CZAS rozdział 4

Dziewczyna siedząca na balkonie w środku nocy może nie była zbyt normalnym zjawiskiem dla ludzi, ale dla mnie było tą rutyną, którą uwielbiałam. Przesiadywanie na marmurowych płytkach było lepsze od budzenia się z krzykiem przez koszmary i bezsensownego wpatrywania się w sufit lub ścianę. Wszystkie moje sny zawsze nawiązywały do tematu śmierci. Mojej śmierci. Ale ten był inny. Bardziej realistyczny, miałam wrażenie jakbym czuła czyjś dotyk na swojej rozgrzanej skórze. Nie był zimnym dotykiem śmierci, który co noc ściskał moje gardło przypominając jak mało czasu zostało. Nie, ten był inny. Emanował ciepłem, czymś na wzór nadziei? Był swego rodzaju żarliwym i gorącym pożegnaniem jak i szansą na lepsze jutro. Dawał poczucie bezpieczeństwa i chłodny podmuch niebezpieczeństwa jednocześnie. Wywoływał tak wiele sprzecznych emocji.  

I ten szept, barwa głosu była dziwnie znana  jak i odległa, obca. Nie potrafiłam pozbyć się ze swojego ciała tego wyimaginowanego dotyku, który najbardziej czułam na policzku. Ilekroć przykładałam w tamto miejsce dłoń wydawało mi się  jakby to nie był sen, moja wyobraźnia tylko coś co było realnym zdarzeniem.

  Niektórzy uważają, że sny mogą być czymś w rodzaju przepowiedni, proroczych snów. Może tak było i w moim przypadku, albo nieświadomie puściłam wodze fantazji.

Rozprostowałam swoje skostniałe ciało wpatrując się w pogrążone we śnie przedmieścia Oxnard. Pojedyncze promienie wschodzącego słońca przebijały się pomiędzy budynkami, a na niebo powoli wstępowały ciepłe kolory, którym ustępował mrok. Kochałam takie momenty jak ten, ale kiedy siedziałam w domku w lesie. Tam wszystko było prostsze, piękniejsze, uspokajające. Idealnie.  Ostrożnie wstałam z zimnej posadzki ciaśniej opatulając się kocem, weszłam do pokoju mając tylko jedną myśl w głowie. Szybko ubrałam luźne dresowe spodnie oraz czarną bluzę, zabrałam telefon i po cichu wyszłam z pokoju, a następnie z domu. Zarzuciłam kaptur na głowę kierując się w bardzo dobrze znaną mi drogę.  

Rękawami czarnego materiału przecierałam zmęczone oczy, kiedy wchodziłam na kamienistą drogę prowadzącą do lasu. Promienie słoneczne już prawie całkowicie rozgoniły mrok, przebijając się przez ciemne chmury i korony drzew delikatnie muskały ciepłem moją twarz. Mimo bardzo wczesnej godziny było jasno, dzięki czemu spokojnie mogłam dostrzec ciemną postać pomiędzy drzewami, która zawzięcie uderzała pięściami w korę jednego z drzew. Skrzywiłam się na ten widok. Musiało boleć. Odwróciłam wzrok wzruszając ramionami, to nie była moja sprawa, co ten ktoś tu robił. Jak dla mnie mógł się wyżywać na wszystkim czym chciał, byle nie zwracał na mnie uwagi. Skierowałam się w ścieżkę prowadzącą do domku, niestety w połowie drogi moja ciekawość zwyciężyła. Odwróciłam się w stronę tajemniczej postaci, zastanawiając się czy to dobry pomysł, żeby tam podejść. A co jeśli to jakiś niezrównoważony psychicznie człowiek? Pokręciłam z politowaniem głową na swoje niedorzeczne myśli kierując się w miejsce, gdzie było maltretowane biedne drzewo. Przystanęłam dwa metry od chłopaka, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego całe poranione dłonie, ale nie przestawał wyładowywać swojej furii. Jednocześnie ta cała sytuacja chyba go bawiła, ponieważ co chwilę wybuchał cichym śmiechem. Kiedy mój wzrok spoczął na jego twarzy, każda komórka mojego ciała jakby zdrętwiała. Tylko nie on.  

Czarne kosmyki kręconych włosów opadały na jego mokre od potu czoło. Zamknięte oczy, uchylone pełne usta i spięte do granic możliwości mięśnie tworzyły zapierający dech w piersiach obraz. Fascynujący i przerażający. Roztaczał wokół siebie złą aurę, ale ta zamiast odpychać przyciągała. On był definicją sprzeczności.

Powoli ułożyłam drżącą dłoń na jego ramieniu. Wtedy jakby czas stanął w miejscu. Nagle chłopak zatrzymał zaciśniętą pięść w połowie drogi do kolejnego furiackiego ciosu, ciało spięło się jeszcze bardziej pod wpływem mojego dotyku. Ze świstem wciągnął gwałtownie powietrze w płuca, przestał się śmiać.

Miałam szansę uciec niezauważona i nie przejmować się nim, ale nie mogłam. Sama nie wiem dlaczego. Może w jego desperackiej próbie wyładowania frustracji widziałam siebie.  

- Przestań- mój drżący głos mnie zdradzał. Bałam się, ale nie mogłam go tak zostawić, a co jeśli zrobiłby komuś krzywdę? Może zrobić tobie. Te słowa miałam gdzieś z tyłu głowy, ale nie zwracałam na nie uwagi.

Staliśmy w tej pozycji dobrych kilka minut lub zwyczajnie mi się wydawało. Mogło to być kilka sekund. Aż w końcu obrócił się w moją stronę jednocześnie strzepując moją dłoń ze swojego ramienia. Powieki uwolniły zimne spojrzenie. Przekrwione białka, nienaturalnie duże źrenice, prawie niedostrzegalne tęczówki, szybki oddech, drżące dłonie. Wtedy zrozumiałam.

- Witaj Kwiatuszku- zachrypnięty głos dotarł do moich uszu, a kąciki jego ust nieznacznie się uniosły. Śmierdział alkoholem.

Nie zwracałam uwagi na jego ton, czy spojrzenie. Nie patrzyłam na jego twarz, chciałam mu tylko pomóc. Wyciągniętą ręką chwyciłam za jego nadgarstek przyciągając pokaleczoną dłoń w swoją stronę. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenie. Delikatnie przejechałam opuszkami palców w bliskiej okolicy ran, na co czarnowłosy wyrwał się. Westchnęłam cicho.

- Chodź, trzeba to opatrzyć.- ruszyłam przed siebie, nawet nie odwracając się. Kiedy zdałam sobie sprawę, że chłopak nie ma zamiaru się ruszyć podeszłam do niego chwytając w pięść materiał jego czarnego podkoszulka ciągnąc za sobą.

Usłyszałam ciche parsknięcie śmiechem, na co sama lekko się uśmiechnęłam. Nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Pierwszy raz byłam odważna, nie bałam się czegoś zrobić. Wiedziałam, że byłam zła,że świadomie robił sobie krzywdę. Złość można rozładować inaczej. Po kilku minutach staliśmy już przed drzwiami domku na drzewie. Pchnęłam drewnianą powłokę wciągając chłopaka do środka, który w trakcie drogi zdążył odzyskać humor. Puściłam materiał jego koszulki i podeszłam do małej komody stojącej pod jedną ze ścian. Wyciągnęłam z niej podręczną apteczkę, trzymam ją, ponieważ jestem niezdarną osobą i czasem ulegam małym wypadkom. Wtedy apteczka jest bardzo przydatna.  

- Siadaj.- wskazałam dłonią kanapę, przerywając tym przyglądającemu się z rozbawieniem wszystkiemu chłopakowi.  

- Uuu.. Od kiedy ty jesteś taka stanowcza?- zaśmiał się, ale posłusznie wykonał moją prośbę.

Nie odpowiedziałam. Nasączyłam wacik wodą utlenioną znów sięgając po pokaleczoną dłoń.

- Może zaboleć.- odparłam spokojnie, delikatnie oczyszczając skrwawione knykcie. Usłyszałam tylko jak wciąga powietrze w płuca. Rany nie były bardzo głębokie ale rozległe.

- Jak się tutaj dostałeś?- zapytałam, kiedy skończyłam opatrywać jego dłonie.  

Wstałam z ziemi, posprzątałam cały bałagan, ale przez cały ten czas nie usłyszałam odpowiedzi. Odwróciłam się i wtedy pierwszy raz spojrzałam na jego twarz. Blade powieki znów zakryły lodowate spojrzenie, oddech powoli się uspokajał. Głowa opadła mu na lewy bark, a kosmyki włosów zasłaniały czoło. Usypiał. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, bo jak można zasnąć, kiedy ktoś sprawia ci ból oczyszczając rany? Odepchnęłam się od komody podchodząc do niego. Zaczął coś mruczeć pod nosem,  kiedy chciałam sięgnąć po koc nagle chłopak złapał mnie za nadgarstek i pociągnął mnie w swoją stronę. Tracąc równowagę opadłam z piskiem na jego twardą klatkę piersiową. Nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy dłonie czarnowłosego owinęły się ciaśniej wokół mojej tali.

- Co jest? Puszczaj mnie!- próbowałam się wyrwać, na co usłyszałam cichy śmiech chłopaka i poczułam wzmocniony uścisk. Bałam się. Bałam się jego siły, tego co może zrobić będąc jednocześnie pijanym i naćpanym.

- Csiii...- mruknął zaspanym głosem układając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Wzdrygnęłam się, kiedy poczułam na swojej skórze jego ciepły oddech.  

Podjęłam jeszcze kilka prób uwolnienia się z jego mocnego uścisku, niestety na marne. Więc ostatecznie skończyłam leżąc niepewnie obejmując czarnowłosego z wzrokiem utkwiony w drewnianej ścianie.

To wszystko wydawało się tak absurdalnie nierzeczywiste. Chłopak, który wywołuje mój prawie paniczny strach przytula się do mnie. Właśnie dlatego nie rozumiem ludzi. Odkąd się pojawił moja codzienna rutyna została zachwiana, nic nie było takie jak zawsze. Mam nadzieję, że szybko wszystko wróci do swojej normalnej, nudnej rzeczywistości. Nie wiem ile tak leżałam w bezruchu, kiedy moje powieki zaczęły robić się ciężkie ze zmęczenia, jego obecność, zapach, gorący oddech uspokajały mnie.


~*~*~
Wyrażajcie swoje opinie i łapki w górę jeśli się podoba! ;*

1 komentarz

 
  • szaramyszka

    szaramyszka 10 lip 11:48 ip:91246213

    No i w końcu super tylko żebyśmy wiedzieli o co chodzi trzeba rozwinąć sytuację