CZAS rozdział 1

Nienawidzę tego stanu, gdy uświadamiam sobie, że się obudziłam. Wtedy próbuje zasnąć, aby nie musieć przeżywać znów nudnego dnia, który jutro będzie dokładnie taki sam jak dzisiaj i wczoraj. Niestety człowiek nie zawsze dostaje to czego chce. Tak było i w moim przypadku, gdy do uszu dotarł dźwięk budzika, który już kilkukrotnie okrutnie przypominał mi o mojej marnej egzystencji. Uświadamiając jednocześnie, iż musiałam wstać i odhaczyć dzisiejszą rutynę. Odszukałam ręką leżący na jasnej, dębowej podłodze telefon i wyłączyłam irytujący dźwięk, powoli usiadłam na łóżku i popatrzyłam pustym wzrokiem po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Ściany pokryte farbą w odcieniu brudnej szarości, duża, dwudrzwiowa szafa z bardzo jasnego drewna z białymi elementami stojąca pod ścianą, czarne biurko, duże dwuosobowe łóżko z białą pościelą,które stało naprzeciwko dużych drzwi balkonowych, obok stał stolik nocny z małą lampką. To wszystko wydawało się takie zwyczajne , normalne ale tak bardzo jak kochałam ten pokój za możliwość odcięcia się od ludzi , tak równie mocno go nienawidziłam, ponieważ czasem stawał się swego rodzaju moim więzieniem. Lubiłam przebywać sama ze sobą , kochałam samotność lecz nie chciałam do końca życia być sama, choć bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę , że tak będzie. Składało się na to bardzo dużo czynników, niestety na większość z nich nie miałam jakiegokolwiek wpływu. Gdyby ktoś poprosił mnie o narysowanie swojego pokoju zrobiłabym to z zamkniętymi oczami uwzględniając każdą najmniejszą plamkę na białym suficie, czy wgłębienie w szarej ścianie, a nawet każde ziarenko kurzu. Westchnęłam ciężko podnosząc swoje ciało z łóżka , zabrałam z obrotowego krzesła stojącego obok biurka przygotowane poprzedniego wieczora ubrania i skierowałam się do łazienki, która była połączona z moim pokojem. Przemyłam twarz zimną wodą chcąc się trochę rozbudzić, rozebrałam się ze swojego stroju do spania, który składał się jedynie z krótkich spodenek i męskiej za dużej o kilka rozmiarów koszulki. Następnie zaczęłam powoli wciągać na siebie czarne spodnie oraz biały podkoszulek z małą kieszonką po prawej stronie. Nieodłącznym elementem mojej garderoby jak i mnie była czarna bandamka, którą zawiązywałam na lewym nadgarstku i ściągałam tylko, gdy brałam prysznic ewentualnie zasypiałam bez niej, kiedy zapominałam ją założyć, co rzadko się zdarzało. Rozczesałam włosy pozostawiając je rozpuszczone i wytuszowałam rzęsy. Gdy już byłam gotowa spojrzałam na swoje odbicie. Nie lubiłam na siebie patrzeć. Nie było we mnie nic nadzwyczajnego czym mogłabym się pochwalić. Zwykłe, proste, sięgające do około trzy czwarte pleców blond włosy, które pod słońce miały wiele różnych odcieni, zielone, zmęczone życiem oczy, a pod nimi sińce od częstych nieprzespanych nocy. Mały, prosty nosek na, którym widniała nieliczna ilość piegów, których nienawidziłam, małe, wąskie, zniszczone od częstego przygryzania usta w malinowym odcieniu, blada cera. Moja figura nie należała do tych z okładek kolorowych czasopism, była zwyczajna, miałam swoje krągłości ale też wiele kompleksów jak każda osiemnastolatka. Zazwyczaj nie nakładałam na swoją twarz makijażu, ponieważ nie widziałam takiego powodu i nie lubiłam czuć na sobie warstwy podkładu i innych kosmetyków. Na co dzień używałam jedynie tuszu do rzęs oraz pomady na spękane usta. Popatrzyłam ostatni raz w swoje odbicie poprawiając włosy i spokojnym krokiem wyszłam z łazienki, przeszłam przez pokój i wyszłam na korytarz zmierzając dębowymi schodami do kuchni, gdzie już siedziała moja rodzicielka z kubkiem kawy w ręce. Moja mama była piękną kobietą o miodowych włosach, bystrym czekoladowym spojrzeniu, z pełnymi malinowymi ustami i zawsze tryskająca energią, Figury mogłam jej tylko pozazdrościć tak jak nie jedna dziewczyna w moim wieku. Zawsze elegancko ubrana i z nienagannymi manierami to właśnie cała Amanda Harris.  

- Dzień dobry- przywitałam się milo siadając na wysokim krześle przy wysepce kuchennej, gdzie już czekała na mnie porcja serowych naleśników z owocami polanymi sosem karmelowym.

- Witaj słońce, jak się dzisiaj czujesz?- zapytała miło patrząc na mnie z troską na co mimowolnie przewróciłam oczami. Zawsze to samo.

- Jest dobrze- zapewniłam kończąc konsumowanie mojego przepysznego śniadania- dzięki, za pyszne naleśniki, będę się już zbierać na autobus- uśmiechnęłam się sztucznie całując rodzicielkę w policzek.  

Rozumiałam jej troskę o mnie ale czasami jej nadopiekuńczość doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Wbiegłam jeszcze do swojego pokoju zabierając torbę z książkami oraz telefon, który wsadziłam do kieszeni spodni, w holu założyłam swoje stare czarne trampki. Krzyknęłam, że wychodzę, na co nie dostałam odpowiedzi i wybiegłam z domu jednocześnie rozplątując słuchawki. Na przystanek doszłam idealnie kilka minut przed autobusem ale po chwili namysłu zrezygnowałam z pójścia do szkoły i tak został ostatni tydzień przed wakacjami, a ja nie miała już siły użerać się z tymi wszystkimi fałszywymi ludźmi. Skierowałam się więc w stronę miejsca, gdzie mogłam w spokoju spędzić kilka godzin. W głębi lasu znajdował się średnich rozmiarów domek na drzewie, który zbudowałam w dzieciństwie razem z tatą, uśmiechnęłam się na to wspomnienie wspinając się po starych stopniach drabinki. Powoli weszłam do środka przez drzwi, które zaskrzypiały ze starości, do moich nozdrzy od razu wdarł się zapach wilgoci pomieszany z zapachem lasu i moimi słodkimi perfumami, co było efektem moich częstych wizyt. Czułam się tutaj bezpieczna i szczęśliwa, z tym domkiem mam wiele pięknych jak również i tych bolesnych wspomnień. Był on jedynym miejscem, gdzie nikt mnie nie szukał, mogłam spokojnie pomyśleć, w samotności płakać i śmiać się wspominając szczęśliwe chwile dzieciństwa,które niestety nigdy już nie wrócą. Wnętrze było urządzone dosyć skromnie, przy ścianie stała niewielka komoda, nad nią półki z książkami, które często czytałam przesiadując tutaj godzinami. Na środku stał stolik do kawy przy, którym leżały dwie duże pufy, pod jedną ze ścian pod oknem stała  dość duża kanapa z dużą ilością poduszek oraz kocem. Drewniane ściany były pokryte ciemnobrązową farbą, co nadawało klimatu oraz domowego ciepła. Rzuciłam gdzieś w kąt torbę, włączyłam muzykę i zmęczona ułożyłam się na wygodnej kanapie, kładąc głowę na miękkiej poduszce i przykrywając swoje ciało kocem. Lubiłam tutaj przesiadywać, ze względu na ciszę i spokój zdarzało się , że ktoś przejechał samochodem polną drogą, która prowadziła wzdłuż przez cały las , znajdowała się ona nieopodal domku, lecz żeby do niego dotrzeć trzeba było zboczyć z kamienistej drogi, zazwyczaj nikt nie zapuszczał się w te tereny. Z wysokości na, której znajdował się domek z okna można było dostrzec między gałęziami innych drzew mały kawałek drogi. Nawet nie wiedziałam, kiedy moje powieki stały się coraz cięższe, a ja sama wsłuchując się w spokojną melodię lecącą z mojego telefonu odpłynęłam do krainy Morfeusza.

**

Jęknęłam przeciągle, gdy do moich uszy brutalnie wdarł się odgłos silnika samochodowego, który wybudził mnie z jakże pięknego stanu, którym był sen. Otworzyłam leniwie oczy przecierając je palcami, powoli wstałam z mojego wygodnego posłania szukając telefonu, z którego wydobywała się nadal cicha muzyka. Sprawdziłam godzinę i wydałam z siebie bliżej nieokreślony dźwięk uświadamiając sobie, że jest już późne popołudnie. Podeszłam do okna chcąc zobaczyć co się dzieje, niestety zauważyłam tylko kontur jakiegoś auta stojącego na polnej drodze, zaciekawiona postanowiłam to sprawdzić, ponieważ ten lasek nie jest zbytnio uczęszczany. Zabrałam swoją torbę wychodząc z domku, zeszłam po schodkach uważając, aby nie spaść co było bardzo możliwe z moją wrodzoną niezdarnością. Powoli i ostrożnie zaczęłam zbliżać się w stronę miejsca, gdzie coraz wyraźniej było słychać męskie głosy. Przemieszczałam się pomiędzy drzewami tak, aby nikt mnie nie zauważył, ostrożnie stawiając każdy kolejny krok, aby nie narobić hałasu. Gdy byłam już w bezpiecznej odległości jednocześnie tak, że wszystko widziałam, lecz niestety byłam zbyt daleko, aby zrozumieć co mówią. Dostrzegłam dwa sportowe auta, jedno z nich było czarne, a o jego maskę opierał się mężczyzna w ciemnej kurtce, nie widziałam jego twarzy, ponieważ był do mnie obrócony tyłem, lecz zauważyłam, że nie miał on włosów na głowie. Zaś przy drugim, czerwonym samochodzie stał chłopak ubrany w czarne spodnie i szarą bluzę, której kaptur był zarzucony na jego głowę jednak dostrzegłam kilka niesfornych, czarnych, wystających kosmyków. Nagle zaczął zbliżać się powolnym krokiem do łysego mężczyzny przez co mogłam dostrzec, że w jednej z dłoni trzymał coś na wzór zrolowanych banknotów, ale przecież to niemożliwe. Po co komu tak duża ilość pieniędzy w dodatku będąc w lesie. Naczytałaś się za dużo kryminałów, idiotko- skarciłam się w myślach.  Starszy mężczyzna powiedział coś jednocześnie wyciągając i przekazując czarnowłosemu chłopakowi paczuszkę, która była owinięta brązowym papierem i taśmą, przez co nie mogłam stwierdzić co było jej zawartością.Nastała dziwna cisza.  

Gdybym wtedy wiedziała jak to co widziałam zmieni moje życie..

Zauważyłam jak kilkulatek sięga do kieszeni spodni, a następnie usłyszałam cichy brzdęk rozkładania scyzoryka. Wbił delikatnie koniec ostrza w paczkę leżącą w jego dłoniach, a następnie powoli wyciągnął. Na ostrzu mimo dosyć dalekiej odległości zobaczyłam coś przypominającego biały proszek, gdy czarnowłosy pochylił się nad scyzorykiem i prawdopodobnie wciągnął nieznaną mi substancję. Czego nie mogłam  dokładnie stwierdzić, ponieważ jego twarz zasłaniał kaptur. Wtedy zrozumiałam co w tym momencie się tutaj dzieje. To nie było zwykłe koleżeńskie spotkanie, na które resztą z bardzo daleka nie wyglądało. W tej paczce były narkotyki. Zimny pot oblał moje plecy, a oddech niekontrolowanie przyspieszył, w uszach zaczęło mi szumieć. Byłam świadkiem przekazania narkotyków. A jak mogłam się domyślić świadków takich wydarzeń nikt nie przyjmował z otwartymi ramionami.

Nie byłam już pewna tego co widziałam, jednocześnie mój mózg zaczął mi podsuwać różne scenariusze mojej rychłej śmierci. Jedynie co jeszcze zarejestrowałam było to, jak łysy mężczyzna wsiadł do swojego czarnego sportowego samochodu i odjechał. Zamiast uciekać, gdzie pieprz rośnie i cieszyć się z tego, iż pozostałam niezauważona. To skupiłam swój przerażony wzrok na stojącym nadal w tej samej pozycji co wcześniej chłopaka, z miejsca, w którym się znajdowałam mogłam dostrzec jego zamyśloną twarz. Jego postura sama w sobie wzbudzała strach mimo, iż nie był on bardzo umięśniony ale też nie mogłam powiedzieć, że był niewysportowany. Po dłuższej chwili przyglądania się chłopakowi już miałam odwrócić się i wrócić do domu, jednak nagle przeniósł on swój wzrok wprost na mnie, a nasze spojrzenia skrzyżowały się. Przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, kiedy jego niebieskie tęczówki przeskanowały całe moje ciało. Zauważyłam jak jego mięśnie niebezpiecznie się napinają, a w spojrzeniu dostrzegłam tlące się iskierki złości. Niewiele myśląc szybko odwróciłam się chcąc jak najszybciej zniknąć z tamtego miejsca, zaczęłam biec w stronę wyjścia z lasu mając nikłą nadzieję, że nie będzie za mną biegł. Przeraziłam się słysząc za sobą ciężkie kroki, przyśpieszyłam jak najbardziej potrafiłam prawie wywracając się na wystającym z ziemi korzeniu drzewa, gwałtownie skręciłam w prawa chcąc go zgubić. Czułam palący ból w płucach od bardzo dużego wysiłku fizycznego, moje nogi powoli odmawiały mi posłuszeństwa, ale nie mogłam przestać biec, musiałam się stąd wydostać. Słyszałam za sobą coraz głośniejsze kroki przez co moja panika wzrastała, a w głowie zaczęły tworzyć się najczarniejsze scenariusze jak skończę zgwałcona i zakopana w lesie. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię przez co tracąc równowagę boleśnie uderzyłam plecami o twardą korę starego drzewa. Zamknęłam oczy sycząc cicho przez promieniujący ból, jednak szybko przestałam zwracać na niego uwagę, gdy zdałam sobie sprawę  że zostałam przyciśnięta do drzewa ciałem czarnowłosego chłopaka. Torba, która o dziwo przez cały mój maratoński bieg dopiero teraz zsunęła się z mojego ramienia upadając na ziemię tuż przy naszych nogach.

- Dokąd to się wybierasz?- do moich uszu dotarł jego zimny i wyprany z emocji głos, na co przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Wciągnęłam dużą dawkę powietrza w płuca jednocześnie do moich nozdrzy dotarł zapach dymu papierosowego pomieszanego z miętą. Nie mogłam się ruszyć nawet o centymetr mój oddech z każdą sekundą jeszcze bardziej przyspieszał z przerażenia, a gula w gardle uniemożliwiała wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Chłopak jedną rękę oparł obok mojej głowy przez co był jeszcze bliżej wzmagając mój strach, drugą zaś podniósł mój podbródek tak, abym na niego spojrzała, co było dużym błędem. Pierwszym co zobaczyłam była jego wyraźnie zarysowana szczęka, pełne malinowe usta, prosty nos, uwydatnione kości policzkowe i te oczy. Przekrwione, zimne, błękitne tęczówki otoczone ciemną lamówką. Przypominały zamarznięty ocean, który w każdej chwili mógł okazać się zdradliwy. Jego spojrzenie było zimne niczym lód i gdyby mogło zabijać już dawno leżałabym martwa u jego stóp. Podczas biegu kaptur jego bluzy zsunął się, dzięki czemu mogłam zobaczyć jego czarne, lekko kręcone włosy, których kilka kosmyków opadało na jego czoło.

-Ja...ja..ja muszę iść- wyjąkałam z trudnością próbując nie patrzeć w te jakże hipnotyzujące i zarazem przerażające tęczówki, co było wręcz niewykonalnym zadaniem. Jedne co zrobił to przeniósł swoją rękę znad mojej głowy przytrzymując mnie w tali, abym w żądnym wypadku nie mogła mu uciec. Spróbować nie zaszkodzi prawda? Z tą myślą podjęłam rozpaczliwą próbę uwolnienia się.

- Przestań- powiedział spokojnym i zimnym głosem, ale ja nie mogłam przestać. Musiałam się stamtąd ulotnić , nie chciałam tu być. Tak bardzo pragnęłam wrócić do swojego pokoju i zaszyć się bezpiecznie pod kołdrą. Szarpałam się, a pod wpływem adrenaliny moje wcześniejsze odrętwienie zniknęło, jedyna myśl która zawładnęła moim  ciałem jak i umysłem to chęć ucieczki- Przestań ! - krzyknął głośno jednocześnie uderzając pięścią bardzo blisko mojej głowy na co automatycznie moja ciało zastygło w bezruchu. Popatrzyłam przerażonym wzrokiem w jego przekrwione tęczówki, w których było widać tylko nieopisaną złość- Dobrze, a teraz mnie posłuchaj uważnie, nikogo tutaj nie widziałaś, nic tutaj się nie stało, a ty spokojnie spacerowałaś sobie po lesie, rozumiesz ?- powiedział spokojnym głosem, ale tak przerażająco twardym i lodowatym, że moje ciało przeszył zimny dreszcz. Po moich plechach spływał pot, a ciało było kompletnie sparaliżowane strachem. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie nawet jednego słowa, ani nie byłam w stanie kiwnąć głową, co rozwścieczyło chłopaka jeszcze bardziej, jego oczy pociemniały, a mięśnie napięły się jeszcze bardziej jeśli w ogóle to było możliwe. Jedyne co potrafiłam zrobić i co robiłam w tamtej chwili to wpatrywałam się przerażona w chłopaka modląc się w duszy, aby dał mi spokój i wypuścił - Rozumiesz?- powtórzył głośniej, zabierając swoją dłoń z mojej tali i znów kładąc ją na swoje poprzednie miejsce. Przełknęłam wielką gulę, która utworzyła się w moim gardle.

- Ttak- odpowiedziałam bardzo cicho, ponieważ moje zaciśnięte gardło nie pozwoliło mi wydobyć z siebie głośniejszego dźwięku. Moja odpowiedź chyba mu się spodobała, ponieważ jego kącik ust delikatnie uniósł się w górę. Twarz chłopaka zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do mojej, co wywołało tylko jeszcze większą falę paniki w moim ciele.

- Cieszę się, że się rozumiemy kwiatuszku- wyszeptał do mojego ucha, akcentując ostatni wyraz, na co na całym moim ciele pojawiła się nieprzyjemna gęsia skórka. Czułam jego gorący oddech na swojej szyi, przez co ciężko i głośno przełknęłam ślinę. Serce pracowało na najwyższych obrotach boleśnie obijając się o klatkę piersiową. Nagle poczułam jego zimne usta tuż pod płatkiem ucha, wciągnęłam głośno i gwałtownie powietrze w płuca, a mój żołądek zawiązał się w supeł. Błagałam wszystkie świętości, żeby ta cała sytuacja się skończyła i okazała tylko niewinnym koszmarem , ale to nie był sen. To działo się naprawdę. Strach doszczętnie spowodował odrętwienie każdej komórki mojego ciała, odbierając możliwość jakichkolwiek funkcji życiowych. Chłopak powoli odsunął się ode mnie, zabierając dłonie, które były umieszczone po obu stronach mojej głowy uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę. W tamtym momencie mój mózg przestał rejestrować jakikolwiek ruch, głowa zaczęła boleć od natłoku myśli i wydarzeń, które były tak bardzo absurdalnie nieprawdopodobne, ale jednak były prawdą. Mój zamglony wzrok wbiłam w drzewo naprzeciwko siebie, czułam się jak w transie. Po kilku minutach, gdy otępienie mojego umysłu zniknęło zorientowałam się, że stałam już sama, chłopak zniknął, a  wraz z nim czerwone sportowe auto. Przetarłam twarz spoconymi i trzęsącymi się dłońmi jednocześnie wypuszczając z obolałych płuc wstrzymywane powietrze.  

To nie mogła być prawda, to się nie zdarzyło, mój mózg wymyśla sobie jakieś historie- tak to na pewno to.

Próbowałam przekonać samą siebie. Podskoczyłam ze strachu słysząc dźwięk dzwoniącego telefonu, powoli wyjęłam go z kieszeni , nieco się uspokoiłam widząc na wyświetlaczu kontakt rodzicielki. Drżącymi palcami odebrałam połączenie, przykładając telefon do ucha.

- Dzwonię ci powiedzieć, że będę dzisiaj bardzo późno w domu, ponieważ muszę zostać dłużej w pracy, także nie czekaj na mnie- usłyszałam jej spokojny głos przekrzykujący szum rozmów, westchnęłam cicho i przełknęłam ślinę, aby zwilżyć zaschnięte gardło oraz przełknąć gulę w gardle.

- Dobrze- odpowiedziałam zdawkowo, błagając w myślach aby mój głos się nie załamał podczas wypowiadania tego krótkiego słowa. Jedyne o czym teraz myślałam to powrót do domu. Nie mogłam już nic więcej usłyszeć przez głośny hałas, a po chwili słyszałam już tylko dźwięk zakończonego połączenia.

Moja głowa pękała od nadmiaru wrażeń dzisiejszego dnia, który jak żaden przedtem nie zaliczał się do mojej codziennej rutyny. Sama nie wiedziałam czy to dobrze, czy nie, ale wiedziałam jedno, nigdy więcej nie chcę spotkać tego czarnowłosego chłopaka, jego zimnego spojrzenia przeszywającego chłodem każdą nawet najmniejszą komórkę mojego ciała. On oznaczał kłopoty, a ja ich nie potrzebowałam. Słońce już powoli zaczynało zachodzić za horyzont, a w moje ciało jakby ze zdwojoną siłą zaczęły docierać wszystkie bodźce zewnętrzne zupełnie tak jakbym przez ten cały czas znajdowała się w swego rodzaju bańce, do której nie docierało nic. Byłam tylko ja, on i mój rozszalały czarnymi scenariuszami mózg. Poczułam chłód otaczający mnie z każdej strony, do moich uszu dotarł śpiew ptaków. Niebo zaczęło mienić się przepięknymi ciepłymi kolorami zachodzącego słońca. Objęłam się ramionami i na jeszcze lekko drżących z emocji nogach schyliłam się po swoją torbę leżącą w tym samym miejscu, obok moich trampek, skierowałam się powoli, tak aby się nie wywrócić w stronę wyjścia z lasu. Cały czas rozglądałam się na wszystkie strony idąc kamienistą polną drogą jak i chodnikiem czując na sobie czyjś wzrok. Zupełnie jakby ktoś mnie obserwował.

  Absurd, mój umysł płata mi  dzisiaj mało śmieszne żarty.

Przeszłam przez furtkę i podreptałam wyłożoną kostką ścieżką wprost pod same drzwi mojego domu. Na niebie słońce już całkowicie zaszło. Chmury przestały być już kolorowymi obłoczkami ciepłych barw, a zaczęły przekształcać się w szare i ciemne chmurzyska. Obejrzałam się nerwowo dookoła jednocześnie szukając w swojej torbie kluczy, gdy już je znalazłam starałam się jak najszybciej otworzyć drzwi, niestety z mojej niezdarności oraz poddenerwowania spowodowanego nieustannym uczuciem obserwowania jak i wydarzeniami sprzed zaledwie kilkunastu minut, upuściłam pęk kluczy.

-Cholera..- mruknęłam sama do siebie pośpiesznie podnosząc klucze. Z dużą trudnością wsadziłam odpowiedni z nich  do dziurki od klucz wreszcie otwierając drewnianą powłokę. Znalazłam się we wnętrzu ciemnego korytarza, lecz odwróciłam się i jeszcze raz przeczesałam wzrokiem całe podwórko, ponieważ dziwne uczucie obserwowania nadal nie zniknęło, a następnie zamknęłam dom na klucz. Po ciemku zdjęłam buty w holu wrzucając je po omacku do szafy, zapaliłam światło dopiero w kuchni. Na blacie zauważyłam małą karteczkę schludnie zapisaną pochyłym pismem mojej mamy, na którym przekazała mi, iż obiad jest w lodówce i abym nie zapomniała o swojej codziennej dawce leków. Nie miałam ochoty, na zjedzenie czegokolwiek, mój żołądek nie byłby w stanie przyjąć żadnego jedzenia, napełniłam jedynie szklankę zimną wodą, z którą skierowałam się do swojego pokoju. Odstawiłam szklane naczynie na blat stolika i jedyne czego w tamtym momencie pragnęłam to zimny prysznic, aby móc zmyć z siebie ten okropny dzień. Chwyciłam swoją piżamę i skierowałam się do łazienki, tam rozebrałam ze swoich ubrań wrzucając je do kosza na pranie, weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam zimną wodę. W pierwszym momencie zapiszczałam cicho pod wpływem zderzenia się lodowatych kropel wody z moim nagrzanym ciałem, ale właśnie tego w tym momencie potrzebowałam. Czułam jak wraz z wodą, która obmywała całe moje ciało spływa ze mnie stres, strach, jego zapach, który pozostawił po sobie będąc tak blisko mnie, uczucie jego zimnych warg pod płatkiem mojego ucha. Tego wszystkiego chciałam się pozbyć, zapomnieć, że taka sytuacja kiedykolwiek miała miejsce. Po kilku minutach zmieniłam wodę na cieplejszą jednocześnie namydlając swoje ciało żelem o zapachu mleka połączonego z miodem i malinami. Spłukałam z siebie pianę oraz umyłam również włosy szamponem o tym samym zapachu. Opatuliłam się puchatym ręcznikiem, następnie wytarłam swoje ciało i założyłam standardowy strój do spania.  

Znów nie popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze.  

Wchodząc do pokoju, w moje ciało uderzył zimny podmuch wiatru z otwartych drzwi balkonowych, szybko do nich podeszłam i zamknęłam. Dziwne wydawało mi się, że przed wyjściem z domu  balkon był zamknięty. Wzruszyłam ramionami, nie miałam już siły się nad tym zastanawiać, pewnie mama go otworzyła. Zgarnęłam szklankę z biurka oraz wycisnęłam na swoją dłoń trzy kolorowe tabletki, włożyłam je do ust i opróżniłam jednym chłystem szklane naczynie, przełykając gorzkie w smaku substancje. Opakowania schowałam z powrotem do szafki, nagle telefon w mojej dłoni zawibrował oraz wydał z siebie charakterystyczny dźwięk przychodzącej wiadomości. Pewna, że to wiadomość od rodzicielki spokojnie weszłam w ikonkę ze skrzynką odbiorczą, jednak to co tam zobaczyłam spowodowało u mnie chwilowe zatrzymanie akcji serca.

Od: Nieznany

Pamiętaj, że jeśli komukolwiek powiesz o tym co widziałaś nie będę już taki miły jak dzisiaj.

Do zobaczenia Kwiatuszku..  

Szklanka wypadła z trzęsącej się dłoni rozpadając się na drobne kawałeczki na podłodze, moje serce po chwilowym zatrzymaniu zaczęło bić w nienaturalnie szybkim tempie boleśnie obijając się o moją klatkę piersiową. Przed oczami stanęła mi znów cała sytuacja sprzed zaledwie kilku godzin w lesie. W mojej głowie jak zacięta płyta słyszałam tylko jedno słowo..  

Kwiatuszku, kwiatuszku, kwiatuszku..  

Tego było zbyt wiele, obraz przed oczami zaczął mi się zamazywać, a duszności uniemożliwiały zaczerpnięcie jakiegokolwiek oddechu, szum krwi, która w zawrotnym tempie krążyła po moim organizmie dotarł do uszu. Widziałam mroczki przed oczami, a po chwili nie czułam ani nie słyszałam kompletnie nic, ogarnęła mnie przerażająca ciemność. Jedyne co jeszcze zarejestrowało moje przerażone ciało to, jak upadam na miękki materiał łóżka. Oddałam się w ramiona ogarniającej mnie ciemności, która tak pięknie kusiła uczuciem uzależniającego spokoju.



~*~*~*~

Hej wszystkim, ta książka jest całkowicie wytworem mojej wyobraźni ! Mam nadzieję, że tym rozdziałem zachęciłam was chociaż trochę do dalszego czytania.  Rozdziały będę dodawać w miarę moich możliwości <3 Wyrażajcie swoje opinie, w komentarzach lub w wiadomościach ^^

2 komentarze

 
  • Somebody

    Potencjał jest, ale pracy jeszcze sporo przed tobą. No i ta długość... Ja nie lubię takich tasiemców. Niemniej całkiem nieźle.

  • agnes1709

    Tak szczerze - na 3+. Sporo powtórzeń (tęczowek nie żałowałaś :D), no i tak jak lubię szczegółowe opisy, tu jest ich zdecydowanie za dużo. Ale jako że to Twoje pierwsze, dam łapkę, popiszesz, poćwiczysz, a na pewno będzie coraz lepiej. Zadatki są. Pozdro;)

  • LostAngel696

    @agnes1709 Dzięki, za szczerą opinie, postaram się poprawić. Ważne, że jest PLUS 3 :lol2: