak tylko mogłem, pracując i oddając mu część swojej pensji, by mógł utrzymać rodzinę. Z dziewczyną z którą wpadł, ożenił się i urodziła im się córka. Oczko w głowie tatusia, Sylwia. Ksero-kopia mamusi. Czarno włosy aniołek, który z mojego przyjaciela, dzieciaka uczynił dorosłego mężczyznę.

Ja sam ożeniłem się w wieku 21 lat. Uznałem to za wiek optymalny do tego aby założyć rodzinę. Czasy były inne i wszystko było jakieś takie łatwiejsze, że mając cudowną kobietę przy boku. Wszystko było jak w bajce, żyło się świetnie, do momentu aż ja skończyłem 28 lat, a żonka skończyła szkołę i zaczęła pracę w jednym z tych "światowych" biur, tam gdzie byli "lepsi" ludzie, z którymi spędzała co raz więcej czasu, a mąż taki jak ja, nie pasował do jej nowego świata. Śmiech na sali. Biurowce i światowi przedsiębiorcy na Mazurach. To też zrozumiałem w pewnym momencie, że Milena mnie zdradza. Nie dociekałem z kim, pewnie z jednym z tych świetnych kolegów z pracy, którzy ociekali zajebistością. Nie długo po tym jak się dowiedziałem o zdradzie, wystąpiłem o rozwód. Dzieci nie mieliśmy, więc wszystko poszło łatwo.  

Wyprowadziłem się z Mazur, prosto do stolicy, uciekając do świeżo kupionego mieszkania, czterech ścian gdzie mogłem żyć w samotności, tam gdzie sąsiedzi nie pchają się z buciorami do mojego życia. Załapałem dobrą pracę, elektryka samochodowego, później otworzyłem swój warsztat, stać mnie było na dużo, to też nie miałem problemu z jedno razowymi Panienkami, które połasiły się na trochę grosza. To jakiś przelotny romans, to jakaś z małolat, które mieszkały gdzieś obok. Nie narzekałem.

Po kilku latach stwierdziłem, że fajnie byłoby pojechać w czasie wakacji do mojej rodzinnej miejscowości. Tam gdzie się wszystko zaczynało, gdzie skończyło się życie przykładnego męża, tam gdzie miałem poza rodziną tylko jedną osobę - Konrada.

Zadzwoniłem do niego, umówiliśmy się i na okres tygodnia, miałem wynająć jeden z letniskowych domków obok jego domu.

Udałem się na miejsce, dostałem adres jego nowo postawionego domu którego jeszcze nie widziałem. Znalazłem działkę, zapukałem do drzwi. Drzwi otworzyła mi jego córka. Ta która była falą zwrotną w życiu mojego przyjaciela. Czas tak szybko leci. Stała w progu przede mną 19-letnia dziewczyna. Wysoka brunetka, trochę więcej niż 175 cm wzrostu, o dużym na prawdę biuście, długich zgrabnych nogach, talii która wobec bioder "do rodzenia" wydawała się strasznie wąska. Popatrzyłem chwilę na nią zdumiony, że z tej małej dziewczynki która zmieniła poniekąd moje życie, wyrosła taka już kobieta. Nie jakaś nastoletnia szkapa, czy dziewczynka, ale prawdziwa kobieta.

-Czy jest Konrad? - zapytałem zastanawiając się czy nie zrobiłem z siebie idioty patrząc na nią takim wzrokiem jakbym miał ją zjeść.
-Tak, mówił tata że będzie miał gościa, już wołam.

Odwróciła się na pięcie, oddalając się o kilka metrów wgłąb korytarza wołając tatę. Popatrzyłem teraz na nią z tyłu, sam bijąc siebie w pysk w myślach, że przecież jest prawie dla mnie jak córka, jako że sam nie miałem dzieci a myślę o niej jak o innych kobietach.

-Tato! Wujek już przyjechał!
No tak, sprowadziła mnie tym już na ziemię. Jestem co prawda obcy, ale widocznie zachowała się u niej i u jej młodszej o 7 lat siostry chęć nazywania mnie wujkiem. Sylwia widocznie pamiętała czasy, gdy kupowałem na gwiazdki jej i siostrze drogie upominki, za większość odkładanych przeze mnie i przez żonę pieniędzy. Zamyślenie rozbił Konrad wychodząc z jednego pokoi tego dosyć sporego domu.

-Siema stary!
-Tragedia, nawet nie wiesz jak się stęskniłem za moim przyjacielem! - krzyknął i wpadliśmy sobie w przyjacielski uścisk.
-Dawaj tą torbę i wchodź. Sylwię pamiętasz, teraz to już jest dorosła Panna, czas działa swoje. A Ania, o! Mój drugi aniołek, 12-letni skarb tatusia.  
-Jasne że pamiętam - mówiłem od tak, na odczepnego, kątem oka zerkając na Sylwię i oglądając dorobek mego starego przyjaciela.

-Nie myślałem że tak się postarzeliśmy, ale patrząc na Twoje dzieci, to się załamałem. Jesteśmy już na prawdę starzy.
-No! Ledwie zdążyłem się dowiedzieć że zostanę ojcem, a jakby na drugi dzień Sylwia przyprowadziła pierwszego chłopaka do domu!

No tak, taka dziewczyna to musi mieć wzięcie. Jej mama nie była najgorsza, ale córeczka, zawstydziła mimo wszystko mamusię.

Za chwilę zjedliśmy obiad, poszliśmy na ryby, schlaliśmy się jak kiedyś i wróciliśmy. Nie pamiętam nawet jak znalazłem się u Konrada w domu, w sumie to w jednym łóżku razem z nim, ale grunt że cali i zdrowi. Strasznie skacowany wstałem, otworzyłem browara i odpaliłem papierosa. Wyszedłem na balkon, by odetchnąć świeżym powietrzem. Tam oczywiście jak na złość była Sylwia, która ustawiała na tarasie talerze do obiadu. Taras był bezpośrednio pod balkonem, to też miałem łatwy widok na nią z góry. Była wysoka, o ciemnej karnacji, tak jak przystało na kobietę, miała solidne kształty, oraz ten biust... że też w Warszawie nigdy nie spotkałem takiej kobiety. I ten łańcuszek, który zwisał z jej szyi i zatapiał się między jej piersiami. Coś pięknego.

Ale mówiła do mnie wujku, co mnie opamiętywało, a nie dopuszczałem do swojej głowy żadnej odważniejszej myśli, by nacieszyć tylko swoje oczy patrząc na nią. Po chwili weszła do domu, znikając z mych oczu.  

Wróciłem do pokoju, wyrzucając papierosa i odstawiając resztki browara na parapet.

-Haha! Drągal! - śmiał się Konrad, który wyglądał tragicznie, z resztą ja pewnie też nie lepiej.
-Dobra, jeb się, Tobie nawet nie ma co stanąć rano. - odpowiedziałem w formie żartu i dobrze wiedząc, czym był spowodowany wzwód.
-Ale się najebaliśmy. Tragedia, mózg to chyba mi wybuchł.
-Nigdy go nawet nie miałeś - zacząłem dogryzać jak za dawnych czasów.
-Dobra, wstaję. Trzeba się ogarnąć, zjemy obiad i pomyślimy co dalej.

Dzień zleciał tak samo jak poprzedni. Obiad, tym razem po obiedzie odpoczywaliśmy. Potem wypad do knajpy.  
Drugi, trzeci, czwarty, zleciał tak jak i poprzednie, co dziennie piliśmy, co dziennie zbieraliśmy się po kacu. Niczym jakbyśmy mieli znów po 16 lat.  

W piątek, 2 dni przed moim wyjazdem, Konrad powiedział że teraz musimy zostać u mnie w wynajętym domku, bo w domu jest jakaś impreza, młodzi robią sobie ognisko, czy tam grilla. Więc będziemy starać się mieć na nich oko, a i tak będziemy pić jak przez ostatnie dni.

Do wieczora zleciał czas szybko. Konrad przyszedł, poszliśmy kupić browary. Jego żona ewakuowała się do swojej siostry, a my zostaliśmy pilnować i pić. Zaczęli schodzić się po woli goście, było ich coś około 40, tak więc dosyć duża impreza. Spora ilość chłopaków powodowała, że zacząłem się zastanawiać, czy któryś z nich dostanie dzisiaj Sylwię. Wiedziałem, że taką dziewczynę jak Ona chciałby każdy facet żyjący na tym świecie. Inaczej patrzyliśmy na to chyba tylko my dwaj, choć ja byłem nie co zbliżony do tych młodych chłopaków.

Impreza się zaczęła, zaczęło się picie, muzyka, tańce. Tam tworzyła się gdzieś nowa para, tam gdzieś inni się całowali. Widzieliśmy podwórko z okna mojego domku, więc można powiedzieć, że pilnowaliśmy imprezy.

-Konrad, Ty, ktoś Ci zarzyguje taras - zauważyłem i powiedziałem śmiejąc się.
-Es thy kuwa, ja ebe, ne am siy ić tam - te kilka dni musiało go solidnie dobić. Z tego co zrozumiałem, kazał mi tam iść, jako że byłem trochę bardziej trzeźwy.

Zamknąłem drzwi od domku i poszedłem sprawdzić co się dzieje. Jeden gościu faktycznie rzygał na taras, inny jeszcze się do tego zbierał. Co trzeźwiejsze dziewczyny, zaczęły pomagać Sylwii, a chłopaki odprowadzili gdzieś pod płot tych którym się zbierało na zwrócenie wypitego alkoholu. Podpowiedziałem, aby zrobiły trochę herbat, towarzystwo wypije i poczują się lepiej i nie będą rzygać.

Tak też się stało, trzy dziewczyny poszły do kuchni, po chwili dwie jednak wyszły. W zasadzie to wybiegły, jedna z ręką zatykając usta, druga jakby spieszyła jej na ratunek.
Więc Sylwia sama w domu. Pomyślałem, że pójdę do kuchni trochę ucieszyć przepite oczy.  

Wszedłem do kuchni, wejście było dosyć ciasne, z jednej strony stał stół, z drugiej rozpoczynał się szafki. Rozejrzałem się, nie było jej tam.  

-Przepraszam! - krzyknęła Sylwia.  
Odwróciłem się, stojąc w przejściu Była ubrana w dosyć obcisłą czarną bluzkę, bez ramiączek, przez co jej piersi prawie nie wyskoczyły. Włosy miała rozpuszczone, jak zawsze miała też zaczesaną na prawo grzywkę. Na szyi wisiał naszyjnik. Inny niż ten wcześniej, miała ich chyba od groma, ale ten też spoczywał spokojnie między tymi dwiema kulami. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć je z takiego bliska. Niżej ubrane miała jeansowe krótkie spodenki. Zakrywały jej tyłeczek całkowicie, co chyba jeszcze bardziej kusiło.

-Ja się nie gniewam! - odpowiedziałem drętwo, próbując zażartować.  

Wchodząc otarła się swymi piersiami o moją dosyć dobrze zbudowaną klatkę. Stanęła obok kuchni, czekając aż woda się dogotuje.

-a co z tatą?
-Trochę go zmogło i ja przyszedłem widząc że ktoś zasyfił taras.
-Ahh, no tak. Przecież stamtąd wszystko widzicie.  
Ledwie rozumiałem co do mnie mówiła, patrząc na nią ledwie utrzymywałem wzrok.
-I jak, herbata pomaga?
-Tak, jedną serię już zaniosłem, teraz idzie druga, trochę towarzystwa już padło. Zaczynają się rozchodzić.
-Ładny ten naszyjnik - patrząc na jej piersi wyciągnąłem pewnie rękę i złapałem za niego, wyciągając go z jej piersi.
-Prawda? Dostałam go od taty, jak w sumie większość. Wie że je lubię. Podobają Ci się wujku?
-Tak, ten jest wyjątkowo ładny - pieprzyłem trzy po trzy, zastanawiając się co ja właściwie działam.
-Ale Ty wyrosłaś, jak wyjeżdżałem, to byłaś w wieku swojej siostry, a teraz!
-a teraz co?
-a teraz już kobieta, z prawdziwego zdarzenia - STOP! Idioto, co Ty robisz, stoisz pijany, i flirtujesz z córką swojego najlepszego przyjaciela, która ma Cię za wuja?
-a no, czas leci dosyć szybko, tak jakoś nawet sama nie zauważyłam kiedy dorosłam. - zalewała w ten czas herbatę. Ustawiła wszystkie na tacy. Było ich mało, co pozwoliło jej wziąć tacę na jedną dłoń.  
-Coś Ci spodnie spuchły, wujku - powiedziała jednoznacznie, drugą ręką poklepując mnie dwa razy po rozporku.
Ustawiła herbaty na stole, a ja wyszedłem za nią z kuchni, patrząc na nią jak kręci tym cudownym tyłeczkiem.  
Stałem tak w samym wejściu kuchni.

Po chwili wróciła, przeciskając się tak samo jak za pierwszym razem między mną, a blatem. Tym razem przechodziła tyłem i otarła się mocniej, tak że ledwie powstrzymując się, patrzyłem na to jak przeszła.

I niczym pies na smyczy, poszedłem jej śladem, stanąłem przy kuchni i patrzyłem już chyba bez większego skrępowania, zastanawiając się, czego sam właściwie chcę.  
Stała tak, wpatrzona w ogień pod czajnikiem. Oparła się łokciem o blat i wystawiła swoje biodro mocno w bok. Lewą dłoń położyła na swym rozgrzanym udzie i jechała po woli wzwyż swego rozpalonego ciałka, a trzymając dłoń na piersi lekko ją ścisnęła. Miałem czyste wrażenie, jakby mnie umyślnie kusiła.

-To, to chyba ja.. pójdę już sobie ja sobie - wydukałem jąkając się. Ciężko było mi się powstrzymać od tego by na nią nie wskoczyć, a jednocześnie zacząłem myśleć o tym gdyby jednak tego nie chciała, jakie byłyby tego konsekwencje.  

Uśmiechnęła się lekko w moją stronę
-Dobranoc, Jarku - złapała mnie dłonią w pasie, lekko się do mnie przysuwając i dała buziaka, dosyć długiego, tuż obok ust. Zrobiłem to samo, odwzajemniłem jej ruch. Złapałem ją za talię jedną dłonią, a drugą trzymałem nieco niżej, po czym odwróciłem się i wyszedłem z kuchni.

Wyszła za mną, wołając mnie.

-Na górze jest rozłożone łóżko. Nie pozwolę Ci iść w takim stanie po ulicy. Zapomnij!

Słodki Jezu! Żebyś Ty wiedziała w jakim stanie! A może o tym właśnie mówiła, może właśnie to co przed chwilą się działo od jakiś 15 minut, było próbą sprowokowania mnie?  

-W sumie masz rację, ledwie co trzymam się na nogach. - i poszedłem przed nią po schodach. Od razu poszedłem do pokoju gościnnego. Tam faktycznie łóżko było już pościelone. Rzuciłem się na łóżko jak kawał drewna, próbując ułożyć sobie to, co się właśnie stało.  

Sylwia położyła się obok, dociskając się mocno do mego lewego boku, a lewą rękę położyła na moim brzuchu. Swoją zaś lewą rękę, przełożyłem jej za głowę, tak aby wygodnie mogła się położyć. Drugą rękę położyłem na jej żebrach, blisko piersi, lekko jeżdżąc, w górę i w dół.  

-Dziękuję Ci za pomoc - powiedziała spokojnym, słodkim głosikiem, patrząc mi się w oczy.

-Nie ma za co. To już nie jestem wujkiem?
-Teraz już nie.  

I zjechała ręką w dół, łapiąc mnie za chuja. Wiedziałem co się święciło, nie chciałem mieć już chyba żadnych oporów. Przysunąłem się do niej. Zaczęliśmy się całować, pchnąłem ją, by obróciła się na plecy. Wszedłem między jej nogi. Leżąc na niej masowałem jej uda, brzuch, piersi. Wszystko co tylko mogłem, namiętnie ją całując i wpychając jej swój język tak mocno i głęboko, że myślałem że nie ma on końca.  

W końcu dłońmi ściągnąłem jej kawałek tej bluzki, jako że była bez ramiączek poszło łatwo. W końcu je ujrzałem w pewnej okazałości. Ściskałem, masowałem, całowałem, ssałem, robiłem wszystko co tylko się dało, będąc przy tym tak szczęśliwym, że mało się nie popłakałem.  

Zszedłem niżej, ustami lekko jadąc po brzuchu, do spodenek. Rozpiąłem je i chciałem zdejmować, aby jak najszybciej wszystko załatwić. Jednak złapała mnie za rękę, broniąc mi tego.
-Mamy wiele czasu, nie spiesz się - powiedziała pouczająco.

Pchnęła mnie lekko, tak abym położył się na plecach.  

Zaczęła mocno całować mnie po klatce, zjeżdżając po woli co raz niżej. Zdjęła mi spodnie, następnie bokserki, z których wyskoczył ponad tydzień nie karmiony kutas. Zaczęła od jaj. Ssała je lekko, bardziej chyba skupiając się na ich lizaniu. Drugą ręką po woli zaczynała walić konia. Co raz wyżej, całując go i doprowadzając mnie do szaleństwa, doszła to napletka. Odsłoniła żołądź, lekko muskając ustkami. Po chwili cały znikł w jej buzi. Dopiero chyba w tym momencie zdążyłem zrozumieć co się dzieje. Największe marzenie które istniało w mojej głowie i we mnie całym od tygodnia, właśnie się spełniało. Ta którą miałem jak za córkę, właśnie trzymała głowę między moimi nogami i ssała mojego kutasa. Moje i jej życie zmieniło się w tej chwili raz, na zawsze, bezpowrotnie.

Podniosła się, zdjęła swe szorty, ściągnęła bluzkę i teraz cała naga i cała tylko dla mnie, okrakiem próbowała na mnie usiąść.  

Nie usiadła od razu na kutasie, zaczęliśmy się znowu całować. Po chwili sam włożyłem go do jej rozpalonej dziurki.  

Nie była tak ciasna jak miałem wcześniej na to wyobrażenie. Pewnie już przez nie jednego chuja rozepchana, co nie było w tym nic dziwnego w sumie. Mimo tego, że tak się wszystko potoczyło, była dziewczyną dobrze wychowaną, a to co się wtedy stało. Może to tylko działanie chwili, pożądanie, zaspokojenie się, napełniło ją odwagą do tego aby teraz siedzieć na penisie swojego "wuja".  

Jechała po woli narzucając co raz szybsze tępo. Była w tym dobra, widać że miała do tego smykałkę, choć brakowało doświadczenia ale byłem pewien że mogę ją jeszcze nie raz pouczyć.  

-Czekaj, zwolnij zaraz dojdę - przerwałem dłuższe milczenie.
-Jak to? Dlaczego? - zapytała zatapiając się w moim ramieniu.
-Jak dojdę, to strzelę w Ciebie, sięgnij po moje spodnie, tam są gumki.

Leżały obok. Wyciągnęła rękę, wyjęła gumki i podniosła się, aby założyć mi jedną z nich. Po chwili ponownie usiadła i tak samo jak wcześniej, po woli zaczęła mnie ujeżdżać. Rękoma masowałem jej tyłeczek, do jej tylnej dziurki wkładając palce i penetrując ją dosyć głęboko. Podniosłem głowę i ssałem jej różowiutkie, nie wielkie sutki. Ssałem tak mocno, że mało co ich nie połknąłem. Zacząłem dochodzić, narzuciła nieco szybsze tempo, ja dodałem też coś od siebie by dojść jak najszybciej. W pewnej chwili krzyczałem, Sylwia wbijała swoje paznokcie w moją szyję i moje ramiona. Spuściłem się i przez jeszcze krótką chwilę miałem sztywnego, dzięki czemu mogłem jeszcze trochę doznać tej rozkoszy. Zeszła ze mnie, zdjęła gumkę. Przez chwilę possała kutasa, połykając wszystko co z siebie wyrzuciłem. Położyła się obok mnie kładąc swoją głowę na moim ramieniu.

Masując jej pierś, myślałem o tym jak na rano spojrzę Konradowi w oczy. Po tym, jak wyruchałem jego kochaną córeczkę. Ja, jego najlepszy przyjaciel. Odbiegałem od tej myśli jak tylko się dało.

-i co dalej? chciałbym to z Tobą zrobić jeszcze nie jeden raz. Wiedz, że nie postrzegam Cię jako kobiety tylko na jedną noc.  
-to miłe co mówisz. i wiem, że możemy to jeszcze powtórzyć.
-ale nie mogę tutaj tak często przyjeżdżać, abyśmy się widywali. Zaczęły by się na pewno podejrzenia, że znikamy często razem.
-Zastanów się. Ile mam lat? 19.
-no i co?
-to, że zdałam właśnie maturę, a od października, zacznę studia. Tata już wie, że chcę studiować w Warszawie i wynajmie mi tam mieszkanie.  

Nie odpowiadając nic na to, wstałem, ubrałem się, pocałowałem ją mocno, jak swoją kochankę na pożegnanie i poszedłem do letniskowego domu.

kyrgiakos

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3659 słów i 19259 znaków.

3 komentarze

 
  • PanLikaon

    Przyganial kocioł garnkowi :lol2:

  • kyr

    do niedzieli będzie kolejna część :) więc od jutra pilnujcie kto chętny ;p

  • PanLikaon

    Moralitet nie wyszedł ku uciesze Sylwi. Literacko- bomba. Ciekawe co uradowało tak pannę Lene? :D